Opracował Jerzy Czerwiński.

Muzyka jest jednym z naszych dóbr, które dziedziczymy po naszych przodkach. Można jednak zauważyć wyraźny brak zainteresowania dawnymi świątnickimi melodiami i tekstami. Być może nie każdy z tych utworów to arcydzieło poetycko-muzyczne, ale niegdyś te utwory łączyły we wspólnym śpiewie mieszkańców Świątnik i stanowią taką samą cześć naszej historii, jak świątnicy, płatnerze czy walczący w dawnych czasach żołnierze. Dobrze, żeby o tej części historii Świątnik pamiętali zwłaszcza ci, którzy przyjęli na siebie obowiązki kierowania głosem czy instrumentami muzycznymi i mają największy wpływ na to, co w Świątnikach się gra i śpiewa.

Niewiele pieśni świątnickich doczekało naszych czasów. O ile można liczyć na odnalezienie spisywanych ręcznie tekstów przez chórzystów czy harcerzy, to niestety nic nie wiadomo, żeby jakiś znany z imienia czy nazwiska kompozytor zachował melodię w zapisie nutowym. Muzyka przekazywana była w drodze nauki z jednego na drugie pokolenie. Jednak po II wojnie światowej, gdy nowy system zburzył obowiązujące wcześniej fundamenty życia zawodowego (likwidacja prywatnych wytwórców) i towarzyskiego (likwidacja stowarzyszeń, w tym Czytelni Ludowej), proces przekazywania tej wiedzy wyhamował na tyle, że dzisiejsze pokolenie chcąc nie chcąc ma utrudnione możliwości jej poznania. Choć żyją jeszcze osoby, pamiętające tamte melodie, nie wszystkie da się dziś odtworzyć.

Niniejsze opracowanie dzięki internetowi będzie mogło przekazać nie tylko tekst i ilustracje, ale także da możliwość odsłuchania niektórych utworów. Dzięki życzliwości Muzeum Ślusarstwa w Świątnikach Górnych będziecie mogli państwo m.in. posłuchać nagrań świątnickich piosenek w wykonaniu samych świątniczan sprzed 40 lat nagranych przez Marcina Mikułę na szpulową taśmę magnetofonową o szerokości 0,25 cala.

Zastanawiać tylko może, czemu w wydanym w 2010 roku zbiorowym opracowaniu „Legendy, przepisy, zwyczaje czyli… gulasz świątnicki” nie ma ani jednej świątnickiej piosenki.

Muzyka w Świątnikach.

Świątniczanie od wieków słynęli z zamiłowania do śpiewu. Towarzyszył im on podczas prac przy zbiorach, jak i przy wytwarzaniu uzbrojenia, kłódek czy zamków. Warsztatowe śpiewanie ucichło w dopiero w drugiej połowie XX w., kiedy to powstały spółdzielnie pracy, a w pozostałych warsztatach zaczęły pojawiać się radioodbiorniki. Znamienny był pierwszy dzień pracy w Spółdzielni „Przyszłość”, zapamiętany we wspomnieniach Marcina Mikuły:

„Po zainstalowaniu odpowiednich maszyn i urządzeń, rozpoczęto produkcję w zakładzie otwartym w r.1956, likwidując tym samym prace chałupnicze w domach prywatnych. Były początkowo opory, trzeba było przełamać wiekowe przyzwyczajenia. Pamiętam dobrze pierwszy dzień pracy. Po krótkiej chwili stukania młotkami zaintonował ktoś starą pieśń „Kiedy ranne wstają zorze”. Wszyscy chóralnie podjęli śpiewanie. Przeszli następnie do pieśni patriotycznych i świątnickich. Zapanował pogodny nastrój i jakoś z miejsca przekonali się wszyscy do nowych – bardziej nowoczesnych – warunków pracy.”1

Najbardziej znaną pieśnią świątnicką traktującą o rzemiośle jest poniżej przedstawiona, będąca zarazem opisem typowego dnia świątnickiego kłódkarza:

Nic mnie tak nie cieszy,
Nic mnie tak nie cieszy,
Jak świątnickie rzemiosło.

Rano wstaje, już mi daje,
Kukuryku zniosą jaje.

Nic mnie tak

Rano wstaję, sachle kuję,
A żona mi obsypuje.

Nic mnie tak

Zwrotek było znacznie więcej, a każda opisywała kolejne czynności warsztatowe wykonywane podczas montażu kłódek.

<<<< Nic mnie tak nie cieszy MP3>>>>

Śpiew poza warsztatem pracy gościł przede wszystkim podczas spotkań towarzyskich. Przez wieki głównym miejscem spotkań była lokalna karczma. Świątniczanie bawili się również na festynach oraz na spotkaniach przy tradycyjnym węgierskim gulaszu. Repertuar odśpiewywanych pieśni obejmował od polskich pieśni patriotycznych po ludowe. Przy tak dużym zaangażowaniu nie powinno dziwić, że powstały także utwory lokalne. Poniżej zaprezentuje cztery takie piosenki. Słowa ich dotyczą głównie spraw obyczajowych, lecz pomimo dość swobodnych treści, znajdują się tam czasem także ciekawe informacje.

Gorzała lipka z jałowca

Gorzała lipka z jałowca, z jałowca, z jałowca, z jałowca,
Najlepsza herbatka z Dziadowca, z Dziadowca | x2
Bęc!

Gorzała lipka i jawor, i jawor, i jawor, i jawor,
Gdzieżeś się Jasiu zabawił, zabawił? | x2
Bęc!

Zabawiłem się u Resie, u Resie, u Resie, u Resie,
Pasła konisie na rosie, na rosie | x2
Bęc!

Gorzała lipka z jałowca, z jałowca, z jałowca, z jałowca,
Nie wychodź dziewczyno za wdowca, za wdowca | x2
Bęc!

Bo by ci wdowiec wymawiał, wymawiał, wymawiał, wymawiał,
Że pierwszą żonę lepszą miał, lepszą miał. | x2
Bęc!

Kupże se Jasiu kokoszkę, kokoszkę, kokoszkę, kokoszkę,
Niech ci wygrzebie nieboszczkę. | x2

Bęc!

<<<< Gorzała lipka MP3>>>>

W tej znanej jeszcze świątnickiej pieśni, warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy: pierwsza to wspomnienie słynnej studni w Dziadowcu – lesie leżącym poniżej Spółdzielni „Przyszłość”, szkoły podstawowej i miejskiej oczyszczalni ścieków. Znajdująca się tam studnia stanowiła jeden z głównych punktów zapewniających stały dostęp do pitnej wody, która ponadto słynęła z bardzo dobrego smaku. Wspomniana słynna „herbatka z Dziadowca” sporządzana była z dodatkiem wódki lub rumu. Drugą ciekawostką jest typowe dla Świątnik w dawnych wiekach ponowne zawieranie związku małżeńskiego przez licznych w owych czasach wdowców i wdowy. Brak medycyny i należytej higieny zbierał pokaźne śmiertelne żniwo. Nie było zaskakujące dla nikogo, że ktoś zostawał podwójnym wdowcem. Wracając do piosenki, ostatnia zwrotka jest ciekawym przykładem lokalnego, czarnego humoru.

Kolejne dwie pieśni to typowe utwory ludowe o tematyce męsko-damskiej. Pisownia zachowuje gwarowe wyrażenia, dziś już w znacznej mierze nieznane i nieużywane.

Kalina w lesie

Kalina w lesie pochyliła się | x2
Kasia na Jasia pogniewała się. | x2

Pojechał Jasiu na polowanie, | x2
Zostawił Kasieńkę, swoje kochanie. | x2

Przyjechał w nocy, koło północy, | x2
Zastukał, zapukał i otarł oczy. | x2

– Kasieńko moja napój mi konia. | x2
– Nie będę poiła, niem twoja żona! | x2

– Nie mojaś żona, aleś kochanka, | x2
Napójże, napój mego kasztanka. | x2

<<<< Kalina w lesie MP3 >>>>

Wysokie przełazecki.

Wysokie przełazecki
Pan tata je zagrodził
Abym ja, dziewczyno | x2
Do ciebie nie przechodził.

Oj wezmę siekiercki,
Porąbie przełazecki
I będę przechodził | x2
Do swojej kochanecki.

Oj, skoroś ty wiedziała
Żem ja jest urlopniecek2
Po cóżeś chodziła | x2
Kaj za mną na trawnicek.

Za las, chłopcy, za las

Za las, chłopcy, za las,
Bo za lasem grają,
Bo mi się za lasem |
Panny podobają.   | x2

Chodźwa my se oba,
Nie bójna się boba,
Bo boby malutkie |
Zbijema go oba.    | x2

Chłopcy świątniczanie
Każcie sobie zagrać,
Ino se nie dajcie            |
Czupryny potargać.    | x2

Bo ta czupryneczka
Nie lada, nie lada,
Żeby ją targała           |
Konarska gromada.  | x2

Ostatnia z odnalezionych świątnickich pieśni dotyczy wypraw do sąsiednich miejscowości na lokalne festyny. W zależności od miejsca zabawy, ostatnia linijka tekstu przybierała odpowiednie określenie: sieprawska, wrzosowska czy zestarska gromada.

Wspomniane powyżej pieśni wpisują się w świątnicki zamierzchły folklor, który stanowiły także ludowe ceremonie i obrzędy. A że i świątnicka tradycja miała własne utrwalone obrzędy, dziś już mało kto pamięta. Do takich ceremonii należy zaliczyć w pierwszym rzędzie zaślubiny. O tym, że i w Świątniki miały swoją własną tradycję zaślubin świadczą zachowane fragmenty komedii „Świątniczanie” Józefa Dziewońskiego z 2. połowy XIX w.

Chór prządek z komedyi pt. „Świątniczanie”

Gdy krótki dzionek w zmroku zapadnie,
A srebrne gwiazdeczki rozsieje noc,
Gdy spracowany do mnie się kładnie,
By utraconą odzyskać moc;
Dziewuchom hożym nie do pościeli
Nie jeszcze pora w spoczynku śnić
Toć przyzwoiciej siąść przy kądzieli
Z niej pożyteczna wysnuwać nić.
„Dziewuchy! Siądźmy do pracy wkoło
A po kolei niech każda z nas
To śpiewem bawi, gadką wesołą
Jak biczem trzasnął, uleci czas.3

Fragmenty libretta opublikował Związek Świątnicki w 1911 r. i są to jak dotąd jedyne znane fragmenty tej sztuki. A okoliczności odgrywania tej komedii najlepiej oddają słowa sprzed ponad wieku:

„W poprzednich numerach „Związku” piosenka prządek i kujawiak Franka, wyjątki z komedyi „Świątniczanie”, napisanej przez śp. Józefa Dziewońskiego, śpiewano na wieczorku w domu Michalca. Zeszły się tam dzieuchy, kobiety, by przy wspólnej, ochoczej pracy przy kołowrotku zaśpiewać wesoło, pogadać i najnowszymi wieściami czy też „bajkami” się podzielić. Przyszli tam i Jaśki, Jantki, Franki, bo każdy z nich ma między dziewczętami swoją ulubioną Resię, Wikcię, Kasię. W takiem towarzystwie nie braknie przeto i śpiewu, dowcipów zjadliwej zwłaszcza i ciętej w języku starej Sobkowej. I skrzypce się znalazły, a zabawa – w tany się zmieniła przeplatana krakowiakami […]”.4

Należy zaznaczyć, że spotkania świątniczan połączone ze śpiewem nie są w dzisiejszych czasach rzadkością. Do stałych wydarzeń należą sobótkowe i świętojańskie ogniska czy spotkania w dniu św. Jana (27 grudnia), których śpiew jest nieodłączną częścią.

Na początku XX wieku w Świątnikach utworzono chór, nad którym niedługo później opiekę objęła Czytelnia Ludowa. Nauka muzyki i śpiewu chóralnego stanowiły zresztą jeden ze statutowych założeń towarzystwa. Repertuar chóru składał się z melodii ludowych, w tym wspomnianych pieśni świątnickich, rozrywkowych oraz pieśni patriotycznych i religijnych. Śpiewano m.in.: Jak długo na Wawelu, Marzenie (muz. Chopin), Ave Maria (muz. Schubert), Powróćmy jak za dawnych lat, Prząśniczki (muz. Moniuszko), Płynie Wisła płynie, Szturmówka itd. Tradycja śpiewu chóralnego świątniczan pielęgnują obecnie chór „Milenium”, schola „Beatus” oraz kościelny męski chór „Credo”.

Wspomniana Czytelnia Ludowa zajmowała się także organizacją uroczystości patriotycznych, podczas których nieodłącznym elementem było wykonywanie z pomocą miejscowego chóru polskich pieśni „Boże Ojcze”, „Rotę” czy „Boże, coś Polskę”. Na „wieczorkach” wystawiano patriotyczne sztuki i śpiewogry oraz odtwarzano wybrane arie i pieśni z kompozycji polskich mistrzów. Jednak pieśni o tematyce patriotycznej znany były w Świątnikach znacznie wcześniej, o czym świadczy dobitnie opis miejscowości nakreślony przez W. L. Anczyca, który ok. 1862 roku miał okazję przyglądać się Świątnikom i świątniczanom. Jedną z rzeczy, które zadziwiły tego znanego literata, wydawcę i badacza kultury ludowej, był śpiew świątniczan i pieśni pamiętające czasy zygmuntowskie.

Pieśni religijne.

Charakter i tradycja obrzędów religijnych sprawia, że w kościołach wciąż rozbrzmiewają dźwięki i słowa napisane przed kilkoma wiekami. W parafiach takich jak Świątniki, które mogą cieszyć się wielopokoleniową historią, przez lata powstawały melodie czy też całe pieśni wykonywane tylko w miejscowym kościele. Pradawne hymny i pieśni ustępują jednak miejsca wciąż tworzonym nowym utworom, a zjawisko to dotyka także te „unikatowe” pieśni. Własna melodia czy aranżacja niekoniecznie musi oznaczać, że jest to muzyczne dzieło. Niemniej jednak jest to także cząstka świątnickiej historii. Cząstka Świątnik.

Droga Krzyżowa. Osoby, które przybyły do Świątnik i biorą udział w obrzędach religijnych tutejszej parafii, zawsze porusza śpiewana w okresie Wielkiego Postu, a kulminacyjne podczas obrzędów Wielkiego Piątku, forma nabożeństwa Drogi Krzyżowej. Najstarszy polski tekst Drogi Krzyżowej został wydany w 1731 roku we Wrocławiu i nosi tytuł: „Sposób nabożeństwa drogą krzyżową nazywanego”. Pierwowzór tekstu Drogi odprawianej od wielu lat w Świątnikach (najstarsi ludzie potwierdzają, że właśnie ta Droga Krzyżowa towarzyszyła im całe życie w świątnickim kościele) pochodzi co najmniej z początku XIX wieku. Ta pradawna forma nabożeństwa odprawiana jest nadal także w kilku innych parafiach w różnych częściach Polski: w Zaborowie, Rudzie Śląskiej (wersja skrócona 1-zwrotkowa, bliższa tekstowi oryginalnemu), Lublinie (parafia Świętego Stanisława) czy w Borowym Młynie. Warto dodatkowo zaznaczyć, że tekst tej drogi krzyżowej stał się jednym z motywów rozważań bł. Honorata Koźmińskiego OFMCap5. Poniżej zestawiam obok siebie najstarszy tekst tej Drogi z wersją śpiewaną w Świątnikach do przełomu XX i XXI w. (obecnie tekst został w kilku miejscach zmieniony).

 

Pieśń przy obchodach Drogi Krzyża Ś. ze Stacyami6 Świątnicka Droga Krzyżowa

Boska dobroci uderz w serce moje
Łaską skuteczną, by obfite zdroje
Łez wytrysnęły, nad Panem ciepiącym,
Krzyż dźwigającym.

Niech te strumienie, które grzech głęboko
Zamulił w sercu, spławią nasze oko;
Bo inszych Jezus zmęczony tak srodze
Nie chce w swej drodze.

I

Po wielu krzywdach i obelgach Pana,
Zawziętość ludzka stawia przed tyrana;
Aby nań wyrok ogłosił wołają,
Zbawcy nie znają.

Obwinia Piłat niewinność istotną,
Na śmierć skazuje u wszystkich sromotną,
Żeby na krzyżu Bóg zawisł z łotrami
I złoczyńcami.

II

Bierze Zbawiciel krzyżową machinę
Na swe ramiona, która grzechów winę
Naszych znaczyła, chcąc przez tę ofiarę
Znieść z ludzi karę.

Spieszy z ciężarem przy wielkiej ochocie,
By jak najprędzej na górze Golgocie
Stanął i umarł, za wszystkich grzeszników
I niewdzięczników.

III

Ach duszo moja! cóżeś uczyniła?
Żeś krzyż tak ciężki na Pana zwaliła,
Pod którym z nagła na ziemię upada,
Sobą nie włada.

Żeby wstał prędko kaci nalegają,
Naśmiewając się nogą popychają:
Żaden w upadku Zbawcy nie ratuje,
Ani folguje.

IV

Postawszy z ziemi, gdy na Kalwaryją
Zwróci się Jezus, postrzeże Maryją,
Matkę kochaną, ta ku niemu drżąca
Idzie płacząca

Wejrzą na siebie, nie mówią ni słowa,
Dla żalów ciężkich ustała wymowa:
Same w nich słychać głębokie wzdychania,
Jęki i łkania.

V

Boleść z żałością, że się wraz złączyły,
Jezusa w siłach ciężko osłabiły:
Tak, że już krzyża daléj nieść nie może,
Któż mu pomoże?

Pomóż człowiecze dźwigać krzyża Panu,
Wszak to dla twego szczęśliwości stanu:
Przyłącz się chętnie do Cyrenejczyka,
Za pomocnika.

VI

Nie tak rzęsisty sok z grona wyciska
Prassa, jako krzyż, gdy Pana przyciska:
Twarz świętą broczy krwią z potem zmieszaną,
Od złych zeplwaną

Na co żałosna patrząc Weronika,
Ociera Pańską twarz, wziąwszy ręcznika:
Tę wyrażoną w nagrodę uczynku,
Ma w upominku.

VII

Postąpi daléj, niosąc krzyża brzemię
Jezus kochany, w tem padnie na ziemię:
W bramie sądowej drzewem obalony,
Leży zemdlony.

Leje się źródłem krew z najświętszej głowy,
Gdy krzyż uderzył o wieniec cierniowy:
Ztąd nowa boleść Jezusowi memu
Na pół żywemu.

VIII

Zacne Matrony na ten widok nowy
Zapatrując się, a nie mogąc słowy
Żalu wyrazić, łzy obficie leją,
Wszystkie truchleją.

Cieszy je Jezus, nad własną osobą
Nie każąc płakać, chybaby nad sobą,
I nad synami, za których swawole,
Cierpi te bóle.

IX

Gdy daléj krzyża nieść w mdłości nie zdoła
Jezus zraniony, a hałastra woła:
Postępuj prędzéj na miéjsce karania,
Bez omieszkania,

Upadłszy ciężko, już to po raz trzeci,
Niby Cedr wielki gdy z Libanu leci,
Stęknie na ziemi, krew się z ran dobywa,
Hojnie wypływa.

X

Już stanął Jezus na górze Golgocie,
Gdzie go złość katów ku większej sromocie
Z szat obnażyła, zkąd się Jezus wstydzi,
Lud z niego szydzi.

Podaje ocet żółcią zaprawiony
Ustom Jezusa, by wypił spragniony,
Częstuje rzesza, nagli do spełnienia
Dawcę zbawienia.

XI

Obnażonego o krzyż uderzają,
Złośliwi kaci, litości nie mają:
Ciągną za nogi, ręce, bez ochrony,
Jak w lutni strony.

Dziurawią dłonie i nogi gwoździami,
Bijąc w nie silnie ciężkiemi młotami:
Krew się obficie leje z każdej rany,
Jako z fontany.

XII

Podnosi z krzyżem Jezusowe ciało,
Które się zewsząd krwią najświętszą zlało,
Stawia je wpośród dwóch łotrów, w dół skały,
Lud zbyt zuchwały.

Patrzy na wszystko Matka Boska z Janem,
Ta nad swym Synem, ten płacze nad Panem,
Że tak okrutnie na krzyżu rozpięty,
Kochanek święty.

XIII

Już dług wypłacił śmiercią Pan na drzewie,
Za grzech nieszczęsny w Adamie i Ewie:
Zdejmują ciało, nie bez łez wylania,
Do pochowania.

Matka bolesna, mając na swem łonie
Syna zmarłego, niema we łzach tonie:
Płacze, narzeka, ręce załamuje,
Rany całuje.

XIV

Obmywszy Ciało Jezusowe łzami,
Matka stroskana, z świętymi uczniami
Niesie do grobu i w nim ze czcią składa,
Mdlejąc upada.

Cna Magdalena, że jej we łzach mało,
Skrapia olejkiem woniejącym ciało:
Jęczy jak gołąb, że nadspodziewanie
Traci kochanie.

Pieśń idąc do Najświętszego Sakramentu

Płacz i ty duszo, wszak ta śmierć dla ciebie,
Żebyś wiecznością żyła z Bogiem w niebie;
Żałuj za grzechy, proś o zmiłowanie:
Odpuść mi Panie.

 
 
 
 
 
 
 
 
 

I

Po ciężkich krzywdach i obelgach Pana,
Zawziętość Żydów stawia przed tyrana;
By dekretował żyjącego wiecznie,
Boga koniecznie.

Obwinia Piłat niewinność istotną,
Na śmierć krzyżową u wszystkich sromotną,
Aby był Jezus na krzyżu z łotrami
Przybity gwoździami.

II

Bierze Zbawiciel krzyżową machinę
Na Swe ramiona, która ciężką winę
Grzechów znaczyła, chcąc przez tę ofiarę
Znieść z ludzi karę.

Spieszy z ciężarem sercem niestrwożony,
Dźwiga siłami już na śmierć zwątlony,
By jak najprędzej stanął na Golgocie,
Umarł w sromocie.

III

Stój, duszo moja, patrz coś uczyniła,
Jakoś krzyż srogi na Pana włożyła,
Pod którym w mdłości za ciebie upada,
Sobą nie włada.

Żeby wstał prędko kaci przymuszają,
Nogami kopią, gwałtem popychają.
Żaden w tym razie Pana nie ratuje,
Ani folguje.

IV

Dwa kwiaty śliczne z sobą się stykają,
Dla zelżywości blady kolor mają.
Jezus z Maryją, Syn z Matką cierpiący,
Współbolejący.

Schodzą się z sobą przednie niebios światła,
Słońce i Księżyc, lecz Jutrzenka zgasła.
Jezus z Maryją ćmią Swoje jasności
W ciężkiej żałości.

V

Wściekłość żydowska, lud zapamiętały
W swej zawziętości i uporze stały,
Nieść dalej każe krzyż osłabionemu,
Panu naszemu.

Kto kocha Boga, pomóż dźwigać Panu,
Wszak to dla twojej szczęśliwości stanu.
Przyłącz się sercem do Cyrenejczyka
Za pomocnika!

VI

Zacna matrona święta Weronika
Płacząc rzewliwie z Panem się spotyka,
Ociera świętą Twarz krwią ubroczoną
Swoja zasłoną.

Skoro otarła usta Jezusowe,
Obaczy cudo niesłychanie nowe,
Gdy twarz podobną bierze w prześcieradło
Jako zwierciadło.

VII

Idzie Zbawiciel drzewem obciążony,
Sił Mu nie staje, mdleje udręczony,
W bramie sądowej, gdy sobą nie włada
Drugi raz pada.

Leje się źródłem krew z Najświętszej Głowy,
Gdy ją przyciska krzak straszny, cierniowy,
Stąd nowa boleść Jezusowi memu
W pół umarłemu.

VIII

Widząc nabożne niewiasty stojące,
Cieszy Pan Jezus rzewliwie płaczące,
Rozrywa serce smutkiem napełnione
Zbyt zakrwawione.

Nie jest wylania łez inna przyczyna,
Tylko jedyna w nas grzechowa wina,
Która do kropli Krew Pańską wylała,
Zamordowała.

IX

Dźwiga zemdlony Jezus drzewo srogie,
Znosi boleści na Swym ciele mnogie,
Stawa pod górą kalwaryjską miły
Bez żadnej siły.

Pada po trzecie, by wyniósł grzesznika
Z ran od upadku, ból Pana przenika,
Nie rzuca jednak drzewa krzyżowego
Do zgonu swego.

X

Tu Ciało Święte wstydem obnażają,
Gdy z Pana szaty nieszyte zdzierają,
Które On nosił przez życia wiek cały
Dla naszej chwały.

Podają wino żółcią roztworzone,
Częstują usta Pańskie upragnione.
Z Stwórcy wszech rzeczy bezbożnie żartują,
Gorzko traktują.

XI

Szarpie łotrostwo Baranka cichego,
Uderza o krzyż Jezusa miłego.
Wyciąga ręce, nogi tak okrutnie,
Jak struny lutnie.

Oddaj ofiarę Najwyższy Kapłanie!
Zaleć nas Ojcu, dobrotliwy Panie!
Na pniu krzyżowym, które się ostało
Ofiaruj Ciało!

XII

Podnoszą w górę z Jezusem machinę,
Ostatnią Jemu zadają ruinę.
Nagle spychają krzyż gruby, wysoki
W dół zbyt głęboki.

Żałując Pana nierozumne skały
Z wielkiego żalu w sztuki się krajały,
A nasze serca czy Boga nie znają,
Że się nie krają?

XIII

Oto już skończył Jezus życie Swoje
Na drzewie twardym za sprośności moje.
Czyń litości nad Nim, proś o zmiłowanie.
Odpuść mi Panie!

Matka Bolesna piastując na łonie
Zmarłego Syna, z żalu we łzach tonie,
Płacze, narzeka, ręce załamuje,
Rany całuje.

XIV

Co czynisz grobie okropne mieszkanie,
Że nam zabierasz najmilsze kochanie?
Zostawiasz tylko na nasze powieki,
Łzy w późne wieki.

 
 
 
 
 
 

Płacz i lamentuj moja nieprawości,
Opłakuj zbrodnie, opłakuj swe złości,
Bo ty tej śmierci stałaś się przyczyną,
Pana ruiną.

 

Należy podkreślić, że śpiewnik ks. Mioduszewskiego do dzisiaj stanowi kanon wśród kościelnych śpiewników. Nie jest znane pochodzenie melodii śpiewanej w Świątnikach. W XIX wieku powyższy tekst śpiewano na melodię innej, dobrze znanej pieśni wielkopostnej Rozmyślajmy dziś, a dzięki zamieszczonemu zapisowi nutowemu można odtworzyć drugą melodię.

droga-1838

Brzmi to następująco:

<<<< Droga krzyżowa 1838 MP3 >>>>
Zapis nutowy świątnickiej wersji, a także jej brzmienie zamieszczam poniżej:

droga_swiatnica

<<<< Świątnicka Droga Krzyżowa MP3>>>>

Skoro już poruszyłem wątek śpiewników kościelnych, to w kontekście świątnickich pieśni należy wspomnieć Śpiewnik Kościelny ks. Jana Siedleckiego, wydawany od 1880 roku do czasów dzisiejszych. Śpiewnik ten doczekał się 41 wydań, lecz także na tym polu nuta współczesności wypiera klasykę. Najbardziej poszukiwanymi i cenionymi śpiewnikami są te pochodzące z wydania XXXIX (1987 r., 1990 r. 1994 r.), zawierające prawie 700 pozycji, niejednokrotnie w kilku wersjach melodycznych. Warto dodać, że jednym z redaktorów owego wydania był świątniczanin ks. Marian Michalec CM. Znalazły się tam dwie pieśni mające w Świątnikach Górnych własną melodię: kolędę Z nieba wysokiego oraz pieśń Witaj, święty Stanisławie. Poniżej prezentuje zapis nutowy oraz linię melodyczną obu pieśni.

siedlecki_Znieba

<<<< Kolęda – Z nieba wysokiego MP3>>>>

siedlecki_Stanislaw

<<<< Witaj święty Stanisławie MP3>>>>

W późniejszych wydaniach Śpiewnika zniknęły alternatywne, świątnickie melodie do tych pieśni. A przecież nie są to jedyne świątnickie aranżacje pieśni kościelnych. Może jednak warto pielęgnować te tradycje, zwłaszcza że nie mamy się czego wstydzić.
Na koniec chciałbym przypomnieć jeszcze jedną pieśń, choć akurat w jej przypadku odejście w zapomnienie nie powinno nikogo dziwić. Pieśń, która łączyła wtedy sacrum i profanum w głównej mierze dlatego, że takie pieśni ludzie mieli odwagę śpiewać tylko w kościele. Pieśń, podczas której każdy angażował wszystkie swoje siły, a kościół drżał od tego wspólnego, gromkiego głosu. W końcu pieśń, której wspomnienie bardzo mocno związane jest ks. proboszczem Stanisławem Koniecznym i pamiętnymi z lat 80. XX wieku Mszami za Ojczyznę. Mam na myśli pieśń Ojczyzno ma. Warto o takich pieśniach nadal pamiętać, chociaż lepiej by było, żeby ta pieśń nigdy nie stała się ponownie aktualna.

Ojczyzno ma (słowa i melodia ks. Karol Dąbrowski)

Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana,
Ach jak wielka dziś Twoja rana,
Jakże długo cierpienie Twe trwa!

Tyle razy pragnęłaś wolności,
Tyle razy gnębił Cię kat,
Ale zawsze czynił to obcy,
A dziś brata zabija brat!

Ojczyzno ma…

Biały orzeł znów skrępowany,
Krwawy łańcuch zwisa u szpon,
Ale wkrótce zostanie zerwany,
Bo wolności uderzy dzwon.

Ojczyzno ma…

O Królowo Polskiej Korony,
Wolność, pokój i miłość racz dać,
By ten naród boleśnie dręczony
Zawsze wiernie przy Tobie trwał!

O Matko ma, Tyś Królową polskiego narodu,
Tyś wolnością w czasie niewoli
I nadzieją, gdy w sercach jej brak!

(Kraków 1981 r.)

<<<< Ojczyzno ma MP3 >>>>

Przypisy:

1 M. Mikuła, Ludzie i wydarzenia w Świątnikach Górnych 1888-1955, Świątniki Górne 2015, s. 64.

2 Urlopnicek – osoba na urlopie w czasie odbywania służby wojskowej

3 Związek Świątnicki, nr 2/1911, s. 14-15.

4 Związek Świątnicki, marzec 1912, s.8.

5 O. Honorat, Sześć Dróg Krzyżowych, Gorzkie Żale i inne pieśni wielkopostne, Warszawa 1900, s. 11-40.

6 X. M. M. Mioduszewski CM, Śpiewnik kościelny czyli pieśni nabożne z melodyjami w Kościele Katolickim używane dla wygody kościołów parafialnych, Kraków 1838, s. 437

Konkurs na Blog Roku 2014

Posted: 15/01/2015 in VI. Ogólne

Opracował Jerzy Czerwiński

Tak naprawdę zagadnienie prostowania historii Świątnik przyświecało mi w chwili, gdy zdecydowałem się na publikowanie własnych, niezależnych opracowań. Jak długo można było spokojnie patrzeć, jak przez ostatnie lata powielane są dawne błędy, hołubione mylne teorie i tworzone nowe legendy. Czemu przy przywoływaniu dobrze znanej przeszłości Świątnik i świątniczan, zamiast korzystać z otwartego w dzisiejszych czasach dostępu do źródeł, bezmyślnie powiela się błędy poprzedników? Czemu upraszcza się historię do rozmiaru broszury, gdzie wszystko jest piękne i ma stanowić powód do dumy? Zamiast tracić czas na próżne dociekania, od ponad trzech lat staram się, opierając o jak największą liczbę materiałów, przywrócić dawnym wydarzeniom ich rzeczywisty przebieg.

STANISŁAW ZE SZCZEPANOWA A ŚWIĄTNIKI GÓRNE

Witraż św. Stanisława wg. proj. Mieczysława Różańskiego.

Witraż św. Stanisława wg. proj. Mieczysława Różańskiego.

O pół mili za Wisłą leży na wyniosłém wzgórzu wieś Świątniki, licząca przeszło tysiąc mieszkańców. […] Wieś Świątniki przed ośmiuset laty była własnością Stanisława Szczepanowskiego, biskupa krakowskiego, który poniósłszy śmierć męczeńską, patronuje po dziś dzień królestwu. Po r. 1772 usunięto spod opieki św. Stanisława małopolskie ziemie przeszłe pod panowanie austryackie, skasowano uroczyste w dniu 8 maja święto, a nadano Galicyi za patrona św. Michała archanioła i nakazano obchodzić solennie dzień 29 września. Włościanie, mieszczanie, a nawet szlachta w całej tej prowincyi zapomniała już dziś o uroczystości św. Stanisława i przyjęła nowego patrona; Świątniczanie przecież, silniej z przeszłością związani, zachowali ją w sercach swoich i święcą dzień 8 maja.

Dziwnie też w tym dniu cała okolica wygląda: dokoła ludzie pracują w polu, huczy młot kowala w kuźni, gęste rozsypując iskry, skrzypią na gościńcu wozy wyładowane, rozlegają się pieśni okopujących ziemniaki; gdy tymczasem w granicy gruntów świątnickich, uroczysta cisza panuje i tylko przerywa ją odgłos dzwonów, głoszący odprawiające się nabożeństwo.

Świątniczanie, zgromadzeni w kościele, śpiewają pieśni z czasów Zygmuntowskich i modlą się pobożnie w świątyni, bo obchodzą podwójną pamiątkę: święto męczennika patrona Polski i pamiątkę swego niegdyś dziedzica”.

Tak Świątniki widział i opisał Władysław L. Anczyc w Tygodniku Ilustrowanym Warszawskim w 1862 roku. Gdy Oskar Kolberg dziesięć lat później przedrukowywał artykuł Anczyca, opatrzył go komentarzem, w którym zaznaczył, że brak jest dowodów potwierdzających przynależność Świątnik do rodowych włości biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Do takich samych wniosków dochodzili kolejni XX-wieczni badacze historii Świątnik, coraz bardziej spychając tę tezę w sferę baśni i legend tak, że dziś już nikt nie traktuje tego jako faktu historycznego. Jednak niedawne badania związane historią kapituły krakowskiej i kurii metropolitarnej rzucają nowe światło na to zagadnienie.

W tym miejscu warto przypomnieć w kilku zdaniach świątnickie legendy o św. Stanisławie. Pierwsza wspomina o sporze granicznym między Świątnikami a Sieprawiem. Koń biskupa miał zostawić odcisk kopyta w skale, która odtąd miała stanowić granicę. Skałę tą ze śladem kopyta do dziś zwie się Kopytkiem, choć na przekór woli świętego, od wieków znajduje się po sieprawskiej stronie. Biskup Stanisław miał też ponoć uzyskać schronienie przed królem Bolesławem II, a miejscowi kowale mieli odwrotnie podkuć konie, aby zmylić pościg. Tu właśnie wspomina się, że wieś należała do biskupa, czy nawet została zakupiona od Piotra Strzemieńczyka z Janiszewa, znanego z hagiografii św. Stanisława jako rycerz Piotrowina1. Wróćmy jednak do faktów.

Wiemy doskonale, że wieś Górki, zwana także jako Świątniki, stanowiła prebendę, czyli majątek jednego z prałatów kapituły krakowskiej. Prałat ten pełnił funkcję kustosza katedry, stąd też jego dziedzinę określano jako kustodię. Nazwy pozostałych 35 prebend pochodziły podobnie jak kustodia od sprawowanych w kapitule funkcji (np. kantoria, scholasteria czy dziekania) lub od nazw miejscowości (prebenda bieżanowska, krzeszowska, czy zakrzowska). Ponieważ majątek kapituły był niezależny od włości biskupiej, przez długie lata ten argument zdawał się dyskredytować wielowiekową świadomość świątniczan do ich związku ze świętym męczennikiem. Była to jednak argumentacja całkowicie błędna, gdyż nikt nie zadał pytania, czy tak też się miała sytuacja w latach 70. XI wieku.

Ze wspomnianych badań prowadzonych m.in. przez dra Marka D. Kowalskiego (UJ) wynika jednoznacznie, że kapituła krakowska utworzona została najprawdopodobniej dopiero na przełomie XI i XII wieku. Dokładnej daty nie da się ustalić, gdyż jedynymi prowadzonymi wówczas zapisami były tzw. roczniki, w których brak jest związku między datą wpisu a opisywanymi następnie wydarzeniami. Niemniej jednak udało się z dużym przybliżeniem ustalić, że w pierwszych latach XII w. doszło do rozdzielenia się majątku kościelnego, w wyniku czego powstały odrębne majątki kapituły i biskupstwa. Zatem za czasów św. Stanisława kapituła jeszcze nie istniała, a majątek kościoła był nierozłączny dla każdego biskupstwa i zarządzany przez biskupa.

Pozostaje jeszcze pytanie, czy w latach 70. XI wieku istniały już Górki vel Świątniki. Ponieważ pierwszego spisu dóbr kościelnych dokonał dopiero Długosz w XV wieku, nie można liczyć na inny dowód pisemny. Być może kiedyś badania archeologiczne potwierdzą istnienie osadnictwa w tym okresie, dziś jednak można jedynie liczyć na dowody pośrednie. A najmocniejszym z nich jest sama struktura kustodii, na której fundus składały się całe pięć wsi (Górki, Trąbki, Szczytniki, Świątniki, Opatkowice) i jeszcze części dwóch innych (Chorowice i Zabierzów Bocheński). Był to ewenement wśród innych prebend kapituły, których fundus składał się z jednej, góra dwóch wsi. Oznacza to, że w momencie utworzenia kapituły, wsie te już istniały i pełniły swoje służebne funkcje, dlatego też kustosz jako zwierzchnik świątników otrzymał tak wielkie uposażenie.

Podsumowując można przyjąć, że wieś Górki może nie należała do rodowych włości biskupa Stanisława ze Szczepanowa, ale w czasach gdy zasiadał on na krakowskim tronie biskupim, wieś ta najprawdopodobniej znajdowała się pod jego rządami. Zatem osobista interwencja biskupa w obronę granic gruntów kościelnych z Sieprawiem niekoniecznie związana jest tylko z legendą.

LEGENDA O KRÓLOWEJ JADWIDZE

Królowa Jadwiga pędzla Czesława Leńczowskiego.

Królowa Jadwiga pędzla Czesława Leńczowskiego.

Zdarzyło się tak, że podczas podróży do Krakowa, z powodów intensywnych opadów, pojazd Królowej Jadwigi uległ uszkodzeniu. Na szczęście z pomocą przebyli mieszkańcy pobliskiej wioski, oferując pomoc w naprawie, a także suche miejsce do przeczekania dla królowej i jej świty w wójtowskiej chacie. Naprawa trwała jednak całą noc, podczas której wójt zdążył przybliżyć ciężką dolę mieszkańców, którzy jak się okazało, zajmowali się posługą w kościele. Rano królowa mogła ruszyć w dalszą drogę i dziękując chłopom, obiecała im pomoc, a ponieważ nie miała nic wartościowego, podarowała wójtowi swoje rękawiczki z koźlęcej skórki. Królowa słowa dotrzymała i w 1397 roku przyznała chłopom przywileje uwalniające ich spod świeckiej władzy sądowniczej.

Przedstawiona powyżej historia, opowiadana w formie legendy świątnickiej, wydarzyła się naprawdę, o czym świadczy zachowany dekret królowej Jadwigi, a także owe rękawiczki królowej, które przez wieki przechowywano w Świątnikach wraz z urzędem wójtowskim. Jest jednak jedno małe „ale”, które gdzieś w wiekach zaginęło, ale nim do tego przejdę, warto przyjrzeć się dowodom.

Po pierwsze należy uzupełnić opowiedzianą historię o kilka szczegółów, które nie pojawiają już się w znanej nam legendzie: wspomniane wydarzenie miało miejsce zimą, a pojazdem królowej były oczywiście sanie. Mieszkańcy udzielający pomocy faktycznie byli tzw. świątnikami, ale swoją posługę pełnili nie w krakowskiej katedrze, a w sandomierskiej kolegiacie N. M. P. I tymże Świątnikom koło Sandomierza, królowa udzieliła swej łaski:

Hedvigis Dei Gratias regina Poloniae (etc.)

Universis et singulis palatinus castellanis, judicibus, subjudicibus, caeterisque officealibus, judcitis terrae nostrae sandomiriensis ubilibet praesidnetibus, ad quos preasentes pervenerint, gratiam nostrem reginalem.

Quia Swirze, Swiątniki et Piekary villes honorabilis magistri Mathaei sacrae theologias professoris, custodis ecclesiae collegiatae sanctae Mariae Sandomiriensis, nostri devote dilecti, in nostrum gratiam specialem recipiendas duximus et de facto receptimus: ideo vobis er vestrum cuilibet praecipimus ac madamus seriose, quatenus dum et quoties aliquis de earundem villarum incolis seu cmethonibus, quos de vestris juris dictienibus praesentibus excipimus, liberamus, ad vestram vel vestrum alicujus praesentiam citati fueruntm de causis ipsorum nullatenus cognoscere praesumatis: quinimo ipses cum universis eorum emergentiis ad tutorum seu praecuratorem, qui ipsis villis deputatus fuerit, judicendos remittatis: qui etiam cuilibet de iisdem incelis quaerulanti, vel rulem velemti justitiam faciet.

Datum Cracoviae in Crastino sancti confessoris Nicolai, anno domini MCCCXCVII

W powyższym immunitecie królowa bierze pod opiekę mieszkańców wsi kustodii kolegiaty sandomierskiej Świerż, Świątniki i Piekary, uwalniając ich od „jurysdykcji wojewodów, kasztelanów, sędziów i podsędków”. Warto tu przypomnieć, że mieszkańcy Świątnik Górnych takie przywileje otrzymali już w 1252 roku z rąk księcia krakowskiego, Bolesława Wstydliwego, a potwierdzono je w 1255 r. Przywileje bolesławskie obejmowały tylko mieszkańców wsi należących do kapituły, czyli m.in. świątników ze Świątnik Górnych, ale nie dotyczyły tych z okolic Sandomierza, gdyż należeli oni do kolegiaty. Królowa Jadwiga nie mogła zatem górczanom dać czegoś, co już posiadali. Wspomniane rękawiczki, przechowywane przez wieki przez sandomierskich świątniczan, można do dzisiaj oglądać w Muzeum Diecezjalnym w Sandomierzu.

Rękawiczki królowej Jadwigi (Muzeum Diecezjalne w Sandomierzu)

Rękawiczki królowej Jadwigi (Muzeum Diecezjalne w Sandomierzu)

Wielu świątniczan zawsze zadawało pytanie, czy młoda księżniczka Jadwiga w ogóle miała okazję przejeżdżać przez Świątniki, gdy zmierzała do Krakowa. Wiadomo, że w średniowieczu istniały dwie drogi łączące Węgry i Polskę. Pierwsza nazywana „szlakiem węgierskim” prowadziła z Krakowa przez Wieliczkę na Bochnię (dolina Wisły), następnie przez Wiśnicz, Czchów, Stary Sącz (dolina Dunajca), Rytro, Piwniczną, Mniszek, Białą Spiską, Poprad (dolina Popradu), następnie dolinami Wagu i Dunaju do Budy. Pochodzenie tego szlaku ma swoje korzenie jeszcze z czasów rzymskich wędrówek nad Bałtyk w poszukiwaniu jantaru. W czasach Kazimierza Wielkiego stanowiła jedną z głównych arterii komunikacyjnych królestwa, stąd też nazywano ją Via Regia Antiqua (Starożytna Droga Królewska) albo Wielką Drogą.

Drugi trakt łączył Małopolskę w Górnymi Węgrami. Nazywano go szlakiem solnym lub miedzianym. Prowadził z Krakowa na Podhale (dolina Raby) i następnie przez Orawę do rejonu Bańskiej Szczawnicy. Olkuski ołów oraz wielicką i bocheńską sól wymieniano tym szlakiem na miedź z tamtejszych kopalń. Znamy dokładny opis przebiegu tej trasy na podstawie lustracji dróg województwa małopolskiego z 1570 roku. Pierwotnie szlak handlowy bieg z Wieliczki przez Dziekanowice i Dobczyce w kierunku na Mszanę Dolną, następnie wzdłuż Raby trasą „zakopianki”. Wspomniana lustracja wymienia także trasę przez Kurdwanów, Łagiewniki, Swoszowice, Wróblowice, Pokrzywnicę i Świątniki. Alternatywą dla niej była droga przez Gaj, Mogilany i Krzyszkowice.

Mapa średniowiecznych szlaków małopolskich według lustracji z 1570 r.

Mapa średniowiecznych szlaków małopolskich według lustracji z 1570 r.

Którym szlakiem zatem podążał orszak księżniczki Jadwigi? Bardziej prawdopodobnym jest szlak węgierski, jako większy, krótszy, lepiej utrzymany i łatwiejszy, tzn. omijający górzyste tereny słowackich Karpat, czego nie można by uniknąć w przypadku podróżowania szlakiem solnym na odcinku między Koszycami i Bańską Szczawnicą. Z traktu węgierskiego korzystał król Jagiełło, gdy udawał się na spotkanie z Zygmuntem Luksemburskim w 1395 roku oraz w 1410 r., a także Władysław Warneńczyk w 1440 roku, gdy udawał się na koronację na Węgry. Czyż przyszłej królowej Polski nie wypadało przybyć najlepszym, królewskim traktem?

Wracając jeszcze do świątnickiej legendy oraz związków królowej ze świątniczanami, z pewnością królowa znana z pobożności, miała bliski kontakt ze świątnikami katedralnymi. Bardzo trudno zbadać, czy kult królowej ma wielowiekową czy też znacznie krótszą tradycję. Na pewno ta część legendy odnosząca się do początków rzemiosła świątniczan jest co najwyżej XIX-wiecznym dodatkiem. Jeśli chodzi o kult religijny, to warto przypomnieć, że Kościół Katolicki beatyfikował królową w roku 1979, a kanonizował w 1997 roku. Głównym inicjatorem kultu królowej Jadwigi był ks. Stanisław Konieczny, który na początku lat 80. uczynił ją drugim patronem parafii, natomiast w dniu 8 czerwca 2014 roku staraniem władz samorządowych i parafii, nadano patronat świętej królowej Jadwigi nad miastem Świątniki Górne.

FABRICA ECCLESIAE

Warsztaty (fabryka) przy katedrze krakowskiej. Czy tak to sobie wyobrażano?

Warsztaty (fabryka) przy katedrze krakowskiej. Czy tak to sobie wyobrażano?

Jest to jedna z największych pomyłek powstałych przy opisywaniu dziejów Świątnik. Istotna o tyle, że związana z najważniejszą dla Świątnik historią, czyli rzemiosłem płatnerskim i ślusarskim.

Wszystko zaczęło się o nazwy łacińskiej księgi: Percepta pro Fabrica Ecclesiae Cathedralis Cracoviensis, która była księgą rachunków związanych z budową, utrzymaniem i pracami remontowymi katedry krakowskiej. Łacińskie słowo fabrica, a także wywodzące się od niego staropolskie słowo, oznaczało dawniej określony typ budowy rozumianego jako całe przedsięwzięcie wymagające zatrudnienia większej ilości osób, wytwarzania na miejscu materiałów budowlanych i w końcu samą budowę. Stąd też fabryką zwano przede wszystkim procesy budowy zamków, pałaców i kościołów. Sens tego słowa uległ zmianie dopiero w XIX wieku, stając się synonimem zakładu produkcyjnego.

W katedrze krakowskiej księgi fabryki prowadzono od XVI wieku. Kapituła wybierała jednego ze swoich członków do dokonywania wpisów w księdze, którego tytułowano prefektem fabryki (praefectus fabricae ecclesiae). Miał on do pomocy kleryka noszącego tytuł podfabrycznego (vicepraefectus fabricae). Zadaniem obu było zapisywanie kosztów poniesionych przez katedrę na zakup materiałów oraz wynagrodzenie dla rzemieślników wykonujących prace w katedrze. W księgach tych pojawiają się także katedralni świątnicy, którzy otrzymywali możliwość zarobienia kilku florenów za wykonywanie prac wykraczających poza obowiązki względem kustosza. Świątnicy mogli dorobić dodatkowym dzwonieniem, np. w czasie pogrzebu dla uczczenia ważnej osobistości, a także w zwykłych pracach fizycznych przy licznych pracach remontowych i konserwatorskich.

Właściwie ciężko zrozumieć, dlaczego ktoś przekształcił XVI-wieczną fabrykę katedry w zakład rzemieślniczy, w którym świątnicy mieli produkować zamki, kłódki i inne elementy rękodzielnicze. Wszak żaden z badaczy historii rzemiosła nie odkrył takich procesów na wawelskim wzgórzu. Śledząc wszystkie opracowania dotyczące historii świątnickiego rzemiosła można stwierdzić, że każde kolejne opracowanie nacechowane było coraz większą fantastyczną twórczością. Pierwszy o fabryce katedry napisał F. Batko w swojej pracy magisterskiej, gdzie obszernie zacytował fragmenty z księgi fabryki przedstawiające prace rzemieślnicze w katedrze2, zaznaczając jedynie, że świątniczanie mieli w katedrze kontakt ze sztuką rzemieślniczą. W przeciwieństwie do Batki W. Słomka wprost przypisał wykonywanie katedralnych kłódek, zamków, kluczy i siekier katedralnym świątnikom3, a następnie M. Mikuła zacytował fragment z materiałów Batki:

I rzeczywiście trzeba przyznać, że u genezy przemysłu świątnickiego oprócz energii i utalentowania samych Świątniczan w tym kierunku, leży zapewne zachęta prałatów katedralnych, przede wszystkim kustoszów, którym Świątniki były bezpośrednio podległe, a do których należała „fabryka Katedry” (warsztaty) Poczucie ekonomii mówiło im, że najoszczędniej będzie, jeśli stróże katedralni staną się zarazem zdolnymi ślusarzami i potrafią naprawiać psujące się codziennie okucia i zawiasy, zamki, kłódki i rygle; jeśli z czasem zaczną produkować na rzecz nadwornych hufców biskupich husarzy karaceny, bułaty, kordy i misiurki4.

Z publikacji nie wynika, czy są to słowa Batki, czy jakiś cytat oraz kto dopisał „warsztaty” przy wspomnianej fabryce. Niemniej jednak wspomniane opracowania z lat 80. XX wieku rzuciły cień na kolejne prace. Należy podkreślić, że żaden z powyższych autorów nie oparł swego twierdzenia na żadnej publikacji albo materiale źródłowym. W kolejnych opracowaniach m.in. przypisywano świątnikom udział w pracach nad konserwacją i naprawianiem dzwonów czyli ludwisarstwo (sic!) czy nawet wytwarzanie sznurów do dzwonów5. Wszystkie wyjęte wpisy z księgi fabryki wspomniane przez Batkę stały się wytworem działalności rzemieślniczej świątników. Pominę pomniejsze artykuły jeszcze barwniej opisujące początki świątnickiego rzemiosła.

W cyklu wydawniczym „Wypisy źródłowe do dziejów Wawelu” wielokrotnie publikowano roczniki z archiwów kapitulnych i kurialnych krakowskich, w tym wspomnianą także Fabrykę Katedry. Dzięki tym materiałom udało mi się znacznie powiększyć listę wpisów prefekta fabryki wspominających wawelskich świątników zapoczątkowaną przez Batkę. Wypisy te zamieściłem w artykule „Świątnicy ze Świątnik – zarys” i żaden z cytatów nie sugeruje, że świątnicy wykonywali jakiekolwiek prace rzemieślnicze w katedrze. Nawet wpis z 1598 roku „Za siekierę świątnikom 9 gr”, oznacza nie więcej niż to, że katedra zapłaciła 9 groszy za siekierę dla świątników. Należy pamiętać, że w ówczesnym języku polskim inaczej wyglądała odmiana rzeczowników, przez co niektóre zapisy mogą być dziś dwuznacznie odczytywane, co jednak nie stanowi problemu dla językoznawców i dla osób badających dawne dokumenty.

Głównym błędem było zatem błędne tłumaczenie, bez wzięcia pod uwagę staropolszczyzny, a także zaniedbania przy analizie materiałów do opracowań polegające na tym, że poddawano interpretacji nie materiały źródłowe, czy nawet pierwsze opracowanie Batki, lecz późniejsze opracowania i przez to coraz bardziej zaczęto mijać się z faktami.

Osobom, które by miały jeszcze wątpliwości, należy przypomnieć, że świątnicy pełnili codziennie służbę w kościele katedralnym przez całą dobę, a zatem czterech świątników musiało wykonywać te pracę na zmianę. Doliczając czas na konieczny odpoczynek, nie pozostaje wiele czasu na wykonywanie innych prac. Ponadto w tamtych czasach (XV i XVI w.) chłopi nie mogli wykonywać prac za wynagrodzeniem, a dla usług rzemieślniczych wyłączność miały cechy, które nie dopuszczały nikogo do tajemnic i praktyk zawodu. Jeśli kustosz miałby przymusić swoich chłopów do dodatkowej pracy fizycznej, ci podnieśliby protest, jak to czynili, gdy kustosz wymagał od nich coś więcej, niż było zapisane w księgach Długosza, łącznie z pisaniem skargi do papieża. Tu upada też kolejna część tego mitu, która mówi, że świątnicy wiedzę rzemieślniczą wynieśli z przyglądania się i pomagania w tych pracach katedralnych. Prace w katedrze wykonywali tylko najwyżsi rangą mistrzowie cechów rzemieślniczych, którym kuria przyznawała tytuł ślusarza, czy kowala katedry (faber ecclesiae cathedralis Cracoviensis).

Świątnicy poza tym zmieniali się po tygodniu i kolejnych czterech z innej wsi przychodziło na zmianę. Ta sama osoba przez następny rok nie miała obowiązku służby w katedrze, zatem trudno sobie wyobrazić ciągłość produkcji, gdzie następuje taka rotacja niewykształconych pracowników.

Na koniec pozostaje miejsce lokalizacji samej fabryki: zgodnie z zasadami obowiązującymi w Krakowie, położenie kuźni musiało być oddalone od zabudowań, co powodowało, że kuźnie mogły być lokowane albo przy samych murach miejskich, albo w ogóle poza murami we wsiach otaczających miasto, tj. w Kazimierzu, w Kleparzu czy w Wieliczce. Nie ma zatem żadnej możliwości, żeby ktoś lokował warsztaty z kuźniami na wzgórzu zamkowym. Zresztą znany jest dokładny spis nieruchomości kapituły katedralnej i brak w nich informacji o lokalizacji „warsztatów”.

NAZWA MIEJSCOWOŚCI

O historii pochodzenia nazwy Świątniki Górne tak często pisano, że chyba już do świadomości każdego trafiła błędna konkluzja przedstawiająca ewolucje nazwy w następujący sposób: Górki – Górki Świątnicze – Górki Świątniki – Świątniki Górne. Przeczy temu już najstarszy tekst z 1389 roku, gdzie zapisano nazwę Świątniki, a także liczne XV-wieczne zapisy grodzkich ksiąg sądowych, które zawsze na pierwszym miejscu wymieniają nazwę Świątniki. Z kolejnych zapisów wynika, że do XVIII wieku nazwy Świątniki i Górki pojawiają się równolegle, przy czym w księgach kościelnych używano tylko nazwy Górki, natomiast w pozostałych nazwę Świątniki lub obie nazwy (np. Górki zwane Świątnikami). Kustosz katedralny używał nazwy Górki dlatego, że posiadał w swoich dobrach druga miejscowość zwaną Świątnikami, zatem nie chciał, żeby dochodziło do nieścisłości i nieporozumień. Używał dodatkowo przymiotnika „świątnicze” do wszystkich gromad, nad którymi sprawował pieczę (np. „Trąbki świątnicze”). Stosowano zatem do końca XVIII wieku w terminologii kościelnej nazwy: Górki i Górki Świątnicze (a mieszkańców nazywano górczanami) oraz nazwy Świątniki lub Świątniki zwane Górkami w terminologii świeckiej (administracja, mapy, podatki). Taki stan zastała administracja austriacka.

Podkrakowskie Świątniki przez następne kilkadziesiąt lat dzieliły wspólny los ze Świątnikami koło Szczytnik, należąc pod względem administracyjnym do tego samego klucza biskupickiego. W metryce józefińskiej zapisano obie nazwy, tj. Świątniki Górki. Niemieckojęzyczna administracja austriacka, postępując podobnie jak kustosz krakowski, postanowiła uniknąć powtórzeń i nadawała nazwom miejscowości przymiotniki „Górne”, „Dolne”, „Średnie” od położenia geograficznego oraz „Wielkie” lub „Małe” od ilości mieszkańców. Podobnie rzecz się miała w wielu innych galicyjskich miejscowościach, takich jak Barwałd, Kasina czy Łososina. Stąd też najprawdopodobniej powstały w jednym czasie nazwy Świątniki Dolne i Świątniki Górne, a tylko przypadek sugeruje związek przymiotnika „górne” z dawnymi Górkami.

KOŚCIÓŁ I PARAFIA

Początki świątnickiego kościoła w dziwny sposób przyciągają liczne błędy, od „literówek” w datach po merytoryczne rozważania. Zauważalny jest brak zrozumienia w rozróżnieniu pojęć kapelani, która została utworzona w 1846 roku oraz parafii, która postała dopiero w roku 1888. W latach 1846-1888 świątnickim kościołem parafialnym wciąż pozostawały Mogilany, a kolejni duszpasterze byli kapelanami. Pierwszym proboszczem został dopiero ks. Franciszek Karpiński. Z najbliższych rocznic, jakie będzie można obchodzić, to w 2016 roku będzie 170 lat duszpasterstwa w Świątnikach, a w 2018 roku – 130 lat parafii.

Największe kontrowersje budzą teorię o pochodzeniu budynku kościoła, a konkretnie planów. Najbardziej wiarygodna jest wersja, że przywieźli je świątniccy kupcy. Można znaleźć taką wersję, że dokonali tego świątniccy kłódkarze, jednakże autor zapomniał, że kłódkarze rozprowadzali swoje towary jedynie w zasięgu kilkudziesięciu kilometrów podróżując pieszo. Tylko kupcy mieli środki lokomocji, żeby dostać się na Węgry (Galicja w tamtych czasach nie posiadała żadnych połączeń kolejowych z innymi państwami cesarstwa).

F. Batko tak przedstawił pochodzenie planów budowy kościoła:

Do chwili obecnej utrzymuje się tradycja, że plany budowy kościoła przywieźli kupcy świątniccy z węgierskiego Debreczyna, gdzie rzeczywiście w tym czasie wybudowano piękny kościół w stylu klasycystycznym (1805-1819)6.

W rzeczywistości Batko opisał neoklasycystyczny Wielki Kościół Ewangelicki (węg. Nagytemplom), budowany w latach 1805-1824, o powierzchni 1500 m2, który wybudowano w całkowicie innym architektonicznym stylu i w żadnej mierze nie przypomina świątnickiego kościoła. Nieprawdopodobne jest zatem, żeby pierwowzorem kościoła w Świątnikach była kalwińska bazylika. Zadziwia zatem upór, z jakim w każdej kolejnej publikacji powtarza się tak bezsensowną informację.

Wielki Kościół Ewangelicki w Debreczynie - czy to jest bliźniaczy gmach świątnickiego kościoła? (Wikimedia)

Wielki Kościół Ewangelicki w Debreczynie – czy to jest bliźniaczy gmach świątnickiego kościoła? (Wikimedia)

W Debreczynie w tamtym okresie istniał tylko jeden rzymskokatolicki kościół, czyli barokowa katedra św. Anny. Kościół ten powstał 100 lat przed rozpoczęciem budowy w Świątnikach i podobnie jak poprzednik, prezentuje odmienny styl konstrukcji.

Barokowa bazylika św. Anny w Debreczynie - podobieństwo tylko w kolorze.

Barokowa bazylika św. Anny w Debreczynie – podobieństwo tylko w kolorze.

Z miejscowości, w których miał znajdować się pierwowzór świątnickiego kościoła wymieniano także węgierski Pecz (Fünfkirchen), jednak i tam brak jest kościoła z okresu pierwszej połowy XIX w podobnego do świątnickiego.

Być może plany kościoła faktycznie zostały sprowadzone z Węgier, jednakże niekoniecznie gdzieś musi istnieć pierwowzór, a świątniczanie po prostu zamówili i zakupili u polecanego projektanta projekt kościoła na miarę swoich potrzeb.

CUDOWNE OCALENIA

Historia uczy nas, że gdy społeczność jest doświadczana wielkimi tragediami, przetrwanie urasta do rangi religijnego cudu. Świątniki nie są tutaj szczególnym wyjątkiem, a wspomnianymi tragicznymi wydarzeniami były wielki pożar z 1889 roku oraz niemiecka okupacja w czasie II wojny światowej. Legendy powstałe w związku z tymi wydarzeniami łączy przekonanie o cudownym ocaleniu miejscowości nadmieniając jednak, że powstały one znacznie później po owych tragediach i autorzy nie do końca mieli pojęcie o panującej wówczas sytuacji. Ponieważ tematykę zarówno wielkiego pożaru, jak i II wojny światowej omówiłem szczegółowo w odrębnych opracowaniach, przejdę od razu do meritum.

W nocy z 23 na 24 października 1889 r. ogień z podpalonych kupieckich stodół silny wiatr wiejący z zachodu przeniósł na zabudowania mieszkalne. Straż Ogniowa bezskutecznie walczyła z żywiołem do czasu, aż nad ranem wiatr ucichł. Zgodnie z jednym z podań, cmentarna figura Maryi Panny miała obrócić głowę w kierunku kościoła i w ten sposób uratować święty przybytek przed ogniem. Jest też drugie podanie opisujące grupę wiernych modlących się pod wspomnianą figurą o ocalenie – modlitwa miała zostać wysłuchana i pożar miał zostać ugaszony zbawiennym deszczem. Problem z tym drugim podaniem jest taki, że owy deszcz się nie pojawił, a spalenie trzeciej części zabudowań mieszkalnych w miejscowości, jedna ofiara śmiertelna i kilkaset osób bez dachu nad głową i środków do życia z całą pewnością nie można nazwać mianem „cudu”.

Zasięg pożaru z 1889 r.

Zasięg pożaru z 1889 r.

To, że Świątniki przetrwały prawie nienaruszone zarówno niemiecką okupacje, jak i sowieckie „wyzwolenie”, budziło w niejednym bogobojnym świątniczaninie chęć dziękczynienia w postaci modlitw i pielgrzymki do Kalwarii Zebrzydowskiej. Doprowadziło to do powstania trzech opisów cudownych ocaleń miejscowości.

Pierwszy z nich ma wyjaśniać przyczynę corocznych kalwaryjskich pielgrzymek i nawiązuje do lipca 1944 roku. Jednemu z partyzantów lokalnych miała przez przypadek wypalić broń w czasie, gdy nad miejscowością przelatywał niemiecki samolot. Niemcy mieli uznać to za znak agresji i zaatakować artylerią ulokowaną w okolicach Bożęty. Jednakże cudownie zesłana mgła miała przysłonić całe świątnickie wzgórze udaremniając bombardowanie. Autor nie wyjaśnił czemu Niemcy nie poczekali, aż mgła się podniesie lub po prostu podjechali 10 km i ogniem spacyfikowali krnąbrną osadę. Gdyby to wydarzenie miało miejsce, Niemcy oczywiście mogli śmiało bombardować Świątniki nawet przy dużej mgle – wystarczy do tego kompas i mapa wojskowa. Jednakże sam pomysł użycia artylerii przeciwko miejscowości byłby ewenementem w sztuce wojennej pomijając już fakt, że hitlerowskie Niemcy były w mocnej defensywie i cierpiały na braki w uzbrojeniu licząc każdą kulę karabinową i pocisk armatni.

Kolejne dwie legendy opisują styczeń roku 1945. Tym razem zagrożenie dla osady było bardziej rzeczywiste, gdyż mogła znaleźć się na linii frontu. W jednej wersji Świątniki miały być zbombardowane, lecz i tym razem mgła miała ocalić osadę. Jedyną stroną mogącą w tym czasie kogoś bombardować była Armia Czerwona, choć zważywszy na znikome znaczenie strategiczne miejscowości, nie było powodu do takiej akcji. Bardziej nurtującym pytaniem jest, w jaki sposób ktoś ze świątniczan dowiedział się o planach bombardowania…

Najbardziej realistyczna jest historia, jakoby Niemcy stacjonujący w Gaju mieli szykować ostrzał na Świątniki, spodziewając się ataku ze wschodu. Informacje o tym mieli świątniczanom dostarczyć mieszkańcy Mogilan. Co prawda główne siły Armii Czerwonej nie zaatakowały Kraków od południa, ale być może chodziło o moment, kiedy uciekający z Krakowa Niemcy planowali przebijać się na zachód przez Skawę. W legendzie ostrzał miała uniemożliwić gęsta mgła. Jak wiadomo jednak z przekazu świątniczan, do wymiany ognia artyleryjskiego jednak doszło. Cudowna mgła zatem nie powstrzymała wymiany ognia, czego świadectwem były dziesiątki lejów po pociskach. Szczęśliwie nie było ofiar, a same zabudowania nie ucierpiały bardzo z wyjątkiem dachu kościoła.

WALKA KLAS WIECZNIE ŻYWA

Jedyną pracą naukową dotyczącą przeszłości Świątnik Górnych jest praca doktorska z zakresu socjologii Władysława Kwaśniewicza, która do dzisiaj stanowi cenne źródło informacji o tym, jak wyglądało życie świątniczan w XIX i XX wieku. Praca ta niestety była tworzona w latach 50. ubiegłego wieku, skutkiem czego wszelkie formułowane wnioski z przeprowadzonych naukowo badań musiały zgadzać się z ówczesną myślą ideologiczną. Życie świątniczan zostało przedstawione jako typowy model walki klas społecznych z dzieł Karola Marksa. Czy zatem nie jest dziwne, że czytając współczesne opracowania historyczne, wciąż powtarzana jest ta ideologia? Czemu współcześni badacze nie są w stanie wyciągać samemu wniosków z szerokiego materiału badawczego Kwaśniewicza tylko powtarzają teorie walki klas rodem z lat 50. XX wieku?

We wspomnianej pracy przedstawiono biednych rzemieślników świątnickich (klasa robotnicza, proletariat) bezwzględnie uciskanych przez kapitalistycznych kupców (burżuazja), którzy tanio skupywali kłódki, a sprzedawali je drożej. Największe nieprawości dokonywali jednak kupcy poprzez zmienną cenę skupu towarów zależną od pory roku, w rezultacie najtańszy towar był sezonie zimowym. A przecież wiadomo było, że skoro handel również był sezonowy, to cena towaru w czasie od jesieni do wiosny, kiedy nie można było poruszać się wozami po drogach, musiała być niższa. Wszyscy dziś jesteśmy przyzwyczajeni do niestałości cen produktów sezonowych (warzywa, owoce), gdzie różnice cen w ciągu roku są wielokrotne. Zresztą rzemieślnicy mogli sobie radzić, gdyby proporcjonalnie to cen skupu zwiększali produkcję oraz magazynowali produkty, ale oznaczałoby to zaangażowanie w pracę znacznie większe, niż praca 3 dni w tygodniu, a także zgoda wśród rzemieślniczej braci na zorganizowanie wspólnych magazynów dla produktów.

Szkoda jednak, że to, co wie każdy współczesny przemysłowiec i rozumie każdy współczesny człowiek, nie jest w stanie przyswoić historyk. I stąd w każdym ze współczesnych opracowań powtarzany jest wciąż ten sam model „złych” kupców i „dobrych” rzemieślników. I choć dziwi to niezłomne przywiązanie do marksistowskiej oceny biegu historii, to w rezultacie przedstawia się zupełnie inną rzeczywistość niż ta, która była w XIX wieku. Zwykło się przedstawiać jedynie napięcia w relacjach między kupcami a rzemieślnikami, które faktycznie istniały, choć nie jesteśmy w stanie dziś ocenić wielkości tego zjawiska. Nie mogło być one jednak aż tak dominujące, skoro w okresie międzywojennym tak doskonale układała się współpraca przy tworzeniu spółek przemysłowych. Zwracano uwagę również na chłodne stosunki między kupcami, natomiast całkowicie ignoruje się konflikty między kłódkarzami, a przecież one miały największe znaczenie dla świątnickiego przemysłu. Kwaśniewicz tematykę tę ominął szerokim łukiem, bo skłócona klasa robotnicza źle by się prezentowała w pracy doktorskiej, jednak te relacje są dobrze znane dzięki ówczesnej gazetce Związek Świątnicki. To właśnie te konflikty blokowały wszystkie inicjatywy rozwoju przemysłu na początku XX w. Upadały kolejno pomysły wspólnych magazynów czy wspólnej fabryki na bazie istniejącej Spółki Ślusarskiej. Niezgoda ludzka sprawiła, że pomysły te realizowało następne pokolenie w II RP.

BRUCHNALSKI I SPÓŁKA

Historia Szkoły Ślusarskiej i podźwignięcie świątnickiego rzemiosła dzięki działalności takich ludzi jak Kazimierz Bruchnalski jest niewątpliwie warta wielokrotnego przypominania. Pierwszy dyrektor szkoły choć spędził w Świątnikach tylko 6 lat, na trwale zapisał się w historii miejscowości, dając przykład przedsiębiorczości, zaangażowania i pokonywania przeszkód w dążeniu do wyznaczonych celów. I choć uczynił on tak wiele dla Świątnik i świątniczan, że pamięć o nim nie powinna nigdy zginąć, z nieznanych przyczyn zaczęto mu przypisywać zasługi innych.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Zresztą śledząc publicystykę na ten temat z ostatnich lat nie trudno dostrzec tendencje do jak największego upraszczania (broszurowania) historii o Szkole i Spółce Ślusarskiej w rezultacie otrzymując jednostronny przekaz przedstawiający działalność obu tych instytucji tylko jako ciąg sukcesów. W ten sposób zacierana jest dobrze udokumentowana prawda czy nawet, jak to za chwilę przedstawię, promowany jest fałsz.

Wypada zacząć od inicjatywy powstania Spółki Ślusarskiej, którą to w Świątnikach ostatnio zaczęto przypisywać Bruchnalskiemu, tymczasem taka inicjatywa powstała podczas finalizowania projektu założenia szkoły. Posłowie dr Weigel i ks. Kopyciński już w 1884 roku przyjęli założenie, że samo utworzenie szkoły zawodowej to tylko połowa drogi do realizacji celu podniesienia rękodzielnictwa rzemieślniczego w Świątnikach, bo drugą musi być utworzenie spółki rzemieślników. Gdy Bruchnalskiemu w 1887 roku powierzono misję w Świątnikach, miał on zarówno utworzyć tam szkołę zawodową, jak i nakłonić miejscowych majstrów do utworzenia spółki.

Niesłusznie również przypisuje się dyrektorowi szkoły funkcję prezesa Spółki. Wszak z założenia miała to być spółka rzemieślników i ci spośród siebie wybierali władze spółki. Bruchnalski natomiast tymczasowo przyjął funkcję dyrektora technicznego, bo w czasie, kiedy szkoła ślusarska dopiero rozpoczynała nauczanie, nie było wśród lokalnych rzemieślników osób o wykształceniu pozwalającym na prowadzenie ksiąg rachunkowych, formułowaniu ofert czy prowadzeniu przedsiębiorczości na znacznie wyższym poziomie niż domowego warsztatu. Jak podaje Mikuła, pierwszym prezesem był Stanisław Bodzoń (Zuberek)7.

Kolejnym nieprawdziwym stwierdzeniem jest uznawanie Spółki za monopolistę w dziedzinie produkcji kłódek w porównaniu z lokalnymi kupcami. Wystarczy przytoczyć kilka liczb: w latach 80. XIX wieku w Świątnikach było ok. 700 rzemieślników, w roku 1910 było ich dokładnie 14848. W tym czasie świetności Spółki liczba członków wynosiła 150. Ponieważ było zaledwie kilka rodzin kupieckich, średnio na jednego kupca przypadało kilkakrotnie więcej rzemieślników niż pracowało w Spółce. Zaangażowanie się zaledwie 10% miejscowych rzemieślników w działalność Spółki raczej wypadłoby nazwać znikomym niż monopolistycznym.

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Najbardziej niezrozumiałe jest jednak przedstawianie Spółki jako sprawnie funkcjonującego przedsiębiorstwa. Tu znów liczby zadają temu kłam. Wystarczy bowiem przejrzeć rachunki Spółki, żeby się przekonać, że w 1909 roku zadłużenie jej wynosiło 20 tys. złr. (połowa kosztów utworzenia szkoły ślusarskiej). Spółka otrzymywała jednak stałą pomoc ze strony państwa w postaci kredytów oraz zwolnień podatkowych i taki stan utrzymywał się, dopóki samo państwo nie zaczęło odczuwać kosztów prowadzenia działań zbrojnych. Problemy gospodarcze oraz zaangażowanie samej Spółki w działalność na Bałkanach spowodowało w ostatnich latach przed I wojną światową zamrożenie części kapitału Spółki. Zresztą jak bardzo Spółka była sprawnym przedsiębiorstwem świadczą lata międzywojenne, kiedy to wobec braku pomocy państwa i uwolnionej gospodarki Spółka częściej wstrzymywała działalność niż ją prowadziła.

Nie powinno zatem nikogo dziwić, że przy tak przedstawionych przymiotach przypisuje się Spółce zrealizowanie jej statutowego założenia. Władze Spółki nie potrafiły jednak zjednać sobie nawet większości rzemieślników ani dogadać się z lokalnymi kupcami w celu podjęcia wspólnych inicjatyw. Spółka pokazała, że można tworzyć przedsiębiorstwa rzemieślnicze, z czego skorzystało dopiero następne pokolenie w latach międzywojennych, jednak sama nie potrafiła wziąć na siebie odpowiedzialności za kierunek rozwoju świątnickiego rzemiosła. A nie tak daleko szukając, do powstałej w podobnym czasie spółki kowalskiej w Sułkowicach, nie przystąpiło tylko trzech kowali. Zatem można było.

To tylko część świątnickich mitów, które najczęściej wychodzą ostatnimi czasy na światło dzienne. Jeżeli w powyższym artykule tematykę tła historycznego omówiłem pobieżnie, to tylko dlatego, że poświęciłem temu zagadnieniu odrębne opracowanie.

Przypisy:

1 S. Udziela, Legendy o św. Stanisławie, Ilustrowany Kurier Krakowski, 1925.

2 F. Batko, Przemysł metalowy w Świątnikach Górnych pod Krakowem w XVIII wieku (szkic historyczny), maszynopis, s. 37.

3 W. Słomka, Świątniki Górne, 1985

4 M. Mikuła, Świątniczanie. Strażnicy katedry wawelskiej, 1989 r.

5 W. Szczygieł, Świątniki Górne. Historia, kultura i tradycja na przestrzeni dziejów. Kraków 2001.

6 Cytat za F. Batki, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, UMiG Świątniki Górne 2008, s. 32

7 M. Mikuła, Ludzie i wydarzenia w Świątnikach Górnych 1888-1955, wersja cyfrowa, s. 21.

8 Związek Świątnicki nr 1/1911, dane z powszechnego spisu ludności z 31.12.1910 r.

Opracował Jerzy Czerwiński

Chciałbym niniejszym artykułem poruszyć temat skrzętnie dotychczas pomijany przy opisie dziejów Świątnik, czyli jak wyglądało życie świątniczan, z czego żyli, kto sprawował władzę zwierzchnią i samorządową. Próżno dotychczas można było szukać wzmianki o lokalizacji Świątnik na prawie niemieckim. Postaram przybliżyć również ówczesne systemy administracyjne w odniesieniu zarówno do kraju, jak i samych Świątnik. Opiszę, jak zmieniała się zabudowa i co warunkowało te zmiany.

OD ŚREDNIOWIECZA DO HABSBURGÓW NA TRONIE

Niewiele można podać faktów z życia Świątnik – Górek w pierwszych wiekach od powstania osady, czyli począwszy od końca XI wieku. Historia powstania kapituły przy biskupstwie krakowskim dość jednoznacznie sugeruje, że Świątniki znajdowały się w dobrach kościelnych jeszcze przed jej utworzeniem, a mieszkańcy świadczyli posługę w katedrze pod nadzorem kustosza. Wraz z powstaniem kapituły, kustosz o godności prałata otrzymał w ramach swojej prebendy wszystkie wsie, z których wywodzili się katedralni świątnicy i tym samym Świątniki weszły w skład fundusu1 kustodii. Nie znamy początkowej liczby kmieci – świątników zobowiązanych do posługi w katedrze krakowskiej. Mogło być ich mniej niż w wiekach późniejszych.

W owych pierwszych wiekach istnienia osady kustosz jedynie czerpał materialne korzyści wynikające z wypłacanego w naturze czynszu. Władzę sądową otrzymał po przyznaniu przywilejów z 1252 i 1255 roku. Utrwaliła się liczba 12 świątników ze Świątnik, tj. każde z 12 siedlisk osady zobowiązane było wysunąć swojego przedstawiciela do obowiązkowej posługi w katedrze. Musiały minąć lata, zanim wykarczowano prastary las Czarnej Puszczy i przygotowano teren pod gospodarkę rolną, opartą wówczas na systemie przemienno-odłogowym, tj. uprawianiu kolejno przez 6-7 lat trzeciej części gruntu, pozwalając pozostałym ugorowanym polom odzyskać żyzność.

Analizując zmiany, jakie dokonywały się w okolicznych miejscowościach, można z pewnym przybliżeniem przyjąć, że pod koniec XIII wieku lokalizacja Świątnik została przekształcona na prawie niemieckim (magdeburskim) w wieś niwową. Struktura osady oraz jej położenie wokół szczytu masywu Pogórza Wielickiego sprzyjały takiemu przekształceniu miejscowości. Osada tego typu składała się z dwóch części – niwy domowej, czyli pewnej wydzielonej strefy przeznaczonej tylko pod zabudowę oraz z niwy uprawnej otaczającej zabudowania.

W Świątnikach niwą domową określano mianem siedlisk, o czym wspomina m.in. Długosz w Liber beneficiorum. Siedlisk tych było 12, ale nie był to podział na równe części, o czym świadczą opłaty czynszowe – 8 siedlisk płaciło kustoszowi czynszu po 1/2 grzywny, a pozostałe 4 po 1/4 grzywny. Miarą zamożności była liczba sztuk posiadanego żywego inwentarza. Ponieważ granica między częścią mieszkalną a częścią uprawną była bardzo sztywna i przestrzegana, do końca XIX wieku Świątniki zachowały swój niwowy charakter, czego cechą charakterystyczną było znaczne zagęszczenie zabudowy rozwijającej się wsi. W centralnym punkcie osady znajdowała się studnia opisywana jeszcze w XIX wieku (jedna z lokalnych tradycji podaje, że studnia ta została zasypana, a w jej miejscu postawiono figurę św. Floriana). Siedliska obejmowały swym zasięgiem obszar Zboisk, Gwoźnicy, okolice Rynku oraz najbliższe centrum części Kosterki i Wąwozu. Między gęstą zabudową powstała pajęczyna ulic, a taki typ urbanistyczny określa się mianem ulicówki.

Tereny rolne otaczały wokół osadę z wyjątkiem jarów i wąwozów, których otoczenie stanowiły krzewy. Tych było niemało, co nie uszło obserwacji Jana Długosza, który pisał: habet etiam praedicta villa bona virgulta pro sanctuariorum necessitate, czyli „Ma owa wieś piękne krzaki na potrzeby świątników”. Krzewy zapewniały wiklinę, chrust oraz materiał do prostych konstrukcji. Poza tym tereny zakrzewione pod względem podatkowym traktowano na równi z gruntami ornymi. Jeszcze pod koniec XX wieku wielu mieszkańców chodziło „do krzoków” zbierać potrzebne surowce.

Istniejące przed przekształceniem wsi gospodarstwa rolne zostały scalone w jeden wspólny dla całej osady obszar. Wprowadzono znacznie wydajniejszy system agrarny w postaci trójpolówki, tj. dzielono pola na 3 części i następnie pierwsze obsiewano jesienią zbożem ozimym, drugie wiosną zbożem jarym, a trzecia przez rok była ugorowana stanowiąc jednocześnie pastwisko. Pola nie były wydzielone dla poszczególnych mieszkańców miedzami, lecz każdy użytkował określony pas ziemi od początku do końca pola, a dla uniknięcia ewentualnych rozbieżności pasy wydzielano żerdziami. O ile urzędowo stosowano miary powierzchni takie jak morgi (mórg chełmiński liczący 0,5985 ha) i łany (mniejszy, chełmiński liczący 30 mórg oraz większy, frankoński mający mórg 48), ludność przy określeniu wielkości pola posługiwała jednostkami długości opisującymi szerokość pola w skibach, łokciach (0,60 m), prętach (2 kroki, czyli 4,466 m), czy zagonach (pas pola szerokości najczęściej 6 skib, czyli jednego kroku 2,233 m). Większe długości wyrażano w sznurach (10 prętów, czyli 44,665 m) oraz w stajach lub stajaniach (3 sznury, czyli 133,996 m). Wobec braku miedz istniała konieczność, aby wszelkie prace dokonywane przez uprawiających pole były wykonywane w tym samym czasie.

Oprócz wspomnianych pól i krzaków na północy oraz na południu Świątnik znajdowały się stawy rybne położone w pobliżu potoków. Do dziś zachowała się miejscowa nazwa Stawiska określająca łąki w północnej części Gwoźnicy. Stawy te jednak nie były zbyt liczne, gdyż ukształtowanie terenu nie pozostawiało zbyt wiele miejsca na ich usytuowanie, a także żadne zobowiązanie w naturze świątnickich kmieci nie było wyrażone w rybach. Ze stawów, podobnie jak z pól, korzystała zapewne solidarnie cała osada.

Świątnicka wspólna niwa rolna miała swój podział odpowiadający 12 siedliskom. Tereny użytkowane rolniczo (łącznie z krzakami) wraz z siedliskami tworzyły zagrody, a ich nazwy pochodziły od nazwiska władającego nimi danego rodu świątnickiego. Czy zagrody stanowiły jeden ciągły obszar gruntu? Dotychczas odpowiadano na takie pytanie twierdząco i próbowano lokalizować konkretne zagrody w odpowiednich częściach Świątnik. Jednakże w XVIII wieku zagrody nie stanowiły już jednego, oddzielnego obszaru gruntu, lecz były między sobą wymieszane. Świadczą o tym zapisy w księgach sądowych kustosza katedry krakowskiej, które zawierają najwięcej informacji o strukturze własnościowej gruntów z dostępnych źródeł. Przykładowo grunty zagrody Synowcowskiej leżały m.in. na Wstroniu, Leńcach i Kopaniu, a Zaczkowskiej na Michałce, Wądołach i Zboiskach. Być może na skutek zawierania przez wieki małżeństw głównie wewnątrz tej samej społeczności doszło do porozdzielania niegdyś jednolitych gruntów zagród.

Zarówno najstarszy dokument wspominający o Świątnikach, jak i ostatnie materiały z czasów rządów kustosza katedralnego, wspominają pojęcie cząstki gruntu, występujące we wsiach niwowych i opisujące konkretny pas gruntu rolnego, który dana osoba posiadała i obrabiała. Początku i końca takiego pasa nie było potrzeby definiować, gdyż zawsze dotyczyło to po prostu początku i końca pola, które mogły stanowić np. linia zabudowy, droga, las, potok czy granica wsi. Ewentualny podział następował jedynie wzdłuż pola (względem szerokości cząstki).

Rolnictwo było podstawą świątnickiej egzystencji także w wiekach XVII i XVIII, czyli w erze intratnego płatnerstwa i kowalstwa. U schyłku I Rzeczypospolitej, gdy połowa mieszkańców zajmowała się produkcją zbroi, broni i wszelakich wyrobów żelaznych, wobec kontrolowanego przez kustoszów rynku zbytu towarów (zgodnie z ustawą magistrów płatnerskich góreckich z 1755 roku każde podejmowane zlecenie płatnerskie musiało być zgłoszone urzędowi wójtowskiemu i jawne wobec pozostałych magistrów) oraz mało rozwiniętego handlu, świątniczanie poprzez uprawę roli musieli sami sobie zapewnić wyżywienie, a także opłacić należne podatki w naturze.

Własność gruntów. Grunty w średniowiecznych Świątnikach należały do mieszkańców, którzy mogli dowolnie nimi rozporządzać. Przeniesienie własności odbywało się albo przed samym kustoszem, albo przed urzędem wójtowskim, po czym wójt był zobowiązany następnie przedstawić kustoszowi ową umowę. Nie były z racji tego pobierane dodatkowe opłaty, aczkolwiek prowadziło to do kontroli, czy cena z umowy sprzedaży nie jest zawyżona lub zaniżona. Oczywiście dochodziło do umów pozaurzędowych, ale ich ryzyko polegało na tym, że w razie późniejszych dochodzeń np. spadkowych, ważniejsze były te umowy, które zawierano przed kustoszem (na zbliżonych zasadach funkcjonuje dziś rękojmia ksiąg wieczystych). Poza umowami kupna-sprzedaży grunty można było również zastawić pod pożyczkę lub jako spłatę długu. Tu również zalecane było poinformowanie o tym kustosza albo wójta i przysiężnych, aby mogli później świadczyć. Należy też zwrócić uwagę na równość mężczyzn i kobiet wobec prawa rozporządzania swoimi dobrami, o czym najlepiej świadczy najstarszy wpis dotyczący Świątnik z 1389 r., w którym sprzedającymi są dwie świątniczanki.

Warto zwrócić na uwagę na zasady dziedziczenia gruntów. Grunty dziedziczyło się zarówno od strony ojca, jak i matki. Rozróżnienie to było bardzo istotne zwłaszcza w sytuacji, kiedy dochodziło do wielokrotnych małżeństw dokonywanych po śmierci wcześniejszego małżonka. Właściwie do połowy XIX wieku przeciętna rodzina świątnicka posiadała 2-3 dzieci łącznie z rodzeństwem przyrodnim. Wobec znikomej wiedzy medycznej duża śmiertelność dotykała zwłaszcza dzieci i kobiet. Po rodzicach ziemie przechodziły na dzieci. Jeśli umierał ojciec, ziemie przekazywane były dzieciom, natomiast matce zostawała ta część, która stanowiła jej wiano. W związku z liczną pajęczyną powiązań genealogicznych istniało wiele lokalnych zasad i zwyczajów dotyczących sposobu przekazywania ziemi np.: według zwyczaju y ustaw świątnickich szczytnickich i góreckich, kiedy wdowiec pannę bierze za żonę, to iey trzecią część tych pieniędzy, których rola ta wart na którey siedzi, za wiano dać powinien.2 Powyższe prawo miało chronić kobiety w razie przedwczesnej śmierci małżonka.

Administracja. Świątniki przez wieki terytorialnie znajdowały się w województwie krakowskim i powiecie szczyrzyckim. Miało to jedynie znaczenie przy ściąganiu podatków państwowych. Mniejszymi jednostkami podziału kraju były parafie (fary), a Świątniki do czasu tworzenia kapelanii w 1846 roku należały do parafii w Mogilanach wraz Włosaniem i Konarami.

Urząd wójta wywodził się ze wspomnianego niemieckiego prawa lokalizacji i dotyczył przedstawiciela zarządcy ziem, którym w przypadku Świątnik był kustosz krakowskiej katedry. W księgach sądowych kustosza przedstawiono sposób wybierania wójta oraz przebieg jego zaprzysiężenia. Mieszkańcy Świątnik mogli kustoszowi przedstawić swoich trzech kandydatów na wójta, ale ostateczny wybór należał do kustosza, jak również mógł on w sytuacji, gdy nie podobały mu się kandydatury, wybrać samemu. Kadencja trwała rok, przy czym w razie niewywiązywania się wójta ze swojego urzędu, kustosz mógł w każdej chwili złożyć go ze stanowiska.

Wójt realizował władzę wykonawczą kustosza w osadzie. Odpowiedzialny był za ściąganie podatków, czynszów oraz zobowiązań wsi wobec kustosza, proboszcza i władzy świeckiej. Prowadził poprzez pisarza urzędowego zapisy na wzór akt sądowych kustosza i mógł rozstrzygać w sprawach spornych mniejszej wagi. Z pełnionym urzędem nie wiązała się zbytnia gratyfikacja ze strony kustosza, a obowiązków było niemało, które trzeba było pogodzić z pracą na roli oraz zleceniami płatnerskimi. Reszta mieszkańców nierzadko wyrażała swoje niezadowolenie wobec urzędowych czynności wójta poprzez rękoczyny łącznie z ciężkimi pobiciami. Za uchylanie się wójta od objęcia urzędu i wypełniania swoich obowiązków groziły poważne kary cielesne.3

Wójt działał zgodnie z ustalonymi zasadami wywodzącymi się z reguł prawa magdeburskiego, czyli lokalizacyjnego prawa niemieckiego, o czym najdobitniej świadczy poniższy cytat z Akt sądowych kustosza katedry krakowskiej:

Po takowey przysiędze, według prawa y porządku Magdeburskiego opisaney, a przez wyzey wyrażonych urzędników wykonaney, temu urzędowi przysiężnemu punkta czyli postanowienia maiące moc prawa, do zachowania Zwierzchność y władza kustoszowska podała y naznaczyła w niżey opisany sposób.

1mo. Wóyt nie powinien żadnych spraw sądzić bez przysiężnych namniey dwóch, y bez pisarza aktowego, ani żadnych transakcyi czynić bez nich.

2do. Wóyt nie powinien się uwodzić faworem, pokrewieństwem, przyiaźnią lub nieprzyiaznią lub passyą, niecierpliwością, ale według prawa y świętey sprawiedliwości ma sądzić.

3tio. Wóyt iako też y przysiężni żadney kary lub pobicia nie powinni sami sobie czynie prywatnie albo z passyi, rankoru, gniewu, ale urzędownie lub przez dekret wykraczaiących według miary występku y prawa karać maią, y dekreta wszytkie tak kustoszowskie z appellacyi, iako tez wóytowskie do exekucyi swoiey przyprowadzać, aby przez takowy rygor sprawiedliwość y prawo zachowane było.

4to. Pisarz przysiężny urzędowny wszytkie sprawy, terminy prawne y dekreta w ksiąszkę, to iest w akta urzędowne swoie oprawne powinien zawsze pisać y one konnotowac y z akt komu się trafi potrzeba, osobliwie z appellaciy do sądów kustoszowskich wypisywać y one sumiennie wydawać przy bytności y z wiadomością wóyta y przysiężnych.

5to. Pisarz przysiężny urzędowny od zapisania skargi aktora y odpowiedzi pozwanego od inkwizycyi, od dekretu, od napisania iakiego zapisu, testamentu, komplanacyi, zgody y iakiegokolwiek pisania osobliwą, według pomiarkowania pracy swoiey, powinien mieć zapłatę.4

Jak wyżej wspomniano, w skład urzędu wójtowskiego wchodziło sześciu przysiężnych oraz pisarz przysiężny. Wybór urzędników należał oczywiście do kustosza, ale mieszkańcy wsi mieli prawo przedstawienia swoich kandydatów, a tych przeważnie było 12. Rola przysiężnych ograniczała się głównie do funkcji mężów zaufania, którzy zapewniali sprawiedliwy i bezstronny przebieg procesu przed wójtem, poświadczając to znakiem krzyża w księgach wójtowskich. Zapisy w księdze prowadził pisarz przysiężny – wybór jego był przeważnie bardzo ograniczony, gdyż najczęściej był jedyną osobą we wsi posiadającą umiejętność czytania i pisania. Wobec czego ciążyła nad nim wielka odpowiedzialność, by zapisy był prowadzone bezstronnie i zgodnie z relacją stron, które nie były w stanie zweryfikować poprawności zapisów.

 7330 (76). Ponieważ gromada obywatelów wsi Górek, z rozkazu Zwierzchności kustoszowskiey katedralney Krakowskiey podała na wóyta kandydatów trzech, z których iest obrany Ian Knapczyk dawny wóyt, na przysiężnych podała gromada na piśmie 12 kandydatów, z których są obrani przez Zwierzchność kustoszowską sześciu, to iest: Iakub Buias, Mateusz Popek, Stanisław Bodzon, Ierzy Cholewa, Balcer Bodzon y Sebastyan Kotarba na przysiężnego, oraz y za pisarza urzędowego, iako umieiący pisać, którzy na ten rok 1762 obrani przez Zwierzchność kustoszowską osobiście stawaiący przysięgę klęcząc na krucyfixie Chrystusa Pana, przez położenie dwóch palców od prawey ręki sądownie według roty, w porządku prawa Magdeburskiego opisaney, wykonali, co się w aktach ninieyszych konnotuie.5

Oczywiście bywały pewne odstępstwa od ogólnie przyjętych zasad, czego najlepszym przykładem był okres, od kiedy w 1723 roku kustodię przejął ks. Sebastian Komecki.6 Szczegółowo opisałem o tym przy omawianiu sporów między świątnikami a kustoszami. Wobec niezgody z ludnością podległych mu wsi Komecki zdecydował się umieścić na wójtowskich urzędach wsi świątniczych swoich ludzi, przez co w Świątnikach niepodzielnie przez kilkanaście lat „panował” Walenty Jarski. Jak wynika z Akt sądowych, jego relacje z mieszkańcami nie były łatwe, czego przykładem jest obdukcja kustosza po tym, kiedy „całą gromadę osiemdziesiąt siedem chłopa zwaliwszy, przymuszali rozciągnowszy go dla sromoty na kupie gnoiu wszyscy”, w wyniku czego „ciało iego zczerniałe y do kości obite bardzo spuchłe, zaś piersi pogniecione spuchłe, głowa potłuczona”.7 Pomimo takich sytuacji dorobił się niemałego majątku (sądząc z ilości dokonywanych przezeń transakcji handlowych i udzielanych pożyczek pod zastaw), dwukrotnie się ożenił i zostawił po sobie jedną córkę.

Liczba mieszkańców. W wiekach średnich przeprowadzano sporadyczne „liczenie głów”, jednakże sumowano dane do całego powiatu. Ponadto niewiele mamy danych do określenia liczby mieszkańców w czasach Królestwa. Lokalizacyjny podział na 12 gospodarstw oznaczał zapewne około 100 mieszkańców (zakładając gospodarstwo 8-9 osobowe) pod koniec XIII wieku. Gospodarstwa sukcesywnie się rozrastały. Wspomniany kustosz Sebastian Komecki wymienia w 1739 roku, że faktycznych gospodarstw było ponad 60. Znamy również z Akt sądowych liczbę wszystkich mężczyzn w Świątnikach ok. 1730 roku, a mianowicie 87. Czterdziestu mężczyzn podpisało się pod ustawą płatnerską.

O świątnickim ubiorze zdanie jedno. Należałoby założyć, że mieszkańcy Świątnik nosili stroje podobne do ubiorów podkrakowskich włościan. Poniższy cytat z rozprawy przed sądem kustoszowskim, która dotyczyła zwrotu odsetek za pożyczkę gotówkową, wspomina o posiadanych przez mieszkańców Świątnik strojach:

A że tenże Woyciech Kotarba nie kontęnt z tego, że mu dała żupan, kontusz y spodnie żona nieboszczyka Antoniego y dlatego ich do chałupy odniozł.8

O ile w dawnej Polsce bogate włościańskie sukmany nazywano żupanami, to kontusz był już typowym strojem ówczesnej szlachty.

Zabudowania. Typowa wiejska chata miała niewielkie wymiary i zbudowana była z drewnianych belek o konstrukcji sumikowo-łątkowej lub wieńcowej. W środku najczęściej była tylko jedna izba oraz sień z wejściem połączona z częścią gospodarczą. Dachy kryto głównie strzechą. Oprócz budynków mieszkalnych co najmniej od XVI wieku we wsi znajdowała się karczma, którą w 1532 roku z rąk miejscowych wykupił kustosz, kontrolując odtąd handel i produkcję alkoholu. Kustosz Sebastian Komecki szczególnie chciwie próbował wykorzystywać posiadane prawo propinacji do ucisku świątniczan, wobec czego doszło do podpalenia karczmy. Odbudowana karczma przetrwała do czasów rozbiorów Polski. Co najmniej od XVII w. na świątnickim „rynku” znajdowała się drewniana kapliczka, a następnie wybudowana i poświęcona w 1767 roku pierwsza świątynia wykonana z modrzewiowych bali i kryta gontem.

Ryc. 1. Świątnickie chaty (1965 r.)

Ryc. 1. Świątnickie chaty (1965 r.)

POD RZĄDAMI AUSTRII

Ryc. 2. Pieczęć urzędowa starostwa w Podgórzu.

Ryc. 2. Pieczęć urzędowa starostwa w Podgórzu.

Administracja samorządowa w Galicji. Bezpośrednio po przejęciu w 1772 roku przez Austrię Galicji przez krótki czas okupacji, władza administracyjna tymczasowo znalazła się w rękach dowódców armii austriackiej. Kolejnym etapem było mianowanie przez Marię Teresę pierwszego gubernatora hr. Antoniego Pergena. W ramach tworzonego na nowo ustroju i aparatu administracyjnego podzielono Galicję na mniejsze okręgi. Pierwszy system administracji był dwustopniowy – kraj podzielono na 6 większych obszarów zwanych cyrkułami (Kreise), a te na 59 dystrykty lub też okręgi (Kreisdistricten). Braki kadrowe i finansowe nie pozwoliły jednak utworzyć tak rozbudowanej administracji, skutkiem czego w marcu 1775 roku przeorganizowano granice cyrkułów oraz zmniejszono liczbę dystryktów do 19, a w marcu 1782 roku całkiem je zlikwidowano. Jednocześnie zaproponowano nową strukturę: podział na 18 cyrkułów bezpośrednio podlegających Gubernium we Lwowie. Stolicami cyrkularnymi były: Myślenice, Bochnia, Nowy Sącz, Tarnów, Rzeszów, Dukla, Przemyśl, Sambor, Lesko, Tomaszów, Zamość, Bełz, Lwów, Złoczów, Brody, Halicz, Zaleszczyki i Stanisławów. Liczba cyrkułów zmieniała się w zależności od sytuacji politycznej Austrii i wynosiła od 16 do 24. W 1809 roku do Galicji przyłączono nowe ziemie i powstały cyrkuły ze stolicami w Krakowie, Białej Podlaskiej, Kielcach, Lublinie i Końskich. W 1850 r. powrócono do dwustopniowego podziału na 19 cyrkułów i 178 urzędów powiatowych. W 1860 r. połączono cyrkuł krakowski i bocheński tworząc nowy ze stolicą w Krakowie. Od 1867 roku (ustawą z 12 sierpnia 1866 r.) zlikwidowano ostatecznie cyrkuły, tworząc początkowo 74 powiaty (w 1914 roku było ich 82).

Na czele cyrkułu stał starosta (Kreishauptmann), który kierował pięcioma resortami swojego urzędu: populare (imigracja, emigracja, ruch ludności), militare (pobór do wojska, kwaterunek wojsk), commerziale (rolnictwo, handel, przemysł, komunikacja lądowa), camerale (podatki i ich egzekucja) oraz politicum (nadzór na kościołem, duchowieństwem, wyznaniami, policja, oświata i szkolnictwo).

Cyrkuły stanowiły zwierzchnią władzę wobec miejskich magistratów oraz wiejskich dominiów. Na czele administracji miejskiej stał burmistrz lub prezydent (w większych miastach), wybierany początkowo po staropolsku na kadencje, ale władze austriackie szybko zmieniły ten zwyczaj i odtąd stanowiska te otrzymywano z nominacji, często także dożywotnio. System dominiów wiejskich przyszedł z Czech i Moraw – władza państwowa przekazywała jednemu ziemianinowi (szlachcicowi) klucz dóbr ziemskich (Bezirk) pod jego władzę administracyjną i sądowniczą oraz zwierzchność nad włościanami. Ustawa z 12 sierpnia 1866 r. zniosła dominia wiejskie i ustanowiła gminy i powiaty.

W Świątnikach pierwsza dekada okupacji austriackiej nie zmieniła nic z dawnych porządków. Administracja austriacka istniała tylko na papierze, a kustosz krakowski nadal sprawował swoją zwierzchność. Stan ten odmienił się w 1782 roku, gdy Józef II (święty cesarz rzymski i arcyksiążę Austrii) zlikwidował dobra kościelne przy diecezji krakowskiej. Świątniki trafiły tymczasowo na własność tzw. kamery, czyli cesarskiego urzędu, który zarządzał dobrami państwowymi. Następnie zostały włączone do klucza byszyckiego, w którym były do 3 marca 1798 roku, kiedy to za sumę 43 tys. guldenów zostały wraz Wrząsowicami, Byszycami, Świątnikami Dolnymi, Szczytnikami i Trąbkami zakupione przez Łukasza z Lubrańca Dąmbskiego. Wsie te zostały następnie odkupione przez braci Jana (1732-1804) i Piotra (1735-1801) Konopków herbu Nowina, których rodzina niegdyś pochodziła z ziemi łomżyńskiej, a której dwór znajdował się w pobliskich Mogilanach. Rodzina ta cieszyła się przychylnością dworu cesarskiego, będąc dzierżawcą żup solnych w Wieliczce i Bochni tak, że w 1791 roku bracia otrzymali od Leopolda II (świętego cesarza rzymskiego, króla Niemiec i arcyksięcia Austrii) tytuł barona. Konopkowie utworzyli dominium z klucza biskupickiego składającego się ze wsi: Biskupice, Byszyce, Szczytniki, Świątniki Dolne, Świątniki Górne, Trąbki i Wrząsowice. Kolejnym dziedzicem klucza został Antoni (1790-1852) syn Piotra, a po nim jego syn Henryk (1821-1892).

Prawa rodziny Konopków do Świątnik były w gruncie rzeczy podobne to praw kustoszów krakowskich, ze znacznie mniejszymi korzyściami, które ograniczały się do prawa propinacji, czyli wyłączności na produkcję i handel alkoholem. Zyski musiały być niewielkie (karczma została już wcześniej zlikwidowana), gdyż w 1856 roku baron Henryk Konopka zgodził się na wykupienie przez gromadę swoich praw za jedynie 1650 guldenów, co rekompensowało grunt po karczmie. Gromada przejęła również obowiązek finansowania edukacji w miejscowości, co w tamtym czasie oznaczało pensję na organisty uczącego w szkółce parafialnej. Formalnie Świątniki nadal pozostawały w kluczu biskupickim do czasu reformy dokonanej przez cesarza Franciszka Józefa I związanej z utworzeniem dualistycznej monarchii austro-węgierskiej w 1867 roku. Przynależność administracyjną Świątnik przedstawia poniższe zestawienie:

1773-1775 cyrkuł bocheński, okręg Wieliczka.

1775-1782 cyrkuł kazimierski, okręg Wiśnicz.

1782-1860 cyrkuł bocheński.

1860-1867 cyrkuł krakowski.

1867-1897 powiat wielicki

1897-1918 powiat podgórski

W 1867 roku Świątniki stały się oficjalnie gminą wiejską z urzędem wójtowskim i radą gminną. Do tego czasu świątniczanie nadal wybierali wójta i przysiężnych jak za czasów kustoszowskich (jako przedstawicieli rodu Konopków), a wójt nadal prowadził swoją urzędową księgę, kontynuując wpisy w księgach kustoszowskich (stąd też w księdze Akta sądowe kustosza krakowskiego z lat 1717-1782 znajdują się wpisy nawet z 1815 roku, inne wpisy były dokonywane w dawnych księgach gromadzkich oraz na luźnych kartach). Pomimo tego, że formalnymi zarządcami byli Konopkowie, najwidoczniej na rękę było im posługiwanie się dawnym staropolskim aparatem urzędniczym, który jednak nie był uwzględniony w austriackich strukturach władzy samorządowej. Po wejściu reformy administracyjnej świątniczanie mogli samodzielnie wybierać wójta oraz radę gminną, która składała się z trzech kół, z których każde liczyło po 6 radnych. Przeprowadzone wybory zatwierdzało starostwo powiatowe. Wójt miał do dyspozycji zastępcę, pisarza oraz asesora.

Lokalny Związek Świątnicki opisywał szczegółowo kulisy wyborów na wójta i radnych w 1911 roku. Dla świątniczan stanowiska urzędnicze były bardziej formą podkreślenia swojej pozycji w społeczeństwie czy nawet awansu, niż chęci prowadzenia określonej polityki korzystnej dla miejscowości, w rezultacie czego chętnych na stanowisko wójta było ponad stu mężczyzn, a na radnych prawie wszyscy uprawnieni do głosowania mężczyźni. Wyłonieni zwycięzcy reprezentowali ułamek społeczeństwa. Świątniczanie mogli także kandydować i wybierać władze powiatowe.

Na koniec warto zaznaczyć, że świątnicki urząd gminny zaliczał się do biedniejszych w Galicji. W tamtych czasach gminy mogły czerpać dochody z prowadzonej przez siebie gospodarki, bowiem z podatków zasilano głównie skarb krajowy i państwowy. W rzemieślniczych Świątnikach gmina posiadała jedynie jedną rzeźnię, która przynosiła więcej strat niż zysków, korzystała z udzielania koncesji na szynk, natomiast musiała dofinansowywać szkolnictwo, a i dotacje państwowe związane z budową i rozbudową szkoły ślusarskiej, wiązały się z odpowiednim wkładem własnym gminy.

Mapa Galicji, Lodomerii i Bukowiny z podziałem administracyjnym z 1855 r.

Ryc. 3 Mapa Galicji, Lodomerii i Bukowiny z podziałem administracyjnym z 1855 r.

Rolnictwo. Austriacy wraz ze wprowadzeniem pierwszego podatku katastralnego wymusili dokonanie znacznych zmian w strukturze agrarnej. Zniesiono podział jednej niwy na 12 części i utworzono 6 niw nazwanych od nazw lokalnych: Ogrody, Dział, Zagrabie, Michałka, Zboiska i Postronie. Pomierzono grunty podlegające podatkom, określając ich powierzchnie w morgach dolnoaustriackich, gdzie 1 mórg (Joch) odpowiadał 1600 wiedeńskim sążniom kwadratowym, co wynosi 0,5756 ha. Do gruntów podlegających podatkowi należały: pola orne, łąki i ogrody, pastwiska oraz lasy. Ponieważ wciąż stosowano trójpolowy system upraw, określono wielkości zbiorów łącznie z ostatnich 3 lat. I tak z 369 mórg 761 i 5/6 sążni kwadratowych gruntów ornych (212,6205 ha) zbierano 142 korce9 i 5/64 (półgarncy) pszenicy, 1600 korców i 16/64 żyta, 739 korców i 55/64 jęczmienia oraz 3530 korców i 48/64 owsa; z 280 mórg 203 i 4/6 sążni kwadratowych łąk (161,2032 ha) zbierano 408,16 cetnara10 siana i 40,29 cetnara potrawu; 115 mórg i 387 sążni kwadratowych świątnickich lasów (66,3177 ha) rocznie dawało 57 i 69/80 sążni sześciennych drzewa miękkiego. Łączna powierzchnia pomierzonych gruntów wyniosła 703 morgi i 151 4/6 sążnia kwadratowego, co odpowiada 404,6056 ha. Powyższe liczby określające zbiory jednoznacznie podkreślają niską jakość i wydajność gruntów ornych.

Sam system opodatkowania gospodarstw rolnych dzielił gospodarstwa pod względem dochodu uzyskanego z gruntu na dwie kategorię, dla których rozgraniczającym progiem była wartość dochodu 10 guldenów. Podatek dzielił się na dwie kategorie: z tytułu odsetek (aufgrund Zins) oraz w naturze (An Zins Haber in Natura). Podczas dokonywania pierwszego spisu najbogatszym mieszkańcem był Jan Słomka, zamieszkały w domu nr 2 na Dziale, który płacił rocznie 38 guldenów 4 krajcary i 5 fenigów11 podatku z ról, 4 guldeny 10 krajcarów 3 fenigi z łąk i ogrodów, 54 krajcary z pastwisk. Do tego dochodził także czynsz 7 guldenów i 7 krajcarów oraz podatek w naturze 12 krajcarów i 7 fenigów. Także osoby nieposiadające gospodarstw rolnych (chałupnicy i komornicy) dla celów podatkowych zostały podzielone na dwie grupy pod względem zamożności. Miały obowiązek odpracowania podatku w folwarku właściciela klucza, ale ponieważ w Świątnikach folwarku nie było, przeliczano to na wartość robocizny i stawki te wynosiły odpowiednio 5 guldenów 36 krajcarów oraz 2 guldeny 48 krajcarów. W 1787 roku w Świątnikach było 4 chałupników i 2 komorników.

Drugi kataster założony w Świątnikach w 1847 roku zaczął się od szczegółowego opisania każdej parceli – określenia właściciela oraz rodzaju i jakości gruntu. Szczegółowy pomiar wykazał w Świątnikach gruntów ornych 528 mórg (303,8450 ha), łąk i ogrodów 60 mórg (34,5278 ha), pastwisk 91 mórg (52,3672 ha) i 63 morgi lasów (36,2542), co dało łącznie 742 morgi (426,9942 ha) gruntów podlegających podatkowi. Zwiększyła się znacznie ilość gruntów ornych kosztem łąk i pastwisk. Gdyby można było dysponować danymi ilości żywego inwentarza z końca XVIII wieku, to z pewnością odnotowano by duży jej spadek. W 1900 roku w Świątnikach było zaledwie 18 koni, 165 sztuk bydła i 32 świnie. Wiązało się to w dużej mierze z odchodzeniem świątniczan od konieczności uprawy roli w sytuacji, kiedy można kupować żywność, wymieniać za wykonane ślusarskie produkty lub kupować za zarobione z własnej sprzedaży pieniądze. Gospodarstwa rolne stopniowo kurczyły się, ale pola nie leżały odłogiem, gdyż powszechne było wynajmowanie pól pod uprawę mieszkańcom sąsiednich wsi. Wyjątkiem były gospodarstwa prowadzone przez zamożnych świątniczan, w tym kupców świątnickich, które zwiększały swoje areały.

Ponieważ w wieku XIX i XX większość świątniczan trudniła się rzemiosłem, praca w polu stała się domeną głównie kobiet. Rodziny ślusarzy powiązane umowami z konkretnymi kupcami bardzo często pomagały także obrabiać im pola, w zamian za udział w płodach.

Ryc. 4 Rynek w Świątnikach – fotografia barwiona autorstwa Leona Franczykowskiego (ok . 1912 r.)

Ryc. 4 Rynek w Świątnikach – fotografia barwiona autorstwa Leona Franczykowskiego (ok . 1912 r.)

Zabudowa. Do 1900 roku Świątniki pomimo podwojenia liczby domów mieszkalnych nie zwiększyły znacząco swojej powierzchni terenów zabudowanych, co oznaczało znaczne zwiększenie gęstości zabudowy. To, czym wyróżniało Świątniki od większości galicyjskich wsi, była znaczna przewaga ilości domów mieszkalnych nad budynkami gospodarczymi, co w znacznej mierze wynikało z kładzenia większego nacisku na rzemiosło, kosztem uprawy roli. Większości świątniczanom wciąż wystarczały niewielkie jednoizbowe chaty drewniane, z dachami czterospadowymi krytymi głównie gontem, o podłodze z glinianego klepiska, a zwane domami „na jeden koniec”. W połowie XIX wieku ten typ budowania domów mieszkalnych zaczął powoli być wypierany przez domy,w skład których wchodziła kuchnia (tzw. piekarnia), jedna izdebka (pszeniczna), sień oraz często przylegające do niej pomieszczenia gospodarcze. W domach starszego typu za palenisko służyła tzw. nalepa, czyli gliniany piec stawiany w jednym z narożników izby. Ogień rozpalano głównie przy użyciu krzesiwa jeszcze do końca XIX wieku, kiedy pojawiły się siarczane zapałki. W nowszych domach pojawiały się ceramiczne piece kuchenne „pod blachą”, z prostym systemem kominowym, spotykane do końca XX wieku.

Ryc. 5 Typowy plan chaty „na jeden koniec” z XIX w.

Ryc. 5 Typowy plan chaty „na jeden koniec” z XIX w.

Zamożniejsi świątniczanie, w tym przede wszystkim świątniccy kupcy, budowali typowe galicyjskie miejskie domy (tzw. domy „na dwa końce”), które składały się z dwóch części przedzielonej sienią: w części mieszkalnej znajdowała się kuchnia i kilka izb, natomiast drugą część stanowił magazyn, sklep lub inne pomieszczenie gospodarcze. Kuchnia zaopatrzona była w ceramiczny piec z urządzeniami kominowymi. Ciekawostką jest, że większe, wieloizbowe domy zamożniejszych mieszkańców, na zewnątrz nie wyróżniały się specjalnie wśród innych świątnickich zabudowań.

Ryc. 6 Plan domu „na dwa końce” z XIX w.

Ryc. 6 Plan domu „na dwa końce” z XIX w.

Główny materiał budowlany, czyli drewno, kupowano w okolicy Stróży i Pcimia. Również z rejonów na południe od Myślenic sprowadzano do ich budowania cieśli.

W roku 1787 budynkom mieszkalnym nadano 138 numerów porządkowych. W roku 1847 tychże domów było już 204. Dokładny stan zagospodarowania przestrzennego przedstawia mapa katastralna. Na wąskich działkach budowlanych znajdowały się średnio 2-3 domy mieszkalne w kilkumetrowej odległości od siebie. Statystyki z 1890 roku podają liczbę zabudowań 294, a z 1907 roku 311. Warto zwrócić uwagę, że w pożarze z 1889 roku spłonęły 52 domy i 18 stodół, a mimo to nie zmniejszyła się liczba domów mieszkalnych. Wielki pożar bardzo często w literaturze podawany jest za punkt zwrotny w rozwoju świątnickiego zagospodarowania przestrzennego, lecz tak naprawdę nie doszło tu do żadnej urbanistycznej rewolucji, gdyż domy odbudowano na pogorzeliskach i nie zmniejszyło to zagęszczenia zabudowań. Jednak to wydarzenie z całą pewnością pozostało w pamięci ówczesnych i przypominało o grożącym niebezpieczeństwie związanym ze zbyt gęstą zabudową. Powolna rozbudowa Świątnik, która nastąpiła w ostatnich dwóch dekadach panowania Habsburgów, wynikała z rozwoju sieci dróg krajowych: trasa Mogilany-Głogoczów od ok. 1910 roku miała przebieg całą dzisiejszą ulicą Bruchnalskiego (wcześniej biegła przez Wydartą ulicą Różaną), a także powstało nowe połączenie Wrząsowice-Świątniki-Siepraw dzisiejszymi ulicami Krakowską, Bruchnalskiego i Sportową. Tereny położone bezpośrednio przy tych traktach dały możliwości rozbudowy miejscowości przez następne lata. Jeśli chodzi o nawierzchnie dróg, były one utwardzonymi ziemnymi traktami, co powodowało czasową ich nieprzejezdność w czasie roztopów i większych opadów. Taki stan nawierzchni utrzymywał się jeszcze po II wojnie światowej.

Ryc. 7 Niedziela na Rynku w Świątnikach – fotografia barwiona autorstwa Leona Franczykowskiego (ok . 1912 r.)

Ryc. 7 Niedziela na Rynku w Świątnikach – fotografia barwiona autorstwa Leona Franczykowskiego (ok . 1912 r.)

W połowie XIX wieku w drewnianych Świątnikach zaczęły pojawiać się pierwsze budynki murowane. Najprawdopodobniej pierwszym był kościół, którego budowa zakończyła się w 1856 roku. W 1865 roku powstał dwukondygnacyjny budynek szkoły trywialnej z częścią mieszkalną (dzisiejszy komisariat policji). O murowanej karczmie wspominają zapisy dotyczące wspomnianego pożaru z 1889 roku, jako o budynku, który przetrwał pożogę. W 1890 r. świątnickie Siostry Służebniczki rozpoczęły budowę murowanego domu zakonnego, w 1894 r. wybudowano gmach szkoły ślusarskiej, a Spółka Ślusarska miała swoją siedzibę w murowanym parterowym budynku (dziś Bruchnalskiego 15, długoletnia siedziba władz gminnych). Lepsza komunikacja z Krakowem dała świątniczanom dostęp do krakowskich cegielni (Łagiewniki-Bonarka), ale drewno wciąż było tańszym i popularniejszym materiałem budowlanym dla przeciętnego mieszkańca Świątnik.

Liczba mieszkańców. Austriacy podczas swoich 146 lat rządów wykonali sześć szczegółowych spisów ludności w 1857, 1869, 1880, 1890, 1900 i 1910 roku zawsze 31 grudnia. Liczbę ludności, która by odpowiadała 138 gospodarstwom z 1786 roku, można oszacować na ok. 1 tysiąc. W 1857 roku było 1369 mieszkańców12, w 1880 roku 1804 mieszkańców13, w 1890 roku 1855 mieszkańców14, w 1900 roku liczba mieszkańców osiągnęła jedną z największych wartości w historii, wynosząc 2212, z czego 1100 mężczyzn i 1112 kobiet, natomiast w 1910 roku mieszkańców było 2053.15

Ryc. 8 Panorama Świątnik widziana z Wąwózu (ul. Sportowa) (1912 r.)

Ryc. 8 Panorama Świątnik widziana z Wąwózu (ul. Sportowa) (1912 r.)

Świątniki w etnografii. Na przełomie wieków szereg polskich pionierów etnografii podróżowało, obserwując życie mieszkańców wsi. Świątniki odwiedził m.in. Seweryn Udziela, szukając romantycznych legend i przesądów16, czy Oskar Kolberg mieszkający w dworku rodziny Konopków w pobliskich Mogilanach. Udziela opisał legendę o św. Stanisławie i królowej Jadwidze, a także jako pierwszy przedstawił i opisał lokalne nazewnictwo świątnickie. Cytował z imienia i nazwiska rozmówców, którzy opisywali mieszkające w Dziadowcu boginki podmieniające dzieci, duchy w okolicy cmentarza cholerycznego przy krzyżu na Gwoźnicy, skarby ukryte pod figurą św. Stanisława na Kosterce, noc śródpościa, kiedy pod figurami świątnickimi bił się olejárz ze rzeźnikiem, rozsypując w ich pobliżu różne przysmaki, a także magiczny wielki kamień na Wydartej i zapadnięty dzwon urwany z dzwonnicy w Mogilanach. Ponadto Udziela wspomina, że w Świątnikach brak jest karczmy z prawdziwego zdażenia, natomiast kiedyś w okolicy było ich kilka, a miejscu świątnickiej dawnej karczmy odbywają się teraz jatki, czyli targ mięsny.

Społeczeństwo. Jedynym kryterium, jakie dzieliło świątniczan pod rządami kustosza, był stan majątkowy. W czasie rządów austriackich wyodrębniły się nowe warstwy społeczne. Na początku XIX wieku pojawili się i osiedlili w Świątnikach kupcy, którzy skupywali produkty świątnickich rzemieślników, w zamian dostarczając im nie tylko materiał do produkcji, ale również zapewniając dostęp do produktów spożywczych. Również zamożniejsi świątniczanie próbowali z powodzeniem opanowywać olbrzymi rynek zbytu ślusarskich produktów, jakim było imperium Habsburgów. W następnych pokoleniach wśród rodzin kupieckich zaczęła się tworzyć inteligencja, wobec ograniczonej możliwości edukacji pozostałej części społeczeństwa. Do grupy tej dołączyli kolejni kapelanowie, a później proboszczowie parafii, nauczyciele szkoły trywialnej, a później także szkoły ślusarskiej. Wielu nauczycieli osiedliło się w Świątnikach na stałe, zakładając tu rodziny i często dając kolejne pokolenie nauczycieli.

Świątniccy kupcy początkowo osobiście wozili towar, podróżując setki kilometrów od domu. Wraz z uzyskaniem dostępu do kolei oraz telegrafu zmienił się sposób dystrybucji towaru, tzn. kupcy zaczęli zakładać swoje filie w większych miastach i wysyłali koleją towar na wezwania ajentów.

Największą grupę społeczną tworzyli rzemieślnicy pracujący w przydomowych warsztatach. Sprzedawali swoje produkty kupcom, a czasem sami wyruszali na szlak, handlując nimi. W oczach zewnętrznych obserwatorów, tj. wspomnianych etnografów oraz krakowskich polityków zainteresowanych rozwojem gospodarczym Galicji, uchodzili za bardzo biednych, a zarazem niezbyt pracowitych ludzi, o czym wspomina nawet Słownik geograficzny Królestwa Polskiego:

Świątniki nie mają przyjaznych warunków dla rozwoju przemysłu ślusarskiego, Świątniczanie nie odznaczają się pracowitością, robią zazwyczaj tylko 3 do 4 dni w tygodniu, chociaż uprawą dosyć lichej roli sami się nie zajmują ale wyręczają najemnikami. Że mimo to przemysł utrzymał się dotąd, a teraz znacznie się podnosi, tłumaczy się tradycyą i tem, że dawniej przerobiony materyał zwiększał trzydziestokrotnie wartość, a i dzisiaj jeszcze ma wartość dziesięciokrotną.17

Wobec faktu, że świątnicki majster nie miał nad sobą nikogo, kto by go zmuszał do pracy, pracował wtedy, kiedy potrzebował i nic ponadto. Wobec tak ukształtowanej tradycji konserwatywni rzemieślnicy niechętnie podchodzili do zorganizowanej produkcji, jakiej początki dała powstała w 1888 roku Spółka Ślusarska. Zmieniała się również technologia produkcji oraz sposoby kształcenia ślusarzy, w czym zasługi największe miała powstała w 1888 roku państwowa szkoła ślusarska.

Nieliczną grupę stanowili katedralni świątnicy, pracując teraz za wynagrodzeniem. Świątnicy stali się elitarną i wąską grupą społeczną, którzy dobrze znali historię Polski, Krakowa i katedry, a także języki obce, aby móc oprowadzać pielgrzymów przybyłych z różnych stron świata.

Lata pod zaborem austriackim, a zwłaszcza przełom XIX i XX wieku to także okres, kiedy powstały liczne organizacje działające dla lokalnej społeczności. Były to w Straż Ogniowa (1879 r.), chór (1905 r.), biblioteka (1903 r.), teatr amatorski (1910 r.) i orkiestra (1911 r.) działające przy powstałej w 1907 roku Czytelni Ludowej oraz klub sportowy „Templarya” (1912 r.). Wspomniane organizacje omówiłem szczegółowo w oddzielnych opracowaniach.

 WOLNA POLSKA

Administracja. Młoda II Rzeczypospolita długo zmagała się z wprowadzeniem na wszystkich ziemiach jednolitej administracji, pozostawiając formę organów samorządowych ustanowioną przez zaborców. Świątniki nadal były jednostkową gminą z urzędem na zasadach określonych w 1866 roku. Wprowadzono jedynie hierarchię w samorządzie, tj. gminy podlegały powiatom, a powiaty województwom. Dopiero ustawa z 23 marca 1933 roku o częściowej zmianie ustroju terytorialnego oraz konstytucja kwietniowa z 1935 roku wprowadziły dla całego kraju jednolity samorząd terytorialny, który przetrwał do 28 listopada 1939 roku, kiedy został uchylony rozporządzeniem Generalnego Gubernatorstwa. Utworzono wiejskie gminy zbiorowe składające się z kilku miejscowości. Organem zarządzającym i wykonawczym gminy został zarząd gminny, a organem stanowiącym i kontrolującym – rada gminna. Zarząd tworzyli wójt i podwójci wybierani przez radę w tajnym głosowaniu oraz ławnicy, natomiast rada składała się z wójta, członków zarządu i radnych.

Świątniki należały do województwa i powiatu krakowskiego. W skład gminy Świątniki Górne wchodziły dodatkowo miejscowości: Rzeszotary, Ochojno, Wrząsowice, Olszowice, Konary, Włosań, Mogilany i Chorowice.

Ryc. 9 Świątniczanie w radzie powiatowej – Mieczysław Czerwiński (stoi 7 od prawej w środkowym rzędzie)

Ryc. 9 Świątniczanie w radzie powiatowej – Mieczysław Czerwiński (stoi 7 od prawej w środkowym rzędzie)

W 1937 roku dokonano na starych katastralnych mapach bonitacyjnej klasyfikacji gruntów, tzn. w odpowiednich miejscach pobrano i zbadano warstwy gleby i na podstawie tego określono jej rodzaj i klasę. Na mapach oznaczono miejsca wykonania badań. Większości gruntów przyznano IV klasę gruntów rolnych (R IV), najlepsze grunty miały zaledwie klasę III (część Wydartej i część Kosterki, Madejki, oraz Stawiska na Gwoźnicy), łąkami określono najczęściej tereny przy ciekach wodnych (IV i V klasa), pastwisk znalazło się niewielkie ilości oraz lasy głównie III klasy. Liczbę posiadłości wyliczono na 1040 przy 444 ha powierzchni gromady.

Ryc. 10 Główna ulica (dziś Bruchnalskiego) przy Kościele z zabudową murowano-drewnianą (1930 r.)

Ryc. 10 Główna ulica (dziś Bruchnalskiego) przy Kościele z zabudową murowano-drewnianą (1930 r.)

Rzemiosło a rolnictwo. W latach 1921-1939 świątniczanie utrzymywali się głównie z produkcji rzemieślniczej, odkładając na bok pracę w polu poza prowadzeniem niewielkich gospodarstw. Kontynuowano dzierżawę gruntów ornych rolnikom z sąsiednich miejscowości.

Ryc. 11 Gwoźnica z XIX-wiecznymi chatami krytymi strzechą (1936 r.)

Ryc. 11 Gwoźnica z XIX-wiecznymi chatami krytymi strzechą (1936 r.)

Społeczeństwo. Nowy porządek oznaczał dla świątniczan czas wielkich zmian. Zniknął całkowicie dawny system kupiecki, a następne pokolenie po powrocie z frontów wojennych postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce. Pierwszym krokiem było przejęcie przez młodsze pokolenie rządów wójtowskich. Następie, zapominając o dawnych różnicach dzielących kupców i rzemieślników, wspólnie zaczęli tworzyć mniejsze i większe zakłady produkcyjne. Pomimo trudnych czasów dla polskiej gospodarki, świątniczanie przeżywali najlepszy okres swojej produkcyjnej działalności, produkty ze Świątnik były rozpoznawane w całym kraju, a fachowcy doceniani we wszelakich gałęziach przemysłu metalowego.

Liczba świątników katedralnych cały czas się kurczyła i obejmowała kilka świątnickich rodzin. Niektóre z nich przenosiły się już na stałe na wzgórze wawelskie.

Ryc. 12 Świątnicka chata z typowym dla Świątnik ogrodzeniem wykonanym z ścinków blachy po wybijaniu prasą lub sztancą ręczną (1930 r.)

Ryc. 12 Świątnicka chata z typowym dla Świątnik ogrodzeniem wykonanym z ścinków blachy po wybijaniu prasą lub sztancą ręczną (1930 r.)

Liczba mieszkańców. W okresie międzywojennym odbyły się dwa państwowe powszechne spisy ludności. Pierwszy miał miejsce w 1921 roku i wykazał w Świątnikach 1541 mieszkańców. W spisie drugim w 1931 roku Świątniki zamieszkiwały 1623 osoby. Przyczyną tak gwałtownego spadku w porównaniu z danymi z 1910 roku była nie tylko I wojna światowa, ale przede wszystkim emigracja zarobkowa, która rozpoczęła się jeszcze przed wybuchem wojny. Po wojnie wykwalifikowani ślusarze byli potrzebni odradzającemu się polskiemu przemysłowi metalowemu i świątniczanie łatwo znajdowali zatrudnienie w przemyśle metalowym w całym kraju, natomiast ilość miejsc pracy w rodzinnej miejscowości pomimo funkcjonowania trzech większych zakładów pracy, była mocno ograniczona.

Ryc. 13 Rynek (1930 r.)

Ryc. 13 Rynek (1930 r.)

Wykorzystałem ilustracje:

– z Muzeum Ślusarstwa w Świątnikach Górnych: 1, 4, 7, 13

– ze zbiorów rodziny Słomków: 8, 11

PRZYPISY:

1 Fundus, czyli dobra własne, całe wsie wchodzące w skład prebendy.

2 Akta sądowe kustosza katedry krakowskiej (Ai. Cz tom 1717, karta 29 z 30.06.1750)

3 Ai.1872 (7247 z 5.06.1764)

4 Akta sądowe kustosza katedry krakowskiej (Ai.1872 7223 z 15.05.1760)

5 Akta sądowe kustosza katedry krakowskiej (Ai.1872 7330 z 3.06.1762)

6 Łętowski Ludwik, Katalog biskupów, prałatów i kanoników krakowskich, tom III , Kraków 1852, s. 154. Według Jana Kracika, Świątnicy katedry krakowskiej, s. 80, Sebastian Komecki był kustoszem krakowskim w latach 1720-1755.

7 Akta sądowe kustosza katedry krakowskiej (Ai.Cz tom 1722, karta 197, wpis niedatowany z ok 1730 r.)

8 Ai. Cz. tom 1717, k. 28.

9 1 korzec (123 litry) = 4 ćwiercie = 32 garnce; 1 garniec (3,8 litra)= 2 półgarnce = 4 kwarty = 16 kwaterek.

10 1 cetnar odpowiada 40,55 kg.

111 gulden = 60 kajcarów (kreuzer); 1 krajcar = 4 fenigi

12 Skorowidz wszystkich miejscowości położonych w Królestwie Galicyi i Lodomeryi wraz z Wielkiem Księstwem Krakowskiem, Lwów 1868, s. 215

13 Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich, tom XI, Warszawa 1892, s. 640.

14 Jan Bigo, Najnowszy skorowidz wszystkich miejscowości z przysiółkami w Królestwie Galicyi, Wielkiem Księstwie Krakowskiem i Księs. Bukowińskiem (…), Lwów 1897, s. 187

15 Jan Bigo, Najnowszy skorowidz wszystkich miejscowości z przysiółkami w Królestwie Galicyi, Wielkiem Księstwie Krakowskiem i Księstwie Bukowińskiem (…), wyd. piąte, Lwów 1918, s. 162

16 Seweryn Udziela, Topograficzno-etnograficzny opis wsi polskich w Galicji, Materiały antropologiczno-archeologiczne i etnograficzne, tom VI, Kraków 1903.

17 Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich pod red. B. Chlebowskiego i W. Walewskiego, Warszawa 1890, tom XI, s.640-641

 

KONKURS BLOG ROKU 2013

Posted: 01/02/2014 in VI. Ogólne

Witam. Strona ŚWIĄTNIKI GÓRNE – HISTORIA ZWYKŁA I NIEZWYKŁA bierze aktualnie udział w konkursie na Blog Roku 2013. Do 6 lutego godz. 12:00 można głosować na tę stronę wysyłając SMS o treści F00060 (wszędzie występują 0 jako zera) pod numer 7122 (koszt 1,23 zł). Zachęcam i dziękuję za docenienie mojej pracy.

Jerzy Czerwiński

Sztandar z 1831 roku

Sztandar z 1831 roku

opracował Jerzy Czerwiński

WIEK XIX

Najstarsze wspomnienia dotyczące bojowników ze Świątnik sięgają początku XIX wieku. W tym samym czasie w Świątnikach pojawiło się i osiedliło kilka rodzin, które później rozpoczęły działalność jako przedsiębiorstwa kupieckie handlujące świątnickimi wyrobami. W tamtych czasach tylko osoby majętne mogły się kształcić, a wraz z edukacją przychodziła świadomość narodowa i pragnienie (może nawet trochę romantyczne) by odzyskać niepodległość. Świątniczanie, tak jak inni Polacy, chwytali się różnych okazji i nadziei, jakie mogłyby ich przybliżyć do wolnego Państwa, poprzez walkę w obcych wojnach w różnych częściach Europy. Każde osłabienie krajów zaborczych albo wzmocnienie ich wrogów mogło służyć sprawie polskiej. Tradycja lokalna mówi o udziale świątniczan w kampanii hiszpańskiej (1807-1814) cesarza Napoleona Bonapartego. Tak opisał Gabriel Zych w Śpiewakach królowej Jadwigi przodków z rodziny Słomków:

„Najstarszy z nich Konstanty, będąc biegłym w czytaniu i pisaniu został kurierem szwadronu. Kuzyn jego Jan, cieśla, skierowany został do oddziału saperskiego, wchodzącego w skład stałej grupy budującej twierdzę Modlin. Szczególnie łaskawy okazał się los dla najmłodszego Michała, gdyż po kilku miesiącach służby w dziewiątym pułku strzelców konnych, wysłany został z uzupełnieniem do walczących w Hiszpanii szwoleżerów gwardii. Starsi marnie pokończyli wojenne kariery. Saper, zatrudniony przy budowie twierdzy Modlin, w zimie tysiąc osiemset jedenastego na dwunasty rok zmarł na tyfus, który dziesiątkował spędzone do prac przy budowie umocnień oddziały. Ułan przepadł gdzieś na bezkresnych równinach rosyjskich. Bliscy jego nie posiadając na to zresztą żadnych dowodów utrzymywali, że poległ pod Borodino. Po kilku latach imiona obydwóch zostały zapomniane przez współziomków”.1

Potomkom wspomnianego Michała Słomki miał przypaść przydomek Swajsier, gdyż właśnie swajsierami w lokalnej gwarze nazywano szwoleżerów. Prawdopodobnie także z czasów wojen napoleońskich pochodzi karabela, na której znajduje się napis: Świątniki górne St. Kwintowski „Marsz, marsz Dąbrowski z ziemi włoskiej do Polski rok 1817”. Szabla przypisywana Stanisławowi Kwintowskiemu (potwierdzono w mogilańskich księgach parafialnych, że żyła w tych czasach osoba o takim imieniu i nazwisku w Świątnikach) znajduje się w British Muzeum. W latach 70. ubiegłego wieku Brytyjczycy przysłali zdjęcie owej szabli do Muzeum Narodowego w Krakowie z ofertą wymiany jej na angielską zbroję. Polscy eksperci na podstawie fotografii zakwestionowali jednak wiek szabli. Nie wiadomo tylko, czy wzięto pod uwagę fakt, że w Świątnikach szable kuto do XVIII wieku i stąd forma szabli nie odpowiada dacie z grawera.

Świątnicka szabla z British Museum.

Świątnicka szabla z British Museum.

Wiek XIX to czas niepokojów wewnątrz państw zaborczych. Kolejna tradycja miejscowa wspomina o udziale w powstaniu listopadowym Józefa Jutrzni. Co prawda brak jest informacji o udziału świątniczan powstaniu, które wybuchło w 1846 roku w Wolnym Mieście Krakowie, ale wspomina się o udzieleniu schronienia powstańcom po klęsce w bitwie pod Gdowem. Rannych w potyczce mieli następnie świątniccy kupcy wywozić na Węgry. Gdy w 1848 roku podczas Wiosny Ludów wybuchło powstanie na Węgrzech, ze Świątnik przyłączyła się grupa 8 osób: Antoni Eugeniusz Górnisiewicz, Słomka, Antoni Synowiec z bratem, August i Leopold Morawieccy oraz Józef Walas. Służyli razem w oddziale dowodzonym przez majora Armina Görgeya. Antoni Eugeniusz Górnisiewicz (1827-1899) Matka Antoniego pochodziła ze świątnickiej rodziny Nowaków, natomiast rodowód ojca nie jest znany – Włodzimierz Słomka uważał, że pochodził z okolic Mogilan lub Włosani, gdzie nazwisko to występowało2. Zgodnie ze spisem ludności z 1847 roku w Świątnikach mieszkała tylko jedna rodzina o tym nazwisku. Z całą pewnością była to bardzo majętna rodzina, gdyż tylko taką było stać na wysłanie starszego syna Antoniego na studia, a drugiego Andrzeja do seminarium duchownego. W 1848 roku podczas drugiego roku filologii na UJ Antoni postanowił dołączyć do trwającego powstania węgierskiego. Urodzenie i wykształcenie czyniło go najpierw nieformalnym przywódcą pozostałych świątniczan zaangażowanych w powstanie, a później już formalnym – najpierw jako sierżant, a potem oficer w tzw. polskich legionach armii majora Armina Görgeya. Po kolejnych klęskach w 1849 roku i znacznym rozbiciu polskiego oddziału kontynuował walkę w wojskach artyleryjskich.3 Niektóre podania informują, że służył następnie pod gen. Bemem. Po upadku powstania wyemigrował do Anglii, ale po kilku latach powrócił do kraju.

Antoni Eugeniusz Górnisiewicz.

Antoni Eugeniusz Górnisiewicz.

Dostał pracę jako administrator w powstałej w 1852 roku fabryce maszyn i narzędzi gospodarczych Franciszka Eliasiewicza w Tarnowie. Sam Eliasiewicz znany był z zaangażowania w ruch niepodległościowy – w 1846 roku był przewodniczącym Tarnowskiego Komitetu Rewolucyjnego, następnie uczestniczył w powstaniu styczniowym, a jego zakład wspomagał powstańców jako odlewnia żelaza. Również i Górnisiewicz przyłączył się do powstania styczniowego, które wybuchło 22 stycznia 1863 roku. Jako oficer w oddziałach majora Andrzeja Łopackiego i pułkownika Dionizego Czachowskiego (naczelnik wojenny powstania na województwo sandomierskie) walczył pod Stefankowem, Boryą, w lasach Batowskich, pod Rzeczniowem, Rusinowem, Niekłaniem, Ratajami, Blizinem, Baranowem, Bybnicą i Jurkowicami. Był kilkukrotnie ranny, m.in. kulą w szyję. Po zakończeniu działań zbrojnych Antoni Górnisiewicz aktywnie działał jako społecznik, współtworząc Towarzystwo Szkoły Ludowej. Zmarł 09.03.1899 r. Leży pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie we wspólnym grobie ze swoim bratem Andrzejem (Kw. M) Bracia Synowcowie Antoni Synowiec (ur. 01.06.1821 r. w domu nr 82) wraz z bratem (brak danych), synowie Marcina i Franciszki z Kotarbów, brali udział w walkach legionu polskiego w powstaniu węgierskim. Po klęsce powstania przebili się w kierunku granicy tureckiej, gdzie w Szumli zostali internowani. Prawdopodobnie obaj wyemigrowali następnie do Anglii (Liverpool – 4.03.1851 r; później Bradford), natomiast do Świątnik powrócił tylko drugi z braci. W rodzinie Synowców przetrwał przydomek Kosiutek, od przywódcy powstania węgierskiego, Lajosa Kossutha. August i Leopold Morawieccy Druga para braci ze Świątnik biorących udział w powstaniu węgierskim w legionie polskim. W nocy 22 VI 1849 roku w Turczańskim Świętym Marcinie wojska mjra Görgeya stoczyły krwawy bój, który wpisał braci Morawieckich do annałów historii Węgier. W bitwie wsławił się Leopold, który„z kilkoma kolegami potraktował Kozaków generała Grabbe gradem pocisków karabinowych, powodując niemałe zamieszanie w szeregach przeciwnika, dzięki czemu rozproszony legion miał czas na złapanie oddechu”4. Polski oddział poniósł jednak ciężkie straty – zginęło 11 polskich żołnierzy, a wśród nich August Morawiecki. Po reorganizacji oddziałów powstańczych Leopold został przeniesiony do 1. pułku lansjerów. Słomka W dostępnych materiałach zachodzi sprzeczność co do imienia Słomki, który brał udział w powstaniu węgierskim. Wł. Słomka piszę, że był to student Politechniki Lwowskiej Józef Słomka, brat jego pradziadka Stanisława. Natomiast F. Batko i W. Szczygieł, który zresztą powołuje się na opracowanie Kovača, wspominają o Michale Aleksandrze (syn Mikołaja i Rozalii z Walasów), urodzonym 14.09.1826 r. Być może oboje brali udział w powstaniu. Z zapisów węgierskich wynika, że Słomka, który wraz z innymi świątniczanami walczył w legionie polskim, poległ w bitwie pod Kápolną z wojskami austriackimi 26 lutego 1849 roku. Według innych danych, zebranych w prywatnych materiałach F. Batki, Michał A. Słomka był internowany w Szumli, gdzie przyłączył się do Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, następnie udał się do Anglii do Liverpoola, następnie do Bradford (1854 r.) i Glasgow (1856-57). Miał podpisać deklarację potępiającą politykę A. Czartoryskiego (1854 r.) oraz akt odrzucający amnestię carską (1856 r.). Jego podpis widnieje też na projekcje zmian w wyborach zarządy Towarzystwa Demokratycznego Polskiego z 15.04.1856 r.

Jan Słomka

Jan Słomka

Józef Walas Uczestnik powstania węgierskiego, następnie internowany w Szumli spędził kilka lat na emigracji. Powrócił do Świątnik, gdzie podobnie jak Synowcowi, przyznano mu przydomek Kosiutek.

Powstanie styczniowe 1863-64. Powstanie, które wybuchło 22 stycznia 1863 roku, objęło obszar zaboru rosyjskiego oraz tzw. ziem zabranych. Pomimo tego znaleźli się świątniczanie, którzy postanowili włączyć się ten narodowy zryw. Oprócz wspomnianego już Antoniego Górnisiewicza byli to:

Franciszek Kotarba (1847-1917) – urodził się w Świątnikach Górnych w rodzinie Kotarbów o przydomku ‚Opita’. Uczęszczał do gimnazjum św. Anny w Krakowie. W wieku lat 16 dołączył do powstania i służył w oddziale mjr. Rębajły. Został ciężko ranny kulą w prawą nogę w bitwie pod Jeziorkiem (29.10.1863 r.). Z pola bitwy przewieziono go do nowo powstałego lazaretu w Bodzentynie. Zabieg usunięcia kuli przeprowadził dr Stefan Łuszczkiewicz z Kielc. Ponieważ jednak jego stan się pogorszył, doktor Władysław Stankiewicz z Warszawy poddał go operacji amputowania prawej nogi. Jako inwalida pozostawał w Bodzentynie do momentu zlikwidowania lazaretu i ewakuowania jego pacjentów do szpitala w Kielcach (czasowo do Buska). Leczenie trwało 10 miesięcy. W Bodzentynie mimo, iż był poddanym austriackim, złożył w obecności płk. Jabłońskiego przysięgę lojalności carowi (22.05.1864 r.). Po krótkim pobycie w kieleckim więzieniu został uwolniony i wydalony do Galicji. Pracował m.in. jako kasjer we Lwowie w latach 1902-1906 oraz sprzedawca (subiekt). Później mieszkał wraz z synem oraz wnukami Adolfem i Stefanem (patrz Adolf i Stefan Kotarba – uczestnicy I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej) w Podgórzu do czasu wstąpienia ich w szeregi I Brygady J. Piłsudskiego. Zamieszkał wówczas w krakowskim Przytulisku Weteranów 1863 (pl. Biskupi). W zimie 1915 roku został całkowicie unieruchomiony, gdy złamał jedyną nogę. Zmarł w przytulisku, nie doczekawszy wolnej Polski.

Józef Dziewoński (1827-1901) – urodzony 17 marca 1827 roku w Świątnikach Górnych artysta, malarz oraz inżynier. W latach 1845-46 studiował filozofię na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, a następnie w Instytucie Technicznym w Krakowie. W latach 1848-51 pracował jako bibliotekarz u Gwalberta Pawlikowskiego w Medyce, jednocześnie ucząc się malarstwa pod okiem F. Łobeskiego i M. Strzegockiego we Lwowie. Kontynuował edukację artystyczną w latach 1853-55 na Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, gdzie poznał i zaprzyjaźnił się z Arturem Grottgerem. Po wybuchu powstania styczniowego służył jako podoficer, a następnie porucznik w oddziale pułkownika Marcina Borelowskiego Lelewela, pułkownika Bronisława Rudzkiego i Mareckiego. Walczył pod Zwierzyńcem i Batorżem. Po upadku powstania został zesłany na Kaukaz, gdzie pracował w rządowym biurze w Tyflisie. Po powrocie do kraju od 1870 roku pracował jako nauczyciel rysunku w szkole realnej w Jarosławiu. Tamże założył szkołę rzemieślniczą lakiernictwa i malarstwa pokojowego. Jest autorem wielu obrazów, rysunków i litografii, które znajdują się w zbiorach Biblioteki Ossolińskich we Wrocławiu, w Muzeum Narodowym w Krakowie oraz Archiwum Narodowym w Krakowie. Jest autorem również komedii „Świątniczanie”, wystawianej przez Koło Amatorskie Czytelni Ludowej w Świątnikach Górnych. Zmarł w 1901 roku we Lwowie i został pochowany na Cmentarzy Łyczakowskim.

Józef Dziewoński

Józef Dziewoński

Józef Synowiec – powstaniec styczniowy, zginął w 1863 r., spoczywa na świątnickim cmentarzu, pseudonim Rosjan.

Krzyż cmentarny poświęcony poległym w powstaniu 1863 r.

Krzyż cmentarny poświęcony poległym w powstaniu 1863 r.

WIEK XX legiony-piecz W 1910 roku władze austriackie uznały za legalne powstałe dwie paramilitarne polskie organizacje, tj. utworzony we Lwowie Związek Strzelecki oraz krakowskie Towarzystwo Sportowo-Gimnastyczne „Strzelec”. Obie podlegały tajnemu Związkowi Walki Czynnej, a od 1912 roku Komendzie Głównej Związków Strzeleckich z siedzibą we Lwowie i na czele z komendantem Józefem Piłsudskim (pseudonim Mieczysław). Warto zwrócić uwagę, że w Świątnikach od 1912 roku istniała lokalna jednostka Związku Strzeleckiego, którego komendantem był Tadeusz Kotarba ‚Opita’, a pod względem struktury Związku należał on do okręgu krakowskiego. Natomiast wielu świątniczan mieszkających w Krakowie należało do tamtejszego „Strzelca”. Członkowie zarówno jednej, jak i drugiej organizacji, bardzo często byli również zaangażowani w działanie Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) oraz Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska Cieszyńskiego (PPSD). Związek Strzelecki, Strzelec oraz Polskie Drużyny Strzeleckie miały tworzyć tzw. kompanię kadrową, która miała stanowić w przyszłości kadrę wojska polskiego, a w wyniku wybuchu wojny światowej w 1914 roku stanowiły podstawę Legionów Polskich. Oddziały te składały się wyłącznie z ochotników, którzy choć składali przysięgę cesarzowi Franciszkowi Józefowi I, to jak tylko mogli starali się odcinać od Austriaków i podkreślać swą niewielką niezależność od zaborcy, który jednak bacznie przyglądał się polskiej formacji. Świątniczanie, którzy przynależeli do Związku Strzeleckiego oraz „Strzelca” znaleźli się w siłach głównie I Brygady. Szlak bojowy prowadził ich przez walki z Rosjanami w Małopolsce, Świętokrzyskiem oraz na Wołyniu. W 1916 roku I Brygada została odwołana z frontu i miała tworzyć Polski Korpus Posiłkowy. Plany Piłsudskiego dotyczące utworzenia polskich sił zbrojnych zostały jednak zablokowane. W 1917 roku ogłoszono w oddziałach polskich nakaz złożenia przysięgi na wierność cesarzowi pruskiemu Wilhelmowi II. Zdecydowana większość żołnierzy I i III Brygady odmówiła jej złożenia, wobec czego żołnierze zostali internowani w obozach w Beniaminowie (oficerowie) i Szczypiornie (żołnierze), a przywódców – Piłsudskiego oraz Kazimierza Sosnkowskiego aresztowano i osadzono w pruskiej twierdzy w Magdeburgu. Część żołnierzy wcielono do armii austriackiej, a część zwolniono ze służby wojskowej. Świątniczanie byli także członkami utworzonej w 1915 roku II Brygady dowodzonej przez gen. Józefa Hallera von Hallenburga. Toczyli walki w Karpatach, na Bukowinie oraz Wołyniu. Podczas kryzysu przysięgowego większość złożyła przysięgę i kontynuowała walkę w ramach Polskiego Korpusu Posiłkowego pod zwierzchnictwem zaborców. Jednak wobec oddania Ziemi Chełmskiej Rosji, II Brygada ruszyła na Ukrainę, co skutkowało atakiem ze strony niemieckiej, rozbiciem i rozproszeniem oddziałów. Udział Polaków w I wojnie światowej nie pozostawiał im wyboru gdzie i za kogo będą walczyć i ginąć. Nosząc czy to mundury zaborczych armii, czy orzełki strzeleckie na czapkach, mogli tylko wierzyć i starać się przeżyć. Odzyskanie niepodległości miało się stać wynikiem nie walki zbrojnej, lecz skutkiem klęski mocarstw i polityki Aliantów. W Legionach Polskich służyło około 15 świątniczan. Nie wszyscy jednak mieli możliwość dokonania osobistego wyboru, gdyż kilkudziesięciu młodych mężczyzn zostało wziętych do armii austriackiej i walczyło, krwawiło i ginęło kilkaset kilometrów od polskich ziem. W armii austriackiej świątniczanie służyli głównie siłach Landsturmu (odpowiednik pospolitego ruszenia) i Landwehry, ale też wyjątki służyły w marynarce. Pamięć o jednych i drugich powinna być taka sama.

Legioniści – zdjęcie od Feliksa Kotarby.

Legioniści – zdjęcie od Feliksa Kotarby.

Po I wojnie światowej dla tych, co przeszli szlak bojowy, czy to w legionach, czy to w armii austriackiej czekały kolejne wyzwania bojowe. Podczas gdy polscy dyplomaci zabiegali o przebieg granic państwa polskiego, słabe i jeszcze nieskonsolidowane państwo potrzebowało siły zbrojnej, aby granice te wyznaczyć i utrzymać. Jeśli chodzi o świątniczan, to brali udział w wojnie polsko-ukraińskiej (październik 1918 – lipiec 1919, czyli obrona Lwowa, Przemyśla, walki na Wołyniu), wojnie polsko-bolszewickiej (1919-1921) oraz III powstaniu śląskim (2-5 maja 1921 roku).

Świętowanie niepodległości w Warszawie w 1918 r.

Świętowanie niepodległości w Warszawie w 1918 r.

Zanim przedstawię listę świątniczan biorących udział w walkach 1914-1921 warto jeszcze przedstawić przebieg wydarzeń wojennych w samych Świątnikach. Świątniki Górne podczas walk 1914-1918. Napięta sytuacja polityczna, w którą uwikłana była m.in. Austria, dała się już odczuć kilka lat przed wybuchem wojny. Kryzys bałkański ciągnął się od 1908 roku i dotkliwie ciążył na gospodarce Austro-Węgier. Znaczne problemy miała Spółka Ślusarska, która część kapitału miała ulokowane na Bałkanach. W kolejnych latach zwiększano liczbę obowiązkowego poboru do wojska (2-3 letnia służba). W czerwcu 1914 roku 60 mężczyzn zabrano do budowy i obsługi kolejki polowej (Feldbahn) i wrócili dopiero po wojnie. Wybuch wojny wstrzymał edukację w szkole ślusarskiej. Około 40 uczniów trafiło do armii zaborcy oraz legionów, natomiast w związku ze zbliżającą się armią rosyjską Świątniki znalazły się w zasięgu operacyjnym Twierdzy Kraków, zaś budynek szkoły został w tych planach przeznaczony na siedzibę sztabu, skład amunicji oraz szpital polowy. Po serii klęsk armii austriackiej w listopadzie 1914 roku armia rosyjska podeszła pod Kraków. Na linii Świątniki – Rzeszotary – Ochojno intensywnie kopano kryte rowy strzeleckie (dekunki) przy pomocy okolicznej ludności, o czym wspomina fragment wspomnień Ludwika Urbanika z Rzeszotar, ucznia Szkoły Ślusarskiej:

Świątniki znalazły się na linii frontu. Naukę przerwano, starsi uczniowie zostali powołani do wojska, młodsi kopali okopy, kopałem i ja kilkanaście dni na północnym stoku Świątnik. Nico później, z Ochojna rodzice moi i brat z żoną, ja z nimi, uciekliśmy za Skawinę do wsi Zelczyna. W Ochojnie nie można było wytrzymać, gdyż artyleria rosyjska ostrzeliwała z armat pozycje austriackie, które były na przedpolach Ochojna.5

Na Wydartej, Gwoźnicy i pod Stanisławem ustawiono stanowiska haubic polowych. Aby umożliwić skuteczny ostrzał, ścięto wielkie dęby rosnące przy figurze św. Stanisława, natomiast punkt obserwacyjny kierujący ogniem był na Kopytku. Wykorzystywano także balon obserwacyjny typu Parseval-Sigsfeld M.98. Zbudowano prowizoryczne koszary na Sadach, natomiast część żołnierzy skoszarowana była w domach mieszkalnych.

Austriacki balon obserwacyjny Parseval-Sigsfeld, front włoski (1916 r.)

Austriacki balon obserwacyjny Parseval-Sigsfeld, front włoski (1916 r.)

Ofensywa rosyjska ruszyła z początkiem grudnia 1914 roku. Patrole kozackie XXI Korpusu 3. Armii gen. Radko Dimitrijewa podeszły pod Podstolice i Gorzków. W dniu 5 grudnia nastąpił główny atak. Rosjanie pojawili się na Piasnej Górce, gdzie natknęli się na umocnienia austriackie wsparte ogniem artyleryjskim. Rosjanie zostali odparci przy zabitych ok. 20 żołnierzach, natomiast po stronie obrońców zginęło 3 żołnierzy austriackich, a kilkunastu zostało rannych. Ogień artyleryjski uszkodził zabudowania na tzw. Czapli (tj. na Dziale, pod dzisiejszą szkołą podstawową). Nie było na szczęście strat po stronie ludności. Kontrofensywa austriacka odepchnęła wojska carskie pod Limanową. Zabitych żołnierzy austriackich pochowano na cmentarzu świątnickim w dwóch mogiłach – pojedynczej i zbiorowej (oznaczenie w ewidencji cmentarzy wojennych 382A). Mogiły te zlikwidowano po II wojnie światowej, oddając miejsce osobom prywatnym. Ks. Migdałek, proboszcz świątnicki, nie zezwolił na pochówek Rosjan na cmentarzu parafialnym, wobec czego pochowano ich w lesie pod Lechą (382B), gdzie od wieków funkcjonował cmentarz choleryczny. Obecnie znajduje się tam rekonstrukcja mogiły, natomiast pod cmentarzem parafialnym znajduje się pamiątkowa płyta przypominająca o poległych i pochowanych na świątnickim cmentarzu wojennym.

Obelisk przy cmentarzu parafailnym informujący, że znajdował cmentarz wojenny nr 382.

Obelisk przy cmentarzu parafialnym informujący, że znajdował cmentarz wojenny nr 382.

W 1917 roku władze austriackie zarekwirowały dzwony kościelne, wypłacając ekwiwalent w koronach za dzwon 350 kg – 1400 koron, a za 185 kg – 692 korony. W listopadzie 1918 roku wszelkie oznaki władzy austriackiej zaczęły znikać z miejscowości, w tym m.in. żandarmeria. Aby zapewnić bezpieczeństwo i porządek, młodzi dezerterzy z armii austriackiej utworzyli w miejscowości straż obywatelską. W wyniku wojen 1914-1921 do Świątnik nie wróciło 477 osób, z czego większość osób na stałe wyemigrowało z miejscowości głównie w poszukiwaniu pracy.

Wizytacja arcyksięcia Józefa, front włoski (sierpień 1916 r.)

Wizytacja arcyksięcia Józefa, front włoski (sierpień 1916 r.)

Poniżej wykazałem świątniczan, którzy walczyli w I wojnie światowej oraz następujących po niej walkach o utrzymanie niepodległości i granic państwa. Lista ta nie jest kompletna, gdyż wiadomo, że w walkach toczonych w latach 1914-1921 zginęło 46 świątniczan, wliczając także osoby pochodzące ze Świątnik, a zamieszkałe w innych częściach Polski (tzw. emigranci). Wiedza i liczbie poległych pochodzi z danych Komitetu budowy pomnika „Poległych i Zmarłych Żołnierzy Świątniczan” – inicjatywy Czytelni Ludowej z okresu międzywojennego. Niezrealizowanie tej inicjatywy jest ciemną kartą historii Świątnik i powinno być przestrogą na przyszłość. Dziś w Świątnikach mamy namiastkę Grobu Nieznanego Żołnierza, ale dokładna wiedza o tych, co walczyli i ginęli odeszła prawdopodobnie na zawsze. Oby choć przetrwała pamięć o tych, o których nam wiadomo. Większość nazwisk świątniczan oraz osób mieszkających w Świątnikach przed 1914 rokiem pochodzi z wydawanej w Wiedniu Verlustliste (Listy strat) oraz Nachrichten uber Versundete und Kranke (Wiadomości o rannych i chorych). Informacje zawarte tam jednak mogą być błędne (niepełne informacje oraz błędy drukarskie). Wszystkie egzemplarze dostępne są w Bibliotece Narodowej Czeskiej Republiki.

  • Bielowicz Franciszek (1900-1989) – urodził się w Krzywaczce k. Kalwarii. Jako uczeń gimnazjum w Myślenicach, które wystawiło cały pluton ochotników, brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej i obronie Lwowa. Następnie walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Od 1934 roku jako doktor medycyny rozpoczął pracę w Świątnikach Górnych, gdzie spędził blisko pół wieku. Jest jednym z najbardziej zasłużonych obywateli Świątnik.
  • Bodzoń Jan (ur. 1880 r.) – szeregowy w 16. pułk piechoty Landsturmu, w 1916 r. dostał się do niewoli rosyjskiej i przebywał w Kurgan (na północ od granicy Rosji z Kazachstanem).6
  • Bodzoń Stanisław (1867-1923) – ‚Zuberek’, ślusarz, prezes Związku Strzeleckiego w Świątnikach Górnych (pseud. „Strzała”), pomimo swojego wieku służył jako strzelec I Brygady Józefa Piłsudskiego (V batalion, 1 kompania). Dostał się do niewoli w 1915 roku i powrócił dopiero w 1918 roku7.
  • Chmielowski Feliks (ur. 1886 r.) – szeregowy 7. kompanii 19. pułku piechoty Landsturmu, ranny w 1914 r.8
  • Cholewa Bolesław (ur. 1880 r.) – szeregowy 6. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1916 r.9
  • Cholewa Józef – szeregowy 11. kompanii 31. pułku piechoty Landsturmu, ranny w 1915 r.10
  • Cholewa Józef (ur. 1884 r.) – szeregowy w 4. kompanii 13. pułku piechoty, dostał się do niewoli rosyjskiej i przebywał w Bieżecku (obwód twerski).11
  • Cholewa Roman (1881-1943) – w 1914 r. został wzięty do armii austriackiej.
  • Czerwiński Józef † (1885-1915) – ur. 18.03.1885 r., syn kupca świątnickiego Piotra i Zofii z Kotarbów, ekonomista, w 1911 roku ożenił się ze Stanisławą Słapą i przeprowadził do Stanisławowa. Został powołany do armii austriackiej, gdzie otrzymał stopień podporucznika (Leutnant) w 5. kompanii 56. pułku piechoty.
    Józef Czerwiński.

    Józef Czerwiński.

    W jednej z pierwszych potyczek na froncie wschodnim został trafiony w prawą nogę i przebywał do lutego 1915 r. w 15. garnizonowym szpitalu w Krakowie.12 Po powrocie służył w 6. kompanii 56. pułku piechoty, walczył w okolicy Świdnika, gdzie poległ w walce 03.07.1915 r. Nie wiadomo, gdzie został pochowany.13

    Ostatnie zdjęcie Józefa Czerwińskiego (siedzi pierwszy z lewej) ze 15. szpitala garnizonowego w Krakowie (luty 1915).

    Ostatnie zdjęcie Józefa Czerwińskiego (siedzi pierwszy z lewej) ze 15. szpitala garnizonowego w Krakowie (luty 1915).

  • Czerwiński Mieczysław (1891-1966) – ur. 07.02.1891 r.
    Kapral Mieczysław Czerwiński.

    Kapral Mieczysław Czerwiński.

    Przed wojną aktywnie działał w Czytelni Ludowej (Kółko amatorskie), a od 1911 roku razem z Feliksem Kotarbą zorganizowali w Świątnikach klub sportowy „Templarya”. Do armii austriackiej został wzięty z poboru w dniu 31.08.1912 r.14 Po wybuchu wojny dostał przydział do wojsk telegraficznych w 7. Korpusie Armijnym (K. u. K. 7. Korps. Telegrafen Abteilung) 5. armii, której dowódcą był arcyksiążę Józef August.

    Barak jednostki telegraficznej, po prawej Mieczysław Czerwiński.

    Barak jednostki telegraficznej, po prawej Mieczysław Czerwiński.

    W styczniu 1915 roku został wysłany na front włoski – tereny dzisiejszej Słowenii i Włoch. Podczas służby prowadził fotograficzną kronikę miejsc i osób, dzięki czemu zachowało się blisko 200 fotografii, a także korespondencja z Feliksem Kotarbą (legiony) czy Józefem Słomką (60. pułk piechoty c. k. armii). W 1918 roku dostał urlop, z którego udało mu się skutecznie wymigać od dalszej służby wojskowej i powrotu na front.

    Utrzymywanie łączności telegraficznej między jednostkami, front włoski (12.12.1915 r.)

    Utrzymywanie łączności telegraficznej między jednostkami, front włoski (12.12.1915 r.)

  • Dębski Artur – został wzięty z poboru do marynarki austriackiej we wrześniu 1911 r.15
  • Dębski Józef – ochotnik, zginął w listopadzie 1918 roku w czasie obrony Lwowa. Spoczywa na Cmentarzu Obrońców Lwowa – mogiła 1082.
  • Dębski Michał (ur. 1887 r.) – szeregowy 12. kompanii 13. pułku piechoty, dostał się do niewoli rosyjskiej w 1916 r.16
  • Dębski Stanisław – późniejszy porucznik WP.
  • Drapich Bolesław (ur. 1891 r.) – szeregowy w 16. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1915 r.17
  • Drapich Jan (Kudłacyk) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.18
  • Drapich Stanisław (ur. 1891 r.) – szeregowy w 6. kompanii 13. pułku piechoty; ranny na froncie włoskim w plecy – przebywał w szpitalu w Grazu (Słowenia).19 Dostał się do niewoli rosyjskiej i trafił do Werchniodniprowska (Ukraina).20
  • Dudek Leon (ur. 1896 r.) – szeregowy w 6. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, zginął 07.02.1917 r.21
  • Dudek Stanisław (ur. 1893 r.) – strzelec w 2. kompanii 6. batalionie strzelców polnych (Feldjäger), dostał się w 1915 r. do niewoli rosyjskiej w Malmyzhka (Tatarstan).22
  • Dziewoński Franciszek – syn Konstantego, podczas wojny polsko-ukraińskiej służył w wojskach artyleryjskich.

    Artyleria obstrzeliwuje włoski aeroplan, front włoski (grudzień 1916 r.).

    Artyleria obstrzeliwuje włoski aeroplan, front włoski (grudzień 1916 r.).

  • Dziewoński Mieczysław (ur. 9.09.1985 r.) – syn Józefa i Matyldy, absolwent szkoły ślusarskiej, w latach 1915-18 służył w 13. pułku piechoty, gdzie przeszedł szlak bojowy od walk w Galicji aż pod Isonzo. Po wojnie w 1919 roku zamieszkał w Starym Sączu. W dniu 7.08.1920 roku wstąpił Wojska Polskiego, gdzie w 20. pułku piechoty walczył m.in. przeciwko 1. Konnej Armii Siemiona Budionnego.
Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 1

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 1

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 2.

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 2.

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 3.

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 3.

  • Figiel Piotr (ur. 1895 r.) – 16. kompanii 13. pułku piechoty (Infst. IR NR 13 16. Komp. ; kriegsgef. Russland r.22a
  • Galas Piotr (Sapka) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.23
  • Gorzkowski Józef (ur. 1895 r.) – szeregowy w 11. kompanii 25. pułku piechoty Landsturmu, ranny w 1916 r.24
  • Gorzkowski Stanisław (ur. 1892 r.)(Fajny) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.,25 strzelec w 1. Kompanii 16. pułku strzelców, według danych poległ 27.05.1915 r.,26 aczkolwiek przeżył i wrócił do Świątnik.
  • Grzesik Piotr (ur. 1895 r.) – szeregowy 8. kompanii 31. pułku Landsturmu, ranny w 1917 r.27
  • Grzesik Tadeusz (Białomacyk) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.28
  • Kotarba (Konicosek z Madejek) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.29
  • Kotarba Adolf – ur. 17.05.1893 r., syn Anny i Bolesława, wnuk powstańca styczniowego Franciszka Kotarby, absolwent szkoły ślusarskiej, zamieszkały na stałe z rodziną w Podgórzu, od 22.01.1913 r. członek Związku Strzeleckiego (pseud. „Leszek”), żołnierz I Brygady 2. Kompania, przez cały okres wojny prowadził dziennik, który w 1938 został wydany pod tytułem: „Pamiętnik żołnierski sierżanta I-szej Brygady Józefa Piłsudskiego”. Adolf był mocno związany ideologicznie z komendantem Piłsudskim i w „Pamiętniku” nie kryje, a wręcz podkreśla wyższość ludzi z I Brygady nad innymi polskimi formacjami, nie wspominając już o Austriakach i Niemcach. Od grudnia 1914 r. do marca 1915 r. przebywał w szpitalu w Nowym Targu podczas choroby.30 Po powrocie dostał przydział do 1. kompanii 4. pułku piechoty Legionów. Przeszedł cały szlak bojowy I Brygady podczas walk w Małopolsce, Królestwie i nad Styrem na Wołyniu. Przeniesiony następnie do III batalionu 5. pułku piechoty. Awans na sierżanta otrzymał 12.07.1916 r. (rozkaz pułkowy nr 50). Jako że był ideowo bardzo mocno związany z osobą komendanta Piłsudskiego, odmówił złożenia przysięgi podczas „kryzysu przysięgowego”. Został wcielony do armii austriackiej i wysłany na front włoski wraz z Feliksem Kotarbą oraz bratem Stefanem. W wojsku polskim od listopada 1918 r. brał udział w wojnach o określenie granic Rzeczypospolitej najpierw w 5. pułku piechoty Legionów, w 1919 r. w 6. pułku piechoty Legionów (m.in. uderzenie na Kijów, Wilno i kontrofensywa nad Wieprz w 1920 r.). Ranny w brzuch wrócił w grudniu 1920 r. do wojska, 5.01.1921 r. zdemobilizowany. Od 25.05.1921 r. do 1.07 brał udział w Powstaniu Śląskim jako komendant plutonu szturmowego przy pociągu pancernym. Od listopada 1921 r. przyjmuje przydział do Straży Granicznej

    Adolf Kotarba (1916 r.)

    Adolf Kotarba (1916 r.)

  • Kotarba Alojzy (ur. 1880 r.) szeregowy w 8. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, dostał się do niewoli rosyjskiej w 1915 r. i przebywał w Tjumenie (na Uralu).31
  • Kotarba Alfons – syn Józefa ‚Kwasioczyka’ i Katarzyny ze Słomków, brat Feliksa, podczas I wojny światowej był w niewoli rosyjskiej. Powrócił do Świątnik i był jednym ze wspólników firmy Mieczysław Czerwiński i Spółka (Haszpień).
  • Kotarba Beniamin Piotr (22.02.1893 r. – 12.09.1939 r.) – syn Stanisława (Żurowczyk) i Marii (z Polonczyków), po zdaniu matury w 1914 r. wcielony do armii austriackiej i walczył na froncie włoskim, do końca wojny uzyskując stopień kapitana. Następnie brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej i dostał się do niewoli w okolicach Berczyny, gdzie udawał szeregowego żołnierza Piotra Żuronia. Uciekł z niewoli i przedarł się do oddziałów polskich. Po wojnie kontynuował karierę wojskową w KOP, a następnie w Sztabie Generalnym w Warszawie.
Marceli Kotarba (stoi trzeci od lewej) w wojsku austriackim.

Beniamin Piotr Kotarba (stoi trzeci od lewej) w wojsku austriackim.

  • Kotarba Feliks (1895-1920) – urodził się 3 maja 1895 r., syn świątnickiego kupca Józefa (Kwasioczyka) i Katarzyny ze Słomków. W czasie, gdy uczęszczał do gimnazjum w Krakowie, razem ze swoim przyjacielem, Mieczysławem Czerwińskim, utworzył w Świątnikach klub sportowy „Templarya” w 1911 roku i był aktywnym członkiem Czytelni Ludowej. Ukończył 6 klas gimnazjum i w 1913 roku wstąpił do Związku Strzeleckiego (pseud. „Ewka”).
    Feliks Kotarba

    Feliks Kotarba

    Przeszedł kurs dla podoficerów, a w sierpniu 1914 r. znalazł się w 1. kompanii V batalionu I Brygady Legionów J. Piłsudskiego. Był dowódcą własnego plutonu. Brał udział w bitwie pod Łowczówkiem (22-25 grudnia 1914 r.), nad Nidą (3 marca – 14 maja 1915 r.), pod Konarami (16-25 maja 1915 r.), pod Urzędowem (czerwiec-lipiec 1915 r.), walki nad Styrem i Stochodem (od września 1915 r. do sierpnia 1916 r.) za co został odznaczony niemieckim medalem waleczności.

    Pluton sierżanta Feliksa Kotarby.

    Pluton sierżanta Feliksa Kotarby.

    W dniu 10 maja 1916 roku rozkazem Komendy Brygady Nr 400/p. dla 3. pułku piechoty I brygady: (…) b) zostali zamianowani: (…) sierżant Kotarba Feliks podporucznikiem,(…)

    M. Żymierski, mjr. mp.

    Komendant 3 Pułku.

    Niedługo później wyróżnił się w bitwie 4 lipca 1916 roku podczas odpierania ataków carskiego XLVI Korpusu Armijnego na tzw. Redutę Piłsudskiego i Polskiej Góry koło wsi Kostiuchnówki (Kościuchnowki) na Wołyniu. Po kryzysie przysięgowym został wcielony do armii austriackiej i walczył na froncie włoskim. W lutym 1919 r. wrócił do Polski. Wstąpił do Wojska Polskiego z zachowanym stopniem oficerskim i dowodził następnie 10. kompanią w III batalionie kapitana Krzyżanowskiego w 5. pułku piechoty Legionów. Walczył na Wileńszczyźnie w lipcu 1919 roku, gdzie ponownie wykazał się zdolnościami dowódczymi i bojowymi podczas walk w okolicach Wilejki oraz Kurzeńca: Tymczasem podciągnięte pozostałe plutony 11-ej i 10-ej kompanij rozpoczęły przeciwnatarcie, prowadzone z brawurą przez porucznika Kotarbę. Nieprzyjaciel został rozbity i odrzucony, tracąc wielu rannych i zabitych oraz jeńców i jeden karabin maszynowy.32 Zimą 1919/1920 walki przeniosły się na Inflanty (Królewszczyzna). Tam ponownie Kotarba wpisał się do historii 5. pułku podczas walko w okolicach wsi Mozule w styczniu 1920 r.: Wówczas dowódca batalionu dał rozkaz 10-ej kompaniji wesprzeć 9-ą i 11-ą kompanje i przez energiczne natarcie podnieść ducha tych kompanij. Z zadania tego świetnie wywiązał się dowódca 10-ej kompanji porucznik Kotarba. Wybrawszy najdogodniejsze miejsce do rozwinięcia się – poprowadził z rozmachem swoja kompanję na Mozule. Za kompanją 10-ą poderwały się, aczkolwiek wyczerpane, 9-a i 11-a kompanje. O godzinie 16 m. 45 kompanje wpadły do wsi Mozule. Nieprzyjaciel wycofał się na Wyszki.33

Feliks Kotarba składa meldunek Naczelnikowi Józefowi Piłsudskiemu. Po prawej francuski gen. Maxim Weygand (lipiec/sierpień 1920 r.)

Feliks Kotarba składa meldunek Naczelnikowi Józefowi Piłsudskiemu. Po prawej francuski gen. Maxim Weygand (lipiec/sierpień 1920 r.)

Podczas operacji nazwanej później Bitwą Warszawską znajdował się pod Lublinem. Tak te tragiczne dla Feliksa Kotarby chwile zapisał kronikarz pułku: Dnia 14 sierpnia 1920 roku, w związku z uderzeniem Wodza Naczelnego znad Wieprza, z obszaru Lubartowa pod Lublinem – 5-ty pułk pod dowództwem majora Hozera wyruszył do kontrofensywy. Bez większych spotkań z nieprzyjacielem pułk przeszedł wielkimi krokami na Ostrów, gdzie wzięto do niewoli sowiecki płatowiec z pilotem, a następnie na Parczew i Białą Podlaską. Dnia 17 sierpnia, gdy zmęczona kolumna podchodziła pod miasto, grupa oficerów 5-go pułku wraz z paroma łącznikami, na czele z majorem 1-go pułku artylerii polowej, Kowalskim, rzuciła się konno w ulice Białej, aby przeszkodzić odwrotowi nieprzyjaciela. W samem śródmieściu natknięto się na stłoczone, cofające się wojska i tabory sowieckie. W starciu zginął rażony kulą w głowę nieodżałowany dowódca II batalionu, porucznik Kotarba.34 Ciało Feliksa Kotarby przez Brześć sprowadzono do Świątnik i 23 sierpnia 1920 r. został pochowany na cmentarzu parafialnym w rodzinnym grobowcu przy głównym wejściu na cmentarz. Na cmentarzu w Białej Podlaskiej mylnie znajduje się tablica informującą, że tam leży ppor. Feliks Kotarba. Pośmiertnie został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, a także awansowany. Zgodnie z danymi Muzeum Wojska Polskiego został awansowany do stopnia kapitana. Potwierdzają to protokoły Czytelni Ludowej z grudnia 1920 r. Aczkolwiek ostateczna weryfikacja stopni i awansów odbyła się w 1923 roku i prawdopodobnie wtedy został ponownie awansowany na majora, jednakże brak jest dokumentacji z tej weryfikacji.

  • Kotarba Franciszek (ur. 1876 r.) – kapral „tytularny” w wojskach kuchni polowych (TitKorp, VerpflMag), w Ołomuńcu – leczył się w 1915 r. w Budapeszcie.35
  • Kotarba Franciszek (ur. 1881 r.) – szeregowy w 3. kompanii 13. pułku piechoty, postrzelony w lewę ramię i lewe płuco w 1914 r. przebywał w szpitalu nr 2 w Krakowie36 i w Klatovy (Czechy).37
  • Kotarba Franciszek (ur. 1886 r.) – starszy szeregowy (bombardier) w 6. baterii 12. pułku haubic polowych, ranny w 1916 r.38
  • Kotarba Franciszek (ur. 1894 r.) – służył w II Brygadzie 3 kompanii Legionów Polskich, podczas choroby w 1915 r. leczył się w uzdrowisku w Pieszczanach (Słowacja).39
  • Kotarba Izydor (ur. 16.12.1892) – późniejszy kapitan WP (nominacja z 1928 r.)
  • Kotarba Julian (ur. 1896 r.) – handlowiec, służył w 13. kompanii 2. pułku piechoty Legionów, zmarł z ran 16.02.1915 r. we wsi Sołotwina (południowo zachodnia Ukraina), wzmianka o jego śmierci została zamieszczona w „Piaście”, o czym wspomina Mieczysław Czerwiński w swojej korespondencji do rodziny w Świątnikach z 16.02.1916 r.
  • Kotarba Józef (ur. 1891 r.) – szeregowy w 6. kompanii 13. pułku piechoty, postrzelony w twarz w 1914 r. przebywał w szpitalu we Wiedniu.40
  • Kotarba Józef (ur. 1894 r.) – służył w II Brygadzie 3 kompanii Legionów Polskich, podczas choroby w 1915 r. przebywał w szpitalu w Wiedniu.41
  • Kotarba Leopold (ur. 1897 r.) – pionier w 5. kompanii 10. batalionu pionierów, ranny w 1917 r.42
  • Kotarba Marceli (1897-1962) – ur. 06.01.1897 r., syn Franciszka ‚Chmielnika’ i Marii ze Słomków, żołnierz 7. Kompanii II Brygady Legionów Polskich, ranny w 1914 r. w prawą rękę przebywał w szpitalu w Budapeszcie43. Otrzymał nominację do stopnia podporucznika Legionów. W czasie kryzysu przysięgowego w 1917 roku uciekł i ukrywał się, a następnie wrócił do Świątnik i wiosną 1918 roku zdał maturę w krakowskiej II szkole realnej. Wstąpił w październiku 1918 r. na Politechnikę Lwowską, jednak studia przerwał atak ukraiński. Brał aktywny udział w obronie polskiego miasta. Według relacji jednego z uczestników obrony opowiadającego o tych wydarzeniach w Radio Wolna Europa: „6 listopada 1918 roku atakowaliśmy narożny dom (…) i zdobyliśmy go razem z grupą skautów lwowskich pod dowództwem porucznika legionów Marcelego Kotarby”. Ranny podczas walk we Lwowie w rękę wrócił do Świątnik. Kontynuował służbę w wojsku polskim – był łącznikiem podczas układów Józefa Piłsudskiego z ukraińskim przywódcą Symonem Petlurą. Był też w dowództwie III Powstania Śląskiego w 1921 roku. Walczył we wrześniu 1939 r. jako dowódca KOP-u, a później w armii gen. Andersa.
Kpt. Marceli Kotarba z żoną Heleną - 10.08.1924 r.

Kpt. Marceli Kotarba z żoną Heleną – 10.08.1924 r.

  • Kotarba Michał (ur. 1896 r.) – mieszkający w Nowym Sączu, strzelec w 3. kompanii 5. batalionu strzelców polnych, ranny w 1916 r.44
  • Kotarba Stanisław – żołnierz 1. pułku piechoty I Brygady Legionów, zginął 25.12.1914 r. pod Łowczówkiem.
  • Kotarba Stanisław – absolwent szkoły ślusarskiej, syn Franciszka ‚Chmielnika’ i Marii ze Słomków; wzięty z poboru do marynarki wojennej we wrześniu 1911 r.,45 gdzie służył podczas I wojny światowej. Po wojnie wspólnik firmy Mieczysław Czerwiński i Spółka (Haszpień) i kierownik techniczny do końca jej działalności.
  • Kotarba Stanisław (ur. 1891 r.) – pracownik Festung Feldbahn (3. oddział), podczas choroby w 1914 r. leczony w szpitalu Twierdzy Kraków nr 2.46
  • Kotarba Stanisław (ur. 1883 r.) – szeregowy w 9. kompanii 18. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1916 r.47
Ambulans zabierający najciężej rannych, front włoski (29.02.1916 r.)

Ambulans zabierający najciężej rannych, front włoski (29.02.1916 r.)

  • Kotarba Stefan (20.08.1896-1972) – syn Anny i Bolesława, brat Adolfa, czeladnik ślusarski, od 03.08.1914 r. w Związku Strzeleckim. Na początku służył w III batalionie pod dowództwem Śmigłego. Pod Marcinkowicami nabawił się tyfusu brzusznego i leczył się do marca 1915 roku w Krakowie. Nie został do końca wyleczony, kiedy dostał przydział do VI batalionu, skutkiem czego zachorował na katar kiszek i przebywał na leczeniu w 5. szpitalu Twierdzy Kraków48. Później służył w 3. pułku piechoty Legionów. Po wyjściu ze szpitala otrzymał przydział w ramach uzupełnień do 3. pułku piechoty II Brygady. Większość weteranów I brygady próbowała uciec z tego pułku, a z nimi Stefan Kotarba, co było efektem animozji między I i II brygadą. Zostali jednak schwytani przez żandarmerię wojskową i ponownie skierowali do uzupełnień II Brygady. Nie powstrzymywało to do dalszych ucieczek i w końcu udało mu się przedostać do 3. pułku piechoty Legionów w I Brygadzie. Po wycofaniu I Brygady z walk został przydzielony do służb werbunkowych na ziemi płockiej przy Polskiej Organizacji Wojskowej. Z chwilą, gdy jego brat Adolf został wysłany na front włoski, samoczynnie opuścił 3. pułk piechoty i dołączył do kompanii brata. Sierżant w wojsku polski w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Odznaczony z walki o Kijów oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych za wojnę polsko-bolszewicką oraz Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari za wojnę 1914-1920. Miał dwóch synów: Włodzimierza i Ireneusza. Zmarł w 1972 roku i został pochowany na cmentarzu w Koszalinie
  • Kotarba Tadeusz – (Opita), prezes świątnickiego Związku Strzeleckiego utworzonego w 1912 r. stryj braci Adolfa i Stefana Kotarbów, dowodził plutonem w I Brygadzie w sierpniu 1914 r., jednakże miał zostać zwolniony ze względu na zły stan zdrowia, o czym wspominał w pamiętniku Adolf.
  • Kotarba Władysław (ur. 1872 r.) – szeregowy w służbach ochrony kolei, chorował w szpitalu garnizonowym nr 15 w Krakowie w 1915 r.49
  • Kuc Stanisław (1894-1915) – starszy szeregowy w 13. kompanii 15. pułku piechoty, poległ w boju 29.07.1915 r.50
  • Kurowski Tadeusz (1893-1914) – szeregowy 11. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, poległ 21.11.1914 r.51
  • Kwintowski Marian – syn werkmistrza Stanisława i Marii z Bujasów, wzięty z gimnazjum podczas I wojny światowej do armii austriackiej, w listopadzie 1918 roku zachorował na hiszpankę – uciekł ze szpitala w Krakowie do Świątnik, ale w drodze przeziębił się i zmarł. Pochowany na cmentarzu parafialnym z pięknym kutym krzyżem wykonanym przez jego ojca.

    Krzyż nagrobny Mariana Kwintowskiego.

    Krzyż nagrobny Mariana Kwintowskiego.

  • Kwintowski Stanisław (1899-1976) – syn werkmistrza Stanisława i Marii z Bujasów, wzięty z gimnazjum podczas I wojny światowej do armii austriackiej, po wojnie wrócił do Świątnik.
  • Leńczowski Józef (ur. 1871 r.) – wzięty jako pracownik do Feldbahnu w Krakowie, podczas choroby w 1915 r. leczył się w szpitalu nr 10.52
  • Loch Jan (ur. 1879 r.) – szeregowy w 1. kompanii 13. pułku piechoty, jeniec rosyjski.53
  • Michalec Franciszek (ur. 1878 r.) – strzelec w 1. kompanii 35. pułku strzelców, ranny w bitwie dostał się do niewoli rosyjskiej i przebywał w szpitalu ewakuacyjnym nr 65 w Moskwie.54
  • Michalec Józef (ur. 1883 r.) – szeregowy w 7. kompanii 13. pułku piechoty, ranny w prawe przedramię w 1915 r., przebywał w szpitalu w Szombathely (Węgry).55
  • Michalec Stanisław (Turut) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.56
  • Michalec Stanisław (Ulinka) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.57
  • Michalec Stanisław (ur. 1891 r.) – kapral w 2. kompanii 13. pułku piechoty, ranny w 1914 r.58
  • Michalec Tadeusz (ur. 1895 r.) – szeregowy w 2. rezerwowej kompanii 30. pułku piechoty, dostał się do niewoli włoskiej w 1916 r. i przebywał w Alessandrii.59

    Przesłuchanie jeńców włoskich, front włoski (październik 1916 r.)

    Przesłuchanie jeńców włoskich, front włoski (październik 1916 r.)

  • Michalec Tadeusz (ur. 1875 r.) – pracownik Feldbahnu (3. oddział), chorował w 2. szpitalu Twierdzy Kraków w 1915 r.60
  • Michalec Teodor (ur. 1892 r.) – szeregowy w 4. rezerwowej kompanii 13. pułku piechoty, chorował w szpitalu w Dejvic w 1915 r.61
  • Michalec Władysław (ur. 1871) – wzięty na roboty (LstArbAbt. 3), chorował w 2. szpitalu Twierdzy Kraków w 1915 r.62
  • Mika Józef – żołnierz I brygady – V batalion, 2 kompania – raniony przez oddziały kozackie pod Nieborowem 22 października 1914 r. – opisał to wydarzenie w swoim dzienniku Adolf Kotarba: W tym dniu jakiś chłop przywiózł nam na wozie 2-ch rannych strzelców z 2-ej kompanii, którzy mieli być zabici przez kozaków w Nieborowie w dniu wczorajszym. Opowiadają oni, że napadnięci przez kozaków na patrolu zgrupowali się pod figurą, skąd ostrzeliwali się kozakom, atakującym ich konno. Położyli ich kilkunastu, lecz wreszcie. w kilku szarżach kozacy wykłuli ich lancami. Oni obydwaj zostawszy rannymi najpierw upadli; następnie inni koledzy przywalili ich swymi ciałami, skąd później wydobyli ich chłopi…63
  • Miziura Edward (1887-1955) – urodził się 18 lutego 1887 r. W Świątnikach ukończył szkołę podstawową, a następnie gimnazjum w Krakowie, a w latach 1905-1912 studiował na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dyplom doktora nauk lekarskich otrzymał 5 marca 1912 r., a od 15 marca 1912 r. rozpoczął 6-letnie stypendium w armii austriackiej. W armii zastała go wojna, którą zakończył w stopniu kapitana. W roku 1918 wstąpił do wojska polskiego. Pracował najpierw w szpitalu w Zamościu, a stamtąd został przeniesiony do twierdzy w Brześciu Kujawskim. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej jako dowódca baonu sanitarnego 2 i 4 Armii w tym 2 dyw. Legionów. W sierpniu 1920 r. otrzymał awans do stopnia majora.
    Edward Miziura (ok. 1912 r.)

    Edward Miziura (ok. 1912 r.)

    Po wojnie został przydzielony do szpitali wojskowych w Rzeszowie, Krakowie i Bielsku. W maju 1922 r. awansował do stopnia podpułkownika. Następnie pracował jako lekarz Inspektoratu Kasy Chorych w Drohobyczu i naczelny lekarz Ubezpieczeń Społecznych we Lwowie. Po przejściu na emeryturę zamieszkał w Łabędziowie, gdzie prowadzili tam gospodarstwo rolne. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Franciszka Józefa, Krzyżem Karola, Złotym Krzyżem Zasługi i orderem Polonia Restituta.

  • Miziura Jan – ślusarz;
  • Miziura Juliusz (ur. 1895 r.) – strzelec w 4. kompanii 13. pułku strzelców polnych, dostał się do niewoli rosyjskiej w 1917 roku i przebywał w Kostromie (nad Wołgą).64
  • Miziura Władysław – pseud. „Miś”, z zawodu kelner, legionista 2. kompanii V baonu 3. pułku piechoty I Brygady Legionów, poległ pod Kozinkiem 21.05.1915 r.
  • Miziura Władysław – żołnierz galicyjskiego 13. pułku piechoty (‚Krakowskie Dzieci’), zginął w Karpatach w 1915 roku.

    Przemarsz wojsk austriackich, front włoski.

    Przemarsz wojsk austriackich, front włoski.

  • Nowak Józef (ur. 1879 r.) – rezerwista szeregowy w 6. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1915 r. dostał się do rosyjskiej niewoli (przebywał m.in. w szpitalu wojskowym w Moskwie)65.
  • Płachciński Leszek – syn świątnickiego nauczyciela szkoły ślusarskiej, Nikodema Płachcińskiego, służył w 4. pułku piechoty Legionów, zginął w stopniu kaprala w okolicy wsi Jeziorna (Ozirna) w 1916 r.
  • Popczyński Stanisław – ur. 21.09.1894, ukończył Szkołę Ślusarską w 1912 r. Od czerwca 1912 członek lokalnego Związku Strzeleckiego. Po wybuchu wojny zgłosił się na ochotnika do 1 korpusu saperów I brygady. Bitwy: pod Laskami, Krzywopłotami, Limanową, Marcinkowicami. Od grudnia 1914 w V batalionie – bitwy pod Nowym Sączem, Łowczówkiem. W styczniu 1915 odbył w Kętach kurs telefoniczny dla saperów. Bitwy nad Nidą, pod Kozinkiem, pod Konarami, Ożarowem, Józefowem, Wyżnianką, Urzędowem, Lublinem, Brześciem Litewskim, Maniewicze, Wólka Gałęzińska, Bieloka Wola. Nad Styrem (Wołyń) w okolicach Sobieszczycy 5.10.1915 r. wysłany z meldunkiem do dragonów austriackich zostaje ciężko ranny cięciem szabli, w wyniku czego stracił dwa palce lewej ręki i został wzięty do niewoli rosyjskiej66. W listopadzie 1915 r. przebywał w szpitalu w Piotrogrodzie, w lutym 1916 r. w obozie jenieckim w Omsku (Sybir), w styczniu 1917 r. Ural. Wraca w sierpniu 1918 r. i od 18 sierpnia do 31 października służy w 15 pułku piechoty jako plutonowy legionowy oddziałów odwodowych. Po 2-miesięcznej kwarantannie został przydzielony do oddziałów we Lwowie, a następnie zwolniony ze służby austriackiej. Bierze udział w obronie Lwowa i dostaje się do niewoli ukraińskiej, z której po miesiącu, w grudniu 1918 r., uciekł i przedostał się do Krakowa. Ponownie zgłosił się 15 sierpnia 1920 roku do wojska polskiego, ale ze względu na kalectwo został uznany za niezdolnego do służby wojskowej. Odznaczony Krzyżem Niepodległości w 1930 r.

    Komendant Piłsudski podczas inspekcji. Popczyński pierwszy z lewej (1915 r.).

    Komendant Piłsudski podczas inspekcji. Popczyński pierwszy z lewej (1915 r.).

  • Popek Jan – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.67
  • Popek Antoni (ur. 1894 r.) – szeregowy w 4. rezerwowej kompanii 30. pułku piechoty, dostał się w 1916 roku do niewoli rosyjskiej i przebywał w Kurgan (miasto w Rosji na północ od granicy z Kazachstanem).68 Następnie w 1917 r. w stopniu kaprala w 1. jednostce karabinów maszynowych w 30. pułku piechoty, ranny.69
  • Rogal Leon (od Biertoski) – ur. 1889 r., wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.70 ; kapral w 2. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, rana postrzałowa w 1915 r. – przebywał w szpitalu w Pradze.71
  • Słomka Aleksander (1883-1949) – w czerwcu 1914 roku został zabrany do Feldbahnu (koleje polowe) w Krakowie (BauAbt. 3), chorował w szpitalu nr 2 w Krakowie w 1915 r.72, wrócił dopiero po wojnie.

    Aleksander Słomka

    Aleksander Słomka

  • Słomka Alojzy (ur. 1892 r.) – szeregowy w 2. kompanii 19. pułku piechoty Landwehry, dostał się do niewoli rosyjskiej i przebywał w Kazachstanie w 1916 r.73
  • Słomka Bronisław (1896-1952) – syn Stanisława ‚Jonoska’, skończył szkołę ślusarską, a następnie wstąpił do austriackiej marynarki wojennej. Po wojnie pracował w Toruniu i Starachowicach w zakładach artyleryjskich. Powrócił do Świątnik (m.in. był wójtem).
  • Słomka Feliks (1902-1997) – ur. 21.02.1902 r., syn Stanisława „Swajsiera” i Anny (z domu Kwintowska), jako gimnazjalista 15 listopada 1918 r. zgłosił się na ochotnika jako obrońca Lwowa (musiał zawyżyć przy tym swój wiek, aby móc się dostać) i dostał się do 4. Pułku Piechoty Legionów.
    Dokument zgłoszenia się Feliksa Słomki 15.11.1918 r. do odsieczy dla Lwowa.

    Dokument zgłoszenia się Feliksa Słomki 15.11.1918 r. do odsieczy dla Lwowa.

    We Lwowie był skoszarowany w szkole na ul. Zamarstynowskiej. Dostał przydział do kompanii szturmowej, która dokonywała licznych wypadów wzdłuż linii kolejowej Przemyśl-Lwów, a także jako obstawa pociągu pancernego. Brał udział w wypadach zbrojnych na m.in. Dobromiry, Niżankowice, Hermanowice, Mały Lubień, Krzywczyce, Zboiska, Kościarnię, Persenkówkę, Małkowice czy Wielki Lubień. W 1919 roku dostał zwolnienie po ogłuszeniu pociskiem. Starał się wrócić do Lwowa, ale miasto było chwilowo odcięte, więc dostał się do 1. batalionu strzelców krakowskich na Czyżynach, gdzie pełnił służbę wartowniczą i konwojową. Pod koniec maja 1919 roku został zwolniony z wojska, prawdopodobnie wyszło na jaw, że jest niepełnoletni.

    4 pułk piechoty Legionów w styczniu 1919 r. we Lwowie.

    Kompania szturmowa 4. Pułku Piechoty Legionów w styczniu 1919 r. we Lwowie.

    Pluton kompanii szturmowej z 2 baonu 4 Pułku Piechoty Legionów 27.11.1918 r. w Gródku Jagielońskim. Od góry: F. Słomka, Krywult Józef, Sawka, Góralczyk, Desoń Jan, Wieczorek, plut. Krzystoń, Wolf, Tylek Józef.

    Pluton kompanii szturmowej z 2 baonu 4 Pułku Piechoty Legionów 27.11.1918 r. w Gródku Jagielońskim. Od góry:  Słomka Feliks, Krywult Józef, Sawka, Góralczyk, Desoń Jan, Wieczorek, plut. Krzystoń, Wolf, Tylek Józef.

    Po osiągnięciu lat 18 wstąpił ponownie do wojska polskiego i brał udział wojnie polsko-bolszewickiej w 2 pułku strzelców (2. batalion 6. kompania), m.in. w Bitwie Warszawskiej. Otrzymał w 22.09.1982 roku Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, a w dniu 26.03.1991 r. został odznaczony Krzyżem za Udział w Wojnie 1918-1921 r., a także nominacje na stopień oficerski.

Urlopowy dokument podróży st. szeregowego Feliksa Słomki (1920 r.)

Urlopowy dokument podróży st. szeregowego Feliksa Słomki (1920 r.)

  • Słomka Jan (3.12.1894 – 14.10.1969) – syn kupca Michała z ‚Swajsierów’, służył w legionach polskich, następnie internowany w czasie „kryzysu przysięgowego” w 1917 roku i przeniesiony do Korpusu Posiłkowego w Ostrowie Mazowieckim, przedarł się do Francji, gdzie wstąpił do Błękitnej Armii gen. Hallera, po wojnie konturował karierę wojskową, uczestnik II wojny światowej i późniejszy ppłk. WP w armii Andersa – do Świątnik już nie wrócił.

    Kapitan Jan Słomka

    Kapitan Jan Słomka

  • Słomka Józef – naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Świątnikach Górnych, żołnierz I Brygady, w 1917 roku uciekł do Francji. Wstąpił do Błękitnej Armii gen. Hallera. Przeszedł cały szlak bojowy Hallerczyków. Po wojnie wrócił do Świątnik.

    Przeprawa przez dopływy Isonzo (Włochy).

    Przeprawa przez dopływy Isonzo (Włochy).

  • Słomka Józef Franciszek (ur. 1888 r.) – plutonowy (Rechnungs-Unterofficier 2. Klasse) w 2. kompanii 60. pułku piechoty, jeniec rosyjski w Pawłowsku (obwód moskiewski).74 Wrócił do walki następnie w 3. pułku rezerwowym.
  • Słomka Julian (ur. 1886) – szeregowy 9. kompanii 9. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1914 r.75
  • Słomka Ludwik – syn kupca wiedeńskiego Michała ‚Swajsiera’, walczył w wojskach austriackich, dostał się do niewoli rosyjskiej, zesłany na Sybir, wstąpił do polskiej dywizji Strzelców Syberyjskich, wrócił do kraju.

    Ludwik Słomka, 1915 r.

    Ludwik Słomka, 1915 r.

  • Słomka Stanisław (ur. 1896 r.) – strzelec w 9. kompanii 16. pułku strzelców, został wzięty do niewoli rosyjskiej.76
  • Synowiec Albin (Wawrzyńczyk) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.77
  • Synowiec Błażej (ur. 1881 r.) – pracownik Festungs-Feldbahn, (5. oddział), zachorował w 1914 roku na czerwonkę i leczył się w 2. szpitalu Twierdzy Kraków (III oddział epidemiologiczny).78
  • Synowiec Jan (Fatac) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.79
  • Synowiec Jan (ur. 1894 r.) – szeregowy w 3. kompanii 19. pułku piechoty Landwehry, dostał się do niewoli rosyjskiej – Aleksin (obwód tulski).80
  • Synowiec Jan  (ur. 1887 r.) – rezerwista w 7. kompanii 13. pułku piechoty, ranny w 1914 roku81, a także w rejonie Kałusza (dziś Ukraina) prawdopodobnie w 1915 roku. Służył także jako szofer. Zginął – pochowany prawdopodobnie  w okolicy Miszkolca (Węgry).
  • Synowiec Józef (Jantusik po Tekli) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.82
  • Synowiec Józef (ur. 1892) – kanonier w 2. pułku artylerii fortecznej, poległ 15.06.1918 r.83

    Artyleria austriacka, front włoski (1916 r.)

    Artyleria austriacka, front włoski (1916 r.)

  • Synowiec Józef – z rodziny „Mikołajów”, służył w austriackich wojskach artyleryjskich, a następnie w Wojsku Polskim. Podczas wojny polsko-ukraińskiej obsługiwał artylerię w pociągu pancernym kursującym do Lwowa. Brał udział również podczas wojny polsko-bolszewickiej.
Synowiec Jan i Synowiec Józef.

Synowiec Jan i Synowiec Józef (Mikołaj).

  • Synowiec Józef (ur. 4.04.1897 r.) – syn Józefa i Teresy, w wieku 8 lat przeniósł się z rodzicami do Morawskiej Ostrawy, praktykował jako odlewacz w Zakładach Gwarectwa Górniczego w Witkowicach – zwolniony za poglądy polityczne. Następnie pracował jako wozak w kopalni węgla. Członek „Sokoła”, w 1914 roku wstąpił do 3 pułku piechoty 2. kompanii, później przeniesiony do 8. kompanii. Brał udział w buntu i przejściu przez front legionistów pod Rarańczą w lutym 1918 r. Trafił do więzienia austriackiego, z którego zbiegł i ukrywał się w okolicach Krakowa. W Wojska Polskiego wstąpił 31.10.1918 r. do 5. pułku piechoty, później szlak frontowy 3. pułku piechoty. Po wojnie służył w 76. pułku piechoty, następnie zaliczył szkołę podchorążych i w 1930 r. uzyskał nominację na porucznika WP, służył w 81. pułku strzelców grodzieńskich.
  • Synowiec Józef (1912-1918) – syn Stanisława i Zofii (z domu Kotarba), zginął w wieku 6 lat raniony odłamkiem od uszkodzonego moździerza podczas świętowania 10 listopada 1918 r.
  • Synowiec Leon (Matusek) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.84
  • Synowiec Leon (ur. 1891 r.) – pracownik Festung-Feldbahn w Krakowie (3. oddział), w 1915 roku zachorował i przebywał w szpitalu nr 2 w Krakowie.85
  • Synowiec Ludwik (Wawrzyńczyk) – wzięty z poboru do marynarki austriackiej we wrześniu 1911 r.86
  • Synowiec Tadeusz (z Barańca) – służył w 5. pułku piechoty podczas obrony Lwowa.
  • Szczygieł Stanisław – szeregowy w 9. kompanii 13. pułku piechoty, ranny w 1915 r.,86a zginął w 1916 roku nad Isonzo (Soczą) we Włoszech w wieku 33 lat.

    Zdobyte włoskie okopy nad Isonzo.

    Zdobyte włoskie okopy nad Isonzo.

  • Urbanik Jan (ur. 1898 r.) – strzelec w 12. kompanii 16. pułku strzelców, ranny w 1917 r.87
  • Wątorski Józef (ur. 1895 r.) – szeregowy w 1. pułku piechoty, ranny w 1916 r.88
  • Wątorski Feliks (Łukasik) – ur. 1889 r., wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.,89 następnie wzięty do Feldbahnu, podczas choroby w 1915 r. przebywał w 2. szpitalu w Krakowie.90
  • Walas Antoni (ur. 1882 r.) – szeregowy w 3. rezerwowej kompanii 15. pułku piechoty, ranny w 1915 r.91
  • Walas Ludwik, ur. 1893 r., szeregowy w 6. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1915 r.92
  • Walas Stanisław (ur. 1886 r.) – szeregowy w 13. pułku piechoty, od 1917 r. jeniec rosyjski w Jekaterynburgu (obwód swierdłowski na Uralu).93
  • Walas Stanisław (ur. 1886 r.) – rezerwista w 31. pułku piechoty, od 1917 r. jeniec rosyjski w Szadrinsku (obwód Kurgan, Ural).94
  • Wilkosz Stanisław (ur. 1893 r.) – szeregowy w 1. rezerwowej kompanii 16. pułku piechoty, dostał się do niewoli w 1915 r., przebywał w Petropawłowsku i Astanie (Kazachstan).95
  • Wilkosz Tadeusz (ur. 1885 r.) – szeregowy 8. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, dostał się do niewoli rosyjskiej Tjumen (na Uralu) w 1915 r.96
Wymarłe włoskie miasteczko podczas walk nad Isonzo.

Wymarłe włoskie miasteczko podczas walk nad Isonzo.

Bibliografia:

Białynia-Chołodecki J., Pamiętnik powstania styczniowego;

Słomka Wł., Świątniki Górne, Świątniki Górne 1985, maszynopis;

Babiński K., Zarys historii wojennej 5-go Pułku Piechoty Legionów, Warszawa 1929

Składkowski S.F., Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1990.

Alphabetisches Verzeichnis der in den Verlustlisten Verlustliste

Cygan Wiktor Krzysztof , Oficerowie Legionów Polskich,1914-1917: G-K, Wydawnictwo „Barwa i Broń”, 1.01.2007, s. 282.

Kotarba Adolf, Pamiętnik żołnierski sierżanta I-szej brygady Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1938

Wykorzystałem zdjęcia wojenne po Mieczysławie Czerwińskim, a także materiały po Feliksie Słomce należące do rodziny Słomków, fotografie ze zbiorów Zbigniewa Synowca, skan dokumentów po Mieczysławie Dziewońskim od Mirosława Dziewońskiego, materiały zebrane Witolda Szczygła oraz pochodzące z Muzeum Ślusarstwa w Świątnikach Górnych.

Przypisy:

1G. Zych, Śpiewacy królowej Jadwigi, Warszawa 1984, s. 142-143.
2Wł. Słomka, Świątniki Górne, Świątniki Górne 1985, maszynopis w wersji cyfrowej.
3I. Kovač, Polacy w węgierskiej wiośnie Ludów 1848-1849, Warszawa 1999, s. 528.
4I. Kovač, Polacy w węgierskiej wiośnie Ludów 1848-1849, Warszawa 1999, s. 523.
5Cytat za F. Batko, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, rozdz. Ochojno, Świątniki Górne 2000, s. 416. Wspomnienia swoje Ludwik Urbanik spisał w 1954 r.
6Verlustliste ausgegeben am 29.07.1916 r. (Nr 446), s. 8.
7Kartoteka legionistów wziętych do niewoli w latach 1914-1918. Pudło 1: Lit. A-H, Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu, Rkps 15816, t1.
8Verlustliste ausgegeben am 5.11.1914 r. (Nr 46), s. 10.
9Verlustliste ausgegeben am 4.12.1916 r. (Nr 497), s. 10.
10Verlustliste ausgegeben am 23.06.1915 r. (Nr 199), s. 10.
11Verlustliste ausgegeben am 5.01.1918 r. (Nr 641), s. 22.
12Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 10.10.1914 (nr 23), s. 13.
13Verlustliste ausgegeben am 30.10.1915 r. (Nr 304), s. 4.
14Związek Świątnicki, nr 8/1912.
15Związek Świątnicki, nr 3/1911.
16Verlustliste ausgegeben am 11.12.1916 r. (Nr. 500), s. 12,
17Verlustliste ausgegeben am 18.11.1915 r. (Nr. 317), s. 14.
18Związek Świątnicki, nr 8/1912.
19Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 19.01.1915 r. (nr 225), s. 12.
20Verlustliste ausgegeben am 5.01.1918 r. (Nr. 641), s. 15.
21Verlustliste ausgegeben am 7.04.1917 r. (Nr. 550), s. 13.
22Verlustliste ausgegeben am 10.12.1915 r. (Nr. 332), s. 11.
22aVerlustliste ausgegeben am 17.10.1916 r. (Nr. 478), s. 13.
23Związek Świątnicki, nr 8/1912.
24Verlustliste ausgegeben am 23.1.1916 r. (Nr. 492), s. 16.
25Związek Świątnicki, nr 8/1912.
26Verlustliste ausgegeben am 13.06.1917 r. (Nr. 589), s. 16.
27Verlustliste ausgegeben am 14.03.1917 r. (Nr. 536), s. 20.
28Związek Świątnicki, nr 8/1912.
29Związek Świątnicki, nr 8/1912.
30Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 21.01.1915 (nr 232), s. 28.
31Verlustliste ausgegeben am 1.12.1915 r. (Nr 326), s. 22. i 579, s.27.
32Kazimierz Bąbiński, Zarys historyi wojennej 5-go pułku piechoty legionów, Warszawa 1929, s. 35.
33Kazimierz Bąbiński, Zarys historyi wojennej 5-go pułku piechoty legionów, Warszawa 1929, s. 45.
34Tamże, s. 61.
35Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 20.05.1915 r. (nr 406), s. 30.
36Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 3.11.1914 r. (nr 60), s. 18.
37Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 21.11.1914 r. (nr 93), s. 22.
38Verlustliste ausgegeben am 4.12.1916 r. (Nr 502), s.29.
39Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 12.04.1915 r. (nr 371), s. 22.
40Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 11.10.1914 r. (nr 24), s. 20; oraz 27.10.1914 r. (nr 46), s. 22.
41Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 21.07.1915 r. (nr 440), s. 28.
42Verlustliste ausgegeben am 28.07.1917 r. (Nr 603), s. 30.
43Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 27.11. 1914 r. (nr 106), s.28.
44Verlustliste ausgegeben am 13.07.1916 r. (Nr 440), s. 23.
45Związek Świątnicki, nr 3/1911.
46Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 14.11.1914 r. (nr 84), s. 20.
47Verlustliste ausgegeben am 10.03.1916 r. (Nr 390), s. 31.
48Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 16.02.1915 r. (nr 294), s. 25.
49Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 18.06.1915 r. (nr 420), s. 27.
50Verlustliste ausgegeben am 8.10.1915 r. (Nr 287), s. 25.
51Verlustliste ausgegeben am 18.01.1915 r. (Nr 106), s.23.
52Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 3.03.1915 r. (nr 326), s. 27.
53Verlustliste ausgegeben am 5.07.1917 r. (Nr 595), s. 35.
54Verlustliste ausgegeben am 14.08.1917 r. (Nr 607), s. 33.
55Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 3.02.1915 r. (nr 264), s. 30.
56Związek Świątnicki, nr 8/1912.
57Związek Świątnicki, nr 8/1912.
58Verlustliste ausgegeben am 27.11.1914 r. (Nr 68), s. 35.
59Verlustliste ausgegeben am 7.06.1916 r. (Nr 429), 33.
60Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 24.02.1915 r. (nr 314), s. 29.
61Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 20.03.1915 r. (nr 348), s. 30.
62Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 24.02.1915 r. (nr 314), s. 29.
63Adolf Kotarba, Pamiętnik żołnierski sierżanta I-szej brygady Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1938, s. 78.
64Verlustliste ausgegeben am 23.03.1917 r. (Nr 540). s. 35.
65Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 10.05.1915 r. (nr 399), s. 42.
66Kartoteka legionistów wziętych do niewoli w latach 1914-1918. Pudło 3: Lit. M-Si, Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu, Rkps 15816, t3.
67Związek Świątnicki, nr 8/1912.
68Verlustliste ausgegeben am 7.06.1916 r. (Nr 429), s. 41.
69Verlustliste ausgegeben am 28.06.1917 r. (Nr 593), s. 45.
70Związek Świątnicki, nr 8/1912.
71Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 18.01.1915 r. (nr 223), s. 39.
72Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 29.03.1915 r. (nr 357), s. 42.
73Verlustliste ausgegeben am 2.09.1916 r. (Nr 459), s. 48.
74Verlustliste ausgegeben am 9.03.1918 r. (Nr 658), s. 54.
75Verlustliste ausgegeben am 5.10.1914 r. (Nr 20), s. 87.
76Verlustliste ausgegeben am 19.06.1917 r. (Nr 591), s. 53.
77Związek Świątnicki, nr 8/1912.
78Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 19.11.1914 r. (nr 91), s. 44.
79Związek Świątnicki, nr 8/1912.
80Verlustliste ausgegeben am 2.09.1916 r. (Nr 459), s. 50.
81Verlustliste ausgegeben am 5.11.1914 r. (Nr 46), s. 40.
82Związek Świątnicki, nr 8/1912.
83Verlustliste ausgegeben am 5.11.1918 r. (Nr 700), s. 57.
84Związek Świątnicki, nr 8/1912.
85Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 29.03.1915 r. (nr 357), s. 45.
86Związek Świątnicki, nr 3/1911. 86a Verlustliste ausgegeben am 28.12.1915 r. (Nr 344), s. 39.
87Verlustliste ausgegeben am 9.08.1917 r. (Nr 606), s. 48.
88Verlustliste ausgegeben am 1.07.1916 r. (Nr 436), s. 57.
89Związek Świątnicki, nr 8/1912.
90Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 24.02.1915 r. (nr 316), s. 46.
91Verlustliste ausgegeben am 18.06.1915 r. (Nr 196), s. 48.
92Verlustliste ausgegeben am 3.02.1915 r. (Nr 125), s. 45.
93Verlustliste ausgegeben am 5.01.1918 r. (Nr 641), s. 54.
94Verlustliste ausgegeben am 4.07.1917 r. (Nr 594), s. 59.
95Nachrichten uber Versundete und Kranke ausgegeben am 10.05.1915 r. (nr 399), s. 68.
96Verlustliste ausgegeben am 1.12.1915 r. (Nr 326), s. 45.

Opracował Jerzy Czerwiński.

Okres międzywojenny to bez wątpienia złote lata świątnickiego rzemiosła, a zwłaszcza kłódkarstwa. Przed Wielką Wojną rzemieślnik miał do wyboru pracować dla kupca lub w Spółce Ślusarskiej. Wszelkie plany rozwoju rozbijały się o animozję między kupcami a rzemieślnikami oraz między samymi rzemieślnikami. Dominował rzemieślniczy konserwatyzm – starzy majstrowie bardzo niechętnie przyjmowali nowinki techniczne i technologiczne ze świata, które raz za razem podsuwała im państwowa Szkoła Ślusarska w postaci darmowych dokształcających kursów. Nowinki chwytali tylko młodzi adepci ślusarstwa, którzy albo wyjeżdżali w świat za pracą w przemyśle metalowym, albo podejmowali prace u owych starych majstrów, gdzie nie mieli okazji rozwijać skrzydeł.

Po wojnie zmieniło się absolutnie wszystko – odzyskana niepodległość i młode państwo, które wśród swoich europejskich również młodych sąsiadów musiało rozpychać się łokciami, by w końcu móc się określić na mapach Europy. Nowy porządek państwa i nowa gospodarka wymusiły także nowe podejście do handlu kłódkami, a w następnym kroku do ich produkcji. Starzy kupcy, których cała praca i dorobek brał się z utrzymywanych szlaków handlowych wzdłuż cesarstwa, musieli odejść i zostawić miejsce następnemu pokoleniu ludzi młodych, wykształconych w dobrych szkołach handlowych i zawodowych, a zarazem gotowych podjąć nowe wyzwania. A wyzwań było niemało – w pierwszych latach powojennych szalejąca inflacja, później światowy kryzys, a w końcu okupacja niemiecka.

Główną siłę napędową świątnickiego rzemiosła stały się spółki ślusarskie. Zakładali je razem dawni kupcy wraz z rzemieślnikami jak również sami majstrowie. Największymi i mającymi największy wpływ na rozwój rzemiosła były: kontynuująca tradycje przedwojenną Spółka Ślusarska oraz młode spółki: Mazur, Mieczysław Czerwiński i Spółka czy Polonez. To co łączyło te spółki to pełna samowystarczalność w produkcji kłódek, zamków oraz elementów kutych, a następnie w handlu tymi artykułami.

Nadal powszechnie prowadzone były warsztaty domowe, lecz na pewno lepiej wyposażone i bogatsze w środki techniczne. Na wyroby takich warsztatów nadal czekali handlarze z pobliskiego Krakowa i okolic. Nie zaginęło też całkiem hausernictwo, choć dotykało głównie najuboższych rzemieślników, a bardziej odżyło dopiero w latach okupacji II wojny światowej.

Spółka Ślusarska. Podobnie jak dla Szkoły Ślusarskiej, zmiany, które nastały po I wojnie negatywnie wpłynęły na funkcjonowanie Spółki założonej w 1888 roku. Przed wojną niewiele było takich szkół pod opieką rządu cesarza Franciszka Józefa I, a po wojnie świątnicka szkoła trafiła do jednego grona zawodowych szkół państwowych. Wraz z kłopotami finansowymi młodej II Rzeczypospolitej, cierpiała też oświata. Jeszcze trudniej miała Spółka, gdyż wcześniej była dotowana z budżetu Galicji i funkcjonowała głównie dzięki preferowanym kredytom. Co prawda wszelkie zadłużenie odeszło w niepamięć, ale pamiętać też trzeba, że niewypłacalna stała się austriacka waluta i wszelkie oszczędności w koronach oraz państwowych obligacjach przepadły.

Spółka Ślusarska utraciła wspomaganie finansowe państwa, a dodatkowo przyszło jej się mierzyć z prężnie rozwijającymi się ślusarskimi przedsiębiorstwami. Większość państwowych zleceń przejęła znacznie mniejsza firma Mazur. Wobec takich trudności Spółka kilkukrotnie zawieszała swoją działalność, m.in. w latach 1932-37. O kondycji spółki świadczy też tak, że w tym właśnie czasie spółka postanowiła sprzedać budynek swojej siedziby – był to murowany parterowy budynek (dzisiejszy adres Bruchnalskiego 15 – siedziba władz Miasta i Gminy). Budynek został zlicytowany i zakupiony przez Stanisława Dziewońskiego (w latach 20. pełnił godność wójta Świątnik) z myślą o przeznaczeniu tego budynku na bursę szkoły ślusarskiej. Dziewoński dobudował piętro i zamieszkali tam uczniowie szkoły, którymi opiekował się Franciszek Batko (senior).1

Ryc. 1 Budynek Spółki Ślusarskiej w 1930 r.

Ryc. 1 Budynek Spółki Ślusarskiej w 1930 r.

Kapitał Spółki był w dużej mierze uzależniony od darczyńców. Nie zachował się żaden z katalogów produktów Spółki, co w dużej mierze świadczy o ograniczonym zakresie produkowanych artykułów. Nasuwa się wniosek, że Spółka dawała głównie ślusarzom świątnickim dostęp do maszyn szkoły ślusarskiej, a ci wytwarzali produkty na swoje własne potrzeby. Tuż przed wybuchem II wojny Spółka ponownie została reaktywowana, jednak po rozpoczęciu się okupacji została potraktowana na tej samej zasadzie co polskie stowarzyszenia i ostatecznie rozwiązana. Ostatnim prezesem Spółki był Józef Kowal. Po wojnie członkowie Spółki zapisali się do krakowskiej Spółdzielni Pracy „Spólnota”, co jednak nie było zbyt wygodnym rozwiązaniem dla świątnickich rzemieślników.

„Mazur” Przemysł żelazny. Fabryka kłódek i zamknięć. Bracia Ludwik i Stanisław Kwintowscy.

Ryc. 2 Ogłoszenie w Gazecie Lwowskiej z 2 czerwca 1920 r.

Ryc. 2 Ogłoszenie w Gazecie Lwowskiej z 2 czerwca 1920 r.

Spółka braci Kwintowskich powstała z przekształcenia warsztatu Stanisława Kwintowskiego jeszcze w 1916 roku. Zarząd spółki stanowił inż. Ludwik Kwintowski (1885-1964) mieszkający we Lwowie-Persenówce pod adresem ul. Nad Jarem 7 m. 4, a „fabryka” mieściła się w Świątnikach Górnych pod numerem 248. Prowadzili także biuro handlowe w Krakowie przy ul. Krakowskiej 6. Pierwotnie spółkę stanowiło rodzeństwo: Stanisław, Ludwik, Sebastian Kwintowscy i Anna Słomka (siostra). Stanisław Kwintowski (1873 – 1952) był mistrzem kowalstwa, który do dnia 14 grudnia 1929 roku pracował także jako nauczyciel zawodu w Państwowej Zawodowej Szkole Ślusarskiej. Jako instruktor przepracował prawie 50 lat. Stanisław jeszcze przed wojną prowadził mały warsztat utworzony dzięki stypendium dra Arnolda Rapaporta h. Porada. Następnie bracia przekształcili go w sprawnie działające przedsiębiorstwo, które wzięło na siebie wytwarzanie artykułów ślusarskich i kowalskich dla wojska (łóżka polowe, wędzidła, strzemiona, munsztuki, łańcuchy, ostrogi, kłódki specjalne), policji (kajdanki i hartowane kłódki), poczty, kopalń oraz kolei (kłódki pancerne). Kuźnia specjalizująca się w wyrobie wspomnianych artykułów dla wojska została uruchomiona w 1925 roku.

Warsztat ruszył na początku 1918 roku a jego początki opisał naoczny świadek, Feliks Słomka (syn Anny) – na postawie nagrania audio z 25.11.1992 r :

Rano przywieźli Górale deski. Pod wieczór przywieziono drzewa sosnowe, nieokorowane. Na drugi dzień, w czas rano, zeszło się kilkoro ludzi, mi.in. ja, zaczęto wbijać, wkopywać słupy, obijać deskami, robić dach i powstał w ten sposób pierwszy tzw. barak. Wniesiono tam następnie maszyny będące poprzednio własnością stryja Stanisława: mi.in kuźnię polową, tokarkę (dość prymitywną), wiertarkę ręczną, imadła oraz dużą prasę ręczną, którą otrzymano z Centrali Odbudowy Kraju. Uzyskano bardzo dużo zamówienie na łóżka żelazne, koszarowe, dla policji, a później i wojska.

Ryc. 3 Warsztat firmy Mazur.

Ryc. 3 Warsztat firmy Mazur.

Firma produkowała szeroki asortyment kłódek od prostych klasycznych kłódek walcowych po nowoczesne kłódki automatyczne i tłoczone na zimno. Najpopularniejszymi produktami były kłódki: „Mazur” – sztandarowa kłódka ryglowa tłoczona podobnie jak „Krakus” i „Lech”; „Wotan”, „Globus” i „Bosfor” – kłódki automatyczne; „Pancer” – ryglowa kłódka z czworobocznym sachlem zabezpieczonym przed wybiciem, nitami spiłowanymi tak, aby nie było wystających części; „Sema” – ryglowa kopaczka używana do plombowania; „Depo” – ryglowa kopaczka z łańcuchem rowerowym; tabakierka „Tabak”; fortelowe zegarkowe „Zegar” i literowe „Litera”; ryglowe i automatyczne „Kotwice” używane do kajdanek przez żandarmerię WP, marynarkę, KOP, więziennictwo i policję oraz automatyczne „Kop” i „Mewa” używane do kajdanek przez KOP i policję. Nieustającą popularnością cieszyły się klasyczne ryglowe kopaczki „Rodak I” i „Rodak II” tzw. mazurki o wymiarach od 40 do 100 mm w 4 rożnych wersjach oraz kłódki automatyczne „Alle”.

Ryc. 4.

Ryc. 4.

Ryc. 5.

Ryc. 5.

Ryc. 6.

Ryc. 6.

Ryc. 7.

Ryc. 7.

Ryc. 8.

Ryc. 8.

Ryc. 9.

Ryc. 9.

Ryc. 4-9 Tablice reklamowe (wystawowe) z produktami firmy „Mazur”

Ryc. 10 Stoisko firmy Mazur na jednej z wystaw.

Ryc. 10 Stoisko firmy Mazur na jednej z wystaw.

Ponadto Stanisław Kwintowski przyjmował indywidualne zlecenia z zakresu kowalstwa artystycznego wykonując kute bramy i balustrady krakowski willi. Praca w warsztacie odbywała się w trybie 8-godzinnego dnia pracy. Pierwszy barak szybko rozbudowano, a następnie wybudowano kolejne. Według wspomnianej relacji Feliksa Słomki, dla Mazura pracowało nawet 100 osób.

Ryc. 11 Pracownik Mazura przy prasie napędzanej silnikiem.

Ryc. 11 Pracownik Mazura przy prasie napędzanej silnikiem.

Ryc. 12 Praca w warsztacie podczas okupacji (1942 r.).

Ryc. 12 Praca w warsztacie podczas okupacji (1942 r.).

Przedsiębiorstwo Mazur funkcjonowało także podczas okupacji dając konieczną pracę m.in. absolwentom szkoły ślusarskiej. Ludwik Kwintowski mieszkał wówczas na ul. Lelewela 17 m. 4. Zmniejszyła się jednak liczna pracowników oraz zwolniło się tempo produkcji. Po wojnie Spółka nadal działała, jednak większość mienia i pracowników przejęła Spółdzielnia Przyszłość, a Sebastian Kwintowski postanowił wystąpić ze spółki. Kwestia wzajemnych rozliczeń podzieliła rodzeństwo.

Ryc. 13 Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur (1942 r.).

Ryc. 13 Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur (1942 r.).

Mieczysław Czerwiński i Spółka z o.o. Haszpień. Po zakończeniu Wielkiej Wojny Mieczysław Czerwiński (1891 – 1966) przejął po swoim zmarłym ojcu Piotrze działającą od 1869 roku firmę kupiecką. Z tego okresu zachował się Cennik polskich kłódek ręcznego wyrobu, a firma sygnowała się imieniem Piotra Czerwińskiego. W roku 1922 Mieczysław Czerwiński postanowił rozwinąć działalność z handlu świątnickim towarem na własny wyrób i handel. Razem ze Stanisławem Kotarbą, Janem Miziurą, Julianem Miziurą, Edwardem Miziurą, Alfonsem Kotarbą, Janem Dębskim i Stanisławem Popczyńskim zawiązali spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Po pewnym czasie wycofali się Edward Miziura i Jan Dębski. Spółkę lokalnie nazywano Haszpieniem.

Ryc. 14 Hala warsztatowa Haszpienia (1933 r.).

Ryc. 14 Hala warsztatowa Haszpienia (1933 r.).

W pierwszych latach działalności spółki wynajmowano budynek pod warsztat, natomiast w roku 1933 wybudowano własny murowany budynek. W owej małej fabryczce obowiązywał 8-godzinny dzień pracy. Zainstalowano innowacyjny napęd mechaniczny przy wykorzystaniu silnika spalinowego do poruszania pras. Pojawiły się również nowoczesne maszyny – piłowarki, mechaniczne wiertarki, nożyce do cięcia blach itp. Na własne potrzeby skonstruowano lub też przyswojono tzw. „bębny”, w których wnętrzu umieszczano produkty i ścinki skór, a następnie bęben zamykano i silnik obracał go przez dłuższy okres czasu, a po wyciągnięciu elementy były wyczyszczone i wypolerowane (wcześniej ten sam efekt uzyskiwano metodą chałupniczą poprzez wielokrotne przepuszczanie np. kłódek przez rękaw koszuli). W Haszpieniu po raz pierwszy w Świątnikach próbowano montować kłódki w systemie taśmowym. Ponadto spółka miała własny numer telefonu oraz prowadziła rachunki bankowe w Warszawie i Krakowie.

Ryc. 15 Budynek produkcyjny firmy M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

Ryc. 15 Budynek produkcyjny firmy M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

W roku 1929 spółka otrzymała srebrny medal na wystawie krajowej w Poznaniu. Prezentowana wówczas była m.in. kłódka autorstwa Jana Kotarby ‚Żurowskiego’, będąca majstersztykiem rękodzieła kłódkarskiego i artystycznego. Spółka posiadała również jako pierwsza i jedyna przed wojną w Świątnikach swój własny znak ochronny umieszczany na produktach najwyższej klasy – przedstawiał on poziomy łuk refleksyjny ze skierowaną ku górze strzałą oraz napis po obu stronach znaku: „SUP WERT” jako skrót od Superior-Wertheim.

Ryc. 16 Jan Kotarba Żurowski i jego kłódka jak dar dla prezydenta Mościckiego w 1929 r.

Ryc. 16 Jan Kotarba Żurowski i jego kłódka jak dar dla prezydenta Mościckiego w 1929 r.

Ryc. 17 Dyplom przyznający srebrny medal na wystawie w Poznaniu w 1929 r.

Ryc. 17 Dyplom przyznający srebrny medal na wystawie w Poznaniu w 1929 r.

Każdego roku spółka wydawała nowy katalog swoich produktów. Stałe pozycje w nich zajmowały (czyli jednocześnie były najbardziej rozpoznawalne i popularne) oznaczone wspomnianym znakiem ochronnym ryglowe kopaczki z kutolanymi kluczami pod numerem katalogowym „106”, „116” i całe mosiężne „126”; ryglowe kopaczki „101” i „105”; tradycyjne kłódki walcowe proste „102”; ryglowe francuskie „107”; fortelowe dzwonkowe „108”, rokowe „109”, zegarkowe „110”, literowe „111” i filarkowe „113”; walcowe półkluczowe „112”; rurowe „120”; automatyczne „114”, „214”, „580”, „1275” także w wersji z łańcuszkiem oraz oryginalne „kłódki rowerowe”. W ostatnich latach przedwojennych wprowadzono na rynek bardzo udany lakierowany model „450” kłódki ryglowej tłoczonej (później powielana przez Spółdzielnie „Przyszłość” jako „Alfa”); automatyczny model „1430”; także automatyczną ryglową kłódkę z płaskim kluczem „AS 38” oraz stalową kłódkę automatyczną „Zenit” z całkowicie innowacyjnym zamkiem typy Yale. O jakości wykonywanych produktów niech świadczą zachowane egzemplarze tych kłódek, z których większość znanych autorowi jest w pełni sprawna i funkcjonalna.

Ryc. 18 Strona tytułowa cennika – widoczny znak ochronny oraz srebrny medal otrzymany w 1929 roku.

Ryc. 18 Strona tytułowa cennika – widoczny znak ochronny oraz srebrny medal otrzymany w 1929 roku.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich we wrześniu 1939 roku warsztat Haszpienia został ograbiony przez miejscową ludność. Po przegranej kampanii wrześniowej spółka wznowiła działalność i działała do końca wojny.

Ryc. 19 Montaż kłódek w Haszpieniu (1933 r.).

Ryc. 19 Montaż kłódek w Haszpieniu (1933 r.).

Ryc. 20 Praca w warsztacie M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

Ryc. 20 Praca w warsztacie M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

Polonez. Bodzoń i Słomka spółka prywatna. Założycielami firmy byli Stanisław Bodzoń i jego szwagier Aleksander Słomka. Zakład powstały z przedwojennego warsztatu Bodzonia, który specjalizował się w wytwarzaniu wykrojników do pras. Również Aleksander Słomka przed Wielką Wojną organizował warsztat w nowo wybudowanym budynku o numerze 10 i tam też mieścił się warsztat firmy „Polonez”. Posiadali silnik diesla napędzający maszyny. Zatrudniano tam wraz z chałupnikami kilkanaście osób. Po śmierci Stanisława Bodzonia wspólnikiem został jego syn Karol, jednak współpraca nie układała się najlepiej więc Aleksander Słomka rozwiązał spółkę i wraz z kilkoma osobami prowadził dalej warsztat do swojej śmierci.

Małe warsztaty. Wprowadzone przez spółki Mazur i Haszpień systemy zatrudnień najemnych w znacznym stopniu przyczyniły się do likwidacji dawnych mini-warsztatów opartych na pracy majstra, jego rodziny lub czeladnika. W okresie międzywojennym pracowało w Świątnikach blisko 50 tzw. warsztatowców zatrudniających średnio po 5 wykwalifikowanych osób. Warsztatowcy nie byli samowystarczalni i musieli współpracować z chałupnikami wytwarzającymi określone prefabrykaty oraz specjalne wykrojniki do pras ręcznych (sztanc).

Ryc. 21 Typowy warsztat domowy chałupniczej rodziny – sztanca ustawiona w kuchni (1932 r.).

Ryc. 21 Typowy warsztat domowy chałupniczej rodziny – sztanca ustawiona w kuchni (1932 r.).

Popyt i podaż. W Polsce po I wojnie światowej do roku 1922 nie było wielkiego zainteresowania artykułami świątnickich ślusarzy. Dopiero gdy przyszło uspokojenie nastrojów społecznych i gospodarczych po wojnie polsko-bolszewickiej pojawiło się zapotrzebowanie na rynku towarów zabezpieczających i chroniących mienie. Ten stan trwał do 1929 roku, kiedy to na świecie rozpoczął się kryzys. Na skutek koniecznego wyhamowania produkcji około 20% warsztatów zostało zamkniętych, a najbardziej odczuli to czeladnicy pracujący u „warsztatowców”, którzy jako pierwsi tracili pracę. Majster prowadzący warsztat zostawał sam i tryb pracy wracał do systemu chałupniczego. Na samych siebie musieli też liczyć udziałowcy Spółki Ślusarskiej, choć ci przynajmniej nadal mieli do dyspozycji szkolne maszyny. Drastycznie spadły zarobki pracujących u „warsztatowców”, którzy przed 1929 rokiem zarabiali od 3 do 10 zł dziennie, a w czasie kryzysu od 0,30 do 1,50 zł.

Sytuacja zaczęła się poprawiać po 1933 roku. Z zachowanych cenników świątnickich przedsiębiorstw wynika stabilność cen produktów do 1939 roku. Jeśli chodzi o zarobki, to tygodniowy zarobek warsztatowców przed 1939 rokiem wynosił od 15 do 20 zł, natomiast rzemieślnicy pracujący przedsiębiorstwach takich jak Haszpień czy Mazur zarabiali od 20 do 48 zł, przy czym najwyższą stawkę otrzymywali „narzędziowcy”.2

Wraz z II wojną światową i niemiecką okupacją przyszedł kolejny regres w świątnickim rzemiośle. Po pierwsze pojawiły się trudności ze zdobyciem surowców potrzebnych do produkcji, a po drugie spadł popyt przede wszystkim na kłódki, natomiast wzrósł na metalowe artykuły używane w gospodarstwach domowych i rolnictwie. Powróciło hausernictwo, które jednakże wiązało się z ryzykiem zatrzymania przez okupanta i wywiezienia do obozów pracy. Wiele rodzin żyło praktycznie w stanie wegetatywnym.

Bezpośrednio po wojnie głównym problemem wznowienia działalności wytwórczej był brak surowca. Sytuacja ustabilizowała się od 1947 roku i produkcja ruszyła pełną parą. Na drodze rozwoju stanęła jednak nowa władza.

Ryc. 22 Przykład hausernictwa – Karol Drapich sprzedający kłódki w Jaśle (1937 r.).

Ryc. 22 Przykład hausernictwa – Karol Drapich sprzedający kłódki w Jaśle (1937 r.).

Zmierzch kłódkarstwa świątnickiego. Pomimo tego, że PRL upadł ponad dwadzieścia lat temu, nadal nikt nie pokusił się prawdy, w jaki sposób doszło do utworzenia pierwszych dwóch spółdzielni pracy w Świątnikach i jakim kosztem tego dokonano. A wbrew temu, co dotychczas o tym wydarzeniu pisano, nie odbyło to się w duchu radości i entuzjazmu.

Już w 1945 roku władze PRL zaczęły wprowadzać do przedwojennego polskiego systemu podatkowego radzieckie standardy, które zrywały z dotychczasową zasadą równości podatników wobec prawa. Podatki przez następne lata stały się instrumentem eliminacji prywatnej przedsiębiorczości z gospodarki narodowej. Przede wszystkim od płacenia podatków zwolnione były wszystkie państwowe przedsiębiorstwa, a wartości podatku zależały od branży podmiotu oraz podporządkowania się szczeblowi centralnemu. Na dodatek było to tzw. prawo powielaczowe, które było ustanawiane nie przez sejm, ale przez organa władzy wykonawczej i nie było nigdzie publikowane, tylko odgórnie przekazywane resortowym urzędom. Taki system stanowienia prawa podatkowego był oczywiście niekonstytucyjny, a obywatel o wielkości zobowiązania podatkowego dowiadywał się z otrzymywanego nakazu płatniczego.

W 1945 roku w Świątnikach istniał jedynie sektor prywatny. Im większe przedsiębiorstwo, tym dotkliwiej odczuło nową władzę. Wielkości naliczonych podatków dla firmy Haszpień czy Mazur przekraczały możliwości finansowe spółek nawet w latach prosperity. W takiej sytuacji zarówno przedsiębiorcy jak i warsztatowcy stanęli przed wizją zamykania działalności, albo organizowania się na zasadach Polski Ludowej. Zawiązanie się pierwszej spółdzielni Metalo-Zabawka w lutym 1950 roku oraz „Przyszłość” we wrześniu 1950 roku było jedynym wyjściem wobec tak postawionego szantażu gospodarczego. W innym przypadku i tak państwo zajęłoby niewypłacalne firmy i warsztaty.

Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Metalo-zabawka” zawiązała się w lutym 1950 roku dzięki staraniom Marii Słomki (‚Maniusi’), Józefa Miki i Kazimierza Michalca (kościelnego), a zarząd tworzyli: Józef Mika (długoletni prezes), Kazimierz Michalec i Maria Słomka (‚Marylka’). Zakład produkował zabawki: grabki, wiaderka, wagi, kuchenki, młynki, samoloty, bączki itp. Spółdzielnia istniała do 1965 roku, kiedy to doszło do połączenia z „Przyszłością” – tzn. przez „połączenie” należy rozumieć przejęcie pracowników i mienia „Metalo-zabawki” oraz zaprzestanie wyrobu wspomnianych artykułów i urządzenie na tym terenie Zakładu nr 2, tzw. Narzędziowni.

Spółdzielnia Pracy Metalowców „Przyszłość” powstała w wyniku zgody współwłaścicieli przedsiębiorstw Mazur i M. Czerwiński i Spółka, a także przedwojennych członków Spółki Ślusarskiej zrzeszonych po 1945 roku w krakowskiej Spółdzielni Pracy „Spólnota”. Nowa spółdzielnia zagarnęła majątek Haszpienia burząc poprzedni warsztat i stawiając najpierw w 1956 roku budynek produkcyjny (drugi patrząc od ulicy Bielowicza), a w 1958 roku drugi budynek administracyjno-socjalny (pierwszy o ulicy). Spółdzielnia zagarnęła po Haszpieniu i Mazurze projekty produkowanych przed wojną kłódek i wykonywała je jako własne. Przejęła nawet linie i numer telefonu „6”. Jako założycieli spółdzielni uznaje się Mieczysława Czerwińskiego, Alfonsa Kotarbę, Juliana Miziurę, Stefana Michalca (pierwszy prezes), Jana Michalca, Bronisława Słomkę, Gustawa Dębskiego, Juliana Dudka, Aleksego Kotarbę, Józefa Rogala i Franciszka Widomskiego. Jak widać próżno tutaj szukać braci Leńczowskich, a Mieczysław Czerwiński bardziej tytularnie pełnił funkcję głównego księgowego, podczas gdy wdrażaniem księgowości zajmował się jego syn, Józef Czerwiński.

Działalność „Przyszłości” to kolejny etap w rozwoju ślusarstwa w Świątnikach, ale zarazem koniec kłódkarstwa świątnickiego. Co prawda pierwsze produkowane artykuły zbliżone były do standardów jakościowych sprzed wojny, głównie dlatego, że były to te same kłódki, tylko produkowane w systemie taśmowym. Były to głównie kłódki ryglowe (nazywane tu zastawkowymi – m.in. modele „Alfa”, „Lux”, „Tabakierka”) i pierwsze kłódki automatyczne („Beta”). Wartą zwrócenia uwagi była kłódka „Mars”, która zastąpiła dawne kłódki gospodarcze i stała się uniwersalną kłódką stosowaną do zamykania drzwi, obejść, bram, garaży czy nawet jako kłódka rowerowa. Podróżując po Polsce wszędzie można wytropić ten model sprzed kilkudziesięciu lat.

Ryc. 23 Materiały reklamowe kłódek produkowanych w pierwszych latach Spółdzielni „Przyszłość” - w numerach katalogowych znajdują się symbole z katalogów „Haszpienia”.

Ryc. 23 Materiały reklamowe kłódek produkowanych w pierwszych latach Spółdzielni „Przyszłość” – w numerach katalogowych znajdują się symbole z katalogów „Haszpienia”.

Rolą Narzędziowni była przede wszystkim produkcja narzędzi dla zakładu macierzystego, a także wykonywanie narzędzi dla innych spółdzielni czy zakładów pracujących w branży metalowej.

Wraz z upływem czasu pojawiało się coraz więcej modeli o kiepskim wykonaniu, zwłaszcza kłódek automatycznych z rodziny „Delta”, „Gamma” czy „Jota”. Kłódki te szybko rdzewiały, a otworzyć je można nawet niezbyt silnym uderzeniem młotka. W kolejnych latach stosowano coraz gorszej jakości materiały, tak że bez porównania jakościowego są np. „Marsy” z początku produkcji, a te egzemplarze z lat ostatnich.

Ryc. 24 Karta informacyjna kłódki zatrzaskowej „Delta”.

Ryc. 24 Karta informacyjna kłódki zatrzaskowej „Delta”.

W czasach, gdy kłódki coraz bardziej zaczęły odchodzić do lamusa, „Przyszłość” zaczęła coraz bardziej rozwijać produkcję zamków do drzwi, w tym także zamków przeciwwłamaniowych, czego przykładem jest np. zamek „Bastion”.

Ryc. 25 Kłódki „Mars” i „Eta” wciąż obecne na rynku.

Ryc. 25 Kłódki „Mars” i „Eta” wciąż obecne na rynku.

Warsztatowcy w PRL. Jedną z idei przyświecających przy tworzeniu świątnickich spółdzielni była likwidacja wytwórstwa chałupniczego. Pomimo starań władz oraz środowiska spółdzielczego nie udało się tego dokonać. Chałupnictwo stanowiło nawet konkurencję dla „Przyszłości”, a suma wytwarzanych ręcznie kłódek była równa tej wypracowanej w zakładach spółdzielni. Wielu chałupników zatrudnionych było w „Przyszłości”, choć często były to żony ślusarzy, którzy po godzinach wykonywali ten drugi etat. Część warsztatowców założyło w 1966 roku własną Rzemieślniczą Spółdzielnię Zaopatrzenia i Zbytu „Krakus”. Po roku spółdzielnia liczyła 86 członków. Wkrótce liczba członków przekroczyła sto osób. Korzyścią przystąpienia do „Krakusa” było wspólne realizowanie zamówienia na surowiec oraz pomoc w zbycie, aczkolwiek tu już była dowolność i możliwość szukania własnych klientów. Gdy w latach 70. „Przyszłość” zatrudniała około 1 tysiąca pracowników, w tym samym czasie istniało w Świątnikach 190 małych przydomowych warsztatów, w których pracowało ponad 300 rzemieślników. W latach 70. wielu rzemieślników miało już za sobą pracę w Spółdzielni „Przyszłość” i odchodziło „na swoje”, gdyż przez lata pracy, zwłaszcza w Narzędziowni, wykonali dla siebie konieczne narzędzia (zwłaszcza wykrojniki) i mogli otworzyć własny warsztat zapisując się do „Krakusa”. Początkowo wytwarzano kłódki i okucia budowlane, a z czasem produkcja przeszła na zamki drzwiowe i meblowe. Rzemieślnicy ci przeważnie specjalizowali się w jednym typie produktu (który najczęściej był ich własnego autorstwa) i produkowali go przez lata. Do dnia dzisiejszego przetrwało niewiele takich warsztatów, a przyczyniły się do tego ciężkie lata 90. uwolnionej gospodarki oraz powstałe w tych czasach kilka większych zakładów produkcyjnych w Świątnikach i okolicy.

SPIS ILUSTRACJI:

Ryc. 1, 2, 13, 14, 17-19, 21, 25 – materiały własne.

Ryc. 3-12, 15, 16, 20, 22, 23, 24 – materiały Muzeum Ślusarstwa im. Marcina Mikuły w Świątnikach Górnych.

1 Na podstawie wspomnień Stanisława Dziewońskiego – spisał Witold Szczygieł, rękopis z 30 listopada 2004 roku.

2 Kwaśniewicz Władysław, Wiejska społeczność rzemieślnicza w procesie przemian, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970, s. 122.

Opracował Jerzy Czerwiński.

System określenia granic miejscowości polegający na usypywaniu ziemnych kopców najprawdopodobniej wywodzi się dopiero z XV wieku. Kopcem nazywano usypany przez człowieka (w odróżnieniu od naturalnych) pagórek ziemny, wewnątrz którego dla większej trwałości umieszczano kamienie, skorupy, cegły, żużel, elementy metalowe czy potłuczone szkło, a niekiedy także butelki ze zbożem czy zapisaną nazwą miejscowości. Rozróżniano trzy rodzaje kopców: narożne (węgłowe, węgielne) sypane w miejscach gdzie schodziły się trzy granice; ścienne znajdujące się obok granicy oraz stróże znajdujące się dokładnie w granicy (miedzy).

Liber beneficiorum. W swojej historii Świątniki czterokrotnie miały dokonane opisanie granic. Pierwsze miało miejsce w XV wieku, a dokonał tego Jan Długosz w Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis (1470-80):

Graniczy również wspomniana wieś ze wsiami: Wrząsowice [fonetyczna pisownia oryg. Wrzossowycze] i tam rzeka zwana Woźnica [Wosznycza]stanowi granicę, także z Rzeszotarami [Rzeschotary] i tam w połowie kopce, w połowie zaś popełnia się bezprawie z jednej i drugiej strony, następnie z Sieprawiem [Szepraw] i tam są kopce, lecz w jednym miejscu uszkodzone i zniszczone, w kilku zaś miejscach oddziela rzeka Siepraw, dalej z Olszowicami [Olschowice] i tam także są kopce, wreszcie z Lusiną [Luzyna] i tam również były kopce, ale zostały zburzone, przez co wyrządzono wielki gwałt i szkodę wymienionej wsi.

Co ciekawe, w łacińskim tekście Długosz na określenie kopców używa słowa scopuli, które sugeruje, że były to kopce kamienne. Trwałość kopców była zagrożona jednak nie tylko przez naturę, ale głównie przez mieszkańców sąsiednich miejscowości. Najbardziej niespokojna była granica północno-zachodnia czyli w przybliżeniu rejony Wydartej, której zresztą nazwę przypisuje się właśnie od tego, że są to grunty „wydarte” sąsiedniej wsi. Średniowieczne spory graniczne z Sieprawiem znalazły natomiast swoje odbicie w legendzie o Kopytku.

Spory graniczne pojawiały się co jakiś czas przez kolejne wieki, jednak znamy zaledwie kilka incydentów. W 1490 roku kustosz Jan Szebiński skarżył się przed sądem biskupim, że poniósł w obronie granic Górek z Sieprawiem spore nakłady finansowe. W latach 1685-1686 uwięziony został Albert Kotarba ze liczne najścia na grunt szlachcica Tomasza Wiejskiego. W tym okresie (1690-1696) toczono także spory z innym szlachcicem – Tomaszem Ujejskim, właścicielem Olszowic. Jak można zauważyć, najtrwalszymi granicami były te określone ciekami wodnymi.

Metryka józefińska. Drugiego opisania granic, tzw. ograniczenia, dokonały władze austriackie w 1786 roku. W dniach od 11 do 14 grudnia tegoż roku dokonano komisyjnego obchodu świątnickich granic, opisania kopców starych i geodezyjnego odtworzenia kopców zniszczonych. Tak przedstawioną granice zaakceptowały władze Górek i sąsiednich miejscowości. Wspomniany opis granic stanowi część tzw. metryki józefińskiej zakładającej pierwszy kataster i znajduje się w Archiwum Państwowym we Lwowie. Ponieważ tekst ten nie był dotychczas w całości publikowany, a zawiera wiele ciekawych informacji, jak choćby nazwy lokalne, w całości prezentuje go na końcu niniejszego opracowania. W tym miejscu przytoczę jedynie fragment ogólnego opisu granic:

Wieś Kameralna Górki – Świątniki z przypierającymi do siebie wsiami graniczy: na wschód słońca z Rzeszotarami Kameralnymi, na południe z Sieprawiem niegdyś szlacheckim teraz kameralnym i Olszowicami przedtym także szlacheckimi, teraz do kamery przyłączonymi, na zachód z tymiż samymi Olszowicami i Konarami szlacheckimi, na północ z Wrząsowicami Kameralnymi.

Dokument następnie wspomina, że kiedyś grunty świątnickie były bardziej rozległe, a za ubytki sięgające kilkaset morgów odpowiedzialna była szlachta władająca sąsiednimi włościami oraz kustoszowie katedry niedbający o swoje ziemie. Następnie opisane zostały wszystkie kopce graniczne ponumerowane cyframi od 1 do 52 w tym, że kopce narożne znajdujące się Pod Szubienicami (na styku granic Świątnik, Sieprawia i Olszowic) zostały dwukrotnie ponumerowane jako 23 i 32. Opis kopców ma charakter protokołu, pod którym podpis złożyły delegacje władz wszystkich zainteresowanych gromad. W znacznej mierze udało mi się zrekonstruować opisany przebieg granic z wyjątkiem odcinka 23-24-25-26-27-28-29-30-31, gdyż granica ta biegnie przez dzisiejsze grunty sieprawskie, o czym świadczą sieprawskie nazwy lokalne: Księży Brzeg czy Na Jastrzębiu. Jak zresztą za chwilę przedstawię, 60 lat później grunty te zostały ostatecznie przyłączone do Sieprawia.

Na podstawie pomiarów określono powierzchnie użytków rolnych (role, ogrody, łąki, pastwiska, krzaki) na 703 morgi i 151 sążni2, co odpowiada 404,6309 ha, natomiast nie podano powierzchni pozostałych użytków nierolnych (nieużytki, zabudowane, lasy, drogi). Metryka józefińska oprócz opisania granic zlikwidowała średniowieczny podział Świątnik na 12 zagród, a wprowadziła 6 niw, dla których określono powierzchnie gruntów rolnych; wprowadziła nowe stawki podatkowe oraz dokonała spisu ludności. Tymi zagadnieniami zajmę się w kolejnych artykułach.

Metryka franciszkańska. Drugi kataster galicyjski został zapoczątkowany przez cesarza Franciszka II w 1817 roku, stąd też określono go mianem metryki franciszkańskiej. Wprowadził on pojęcie parceli katastralnej jako części gruntu należącego do tego samego właściciela lub posiadacza. Na potrzeby tego katastru konieczne były szczegółowe pomiary tzw. metodą stolikową i wykonanie dokładnych map. Tereny Świątnik zostały pomierzone w 1847 roku i z tego roku pochodzi pierwsza wielkoskalowa mapa Świątnik w skali 1:2880. Pomierzone zostały na nowo także zewnętrzne granice wsi i na mapie oznaczono położenie kopców. Na poniższej mapie zaznaczyłem kopce z metryki józefińskiej kolorem czerwonym, a także dodatkowe kopce kolorem niebieskim. Zagęszczona dodatkowymi kopcami została granica Świątnik z Wrząsowicami oraz z Rzeszotarami. Przebieg granicy jest bardzo zbliżony do dzisiejszego stanu w ewidencji gruntów.

Mapa katastralna Świątnik z 1847 roku z oznaczonymi kopcami z 1787 roku.

Mapa katastralna Świątnik z 1847 roku z oznaczonymi kopcami z 1787 roku.

Ewidencja gruntów. Ostatni „opis” granic Świątnik miał miejsce przy zakładaniu nowej ewidencji gruntów i budynków w latach 70. XX wieku. Władze PRL postanowiły wyręczyć obywateli w uregulowaniu stanu prawnego i władającym gruntami (którzy niekoniecznie musieli być ich właścicielami) wręczono Akty Własności Ziemi. Sporządzono nowe mapy w skali 1:2000, jednak poza granicami zewnętrznymi Świątnik nie wykonywano kompleksowych pomiarów granic działek. A granice zewnętrzne w znacznej mierze oparto na istniejących jeszcze austriackich kopcach granicznych, w których osadzono betonowe znaki graniczne. Z map ewidencyjnych zniknęło oznaczenia kopców. W późniejszym okresie i czasach obecnych nie praktykuje się już budowania kopców.

W poszukiwaniu zaginionych kopców. Wiele kopców granicznych od czasów średniowiecza zachowało swoje położenie poprzez wielokrotne ich wznawianie. Od dłuższego czasu planowałem rozpocząć poszukiwanie śladów ich obecności. W tym celu dzięki kartograficznym przekształceniom dokonałem „wpasowania”, czyli tzw. kalibracji mapy z 1847 roku na obecnie funkcjonującą mapę, dzięki czemu mogłem uzyskać współrzędne tychże punktów i umieścić je w turystycznym odbiorniku GPS. Przedmiotem poszukiwań była cała historyczna granica Świątnik z Olszowicami, Konarami i Wrząsowicami (północna i zachodnia granica), a także granica z Sieprawiem od Rzeszotar do okolic Kopytka. Prawdopodobieństwo istnienia kopców w terenach zurbanizowanych oraz w pobliżu cieków wodnych uznałem za bliskie zeru.

Kopiec nr 50 – kopiec świątnicki w bardzo kiepskim stanie położony w lesie Zabuczanie mający potwierdzenie w metryce józefińskiej, franciszkańskiej oraz aktualnej ewidencji gruntów. Betonowy znak graniczny jest przewrócony, natomiast wewnątrz najprawdopodobniej znajduje się dodatkowy znak na płycie betonowej. Kopiec uległ naturalnemu zniszczeniu (erozja wodna).

Kopiec nr 50 z przewróconym znakiem granicznym.

Kopiec nr 50 z przewróconym znakiem granicznym.

Kopiec nr 37 – położony na trójmiedzy kopiec graniczny stanowiący jednocześnie aktualną granice miasta przy lesie na Podłaziu. Na skutek użytkowania rolniczego gruntów po stronie Olszowic kopiec częściowo już utracił swój pagórkowaty charakter i powoli przekształca się w miedzę.

Kopiec nr 37.

Kopiec nr 37.

Kopiec nr 35 – bardzo dobrze zachowany kopiec graniczny z betonowym znakiem stanowiącym aktualną granice miasta położony około 20 metrów na północ od polnej drogi Za Czarnowce. W kopiec wrosły trzy brzozy, a ponieważ jest oddalony od terenów zurbanizowanych, ma szansę przetrwać jeszcze wiele lat w dobrym stanie.

Kopiec nr 35 od strony północnej.

Kopiec nr 35 od strony północnej.

Kopiec nr 35 od strony południowej.

Kopiec nr 35 od strony południowej.

Kopiec nr 33 – kolejny dobrze zachowany kopiec w lesie Pod Szubienicami i co najważniejsze – nie stanowi on części dzisiejszej granicy Świątnik, co bezspornie oznacza jego historyczne pochodzenie z czasów austriackich. Kopiec nosi ślady erozji, ale nadal zachowuje swój pierwotny charakter. Ponieważ nie został naruszony przy zakładaniu ewidencji, jest on najcenniejszym z odnalezionych kopców.

Kopiec nr 33 od strony północnej.

Kopiec nr 33 od strony północnej.

Kopiec nr 33 od strony południowej.

Kopiec nr 33 od strony południowej.

Kopiec nr 23 i 32 – w tym miejscu, gdzie także dziś graniczą ze sobą Świątniki, Siepraw i Olszowice niegdyś znajdowały się 3 kopce narożne. Znajdują się tu dwa wzniesienia na między, które mogłyby odpowiadać kopcu sieprawskiemu i olszowickiemu. W miejscu trzeciego kopca po stronie świątnickiej znajdują się dwa betonowe zbiorniki kanalizacji lokalnej. Dziś do miejsca tego przylegają bezpośrednio tereny zabudowane i trudno z całą pewnością stwierdzić, czy pagórki te stanowią historyczne kopce graniczne. Równie dobrze mogły powstać przy kopaniu wspomnianych zbiorników.

Prawdopodobnie kopiec sieprawski nr 23.

Prawdopodobnie kopiec sieprawski nr 23.

Prawdopodobnie kopiec olszowicki nr 23.

Prawdopodobnie kopiec olszowicki nr 23.

Kopiec nr 1 – w miejscu, gdzie łączą się potoki, z których jeden stanowi granicę z Wrząsowicami, a drugi z Rzeszotarami. Za czasów metryki józefińskiej były tam 3 kopce narożne, a na mapie z 1847 roku zaznaczono ich aż pięć. Właśnie z powodu tej liczby postanowiłem odnaleźć ich ślady mając nadzieje, że położone zostały w oddaleniu od rzecznych wąwozów. Po stronie Wrząsowic i Rzeszotar brzeg jest dość łagodny, świadczący o tym, że potok mógł z łatwością podmywać te tereny i nie ma możliwości, żeby został ślad po kopcach. Po stronie świątnickiej jest kilkumetrowa stroma skarpa, a na jej szczycie niewielki pagórek wznoszący się ponad teren otaczających te tereny łąk. Stąd też domniemywam, że jest to pozostałość po świątnickim kopcu węgłowym.

Prawdopodobnie kopiec świątnicki nr 1.

Prawdopodobnie kopiec świątnicki nr 1.

Możliwe, że istnieją jeszcze ślady po innych świątnickich kopcach i zachęcam wszystkich do wędrowania szlakiem kopców świątnickich. Dlatego też umieszczam poniżej mapę z zaznaczonymi kopcami z 1787 roku (kolor żółty), z 1847 (kolor fioletowy), kopce przeze mnie odnalezione i zidentyfikowane (kolor zielony) i prawdopodobne kopce (kolor czerwony). Punkty można również umieścić w turystycznych odbiornikach GPS i wybrać się na tzw. geocaching, czyli poszukiwanie oznaczonych specjalnie miejsc w terenie przy użyciu nawigacji satelitarnej.

Plik z kopcami w formacie KMZ.

Metryka Józefińska l.220 nr 169

Świątniki Górne, 16.XII.1787

Ograniczenie wsi kameralnej Górki – Świątniki zwanej w Królestwie Galicji, w cyrkule bocheńskim, państwa niepołomickiego przy osobistej przytomności współgraniczących ze sobą gromad w roku 1787 dnia 11.XII rozpoczęte, a dnia 14 tegoż miesiąca i roku dokończone. Wieś Kameralna Górki – Świątniki z przypierającymi do siebie wsiami graniczy: na wschód słońca z Rzeszotarami Kameralnymi, na południe z Sieprawiem niegdyś szlacheckim teraz kameralnym i Olszowicami przedtym także szlacheckimi, teraz do kamery przyłączonymi, na zachód z tymiż samymi Olszowicami i Konarami szlacheckimi, na północ z Wrząsowicami Kameralnymi.

Wieś Górki – Świątniki z chojności Mieczysława króla polskiego, kościołowi katedralnemu na zamku miasta stołecznego Krakowa i Królestwie Polskim ku usłudze dana i zaznaczona w zupełnym i obszernym swoim ograniczeniu. A że z wielu stron szlacheckimi dobrami dziedzicznymi otoczona przez buntowną przemoc dziedziców przypierających wiele gruntu użytecznego dla kilkaset morgów cesarskich ma sobie oderwanych i dla zaniedbania prześwietnej krakowskiej kapituły pod owe czasy nie przewróconych.

Atoli dotąd jak jawnie tak widoczne są w polach i lasach kopce, które przez Imciów J.C.K.M. inżynierów zwidziane i do Górek Świątnik zmierzone, teraz tak dla geometrycznego zamiaru, jako i dla zaświadczenia sędziwych ludzi, którzy od swoich poprzedników o tych kopcach do Świątnik należących słyszeli i mówili, a co większa i w innych gromadach. Przeto jak stare kopce są odnowione tak też i w tych miejscach, w których jest pól i pastwisk do dziś dnia używanie, a od Imciów urbanialnych mierników przemierzone nowymi zaznaczone kopcami w obecności obcych gromad.

I. GRANICE Z RZESZOTARAMI

1. Idąc na wschód słońca, a stawając nad schodzącymi dwiema rzeczkami Wrześnicą i Pod Rzeszotary zwanymi na samym pagórku dla miejsca sposobności i trwałości kopiec przez swą gromadę wysypany, poniżej zaś nad tymiż samymi rzeczkami są dwa kopce w prawą rzeszotarski, w lewą ochoński przez swe gromady wysypane.

2. Ponad tąż samą rzeczką, która jest granicznikiem w prawą idąc i przechodząc do miejsca, które Postronie się zowie, w brzegu samego pagórka jest kopiec świątnicki przez swą gromadę wysypany, naprzeciw którego o krok jeden jest kopiec rzeszotarski.

3. Na tymże samym Postroniupod Dębiną na górze jest odnowiony stary kopiec od którego o krok jeden jest kopiec rzeszotarski przez swą gromadę wysypany.

4. Idąc wprost dalej, ku południowi się obracając jest stary kopiec prze swą gromadę odnowiony, naprzeciw siebie mający kopiec rzeszotarski.

5. Nad drogą od Krakowa ku Myślenicom prowadzącą na Dziale od karczmy rzeszotarskiej sub numero 57 o sążni 41 i 3/6 jest kopiec świątnicki przez swą gromadę nowo wyrobiony. Naprzeciw zaś o sążni 3 jest kopiec rzeszotarski.

6. Idąc dalej o sążni 82 jest kopiec świątnicki stary przez swą gromadę odnowiony, drogi bliższy o pół sążnia od naszego jest kopiec rzeszotarski.

7. Na pastwiskach Dział zwanymi od dopiero wspomnianych kopców o sążni 160 i 3/6 przy drodze od Krakowa do Myślenic prowadzącej jest kopiec wspólny.

8. Idąc prostą linią o sążni 55 od dopiero wspomnianego kopca jest kopiec stary wielki szerokości w sobie mający sążni 4 3/6 teraz przez swą gromadę ponowiony, naprzeciw którego o sążni 4 w gruncie pastewnym Stanisława Najdra nr 47 z Rzeszotar jest kopiec rzeszotarski.

9. Pod przykopą u pola Antoniego Dzida z Świątnik jest kopiec rzeszotarski.

II. GRANICZENIE Z SIEPRAWIEM

10. W rogu pola Macieja Pietrzyka nr 178 z Sieprawia jest kopiec świątnicki przez swą gromadę wysypany, naprzeciw zaś o sążni 2 nad drogą od Myślenic ku Wieliczce jest kopiec rzeszotarski. Odtąd poczynają się kopce, które są podług teraźniejszego gruntów używania.

11. Pod południe idąc pod polem Macieja Pietrzyka nr 178 z Sieprawia na uwrociu i z drugiej strony tegoż pola, a od chałupy Mikołaja Dudka nr 133 z Świątnik o sążni 167 jest kopiec świątnicki.

12. Dalej wprost idąc na uwrociu Pod Gruszeczkami pomiędzy polem Macieja Pietrzyka nr 178 i Piotra Szudra nr 177 także z Sieprawia, a pastwiskami gromady świątnickiej jest kopiec.

13. Idąc wprost dalej pomiędzy polami Piotra Szudra nr 177 z Sieprawia i Bartłomieja Męki z Sieprawia jest kopiec świątnicki nowo przez swą gromadę wystawiony.

14. Dalej jeszcze idąc wprost i stawając na uwrociu pomiędzy dwoma polami Kazimierza Kwinty nr 2 z Sieprawia, a przy przypierających pastwiskach gromady świątnickiej jest kopiec świątnicki.

15. Prostą linią idąc i stawając na uwrociu dopiero wspomnianego Kazimierza Kwinty nr 2, a przy tychże samych ciągnących się pastwiskach jest kopiec świątnicki.

16. Spuszczając się prostą linią w lasek Podbucze zwany na pagórku przy świerkowych i jałowcowych krzakach jest kopiec świątnicki nowo przez swą gromadę wysypany.

17. Nad rzeczką Leńczówką zwaną i od niej o sążni 2 2/6 w Podbuczu jest kopiec nowo wysypany przez świątnicką gromadę.

18. Idąc w różne ugięcie tak jak prowadzi rzeczka Leńczówka, która jest granicznikiem i przechodząc nad pole Kaspra Michalca z Sieprawia nr 112 jest kopiec świątnicki.

19. Od dopiero wspomnianego kopca wprost idąc i stawając na uwrociu ornego ogroda, a z drugiej strony przy polu wzwyż wspomnianego Kaspra nr 112, a od chałupy tegoż o sążni 29 2/6 jest kopiec świątnicki.

20. Za przykopą, która dotąd była poprzecznikiem przy polu tegoż samego Kaspra, jest nowo wysypany przez swą gromadę kopiec świątnicki.

21. W krzakach Madejki zwanych od chałupy Franciszka Uchacza do Świątnik należącego o sążni 45 w krzakach jałowcowych jest kopiec świątnicki prze swą gromadę wysypany.

22. Wprost tymiż samymi idąc krzakami, a od drożyny w lewą o sążni 8 jest nowo wysypany kopiec przez świątnicką gromadę.

23. Stawając pod lasem sosnowym na miejscu pod Szubienicami nazwanymi, gdzie się trzy znajdują kopce: świątnicki pierwszy, naprzeciw jego w prawą sieprawski, w lewą olszowski.

24. Pod chałupą Macieja Pietrzyka nr 178 i od węgła tejże chałupy o sążni 13 nad drogą prowadzącą do Myślenic jest kopiec nowo przez swą gromadę wysypany.

25. Między polami na Walaszkach Piotra Szudra nr 177 i Józefa Fitali o sążni 20 jest nowo wysypany świątnicki kopiec.

26. Idąc wprost dalej na niwie kaczmarskiej Jana Turczy z Sieprawia jest nowo wysypany kopiec przez świątnicką gromadę.

27. Na podniwiu pod krzakami od chałupy Tomka Miki nr 137 z Sieprawia o sążni 20 jest stary kopiec przez gromadę odnowiony.

28. Idąc wprost dalej i stawając przy księżej roli do kościoła sieprawskiego należącej na miejscu Księży Brzeg zwanym, gdzie stary wielki znaczny kopiec granice dawane świątnickie opowiada, jest przez świątnicką gromadę ten kopiec ponowiony.

29. W świerczynie pod pastwiskiem teraz Wawrzyńca Perdka, karczmarza z Sieprawia nr 69 i na potoczkiem poniżej płynącym jest kopiec nowo wysypany.

30. Na Jastrzębiu pod polem teraz Wojciecha Miki nr 104 i pod domem jego i ku nizinie nad studzienką jest kopiec świątnicki.

III. GRANICZENIE Z OLSZEWICAMI.

31. Na dziale od Olszowickiej granicy, gdzie jest dopęd powyższego prostociągu z Sieprawiem i gdzie równyż jest z Olszowicami lubo przy zagubionych wielu znakach w dowodach prawnych. Często wzmiankowanych, a gdzie inżynier swój geometryczny znak stawił pod polem Bartłomieja Kaina nr 23 z Olszowic nad drożyną jest kopiec świątnicki, naprzeciw o krok jeden sieprawski, a obok naszego ma być olszowski.

32. Na miejscu Pod Szubienice zwanym są trzy kopce: świątnicki, naprzeciw którego olszowicki, a obok sieprawski wszystkie przez swe gromady wysypane. Ten to sam jest kopiec graniczący, o którym wyżej pod liczbą kopców 23.

33. Tymże samym sosnowym idąc lasem doszliśmy miejsca, gdzie wpośród wspólnego kopca jest udana jodła młoda, czyli naokół jodły jest kopiec wyrobiony.

34. Idąc dalej pod sosną jest kopiec wspólny nad Lizawą potokiem przez złączone gromady wysypany.

35. W tymże lesie nad drożyną Za Czarnowce zwaną jest kopiec wspólny.

36. Tymże samym dalej idąc lasem jest kopiec świątnicki i olszowski wspólny przez złączone gromady wysypany.

37. Przy lesie Podłazie zwanym jest kopiec wspólny przez obydwie gromady wysypany.

38. Prostą ciągnąc ścianę w tymże samym lesie jest kopiec wspólny.

39. Dalej jeszcze idąc a cośkowiek w wygięcia się obracając jest kopiec wspólny.

40. Nad potokiem Zimna Woda zwanym jest kopiec wspólny przez obydwie gromady wysypany.

41. Prostym idąc ciągiem jest w tymże lesie kopiec wspólny.

42. Dalej w prostą idąc linię jest kopiec wspólny.

43. W krzakach jałowcowych za Kopanią jest kopiec wspólny.

44. Pod karczmarskim olszowskim ogrodem na pastwisku gromadzkim wspólny kopiec.

45. Pod płotem naprzeciw stajni karczmarskiej Buk zwany jest kopiec wspólny o sążni 7 3/6.

IV. GRANICZENIE Z KONARAMI.

46. Naprzeciw kopca pod liczbą 45 zapisanego, a przed stajnią karczmy Buk zwanej lubo na gruncie świątnickim wystawionej nad drogą od Wieliczki ku Lanckoronie i nad drogą od Olszowic do Krakowa podług geometrycznego rozmiaru jest kopiec przez świątnicką gromadę wysypany od wspomnianego kopca daleki sążni 31 2/6.

47. W miedzy czyli przykopie przy ornym ogrodzie Jędrzeja Bruzdy nr 2 z Konar podług geometrycznego pomiaru w prostym ciągu jest kopiec świątnicki.

48. W rogu tegoż samego ogrodu i tegoż samego posiadacza nr 2 i wrogu pola z wdanymi wpośród żużlami, węglami i szkłem jest kopiec nowo wysypany.

49. Nad potokiem Zabuczanie czyli Pustosz zwanym w brzegu lasku Pod Bruzdą czyli Zabuczanie zwanym są dwa kopce w prawą świątnicki, w lewą konarski.

50. W lesie Zabuczanie zwanym pod dwoma świerkami nowo naciętymi i liczbą roku teraz zbiegającego naznaczonymi głębokim wyrżnięciem jest stary świątnicki kopiec przez swą gromadę odnowiony.

51. W tymże lasie pod wysoką jodłą na której geometryczny znak był stawiony i która teraz jest nacięta i krzyżem znaczona jest kopiec świątnicki przez swą wysypany gromadę.

V. GRANICE Z WRZESZOWICAMI

52. Za starym krakowskim gościńcem na drożyskach za Kopanią w prawą jest kopiec świątnicki, w lewą wrząsowski, wszystkie przez swe gromady wysypane.

Od tego ostatniego kopca obracając się na wschód słońca przyszliśmy do tego kopca, od którego rozpoczęliśmy ograniczenie wsi kameralnej Górki – Świątniki zwanej, a tak ta wieś na obłąg jak ograniczona, tak podług rzeczywistej potrzebymi stare ma odnowione kopce i nowymi opatrzona została. Graniczy więc na wschód słońca: z Rzeszotarami kameralnymi, na południe: z Sieprawiem teraz kameralnym i z Olszowicami także kameralnymi, na zachód tekże z Olszowicami tymiż i Konarami szlacheckimi, na północ z Wrząsowicami kameralnymi. Z mocy od przeświętej J.C.K.M. Urbanialnej niepołomskiej dyrekcji ku ograniczeniu wsi kameralnej Górki – Świątniki w Królestwie Galicji, cyrkule bocheńskim, państwie niepołomskim znajdującej się mnie udzielonej i danej zaświadczam, jako ta wieś wzwyż wzmiankowana przy osobistej przyległych sobie gromad przytomności w graniczeniu podług sprawiedliwych granic i przez uprzywilejowanych inżynierów uczynionego rozmiaru i granic zaznaczenia teraz przy mnie bez wszelkiego wszech stron pokrzywdzenia ograniczoną i kopcami opatrzoną została. Co do zupełniejszej wiary przy podpisie ręki zatwierdzam i zaświadczam.

Signatum w Górkach – Świątnikach R. 1787, dnia 16.XII. Jakub z Zalesia Zaleski, niepoł. Kancel. Deleg. Plenipotent.

My niżej podpisane państwa a gromady wezwane a osobiście o graniczeniu wsi kameralnej Górki – Świątniki zwanej przytomnie szczerze i rzetelnie zaświadczamy: Jako wzmiankowana wieś kameralna podług geometrycznego sobie uczynionego rozmiaru przy swych granicach ograniczona została.

Co dla zupełniejszej wiary rąk naszych podpisem przy zwykłym przyciśnieniu pieczęci zatwierdzamy i zaświadczamy.

Rzeszotary: Maciej Kuc (wójt), Jerzy Sikora (przysiężny), Piotr Burda (detto), Tomasz Stryszowski (mężowie), Jan Opryszek (detto), Marcin Klaś (detto), Jan Burda (detto).

Siepraw: Jędrzej Szala(wójt), Jakub Szorówka (przysiężni), Błażej Ptak (detto), Wojciech Solowski (detto), Józef Cholewa (detto), Piotr Perdek (mężowie), Klemens Uchacz (detto), Józef Pitala (detto), Wojciech Ślosarczyk (detto), Stanisław Baran (detto).

Olszowice: Wojciech Fliśma (wójt), Szymon Świniarski (przysiężni), Michał Gwoździowski (detto), Bartłomiej Kazimierz (mężowie), Jakub Tylek (detto), Grzegorz Góral (detto), Jędrzej Świdowski (detto), Józef Dziektarz (detto).

Konary: Tomasz Gubała (wójt), Wojciech Piwowarczyk (przysiężny), Wojciec Kopa (mężowie), Jędrzej Bruzda (detto)., Jan Gadocha (detto).

Wrząsowice: Błażej Łukasik (wójt), Michał Fabian (przysiężny), Marcin Matys (mężowie), Jakub Wójcik (detto), Franciszek Hisko (detto).

Górki – Świątniki: Błażej Drapich (wójt), Jakub Bujas (przysiężni), Stanisław Cholewa (detto), Jacenty Kowalczyk (detto), Maciej Kotarba (detto), Sebastian Drabik (mężowie), Jan Słomka (detto), Michał Kotarba (detto), Józef Bujas (detto), Antoni Kowalczyk (detto), Szymon Rogal (detto), Józef Zakulski (pisarz gromady).

Opracował Jerzy Czerwiński.

Równie dobrym tytułem niniejszego opracowania mogłoby być: „Szkoła ślusarska i zmierzch rzemiosła świątnickiego”. Długo odwlekałem w czasie napisanie tego opracowania i to nie w oczekiwaniu, że światło dzienne ujrzą jakieś nowe istotne fakty. Zwłoka moja bardziej miała źródła w próbie zrozumienia jak coś, co było chlubą Galicji oraz II RP można było doprowadzić do upadku i praktycznej likwidacji, a jednocześnie bez jakiegokolwiek wyrzutu czy refleksji, szczycić się tą przeszłością. Istniejący dziś na terenie dawnej szkoły ślusarskiej Zespół Szkół podaje, jakoby kontynuował tradycje edukacyjne Szkoły Ślusarskiej. Czy kontynuacja polega tylko na korzystaniu z zabytkowego gmachu po wcześniejszym wyburzeniu części budynków? A może powieszenie na jednym z nowych budynków czerwonej tablicy, która niezbyt zgodnie z prawdą informuje, że tu nadal mieści się „Szkoła Ślusarska”? Jedyny ślad dawnych czasów, jaki można znaleźć wśród kompleksu szkolnego, to Muzeum Ślusarstwa i jego otoczenie.

Historia szkoły ślusarskiej jest dobrze znana i opisana. Wspomniane muzeum posiada liczną dokumentacje szkolną od początku jej powstania. Drukiem wydano niektóre sprawozdania działalności szkoły z lat przed I wojną światową. W ostatnich latach pojawiły się dwie prace magisterskie w całości poświęcone szkole: J. Hojna, Cesarsko-królewska Zawodowa Szkoła Ślusarska w Świątnikach Górnych w latach 1887-1918 napisana w 2010 roku oraz P. Dymacz, Szkoła ślusarska w Świątnikach Górnych 1888-2003 z roku 2012. Historię sprzed I wojny światowej szeroko badał Franciszek Batko (m.in. Początki Szkoły Ślusarskiej w Świątnikach Górnych – maszynopis oraz w licznych publikacjach okolicznościowych), a Witold Szczygieł uzupełnił licznymi artykułami. Jeśli dodać do tego jeszcze Świątniki Górne (krótki zarys dziejów) Feliksa Kiryka, Ludzi i wydarzenia Marcina Mikuły oraz Kronikę Świątnik Górnych Elżbiety Miziurowej otrzymamy pełny obraz wydarzeń związanych ze szkołą.

Trzeba jednak przyznać, że większość informacji w poszczególnych opracowaniach pokrywa się ze sobą, a kolejne bazują na poprzednich opracowaniach lub tych samych materiałach źródłowych. Dlatego zdziwiło mnie przy lekturze stenogramów sejmu galicyjskiego, że tak łatwo można było dowiedzieć się o planach budowy szkoły na blisko 20 lat przed ich realizacją, o czym próżno szukać opracowaniach historii szkoły. Skutecznie też pomijano wszelkie głosy krytykujące funkcjonowanie i działalność szkoły w jej pierwszych latach – a takich było niemało. Kazimierzowi Bruchnalskiemu bezustannie przypisuje się dokonania innych, choć całkowicie niepotrzebnie, bo człowiek ten zrobił tak wiele dla Świątnik, że niepotrzebne mu są zasługi innych.

Utworzenie szkoły. Pierwsze plany utworzenia w Świątnikach Górnych zawodowej szkoły pojawiły się na początku lat 70. XIX wieku. Galicyjska Izba Przemysłowo-Handlowa i posłowie sejmu galicyjskiego nie mieli wątpliwości co do celowości utworzenia „wzorowej szkoły i warsztatu”, gdyż było to idealne miejsce do rozwinięcia nowoczesnego ośrodka przemysłu rękodzielniczego – Świątniki razem z okolicznymi wioskami, w których mieszkańcy obeznani byli od pokoleń w sztuce rzemiosła (według ówczesnych wyliczeń w Świątnikach było ok. 700 rzemieślników, a razem z okolicznymi miejscowościami 1500). Aby podźwignąć ich do poziomu technicznego i technologicznego Prus i Austrii należało uaktualnić wiedzę majstrów oraz sprowadzić nowoczesne maszyny i narzędzia. Przedstawiciele rządowych komisji odwiedzali w kolejnych latach Świątniki, pochylali się nad biedą rzemieślników, a tymczasem rząd wciąż nie mógł podjąć ostatecznej decyzji.

Dyskusje galicyjskich polityków opisałem szczegółowo w opracowaniu: Jak posłowie we Lwowie o Świątnikach radzili, gdzie szeroko cytuję wystąpienia posłów w sprawie Świątnik. Największą aktywnością wykazywał się dr Ferdynand Weigel, poseł i członek wspomnianej Izby Przemysłowo-Handlowej. Przewidywano potencjalny koszt 30 000 złr. Najpierw pojawił się termin utworzenia szkoły w 1884 roku. W dniu 1 września 1885 roku c. k. Prezydium namiestnictwa wysłało oficjalne zapytanie (pismo l. 8.593/pr) do Wydziału Krajowego, czy rząd przekaże fundusze na rzecz projektowanej szkoły i w jakiej wysokości. Wydział krajowy odpowiedział 16 kwietnia 1886 roku (l. 20.796) wyrażając taką chęć, ale domagał się konkretnego projektu. W tymże roku Świątniki odwiedziła komisja rządowa na czele z ministrem wyznań i oświecenia Paulem Gautschem von Frankenthurn, który przychylił się pozytywnie do tego projektu (reskrypt z dnia 6 sierpnia 1896 r. l. 8.769). Mając ministerialne poparcie, Prezydium Namiestnictwa wystąpiło w dniu 21 sierpnia 1886 roku (l. 8.439/pr) z wezwaniem skierowanym do rządu do utworzenia szkoły do Wielkanocy w 1887 r. Profesor Hauff (rektor politechniki wiedeńskiej) ocenił konieczne prace i koszty szkoły:

  • koszta nadzwyczajne: pierwsze urządzenia – 6.500 złr (spłata z zysku przyszłego warsztatu miała być rozłożona na 2 lata szkolne);
  • koszta zwyczajne: płace nauczycielskie (dla kierownika – miał nim zostać według propozycji profesora Hauff’ego cudzoziemiec zatrudniony dotychczas w Grazu, 1 nauczyciela i 2 werkmistrzów oraz 1 służącego) – 5.300 złr (drugi werkmistrz miał dojść po drugim roku), zakup pomocy naukowych – docelowo 1.100 złr;
  • w planie miały być także stypendia dla uczniów.

Gmina Świątniki zobowiązała się do znalezienia lokali, jednak jak się okazało przy kolejnych inspekcjach, nie wywiązała się z tego zobowiązania, zapewne nie do końca rozumiejąc potrzeby przyszłej szkoły. Chodziło bowiem o dwa duże lokale na utworzenie warsztatów z kuźniami oraz jedno mniejsze na cele dydaktyczne. Brak porozumienia na linii między gminą i rządem spowodował kolejne opóźnienia1. Urzędnicy zaczęli rozważać potrzebę zbudowania nowych budynków na cele szkoły. Wydział Krajowy mając to na uwadze, zwrócił się do rządu centralnego, aby w całości przejął założenie i utrzymanie szkoły wzorem innych szkół w cesarstwie (l.63.364 z 31 października 1886 roku). W wezwaniu tym dowiadujemy się także, że rokowania z radą gminną w Świątnikach zaowocowały zobowiązaniem zaciągnięcia pożyczki w Banku Krajowym na budowę budynku szkolnego kredytowaną na 20 lat, a także po 100 centnarów cłowych2 rocznie węgla na opał. Wydział poprosił także o oddelegowanie do Świątnik rzeczoznawcę, który miał się rozeznać w sytuacji i podjąć decyzje o lokalizacji szkoły, przy czym dopuszczano możliwość chwilowego korzystania z najmowanych pomieszczeń. Rzeczoznawcą tym został inż. Frydryk A. Majer (Maier). Przedstawiono przed nim następujące zadania:

a) Ma on postarać się o bezzwłoczne dostarczenie według możności jak najodpowiedniejszego lokalu na prowizoryczne pomieszczenie zakładu, dalej studjować kwestyę stanowczego pomieszczenia szkoły i przedłożyć Wys. c. k. Ministerstwu wyznań i oświecenia w przepisanej drodze służbowej wnioski wynikające ze zbadania lokalnego stanu rzeczy, mianowicie co do kwestyi, czy należy wystawić nowy budynek lub czy przez adaptacyę uzyskać można odpowiedni budynek szkolny, przyczem także mają być dołączone kosztorysy.

b) Na podstawie studjów przeprowadzonych co do przemysłu domowego w Świątnikach, ma inżynier Majer ułożyć szczegółowy program urządzenia zakładu, względnie zakupna potrzebnych maszyn, narzędzi, środków naukowych i t. d. przedłożyć ten program za pośrednictwem inspektora Hauffego Wys. c. k. Ministerstwu wyznań i oświecenia do zatwierdzenia, a następnie w miarę dostarczonych środków pieniężnych zarządzić zakupno i przeprowadzić urządzenie zakładu.

c) Dalszem zadaniem inżyniera Majera będzie ułożyć prowizoryczny statut organizacyjny oraz prowizoryczny plan nauki i przedłożyć statut i plan w przepisanej drodze Wys. c. k. Ministerstwu wyznań i oświecenia3.

We wspomnianym powyżej wezwaniu pojawia się nazwisko inż. Kazimierza Bruchnalskiego. Wydziałowi Krajowemu nie przypadła do gustu kandydatura wysunięta przez prof. Hauffego, żeby w krytycznym początkowym okresie działania szkoły funkcję tę sprawował cudzoziemiec nieznający ani języka, ani lokalnych problemów. Wydział Krajowy zlecił rektoratowi politechniki lwowskiej na wytypowanie odpowiedniego kandydata, a ten wskazał na inż. Bruchnalskiego będącego na stanowisku asystenta. Wydział przesyłając do Wiednia swoją kandydaturę, zobowiązał się w razie konieczności opłacić Bruchnalskiemu dodatkowe szkolenie w Wiedniu.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Ministerstwo nie wyraziło sprzeciwu na kandydaturę inż. Bruchnalskiego, jednakże polecono mu udanie się na dodatkowe szkolenie do podobnych szkół w Steyr i Königgrätz (Hradec Králové) oraz do Wiedeńskiego Technologicznego Muzeum Przemysłowego, na co Wydział Krajowy wyasygnował 500 złr. Szkolenia tego typu mieli mieć dodatkowo kolejni kierownicy tej placówki. Plan zajęć miał zostać opracowany na wzór szkoły w Königgrätz z uwzględnieniem lokalnych potrzeb4.

Na posiedzeniu Komisji Krajowej dla spraw Przemysłu Domowego i Rękodzielniczego w dniu 8 czerwca 1887 roku uchwalono szereg istotnych kwestii związanych z założeniem szkoły. Na funkcję przewodnika warsztatów wybrano Bolesława Marynicza, który kształcił się c. k. szkole ślusarskiej w Königgrätz, Komisja przyznała mu zasiłek 100 złr „na zwiedzenie fabryk wyrobów Towarzystwa akcyjnego „Morawia” i innych pracowni ślusarskich w Wiedniu, dla gruntowego przestudyowania wchodzących w ten zakres maszyn specyalnych5. Ponadto zostały już zamówione części do maszyny parowej.

Ministerialny delegat inż. Majer po zbadaniu sytuacji w Świątnikach przesłał sprawozdanie w dniu 26 lipca 1887 roku (l. 37.580) zapraszając dra Weigla, aby zajął się adaptacją budynku. Od września 1887 roku przyłączyli się do niego w Świątnikach Bruchnalski i Marynicz i włączyli się w proces adaptacji lokali.

Ostatnią przeszkodą do pokonania w procesie założenia szkoły było zapewnienie dostawy wody do silnika parowego. Z racji położenia Świątnik na garbie pogórza, konieczne okazało się wykopanie studni głębinowej na 42 metry. Koszty budowy studni wziął na siebie Wydział Krajowy, pomimo tego, że było to zadaniem gminy. Podsumowując ilość prac poczynionych do adaptacji najmowanych świątnickich lokali na potrzeby szkoły, rząd Galicji zaczął brać pod uwagę potrzebę wykupienia od najemców tych posiadłości.

Komisja przemysłowa przychyliła się do wniosku kierownika Bruchnalskiego z 14 maja 1888 roku, aby urządzić przy szkole kurs praktyczny dla majstrów, gdyż jak oszacował, na 500 rzemieślników jest zaledwie 5 majstrów wykwalifikowanych, którzy posiadają nie tylko umiejętności robienia kłódek, ale także innych wyrobów ślusarskich. W zamierzeniu chodziło o skierowanie przemysłu świątnickiego także na wyrób zamków, okuć, zawiasów itp. Komisja przekazała na ręce dra Weigla 500 złr.6

Ponadto, zaczął się powoli kształtować zamysł utworzenia spółki z ograniczoną poręką i wsparciem państwa, która by wzięła na siebie czynności handlowe wyrobów wytwarzanych w warsztatach szkolnych. Stałym opiekunem szkoły, która miała zostać uroczyście otwarta 20 września 1888 roku, został poseł dr Weigel7.

W ten właśnie sposób zakończył się kilkunastoletni proces powstawania szkoły ślusarskiej. Na koniec tego rozdziału chciałbym zaznaczyć, że w niektórych publikacjach pojawia się informacja, że w 1887 roku podpisano akt założycielski szkoły, jednakże brak jest podania źródła tej informacji. W sprawozdaniach komisji przemysłowych i Wydziału Krajowego brak jest informacji o takim akcie. Mimo to w roku 1887 powołano kierownika szkoły i przystąpiono do realizacji tego projektu, natomiast wiek szkoły liczony jest od jej uruchomienia w 1888 roku.

Karta tytułowa pamiątkowej księgi Szkoły Ślusarskiej.

Karta tytułowa pamiątkowej księgi Szkoły Ślusarskiej.

Cel.

Celem c. k. Zawodowej Szkoły jest wykształcenie dzielnych ślusarzy i podniesienie ślusarstwa istniejącego w Świątnikach i w okolicy. Cel ten ma być osiągnięty:

  1. Przez udzielenie systematycznie urządzonej nauki teoretycznej i praktycznej.
  2. Przez użytkowanie maszyn, narzędzi, urządzeń i środków naukowych zakładu ze strony przemysłowców w Świątnikach8.

Zrealizowanie punktu pierwszego odbyło się poprzez urządzenie szkoły zawodowej wraz z warsztatami. Kilka pokoleń i setki absolwentów pracujących w zawodzie świadczą niewątpliwie o osiągnięciu tego zamierzenia. Należy też szkole zapisać podniesienie poziomu technicznego i technologicznego procesu produkcyjnego, a przez to podniesienie konkurencyjności świątnickich produktów.

Instrumentem do wykonania punktu drugiego miała być Spółka Ślusarska. Jednak szkoła wraz ze Spółką Ślusarską nie zrealizowały w pełni zamierzenia wpłynięcia w sposób znaczny na lokalną społeczność. Tę porażkę skutecznie się pomija w historiografii szkoły, a wręcz próbuje się wmówić, że szkoła odniosła na tym polu sukces. A przecież już współcześni mieli świadomość tej porażki, o czym dobitnie świadczą artykuły ze świątnickiej gazetki „Związek Świątnicki”. Szkoła miała zlikwidować monopol kupiecki, poprawić materialny byt świątnickim rzemieślnikom i sprawić, że produkowany towar będzie mógł konkurować z wyrobami austriackimi i pruskimi. Żadnych z tych założeń nie zrealizowała, choć przyczyn było wiele.

O sukcesie całego przedsięwzięcia można by było mówić tylko wtedy, gdyby Spółka porozumiała się z resztą rzemieślników i kupcami w celu utworzenia wspólnego przedsiębiorstwa czy to na zasadzie wspólnego kapitału, czy też stworzenie w Świątnikach zakładu pracy o charakterze fabryki. Takie plany były snute, aczkolwiek blokowały je lokalne spory i kłótnie między ślusarzami a kupcami oraz wewnętrzne między samymi rzemieślnikami.

W świątnickich warunkach wykonanie zamierzeń postawionych przed szkołą było niemożliwe, o czym nie mogli wiedzieć politycy we Lwowie. A czy w ogóle były możliwe do wykonania w innych okolicznościach? Tak i świadczy o tym przykład Sułkowic, gdzie znacznie później, bo dopiero w 1912 roku zawiązano spółkę kowalską, do której nie przystąpiło tylko 3 kowali.

Pieczęć szkolna.

Pieczęć szkolna.

Cesarsko-królewska Zawodowa Szkoła Ślusarska w Świątnikach Górnych (K. K. Fachschule für Schlosserei)

Pierwsza szkoła miała dwie lokalizacje: warsztaty szkolne w parterowej części domu Józefa Słomki (dziś ul. Bielowicza 15) oraz nauki teoretyczne w domu „na Wyspie” (Wstronie). Organizacja szkoły była następująca: szkoła dzieliła się na dwa oddziały – teoretyczno-praktyczn z dwuletnim kursem odbywanym od 15 września do 1 sierpnia oraz pięciomiesięczny praktyczny (doszkalający) dla majstrów. Nauka w latach 1888-1894 trwała 2 lata, ale była możliwość dodatkowego dokształcenia praktycznego się w trzecim roku. Aby uzupełnić skromną wiedzą nabytą w szkole ludowej, szkoła prowadziła także kurs przygotowawczy 10 godzin tygodniowo (język polski, język niemiecki, rachunki i rysunki). Właściwą wiedzę uczniowie nabywali poprzez 16 godzin tygodniowo nauki teoretycznej i 32 godziny praktycznej w każdym roku nauki. Na I roku uczono religii, języka polskiego z korespondencją przemysłową, języka niemieckiego, arytmetyki i rachunków przemysłowych, przedmiotu geometria, rysunki geometryczne i rzutowe oraz zajęcia z elementarnych rysunków odręcznych i kaligrafii. Na II roku odbywały się zajęcia z religii, języka polskiego, języka niemieckiego, rachunków przemysłowych i buchalterii; mechaniki, fizyki i technologii; rysunków zawodowych i rysunków wolnoręcznych. Uczeń po uzyskaniu absolutorium mógł rozpocząć samodzielną pracę lub szukać zatrudnienia jako robotnik w fabrykach.

Dom na Dziale, w którym w latach 1888-1894 urządzone były szkolne warsztaty.

Dom na Dziale, w którym w latach 1888-1894 urządzone były szkolne warsztaty.

Zgodnie ze wcześniejszymi założeniami organizacyjnymi grono nauczycielskie składało się z kierownika, nauczyciela, katechety, dwóch werkmistrzów oraz pomocnika. Pierwszym nauczycielem zawodu, czyli werkmistrzem, został Franciszek Wasserab, a drugim Alfred Wilkicki. Nad zabezpieczeniem interesów szkoły czuwał Wydział Szkolny, czyli 8-osobowe grono wybierane na 3-letnią kadencje, którego przewodniczącym był każdorazowo starosta powiatowy. Pierwszy Wydział liczył wyjątkowo 9 osób, a wśród nich byli: Leon Kurykowski (c.k. starosta wielicki), dr Ferdynand Weigel (zastępca i opiekun szkoły z ramienia Wydziału Krajowego), Tadeusz Baranowski (prezes Izby Handlowej i Przemysłowej w Krakowie), Leon Chrzanowski (poseł), Sławomir Odrzywolski (profesor Państwowej Szkoły Przemysłowej w Krakowie), Józef Sare (nadinżynier Namiestnictwa), Kazimierz Bruchnalski (kierownik szkoły), Wacław Kwiatkowski (komisarz rządowy) i Józef Kotarba (członek rady gminnej). Po pierwszym dwuletnim cyklu nauczania szkoła wykształciła 15 majstrów posiadających wiedzę nie tylko w zakresie wyrabiania kłódek, ale również zamków i okuć.

Franciszek Wasserab (1864-1928).

Franciszek Wasserab (1864-1928).

Wydział Krajowy przyznawał każdego roku stypendia dla uczniów. Dodatkowo 3 stypendia ofiarowała Izba Handlowa oraz indywidualne jak na przykład osobne ufundowane przez posła dra Arnolda Rapaporta h. Porada. Dla zamiejscowych uczniów stypendia fundowały powiaty, z których pochodzili uczniowie. Szkoła była kilkukrotnie wizytowana przez prof. Hauff’a, który w swych sprawozdaniach dla Centralnej Komisji oceniał bardzo wysoko działalność kierownika oraz postępy dydaktyczne szkoły, pomimo ubogich warunków panujących w najmowanych budynkach szkolnych9. Podkreślał także pozytywny wpływ szkoły na lokalną społeczność. Wizytował szkołę także prof. Jan Nepomucen Franke, który do 1892 roku kierował Katedrą Mechaniki i Teorii Maszyn na Politechnice Lwowskiej, a następnie był członkiem Rady Szkolnej Krajowej Galicji dla szkół zawodowych, realnych i przemysłowych.

Jeszcze przed uruchomieniem szkoły w lipcu 1888 roku okazało się, że pracujące maszyny nadwyrężyły jedną ze ścian budynku warsztatów i konieczne było natychmiastowe jej wzmocnienie. 9a

W nocy z 23 na 24 listopada 1889 roku wybuchł w Świątnikach pożar, który strawił zabudowania położone na południowej stronie wzgórza świątnickiego. Same zabudowania szkolne nie ucierpiały, jednak był to potężny cios w materialną stronę życia w Świątnikach oraz w rzemiosło lokalne, gdyż spłonęło kilkadziesiąt domów mieszkalnych, w których ulokowane były warsztaty i kuźnie ślusarskie, a wraz z nimi narzędzia ślusarskie. Bruchnalski nie mógł stać obojętnie wobec takiego nieszczęścia i uruchomił wszystkie swoje kontakty, aby zwiększyć pomoc dla pogorzelców. Zmieniono także plany lokalizacji nowej szkoły tak, aby znalazła się poza gęstą zabudową miejscowości. W 1890 r. zakupiono pole o powierzchni 1,6 morgi. Budynek zaprojektował Józef Sare – nadinżynier i wiceprezydent Krakowa. Prace miały ruszyć w 1891 roku, a szacowany koszt wynosił 30 tys. złr., z czego gmina zobowiązała się przekazać 10 tys. złr. Potrzeby okazały się jednak większe, a możliwości gminy mniejsze i budowa ruszyła dopiero w 1892 roku.

Po zakończeniu każdego roku szkolnego kierownik przesyłał do Komisji Krajowej sprawozdanie z działalności szkoły. W pierwszym sprawozdaniu Bruchnalski zwrócił uwagę na ograniczone możliwości rozwoju szkoły w najmowanych „dwóch niskich domkach włościańskich”, konieczność zapewnienia dla każdego ucznia stanowiska ze śrubstakiem oraz krytycznie odniósł się do stanu dróg łączących Świątniki z Krakowem, co miało według niego kluczowy wpływ na podniesienie się rzemiosła w Świątnikach10. W drugim sprawozdaniu dowiadujemy się o zamówieniach, jakie uzyskała szkoła przy pomocy państwa – kutą żelazną lampę wieczną do krypty Adama Mickiewicza w Katedrze Krakowskiej, a także 12 sztuk okuć do dawnych drzwi i skrzyń (XVII i XVIII wiek) zakupionych w Tyrolu przez inż. Majera11. Wspomnianą lampę zaprojektował prof. Sławomir Odrzywolski, a wykuł Stanisław Kwintowski pod okiem werkmistrza Teodora Pretoriusa, który uczył ślusarstwa artystycznego. Okucia zostały potem zwrócone szkole i stanowiły część muzeum szkolnego. W 1891 roku szkoła dostała również zlecenie wykonania okuć do budowanego schroniska im. Lubomirskiego w Łagiewnikach.

Od roku 1892 Bruchnalski zorganizował na terenie szkoły wspomniane muzeum. W kolejnych latach powiększano zbiory, dokonując zakupów XVII i XVIII wiecznych kłódek, zamków i wyrobów kutych. W 1910 roku muzeum szkolne liczyło już około 200 egzemplarzy. Większość zbiorów ukradli podczas okupacji Niemcy w czasie II wojny światowej.

Zbiory muzeum szkolnego ok. 1911 roku.

Zbiory muzeum szkolnego ok. 1911 roku.

Z dniem 1 kwietnia 1893 roku Namiestnictwo przeniosło Bruchnalskiego do Państwowej Szkoły Przemysłowej we Lwowie.

Wystawa wyrobów metalowych szkoły ślusarskiej we Lwowie z 1894 roku.

Wystawa wyrobów metalowych szkoły ślusarskiej we Lwowie z 1894 roku.

Od roku szkolnego 1894/95 wprowadzono nowy system nauczania i nowy plan lekcji. Nauka odtąd odbywała się przez 4 lata. Poszerzono zakres przekazywanej wiedzy i zrezygnowano z oddzielnego kursu przygotowawczego. Zachowano system 16 godzin nauki teoretycznej i 32 godzin warsztatów. Wykładane przedmioty: rok I (religia, język polski, język niemiecki, rachunki, rysunki, kaligrafia); rok II (religia, język polski, język niemiecki, rachunki, geometria i rysunki geometryczne, rysunki odręczne); rok III (religia, stylistyka przemysłowa polska, język niemiecki, rachunki, nauka o rzutach, fizyka i chemia, rysunki zawodowe, rysunki odręczne); rok IV (religia, stylistyka przemysłowa niemiecka, buchalteria, technologia, rysunki zawodowe, rysunki odręczne). Podczas nauk praktycznych nauczano prac z użyciem narzędzi ręcznych (rok I), prac na tokarkach i heblarkach (rok II), wykonywanie okuć ozdobnych (III rok) i sporządzanie narzędzi i części maszyn (IV rok). Po uzyskaniu absolutorium uczeń potrzebował jeszcze odbyć 1 rok praktyki, aby móc rozpocząć samodzielną działalność lub szukać zatrudnienia w innych zakładach.

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1894 roku.

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1894 roku.

Nowy budynek szkolny oddano częściowo (warsztaty) jesienią 1894 roku, budynek główny podczas ferii zimowych 1895 roku, ale prace wykończeniowe trwały do sierpnia 1896 roku. Szkoła została wyposażona w silnik parowy o mocy 4 KM, prasę ekscentryczną, prasę ręczną, 100 sztanc, tokarnię, wiertarkę, brus do szlifowania, wiatrak Roota, ognisko polne, ognisko murowane z kapą żelazną, pompę dwutłokową, rezerwuar na wodę, 29 śrubstaków, 2 kowadła i nożyce do blachy12. Budynek warsztatów składał się z dużej sali ze stołami ślusarskimi dla uczniów klas pierwszych i drugich. W drugiej hali znajdowały się obrabiarki, w trzeciej mieściła się kuźnia z kilkoma ogniskami kowalskimi i młotem, w czwartej szlifiernia, a w piątej galwanizowano i pokrywano metal niklem, miedzią lub srebrem. W głównym budynku znajdowały się sale wykładowe, izba wypoczynkowa werkmistrzów i muzeum szkolne rzemiosła artystycznego. Na I piętrze budynku szkolnego mieściła się kancelaria dyrektora i jego prywatne mieszkanie. W osobnym pomieszczeniu znajdowała się maszyna parowa, która dawała prąd elektryczny napędzający maszyny warsztatów oraz oświetlający główny budynek. Obok znajdował się zbiornik na wodę dla maszyny parowej, który istniał jeszcze po II wojnie światowej. Szkoła ponadto posiadała centralne ogrzewanie, wodociąg oraz łaźnie z natryskami.

Warsztaty Szkoły Ślusarskiej, rok 1898.

Warsztaty Szkoły Ślusarskiej, rok 1898.

W roku 1899 wyceniono wartość wykonanych prac przez szkołę na 514 tys. złr. Od 1901 roku rozpoczęła działalność Tajna Organizacja Młodzieży.

Od roku 1901 przez następne kilka lat zaczęły się nad szkołą ślusarską zbierać czarne chmury. Było to niewątpliwie związane ze śmiercią dra Weigla. Wobec braku obrońcy i orędownika szkół przemysłowych w Świątnikach i Sułkowicach uaktywnili się przeciwnicy tychże szkół i zaczęli dążyć do ich likwidacji i przeniesienia do Krakowa. Wodą na młyn tych wydarzeń były nieporozumienia mieszkańców Świątnik z władzami szkoły w 1903 roku:

Chcę zwrócić uwagę na szkoły państwowe w Świątnikach i Sułkowicach. Otóż widocznie w tych szkołach muszą być jakieś mankamenta, bo ogół tamtejszych mieszkańców żali się na zarząd tych szkół. Nawet wpłynęła w tym kierunku petycya do Sejmu, gdzie w drastyczny sposób są uwidocznione te wszystkie żale. Przeszło 4.000 robotników w Świątnikach żali się na zarząd tamtejszej szkoły przemysłowej13.

Nieporozumienia były też w Spółce Ślusarskiej, a do Wydziału Krajowego dotarła petycja o przysłanie ministerialnego delegata „celem zbadania stosunku tejże spółki do szkoły ślusarskiej i jej dyrektora Bilygo”. Jak na razie nie udało się ustalić przyczyny tych nieporozumień i raczej nie ma możliwości znalezienia wyjaśnienia w oficjalnych raportach szkolnych, gdyż już wówczas podważano ich wiarygodność:

Do tego czasu dzieje się tak, te dla przekonania się i wykazania pożytku i wydatności tamtejszej szkoły ślusarskiej, bierze się tylko sprawozdania Dyrekcyi, która oczywiście zawsze pisze, że szkoła się pomyślnie rozwija i stoi na takiej wysokości swego zadania, że może konkurować z wyrobami zagranicznemi. Naturalna rzecz, że Dyrekcya inaczej pisać nie może, bo tu chodzi przecież o jej własną skórę. 14

O kłopotach w szkole i Spółce może też świadczyć powstanie w tym czasie w Świątnikach pierwszych małych zakładów zatrudniających po kilku rzemieślników. Inicjatywy te podnosili młodzi absolwenci szkoły, będący w opozycji wobec niepostępowych majstrów skupionych w Spółce Ślusarskiej. Zakłady te zajmujące się m.in. produkcją wykrojników nie odegrały znaczącej roli w przedwojennych Świątnikach, poza pobudzeniem opinii publicznej w planach uprzemysłowienia produkcji świątnickiej.

Kuty gryf umieszczony na narożniku budynku szkolnego, 2008 r.

Kuty gryf umieszczony na narożniku budynku szkolnego spod ręki St. Kwintowskiego, 2008 r.

W roku 1902 dyrektor Bily wprowadził do świątnickiego rzemiosła wyrób specjalnych metalowych portmonetek na bilon, wykonanych z tzw. nowego srebra czyli pakfongu niklowanego (inaczej mosiądz wysokoniklowy będący stopem miedzi, niklu i cynku). Od 1903 roku do nauki wprowadzono techniki wykonywania ozdobnych okien oraz zamków meblowych. W 1904 roku szkoła otrzymała za wyroby uczniów odznaczenie i pochwały. W 1906 roku nauczyciele ze świątnickiej szkoły prowadzili w Krakowie kursy zawodowe dla ślusarzy.

Podręcznik "Technologii mechanicznej" autorstwa Kazimierza Sedlaka (Sułkowice 1905).

Podręcznik „Technologii mechanicznej” autorstwa Kazimierza Sedlaka (Sułkowice 1905).

Stanisław Kwintowski już jako uczeń został zauważony przez Bruchnalskiego, a następnie kształcił się we Lwowie i Linzu i pracował w zakładach przemysłu metalowego w Belgii i Niemczech. Powrócił, aby pracować jako mistrz-artysta i kierownik kuźni. Znany był z niezwykłej umiejętności odkuwania kwiatów z jednego kawałka metalu, czego przykładem jest szkolna brama żelazna wykonana wraz z uczniami w 1911 roku, która zawierała ponad 20 kutych róż (przez lata brama była dewastowana i okradana z bezcennych detali). Brama została zamontowana w kwietniu 1911 roku, a jej wartość wyceniano na 6000 złr. Jako nauczyciel szkoły przepracował blisko 50 lat. Jego wyroby można również podziwiać w różnych miejscach w Świątnikach: wiele kutych krzyży na cmentarzu czy dzwonek w prezbiterium kościoła parafialnego,

Stanisław Kwintowski (1873-1952).

Stanisław Kwintowski (1873-1952).

Brama szkolna, rok 2009.

Brama szkolna, rok 2009.

Ponowne problemy zaczęła odczuwać szkoła pod koniec pierwszej dekady XX wieku. Zawiązało się silne polityczne lobby, które dążyło do likwidacji zarówno szkoły zawodowej w Świątnikach, jak i w Sułkowicach. Na pierwszy plan wysunęła się tu postać dra Antoniego Benisa, sekretarza Izby Handlowo-Przemysłowej w Krakowie, który od 1910 roku nawoływał do jak najszybszego zlikwidowania tych szkół i przeniesienia ich do Krakowa lub Podgórza. Głównym powodem miał być fakt, że szkoła nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Jedność i determinacja całej społeczności świątnickiej, tj. zarówno rzemieślników, jak i kupców, przyniosła pozytywne efekty. W dniu 5 grudnia 1911 roku Rada Szkolna Krajowa na specjalnym posiedzeniu rozważyła wszystkie głosy i uznała zasadność pozostawienia szkoły zawodowej w Świątnikach, jednak nakazała reorganizację szkoły poprzez skrócenie nauki z 4 do 3 lat oraz w przyszłości zmianę profilu na specjalność maszynową z wyłączeniem ślusarstwa budowlanego i artystycznego, które to specjalności miały zostać przeniesione do szkoły w Jarosławiu15. Wniosek o zmianę profilu przedstawił Radzie były dyrektor Bily. Na szczęście zmiana profilu nie została w pełni zrealizowana przed wybuchem wojny.

Świadectwo opisowe ucznia Stanisława Kwintowskiego wystawione przez dyr. Bruchnalskiego w 1891 r.

Świadectwo opisowe ucznia Stanisława Kwintowskiego wystawione przez dyr. Bruchnalskiego w 1891 r.

W związku z planowaną budową nowej szkoły ludowej gmina zobowiązała się przekazać stary budynek szkolny na bursę dla szkoły ślusarskiej. Do budowy nowej szkoły ludowej jednak nie doszło.

Budynek szkoły z kutą bramą, ok. 1911 rok.

Budynek szkoły z kutą bramą, ok. 1911 rok.

W roku 1914 wybuchła wojna. Podczas walk toczonych w okolicach Krakowa budynek szkolny wykorzystywano przez pewien czas na potrzeby wojska (m.in. wojskowy lazaret). Niepoznane dotychczas są kolejne plany rozwojowe szkoły, gdyż zgodnie z preliminarzem budżetowym na rok 1918 szkoła miała otrzymać na zasadzie pożyczki niebagatelną kwotę 54 tys. złr. Czy miało to być związane z powiększeniem zabudowań szkolnych albo budowy bursy szkolnej możemy się tylko domyślać. Z oczywistych przyczyn związanych z klęską Austrii szkoła nigdy tych pieniędzy nie zobaczyła.

Liczba uczniów sukcesywnie rosła. Gdy nauka odbywała się w najmowanych budynkach (od 1888 do 1895) liczba uczniów zwiększyła się od 15 do 34. Wraz z oddaniem nowego budynku w roku szkolnym 1895/96 liczba wzrosła do 43 i w następnych latach aż do wybuchu wojny rosła osiągając wartość 80. Na stałym poziomie była ilość pierwszoroczniaków: przykładowo w  roku szkolnym 1892/93 zapisało się nowych uczniów 31, w 1893/94 – 28 uczniów, w 1894/95 – 30 uczniów. W latach wojny 1914-1918 liczba uczniów zmalała od 40 do 65.

Nauczyciele i pracownicy (opracowane na podstawie Szematyzmów Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskiem na lata 1889-1914 oraz zapisów z Muzeum Ślusarstwa w Świątnikach.

ROK Kierownik Nauczyciele Werkmistrzowie / nauczyciele zawodu* Personel
1889 Bruchnalski Kazimierz Marynicz Baltazar (rysunki odręczne, kaligrafia, zajęcia praktyczne), ks. Karpiński Franciszek (katech.)
1890 Bruchnalski Kazimierz Marynicz Baltazar (rysunki, zajęcia praktyczne), ks. Karpiński Franciszek (katech.), Kościuk (rysunki geometryczne, rachunki, kaligrafia)
1891 Bruchnalski Kazimierz Marynicz Baltazar, Ungeheuer Adam (rysunki, polski, rachunki, teoria), Nadherny Jan (rysunki, niemiecki, geometria), ks. Karpiński Franciszek (katech.)
1892 Bruchnalski Kazimierz Nadherny Jan,  ks. Karpiński Franciszek (katech.), Ungeheuer Adam, Płachciński Nikodem (rysunek geom.) Śluzar Kornel, Wilkicki Alfred
1893 Bruchnalski Kazimierz Nadherny Jan, Płachciński Nikodem, Ungeheuer Adam, ks. Twardowski Ignacy (katech.) Wilkicki Alfred, Wasserab Franciszek
1894 Freud Stanisław Płachciński Nikodem, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wilkicki Alfred, Wasserab Franciszek, Marynicz Bolesław, Lahmer Józef, Śluzar Kornel 2 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż
1895 Freud Stanisław Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik (niemiecki, rachunki), Ungeheuer Adam, ks. Twardowski Ignacy (katech.) Wasserab Franciszek, Ślusar Kornel, Kmiecicki Kazimierz jw.
1896 Freud Stanisław Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Ślusar Kornel, Kmiecicki Kazimierz, Kwintowski Stanisław (kuźnia) 2 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż, 1 sługa pomocniczy
1897 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Ślusar Kornel, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek, Kwintowski Stanisław jw.
1898 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek (ślusarstwo), Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz (ślusarstwo), Godawski Franciszek (toczenie w metalu) jw.
1899 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1900 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Twardowski Ignacy (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 3 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż, 1 sługa pomocniczy
1901 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1902 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1903 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1904 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1905 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Godawski Franciszek jw.
1906 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Godawski Franciszek jw.
1907 Bily Karol Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (rysunki), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 4 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż, 2 słudzy pomocniczy
1908 Bily Karol Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz, Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 4 pomocników werkmistrzów, 2 słudzy pomocniczy
1909 Bily Karol Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1910 Klimko Maryan Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1911 Klimko Maryan Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 3 werkmistrzów, 1 pomocnik werkmistrza, 2 słudzy pomocniczy
1912 Klimko Maryan Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, Wołoch Stanisław, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1913 Klimko Maryan Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz jw.
1914 Klimko Maryan inż. Sedlak Kazimierz (prof.), inż. Kwieciński Maryan, Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz Werkmistrzowie: Bodzoń Alojzy, Bodzoń Piotr, Cholewa Józef, Synowiec Stanisław

* – od 1911 roku dawniejsi werkmistrzowie byli tytułowani jako nauczyciele zawodu, wcześniejsi ich pomocnicy awansowali na werkmistrzów, którzy otrzymali jednego pomocnika.

Kazimierz Sedlak z żoną Marią (z domu Kotarba 'Filamus').

Kazimierz Sedlak z żoną Marią (z domu Kotarba ‚Filamus’).

Dyrektorzy:

  • Inż. Kazimierz Bruchnalski (1887-1893) – wcześniej asystent Politechniki Lwowskiej, uczył technologii i niemieckiego.
  • Stanisław Freund (1893-1894) – pracownik Uniwersytetu Jagielońskiego, uczył technologii i niemieckiego.
  • Inż. Karol Bily (1894-1910) – z pochodzenia Czech, uczył nauk przyrodniczych i technologii;
  • Inż. Marian Klimko (1910-1918) – oficer rezerwy Marynarki Wojennej, przedsiębiorca, uczył fizyki, chemii, budowy maszyn.
Pieczęć szkolna.

Pieczęć szkolna.

Państwowa Zawodowa Szkoła Ślusarska (1918-1939)

Dyrektorzy:

  • Kazimierz Sedlak (1918-1920)
  • Marian Kwieciński (1920-1925)
  • Fryderyk Klementys (1925-1939)

Od września 1922 roku okres nauki w PZSŚ trwał 3 lata. Przedmioty nauczania podzielono na ogólne, pomocnicze i zawodowe. Z przedmiotów ogólnych uczono: religię, język polski, korespondencję zawodową, krajoznawstwo i geografię gospodarczą Polski oraz gimnastykę na roku I; religię, język polski i gimnastykę na roku II i religię, ustrój Polski, gimnastykę oraz higienę ogólną i zawodową na roku III. Przedmiotami pomocniczymi były rachunki oraz fizyka z chemią na roku I, rachunki na roku II i ogólne zasady kalkulacji i rachunku zawodowego na roku III. Przedmioty zawodowe to materiałoznawstwo, rysunek odręczny oraz geometria, rysunek geometryczny i rzuty na roku I, technologia, maszynoznawstwo, ślusarstwo budowlane, rysunek odręczny, rysunek zawodowy oraz geometria, rysunek geometryczny i rzuty na roku II i technologia, maszynoznawstwo, elektrotechnika i rysunek zawodowy na roku III. Łącznie nauka teoretyczna zajmowała 21 godzin tygodniowo na roku I, 20 godzin na roku II i 14 godzin na roku III. Nauka praktyczna obejmowała na roku I 24 godziny tygodniowo ślusarni i kuźni, 24 godziny ślusarni, kuźni i obrabiarek na roku II i 32 godziny ślusarni, kuźni i obrabiarek w ostatnim roku zajęć. Dla osób spoza Świątnik funkcjonowała bursa (internat) w domu Stanisława Dziewońskiego (budynek Urzędu Miasta i Gminy na ul. Bruchnalskiego 15) – budynek ten odkupiono od Spółki Ślusarskiej, a następnie dobudowano piętro, na którym zamieszkali uczniowie pod opieką Franciszka Batki (seniora). Uruchomienie bursy było jednym z warunków dalszego funkcjonowania szkoły.

Szkolne muzeum w 1928 r.

Szkolne muzeum w 1928 r.

Liczba uczniów szkoły cały czas sukcesywnie rosła: od 64 w roku szkolnym 1918/19 do 96 1936/37. Nagły wzrost nastąpił w ostatnich latach przedwojennych – w roku 1937/38 uczniów było 130, a w roku 1938/39 było ich 144. Ponieważ chętnych do szkoły było tak wielu, szkoła musiała organizować egzamin wstępny. Ciągły wzrost liczby uczniów świadczy o progresywnym rozwoju szkoły i organizacji nauczania przy jednoczesnym zachowaniu standardów wyniesionych z czasów austriackich. Przy takiej ilości uczniów szkoła musiała zapewne pracować w trybie zmianowym, gdyż sam budynek był przygotowany na 50 uczniów.

Kompleks budynków szkolnych w 1932 r.

Kompleks budynków szkolnych w 1932 r.

Nauczyciele uczący z tym czasie w szkole: ks. Migdałek (religia), St. Fyda (polski, niemiecki, rachunki), inż. Marian Kwieciński (kaligrafia, chemia i fizyka, geometria, arytmetyka, rysunki), Franciszek Wasserab (ślusarstwo), Kazimierz Kmiecicki, Stanisław Kwintowski (kowalstwo), Piotr Bodzoń (toczenie w metalu), inż. Marian Klimko (rysunek, ślusarstwo, technologia), ks. Zwardoń (religia), Fryderyk Klementys (kalkulacje), Feliks Słomka (elektrotechnika), Franciszek Batko (senior – ustrój Polski, gimnastyka), dr Franciszek Bielowicz (higiena), Trojan (rysunek zawod.), Stanisław Popczyński (ślusarstwo), Olekniewicz (kowalstwo).

Państwowa Szkoła dla Przemysłu Metalowego (Staatliche Handwerkerschule für Metallgewerbe)(1939-1945)

Dyrektor: Fryderyk Klementys

W okresie okupacji do roku 1944 szkoła funkcjonowała bez większych przerw. Nadal okres nauki trwał 3 lata, a był to zarazem maksymalny czas nauki w ponadpodstawowych szkołach, w jakich Polacy mogli uczyć się podczas wojny. Zredukowano liczbę godzin nauczania, a z rozkładu zajęć zniknęły przedmioty zakazane przez okupanta. Do szkoły powrócił narzucony język niemiecki. Uczniowie nie pozostali jednak bez możliwości zdobywania zakazanej wówczas wiedzy, gdyż nauczyciele w domach prywatnych nauczali języka polskiego, historii oraz geografii.

Wiosną 1944 zajęcia zostały przerwane, gdyż budynek szkolny i jego zaplecze miały odtąd służyć jako warsztaty remontowe dla pojazdów. W głównym budynku zostali skoszarowani żołnierze węgierscy, sojusznicy faszystowskich Niemiec. Do pomocy przy pracach warsztatowych Węgrzy zatrudnili wielu lokalnych majstrów i absolwentów szkoły. Ponieważ wielu z nich współpracowało z miejscowym ruchem oporu (AK i PPS) prace w warsztatach remontowych były sabotowane, ale sami Węgrzy niespecjalnie się tym przejmowali. Węgrzy złożyli zapotrzebowanie do władz Generalnej Guberni o dostarczenie z Krakowa linii wysokiego napięcia. Wniosek zaopiniowano pozytywnie i przystąpiono do budowy sieci. Pod koniec sierpnia 1944 roku zbliżający się front walk zmusił Niemców do przeniesienia warsztatów w głąb Rzeszy i zwrócono szkole budynki. Prace nad elektryfikacją zakończyły się przed nadejściem zimy i przez krótki czas szkoła i jej okolica otrzymała nowe źródło energii. W dniu 22 stycznia 1945 do Świątnik wkroczyła Armia Czerwona.

Dyrektor szkoły Fryderyk Klementys był blisko związany z działalnością ruchu oporu – więcej o tym w artykule: A więc wojna!

Państwowe Męskie Gimnazjum Mechaniczne (1945-1950)

Dyrektorzy:

  • Fryderyk Klementys (1945-1949)
  • Franciszek Borkowski (1949-1950)

Po wojnie we wrześniu 1945 roku szkoła kolejny raz zmieniła nazwę. Zachowano 3-letni okres nauki oraz podział przedmiotów nauki teoretycznej na przedmioty ogólne, pomocnicze i zawodowe. Uczono z przedmiotów ogólnych: religię, język polski, język rosyjski, historię ogólną, geografię gospodarczą Polski gimnastykę, śpiew, ustrój Polski, PW SP, higienę ogólna i zawodową; z przedmiotów pomocniczych: rachunki, fizykę, chemię, zagadnienia społeczno-wychowawcze i naukę o społeczeństwie; z przedmiotów zawodowych: rysunek zawodowy, technologię, maszynoznawstwo. Zajęcia praktyczne odbywały się w wymiarze godzin: 18 na roku I i II oraz 21 godzin na roku III.

Władze PRL nie mogły do końca zdecydować się co do przeznaczenia szkoły stąd też i w następnych latach częste zmiany nazwy i profilu. Na terenie szkoły funkcjonowały także jednocześnie dwie szkoły. W pierwszych latach nastąpił znaczny przypływ młodzieży chętnej do nauki zawodu (do 240 uczniów) co oznaczało organizowanie nauki na zmiany.

Świadectwo złożenia egzaminu na czeladnika.

Świadectwo złożenia egzaminu na czeladnika.

Państwowe Liceum Mechaniczne I stopnia (1950-1952)

Dyrektor: Franciszek Borkowski (1950-1952)

Okres nauki pozostał bez zmian. Nieznacznie zmienił się sam program nauczania, a w szczególności: przedmioty ogólne: religia, język polski, język rosyjski, nauka o przedsiębiorstwie, geografia gospodarcza Polski, gimnastyka, historia Polski, PW SP, higiena ogólna i zawodowa, biologia, śpiew i nauka o społeczeństwie; przedmioty pomocnicze: rachunki, fizyka; przedmioty zawodowe: technologia, materiałoznawstwo, maszynoznawstwo, rysunek zawodowy. Nie zmienił się program zajęć praktycznych.

Technikum Mechaniczne (1950-1954) – szkoła o kierunku obróbka i skrawanie.

Dyrektor: Franciszek Borkowski (1950-1954)

Zasadnicza Szkoła Metalowa (1952-1959)

Dyrektorzy:

  • Franciszek Borkowski(1952-1957)
  • Jan Matys (1957-1958)
  • Jan Chmiel (1958-1959)

Była do 2-letnia szkoła o specjalności tokarz, ślusarz maszynowy i ślusarz narzędziowy. Nauczano z przedmiotów ogólnych: język polski, język rosyjski, nauka o przedsiębiorstwie, gimnastyka; z przedmiotów pomocniczych: rachunki i fizyka; z przedmiotów zawodowych: technologię, materiałoznawstwo, rysunek zawodowy i technologię. Na roku I odbywało się 18 godzin tygodniowo warsztatów, a na roku II – 21 godzin.

Zasadnicza Szkoła Zawodowa (1959-2000)

Dyrektorzy:

  • Jan Chmiel (1959-1969)
  • Kazimierz Cholewa (1969-1990)
  • Krystyna Matys (1990-1997)
  • Henryk Kisiel (1997-1999)
  • Tadeusz Nowak (1999-2000)
Szkoła ślusarska z warsztatami – lata 70. XX wieku.

Szkoła ślusarska z warsztatami – lata 70. XX wieku.

Do końca swojej działalności była to 3-letnia szkoła. Program nauki zmieniał się w czasie. W latach 60. były to przedmioty ogólne: język polski, język rosyjski, gimnastyka, higiena ogólna i zawodowa, nauka o przedsiębiorstwie; przedmioty pomocnicze: rachunki, fizyka i nauka o społeczeństwie; przedmioty zawodowe: technologia, materiałoznawstwo, rysunek zawodowy, maszynoznawstwo ogólne, elektrotechnika.

Absolwenci szkoły bez problemu znajdowali zatrudnienie w zakładach pracy m.in. w Zakładzie im St. Szadkowskiego w Krakowie oraz Mostostal – Zabrze, a od 1961 roku głównie do Huty im. Lenina. Huta zresztą bezpośrednio kontaktowała się z władzami szkoły i słała listy gratulacyjne za dobrze wykwalifikowanych absolwentów. Władze huty dodatkowo fundowały uczniom szkoły stypendia. Liczba uczniów w latach 60. przekraczała 230.

W 1976 roku dobudowano halę obróbki ręcznej z zapleczem socjalnym. Szkoła była finansowana z Urzędu Miasta Krakowa. Warsztaty szkolne stanowiły jednocześnie zakład produkcyjny elementów metalowych – świeczniki, lampy, ogrodzenia czy bramy. Ściśle współpracowała szkoła z zakładem «Befaret» z Bielska-Białej, dla którego warsztaty wykonywały zamówione elementy.

Na obchodzone w 1979 roku 90-lecie szkoły Ministerstwo Oświaty przyznało medal Komisji Edukacji Narodowej. Ponadto szkoła otrzymała patrona w postaci Stanisława Staszica, a Koło Absolwentów ufundowało pamiątkowy sztandar. Wybito pamiątkowe medale okolicznościowe, a w uroczystościach wzięło udział blisko 500 absolwentów. Niemniej hucznie obchodzono 100-lecie szkoły: Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego przyznał Złotą Odznakę ZNP, wybito pamiątkowe medale i urządzono wystawę pamiątek szkoły.

Od roku 1983 obowiązywał program nauczania zajęć praktycznych P-41304-12/82 na specjalności tokarz i ślusarz.

Warsztaty szkolne.

Warsztaty szkolne.

Po upadku PRL i nastaniem problemów krakowskiej huty zakończyła się współpraca z tą instytucją. Wiązało się to również z utratą dotacji i stypendiów. Kuratorium w 1990 roku również nie miało pieniędzy na szkołę. Od zmiany ustroju zmianie uległ też system nauczania. Na drugim roku uczniów dzielono na specjalności tokarza i mechanika maszyn i urządzeń przemysłowych. Powstała również pracownia stolarska. Próbowano stworzyć kierunek rzemiosła artystycznego – na pierwszym roku jako kółko zainteresowań, a na drugim jako specjalność: ślusarz wyrobów artystycznych. Kolejnym pomysłem był profil sprzedawca, który miał przyciągnąć głównie dziewczyny.

Sukcesywnie spadało jednak zainteresowanie samą szkołą wśród młodzieży. O ile wcześniej większość młodych wybierała kształcenie techniczne i zawodowe, to w latach 90. młodzież wolała szkoły ogólnokształcące. Do szkoły przylgnęła też niezbyt pochlebna nazwa „śluska”. Osobiście pamiętam określenie z końca lat 80. jednego z pedagogów szkoły podstawowej, który przestrzegał, że jak ktoś się nie będzie uczył, to będzie musiał „iść do śluski”.

Po roku 1997 obowiązek finansowania szkoły spadł na nowo utworzony powiat krakowski. Powiat nie miał jednak funduszy na konieczne remonty gmachu szkolnego. Wówczas władze gminy zaproponowały wzięcie na siebie obowiązków utrzymania szkoły. W 1999 roku gmina postanowiła urządzić w zabytkowym gmachu szkoły gimnazjum. Usunięto kutą tablicę z nazwą szkoły i wyrzucono na śmietnik, a w miejsce jej zamocowano tablice gimnazjum. Zburzono zabytkowe warsztaty z XIX-wieczną kuźnią, które przeszkadzały władzom gminy w rozbudowie kompleksu szkolnego. Zabytkowe maszyny gmina sprzedała lokalnym rzemieślnikom – część z nich wróciła do Muzeum Ślusarstwa.

Zespół Szkół im. Biblioteki Polskiej w Paryżu.

Dyrektorzy:

  • Antoni Jędrzej, Jacek Zawada (2001-2003)
  • Barbara Chrobaczyńska (2003-2012)
  • Danuta Staszczak (2012-)

Utworzony zespół szkół składał się z gimnazjum, liceum profilowanego i szkoły zawodowej. Dla szkoły ślusarskiej gwoździem do trumny była likwidacja warsztatów szkolnych. Na terenie ich zaplanowane bowiem zostały dalsze budynki szkolne, w tym sala gimnastyczna. Pozbawienie szkoły warsztatów i kierowanie uczniów do „najbliższych warsztatów w Krakowie” zalatuje komizmem rodem z filmu Barei. Skoro uczeń miał jeździć do Krakowa na warsztaty, to równie dobrze mógł i tam jednocześnie zdobywać wiedzę teoretyczną o potencjalnie wyższym standardzie. W latach 1999-2001 dowożono uczniów na warsztaty do Krakowa na ul. Skrzyneckiego.

Jednocześnie od momentu utworzenia zespołu szkół władze szkolne faktycznie starały się odradzać zapisy do szkoły ślusarskiej chętnej młodzieży. Aby kierunek mógł być reaktywowany, konieczne było 25 osób chętnych. W 2003 roku zakończyły naukę ostatnie klasy i zaprzestano kształcić uczniów w szkole ślusarskiej.

Wiosną 2013 roku władze gminy i szkoły zdecydowały się na ponowne otwarcie rekrutacji do szkoły zawodowej. Pytanie, jakie należy postawić, brzmi czy przywrócenie szkoły ślusarskiej związane będzie z jednoczesnymi planami rozwoju rzemiosła w gminie. Jaki cel będzie miała szkoła? Ludzie tacy jak Weigel czy Bruchnalski mieli w zamierzeniu oddziaływanie na lokalne rzemiosło i w pewnym stopniu ten plan zrealizowali. Do II wojny światowej absolwenci szkoły znajdowali pracę głównie w Świątnikach i okolicach, a emigrowała stosunkowo niewielka liczba osób. Po wojnie do roku 1990 wzrosła liczba emigrantów zarobkowych (Nowa Huta, Śląsk), ale lokalny rynek wciąż potrzebował pewną liczbę pracowników – „Metalozabawka”, Spółdzielnia Pracy „Przyszłość” oraz prywatni rzemieślnicy zrzeszeni w Spółdzielni „Krakus”. W ostatnich latach jednak znacznie spadła liczba indywidualnych rzemieślników, ale funkcjonuje jeszcze kilka większych zakładów produkcyjnych. Jaki zatem charakter ma mieć ta 3-letnia szkoła z praktyką w prywatnych zakładach pracy, odpowiedzi dostarczy czas. Życzyłbym sobie i ewentualnym uczniom jednak tego, żeby pomysł reaktywacji szkoły pomyślany był z troską o nauczenie tych młodych ludzi zawodu zapewniającego prace, a nie był tylko okazją do obchodów 125-lecia szkoły.

Spółka Ślusarska (1888-1939). Aby szkoła zawodowa spełniła postawione przed nią zamierzenia, konieczne było utworzenie lokalnej spółki rzemieślników. Pierwsze plany powstały już w latach 1884-1886, kiedy uznano, że musi powstać szkoła, warsztaty i spółka produkcyjno-magazynowa. Inicjatywę tę podnieśli posłowie dr Weigel i ks. dr Kopyciński16. Powołany na dyrektora szkoły w 1887 roku Bruchnalski otrzymał polecenie zawiązania w Świątnikach spółki.

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

System pracy w Spółce nie różnił się niczym w stosunku do kupieckiego systemu produkcyjnego. Rzemieślnik kupował materiał od Spółki, jedynie część prac wykonywał na maszynach w warsztatach szkolnych, natomiast cała ręczna obróbka nadal wykonywana była w przydomowym warsztacie. To czy rzemieślnik sprzedał swój towar Spółce, kupcowi czy samemu zależało już tylko od niego. Nie było żadnych rygorów i zobowiązań pracy poza wewnętrznymi umowami, które musiały funkcjonować przy wielkich zleceniach. Brak wizji ufabrycznienia Spółki był istotnym hamulcem w rozwoju rzemiosła świątnickiego, które miało szanse jeszcze przed I wojną światową rozpocząć ten nowoczesny typ produkcji. I tak się miało stać, że przełomu produkcyjnego dokonała nie Spółka, a w głównej mierze absolwenci szkoły.

Nie oznacza to jednak, że spółka poza technologią, nie wprowadziła istotnych zmian na świątnicki rynek wytwórczy. Przede wszystkim ustanowiła całoroczną stałość cen, czego większość kupców nie praktykowała. Pojawiła się też możliwość uzyskania premii w postaci rocznej dywidendy o wartościach 30-50 złr, pod warunkiem, że Spółka wypracowała zysk. Kupcy byli zmuszeni zatem do podobnych kroków i zmiany podejścia do rzemieślników, aby ci nadal dla nich pracowali. Jednym z dużych osiągnięć Spółki było opracowanie i opatentowanie specjalnego stopu stali „Delta”. W skład jego wchodziły: miedź, cynk, żelazo i mangan. Cechował się on znaczną odpornością na wilgoć, wodę słoną i kwaśną.

Należy wspomnieć o specyficznych relacjach, jakie łączyły kupców i rzemieślników i wybiegały znacznie ponad sprawy finansowe i materialne. Współpraca rzemieślnika z kupcem łączyła nie tylko tych dwoje, a także całe ich rodziny, często przechodząc na kolejne pokolenie. Tak jak w każdej społeczności, w której funkcjonowały dwie różne pod względem zamożności klasy społeczne, mniej zamożni (rzemieślnicy) szukali oparcia i wstawiennictwa u tych drugich (kupcy). Z tymi relacjami społecznymi Spółka nie mogła konkurować. A wręcz przeciwnie, gdyż wszelkie negatywne relacje między kupcami i rzemieślnikami były niczym w porównaniu z wewnętrznie skłóconym środowiskiem rzemieślników. Zazdrość, zawiść, wieloletnie spory między rodzinami oraz wewnątrzrodzinne uniemożliwiały dalszy rozwój Spółki i niweczyły plany ogólnoświątnickiej współpracy produkcyjnej.

Dyplom wyróżnienia dla Spółki Ślusarskiej w Świątnikach z wystawy we Wiedniu w 1890 r.

Dyplom wyróżnienia dla Spółki Ślusarskiej w Świątnikach z wystawy we Wiedniu w 1890 r.

Początkowy kapitał wynosił 4 złr 21 c. Pierwszym prezesem Spółki został Stanisław Bodzoń (Zuberek), dyrektorem technicznym Kazimierz Bruchnalski, a długoletnim sekretarzem Józef Bujas17. Niewiele zachowało się z personaliów władz spółki. Związek Świątnicki wspomina o Tadeuszu Kotarbie, jako przewodniczącym Rady Nadzorczej Spółki do 1912 roku. W sprawę utworzenia spółki zaangażował się proboszcz ks. Karpiński, będąc jednym z pierwszych ofiarodawców. Z uzbieranych funduszy zakupiono w pierwszej kolejności parterowy murowany dom po matce Stanisława Słomki (Jonoska), w którym mieści się obecnie Urząd Miasta i Gminy (ul. Bruchnalskiego 15). Tam w każdą sobotę rzemieślnicy przynosili wykonane przez siebie produkty i mogli nabywać w znajdującym się w zachodniej części parteru sklepie materiały oraz produkty spożywcze. W niedzielę natomiast do siedziby spółki przychodzili darczyńcy.

Członkowie Spółki Ślusarskiej prezentują maszynę parową. Rok 1894.

Członkowie Spółki Ślusarskiej prezentują maszynę parową. Rok 1894.

Spółka Ślusarska do I wojny światowej była cały czas dotowana przez państwo i miała zagwarantowane otrzymywanie większych zamówień rządowych – koleje, Poczta i Telegrafy, wojsko (artyleria) i więziennictwo. Poza tym Spółka podobnie do rodzin kupieckich miała także ofertę sprzedaży hurtowej kłódek (na tuziny). Zachowało się niewiele cenników w języku niemieckim, co może świadczyć, że nie stanowiło to główny cel Spółki.

Dyplom dla Spółki Ślusarskiej z wystawy we Lwowie, rok 1894.

Dyplom dla Spółki Ślusarskiej z wystawy we Lwowie, rok 1894.

W 1912 roku Spółka zaczęła odczuwać skutki powiązań finansowych z państwem. Problemy militarne w Bośni i Hercegowinie na długi czas zamroziły ulokowane w tym regionie przez Spółkę fundusze, co spowodowało ograniczenie do 50% obrotu pieniędzmi i konieczność nawet 3 krotnego zaniżania wartości produkowanych towarów, co oczywiście wywołało fale niezadowolenia członków Spółki.

Sytuacja Spółki po I wojnie światowej uległa istotnej zmianie. Po pierwsze odradzające się państwo nie kontynuowało finansowego wsparcia Spółki, która mogła liczyć jedynie na prywatnych darczyńców. Powstałe w latach dwudziestych zakłady produkcyjne szybko uzyskały przewagę techniczną i technologiczną. Trapiona problemami finansowymi Spółka była zmuszona zawieszać działalność w latach 1932-1937, a także pozbyć się swoich nieruchomości – zlicytowano budynek siedziby spółki, który zakupił Stanisław Dziewoński w zamierzeniu pod bursę szkolną. Po rozpoczęciu okupacji niemieckiej w 1939 roku Spółka została ostatecznie rozwiązana tak, jak wszystkie polskie stowarzyszenia i organizacje. Po wojnie nie doszło do kolejnego wznowienia działalności.

Liczba członków dość mocno się wahała: 140 (1891 r.), 150 (1893 r.), 92 (1906 r.), 135 (1909 r.).

Najważniejsze daty z działalności Spółki Ślusarskiej:

1890 – dyplom wyróżnienia na wystawie w Wiedniu,

1891 – zamówienie na 500 kłódek wertheimowskich,

1893 – kapitał zakładowy 4,5 tys. złr.

1894 – srebrny medal na Powszechnej Wystawie Krajowej we Lwowie,

1897 – spółka zwolniona z podatków państwowych na kolejne 10 lat,

1898 – Wydział Krajowy udzielił pożyczki oprocentowanej na 3% na sumę 3 tys. złr.

1912 – subwencja na 6 tys. złr na zakup maszyn pomocniczych z Urzędu Popierania Przemysłu we Wiedniu18,

1912 – problemy finansowe – zamrożenie ulokowanego na Bałkanach kapitału spółki,

1914-1918 – zawieszenie działalności,

1932-1937 – zawieszenie działalności,

1939 – rozwiązanie spółki.

O Spółce Ślusarskiej zwykło się pisać w podobnym tonie, co o samej szkole, czyli w samych ogólnikach i superlatywach. Poniżej przedstawiam najczęściej poruszane sprawy:

  1. Pierwsza spółka produkcyjna w Galicji – PRAWDA. Instytucje takie funkcjonowały już w Austrii, w Czechach czy na Węgrzech, ale prawdopodobnie była to pierwsza taka społeczna organizacja19.
  2. Spółka powstała z inicjatywy Bruchnalskiego – FAŁSZ. Inicjatywę utworzenia spółki podniósł dr Weigel i ks. dr Kopyciński już w 1884 roku, kiedy jeszcze faktycznie kwestie istnienia szkoły leżały w dysputach posłów i obietnicach Wiednia. Wraz z materializowaniem się tych zamierzeń sprawa spółki była już nieodłącznie związana ze szkołą. Przed Bruchnalskim postawiono zadanie nie tylko utworzenia szkoły, ale i namówienia lokalnych rzemieślników do przystąpienia do Spółki. Jego zasługi są w wykonaniu, przynajmniej częściowym, tychże zamierzeń. Niestety w historiografii Świątnik zwykło się wszystkie zasługi związane ze szkołą przypisywać Bruchnalskiemu, zapominając całkowicie o innych. O tym, że inaczej niż dziś, patrzono na to wówczas, świadczy ten cytat ze Związku ŚwiątnickiegoZałożona w r. 1888 Spółka ślusarska przez Wydział krajowy i szkołę ślusarską […]20.
  3. Bruchnalski był prezesem Spółki – FAŁSZ. Kazimierz Bruchnalski pełnił funkcję dyrektora technicznego spółki, ale nie był jej prezesem. Prowadził kasę i zajmował się sprawami administracyjnymi. Pierwszym prezesem był Stanisław Bodzoń (Zuberek).
  4. Spółka konkurowała z kupcami – FAŁSZ. Spółka realizowała w dużej mierze wielkie rządowe i krajowe zamówienia, natomiast kupcy mieli „swoje” ściśle określone w cesarstwie regiony, gdzie handlowali i pojawienie się Spółki nie ograniczyło ich terytoriów. Jedynie lokalnie spółka i kupcy konkurowali o rzemieślników, aby pracowali dla nich. Ponieważ jednak liczba członków Spółki była na jednym poziomie przy dość znacznym wzroście liczby ślusarzy, miało to znaczenie głównie w okresie początkowym spółki.
  5. Spółka była monopolistą – FAŁSZ. Liczba członków dochodziła do 150, podczas gdy w samych Świątnikach rzemieślników w latach 80. XIX wieku było ok. 700, a w 1910 roku już 1484 osób21. Rodzin kupieckich było zaledwie kilka, więc jakkolwiek by nie liczyć, nadal więcej rzemieślników pracowało dla kupców czy nawet na pojedynczego kupca niż dla Spółki.
  6. Spółka zapewniała wysokie zyski członkom – FAŁSZ. A właściwie zdanie mocno na wyrost. Z dostępnych badań m.in. Kwaśniewicza wynika, że do 1914 roku Spółka wypłacała nieznacznie większe wynagrodzenie od kupców. Jednak kupcy bojąc się, żeby Spółka nie przejęła pracujących dla nich rzemieślników, również podnieśli dla nich wynagrodzenia i starali się wyrównać do poziomu Spółki. Spółka stanowiła istotne źródło dostaw materiału i również na tym polu kupcy musieli zmienić swoje podejście i inaczej wyceniać surowce. Uzyskanie większych zarobków nie było możliwe wobec panującego kryzysu ekonomicznego w cesarstwie związanego z problemami przemysłu metalowego.
  7. Spółka doskonale prosperowała – FAŁSZ. Najczęściej w publikacjach podawane są tylko zyski Spółki, które owszem nie były małe, ale w ogóle nie wspomina się, że Spółka cały czas była zadłużona na preferencyjnym rządowym kredycie. Zadłużenie w 1909 roku wynosiło już ponad 20 tys. złr, a otrzymała kredyt na kolejne 10 tys. złr. Co prawda sporą sumę stanowił wyprodukowany towar, ale żeby utrzymać płynność przedsiębiorstwa potrzebne były kredyty. Może trochę dziwić, że choć Spółka zwolniona była od podatków i dostawała co chwile duże zastrzyki gotówki w postaci pozyczek, to nie była w stanie wypracować większych zysków.

Tajna Organizacja Młodzieży (1901-1914). Pomimo panujących względnych swobód narodowościowych w Galicji państwowa szkoła ślusarska nie mogła jawnie wspierać ruchy patriotyczne. Młodzież postanowiła sama wziąć sprawy w swoje ręce i zawiązała tajną organizację. Pierwsze zebranie uczniów odbyło się 1 listopada 1901 roku w domu ojca jednego z uczniów, a równocześnie wójta świątnickiego, Wojciecha Kotarby. Ułożono program działalności stowarzyszenia, w którym zobowiązano się do cotygodniowego spotkania, na którym planowano dokształcać się w historii Polski, śledzić bieżące wydarzenia społeczne i polityczne poprzez czytanie prasy polskiej takich jak Polak Wojciecha Korfantego, Tekę, czy Przegląd Wszechpolski Romana Dmowskiego. Dyskutowano także o wybranych zagadnieniach naukowych. Prowadzono kasę na ewentualne potrzeby niesienia pomocy członkom stowarzyszenia. Wybrano na naczelnika Jana Jaworskiego, a tzw. Wydział tworzył naczelnik z trzema innymi uczniami: Janem Stecem, Stanisławem Kozłowskim i Chudibą. Każdy z członków składał przysięgę przed naczelnikiem, a w sumie złożyło ją jeszcze 19 członków. Stowarzyszenie podzieliło się na 3 „kółka”, a na czele każdego stał „starszy kółka”. Założono także własną bibliotekę, której początek dał Stanisław Kotarba pseud. „Osti Eri”

W roku 1902 zmieniono program stowarzyszenia i nazwę na „Koło Samokształcenia im. Tadeusza Kościuszki”. W programie spotkań pojawiły się opowiadania historyczne (głównie z okresu zaborów m.in. powstań narodowych) i referaty z czasopism oraz wspólne ich omawianie. Nawiązano również kontakt z delegatami z Krakowa (byli to uczniowie szkoły realnej lub studenci) W roku szkolnym 1902/03 wybrano naczelnikiem Steca. Usunięto część nieaktywnych członków. Na 3 Maja zamówiono mszę o 6 rano u katechety szkolnego ze składek towarzystwa. W roku 1903/04 naczelnikiem był Władysław Górecki, a liczba członków wynosiła 14. Zaczęto prenumerować wychodzące we Lwowie czasopismo Ojczyzna. Pomimo braku kontaktu z delegatem z Krakowa w roku szkolnym 1904/05 po przewodnictwem Tatara udało się utrzymać organizację liczącą 12 członków. W roku 1905/06 doszło do częściowej dekonspiracji towarzystwa, gdy jeden z uczniów szkoły dowiedział się o tej organizacji i zaczął się tą informacją dzielić z innymi. Udało się na szczęście powstrzymać dalsze rozpowszechnienie tej informacji. Wprowadzono do porządku spotkań czytanie literatury polskiej, jednak 9 członków zaniechała z tego powodu dalszego uczestnictwa w organizacji. Dzięki współpracy z o. Honoratem Jedlińskim OFM, który zastępował chorego proboszcza ks. Karpińskiego, 17 lipca 1906 roku odbyła się śpiewana msza za dusze poległych Polaków wraz z występem chóru.

W roku 1906/07 doszło do reformy „Koła” dzięki współpracy nowego naczelnika Franciszka Rutkowskiego (po I wojnie był nauczycielem zawodu w szkole ślusarskiej) ze słuchaczem prawa na UJ Janem Dębskim (późniejszy doktor prawa, zamordowany w Auschwitz). Dyrektor Bily po raz pierwszy zezwolił na uczczenie święta narodowego 3 Maja z uroczystą mszą odprawioną przez nowego proboszcza ks. Migdałka. Dotychczas bowiem władze szkolne w osobie czeskiego dyrektora nie były przychylne manifestowaniu polskością przez uczniów i przy okazji pamiętnych rocznic z historii Polski zabraniano noszenia biało-czerwonych kokardek, śpiewania patriotycznych pieśni na grobach powstańców czy urządzania wspólnych wieczorków ze świątnickimi gimnazjalistami. W roku 1907/08 naczelnikiem został Marian Juraś.

Nieznane są dalsze losy organizacji, a powyższe informacje pochodzą z zapisków Stanisława Kotarby, który w 1907 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Krakowie. Swoje zapiski sporządził w Krakowie, 20 lipca 1921 roku.

1Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego, alegat 52 do IV sesji Sejmu Krajowego V kadencji 1886/1887.

2Centnar, inaczej cetnar polski – jednostka wagi wynosząca wg norm lwowskich 128 funtów = 51,84 kg.

3Odezwa z 8 marca 1887. C. k. Prezydyum Namiestnictwa we Lwowie L. 2.277/pr., Alegat 3 do sprawozdania Komisji przemysłowej z 22 października 1887 roku (LW kr. 57.263/87)

4Tamże

5Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłu domowego i rękodzielniczego za czas od Października 1886. do Listopada 1887 r. Alegat 1 do sprawozdania Wydziału Krajowego L. 57.263/1887

6Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłowych za czas od początku marca do końca sierpnia 1888.

7Tamże.

8Statut i regulamin oraz instrukcya o używaniu przyrządów warstatowych c. k. Zawodowej Szkoły Ślusarskiej w Świątnikach, Kraków 1894. s.1

9Protokoll über die XXIX Sitzung der Cenetral-Kommission für Angelegenheiten des gewerbl. Unterrichtes vom 10 Dezember 1890. Centralblatt Bd. X s. 57.

9aGazeta lwowska, 20 lipca 1888, Nr 165 Rok 78.

10Sprawozdanie z Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych za czas od sierpnia 1888 do sierpnia 1889, Alegata do sprawozdań stenograficznych Sejmu krajowego za rok 1889.

11K. Bruchnalski, Drugie sprawozdanie zawodowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach, Kraków 1891, s.10-12.

12F. Batko, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, UMiG Świątniki Górne 2008, s. 72.

1342. posiedzenie, I. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 26. października 1903.

14Tamże.

15Związek Świątnicki, marzec 1912 roku.

16Sprawozdanie z 25. posiedzenie 2. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 23. października 1884 oraz 3. posiedzenie 22. posiedzenie 3. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15 stycznia 1886

17Marcin Mikuła, Ludzie i wydarzenia

18Związek Świątnicki, nr 3/1912, s.18

19W. Kwaśniewicz, Wiejska społeczność rzemieślnicza, s. 43.

20Związek Świątnicki, nr 2/1911, s.6

21Dane ze spisu ludności wykonanego 31 grudnia 1910 roku, na podstawie „Związek Świątnicki” nr 1/1911

Opracował Jerzy Czerwiński.

Chciałbym przedstawić poniższym tekstem opracowanie dotyczące II wojny światowej w Świątnikach Górnych. Z wyjątkiem artykułów Witolda Szczygła i kilku szczątkowych wspomnień bardzo niewiele pisano na ten temat ograniczając się głównie do podania listy ofiar wojny, a niewiele miejsca poświęcając tym, co przeżyli. Nie powinna też dziwić niechęć do wspominania tamtych czasów dlatego tym bardziej cenne są relacje tych, którzy zdecydowali się wrócić pamięcią do tamtych wydarzeń. Ta wiedza musi przetrwać, aby tamte wydarzenia nigdy się już nie powtórzyły.

Źródeł informacji, których przyszło mi skorzystać, jest na tyle dużo, że ich listę umieszczam na końcu tego opracowania.

Tankietka TK-3. Od stycznia 1939 roku do maja wśród krakowskich rzemieślników zorganizowano zbiórkę na dozbrojenie polskiej armii. W Świątnikach akcję tę prowadziły władze Szkoły Ślusarskiej z dyr. Fryderykiem Klementysem na czele. W wyniku akcji zakupiono tankietkę TK-3. W dniu 21 maja 1939 maszyna została uroczyście poświęcona na płycie krakowskiego rynku, nadano jej imię „Rzemieślnik” i przekazano Wojsku Polskiemu. Podczas uroczystości obecny był dyrektor Klementys oraz nauczyciel Stanisław Kwintowski. Tankietka trafiła do eksperymentalnej 10 Brygady Zmotoryzowanej płk. dypl. Stanisława Maczka. Dalsze losy tankietki nie są znane.1

Poświęcenie tankietki TK-3 „Rzemieślnik” na Rynku Głównym w Krakowie dnia 21.05.1939 r

Poświęcenie tankietki TK-3 „Rzemieślnik” na Rynku Głównym w Krakowie dnia 21.05.1939 r

.

Można jednak zadać sobie pytanie, dlaczego w państwie rządzonym przez pułkowników, generałów i marszałków, które nie miało potwierdzonych granic z kluczowymi sąsiadami kwestie związane z uzbrojeniem niemałej armii były na tak niskim poziomie, że zamiast pomocy u sojuszników ratowało się akcjami obywatelskimi.

Przebieg działań wojennych na południu Polski. Poniższy opis ma zadanie przybliżyć sytuację militarną w pierwszych dniach września 1939 roku na terenie południowej Polski. W opisie wydarzeń każdego dnia w pierwszej części przedstawię sytuację na frontach kampanii wrześniowej i podstawowe ruchy formacji zbrojnych. Ułatwieniem powinny być ryciny ilustrujące działania armii. W drugiej części przedstawię to, co wydarzyło się w Świątnikach, zachowanie i emocje mieszkańców – opisze tu na przykładzie mojej rodziny Czerwińskich, co również w dużym stopniu odzwierciedlało zachowania w innych domach.

Na początku należy przedstawić, jak wyglądała sytuacja militarna 31 sierpnia 1939 roku. Śląsk i Pogórze Karpackie bronić miała Armia „Kraków” dowodzona przez gen. Antoniego Szyllinga. Sztab Naczelnego Wodza spodziewał się ataku przede wszystkim na Górny Śląsk od strony Protektoratu Czech i Moraw. Na Górnym i Cieszyńskim Śląsku znajdowały się: Grupa Operacyjna (GO) „Bielsko” gen. bryg. Mieczysława Boruty-Spiechowicza, w skład której wchodziły 21 Dywizja Piechoty Górskiej (21DPG) oraz 1 Brygada Górska (brygada piechoty Korpusu Ochrony Pogranicza – 1BG) w rejonie Żywca, Bielska i Chabówki. Z okolic Zatoru w kierunku Pszczyny skierowana została 6 DP gen. bryg. Bernarda Monda, w południowym obwodzie pozostawała w okolicach Krakowa 10 Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej (10BK) płk. dypl. Stanisława Maczka. Utrzymanie jak najdłużej Śląska było niezbędne do dokonania pełnej mobilizacji licznej ludności tego regionu.

Zgodnie z planem operacyjnym Fall Weiss Naczelne Dowództwo Wermachtu (OKW) wysłało w rejon Górnego Śląska i Zachodniej Małopolski 14 Armię gen. Eugena Otta – w kierunku na Pszczynę ruszyła znad Odry 5 Dywizja Pancerna (5DPanc.) z VIII Korpusu Armijnego. Od południa była wspomagana przez XVII KA: 44DP i 45DP miały uderzyć na Skoczów i Bielsko od strony Protektoratu Czech i Moraw oraz 7 DP w kierunku Żywca z terenów Słowacji. Na Podhale miał uderzyć XXII Korpus Pancerny z siłami 2 DPanc, 4 Dywizji Lekkiej (4DLek.) oraz 3 Dywizji Górskiej (3DG).

Niemcy uderzali łącznie siłą 2 dywizji pancernych, 3 dywizji piechoty, dywizją lekką oraz dywizją górską. Bronić musiały się 2 dywizje piechoty, 1 brygada kawalerii zmotoryzowanej, 1 brygada górska KOP, 2 bataliony Obrony Narodowej oraz dwa pociągi pancerne. Niemcy dodatkowo dysponowali nowoczesnymi siłami Luftwaffe, natomiast Armia „Kraków” miała do dyspozycji jeden dywizjon myśliwski oraz 3 eskadry rozpoznania (łącznie 53 maszyny). Przewaga liczebna wroga była zbyt wielka jak na tak bardzo rozciągnięty front (ponad 100 kilometrów). Z dodatkową przewagą techniczną i operacyjną wynik walk mógł być tylko jeden.

Mapa działań wojennych od 1 do 3 września 1939 r.

Mapa działań wojennych od 1 do 3 września 1939 r.

1 września (piątek) – Około godziny 4.00 wojska Wermachtu przekroczyły granicę polską. W pierwszy dniu wojny polskie siły na Śląsku nie zostały przełamane. Pod Brzeźcami 6 DP zatrzymała natarcie 5 DPanc. GO „Bielsko” skutecznie opóźniała marsz wojsk niemieckich nie wdając się w przewlekłe walki – o godz. 13 opuszczono Cieszyn, a o 14 padł rozkaz wycofania się przez Skoczów do Bielska. 7 DP przekroczyła Przełęcz Zwardońską i przygotowywała się do uderzenia z południowej flanki.

Pojawienie się Niemców siłami 3 dywizji na Podhalu zmusiło gen. Szyllinga już w pierwszych godzinach wojny do wykorzystania krakowskich odwodów i płk. Maczek otrzymał rozkaz wymarszu 10 BK w kierunku Jordanowa. Maczek musiał powstrzymać Niemców w tym rejonie dolin Raby i Skawy, gdyż wojska niemieckie mogły już następnego dnia stanąć pod Krakowem. Niemcy dzięki lotnictwu szybko zorientowali się o ruchu 10BK i wysłano ok godz. 17 bombowce w celu zniszczenia w Dobczycach mostu na Rabie – bomby spadły jednak na pobliskie budynki cywilne. Większość oddziałów znalazła się już pod Jordanowem w godzinach popołudniowych, a o godz. 19 doszło do pierwszej potyczki,w której zniszczono kilka czołgów wroga. 2DPanc bowiem bez większych przeszkód zajęła o godz 17 Spytkowice, a 4 DLek poruszająca się „zakopianką” opóźniana przez niszczone mosty dotarła na wieczór do Rdzawki.

O godz. 4.10 z lotniska Cienin/Raków na Dolnym Śląsku oraz ze Spiskiej Wsi wystartowały bombowce na Kraków. Tak opisał to Otto Mockel z 77 Pułku Bombowego Luftwaffe:

Lecimy kursem wschodnim [..] atakujemy Kraków. Pod nami […]brudnawe, chłopskie chaty. Lecimy na wysokości 5-10 metrów. [..]Mieszkańcy wsi rozbiegają się przerażeni na boki lub wyciągają do nas ramiona. Czy oni w ogóle wiedzą, że mają nad sobą niemieckie samoloty, czy też boją się, że zaczniemy strzelać do bezbronnych ludzi?2

Celem bombardowania padło lotnisko Kraków-Rakowice oraz urządzenia kolejowe w Bieżanowie.

Warto także dodać, że granice Rzeczypospolitej przekroczyły bez wypowiedzenia wojny 3 słowackie dywizje, w tym 1 Dywizja Piechoty „Jánošik”, która zajęła Jaworzynę Tatrzańską (Spiską), Zakopane i skierowała się w kierunku Nowego Targu. Udział armii słowackiej był w kampanii wrześniowej marginalny, jeśli chodzi o znaczenie militarne i dywizje słowackie nie związały walką większych polskich sił zbrojnych. Istotniejszą sprawą dla Polski było udostępnienie Niemcom swojego terenu do ataku na Polskę. W zamian za pomoc Hitler przyłączył do Słowacji tereny sporne z Polską z 1920 i 1938 roku.

W Świątnikach wojna dała znać o sobie przelatującymi nisko bombowcami, które mogli zobaczyć mieszkańcy między godziną 4 i 5 rano. Widziano nie tylko przelatujące samoloty, ale także walkę powietrzną, choć nikt nie był w stanie określić, czy nie są to czasem wojskowe ćwiczenia „naszych” lotników. Ze złudzeń odarło radio, które poinformowało o napaści hitlerowskich Niemiec. Mało kto jednak przypuszczał, że wojna potrwa długo. Mimo to ludzie zaczęli wykupywać żywność z miejscowych sklepów, a jak tu brakło, zaczęli szukać jej w sklepach w okolicy. W Szkole Ślusarskiej zebrali się na nauczyciele, by nawzajem snuć plany „co dalej” – wszak przecież rozpocząć się miał nowy rok szkolny. Dzień wcześniej ogłoszona została powszechna mobilizacja w Polsce – większość młodych ludzi ze Świątnik powołanych do wojska była już tego dnia w swoich oddziałach, a w Świątnikach zostały osoby starsze, kobiety i młodzież.

Zaświadczenie powołania do służby wojskowe strzelca Feliksa Słomkę z 24.08.1939 r.

Zaświadczenie powołania do służby wojskowe strzelca Feliksa Słomkę z 24.08.1939 r.

Mój dziadek Mieczysław Czerwiński, jak co piątek pojechał z Alfonsem Kotarbą do Krakowa zawieźć towar z Haszpienia do wysyłki. Po powrocie z Krakowa opowiadał o bombardowaniu miasta oraz że bomby spadły na dworzec kolejowy i na Śródmieście. Radio przez cały dzień nadawało co chwila komunikaty takie jak: „Uwaga! Uwaga! Nadchodzi: KO-MA 47 LO-TA 23 PO-RA 18” – był to szyfr obrony przeciwlotniczej Warszawy, który pozwalał przez radio kierować ogniem. Wszyscy pamiętający ten dzień i nadchodzące następne podkreślali piękną słoneczną jesienną pogodę.

Książeczka wojskowa Stanisława Szczygła – kanoniera w 3. baterii 6 pal 6DP.

Książeczka wojskowa Stanisława Szczygła – kanoniera w 3. baterii 6 pal 6DP.

2 września (sobota) – Broniąca się 6 DP w rejonie Pszczyny nie była w stanie dłużej utrzymać pozycji. Dywizja utraciła kontakt z dowództwem, do której doszły nieprawdziwe pogłoski, jakoby widziano już czołgi niemieckie na ulicach Oświęcimia. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na bardzo kiepski system łączności panujący w polskiej armii oraz nieprzystosowaną do warunków polowych strukturę polskich sił zbrojnych, w której wszystkie podstawowe decyzje podejmował Naczelny Wódz, wobec czego jego rozkazy były najczęściej mocno spóźnione wobec dynamicznie rozgrywającej się walki.

21 DPG walcząca pod Skoczowem przeciwko austriackiej 45 DP przy wycofywaniu się wieczorem do Bielska utraciła swoją artylerię wobec nieustannych ataków Luftwaffe oraz lokalnych dywersantów. O godz. 21.30 padł rozkaz wycofania się za Sołę, a być może i za Skawę.

Rejon umocnień Węgierskiej Górki (5 bunkrów) broniony przez 1 batalion 2 pułku piechoty KOP „Berezwecz” oraz Żywiecki Batalion Obrony Narodowej został zaatakowany przez niemiecką 7 DP. Po południu wojska niemieckie przedarły się między bunkrami i artylerią przeciwpancerną oraz miotaczami ognia zniszczono umocnienia.

Spod Spytkowic i Nowego Targu w kierunku na Jordanów o świcie wyszło niemieckie natarcie wiedeńskiej 2DPanc, ale dzięki współdziałaniu 1 pp KOP i 10 BK (w szczególności 24 Pułku Ułanów) udało się zatrzymać pierwsze natarcie. Ciężkie walki trwały cały dzień w okolicy miejscowości Wysoka, w rezultacie których polskie siły musiały wycofać się do Jordanowa, ale Niemcy byli zbyt wyczerpani na kolejny atak. Walki o Wysoką wspierał także polski pociąg pancerny nr 51. W nocy z 2 na 3 września mieszkańcy Wysokiej popalili cysterny z paliwem niszcząc uszkodzone dzień wcześniej pojazdy pancerne – Niemcy zapamiętali tan fakt i w październiku rozstrzelano kilkanaście osób i spalono wieś. 1 pp KOP wraz z żołnierzami płk. Maczka zatrzymali także natarcie 4 DLek na Chabówkę.

Niemiecki Wermacht zaczął stosował taktykę masowego palenia polskich miejscowości w tym celu, aby uciekająca ludność zablokowała drogi i uniemożliwiła ruchy wojsku. Miało to też nocą oświetlić okolicę i ostrzegać przed ewentualnym kontratakiem polskim.

Wieczorem tego dnia zapadła decyzja marszałka Śmigłego-Rydza o wycofaniu Armii „Kraków” na linię Nidy i Dunajca: GO „Bielsko” miała wykonać odskok nad Skawę i bronić rejonu między Zatorem a Wadowicami (6 DP pod Zator, 21 DPGór pod Wadowice, 1 BGór i 2. pułk KOP miały cofnąć się pod Myślenice), a 10 BK bronić rejonu Beskidu Wyspowego.

Na podkrakowskim niebie ok 8 pojawiła się eskadra polskich „Karasiów” z 24 eskadry rozpoznawczej z zadaniem zbombardowania 2 DPanc. Niemcy w tym samym czasie bombardowali linie kolejową Kraków – Lwów oraz dworce w Krakowie, Bieżanowie, Brzesku i Tarnowie. W drodze powrotnej bombowce He-111 zostały zaatakowane przez polskie myśliwce PZL ze 121 eskadry myśliwskiej w Krakowie, którą dowodził ppor. Wacław Król. Zestrzelono jeden bombowiec, a 2 zostały uszkodzone ze stratą jednego myśliwca – myśliwiec PZL P.11c Wacława Króla rozbił się w okolicy Kłaja na skraju Puszczy Niepołomickiej, ale pilot zdążył wyskoczyć (szczątki tej maszyny zostały odnalezione w kwietniu 2012 r przez Janusza Czerwińskiego z Kłaja).

Do Świątnik dotarli wozami pierwsi uciekinierzy – Górale z okolic Zakopanego, którzy przynieśli informacje o wojnie i jej okrutności. Byli też mieszkańcy Śląska. Wielu Świątniczan miało im za złe, że swoimi opowieściami i postawą uciekinierów sieją niepotrzebną panikę.

3 września (niedziela) – w trakcie odwrotu w nocy z 2 na3 września GO „Bielsko” została przemianowana na GO „Boruta” (6 DP, 21 DPG, 1 BG, 10BK). W nocy oddziały przekroczyły Przemszę i częściowo rozproszyły się na skutek działania dywersantów. Wisłę przekroczyli pod Dziedzicami, część oddziałów udała się w kierunku Kęt. Następnie GO przekroczyła Skawę i skierowała się aby zająć pozycje obronne Krakowa.

Podczas gdy GO „Boruta” wycofywała się na wschód, w okolicach Jordanowa (Naprawa) i Mszany Dolnej trwały ciągłe walki, w tym także próba kontrataku pod Lubniem i Suchą. W nocy z 3 na 4 przerzucono drogą przez Myślenice – Dobczyce do Kasiny Wielkiej część 10BK.

W Świątnikach jedyną pokrzepiająca informacją tego dnia było przystąpienie do wojny Anglii i Francji. Mniej optymistycznie sprawy przedstawiali kolejni uchodźcy z Zaolzia i Śląska Cieszyńskiego. Dyrekcja Szkoły Ślusarskiej otrzymała tajny rozkaz z Kuratorium o ewakuacji szkoły – należało zabezpieczyć, ukryć lub zakopać maszyny, eksponaty muzealne, narzędzia, a następnie w miarę możliwości ewakuować się na wschód. W Świątnikach po południu pojawiły się maszerujący polscy żołnierze, a wieczorem i nocą dudniły pojazdy ciągnące artylerię – najprawdopodobniej byli to żołnierze z 6DP, która przegrupowywała się między Skawiną i Swoszowicami. Przechodzący żołnierze prosili o wodę, chleb czasem też coś mocniejszego, bo myląca była tablica reklamująca firmę dziadka jako „Wytwórnia zamków i kłódek”, co pewnie mniej wyedukowani żołnierze odczytywali jako wytwórnia wódek – dziadek dla spokoju i uniknięcia nieporozumień zdjął szyld z widoku. Nocy ponownie rozjaśniała łuna nad Beskidami.

Mapa działań wojennych od 3 do 4 września 1939 r.

Mapa działań wojennych od 3 do 4 września 1939 r.

4 września (poniedziałek) – Żołnierze z 6DP wysadzili most drogowy w Skawinie na Skawince i przygotowywali się do odparcia zbliżającej się niemieckiej dywizji pancernej. Składami towarowymi zatarasowano tory kolejowe między Zatorem i Skawiną. Na przeznaczonych pozycjach znaleźli się także strzelcy podhalańscy z 21 DPG, z których 3 pułk obsadził wieczorem rubież Radziszów – Krzywaczka, a 4 pułk miał bronić drogi Krzywaczka – Głogoczów. Punktem dowodzenia 21DPG został pałac w Mogilanach.

Przerzucone główne siły płk. Maczka pod Kasiną Wielką zaatakowały 3 DG i 4DLek i odrzuciły je z powrotem do Mszany Dolnej. Wieczorem Niemcy ponownie pojawili się pod Kasiną. Tymczasem wojska niemieckie kontynuowały natarcie na Myślenice i wobec zmniejszenia sił obronnych przerzuconych do Kasiny dotarły w okolice Stróży, gdzie o godz. 20 jeden pluton czołgów z 2 DPanc przebił się przez obronę i ruszył na Myślenice, ale został odparty, a wojska niemieckie pozostały w Stróży do rana.

Do Świątnik skierowano tabory 6 pułku artylerii lekkiej (6 DP) należące do III Dywizjonu, który w tym czasie znajdował się w Myślenicach i Jaworniku i operował razem z 10 BK płk. Maczka. Wspomina o tym Jan Pabich w „Niezapomnianych kartach”: „(…) major Chojecki rozkazał bateriom zając pozycję ogniową, kolumnie zaś amunicyjnej i taborom dywizjony polecił udać się do Świątnik.”3

W Ochojnie spotkało się wielu mieszkańców gminy w tym wójt gminy Świątnik Józef Chorabik z Mogilan oraz organista ze Świątnik Sanecki. Radzono wspólnie co robić wobec frontu w odległości 8 km. Obecny też dawny legionista Stanisław Popczyński mądrze radził mieszkańcom Ochojna, żeby nie obawiali się i pozostali w domach, gdyż samo Ochojno nie leży przy głównym trakcie i wojska zapewne ominą tę miejscowość. Większość ludzi postanowiła jednak uciekać na wschód w kierunku Bochnia, Tarnów, Rzeszów, Przemyśl.

Mieszkańcy Świątnik mogli się czuć jeszcze bardziej zagrożeni – wszak miejscowość leżała na żołnierskim szlaku, a kolejne tabuny uciekinierów coraz bardziej łamały wole tych, którzy zdecydowali się pozostać. Wielu ludzi postanowiło zatem spakować się i także uciekać na wschód. Do dziadka przyszedł zatroskany ks. Brzostek, radzić się, co powinien robić. Pojawiły się plotki, że Niemcy zabijają lub aresztują księży. Musiało to być niezwykłe spotkanie osób, którzy jeszcze niedawno byli społeczno-politycznymi rywalami (dziadek był zagorzałym piłsudczykiem i prezesem Czytelni Ludowej, natomiast ks. Brzostek prowadził lokalną Akcję Katolicką z konkurencyjnym teatrem). Nie wiadomo jakie słowa padły, ale proboszcz postanowił zostać na miejscu.

Dziadek nie zamierzał początkowo opuszczać Świątnik, ale ostatecznie dał się przekonać „Ernestom” (tj. sąsiedzkiej rodzinie Ernesta Słomki, który był rzeźnikiem), aby udać się do Łyczanki do znajomych Kowalczyków, których dom nie leżał blisko głównej drogi. Wóz był umówiony na kolejny dzień.

Mapa działań wojennych od 5 do 6 września 1939 r.

Mapa działań wojennych od 5 do 6 września 1939 r.

5 września (wtorek) – 44DP oraz część 5DPanc podeszły pod Skawinę i zostały ostrzelane przez artylerię 21pal z 21DPG z okolic Mogilan oraz 6 pal z 6 DP z baterii stacjonujących w Sidzinie i Korabnikach. W zasadce zniszczono ok. 30 pojazdów niemieckich i powstrzymano atak 90 czołgów. Na lasek skawiński spadło w godzinę 3000 pocisków. Niemcy nie ponowili już ataku lądowego skupiając się na bombardowany dróg między Skawiną i Kobierzynem. 6 DP utrzymała się do wieczora po czym dostała rozkaz i przez Swoszowice, Wieliczkę i Podłęże wycofała się do rana 6 września pod Niepołomice.

10 Pułk Strzelców Konnych (10 BKZmot) wraz z 12 pp 1 BGór pod Stróżą zorganizował z Myślenic kontratak, który trwał do południa i odrzucił 2DPanc za Pcim. Niemcy jednak wkrótce zorganizowali przeciwnatarcie i polskie oddziały musiały się wycofać, gdyż zaistniała obawa okrążenia ze strony 7DP. Zgodnie z rozkazem polskie siły miały wykonać odwrót pod Wiśnicz. 2 DPanc i 3 DGór. zajęły ponownie Pcim i razem z 7DP ok godz. 14 weszły do Myślenic. 12 pp BGór wraz dwoma bateriami III dywizjonu 6 pal wycofały się przez Siepraw pod Gorzków, gdzie pod kościołem zatrzymały się, a ok. 19tej spotkały tam kolumny wycofującej się 21 DPG, która następnie kontynuowała marsz dalej na Bochnię.

W Rudniku żołnierze 7DP rozstrzelali 21 osób cywilnych, które wspierały polski 12pp.

2DPanc wraz z 7DP ruszyły następnie wzdłuż drogi Bochnia – Tarnów – Rzeszów. 2DPanc po zdobyciu Myślenic skierowała się na Dobczyce, a w nocy z 5 na 6 września zajęła Gdów.

Między 4 a 5 września pod Krzywaczką i Mogilanami walczyła z powodzeniem polska 21 DPG przeciwko 45 DP, dzięki czemu miała możliwość wieczorem wycofać się w kierunku Kłaja. W boju pod Krzykaczką walczył 3 Pułk Strzelców Podhalańskich o czym relacjonował dowodzący 21 DPG gen. Mond:

Walki na linii Skawina-Krzywaczka miały następujący przebieg: Na odcinku 21 dywizji piechoty górskiej: Radziszów (3 Pułk Strzelców Podhalańskich), Krzywaczka (4 Pułk Strzelców Podhalańskich) straże przednie XVII Korpusu od rana podchodziły pod stanowiska polskie, przy czym punkt ciężkości zaznaczył się na skrzydle południowym pod Krzywaczka, gdzie według meldunków działała 45 dywizja piechoty. Gdy mgła opadła, ukazały się liczne cele dla artylerii polskiej. Zwalczanie ich, dzięki dogodnym punktom obserwacyjnym i dobremu przygotowaniu ognia było bardzo skuteczne. Od godziny 11 do zmroku załamały się w ogniu artylerii i broni maszynowej trzy natarcia niemieckie, pomimo że dwa ostanie były wsparte czołgami. Na przedpolu leżały czołgi. Wszystko to bardzo podniosło ducha. Lotnictwo niemieckie bombardowało miejsce postoju dowództwa dywizji w Mogilanach. Nie ponieśliśmy jednak większych strat. Rozkaz do odwrotu wieczorem był dla żołnierzy wielkim zaskoczeniem; około godziny 20:00 piechota zeszła ze swych stanowisk. Nieprzyjaciel nie przeszkadzał; w nocy natomiast ostrzeliwał ogniem artylerii opuszczone już pozycje polskie„.

Odwrót odbywał się w dwóch kolumnach z których południowa przebiegała trasą przez Świątniki Górne, Łyczankę, Byszyce, Łazany, Książnice do Bochni. Był to ostatni oddział polski na świątnickiej ziemi.

Wieczorem niemieckie samoloty latające pod polskimi znakami rozrzucały ulotki wzywające żołnierzy do dezercji wobec nieuchronnej klęski.

Tego dnia Świątniki zaczęły się z wolna wyludniać. Zgodnie z planem i moja rodzina opuściła swój dom pozostawiony pod opieką sąsiadki Ernestyny Leńczowskiej, która zdecydowała się zostać. Cenniejsze przedmioty ukryto w piwnicy, do której wejście zasłonięto,a drugie wejście od ogrodu dziadek zamurował i zamaskował słonecznikami. Dziadek zostawił fabrykę bez opieki, ale liczyło się życie. Z Łyczanki na wschód udali się mężczyźni – dziadek ze swoim najstarszym synem Zbigniewem i Ernest. Przyczyny były dwie – po pierwsze informacje od uchodźców, że Niemcy rozstrzeliwują młodych mężczyzn, a po drugie, że na wschodzie ma się koncentrować wojsko polskie. Udali się przez Wieliczkę do Krakowa i potem dalej na wschód. Po drodze dziadek spotkał swojego szwagra także uciekającego na wschód. Dotarli razem do Szczebrzeszyna nad Wieprzem (woj. lubelskie, ok 300 km od Świątnik), ale okazało się, że Niemcy już byli wszędzie wokół. Dziadek dzięki bardzo dobrej znajomości niemieckiego uzyskał od Niemców przepustki na powrót do domu przez zajęte przez Niemców tereny i dzięki temu wrócili pociągiem do Krakowa, o czym dali znać 16tego września.

6 września – Niemcy wkraczają do Skawiny i Krakowa. Koło południa Niemcy pojawili się w Gorzkowie, Koźmicach i Raciborsku (na noc z 6 na 7). Gdy o godz. 8 21 DPGór znajdowała się w Łazanach, drogą Dobczyce – Bochnia w odległości 11 km znajdowała się 2 DPanc, która następnie rozdzieliła się i część udała się wzdłuż zachodniego brzegu Raby

W tym dniu, najprawdopodobniej w godzinach południowych Niemcy wkroczyli do Świątnik Górnych, które znalazły się w pasie przemarszu 45 Dywizji Piechoty Wermachtu. Niestety nie obyło się bez ofiar – niemieccy żołnierze rozstrzelali w Świątnikach cztery osoby. Byli to: Longin „Londek” Chachlica (ur. 13.03.1909r) i Stanisław Czernecki (lat 27) z Wydartej oraz dwoje sieprawian: Józef Przęczek (lat 65) i niejaka Lidka lub Sitka4. Co do mieszkańców Świątnik mówiło się, że zwrócili na siebie uwagę Niemców dobijaniem się do zamkniętego szynku u „Bobowiana”. Niemcy zatrzymali też około dziesięciu osób, wśród nich Stanisław Leńczowski, Marian Michalec czy Walas „Ułomka”, którzy powrócili do Świątnik po wojnie.

Gdy sytuacja się uspokoiła i ludzie zaakceptowali w świadomości fakt, że Niemcy są już wszędzie zaczęli wracać do Świątnik. Moja rodzina wróciła po kilku dniach pobytu w Łyczance -tzn. babcia oraz tata z siostrami. Gdy wracali spotkali na głównym gościńcu patrol niemiecki, ale ci nie zatrzymywali wracających mieszkańców. Dom był bezpieczny – nikt nie go na szczęście nie próbował ograbić. Jak się okazało zagrożenie nie było od strony okupanta, lecz ze strony współmieszkańców, którzy szabrowali opuszczone budynki. Ograbiony został min. Haszpień. Jest jeden z niechlubnych przykładów zachowania się ludzi podczas wojny.

Kolejni uciekinierzy wracali przez następne tygodnie do domów. Doktor Bielowicz powrócił dopiero pod koniec grudnia. Wracali także „żołnierze września” – ci, których oddziały rozwiązano i jako cywile uchodzili z pola walki oraz tacy, którzy dostali się do niewoli, ale udało im się z niej uciec (min. mój drugi dziadek – Franciszek Cholewa). Wracali, żeby tu walczyć o przeżycie przez długie pięć lat okupacji.

Ułan Franciszek Cholewa.

Ułan 8 p. uł. Franciszek Cholewa.

Realia życia podczas okupacji. W październiku 1939 na terenach na części okupowanych ziemiach polskich, które nie zostały wchłonięte przez Rzeszę i ZSRR, utworzono Generalne Gubernatorstwo ze stolicą w Krakowie. Zaadaptowano przedwojenny system administracji samorządowej (miasta i gminy) sprawując ścisły nadzór nad władzą wykonawczą. Wprowadzono podział na powiaty. Świątniki nadal pozostały gminą zbiorową, ale siedziba była w Mogilanach, skąd pochodził wójt Józef Chorabik, pełniący funkcję wójta także przed wojną. Tam też miał swoją siedzibę starosta (naczelnik) powiatu – Kreishauptmann i Stadtkommissar, któremu podlegała min policja.

Wszyscy mieszańcy Świątnik musieli się zmierzyć z problemem, od którego zależała ich dalsza egzystencja – żeby przeżyć trzeba było jeść. Jedzenia praktycznie nie można było kupić, bo pieniądze straciły swoją wartość. W miastach obowiązywały kartki na żywność, a mieszkańcy wsi nie mogli handlować żywnością i wozić ją do miasta. Oczywiście nielegalnie żywność krążyła, ale ryzyko było ogromne czego przykładem jest los Joanny Miki, która wpadła podczas łapanki w Płaszowie i znaleziono przy niej żywność, za co została wysłana do Auschwitz, skąd już nie wróciła. Innym przykładem jest Beniamin Kotarba, syn Mieczysława, który prowadził przed wojną w Krakowie restauracje i mając kartki na wykup żywności dla restauracji wysyłał furmanki z żywnością (chleb, mąka, kasza, smalec, marmolada) do Świątnik do ochronki na ręce ks. Brzostka na pomoc dla najbiedniejszych.

Kartki wojenne na mydło dla Nie-Niemców z GG

Kartki wojenne na mydło dla Nie-Niemców z GG

Na wsiach wyżywić mogła jedynie ziemia. Stanowiło to duży problem w Świątnikach, gdzie mało kto zajmował się rolnictwem. Każdy, nieważne czy przed wojną był rzemieślnikiem, przemysłowcem czy nauczycielem musiał zamieć się w rolnika i liczyć na plony niezbyt urodzajnej świątnickiej ziemi. Jak wspominał jeden świątniczanin: „Chleba nie było, to każdy uprawiał. I był przymus wszystko obrobić, gdzie jaki ostatek jest, gdzie jaka miedza […]. I od tego czasu chwycili się ludzie trochę uprawiać i w tę ziemię wglądać” (R 29-314).5 Na każdą wieś okupant narzucił kontyngent. Wszystkie pola orne były ewidencjonowane i na podstawie tych danych określona część plonów szła na wyżywienie Wermachtu. W niektórych domach były maszyny do młócenia zboża -najczęściej stare i od lat nieużywane, ale w czasie okupacji były niezwykle pomocne (dziadek miał taką maszynę jeszcze austriacką).

Kartka na buty robocze z drewnianymi podeszwami.

Kartka na buty robocze z drewnianymi podeszwami.

O ile można było młócić zboże to nie wolno było mleć ziarna na mąkę. Kto miał w domu żarna był szczęśliwcem, ale musiał ten fakt ukrywać przed okupantem oraz przed obcymi, którzy mogli donieść. W samych Świątnikach Niemcy nie stacjonowali i nie urządzali niespodziewanych przeszukań zakazanych przedmiotów, więc było stosunkowo niewielkie ryzyko wpadki. Mimo to w domu rodzinnym mełło się zboże nocami w piwnicy domu, a ktoś zawsze stał na czatach i przerywano te czynności w razie jakichkolwiek odwiedzin. W Sieprawiu był młyn, ale oczywiście nie można było z niego legalnie korzystać – tym niemniej dziadek raz pożyczył furmankę i pojechał z workiem zboża, który wymienił w młynie na mąkę – ryzyko jednak natrafienia w drodze na Niemców było zbyt duże i więcej już nie ryzykował. Wielu ludzi tak przywykło do wytwarzania mąki, że jeszcze w kolejnych latach po wojnie mełło się zboże w Świątnikach.

Ścisłej kontroli i ewidencji podlegały także zwierzęta w gospodarstwach – krowy były kolczykowane, co jakiś czas Niemcy zabierali określoną liczbę ze wsi. Nie wolno było na własny cel ubijać.

Zakazane było posiadanie broni i odbiorników radiowych. Co ciekawe, Niemcy doskonale wiedzieli co kto posiada. Dziadek musiał oddać broń palną, ale żeby nie czuć się bezbronnym w razie jakiegoś włamania kupił góralską ciupagę. Obowiązywała godzina policyjna między 20. wieczorem a 6. rano.

To jedynie przykłady zakazów i nakazów okupanta – było ich znacznie więcej, a karą za nieposłuszeństwo mogła być nawet śmierć czy wywiezienie do obozu koncentracyjnego.

Liczne przykłady z życia osób, które wojnę przeżyły pozwalają wysnuć taki wniosek, że kto nie miał odwagi by ryzykować łamanie praw okupantów, był o wiele bardziej narażony na śmierć z głodu, osłabienia i chorób. Nazistowskie prawo miało niszczyć życie Polaków, a nie je chronić.

Organizacje społeczne. Niemcy zakazali działalności polskich stowarzyszeń i partii politycznych. Oznaczało to zamknięcie Czytelni Ludowej i związanej z nią Biblioteki Publicznej (księgozbiór został ukryty i porozdzielany między członkami Czytelni) oraz Akcji Katolickiej. Na tej samej zasadzie rozwiązana została Spółka Ślusarska. Niemcy rozwiązali nawet Ochotniczą Straż Pożarną przy okazji konfiskując sprzęt gaśniczy razem z zabytkowymi austriackimi toporkami. Wielu członków Straży zostało „zakładnikami” – Niemcy w ten sposób zapewniali sobie spokój na wsiach wyznaczając „zakładników”, którzy mieli być karani, gdyby doszło do jakiś incydentów np. związanych z ruchem oporu. W Świątnikach na szczęście okupacja pod tym względem przebiegła spokojnie i nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

Urzędowe pismo Gminy Świątniki w sprawie nadesłania ksiąg byłego Stowarzyszenia Czytelnia Ludowa z 1941 r.

Urzędowe pismo Gminy Świątniki w sprawie nadesłania ksiąg byłego Stowarzyszenia Czytelnia Ludowa z 1941 r.

Wracając do tematu jedyną przedwojenną organizacją, której Niemcy pozwolili nadal funkcjonować był Kasa Oszczędnościowo – Pożyczkowa działająca w Świątnikach od 1906 roku. Niemcy traktowali to jako klon Kasy Raiffeisena tak samo jak Kasy Stefczyka. Co jakiś czas wysyłano na kontrole lustratora. Kasa funkcjonowała całą wojnę, ale stopniowo obniżała odsetki. Ostatnie Walne Zgromadzenie odbyło się 4 kwietnia 1944 roku.

Kościół. Niemcy zaraz na początku okupacji dopuścili się zbezczeszczenia świątnickiej świątyni urządzając w niej stajnie. W tym czasie ksiądz proboszcz Edmund Brzostek odprawiał msze na plebanii. Gdy Niemcy odeszli kościół został na nowo poświęcony i mogły się w nim już odbywać nabożeństwa.

W 1940 roku przybyli do Świątnik wysiedleni z Wielkopolski dwaj księża – pierwszy był augustianinem, a drugi ks. Romański (mieszkali przy Rynku u pani Dzielskiej). Mieszkali kolejno w Świątnikach przez krótki czas wspomagając prace proboszcza – ks. Romański pracował z świątnicką młodzieżą.

W dniu 9 lutego 1941 podpici żołnierze niemieccy zniszczyli krzyż na Wydartej ufundowany przez Wojciecha Słomkę w 1846 r. Żołnierze prawdopodobnie wracając do dworku w Konarach, gdzie mieli kwaterę, zniszczyli wizerunek Chrystusa, a krzyż połamali. Dzień później nieznana osoba umieściła kartkę z tyłu zniszczonej figury z „Pieśnią o Krzyżu na Wydartej” – liryczną patriotyczno – religijną odezwą zapowiadającą zmartwychwstanie Ojczyzny. Autor ze względu bezpieczeństwa wolał pozostać nieznany, choć niektórzy twierdzili, że autorem mógł być ks. Brzostek. Józef Czerwiński jest prawie pewien, że autorem tej wiersza był Włodzimierz Słomka, gdyż w tym samym dniu co tę pieśń „opublikowano” był w domu rodzinnym Czerwińskich i odczytywał ten wiersz. Po wojnie, w 1946 roku, Józef Słomka (ojciec Włodzimierza) odnowił Krzyż zachowując widoczne miejsce jego złamania.

Pieśń o Krzyżu na Wydartej

Połamanym przez Hitlerowców w 1941 roku.

O Chryste Panie – gdzie jesteś

Wszak krzyż Twój przez wieki cały

Żadne Cie wichry i burze

Zniszczyć i złamać nie śmiały.

Sprawcy zniszczenia, z narodu

Siewcą kultury się zwany

Bluźniercze hasło „Bóg z nami”

A godłem ich krzyż złamany.

Ciebie my panie

W naszej wiekowej niewoli

Idąc pod Ten krzyż zgodnie gromadnie

Wolnej Ojczyzny błagali.

Dziś tak jak krzyż Twój

Wolność ojczyzny złamana

Cała w boleści i we łzach tonie

Ojczyzna kochana.

Za miłość Ojczyzny i wiary

Wróg w straszny sposób morduje

Niszczy co polskie co święte

Cały dobytek rabuje.

Choć coraz to większe szykany

Chryste my Ci przysięgamy

Że wiary ojców i mowy

Zniszczyć i złamać nie damy.

Wierzymy, ze w okresie

Męki Twojej rozważania

Nadejdzie jak Twój dzień

Dzień zmartwychwstania.

Złamany krzyż odnowim

Wznowim do Ciebie wołanie

Ojczyźnie wolnej raczże

Błogosławić Panie

Niemcy w 1943 roku w ramach ogólnej akcji zarekwirowali dzwony kościelne. Udało się jedynie uratować zabytkową sygnaturkę pochodząca jeszcze z XVIII-wiecznej świątnickiej kaplicy dzięki współpracy ks. Brzostka, Józefa Słomki (zdemontował dzwon) i dyrektora szkoły ludowej Romana Morawieckiego, który ofiarował dzwon ze szkolnej dzwonnicy. Sygnaturka została ukryta na strychu kościoła w gruzowisku, gdzie przetrwała do końca wojny i wróciła na swoje miejsce.

W styczniu 1945 wycofujący się Niemcy ostrzeliwując Świątniki uszkodzili dach kościoła z pobliskiej Bęczarki.

Szkolnictwo podczas okupacji. Wybuch wojny wstrzymał budowę nowego gmachu szkoły powszechnej. Nauki odbywały się nadal w starym budynku. Dyrektorem był wówczas Roman Morawiecki. Zakazano nauczania języka polskiego, historii i geografii.

Szkoła Ślusarska podczas wojny szkoła funkcjonowała jako trzyletnia Państwowa Szkoła Rzemieślnicza dla Przemysłu Metalowego, której dyrektorem pozostał Fryderyk Klementys. Naukę kończył egzamin czeladniczy. Potajemnie nauczyciele przekazywali zakazane przez okupanta wiadomości z zakresu zakazanych przedmiotów. Wielu młodych uczniów działało w szeregach ruchu oporu (AK i PPS). W budynku szkoły przez pewien czas znajdowała się radiostacja nadająca do Londynu, jednak istniało duże niebezpieczeństwo ze względu na bliskość do drogi i radiostację przeniesiono do Golkowic – do majątku szwagra dyr. Klementysa. Budynek szkolny został zajęty w 1944 roku, kiedy na kilka miesięcy ulokowano tam jednostkę węgierską. Przed opuszczeniem budynku ukryto dokumentacje szkolną, narzędzia, instrumenty. Niemcy zabrali wiele cennych eksponatów ze szkolnego muzeum. Zabrano także zabytkową bliźniaczą kutą bramę szkolną.

Podczas wojny utworzono Szkołę Gospodarczą z polecenia władz szkolnych. Została otwarta 15 września 1940 roku uroczystym nabożeństwem ks. Brzostka. Dyrektorką została Maria „Maniusia” Słomka, a szkoła mieściła się w rodzinnym budynku dyrektorki. Przy szkole prowadzona była przez trzy lata dożywialnia z ramienia Polskiego Komitetu Opieki, z której korzystało 120 osób. Szkoła prowadziła tajne nauczenie języka polskiego i rachunkowości. Szkoła uczyła a jednocześnie chroniła w pewnym zakresie młode dziewczyny przez wywiezieniem na roboty w głąb Rzeszy. Po upadku powstania warszawskiego parter szkoły został przeznaczony dla internowanych. Powstał komitet opieki na warszawiakami, który chciał na stałe przeznaczyć budynek szkolny dla uchodźców – ostatecznie przyznano im pół budynku, gdyż władze szkolne kategorycznie nakazały dalsze funkcjonowanie szkoły. Utworzono tam szpitalik dla internowanych. Rok szkolny 1944/45 zaczął się z opóźnieniem a następnie został przerwany w styczniu 1945. Wznowiono naukę w lutym przywracając naukę zakazanych wcześniej przedmiotów. W marcu 1945 roku przeniesiono szpital, ale miejsce po nim zajęła milicja obywatelska.

Mówiąc o Szkole Gospodarczej należy zwrócić uwagę na rolę świątnickich Sióstr Służebniczek, które oprócz tego, że podczas wojny prowadziły ochronkę (w roku 1939 uczęszczało 70 dzieci), siostry prowadziły wspomnianą kuchnię oraz przyjęły także do siebie (w ochronce) 9 osób internowanych po powstaniu warszawskim oraz pracowały w miejscowym szpitaliku, gdzie opiekowały się chorymi. Takimi słowami dziękowały po wojnie władze gminne Siostrom:

Po katastrofie warszawskiej przydzielono do gromady Świątniki ponad 100 osób wysiedlonych, w tym 18 chorych i niedołężnych, potrzebujących stałej opieki. S. Przełożona umieściła w ochronce 9. osób. […] Odtąd zaczęła się żmudna praca sióstr. Urządzony szpital dla całej gminy zbiorowej mieścił przeciętnie 23 chorych. Tu s. Helena i s. Flawia niestrudzenie pracowały. W czasie przemarszu wojsk niemieckich i rosyjskich wszystkie siostry dzielnie stały na powierzonych stanowiskach, a przecież w szpitalu wykonano ponad 150 operacji rannych żołnierzy. Gdy s. Flawia została sama przy pielęgnowaniu chorych wysiedlonych, poświęcając dnie i noce, brak było słów uznania za tak spokojną i pilną pracę. […] Prowadziliśmy wspólną kuchnie dla chorych i zdrowych wysiedlonych, jak również dla podopiecznych, gotując 3 razy dziennie dla ok 90 osób. Dokąd wystarczały zapasy żywności, praca s. Józefy, chociaż ciężka i odpowiedzialna, szła normalnym torem, później jednak, gdy nastąpiły braki – s. Józefa cudów dokonywała”.6

W Świątnikach była możliwość także zdobywania zabronionej przez okupanta wiedzy. Uczono w domach prywatnych. Wśród nauczycieli byli min: Stanisław Popczyński, Fryderyk Klementys, Włodzimierz Słomka.

Należy podkreślić że Niemcy celowo nie chcieli, aby polski naród był wykształcony stąd jedyna nauka możliwa była w szkołach powszechnych i następnie w 3-letnich szkołach przyuczających do zawodów.

Rzemiosło. Przed wojną większość świątniczan utrzymywała się z rzemiosła. Prace dawała Spółka Ślusarska, zakład Mieczysław Czerwiński i Spółka („Haszpień”), firma Bracia Ludwik i Stanisław Kwintowscy „Mazur” czy spółka Bodzoń i Słomka „Polonez”. Chałupnicy zarabiali 15-20 zł tygodniowo, a „u przemysłowców” 20-48 zł.

Wezwanie do zapłaty zaległych podatków za sierpień, wrzesień i październik 1939 r

Wezwanie do zapłaty zaległych podatków za sierpień, wrzesień i październik 1939 r

W wyniku wojny ustało świątnickie rzemiosło. Spółka Ślusarska została rozwiązana, pozostałe firmy w znacznej mierze zwolniły obroty, gdyż rynek został poważnie ograniczony i zmniejszyło się zapotrzebowanie na zamki i kłódki. O wiele bardziej potrzebne były metalowe przedmioty domowego użytku, takie jak brytfanny, wykrawacze do ciast czy noże. Rzemieślnicy zaczęli wykonywać te przedmioty, a następnie samemu wymieniali te przedmioty za zboże, mąkę, słoninę czasem także tytoń. Powróciło zatem znane dobrze w XIX wieku putniarstwo – czyli chodzenie po wsiach i sprzedawanie towaru przez siebie wykonanego. Chodzono piechotą do Królestwa (rejon na północ od Krakowa począwszy od Mogiły, Pleszowa, Czyżyn, Krzesławic, Prus, Zielonek, Białego Kościoła po okolice Kocmyrzowa i Miechowa – wyprawa piechotą na 4-5 dni), chodzili dorośli, ale także młodzież, która była mniej narażona na niemieckie łapanki.

Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur.

Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur.

W Generalnym Gubernatorstwie obowiązywał nakaz pracy. Wielu rzemieślników ze Świątnik dostało nakazy pracy w innym zakładach. Posiadanie Arbeitskarte dawało przynajmniej gwarancje, że nie zostanie się zabranym na roboty w głębi Rzeszy.

List, który Poczta Polska zwróciła do nadawcy po blisko 50 latach z powodu błędnego adresu.

List, który Poczta Polska zwróciła do nadawcy po blisko 50 latach z powodu błędnego adresu.

Internowani w Świątnikach. W wyniku powstania warszawskiego mieszkańcy stolicy musieli opuścić swoje domy. Jak można było się dowiedzieć z wspomnianego powyżej listu, do gminy świątnickiej trafiło ponad 100 osób. W Świątnikach utworzono dla nich mały szpital, gdyż 18 osób wymagało opieki lekarskiej. W Świątnikach uchodźcy zamieszkali w wydzielonych izbach Szkoły Gospodarczej, w budynku bursy szkoły ślusarskiej należącego do Stanisława Dziewońskiego (obecny Urząd Gminy na Bruchnalskiego 15) oraz w domach prywatnych. Były ofiary wśród wysiedlonych. W jednej z rodzin mieszkających u Dziewońskiego zmarł chory synek i został pochowany na cmentarzu, a grobem długi czas opiekowała się pani Dziewońska. Zmarła także 21 kwietnia 1945 Kazimiera Rutkowska (1871-1945), a na cmentarzu świątnickim znajduje się przybity do drzewa symboliczny krzyż i z tabliczką.

Tabliczka drewnianego symbolicznego krzyża nagrobnego Kazimiery Rutkowskiej wysiedlonej z Warszawy.

Tabliczka drewnianego symbolicznego krzyża nagrobnego Kazimiery Rutkowskiej wysiedlonej z Warszawy.

Węgrzy w Świątnikach. W marcu 1944 roku do Świątnik przysłany został oddział węgierski, który miał stworzyć na terenie Szkoły Ślusarskiej warsztat remontowy dla pojazdów pancerno – samochodowych. Żołnierze zostali zakwaterowani w budynku szkolnym, a nauka została przeniesiona do dwóch prywatnych domów. Do pomocy w warsztatach zatrudniono natomiast wielu absolwentów szkoły ślusarskiej.

Nastawienie sojuszników niemieckich do mieszkańców Świątnik było bardzo pozytywne i to z wzajemnością, gdyż wielu świątniczan pamiętało jeszcze czasy sprzed I wojny światowej, kiedy Węgry stanowiły duży rynek zbytu świątnickiego rzemiosła. Byli zaskoczeni, gdy okazało się, że tradycyjną lokalną potrawą był prawdziwy barani gulasz węgierski. Dowiedziawszy się, że przed wojną w Świątnikach była drużyna piłkarska sami również wystawili drużynę i rozegrano spotkanie, w którym świątniczanie pokonali Węgrów 3:1, a porażkę swą Węgrzy tłumaczyli swoim obuwiem, gdyż sami musieli grać w wojskowych butach, podczas gdy ku ich zdumieniu, cała drużyna świątnicka wyszła na murawę w profesjonalnych piłkarskich butach.

Węgrzy bardzo poważnie podchodzili do spraw religijnych i cały oddział brał udział w mszach świętych, gdzie śpiewali swoje pieśni. Od dawna nie było w Świątnikach tak wiele głosów radości.

Bardzo luźny był też stosunek Węgrów do działających na tych terenach grup ruchu oporu. Pomagali w naprawie uzbrojenia lokalnym oddziałom AK i PPS, a także z sąsiednich rejonów AL. Nie przejmowali się też zbytnio licznymi sabotażami ze strony pracujących w warsztatach świątniczan.

Dużą pomoc w uzbrojeniu i umundurowaniu otrzymał oddział AL im. L. Waryńskiego od Węgrów, remontujących czołgi i samochody w niemieckich warsztatach mechanicznych w Świątnikach koło Krakowa. Węgrzy naprawiali także broń dla oddziału partyzanckiego. Przez kilka miesięcy partyzanci utrzymywali z nimi kontakt. Wielu Węgrów pod wpływem namowy partyzantów wyrażało chęć dezercji i wstąpienia do partyzantki. Zamiary ich zostały prawdopodobnie przez Niemców rozszyfrowane, gdyż wszyscy Węgrzy zostali wywiezieni ze Świątnik w nieznanym kierunku”.7

Czy taki był rzeczywisty powód likwidacji pod koniec sierpnia 1944 roku węgierskiej bazy remontowej, tego nie da się dziś ustalić. Należy też jednak pamiętać, że w tym czasie wojska sowieckie były już na terenach polskich i Niemcy byli zmuszeni wycofać całe zaplecze w głąb Rzeszy. Niezależnie więc od tego, czy Węgrzy chcieli zmienić sojusznika, baza ze Świątnik i tak zostałaby przeniesiona.

Świątniczanie mają jednak jeszcze jeden ważny powód, aby dobrze wspominać pobyt Węgrów w Świątnikach. Otóż wystąpili oni do władz GG i uzyskali zgodę na podłączenie sieci wysokiego napięcia do budynku szkoły. Prace wykonano, ale sami Węgrzy nie mieli okazji, aby z prądu skorzystać. Na krótki moment pod koniec 1944 w Świątnikach zaświeciła się żarówka. Na budowie węgierskiej linii wysokiego napięcia Świątniki miały skorzystać dopiero po wojnie, kiedy wykorzystano tą infrastrukturę i zelektryfikowano całą wieś. Miało to kolosalne znaczenie dla powojennego rzemiosła w Świątnikach – bez tej linii do Świątnik prąd mógłby trafić kilka lat później i być może władze PRL nie byłyby zainteresowane tworzeniem na tych terenach dwóch spółdzielni „Przyszłość” i „Metalo-zabawkę”.

Armia Krajowa. W dniu 27 września1939 utworzona została Służba Zwycięstwu Polski, w ramach której w listopadzie 1939 roku powołany zostaje Związek Walki Zbrojnej, który następnie przekształcony został 14 lutego 1942 r. w AK. Teren dawnej Polski został podzielony na 3 obszary i 8 okręgów. Okręg w Krakowie razem z podokręgiem rzeszowskim liczył 12 inspektoratów. Okręg Kraków dzielił się na 29 obwodów o zasięgu powiatów, te dzieliły się na rejony.

AK w Świątnikach zainicjował Ornatowski mieszkający w willi w Konarach (Kopań). Przyłączyli się byli wojskowi z regionu min. Ludwik Synowiec (kapitan WP). Komendantem został Emil Słomka „Brzoza”, a zastępcą Zygmunt Miziura „Łoś”. Zygmunt Miziura pierwszą drużynę zorganizował w listopadzie 1939 roku. W maju 1941 w miejsce drużyny został utworzony pluton – kompania „Głuszec” jako część batalionu „Bierdronka” pułku „Nurt”. W marcu 1944 roku Emil Słomka musiał uciekać, gdy dowiedział się, że jest już poszukiwany i ma zostać aresztowany. Oddziałem dalej kierował Zygmunt Miziura stąd też w „zaświadczeniu” (brak daty i pieczęci) mowa jest, że to on był najpierw drużynowym, a potem szefem kompani „Głuszec” do jej rozwiązania 20 stycznia 1945 roku. Być może pismo to miało chronić Emila Słomkę, który po wkroczeniu Armii Czerwonej nie ujawnił się razem z oddziałem, zarazem jednak to Miziurze, a nie Słomce, przyszyło później odsiedzieć swoją działalność w AK w więzieniu.

Zaświadczenie działalności Zygmunta Miziury w Armii Krajowej.

Zaświadczenie działalności Zygmunta Miziury w Armii Krajowej.

Aby uniknąć wykrycia obowiązywał „system trójkowy” (tzn. że jedna osoba mogła się kontaktować co najwyżej z dwiema innymi). Świątnicka komórka współpracowała z sąsiednimi organizacjami w Sieprawiu, Swoszowicach czy Koźmicach Wielkich. W ramach działania ruchu oporu tworzono jednostki szkolone przez instruktorów, którymi byli oficerowie i podoficerowie WP. Gromadzono broń i amunicję, odbywały się szkolenia teoretyczne, prowadzono nasłuch radiowy w domu Andrzeja Słomki „Swajsiera”(nr 2, dziś ul. Stroma 2) – radiem opiekował się Lanko, od 1941 roku wybijano w domu Zygmunta Miziury i rozprowadzano własny biuletyn. Synowie dyrektora Fryderyka Klementysa – Marian i Mieczysław współpracowali także w tajnej drukarni mieszczącej się w willi Bielańskich na granicy Wrząsowic i Ochojna. Kontakt z dowództwem obwodu Kraków „Głuszec” odbywał się w małym sklepie przy Placu Dominikańskim, gdzie pracował Stanisław Bujas „Konicosek”. Łącznikiem był Marian Dziewoński, późniejszy inżynier planista. W bańkach na mleko przewoził do Krakowa raporty i meldunki, a zabierał „Małopolski Biuletyn Informacyjny”, ulotki i rozkazy.

Zaświadczenie weryfikacyjne Zygmunta „Łosia” Miziury do stopnia chorążego i odznaczenia Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Zaświadczenie weryfikacyjne Zygmunta „Łosia” Miziury do stopnia chorążego i odznaczenia Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

W 1943 dowództwo rozkazało utworzyć na terenie gminy punkty przerzutowe dla krakowskich partyzantów przemieszczających się w kierunku Myślenic. Z inicjatywy Ludwika Synowca zorganizowano kurs samochodowy – wykłady teoretyczne odbywały się w dawnym budynku Czytelni Ludowej, a były również zajęcia praktyczne z nauką jazdy (min. Wacław Kotarba „Chmielnik” zdobył prawo jazdy). Miały one na celu przygotowanie żołnierzy w zakresie transportu niezbędnego przy większych operacjach AK.

Świątnicka komórka AK została rozwiązana wraz z nadejściem Armii Czerwonej 20 stycznia 1945 roku. Po wojnie świątnicka komórka AK ujawniła się zbiorowo pod komendą Zygmunta Miziury pod koniec lata 1945 roku, kiedy to grupą około 20 osób przyjechali furmanką do Krakowa, następnie złożyli wieńce przed grobem Nieznanego Żołnierza i oddali broń. Emil Słomka ujawnił się dopiero 15 października 1945 roku.

Zaświadczenie wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa o amnestii dla Władysława Bujasa, żołnierza AK.

Zaświadczenie wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa o amnestii dla Władysława Bujasa, żołnierza AK.

Należy tu także wspomnieć o akcji ostrzyżenia Marii Słomki, dyrektorki Szkoły Gospodarczej. Maria Słomka została oskarżona o rzekomą współpracę i układy z okupantem. Wyrok ostrzeżenia wykonano. Trzeba także dodać, że sprawa kolaboracji została ponownie poruszona po wojnie, kiedy to dyrektor szkoły ślusarskiej i kilku świątniczan złożyli donos do władz szkolnych. Szykanowana Maria Słomka stanęła przed sądem, który ją uniewinnił od tych zarzutów, a owy dyrektor został przeniesiony. Można też zadać pytanie czy cała akcja miała oparcie w rozkazach miejscowej komórki AK. Z dostępnych materiałów nic na to nie wskazuje. Emil Słomka w swoich wspomnieniach nie tylko nie wspomina o tym incydencie, ale wyraźnie podkreśla bliską współpracę z „Maniusią” do tego stopnia w zaufaniu, że po wojnie to właśnie u niej Zygmunt Miziura przechowywał całe archiwum biuletynów świątnickiej komórki AK. Materiały zostały jednak spalone podczas aresztowań działaczy AK, min. komendanta Zygmunta Miziury.

W konspiracji obowiązywały oczywiście pseudonimy np. Emil Słomka pseud. „Brzoza”, Zygmunt Miziura pseud. „Łoś”, Zbigniew Czerwiński pseud. „Aster” czy Aleksander „Oluś” Dębski pseud. „Aspirynka”.

PPS. Podczas wojny funkcjonowała pod nazwą WRN (Wolność, Równość, Niepodległość). Niewiele wiadomo o działalności tej organizacji podziemnej. Początkowo dowódcą jej był Leszek Leńczowski, który został aresztowany w 1942 roku i zgładzony w obozie koncentracyjnym. Emil Słomka wspomina, że , później dowódcą został „Rachwał” Cholewa.

Przy okazji omawiania działalności ruchu oporu warto wspomnieć o doktorze Franciszku Bielowiczu(1900-1989), który podczas wojny często niósł pomoc dla partyzantów z okolic.

Żydzi w Świątnikach. W Świątnikach wiadomo o jednym przypadku ukrywania Żydów – w nieistniejącym już dziś domku koło budynku Czytelni mieszkał Grzesik, który przez całą wojnę przechował Żyda z rodziny Rotterów, która mieszkała we Wrząsowicach „Na Zielonej”. Po wojnie prowadził on w okolicy zakład dentystyczny.

Wyzwolenie – walki w Świątnikach. W roku 1944 wojska radzieckie przekroczyły granice ZSRR z Niemcami z roku 1941, którą Stalin przy zgodzie Churchilla i Roosevelta ustalił jako przyszłą granicę między ZSRR a Polską. Ofensywa, która ruszyła wiosną 1944 roku zatrzymała się latem na prawym brzegu Wisły aż do stycznia 1945 roku.

W Świątnikach od września 1944 zaczęli się pojawiać niemieccy żołnierze wycofywani z „frontu wschodniego”. Byli kwaterowani w prywatnych domach, min. na Rynku u pani Dzielskiej. W domu u Mieczysława Czerwińskiego kwaterował min. Przebywali kilka dni odzyskując siły, a następnie ruszali na zachód.

Wraz z nadejściem stycznia i zbliżającej się nowej ofensywy radzieckiej w Świątnikach pojawiło się wojsko, gdyż droga przez Świątniki mogła być użyta przez Sowietów do ataku na Kraków. Główną drogą szły długie kolumny żołnierzy, a co poniektórzy prosili grzecznie o trochę wody lub jedzenia. Temperatura wynosiła nawet 40 stopni poniżej zera. Na Wydartej w pobliżu domu Czerneckich (ul. Spokojna) znajdowało się stanowisko artylerii. Nie tylko Niemcy przemieszczali się przez Świątniki, ale także ich ukraińscy sojusznicy, którzy o wiele bardziej obawiali się Sowietów – Niemcy mogli zawsze się poddać i mieć szansę, że zostaną wzięci do niewoli, natomiast Ukraińców czekała niekoniecznie szybka i bezbolesna śmierć. W tym czasie wielu świątniczan, w tym młodzież, zostało przymuszonych do prac przy kopaniu umocnień obronnych Krakowa.

W tym miejscu chciałbym uczulić przed popularnym nie tylko w Świątnikach, ale również w Polsce określaniu zwłaszcza ukraińskich wojsk sojuszniczych Wermachtu mianem „własowców”. Niestety jest to jedno z kłamstw po poprzednim ustroju bardzo silnie zakorzenione w naszym społeczeństwie, gdyż władze PRL jednoznacznie zrównywały określenia: „własowiec”, kolaborant, zdrajca i nakazywano podciągnąć pod tą terminologię wszystkich żołnierzy o narodowościach sowieckich. Największe zbrodnie mieli dokonywać właśnie owi „własowcy” – min. można ich znaleźć również jako egzekutorów w Powstaniu Warszawskim. Andriej Własow miał być potępiony na wieki, podczas gdy tymczasem praktycznie do stycznia 1945 nie miał żadnego wpływu na tworzoną pod „jego dowództwem” Rosyjską Armię Wyzwoleńczą (ROA) – była to przede wszystkim akcja propagandowa Niemców, która miała obniżać morale walczących wojsk radzieckich przedstawiając im jako alternatywę wstąpienie do ROA i walki ze Stalinem. Niemcy nie planowali w ogóle wprowadzać ROA do walk, ale zmuszeni okolicznościami zgodzili się na to, a zdolność bojową uzyskała pod koniec stycznia 1945. Walczyli w Czechach wspomagając min. praskich powstańców. Własow poddał się Amerykanom, ci jednak przekazali go Stalinowi, a NKWD wykonało wyrok.

W dniu 12 stycznia 1945 roku ruszył spod Sandomierza do ataku 1 Front Ukraiński pod dowództwem marszałka Iwana S. Koniewa. Główne natarcie ruszyło w kierunku przez Kielce na Górny i Dolny Śląsk. Niemcy spodziewali się ataku na Kraków, ale sami na widok szybko postępującej ofensywy wycofali się z miasta. Co ciekawe, rozkaz zdobycia Krakowa przez lewe skrzydło 1 Frontu Ukraińskiego (59. i 60. armia) został wydany przez Stawkę8 dopiero 17 stycznia co dowodzi, że początkowo nie planowano zdobywać miasta, a głównym celem było jak najszybsze dotarcie na Śląsk. Historia o zaminowanym Krakowie i wyzwoleniu miasta w taki sposób by zachować cenne zabytki kultury jest już znanym powszechnie mitem jak i nawet sama data wyzwolenia Krakowa, gdyż 18 stycznia Armia Czerwona dotarła dopiero do wiejskich przedmieść Krakowa (Łobzów, Olszę i Rakowice). Do Starego Miasta Armia Czerwona dotarła przed południem 19 stycznia. Nie obyło się też bez zniszczeń zabytkowego miasta, które w późniejszych latach skrzętnie ukrywano – pociskami artylerii zniszczono ok 450 budynków, a bomba lotnicza, która została spuszczona na Wawel uszkodziła Zamek Królewski i katedrę.

W dnu 20 stycznia 1945 roku pod świątnicką remizą został zatrzymany i rozstrzelany na miejscu przez Niemców Henryk Bujas (lat 20), członek lokalnej komórki AK, prawdopodobnie za posiadanie bagnetu.

Wieczorem 21 stycznia 1945 roku do dziadka przyjechała zapakowaną furmanką grupa żołnierzy Wermachtu, jednak dziadek od razu poznał, że to Ukraińcy mówiący z dziwnym niemieckim akcentem. Poprosili o jedzenie, wyładowali skrzynię na podwórko i odjechali. Skrzynia zawierała sporą ilość czystych i zapisanych papierów, artykuły piśmiennicze i inne drobiazgi. Dziadek mając trochę wiedzy o bolszewikach postanowił spalić papiery, by przez przypadek nie stały się przyczyną oskarżenia o kolaborację z Niemcami.

Rankiem 22 stycznia na drodze powiały się jeszcze niewielkie grupki niemieckich oficerów i żołnierzy, ale pytali już o drogę na Myślenice wiedząc widocznie, że Kraków już został zdobyty i Armia Czerwona jest w okolicach Mogilan.

Według relacji Józefa Czerwińskiego tak wyglądał wjazd Armii Czerwonej do Świątnik:

Najpierw główną ulicą wjechał pierwszy czołg, za nim drugi, na którym siedzieli żołnierze z „pepeszami” wycelowanymi w okna domów, za nim trzeci z zarżniętymi prosiakami na pancerzu. Tak wyglądali wyzwoliciele9.

Około południa wojska radzieckie wkroczyły od wschodu. W momencie wjazdu Sowietów na terenie Świątnik wciąż przebywali Niemcy i Ukraińcy. Wspomniane stanowisko artylerii na Wydartej zostało szybko unieszkodliwione przez Sowietów, a zabitych okoliczni mieszkańcy pochowali w lesie Pod Lechą. Grupa żołnierzy niemieckich wycofywała się przez Wąwóz w kierunku Sieprawia ostrzeliwując ścigającą ich piechotę radziecką. Wymianie ognia przyglądała się w oknie Rozalia Michalec (64 lata, babka organisty Michała Michalca) i jedna z kul trafiła ją w głowę zabijając na miejscu. Jeden z żołnierzy Wermachtu pozostał by osłaniać pozostałych w okolicy dzisiejszej posesji Sportowa 43. Sowieci przez dłuższą chwilę nie mogli sobie z nim poradzić. Ponoć w wymianie ognia miał wziąć udział Jan Kempiński, który wziął pepeszę zabitego żołnierza radzieckiego. Ostatecznie broniący został zabity przez radzieckiego snajpera, który miał stanowisko w okolicy budynku Czytelni. Według posiadanych przez niego dokumentów nazywał Wieczorek, pochodził ze Śląska i został pochowany w miejscu, gdzie rośnie stara wierzba. Uciekający żołnierze mieli czas by skryć się w stodole Pod Jamą będącą w posiadaniu rodziny Kotarbów (u Dryla). Niemcy podpalili budynek, a dym postały z palącego się siana umożliwił im ucieczkę się w kierunku Sieprawia.

Przerażające było działanie wojsk radzieckich względem pojmanych żołnierzy, a zwłaszcza Ukraińców.

Sowieci podczas walk w naszej okolicy dużo wzięli do niewoli Ukraińców – Własowców, a ci z Niemcami walczyli w sojuszu. To jak się wieczorem Ruscy poopijali to tych Własowców pod czołgi wkładali. Cała droga od Szkoły Ślusarskiej aż do krzyża na Wydartej usłana była ludzkimi szczątkami. Następnego dnia to ich ludzie grzebali w lesie Pod Lechą, a tych co pod cmentarzem rozstrzelano to grzebano na rogu cmentarza”10

Wspomniane wydarzenie z czołgiem miało miejsce na Wydartej na ul. Bruchnalskiego. Przy ulicy Różanej leżały ciała żołnierzy niemieckich oraz zniszczony sprzęt, wozy i broń. Jedno działo artyleryjskie stało także po lewej stronie drogi na Wydartą (Bruchnalskiego). Tam też strzałem w tył głowy uśmiercono 11 Ukraińców. Zwłoki ciągnięto później za nogi – Niemców chowano w południowo-wschodnim rogu cmentarza, a Ukraińców w lesie Pod Lechą. Poległych Sowietów zabrano i pochowano w zbiorowej mogile w Gaju. Po wojnie część ciał niemieckich żołnierzy ekshumowano.

Niemym świadkiem tamtych wydarzeń jest rosnący Pod Lechą stary świerk – bardzo charakterystyczny nie tylko dlatego, że jest jednym z najwyższych drzew w tym lesie. W jego pniu znajduje się tak wiele kul, że gdy złodzieje próbowali po wojnie go ściąć to zniszczyli piły. Być może doszło tam do jakieś wymiany ognia lub dokonywano egzekucji.

Świerk w lesie Pod Lechą (połączone 3 zdjęcia z 2001 r.)

Świerk w lesie Pod Lechą (połączone 3 zdjęcia z 2001 r.)

Wycofujący się Niemcy z rejonu Bęczarki ostrzelali ogniem artyleryjskim Świątniki. Pociski leciały nad kościołem i w większości spadły na obszarze Gwoźnicy, Stawisk oraz Węgielnika. Prawdopodobnie na skutek błędnych obliczeń artyleryjskich wiele pocisków spadło także na niezamieszkaną część Pod Jamą oraz na Michałce w okolicy figury św. Stanisława. Naliczono łącznie 120 lejów po pociskach – nie było na szczęście ofiar w ludności cywilnej. Nieznacznie uszkodzony został dach kościoła świątnickiego. Armia Czerwona odpowiadał również ogniem artylerii min. na Gwoźnicy znajdowało się stanowisko wyrzutni rakietowej – tzw. „Katiusza”, którym kierowała kobieta w białym zimowym mundurze oficera Armii Czerwonej. Kierowano ogień na kierunku Libertowa i Gaja.

Wyzwoliciele wobec ludności świątnickiej. Rankiem 22 stycznia do domu dziadka zajechał pojazd z trojgiem niemieckich żołnierzy, którzy poprosili o miskę z wodą i niespiesznie zaczęli się golić, a następnie umyli się. Zapytali z mapą w ręku o drogę do Myślenic i odjechali. Około godziny 10 gościniec był już pusty i wszyscy czekali na „wyzwolicieli”. Znając nastawienie polityczne świątniczan, większość czekała z niepokojem. Byli oczywiście i tacy, którzy łudzili się, że nadchodzący komunizm odmieni ich byt.

Około godziny 12 wszyscy już nasłuchiwali zbliżających się odgłosów radzieckich czołgów. Dziadek za namową Stefana Wielskiego, który z rodziną mieszkał w domu dziadka, wyszedł koło bramy by machaniem witać wyzwolicieli – we Lwowie ponoć Sowieci mieli strzelać do osób kryjących się w oknach. Po czołgach nadciągnęli w białych mundurach żołnierze. A właściwie to wbiegali prosto do domu, krzycząc „Gdzie Germańcy!?”, „Dawaj wódki! oraz „Ile do Berlina?” i „Ile na Śląsk!?”. To ostanie pytanie wiązało się z tym, że Śląsk dla Sowietów oznaczał już kraj III Rzeszy więc już nie było mowy o „wyzwalaniu Polski Ludowej” lecz rabunek i gwałty bez zahamowań na „wrogiej ludności”. Tropiąc „Germańca” wpadali i przeszukiwali wszystkie pomieszczenia chowając co się da do worków i kieszeni. Gdy dziadkowi skończyła się już wódka, jeden żołnierzy wycelował w niego pistolet grożąc śmiercią. Gdy jedni penetrowali pokoje mieszkalne, inni myszkowali w piwnicy, kolejni po strychu, na następni domagali się otwarcia zamkniętych na kłódki magazynów.

Po tym jak schwytano i zabito we wsi Niemców i Ukraińców, a żołnierze radzieccy zabrali kilku młodych ludzi do kopania mogił, w tym także mojego stryja Zbyszka. W domu rodzinnym postanowił zatrzymać się radziecki oficer, a dziadkowi kazali ubić i przygotować zdobyczną świnię – prawdopodobnie dziadek pierwszy raz w życiu robił wówczas za rzeźnika. Do domu został wprowadzony też koń oficera, a sami żołnierze spali na mrozie na zewnątrz. Inne pomieszczenie zajęli Sowieci pod radiostację co miało o tyle pozytywny efekt, że przestali się kręcić szabrujący sołdaci.

Następnego dnia, 23-go rano, żołnierze odeszli ciągnąc za sobą worki z łupami. Sowieci pozostawili po sobie krajobraz jak po bitwie – zniszczone i zdeptane ogrodzenia, powyrywane drzwi. Mieszkańcy między sobą omawiali „wyzwolenie”. Poza kradzieżami nie obyło się też niestety bez gwałtów. Kolejni wyzwoliciele byli już bardziej spokojniejsi. Pewnego razu zjawił się u dziadków oficer i poprosił o „czaj”, a następnie zaczął opowiadać o wspaniałościach, jakich niesie komunizm. Gdy babcia spytała czy w Związku Radzieckim mają pomarańcze oficer stwierdził, że u nich są całe fabryki, które produkują pomarańcze…

Cudowne ocalenie Świątnik – legendy. Z czasem wojennym wiązane jest kilka podań o bardzo zbliżonej treści. Pierwsze mówi o ostatnich dniach lipca 1944, kiedy nad Świątnikami przelatujący nisko samolot niemiecki miał zostać ostrzelany przez miejscowego partyzanta, który ponoć akurat wtedy czyścił broń. Wieczorem partyzanci przesłali wiadomość o koncentracji niemieckich oddziałów w okolicach Borzęty z artylerią wycelowaną w Świątniki. Mieszkańcy mieli się modlić, ks. Brzostek całą noc leżał krzyżem. Nad ranem gęsta mgła otuliła Świątniki to to miało uchronić je przed niemieckim odwetem. Podanie to zostało opowiedziane Danucie Dębskiej przez Zofię Bujas11. Problem z tym podaniem jest taki, że aby dokonać ostrzału artylerii potrzebna jest dobra mapa, a widoczność w tym mgła w niczym tego nie utrudnia. Pod drugie nie jest możliwe, żeby Niemcy, którzy w 1944 zaczynali odczuwać już braki w amunicji do pacyfikacji małej wioski potrzebowali ciężkiej artylerii. Od takich zadań było Gestapo, które mogło puścić z dymem całą miejscowość bez marnowania jednego naboju. W okolicach Podstolic Niemcy palili całe lasy, aby wykurzyć partyzantów. Po trzecie podanie nie tłumaczy, dlaczego Niemcy zrezygnowali z odwetu po tym jak mgła się podniosła? Do dziś jednak świątniczanie pielgrzymują w tym okresie do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Druga wersja podania jest bardzo zbliżona do pierwszej, w tym tylko, że dotyczyła okresu stycznia 1945 i odwet niemiecki miała dokonać nalot bombowców, jednak gęsta mgła uchroniła miejscowość przed nalotem, a niedługo potem Świątniki zostały wyzwolone przez Armię Czerwoną. Podanie to mogłoby być prawdziwe, gdyby mowa była nie o niemieckim ale radzieckim bombowcu i odwet miałby być ze strony radzieckiej. Niemcy bowiem w styczniu 1945 mieli mocno ograniczone środki lotnicze Luftwaffe i nawet gdyby jakimś cudem jakiś bombowiec się tu znalazł to na pewno nikt by nie wpadł na pomysł pacyfikacji wioski bombowcami. To jak z armaty strzelanie do komara.

Jest też trzecia wersja, która jest w sumie najbardziej prawdopodobna jeśli chodzi o wydarzenia, ale zarazem mało „cudowna”. W styczniu 1945 jakaś osoba wędrując między Krakowem a Świątnikami trasą zakopiańską zobaczyła w okolicach Gaja ustawioną artylerię wycelowaną ponoć w Świątniki. Przerażeni mieszkańcy szukać ratunku mogli tylko w modlitwie. Pojawiła się mgła i ostrzał nie nastąpił. Z pewnością dlatego, że Niemcy na wieść o ofensywie 1 Frontu Ukraińskiego, który Kraków zaatakował od północnego-zachodu brali pospiesznie nogi za pas. Armia Czerwona do Świątnik wkroczyła faktycznie od wschodu, ale było to 22 stycznia. Mogła się zatem taka sytuacja pojawić przedstawiona w tym podaniu. A Świątniki faktycznie zostały ostrzelane ogniem artyleryjskim, ale nie od Gaja, lecz z kierunku Głogoczowa.

Migracje ludności. Z danych statystycznych wynika, że w czasie obejmującym wojnę nieznacznie zmniejszyła się liczba mieszkańców. Oczywiście w wyniku działań wojennych szacunkowo około 50 świątniczan nie wróciło do domów – polegli w walkach Września ’39, zatrzymani w niemieckich i radzieckich obozach jenieckich, cywile którzy trafili do obozów koncentracyjnych i wywiezieni na przymusowe roboty. Włodzimierz Słomka obliczył, że

po wojnie około 15 osób pozostało poza granicami kraju (Australia, Francja, Kanada, Stany Zjednoczone Ameryki, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

Bilans mieszkańców dlatego nie uległ większym zmianom, gdyż podczas wojny nie występowała emigracja zarobkowa poza sezonowymi pracami w Krakowie. Pojawiło się za to zjawisko odwrotne, gdyż wielu świątnickich emigrantów z lat przedwojennych powróciło do rodzinnej miejscowości by tu z rodziną przeżyć wojnę. Przykładowo w domu mojego dziadka mieszkała rodzina Wielskich, którzy przed wojną mieszkali we Lwowie, gdzie przeżyli pierwszą okupację radziecką w 1939 roku, potem okupację niemiecką w 1942 roku i uciekli przed ponownym nadejściem Sowietów.

Co ciekawe o wiele większy wpływ na mieszkańców Świątnik miała I wojna światowa, gdy populacja zmniejszyła się aż o 500 osób.

WYKAZ OSÓB WALCZĄCYCH ORAZ OFIAR WOJNY I REPRESJI ZE ŚWIĄTNIK I BLISKO ZE ŚWIĄTNIKAMI ZWIĄZANYCH:

A. OSOBY WALCZĄCE:

Bodzoń Józef (1896-1940) – zamordowany na Ukrainie przez NKWD w 1940 r. – brak podania obozu i miejsca śmierci12

Bujas Henryk – żołnierz AK, rozstrzelany pod remizą OSP w Świątnikach 20 stycznia 1945 roku za posiadanie niemieckiego bagnetu

Bujas Józef (1915-1987) – syn Feliksa i Marii, ur. 20.04.1915, wzięty do niewoli w kwietniu 1941 roku, przebywał w obozach jenieckich w Hemer (Nadrenia) (STALAG VIA), w Dortmund (Zagłębie Ruhry) (VID) i Weiden (Bawaria) (XIIIB), zwolniony w listopadzie 1944 r.13

Bujas Marian (1912-2001) – służył w dywizjonie 304

Bujas Mieczysław (1912-1998) – służył w dywizjonie 304

Cholewa Franciszek (1909-1985) – żołnierz Września, ułan, dostał się do niewoli, ale udało mu się uciec i wrócić do Świątnik.

Cholewa Kazimierz – żołnierz WP, zginął we wrześniu 1939 podczas obrony Lwowa

Cholewa Tadeusz – ur 12.03.1894 r, zamieszkały w Krakowie, walczył we Wrześniu ’39 w wojskach kolejowych, do niewoli dostał się 1.10.1939 w Sztastarce, w obozach jenieckich Stalag VC, od 20.05.1940 w Stalag VA nr jen. 4674

Dębski Aleksander – ur 22.06.1906, żołnierz. dostał się do niewoli [nr jeń. 31036] do obozu jenieckiego w Hemer (Stalag VIA)

Dębski Edward – kurier AK, aresztowany przez gestapo w Chabówce w 1943 roku. Więziony w krakowskim więzieniu na Montelupich, po kilku tygodniach rozstrzelany wraz z grupą więźniów i harcerzy w forcie Krzesławice.

Galas Józef – żołnierz WP, zginął 1.09.1939 podczas bombardowania Warszawy

Kotarba Adam – ur. 17.12.1921, syn Beniamina, pseud. „Sten” ukończył w Warszawie Szkołę Podchorążych AK, walczył w powstaniu warszawskim – Zgrupowanie „Żmija”, po kapitulacji trafił do obozu w Altengrabow (Stalag XI-A nr 46371), przeżył.

Kotarba Beniamin Piotr (1893-1939) – ur 22.02.1893 r, syn Stanisława i Marii, uczestnik I wojny – służył jako oficer w armii austriackiej na froncie włoskim, potem podczas wojny polsko – bolszewickiej dostał się do niewoli w 1920 roku w okolicach Berczyny, ale uciekł, po wojnie ukończył Wyższą Szkołę Wojenną z wyróżnieniem, pracował w Sztabie Generalnym w randze pułkownika, przed II wojną 10 marca 1939 roku otrzymał dowodzenie 17. pp Ziemi Rzeszowskiej, wraz z wybuchem wojny pułk włączono do 24. Dywizji Piechoty Armii „Karpaty”. Walczył w obronie Dunajca, w rejonie Borownicy i Birczy z 2. Dywizją Górską. Okrążony wydał rozkaz rozformowania pułku z zamiarem przebicia się w kierunku Przemyśla, a potem Lwowa. W okolicach Borownicy (przysiółek Czarny Potok) w dniu 12 września sformował oddział w sile kompanii i tyralierą zaatakował na bagnety, ale nie udało mu się przebić, poległ razem ze 65 żołnierzami, został pochowany w indywidualnym grobie na lokalnym cmentarzu. Żona uzyskała od Niemców pozwolenie na ekshumację i pochowano na cmentarzu w Świątnikach. Pośmiertnie awansowy przez Naczelnego Wodza, gen. Tadeuszka Komorowskiego „Bora” na pułkownika, otrzymał także Order Virtuti Militari klasy V. Jego imię nosi obecnie 1 batalion 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.

Kotarba Bogusław – ur. 18.02.1904 r, syn Bolesława, handlowiec, sierżant WP podczas kampanii wrześniowej wzięty do niewoli 17 września 1939 w Trembowli, przebywał w obozach Bad Sulzbach (Stalag XIII-A , nr jeńca 23450), od 1.02.1940 r w Moosburg (Stalag VII-A), od 30.09.1940 w Neu-Versen (Stalagu VI-B) skąd przeniesiony w dniu 15.VI.1941r. do Bonn-Duisdorf (Stalag VI-G), a następnie do Stalagu VI-J w dniu 6.03.1942 r. Zmarł 21.08.1983 r.

Kotarba Helena (1895-1975) – kapitan AK pseud. „Lunia Tessa”, żona ppłk. Marcelego Kotarby, odznaczona Złotym Krzyżem Laterańskim, Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami. W ramach AK należała do Centralnej Opieki Podziemia (tzw. „Opus”), czyli podziemnej jednostki zrzeszającej kobiety zajmujące się pomocom dla więźniów, wysiedleńców oraz ich rodzinom. Podczas powstania warszawskiego, za zgodą komendanta AK Antoniego Chruściela ps. „Monter”, prowadziła od 7 sierpnia 1944 Opiekę Społeczną AK, która zajmowała się ludnością cywilną poszkodowaną podczas walk. W materiałach Wojskowego Instytutu Historycznego (sygn. III/42/30, s. 14) zachowało się sprawozdanie z działalności Opieki Społecznej między 7 i 21 sierpnia 1944 r, w którym Lunia melduje”:

„[…] w 20 dniu powstania zagadnienie Opieki nie zostało należycie rozwiązane przez powołane do tego Władze cywilne, a mianowicie:

1 – nieregularny i niedostateczny przydział chleba, który w warunkach braku ziemniaków i jarzyn jest podstawowym produktem żywnościowym.

2 – brak zainteresowania rozlokowaniem „ludzi bez dachu”, którzy w obecnych piwnicznych warunkach bytowania, są siedliskiem chorób epidemicznych.

3 – brak życiowego podejścia do prosperujących już kuchen, jaki i zorganizowania nowych punktów żywnościowych.

Kpt. Marceli Kotarba z żoną Heleną - 10.08.1924 r.

Kpt. Marceli Kotarba z żoną Heleną – 10.08.1924 r.

Kotarba Izydor – ur. 16.12.1892 r, kapitan WP – przebywał w obozach w Dorsten (Oflag VI-E , nr jeńca 714). Dnia 14.03.1941r. Oflag VI-E. Przeniesiony dnia 17.09.1942r. do DösselWarburg (Oflag VI-B). Był również w w Bocholt (Stalag VI-F).

Kotarba Józef – ur 16.12.1914 r, syn Idziego, przed wojną mieszkał w Krakowie, walczył w kampanii wrześniowej jako strzelec w 20 p.p, w niewoli wzięty 20.09. 1939 roku w Zamościu, w obozach jenieckich w Ludwigsburg (Stalag V-A , nr jeńca 4675) oraz Villingen (Stalag V-B). Od dnia 24.VI.1942r. Przeniesiony do Forbach (Stalagu XII-F)

Kotarba Józef Michał (1907-1940) – „od Kasi” lekarz, syn kupca Józefa „Kwaśnioka” i Katarzyny z d. Słomka, młodszy brat Feliksa „Ewki”, w czerwcu 1939 ukończył medycynę (rentgenolog), podporucznik w 504. szpitalu polowym w Przemyślu, ostatni raz widziany na Dworcu w Krakowie, przysłał kartkę z obozu w Starobielsku, gdzie przebywał do kwietnia 1940, zamordowany w Charkowie w kwietniu 1940 roku.14

Kotarba Leszek (1924-1970) – żołnierz Szarych Szeregów, jeniec m.in. Gorss-Rosen (zwolniony 31.05.1944)

Kotarba Marceli (1897-1962) – ppłk. urodził się 6.01.1897 r, weteran I wojny (I Brygada – stopień podporucznika legionów), po kryzysie przysięgowym ukrywał się i 1918 zdał maturę, a następnie rozpoczął studia na Politechnice Lwowskiej. W listopadzie 1918 roku dowodził skautami podczas obrony Lwowa – ranny w rękę. W WP od 6 czerwca 1919 podporucznik, był łącznikiem podczas układu między Piłsudskim a Peturą, znajdował się w dowództwie III powstania śląskiego w 1921 r, od 1 lipca 1923 kapitan (75 pułk), od 1 stycznia 1929 major, od 1932 podpułkownik 55 pułku piechoty w Lesznie Wielkopolskim pod Stefanem Roweckim „Grotem”, od 1939 dowodził pułkiem Korpusem Ochrony Pogranicza nad Zbruczem Czortków-Horodenka na styku granic Polski, Słowacji i Rumunii. Walczył z wojskami radzieckimi, uniemożliwił im zablokowanie szosy zaleszczyckiej, co umożliwiło Prezydentowi RP oraz Rządowi, Naczelnemu Dowódcy i Sztabowi Generalnemu ucieczkę do Rumunii. Pojmany przez wojska radzieckie przebywał w tymczasowym obozie jenieckim w Husiatyniu w przebraniu kolejarza uciekł do Rumunii, Francji i Anglii gdzie zgłosił się do Wojska Polskiego 1 lipca 1940, powrócił po wojnie do kraju. Odznaczony Krzyżem Niepodległości i 4-krotnie Krzyżem Walecznych. Zmarł 26.11.1962 r.

Ppłk. Marceli Kotarba (1897-1962)

Ppłk. Marceli Kotarba (1897-1962)

Kotarba Stanisław – ur 18.09.1901 r, saper w 1 batalionie saperów, dostał się do niewoli i przebywał w obozach Mühlberg/Elbe (Stalag IV-B , nr jeńca 13279). Dnia 21.II.1941r. przekazany do Frankenthal (Pfalz)/Palatinate (Stalag XII-B). Był również w Trier/Petrisberg (Treves) (Stalag XII-D)

Kotarba Stanisław – ur 19.08.1910 roku, strzelec 26 pp. dostał się do niewoli i przebywał w Ludwigsburgu (Stalag V-A , nr jeńca 4239).

Kotarba Zbigniew – ur 30.04.1915 r, podchorąży rezerwy, przebywał w niewoli w Bad Sulzbach (Stalag XIII-A , nr jeńca 24620). Dnia 19.VIII./roku brak / przekazany do Hammelburg (Stalag XIII-C).

Kotarba Stanisław – ur. 8.08.1904 r, zabrany do obozu koncentracyjnego 16.10.1939 r w Buchenwaldzie [nr 9533] gdzie zmarł 9.12.1939 r.

Kotarba Zdzisław – syn Beniamina, pseud. „Zdzich” ukończył w Warszawie Szkołę Podchorążych AK, walczył w Powstaniu Warszawskim – zgrupowanie Żmija – pluton 225, śmiertelnie ranny zmarł w szpitalu w Laskach 7 września 1944 r

Leńczowski Czesław (1905-1983) – malarz, scenograf, przed wojną na stałe przeniósł się do Starego Sącza, działał w Związku Walki Zbrojnej, aresztowany 4 marca 1942 i wywieziony do KL Auschwitz [nr 29553] (dział w tamtejszym ruchu oporu, podtrzymywał współwięźniów na duchu), w 1944 przeniesiony do KL Flossenburg w Bawarii, zbiegł podczas ewakuacji 23 kwietnia 1945 roku, powrócił do Starego Sącza 20 sierpnia 1945 roku. Jest autorem min. obrazu naściennego królowej Jadwigi w kościele parafialnym w Świątnikach Górnych.

Leńczowski Kazimierz (1912-1941) – ur. 20.08.1912 uczęszczał do Szkoły Oficerów Lotnictwa w Dęblinie (Szkoła Orląt), walczył we wrześniu 1939, potem ewakuowany do Rumunii, następnie trafił do Francji i Anglii, gdzie latał w 301. Dywizjonie Bombowym „Ziemi Pomorskiej”. Zginął w stopniu sierżanta (sgt Nr RAF P-780108 ) 21 marca 1941 r jako pilot bombowca Vickers Wellington (brytyjski średni bombowiec dwusilnikowy Mk IC) nr L 7874 podczas lotu ćwiczebnego przy drugim podejściu do lądowania wskutek nagłego zamknięcia klap. Zginęła także cała 3-osobowa załoga: nawigator Józef Koryciński (F/O) i strzelec Bernard Chrzanowski (sgt). Pochowany w Newark, Wlk. Brytania, gr. 300.N.C. East . Oznaczony pośmiertnie Krzyżem Walecznych [rozkaz nr 5/41]

Kazimierz Leńczowski

Kazimierz Leńczowski

Leńczowski Leszek (1920-1944) – wg Batki ur. 20.02.1920 młodszy brat lotnika Kazimierza, działał podczas wojny w PPS, aresztowany i miał zostać rozstrzelany w Krakowie, ale został przewieziony do Auschwitz i zginął w Mauthausen w 1944 r. [wg danych z Muzeum Gross-Rosen w tym KL przebywał w 1944 roku Leszek Leńczowski, ślusarz ur. 21.03.1920, ale jest też data wypisania z obozu 16.02.1945 r, natomiast w Mauthausen zginął ktoś o tych samych danych ale ur. 19.11.1911 roku w Myślenicach)

Leszek Leńczowski

Leszek Leńczowski

Leńczowski Marian (1916-), syn Antoniego, walczył we wrześniu w 5. batalionie telegraficznym, pojmany 20 września w Tomaszowie dostała się do obozu jenieckiego Stalag III A w Luckenwalde [nr jen. 84113], zwolniony w Brandenburgu i przeniesiony do robót cywilnych

Michalec Józef – żołnierz WP, zginął we wrześniu 1939 r.

Mika Marian – walczył podczas wojny, zakatowany w Grudziądzu przez Urząd Bezpieczeństwa w 1953 roku

Miziurowie Edward i Janina – Edward Miziura ur. 18.02.1887 r., kapitan CK Armii, uczestnik I wojny światowej. wojny polsko-bolszewickiej, lekarz we Lwowie i w 4. ppleg. AK w powiecie namysłowskim, lekarz WP – pułkownik, zm. 1.07.1955 r. Janina Miziurowa ur. 21.06.1896 r. walczyła jako sanitariuszka w 1920 roku w obronie I szpitala Okr. Wojsk. w Przemyślu, sanitariuszka 2 armii WP. Oboje, leczyli żołnierzy AK. Za działalność konspiracyjną Niemcy zamordowali ich syna Jacka w 1944 r i spalili majątek

Miziura Stanisław – ur 2.11.1900 r, strzelec trafił do obozów jenieckich: Altengrabow (Stalag XI-A; nr jeńca 29474), zwolniony 4.07.1940 ze Stalagu XI-A do Crottorf.

Miziura Zygmunt (1902-1991)– ur. 30.04.1902 r, przed wojną prowadził lokalnego „Strzelca”, pseudonim „Łoś”, zastępca komendanta AK, od marca 1944 dowódca kompanii w batalionie „Głuszec”, pułk „Nurt”. Został zweryfikowany do stopnia chorążego AK i przyznano mu Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami. W 29.08.1953 roku został aresztowany i spędził 4 lata w obozie pracy Jaworzno-Wiśnicz (zwolniony 9.06.1956 r.). Zmarł 4.08.1991 r.

Zygmunt Miziura (1931)

Zygmunt Miziura (1931)

Zwolnienie z więzienia Zygmunta Miziury.

Zwolnienie z więzienia Zygmunta Miziury.

Feliks Słomka i Zygmunt Miziura - 15.08.1990 r.

Feliks Słomka i Zygmunt Miziura – 15.08.1990 r.

Słomka Emil (1910-1996) absolwent prawa, w WP podporucznik, do marca 1944 dowódca lokalnego AK pseud. „Brzoza”. W latach 1941-45 wydali własny biuletyn w oparciu o radio którym opiekował się Lanko, który mieszkał w domu po Jędrzeju Słomce Swajsierze; od 1944 ukrywał się poszukiwany przez Urząd Gminy; w połowie 1944 uruchomiono z inicjatywy kpt. Ludwika Synowca kurs samochodowy z ćwiczeniami w warsztacie naprawczym samochodów (min. Wacław Kotarba „Chmielnik” zdobył prawo jazdy); materiały po tej komórce przechowywano po wojnie u Marii Słomki „Marylki Swajsier”, ale w obliczu aresztowań ostały spalone

Słomka Feliks (1902-1997) – ur. 21.02.1902 r, syn Stanisława z rodziny Swajsierów i Anny, uczestnik wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919 (obrońca Lwowa w wieku lat 16), wojny polsko-bolszewckiej (w wieku 18 lat) oraz zmobilizowany po wybuchu II wojny światowej (w wieku lat 37) w stopniu strzelca, 17 września 1939 roku dostał się do niewoli radzieckiej, przebywał w obozie w Husiatyniu (dziś Ukraina). Gdy obóz był likwidowany i jeńcy przewożeni dalej na wschód, udało mu się ukryć wraz z kolegami, a następnie zgłosili się do komendanta udając, ze nie wiedzą co się stało. Komendant przestraszył się i zwolnił ich do domu, aby nie wyszła na jaw jego niekompetencja. Z obozu Feliks przedostał się do Lwowa. Inżynier i nauczyciel Szkoły ślusarskiej. Otrzymał w 22.09.1982 roku Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, a w dniu 26.03.1991 r. został odznaczony Krzyżem za Udział w Wojnie 1918-1921 r., a także nominację na stopień oficerski.  Zmarł 20.03.1997 r.

Feliks Słomka (1902-1997)

Feliks Słomka (1902-1997)

Zwolnienie z obozuj jeńca Feliksa Słomkę umożliwiające mu powrót do domu z 27.09.1939 r.

Zwolnienie z obozuj jeńca Feliksa Słomkę umożliwiające mu powrót do domu z 27.09.1939 r.

Słomka Jan (1894-1969) – ur. 3.12.1894 r,  syn. Michała ze Swajsierów i Feliksy, służył w 3 pułku II Brygady gen. Hallera), następnie internowany (podczas kryzysu przysięgowego) i przeniesiony do Polskiego Korpusu Posiłkowego w Ostrowie Mazowieckim. W wojsku polskim dosłużył się rangi podpułkownika. We wrześniu 1939 w stopniu majora dowodził  6pp nadwyżek 1 Dywizji Piechoty Legionów w okolicach Wilna. Dostał się do radzieckiej niewoli i został zesłany na Sybir. Zesłana została również jego rodzina – żona Helena z Czerwińskich i troje dzieci. Przystąpił do armii Andersa i trzymając przy sobie rodzinę odbył szlak od Iraku pod Monte Cassino. Odznaczony Krzyżem Niepodległości, 4-krotnie Krzyżem Walecznych oraz Virtuti Militari. Zmarł w Londynie 14.10.1969 r.

Ppłk. Jan Słomka (1894-1969)

Ppłk. Jan Słomka (1894-1969)

Słomka Józef (5.12.1907-12.04.1991) – syn Michała ze Swajsierów i Ludwiki, ukończył weterynarię we Lwowie i następnie pracował w Radomiu, oficer rezerwy WP, powołany we wrześniu brał udział w obronie twierdzy Modlin, dostał się do niewoli niemieckiej i spędził resztę wojny w oflagu. Przed wojną ożenił się z Zofią Czerwińską, córką Józefa pochodzącego ze Świątnik Górnych, urzędnika bankowego w Stanisławowie. Zmarł i został pochowany w Radomiu.

Słomka Julian – syn Piotra i Tekli (z d. Leńczowska), mieszkał w Suchej Beskidzkiej, w czasie wojny walczył w tamtejszej komórce AK. Podczas wizyty w Świątnikach odnowił napis na Kopytku. Aresztowany i przewieziony do obozu KL Auschwitz, a następnie KL Gross-Rosen, gdzie został zamordowany.

Słomka Tadeusz (1900-1948) – syn Piotra i Bronisławy z rodziny Swajsierów, służył we wrześniu 1939 roku razem z Feliksem Słomką, przedostał się do Rumunii, potem Francji i Anglii, gdzie doczekał końca wojny. Zmarł w Londynie.

Synowiec Franciszek– ur. 5.08.1910 r, s. Wojciecha i Tekli, dostał się do niewoli 1.09.1939 r. zwolniony 1.05.1945 r. Zmarł 10.03.1990 r.

Synowiec Jan – ur 1898 r, syn Piotra,  28.09.1939 r. aresztowany w Kowlu i przewieziony do obozu jenieckiego NKWD dla szeregowych i podoficerów w Równem 1.10.1939 r. (kartoteka CAW-306-161-104). 2.09.1941 trafił do armii gen. Andersa (wpis IV/W376-585a-1074)

Synowiec Józef – ur 12.08.1900 r, syn Franciszka, mieszkał w Krakowie, strzelec w wojskach kolejowych we wrześniu, dostał się do niewoli w Jarosławiu 21.10.1939, przebywał w Wildberg (Stalag V-C nr jen. 30467), 22 maja przeniesiony do Ludwigsburg (Stalag V-A)

Synowiec Józef (Inuś) – ur. 12.01.1913 r., syn Jana – starszy szeregowy ze specjalnością rusznikarz, uczestnik kampanii wrześniowej od 1.09.1939 r. walczył w batalionie śmierci. Dostał się się do sowieckiej niewoli, gdzie zachorował na czerwonkę i trafił pod opiekę cywilną, skąd udało mu się uciec i do Świątnik powrócił 20 października 1939 r.

Józef Synowiec (od lewej).

Józef Synowiec ‚Inuś’ (od lewej).

Józef Synowiec (Inuś) i pułkowy warsztat rusznikarski w wojskach pomocniczych (ok. 1936 r.)

Józef Synowiec (Inuś) i pułkowy warsztat rusznikarski w wojskach pomocniczych (ok. 1936 r.)

Książeczka wojskowa Józefa Synowca

Książeczka wojskowa Józefa Synowca (Inuś)

Książeczka wojskowa Józefa Synowca - wpis dotyczący udziału w II wojnie światowej.

Książeczka wojskowa Józefa Synowca (Inuś)- wpis dotyczący udziału w II wojnie światowej.

Walas Ludwik (1923-1992) – ur. 16.04.1923 r syn Józefa i Marii,  mgr chemii, żołnierz AK, zm. 28.12.1992 r.

Zakuła Józef – ur 21.02.1894 r, syn Franciszka, zam. w Krakowie, sierżant WP artylerii (51. batalion), dostał się do niewoli pod Kowlem w dniu 19.09.1939 r. obozy jenieckie: w Stargardzie Szczecińskim (Stalag II-D, nr jen 18032), adnotacja o przewiezieniu do Szpitala Ujazdowskiego w Warszawie 1.05.1940 r.

B. CYWILNE OFIARY 

Cholewa Alfons – ur 10.05.1900, zatrzymany w Warszawie, więziony na Pawiaku, przetransportowany do obozu koncentracyjnego KL Stutthof.

Cholewa Marian – obóz

Cholewa Stanisław – obóz

Czapliński Mieczysław – ur. 21.10.1887 r, mieszał na tzw „Czapli” koło Szkoły Podstawowej aresztowany wraz z Edwardem Dębskim w Chabówce 2.06.1943 roku, więzień KL Auschwitz nr 123274 oraz KL Natzweiler-Stuthof, zmarł pod koniec 1943 r.

Dębski Jan (1886-1941)– ur 11.06.1886 r, adwokat, inicjator powstania Związku Rewizyjnego Składnic i Sklepów Spółek Rolniczych pod patronatem Towarzystwa Spółek Rolniczych, które po odzyskaniu niepodległości przyjęło nazwę Małopolskiego Towarzystwa Rolniczego. Do maja 1940 roku przebywał we Lwowie zaangażowany w działalność spółdzielczości rolniczej. Podczas walk o Lwów organizował transporty żywności dla obleganego miasta. Po przejęciu miasta przez Sowietów przeniósł się do Krakowa, gdzie próbował walczyć o prawa spółdzielców w okupowanej Polsce. W dniu 9 maja 1941 roku został aresztowany przez gestapo i przewieziony w dniu 29 maja do KL Auschwitz [nr 17355], gdzie został rozstrzelany 3 lipca 1941 r.

Jan Dębski

Jan Dębski

Drapich Jan – ur 3.06.1923, s. Józefa i Henryki,  zatrzymany przez policję w Gdańsku, osadzony 17.09.1942 r w obozie koncentracyjnym w Stutthof nr jen. 16383, zwolniony 9.10.1942. Zmarł 25.12.2001 r.

Dziewoński Karol (1876-1943), ur. w Jarosławiu, prof. chemii na UJ i kierownik katedry Chemii Organicznej, więziony 6.11.1939-8.02.1940 w więzieniach, min. Kraków, Wrocław, Oranienburg. Powrócił i brał udział w tajnym nauczaniu UJ, zmarł 6.12.1943 r.

Kaczorowski Stanisław –  ur 25.08.1911, s. Stanisława i Feliksy, przebywał w obozie koncentracyjnym od 1.09.1942 r.  do 1.09.1943 r.

Kotarba Beniamin (1905-) ur 6.11.1905, przebywał w Auschwitz [nr 7770] oraz Sachsenhausen. Przeżył.

Kotarba Franciszek – zginął w obozie Sachsenhausen w 1942 roku

Kotarba Jan – rozstrzelany w masowej egzekucji 1941/42

Kotarba Józef – ur 10.12.1912 r, s. Jana i Magdaleny, ślusarz, przebywał od 12.04.1943 r w obozie w Buchenwaldzie [nr 12694]. Zmarł 5.05.1981 r.

Kotarba Stanisław – rozstrzelany w masowej egzekucji 1941/42

Kotarba Zygmunt – rozstrzelany w masowej egzekucji 1941/42

Leńczowski Stanisław – ur. 17.03.1887 – obóz w Buchenwaldzie [nr 2603, 9708], zwolniony 1.10.1941 r

Łukowicz Cyryl – ur 4.03.1904 r w Sieprawiu, szewc mieszkający w Świątnikach zatrzymany w 1940 r, trafił najpierw do KL w Sachsenhausen, a następnie od 25.04.1941 r przeniesiony do Gross-Rosen, gdzie zginał w dniu 21.05.1941

Mika Joanna – aresztowana w Płaszowie podczas łapanki na dworcu, za przemyt słoniny.

Miziura Ignacy – ur 8.01.1895 r, zatrzymany i więziony w Krakowie, przeniesiony do Auschwitz [nr 26032], gdzie zamordowany 13.04.1942 r.

Serednicki Teodor – ur. w 1911 w Kętach nauczyciel technologii metali i rysunku technicznego w Państwowej Szkole Mechanicznej, zamieszkały w Świątnikach u pani Anny Dzielskiej – wywieziony do Auschwitz oraz Sachsenhausen (1942) – zmarł.

Sięka Ludwik – pochodzący z Nowego Targu nauczyciel rysunku w świątnickiej PSM, zatrzymany i więziony w zakopiańskiej siedzibie Gestapo – katowni „Palace”, gdzie zmarł

Synowiec Stanisław – ur. 14.12.1889 r, wywieziony do KL Auschwitz nr 20105, zamordowany 30.03.1942

Syrek Józef – zginął w KL Auschwitz

Szczygieł Wiktor – ur 22.03.1904 r – przebywał w obozie KL Auschwitz nr 108873, w 1943 przeniesiony do Mauthausen

C. PRZYMUSOWE ROBOTY:

Chlebda Maria – ur 22.07.1906, przymusowa praca w Aachen (Niemcy) od stycznia 1943 do października 1944 r

Figiel Jan – ur 30.05.1928 r, syn Jana i Antoniny, przymusowe prace w rolnictwie w Au-Kueps (Kronach) od 1.05.1943 do 1.04.1945, przeżył

Gorzkowski Mieczysław – ur 28.09.1925 r, syn Stanisława i Jadwigi, przymusowy pracownik w Krakowie od lipca 1943 do października 1944 r.

Grzesik Anna – ur 18.05.1921 r, córka Franciszka i Marii, przymusowa praca w Modsiedl od maja 1941 do końca wojny. Przeżyła

Kogut Emilia – ur 23.01.1923 r, córka Leona i Anieli, przymusowe prace w rolnictwie w Eschelbach (Niemcy) od 1.05.1941 do kwietnia 1945

Kotarba Edwin – pracował przymusowo w fabryce w Mielcu, zginął podczas bombardowania w 1944 roku

Kotarba Józefa – ur 19.03.1923, córka Józefa i Rozalii, wysłana na roboty do Stöckmeim od 1.08.1942 do końca wojny

Kotarba Mieczysław – ur 24.02.1924 r, syn Józefa i Marii, wysłany na roboty do Flenburga od 1.11.1941 roku d końca wojny

Kowalczyk Janina – ur 24.09.1923 r, c. Jana i Marii, zatrudniona w rolnictwie w Gundelfigen (Niemcy), od 1.03.1943 do 1.04.1945 r.

Kwintowski Marian – ur. 16.09.1917, syn Józefa i Marii, zatrudniony w rolnictwie w Birkigt (Tetschen) – Czechy od kwietnia 1940 do końca wojny, Zmarł. 5.02.1996 r.

Leńczowski Stanisław – wzięty do robót we wrześniu 39

Michalec Marian – ur.1.10.1920 r. s. Ludwika i Zofii, do 13.04.1945 r. przebywał w obozie koncentracyjnym KL Buchenwald od 11.03.1944. Zmarł. 7.04.2001 r.

Michalec Marian – wzięty do robót we wrześniu 39, po wojnie otrzymywał paczki od swojego wcześniejszego niemieckiego pracodawcy.

Mika Anna – wzięta na przymusowe roboty będąc w ciąży i urodziła tam syna Jerzego

Mika Jerzy – „German” syn Anny Miki urodzony na robotach

Poznańska Józefa – ur 19.03.1936, deportowane dziecko (niepracujące) do Aachen (Niemcy), od stycznia 1943 do października 1944

Słomka Leokadia – ur. 15.04.1932 r, c. Antoniego i Marianny, prace w Bogusławicach od listopada 1943 do stycznia 1945

Słomka Stanisława – ur 12.04.1926 r, córka Józefa i Marii, na przymusowych robotach w Mogilanach między październikiem 1940 r a kwietniem 1942 roku. Zmarła 28.05.1999 r.

Syrek Zygmunt – ur 20.04.1924 r, przymusowo pracował w Blachowni w zakładach przemysłowych między majem 1942 a grudniem 1944.

Walas Stanisław – wywieziony do Rzeszy, nie powrócił

Wilkosz Marian – ur. 11.04.1901 r. zamordowany w KL Mauthausen 5.07.1942 r.

Wodziańska Helena – ur. 21.04.1923 r. c. Józefa i Katarzyny, przymusowo zatrudniona w rolnictwie w Sinsheim-Eschelbach (Niemcy) od maja 1941 r. do kwietnia 1945 r.

Zaczek Józef – ur 22.08.1921 s. Stanisława i Reginy, zatrudniony w przemyśle w firmie IG FARBENINDUSTRIE w Aken (Niemcy) od 1.05.1942 do 1.04.1945

Zakuła Józef – ur 21.02.1894, s. Franciszka, przed wojną zamieszkały w Krakowie, ul. Wyspiańskiego 21, plutonowy 51. baterii, dostał się do niemieckiej niewoli w miejscowości Kawal 19.09.1939 r. i trafił do obozu jenieckiego w Stargardzie Szczecińskim (Stalag II D) z numerem 18002. W aktach znajduje się także wpis o przebywaniu w warszawskim lazarecie na al. Ujazdowskich 1.05.1940 r.

Gulasz na Zagrabiu (30.06.1931) – na tym zdjęciu znajdują się osoby wspomniane w tym opracowaniu: Od lewej siedzą: 1 Józef Kotarba (Kasia), 2 Alfons Kotarba, 3 Karol Bodzoń. Stoją od lewej: 1 Jan Miziura, 2 Emil Słomka, 3 Józef Słomka, 4 Mieczysław Czerwiński, 5 Feliks Słomka, 6 Jan Walas, 7 Stanisław Bujas, 8 S. Kotarba (Cescyk), 9 Aleksander Słomka.

Gulasz na Zagrabiu (30.06.1931) – na tym zdjęciu znajdują się osoby wspomniane w tym opracowaniu:
Od lewej siedzą: 1 Józef Kotarba (Kasia), 2 Alfons Kotarba, 3 Karol Bodzoń.
Stoją od lewej: 1 Jan Miziura, 2 Emil Słomka, 3 Józef Słomka, 4 Mieczysław Czerwiński, 5 Feliks Słomka,
6 Jan Walas, 7 Stanisław Bujas, 8 S. Kotarba (Cescyk), 9 Aleksander Słomka.

Materiały źródłowe i bibliograficzne:

  • Batko Franciszek, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, UMiG Świątniki Górne, 2008 – w szczególności list Emila Słomki (s. 182-184); Wojna w mojej pamięci (s. 407-411), Ruch oporu (1939-1945) (s. 493-500),
  • Cygan W. K, Kresy w ogniu – wojna polsko-sowiecka 1939 r, wyd. Gryf 1990 r.
  • Czerwiński Józef – autobiografia, rękopis 2012
  • Czerwiński Józef – relacje ustne,
  • Graboś Teresa, Mała biografia Beniamina Kotarby,
  • Gulowska Barbara z d. Kotarba, Wspomnienie o moim Ojcu Beniaminie Kotarbie,
  • Kolasa-Baczyńska Maria z d. Czerwińska, Rok 1939; Radość wyzwolenia – 1945 (Cisza, Swołocz) – maszynopisy,
  • Kwaśniewicz Władysław, Wiejska społeczność rzemieślnicza w procesie przemian, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970.
  • Pabich Jan, Niezapomniane karty, Z dziejów 6 Pułku Artylerii Lekkiej, Kraków 1982 r.
  • Pieśń o Krzyżu na Wydartej przekazany prze Helenę Płatek z Wydartej, spisała Katarzyna Szczygieł 27.09.2001 r,
  • Szczygieł Witold, Świątniki Górne. Historia, kultura i tradycja na przestrzeni dziejów, praca magisterska Kraków 2001
  • Wspomnienia p. Stanisława Dziewońskiego – spisane przez Witolda Szczygła 30.09.2004 r.
  • Z Czterech Stron Gminy, wyd. specjalne 2009 r. – opracowanie wspomnień z czasów II wojny światowej z gminy Siepraw
  • Zając Stanisław, W pobliżu siedziby Hansa Franka, wyd. Czytelnik W-wa 1986 r.
  • Program „Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką”
  • INDEKS REPRESJONOWANYCH

Większość z tych opracowań oraz kserokopie dokumentów min. Zygmunta Miziury, Feliksa Słomki udostępnił mi Witold Szczygieł, za co składam wielkie podziękowania.

1 Witold Szczygieł, Zapomniany „Rzemieślnik”, artykuł

2 Cytat za www.kozmice.pl

3 Jan Pabich, Niezapomniane karty. Z dziejów 6 Pułku Artylerii Lekkiej, Kraków 1982.

4 Taki wpis umieścił ks. Edmund Brzostek w II tomie Księgi Zmarłych parafii w Świątnikach Górnych pod datą 6 września 1939 – pogrzeby odbyły się dnia następnego.

5 W. Kwaśniewicz, Wiejska społeczność rzemieślnicza w procesie przemian, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970, s. 87

6 Podziękowanie Gminnego Komitetu Opieki Społecznej w Świątnikach Górnych dla Matki Generalnej Sióstr.

7 Stanisław Zając, W pobliżu siedziby Hansa Franka, Czytelnik – Warszawa, 1986 r.

8 Stawka – tj. Stawka Najwyższego Naczelnego Dowództwa, czyli utworzona w 1941 roku kwatera główna sił Armii Czerwonej na czele której stanął ludowy komisarz obrony Siemon Timoszenko, a od lipca 1941 kierował nią Stalin.

9 Witold Szczygieł, Świątniki Górne. Historia, kultura i tradycja na przestrzeni dziejów, praca magisterska Kraków 2001

10 Relacja Stanisława Cholewy, oczywiście Ukraińców błędnie przyjęło się nazywać Własowcami

11 Świątnik – Pismo parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika, nr 4 (wrzesień 2011).

12 Lista Ukraińska – lista obywateli polskich zamordowanych na podstawie decyzji Biura Politycznego WKP(b) z 5 marca 1940 roku, sygnatura IV/W186-/8/239[67/1-7 – figuruje jako „Józef Bodzon”

13 Określenie „zwolniony z obozu” nie koniecznie oznacza wypuszczenie na wolność ale także wypisanie z danego obozu i przeniesienia do innego.

14 Wykaz akt ewidencyjnych jeńców wojennych, którzy opuścili obóz NKWD w Starobielsku, sygnatura STAR-/1447