Sztandar z 1831 roku

Sztandar z 1831 roku

opracował Jerzy Czerwiński

WIEK XIX

Najstarsze wspomnienia dotyczące bojowników ze Świątnik sięgają początku XIX wieku. W tym samym czasie w Świątnikach pojawiło się i osiedliło kilka rodzin, które później rozpoczęły działalność jako przedsiębiorstwa kupieckie handlujące świątnickimi wyrobami. W tamtych czasach tylko osoby majętne mogły się kształcić, a wraz z edukacją przychodziła świadomość narodowa i pragnienie (może nawet trochę romantyczne) by odzyskać niepodległość. Świątniczanie, tak jak inni Polacy, chwytali się różnych okazji i nadziei, jakie mogłyby ich przybliżyć do wolnego Państwa, poprzez walkę w obcych wojnach w różnych częściach Europy. Każde osłabienie krajów zaborczych albo wzmocnienie ich wrogów mogło służyć sprawie polskiej. Tradycja lokalna mówi o udziale świątniczan w kampanii hiszpańskiej (1807-1814) cesarza Napoleona Bonapartego. Tak opisał Gabriel Zych w Śpiewakach królowej Jadwigi przodków z rodziny Słomków:

„Najstarszy z nich Konstanty, będąc biegłym w czytaniu i pisaniu został kurierem szwadronu. Kuzyn jego Jan, cieśla, skierowany został do oddziału saperskiego, wchodzącego w skład stałej grupy budującej twierdzę Modlin. Szczególnie łaskawy okazał się los dla najmłodszego Michała, gdyż po kilku miesiącach służby w dziewiątym pułku strzelców konnych, wysłany został z uzupełnieniem do walczących w Hiszpanii szwoleżerów gwardii. Starsi marnie pokończyli wojenne kariery. Saper, zatrudniony przy budowie twierdzy Modlin, w zimie tysiąc osiemset jedenastego na dwunasty rok zmarł na tyfus, który dziesiątkował spędzone do prac przy budowie umocnień oddziały. Ułan przepadł gdzieś na bezkresnych równinach rosyjskich. Bliscy jego nie posiadając na to zresztą żadnych dowodów utrzymywali, że poległ pod Borodino. Po kilku latach imiona obydwóch zostały zapomniane przez współziomków”.1

Potomkom wspomnianego Michała Słomki miał przypaść przydomek Swajsier, gdyż właśnie swajsierami w lokalnej gwarze nazywano szwoleżerów. Prawdopodobnie także z czasów wojen napoleońskich pochodzi karabela, na której znajduje się napis: Świątniki górne St. Kwintowski „Marsz, marsz Dąbrowski z ziemi włoskiej do Polski rok 1817”. Szabla przypisywana Stanisławowi Kwintowskiemu (potwierdzono w mogilańskich księgach parafialnych, że żyła w tych czasach osoba o takim imieniu i nazwisku w Świątnikach) znajduje się w British Muzeum. W latach 70. ubiegłego wieku Brytyjczycy przysłali zdjęcie owej szabli do Muzeum Narodowego w Krakowie z ofertą wymiany jej na angielską zbroję. Polscy eksperci na podstawie fotografii zakwestionowali jednak wiek szabli. Nie wiadomo tylko, czy wzięto pod uwagę fakt, że w Świątnikach szable kuto do XVIII wieku i stąd forma szabli nie odpowiada dacie z grawera.

Świątnicka szabla z British Museum.

Świątnicka szabla z British Museum.

Wiek XIX to czas niepokojów wewnątrz państw zaborczych. Kolejna tradycja miejscowa wspomina o udziale w powstaniu listopadowym Józefa Jutrzni. Co prawda brak jest informacji o udziału świątniczan powstaniu, które wybuchło w 1846 roku w Wolnym Mieście Krakowie, ale wspomina się o udzieleniu schronienia powstańcom po klęsce w bitwie pod Gdowem. Rannych w potyczce mieli następnie świątniccy kupcy wywozić na Węgry. Gdy w 1848 roku podczas Wiosny Ludów wybuchło powstanie na Węgrzech, ze Świątnik przyłączyła się grupa 8 osób: Antoni Eugeniusz Górnisiewicz, Słomka, Antoni Synowiec z bratem, August i Leopold Morawieccy oraz Józef Walas. Służyli razem w oddziale dowodzonym przez majora Armina Görgeya. Antoni Eugeniusz Górnisiewicz (1827-1899) Matka Antoniego pochodziła ze świątnickiej rodziny Nowaków, natomiast rodowód ojca nie jest znany – Włodzimierz Słomka uważał, że pochodził z okolic Mogilan lub Włosani, gdzie nazwisko to występowało2. Zgodnie ze spisem ludności z 1847 roku w Świątnikach mieszkała tylko jedna rodzina o tym nazwisku. Z całą pewnością była to bardzo majętna rodzina, gdyż tylko taką było stać na wysłanie starszego syna Antoniego na studia, a drugiego Andrzeja do seminarium duchownego. W 1848 roku podczas drugiego roku filologii na UJ Antoni postanowił dołączyć do trwającego powstania węgierskiego. Urodzenie i wykształcenie czyniło go najpierw nieformalnym przywódcą pozostałych świątniczan zaangażowanych w powstanie, a później już formalnym – najpierw jako sierżant, a potem oficer w tzw. polskich legionach armii majora Armina Görgeya. Po kolejnych klęskach w 1849 roku i znacznym rozbiciu polskiego oddziału kontynuował walkę w wojskach artyleryjskich.3 Niektóre podania informują, że służył następnie pod gen. Bemem. Po upadku powstania wyemigrował do Anglii, ale po kilku latach powrócił do kraju.

Antoni Eugeniusz Górnisiewicz.

Antoni Eugeniusz Górnisiewicz.

Dostał pracę jako administrator w powstałej w 1852 roku fabryce maszyn i narzędzi gospodarczych Franciszka Eliasiewicza w Tarnowie. Sam Eliasiewicz znany był z zaangażowania w ruch niepodległościowy – w 1846 roku był przewodniczącym Tarnowskiego Komitetu Rewolucyjnego, następnie uczestniczył w powstaniu styczniowym, a jego zakład wspomagał powstańców jako odlewnia żelaza. Również i Górnisiewicz przyłączył się do powstania styczniowego, które wybuchło 22 stycznia 1863 roku. Jako oficer w oddziałach majora Andrzeja Łopackiego i pułkownika Dionizego Czachowskiego (naczelnik wojenny powstania na województwo sandomierskie) walczył pod Stefankowem, Boryą, w lasach Batowskich, pod Rzeczniowem, Rusinowem, Niekłaniem, Ratajami, Blizinem, Baranowem, Bybnicą i Jurkowicami. Był kilkukrotnie ranny, m.in. kulą w szyję. Po zakończeniu działań zbrojnych Antoni Górnisiewicz aktywnie działał jako społecznik, współtworząc Towarzystwo Szkoły Ludowej. Zmarł 09.03.1899 r. Leży pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie we wspólnym grobie ze swoim bratem Andrzejem (Kw. M) Bracia Synowcowie Antoni Synowiec (ur. 01.06.1821 r. w domu nr 82) wraz z bratem (brak danych), synowie Marcina i Franciszki z Kotarbów, brali udział w walkach legionu polskiego w powstaniu węgierskim. Po klęsce powstania przebili się w kierunku granicy tureckiej, gdzie w Szumli zostali internowani. Prawdopodobnie obaj wyemigrowali następnie do Anglii (Liverpool – 4.03.1851 r; później Bradford), natomiast do Świątnik powrócił tylko drugi z braci. W rodzinie Synowców przetrwał przydomek Kosiutek, od przywódcy powstania węgierskiego, Lajosa Kossutha. August i Leopold Morawieccy Druga para braci ze Świątnik biorących udział w powstaniu węgierskim w legionie polskim. W nocy 22 VI 1849 roku w Turczańskim Świętym Marcinie wojska mjra Görgeya stoczyły krwawy bój, który wpisał braci Morawieckich do annałów historii Węgier. W bitwie wsławił się Leopold, który„z kilkoma kolegami potraktował Kozaków generała Grabbe gradem pocisków karabinowych, powodując niemałe zamieszanie w szeregach przeciwnika, dzięki czemu rozproszony legion miał czas na złapanie oddechu”4. Polski oddział poniósł jednak ciężkie straty – zginęło 11 polskich żołnierzy, a wśród nich August Morawiecki. Po reorganizacji oddziałów powstańczych Leopold został przeniesiony do 1. pułku lansjerów. Słomka W dostępnych materiałach zachodzi sprzeczność co do imienia Słomki, który brał udział w powstaniu węgierskim. Wł. Słomka piszę, że był to student Politechniki Lwowskiej Józef Słomka, brat jego pradziadka Stanisława. Natomiast F. Batko i W. Szczygieł, który zresztą powołuje się na opracowanie Kovača, wspominają o Michale Aleksandrze (syn Mikołaja i Rozalii z Walasów), urodzonym 14.09.1826 r. Być może oboje brali udział w powstaniu. Z zapisów węgierskich wynika, że Słomka, który wraz z innymi świątniczanami walczył w legionie polskim, poległ w bitwie pod Kápolną z wojskami austriackimi 26 lutego 1849 roku. Według innych danych, zebranych w prywatnych materiałach F. Batki, Michał A. Słomka był internowany w Szumli, gdzie przyłączył się do Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, następnie udał się do Anglii do Liverpoola, następnie do Bradford (1854 r.) i Glasgow (1856-57). Miał podpisać deklarację potępiającą politykę A. Czartoryskiego (1854 r.) oraz akt odrzucający amnestię carską (1856 r.). Jego podpis widnieje też na projekcje zmian w wyborach zarządy Towarzystwa Demokratycznego Polskiego z 15.04.1856 r.

Jan Słomka

Jan Słomka

Józef Walas Uczestnik powstania węgierskiego, następnie internowany w Szumli spędził kilka lat na emigracji. Powrócił do Świątnik, gdzie podobnie jak Synowcowi, przyznano mu przydomek Kosiutek.

Powstanie styczniowe 1863-64. Powstanie, które wybuchło 22 stycznia 1863 roku, objęło obszar zaboru rosyjskiego oraz tzw. ziem zabranych. Pomimo tego znaleźli się świątniczanie, którzy postanowili włączyć się ten narodowy zryw. Oprócz wspomnianego już Antoniego Górnisiewicza byli to:

Franciszek Kotarba (1847-1917) – urodził się w Świątnikach Górnych w rodzinie Kotarbów o przydomku ‚Opita’. Uczęszczał do gimnazjum św. Anny w Krakowie. W wieku lat 16 dołączył do powstania i służył w oddziale mjr. Rębajły. Został ciężko ranny kulą w prawą nogę w bitwie pod Jeziorkiem (29.10.1863 r.). Z pola bitwy przewieziono go do nowo powstałego lazaretu w Bodzentynie. Zabieg usunięcia kuli przeprowadził dr Stefan Łuszczkiewicz z Kielc. Ponieważ jednak jego stan się pogorszył, doktor Władysław Stankiewicz z Warszawy poddał go operacji amputowania prawej nogi. Jako inwalida pozostawał w Bodzentynie do momentu zlikwidowania lazaretu i ewakuowania jego pacjentów do szpitala w Kielcach (czasowo do Buska). Leczenie trwało 10 miesięcy. W Bodzentynie mimo, iż był poddanym austriackim, złożył w obecności płk. Jabłońskiego przysięgę lojalności carowi (22.05.1864 r.). Po krótkim pobycie w kieleckim więzieniu został uwolniony i wydalony do Galicji. Pracował m.in. jako kasjer we Lwowie w latach 1902-1906 oraz sprzedawca (subiekt). Później mieszkał wraz z synem oraz wnukami Adolfem i Stefanem (patrz Adolf i Stefan Kotarba – uczestnicy I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej) w Podgórzu do czasu wstąpienia ich w szeregi I Brygady J. Piłsudskiego. Zamieszkał wówczas w krakowskim Przytulisku Weteranów 1863 (pl. Biskupi). W zimie 1915 roku został całkowicie unieruchomiony, gdy złamał jedyną nogę. Zmarł w przytulisku, nie doczekawszy wolnej Polski.

Józef Dziewoński (1827-1901) – urodzony 17 marca 1827 roku w Świątnikach Górnych artysta, malarz oraz inżynier. W latach 1845-46 studiował filozofię na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, a następnie w Instytucie Technicznym w Krakowie. W latach 1848-51 pracował jako bibliotekarz u Gwalberta Pawlikowskiego w Medyce, jednocześnie ucząc się malarstwa pod okiem F. Łobeskiego i M. Strzegockiego we Lwowie. Kontynuował edukację artystyczną w latach 1853-55 na Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, gdzie poznał i zaprzyjaźnił się z Arturem Grottgerem. Po wybuchu powstania styczniowego służył jako podoficer, a następnie porucznik w oddziale pułkownika Marcina Borelowskiego Lelewela, pułkownika Bronisława Rudzkiego i Mareckiego. Walczył pod Zwierzyńcem i Batorżem. Po upadku powstania został zesłany na Kaukaz, gdzie pracował w rządowym biurze w Tyflisie. Po powrocie do kraju od 1870 roku pracował jako nauczyciel rysunku w szkole realnej w Jarosławiu. Tamże założył szkołę rzemieślniczą lakiernictwa i malarstwa pokojowego. Jest autorem wielu obrazów, rysunków i litografii, które znajdują się w zbiorach Biblioteki Ossolińskich we Wrocławiu, w Muzeum Narodowym w Krakowie oraz Archiwum Narodowym w Krakowie. Jest autorem również komedii „Świątniczanie”, wystawianej przez Koło Amatorskie Czytelni Ludowej w Świątnikach Górnych. Zmarł w 1901 roku we Lwowie i został pochowany na Cmentarzy Łyczakowskim.

Józef Dziewoński

Józef Dziewoński

Józef Synowiec – powstaniec styczniowy, zginął w 1863 r., spoczywa na świątnickim cmentarzu, pseudonim Rosjan.

Krzyż cmentarny poświęcony poległym w powstaniu 1863 r.

Krzyż cmentarny poświęcony poległym w powstaniu 1863 r.

WIEK XX legiony-piecz W 1910 roku władze austriackie uznały za legalne powstałe dwie paramilitarne polskie organizacje, tj. utworzony we Lwowie Związek Strzelecki oraz krakowskie Towarzystwo Sportowo-Gimnastyczne „Strzelec”. Obie podlegały tajnemu Związkowi Walki Czynnej, a od 1912 roku Komendzie Głównej Związków Strzeleckich z siedzibą we Lwowie i na czele z komendantem Józefem Piłsudskim (pseudonim Mieczysław). Warto zwrócić uwagę, że w Świątnikach od 1912 roku istniała lokalna jednostka Związku Strzeleckiego, którego komendantem był Tadeusz Kotarba ‚Opita’, a pod względem struktury Związku należał on do okręgu krakowskiego. Natomiast wielu świątniczan mieszkających w Krakowie należało do tamtejszego „Strzelca”. Członkowie zarówno jednej, jak i drugiej organizacji, bardzo często byli również zaangażowani w działanie Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) oraz Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska Cieszyńskiego (PPSD). Związek Strzelecki, Strzelec oraz Polskie Drużyny Strzeleckie miały tworzyć tzw. kompanię kadrową, która miała stanowić w przyszłości kadrę wojska polskiego, a w wyniku wybuchu wojny światowej w 1914 roku stanowiły podstawę Legionów Polskich. Oddziały te składały się wyłącznie z ochotników, którzy choć składali przysięgę cesarzowi Franciszkowi Józefowi I, to jak tylko mogli starali się odcinać od Austriaków i podkreślać swą niewielką niezależność od zaborcy, który jednak bacznie przyglądał się polskiej formacji. Świątniczanie, którzy przynależeli do Związku Strzeleckiego oraz „Strzelca” znaleźli się w siłach głównie I Brygady. Szlak bojowy prowadził ich przez walki z Rosjanami w Małopolsce, Świętokrzyskiem oraz na Wołyniu. W 1916 roku I Brygada została odwołana z frontu i miała tworzyć Polski Korpus Posiłkowy. Plany Piłsudskiego dotyczące utworzenia polskich sił zbrojnych zostały jednak zablokowane. W 1917 roku ogłoszono w oddziałach polskich nakaz złożenia przysięgi na wierność cesarzowi pruskiemu Wilhelmowi II. Zdecydowana większość żołnierzy I i III Brygady odmówiła jej złożenia, wobec czego żołnierze zostali internowani w obozach w Beniaminowie (oficerowie) i Szczypiornie (żołnierze), a przywódców – Piłsudskiego oraz Kazimierza Sosnkowskiego aresztowano i osadzono w pruskiej twierdzy w Magdeburgu. Część żołnierzy wcielono do armii austriackiej, a część zwolniono ze służby wojskowej. Świątniczanie byli także członkami utworzonej w 1915 roku II Brygady dowodzonej przez gen. Józefa Hallera von Hallenburga. Toczyli walki w Karpatach, na Bukowinie oraz Wołyniu. Podczas kryzysu przysięgowego większość złożyła przysięgę i kontynuowała walkę w ramach Polskiego Korpusu Posiłkowego pod zwierzchnictwem zaborców. Jednak wobec oddania Ziemi Chełmskiej Rosji, II Brygada ruszyła na Ukrainę, co skutkowało atakiem ze strony niemieckiej, rozbiciem i rozproszeniem oddziałów. Udział Polaków w I wojnie światowej nie pozostawiał im wyboru gdzie i za kogo będą walczyć i ginąć. Nosząc czy to mundury zaborczych armii, czy orzełki strzeleckie na czapkach, mogli tylko wierzyć i starać się przeżyć. Odzyskanie niepodległości miało się stać wynikiem nie walki zbrojnej, lecz skutkiem klęski mocarstw i polityki Aliantów. W Legionach Polskich służyło około 15 świątniczan. Nie wszyscy jednak mieli możliwość dokonania osobistego wyboru, gdyż kilkudziesięciu młodych mężczyzn zostało wziętych do armii austriackiej i walczyło, krwawiło i ginęło kilkaset kilometrów od polskich ziem. W armii austriackiej świątniczanie służyli głównie siłach Landsturmu (odpowiednik pospolitego ruszenia – ochotnicy, wojsko nieprzeszkolone) i Landwehry, ale też wyjątki służyły w marynarce. Pamięć o jednych i drugich powinna być taka sama.

Legioniści – zdjęcie od Feliksa Kotarby.

Legioniści – zdjęcie od Feliksa Kotarby.

Po I wojnie światowej dla tych, co przeszli szlak bojowy, czy to w legionach, czy to w armii austriackiej czekały kolejne wyzwania bojowe. Podczas gdy polscy dyplomaci zabiegali o przebieg granic państwa polskiego, słabe i jeszcze nieskonsolidowane państwo potrzebowało siły zbrojnej, aby granice te wyznaczyć i utrzymać. Jeśli chodzi o świątniczan, to brali udział w wojnie polsko-ukraińskiej (październik 1918 – lipiec 1919, czyli obrona Lwowa, Przemyśla, walki na Wołyniu), wojnie polsko-bolszewickiej (1919-1921) oraz w III powstaniu śląskim (2-5 maja 1921 roku).

Świętowanie niepodległości w Warszawie w 1918 r.

Świętowanie niepodległości w Warszawie w 1918 r.

Zanim przedstawię listę świątniczan biorących udział w walkach 1914-1921 warto jeszcze przedstawić przebieg wydarzeń wojennych w samych Świątnikach.

Świątniki Górne podczas walk 1914-1918. Napięta sytuacja polityczna, w którą uwikłana była m.in. Austria, dała się już odczuć kilka lat przed wybuchem wojny. Kryzys bałkański ciągnął się od 1908 roku i dotkliwie ciążył na gospodarce Austro-Węgier. Znaczne problemy miała Spółka Ślusarska, która część kapitału miała ulokowane na Bałkanach. W kolejnych latach zwiększano liczbę obowiązkowego poboru do wojska (2-3 letnia służba). W czerwcu 1914 roku 60 mężczyzn zabrano do budowy i obsługi kolejki polowej (Feldbahn) i wrócili dopiero po wojnie. Wybuch wojny wstrzymał edukację w szkole ślusarskiej. Około 40 uczniów trafiło do armii zaborcy oraz legionów, natomiast w związku ze zbliżającą się armią rosyjską Świątniki znalazły się w zasięgu operacyjnym Twierdzy Kraków, zaś budynek szkoły został w tych planach przeznaczony na siedzibę sztabu, skład amunicji oraz szpital polowy. Po serii klęsk armii austriackiej w listopadzie 1914 roku armia rosyjska podeszła pod Kraków. Na linii Świątniki – Rzeszotary – Ochojno intensywnie kopano kryte rowy strzeleckie (dekunki) przy pomocy okolicznej ludności, o czym wspomina fragment wspomnień Ludwika Urbanika z Rzeszotar, ucznia Szkoły Ślusarskiej:

Świątniki znalazły się na linii frontu. Naukę przerwano, starsi uczniowie zostali powołani do wojska, młodsi kopali okopy, kopałem i ja kilkanaście dni na północnym stoku Świątnik. Nico później, z Ochojna rodzice moi i brat z żoną, ja z nimi, uciekliśmy za Skawinę do wsi Zelczyna. W Ochojnie nie można było wytrzymać, gdyż artyleria rosyjska ostrzeliwała z armat pozycje austriackie, które były na przedpolach Ochojna.5

Na Wydartej, Gwoźnicy i pod Stanisławem ustawiono stanowiska haubic polowych. Aby umożliwić skuteczny ostrzał, ścięto wielkie dęby rosnące przy figurze św. Stanisława, natomiast punkt obserwacyjny kierujący ogniem był na Kopytku. Wykorzystywano także balon obserwacyjny typu Parseval-Sigsfeld M.98. Zbudowano prowizoryczne koszary na Sadach, natomiast część żołnierzy skoszarowana była w domach mieszkalnych.

Austriacki balon obserwacyjny Parseval-Sigsfeld, front włoski (1916 r.)

Austriacki balon obserwacyjny Parseval-Sigsfeld, front włoski (1916 r.)

Ofensywa rosyjska ruszyła z początkiem grudnia 1914 roku. Patrole kozackie XXI Korpusu 3. Armii gen. Radko Dimitrijewa podeszły pod Podstolice i Gorzków. W dniu 5 grudnia nastąpił główny atak. Rosjanie pojawili się na Piasnej Górce, gdzie natknęli się na umocnienia austriackie wsparte ogniem artyleryjskim. Rosjanie zostali odparci przy zabitych ok. 20 żołnierzach, natomiast po stronie obrońców zginęło 3 żołnierzy austriackich, a kilkunastu zostało rannych. Ogień artyleryjski uszkodził zabudowania na tzw. Czapli (tj. na Dziale, pod dzisiejszą szkołą podstawową). Nie było na szczęście strat po stronie ludności. Kontrofensywa austriacka odepchnęła wojska carskie pod Limanową. Zabitych żołnierzy austriackich pochowano na cmentarzu świątnickim w dwóch mogiłach – pojedynczej i zbiorowej (oznaczenie w ewidencji cmentarzy wojennych 382A). Mogiły te zlikwidowano po II wojnie światowej, oddając miejsce osobom prywatnym. Ks. Migdałek, proboszcz świątnicki, nie zezwolił na pochówek Rosjan na cmentarzu parafialnym, wobec czego pochowano ich w lesie pod Lechą (382B), gdzie od wieków funkcjonował cmentarz choleryczny. Obecnie znajduje się tam rekonstrukcja mogiły, natomiast pod cmentarzem parafialnym znajduje się pamiątkowa płyta przypominająca o poległych i pochowanych na świątnickim cmentarzu wojennym.

Obelisk przy cmentarzu parafailnym informujący, że znajdował cmentarz wojenny nr 382.

Obelisk przy cmentarzu parafialnym informujący, że znajdował cmentarz wojenny nr 382.

W 1917 roku władze austriackie zarekwirowały dzwony kościelne, wypłacając ekwiwalent w koronach za dzwon 350 kg – 1400 koron, a za 185 kg – 692 korony. W listopadzie 1918 roku wszelkie oznaki władzy austriackiej zaczęły znikać z miejscowości, w tym m.in. żandarmeria. Aby zapewnić bezpieczeństwo i porządek, młodzi dezerterzy z armii austriackiej utworzyli w miejscowości straż obywatelską. W wyniku wojen 1914-1921 do Świątnik nie wróciło 477 osób, z czego większość osób na stałe wyemigrowało z miejscowości głównie w poszukiwaniu pracy.

Wizytacja arcyksięcia Józefa, front włoski (sierpień 1916 r.)

Wizytacja arcyksięcia Józefa, front włoski (sierpień 1916 r.)

Poniżej wykazałem świątniczan, którzy walczyli w I wojnie światowej oraz następujących po niej walkach o utrzymanie niepodległości i granic państwa. Lista ta nie jest kompletna, gdyż wiadomo, że w walkach toczonych w latach 1914-1921 zginęło 46 świątniczan, wliczając także osoby pochodzące ze Świątnik, a zamieszkałe w innych częściach Polski (tzw. emigranci). Wiedza i liczbie poległych pochodzi z danych Komitetu budowy pomnika „Poległych i Zmarłych Żołnierzy Świątniczan” – inicjatywy Czytelni Ludowej z okresu międzywojennego. Niezrealizowanie tej inicjatywy jest ciemną kartą historii Świątnik i powinno być przestrogą na przyszłość. Dziś w Świątnikach mamy namiastkę Grobu Nieznanego Żołnierza, ale dokładna wiedza o tych, co walczyli i ginęli odeszła prawdopodobnie na zawsze. Oby choć przetrwała pamięć o tych, o których nam wiadomo. Większość nazwisk świątniczan oraz osób mieszkających w Świątnikach przed 1914 rokiem pochodzi z wydawanej w Wiedniu Verlustliste (Listy strat) oraz Nachrichten uber Verwundete und Kranke (Wiadomości o rannych i chorych). Informacje zawarte tam jednak mogą być błędne (niepełne informacje oraz błędy drukarskie). Wszystkie egzemplarze dostępne są w Bibliotece Narodowej Czeskiej Republiki.

  • Bielowicz Franciszek (1900-1989) – urodził się w Krzywaczce k. Kalwarii. Jako uczeń gimnazjum w Myślenicach, które wystawiło cały pluton ochotników, brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej i obronie Lwowa. Następnie walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Od 1934 roku jako doktor medycyny rozpoczął pracę w Świątnikach Górnych, gdzie spędził blisko pół wieku. Jest jednym z najbardziej zasłużonych obywateli Świątnik.
  • Bodzoń Jan (ur. 1880 r.) – szeregowy w 16. pułk piechoty Landsturmu, w 1916 r. dostał się do niewoli rosyjskiej i przebywał w Kurgan (na północ od granicy Rosji z Kazachstanem).6
  • Bodzoń Stanisław (1867-1923) – ‚Zuberek’, ślusarz, prezes Związku Strzeleckiego w Świątnikach Górnych (pseud. „Strzała”), pomimo swojego wieku służył jako strzelec I Brygady Józefa Piłsudskiego (V batalion, 1 kompania). Dostał się do niewoli w 1915 roku i powrócił dopiero w 1918 roku7.
  • Chmielowski Feliks (ur. 1886 r.) – szeregowy 7. kompanii 19. pułku piechoty Landsturmu, ranny w 1914 r.8
  • Cholewa Bolesław (ur. 1880 r.) – szeregowy 6. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1916 r.9
  • Cholewa Józef – szeregowy 11. kompanii 31. pułku piechoty Landsturmu, ranny w 1915 r.10
  • Cholewa Józef (ur. 1884 r.) – szeregowy w 4. kompanii 13. pułku piechoty, dostał się do niewoli rosyjskiej i przebywał w Bieżecku (obwód twerski).11
  • Cholewa Roman (1881-1943) – w 1914 r. został wzięty do armii austriackiej.
  • Czerwiński Józef † (1885-1915) – ur. 18.03.1885 r., syn kupca świątnickiego Piotra i Zofii z Kotarbów, ekonomista, w 1911 roku ożenił się ze Stanisławą Słapą i przeprowadził do Stanisławowa. Został powołany do armii austriackiej, gdzie otrzymał stopień podporucznika (Leutnant) w 5. kompanii 56. pułku piechoty.
    Józef Czerwiński.

    Józef Czerwiński.

    W jednej z pierwszych potyczek na froncie wschodnim został trafiony w prawą nogę i przebywał do lutego 1915 r. w 15. garnizonowym szpitalu w Krakowie.12 Po powrocie służył w 6. kompanii 56. pułku piechoty, walczył w okolicy Świdnika, gdzie poległ w walce 03.07.1915 r. Nie wiadomo, gdzie został pochowany.13

    Ostatnie zdjęcie Józefa Czerwińskiego (siedzi pierwszy z lewej) ze 15. szpitala garnizonowego w Krakowie (luty 1915).

    Ostatnie zdjęcie Józefa Czerwińskiego (siedzi pierwszy z lewej) ze 15. szpitala garnizonowego w Krakowie (luty 1915).

  • Czerwiński Mieczysław (1891-1966) – ur. 07.02.1891 r.
    Kapral Mieczysław Czerwiński.

    Kapral Mieczysław Czerwiński.

    Przed wojną aktywnie działał w Czytelni Ludowej (Kółko amatorskie), a od 1911 roku razem z Feliksem Kotarbą zorganizowali w Świątnikach klub sportowy „Templarya”. Do armii austriackiej został wzięty z poboru w dniu 31.08.1912 r.14 Po wybuchu wojny dostał przydział do wojsk telegraficznych w 7. Korpusie Armijnym (K. u. K. 7. Korps. Telegrafen Abteilung) 5. armii, której dowódcą był arcyksiążę Józef August.

    Barak jednostki telegraficznej, po prawej Mieczysław Czerwiński.

    Barak jednostki telegraficznej, po prawej Mieczysław Czerwiński.

    W styczniu 1915 roku został wysłany na front włoski – tereny dzisiejszej Słowenii i Włoch. Podczas służby prowadził fotograficzną kronikę miejsc i osób, dzięki czemu zachowało się blisko 200 fotografii, a także korespondencja z Feliksem Kotarbą (legiony) czy Józefem Słomką (60. pułk piechoty c. k. armii). W 1918 roku dostał urlop, z którego udało mu się skutecznie wymigać od dalszej służby wojskowej i powrotu na front.

    Utrzymywanie łączności telegraficznej między jednostkami, front włoski (12.12.1915 r.)

    Utrzymywanie łączności telegraficznej między jednostkami, front włoski (12.12.1915 r.)

  • Dębski Artur – został wzięty z poboru do marynarki austriackiej we wrześniu 1911 r.15
  • Dębski Józef – ochotnik, zginął w listopadzie 1918 roku w czasie obrony Lwowa. Spoczywa na Cmentarzu Obrońców Lwowa – mogiła 1082.
  • Dębski Michał (ur. 1887 r.) – szeregowy 12. kompanii 13. pułku piechoty, dostał się do niewoli rosyjskiej w 1916 r.16
  • Dębski Stanisław – późniejszy porucznik WP.
  • Drapich Bolesław (ur. 1891 r.) – szeregowy w 16. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1915 r.17
  • Drapich Jan (Kudłacyk) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.18
  • Drapich Stanisław (ur. 1891 r.) – szeregowy w 6. kompanii 13. pułku piechoty; ranny na froncie włoskim w plecy – przebywał w szpitalu w Grazu (Słowenia).19 Dostał się do niewoli rosyjskiej i trafił do Werchniodniprowska (Ukraina).20
  • Dudek Leon (ur. 1896 r.) – szeregowy w 6. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, zginął 07.02.1917 r.21
  • Dudek Stanisław (ur. 1893 r.) – strzelec w 2. kompanii 6. batalionie strzelców polnych (Feldjäger), dostał się w 1915 r. do niewoli rosyjskiej w Malmyzhka (Tatarstan).22
  • Dziewoński Franciszek – syn Konstantego, podczas wojny polsko-ukraińskiej służył w wojskach artyleryjskich.

    Artyleria obstrzeliwuje włoski aeroplan, front włoski (grudzień 1916 r.).

    Artyleria obstrzeliwuje włoski aeroplan, front włoski (grudzień 1916 r.).

  • Dziewoński Mieczysław (ur. 9.09.1885 r.) – syn Józefa i Matyldy, absolwent szkoły ślusarskiej, w latach 1915-18 służył w 13. pułku piechoty, gdzie przeszedł szlak bojowy od walk w Galicji aż pod Isonzo. Po wojnie w 1919 roku zamieszkał w Starym Sączu. W dniu 7.08.1920 roku wstąpił Wojska Polskiego, gdzie w 20. pułku piechoty walczył m.in. przeciwko 1. Konnej Armii Siemiona Budionnego.
Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 1

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 1

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 2.

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 2.

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 3.

Książeczka wojskowa Mieczysława Dziewońskiego cz. 3.

  • Figiel Piotr (ur. 1895 r.) – 16. kompanii 13. pułku piechoty (Infst. IR NR 13 16. Komp. ; kriegsgef. Russland r.22a
  • Galas Piotr (Sapka) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.23
  • Gorzkowski Józef (ur. 1895 r.) – szeregowy w 11. kompanii 25. pułku piechoty Landsturmu, ranny w 1916 r.24
  • Gorzkowski Stanisław (ur. 1892 r.)(Fajny) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.,25 strzelec w 1. Kompanii 16. pułku strzelców, według danych poległ 27.05.1915 r.,26 aczkolwiek przeżył i wrócił do Świątnik.
  • Grzesik Piotr (ur. 1895 r.) – szeregowy 8. kompanii 31. pułku Landsturmu, ranny w 1917 r.27
  • Grzesik Tadeusz (Białomacyk) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.28
  • Kotarba (Konicosek z Madejek) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.29
  • Kotarba Adolf – ur. 17.05.1893 r., syn Anny i Bolesława, wnuk powstańca styczniowego Franciszka Kotarby, absolwent szkoły ślusarskiej, zamieszkały na stałe z rodziną w Podgórzu, od 22.01.1913 r. członek Związku Strzeleckiego (pseud. „Leszek”), żołnierz I Brygady 2. Kompania, przez cały okres wojny prowadził dziennik, który w 1938 został wydany pod tytułem: „Pamiętnik żołnierski sierżanta I-szej Brygady Józefa Piłsudskiego”. Adolf był mocno związany ideologicznie z komendantem Piłsudskim i w „Pamiętniku” nie kryje, a wręcz podkreśla wyższość ludzi z I Brygady nad innymi polskimi formacjami, nie wspominając już o Austriakach i Niemcach. Od grudnia 1914 r. do marca 1915 r. przebywał w szpitalu w Nowym Targu podczas choroby.30 Po powrocie dostał przydział do 1. kompanii 4. pułku piechoty Legionów. Przeszedł cały szlak bojowy I Brygady podczas walk w Małopolsce, Królestwie i nad Styrem na Wołyniu. Przeniesiony następnie do III batalionu 5. pułku piechoty. Awans na sierżanta otrzymał 12.07.1916 r. (rozkaz pułkowy nr 50). Jako że był ideowo bardzo mocno związany z osobą komendanta Piłsudskiego, odmówił złożenia przysięgi podczas „kryzysu przysięgowego”. Został wcielony do armii austriackiej i wysłany na front włoski wraz z Feliksem Kotarbą oraz bratem Stefanem. W wojsku polskim od listopada 1918 r. brał udział w wojnach o określenie granic Rzeczypospolitej najpierw w 5. pułku piechoty Legionów, w 1919 r. w 6. pułku piechoty Legionów (m.in. uderzenie na Kijów, Wilno i kontrofensywa nad Wieprz w 1920 r.). Ranny w brzuch wrócił w grudniu 1920 r. do wojska, 5.01.1921 r. zdemobilizowany. Od 25.05.1921 r. do 1.07 brał udział w Powstaniu Śląskim jako komendant plutonu szturmowego przy pociągu pancernym. Od listopada 1921 r. przyjmuje przydział do Straży Granicznej

    Adolf Kotarba (1916 r.)

    Adolf Kotarba (1916 r.)

  • Kotarba Alojzy (ur. 1880 r.) szeregowy w 8. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, dostał się do niewoli rosyjskiej w 1915 r. i przebywał w Tjumenie (na Uralu).31
  • Kotarba Alfons – syn Józefa ‚Kwasioczyka’ i Katarzyny ze Słomków, brat Feliksa, podczas I wojny światowej był w niewoli rosyjskiej. Powrócił do Świątnik i był jednym ze wspólników firmy Mieczysław Czerwiński i Spółka (Haszpień).
  • Kotarba Beniamin Piotr (22.02.1893 r. – 12.09.1939 r.) – syn Stanisława (Żurowczyk) i Marii (z Polonczyków), po zdaniu matury w 1914 r. wcielony do armii austriackiej i walczył na froncie włoskim, do końca wojny uzyskując stopień kapitana. Następnie brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej i dostał się do niewoli w okolicach Berczyny, gdzie udawał szeregowego żołnierza Piotra Żuronia. Uciekł z niewoli i przedarł się do oddziałów polskich. Po wojnie kontynuował karierę wojskową w KOP, a następnie w Sztabie Generalnym w Warszawie.
Marceli Kotarba (stoi trzeci od lewej) w wojsku austriackim.

Beniamin Piotr Kotarba (stoi trzeci od lewej) w wojsku austriackim.

  • Kotarba Feliks (1895-1920) – urodził się 3 maja 1895 r., syn świątnickiego kupca Józefa (Kwasioczyka) i Katarzyny ze Słomków. W czasie, gdy uczęszczał do gimnazjum w Krakowie, razem ze swoim przyjacielem, Mieczysławem Czerwińskim, utworzył w Świątnikach klub sportowy „Templarya” w 1911 roku i był aktywnym członkiem Czytelni Ludowej. Ukończył 6 klas gimnazjum i w 1913 roku wstąpił do Związku Strzeleckiego (pseud. „Ewka”).
    Feliks Kotarba

    Feliks Kotarba

    Przeszedł kurs dla podoficerów, a w sierpniu 1914 r. znalazł się w 1. kompanii V batalionu I Brygady Legionów J. Piłsudskiego. Był dowódcą własnego plutonu. Brał udział w bitwie pod Łowczówkiem (22-25 grudnia 1914 r.), nad Nidą (3 marca – 14 maja 1915 r.), pod Konarami (16-25 maja 1915 r.), pod Urzędowem (czerwiec-lipiec 1915 r.), walki nad Styrem i Stochodem (od września 1915 r. do sierpnia 1916 r.) za co został odznaczony niemieckim medalem waleczności.

    Pluton sierżanta Feliksa Kotarby.

    Pluton sierżanta Feliksa Kotarby.

    W dniu 10 maja 1916 roku rozkazem Komendy Brygady Nr 400/p. dla 3. pułku piechoty I brygady: (…) b) zostali zamianowani: (…) sierżant Kotarba Feliks podporucznikiem,(…)

    M. Żymierski, mjr. mp.

    Komendant 3 Pułku.

    Niedługo później wyróżnił się w bitwie 4 lipca 1916 roku podczas odpierania ataków carskiego XLVI Korpusu Armijnego na tzw. Redutę Piłsudskiego i Polskiej Góry koło wsi Kostiuchnówki (Kościuchnowki) na Wołyniu. Po kryzysie przysięgowym został wcielony do armii austriackiej i walczył na froncie włoskim. W lutym 1919 r. wrócił do Polski. Wstąpił do Wojska Polskiego z zachowanym stopniem oficerskim i dowodził następnie 10. kompanią w III batalionie kapitana Krzyżanowskiego w 5. pułku piechoty Legionów. Walczył na Wileńszczyźnie w lipcu 1919 roku, gdzie ponownie wykazał się zdolnościami dowódczymi i bojowymi podczas walk w okolicach Wilejki oraz Kurzeńca: Tymczasem podciągnięte pozostałe plutony 11-ej i 10-ej kompanij rozpoczęły przeciwnatarcie, prowadzone z brawurą przez porucznika Kotarbę. Nieprzyjaciel został rozbity i odrzucony, tracąc wielu rannych i zabitych oraz jeńców i jeden karabin maszynowy.32 Zimą 1919/1920 walki przeniosły się na Inflanty (Królewszczyzna). Tam ponownie Kotarba wpisał się do historii 5. pułku podczas walko w okolicach wsi Mozule w styczniu 1920 r.: Wówczas dowódca batalionu dał rozkaz 10-ej kompaniji wesprzeć 9-ą i 11-ą kompanje i przez energiczne natarcie podnieść ducha tych kompanij. Z zadania tego świetnie wywiązał się dowódca 10-ej kompanji porucznik Kotarba. Wybrawszy najdogodniejsze miejsce do rozwinięcia się – poprowadził z rozmachem swoja kompanję na Mozule. Za kompanją 10-ą poderwały się, aczkolwiek wyczerpane, 9-a i 11-a kompanje. O godzinie 16 m. 45 kompanje wpadły do wsi Mozule. Nieprzyjaciel wycofał się na Wyszki.33

Feliks Kotarba składa meldunek Naczelnikowi Józefowi Piłsudskiemu. Po prawej francuski gen. Maxim Weygand (lipiec/sierpień 1920 r.)

Feliks Kotarba składa meldunek Naczelnikowi Józefowi Piłsudskiemu. Po prawej francuski gen. Maxim Weygand (lipiec/sierpień 1920 r.)

Podczas operacji nazwanej później Bitwą Warszawską znajdował się pod Lublinem. Tak te tragiczne dla Feliksa Kotarby chwile zapisał kronikarz pułku: Dnia 14 sierpnia 1920 roku, w związku z uderzeniem Wodza Naczelnego znad Wieprza, z obszaru Lubartowa pod Lublinem – 5-ty pułk pod dowództwem majora Hozera wyruszył do kontrofensywy. Bez większych spotkań z nieprzyjacielem pułk przeszedł wielkimi krokami na Ostrów, gdzie wzięto do niewoli sowiecki płatowiec z pilotem, a następnie na Parczew i Białą Podlaską. Dnia 17 sierpnia, gdy zmęczona kolumna podchodziła pod miasto, grupa oficerów 5-go pułku wraz z paroma łącznikami, na czele z majorem 1-go pułku artylerii polowej, Kowalskim, rzuciła się konno w ulice Białej, aby przeszkodzić odwrotowi nieprzyjaciela. W samem śródmieściu natknięto się na stłoczone, cofające się wojska i tabory sowieckie. W starciu zginął rażony kulą w głowę nieodżałowany dowódca II batalionu, porucznik Kotarba.34 Ciało Feliksa Kotarby przez Brześć sprowadzono do Świątnik i 23 sierpnia 1920 r. został pochowany na cmentarzu parafialnym w rodzinnym grobowcu przy głównym wejściu na cmentarz. Na cmentarzu w Białej Podlaskiej mylnie znajduje się tablica informującą, że tam leży ppor. Feliks Kotarba. Pośmiertnie został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, a także awansowany. Zgodnie z danymi Muzeum Wojska Polskiego został awansowany do stopnia kapitana. Potwierdzają to protokoły Czytelni Ludowej z grudnia 1920 r. Aczkolwiek ostateczna weryfikacja stopni i awansów odbyła się w 1923 roku i prawdopodobnie wtedy został ponownie awansowany na majora, jednakże brak jest dokumentacji z tej weryfikacji.

  • Kotarba Franciszek (ur. 1876 r.) – kapral „tytularny” w wojskach kuchni polowych (TitKorp, VerpflMag), w Ołomuńcu – leczył się w 1915 r. w Budapeszcie.35
  • Kotarba Franciszek (ur. 1881 r.) – szeregowy w 3. kompanii 13. pułku piechoty, postrzelony w lewę ramię i lewe płuco w 1914 r. przebywał w szpitalu nr 2 w Krakowie36 i w Klatovy (Czechy).37
  • Kotarba Franciszek (ur. 1886 r.) – starszy szeregowy (bombardier) w 6. baterii 12. pułku haubic polowych, ranny w 1916 r.38
  • Kotarba Franciszek (ur. 1894 r.) – służył w II Brygadzie 3 kompanii Legionów Polskich, podczas choroby w 1915 r. leczył się w uzdrowisku w Pieszczanach (Słowacja).39
  • Kotarba Izydor (ur. 16.12.1892) – późniejszy kapitan WP (nominacja z 1928 r.)
  • Kotarba Julian (ur. 1896 r.) – handlowiec, służył w 13. kompanii 2. pułku piechoty Legionów, zmarł z ran 16.02.1915 r. we wsi Sołotwina (południowo zachodnia Ukraina), wzmianka o jego śmierci została zamieszczona w „Piaście”, o czym wspomina Mieczysław Czerwiński w swojej korespondencji do rodziny w Świątnikach z 16.02.1916 r.
  • Kotarba Józef (ur. 1891 r.) – szeregowy w 6. kompanii 13. pułku piechoty, postrzelony w twarz w 1914 r. przebywał w szpitalu we Wiedniu.40
  • Kotarba Józef (ur. 1894 r.) – służył w II Brygadzie 3 kompanii Legionów Polskich, podczas choroby w 1915 r. przebywał w szpitalu w Wiedniu.41
  • Kotarba Leopold (ur. 1897 r.) – pionier w 5. kompanii 10. batalionu pionierów, ranny w 1917 r.42
  • Kotarba Marceli (1897-1962) – ur. 06.01.1897 r., syn Franciszka ‚Chmielnika’ i Marii ze Słomków, żołnierz 7. Kompanii II Brygady Legionów Polskich, ranny w 1914 r. w prawą rękę przebywał w szpitalu w Budapeszcie43. Otrzymał nominację do stopnia podporucznika Legionów. W czasie kryzysu przysięgowego w 1917 roku uciekł i ukrywał się, a następnie wrócił do Świątnik i wiosną 1918 roku zdał maturę w krakowskiej II szkole realnej. Wstąpił w październiku 1918 r. na Politechnikę Lwowską, jednak studia przerwał atak ukraiński. Brał aktywny udział w obronie polskiego miasta. Według relacji jednego z uczestników obrony opowiadającego o tych wydarzeniach w Radio Wolna Europa: „6 listopada 1918 roku atakowaliśmy narożny dom (…) i zdobyliśmy go razem z grupą skautów lwowskich pod dowództwem porucznika legionów Marcelego Kotarby”. Ranny podczas walk we Lwowie w rękę wrócił do Świątnik. Kontynuował służbę w wojsku polskim – był łącznikiem podczas układów Józefa Piłsudskiego z ukraińskim przywódcą Symonem Petlurą. Był też w dowództwie III Powstania Śląskiego w 1921 roku. Walczył we wrześniu 1939 r. jako dowódca KOP-u, a później w armii gen. Andersa.
Kpt. Marceli Kotarba z żoną Heleną - 10.08.1924 r.

Kpt. Marceli Kotarba z żoną Heleną – 10.08.1924 r.

  • Kotarba Michał (ur. 1896 r.) – mieszkający w Nowym Sączu, strzelec w 3. kompanii 5. batalionu strzelców polnych, ranny w 1916 r.44
  • Kotarba Stanisław – żołnierz 1. pułku piechoty I Brygady Legionów, zginął 25.12.1914 r. pod Łowczówkiem.
  • Kotarba Stanisław – absolwent szkoły ślusarskiej, syn Franciszka ‚Chmielnika’ i Marii ze Słomków; wzięty z poboru do marynarki wojennej we wrześniu 1911 r.,45 gdzie służył podczas I wojny światowej. Po wojnie wspólnik firmy Mieczysław Czerwiński i Spółka (Haszpień) i kierownik techniczny do końca jej działalności.
  • Kotarba Stanisław (ur. 1891 r.) – pracownik Festung Feldbahn (3. oddział), podczas choroby w 1914 r. leczony w szpitalu Twierdzy Kraków nr 2.46
  • Kotarba Stanisław (ur. 1883 r.) – szeregowy w 9. kompanii 18. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1916 r.47
Ambulans zabierający najciężej rannych, front włoski (29.02.1916 r.)

Ambulans zabierający najciężej rannych, front włoski (29.02.1916 r.)

  • Kotarba Stefan (20.08.1896-1972) – syn Anny i Bolesława, brat Adolfa, czeladnik ślusarski, od 03.08.1914 r. w Związku Strzeleckim. Na początku służył w III batalionie pod dowództwem Śmigłego. Pod Marcinkowicami nabawił się tyfusu brzusznego i leczył się do marca 1915 roku w Krakowie. Nie został do końca wyleczony, kiedy dostał przydział do VI batalionu, skutkiem czego zachorował na katar kiszek i przebywał na leczeniu w 5. szpitalu Twierdzy Kraków48. Później służył w 3. pułku piechoty Legionów. Po wyjściu ze szpitala otrzymał przydział w ramach uzupełnień do 3. pułku piechoty II Brygady. Większość weteranów I brygady próbowała uciec z tego pułku, a z nimi Stefan Kotarba, co było efektem animozji między I i II brygadą. Zostali jednak schwytani przez żandarmerię wojskową i ponownie skierowali do uzupełnień II Brygady. Nie powstrzymywało to do dalszych ucieczek i w końcu udało mu się przedostać do 3. pułku piechoty Legionów w I Brygadzie. Po wycofaniu I Brygady z walk został przydzielony do służb werbunkowych na ziemi płockiej przy Polskiej Organizacji Wojskowej. Z chwilą, gdy jego brat Adolf został wysłany na front włoski, samoczynnie opuścił 3. pułk piechoty i dołączył do kompanii brata. Sierżant w wojsku polski w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Odznaczony z walki o Kijów oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych za wojnę polsko-bolszewicką oraz Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari za wojnę 1914-1920. Miał dwóch synów: Włodzimierza i Ireneusza. Zmarł w 1972 roku i został pochowany na cmentarzu w Koszalinie
  • Kotarba Tadeusz – (Opita), prezes świątnickiego Związku Strzeleckiego utworzonego w 1912 r. stryj braci Adolfa i Stefana Kotarbów, dowodził plutonem w I Brygadzie w sierpniu 1914 r., jednakże miał zostać zwolniony ze względu na zły stan zdrowia, o czym wspominał w pamiętniku Adolf.
  • Kotarba Władysław (ur. 1872 r.) – szeregowy w służbach ochrony kolei, chorował w szpitalu garnizonowym nr 15 w Krakowie w 1915 r.49
  • Kuc Stanisław (1894-1915) – starszy szeregowy w 13. kompanii 15. pułku piechoty, poległ w boju 29.07.1915 r.50
  • Kurowski Tadeusz (1893-1914) – szeregowy 11. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, poległ 21.11.1914 r.51
  • Kwintowski Marian – syn werkmistrza Stanisława i Marii z Bujasów, wzięty z gimnazjum podczas I wojny światowej do armii austriackiej, w listopadzie 1918 roku zachorował na hiszpankę – uciekł ze szpitala w Krakowie do Świątnik, ale w drodze przeziębił się i zmarł. Pochowany na cmentarzu parafialnym z pięknym kutym krzyżem wykonanym przez jego ojca.

    Krzyż nagrobny Mariana Kwintowskiego.

    Krzyż nagrobny Mariana Kwintowskiego.

  • Kwintowski Stanisław (1899-1976) – syn werkmistrza Stanisława i Marii z Bujasów, wzięty z gimnazjum podczas I wojny światowej do armii austriackiej, po wojnie wrócił do Świątnik.
  • Leńczowski Józef (ur. 1871 r.) – wzięty jako pracownik do Feldbahnu w Krakowie, podczas choroby w 1915 r. leczył się w szpitalu nr 10.52
  • Loch Jan (ur. 1879 r.) – szeregowy w 1. kompanii 13. pułku piechoty, jeniec rosyjski.53
  • Michalec Franciszek (ur. 1878 r.) – strzelec w 1. kompanii 35. pułku strzelców, ranny w bitwie dostał się do niewoli rosyjskiej i przebywał w szpitalu ewakuacyjnym nr 65 w Moskwie.54
  • Michalec Józef (ur. 1883 r.) – szeregowy w 7. kompanii 13. pułku piechoty, ranny w prawe przedramię w 1915 r., przebywał w szpitalu w Szombathely (Węgry).55
  • Michalec Stanisław (Turut) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.56
  • Michalec Stanisław (Ulinka) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.57
  • Michalec Stanisław (ur. 1891 r.) – kapral w 2. kompanii 13. pułku piechoty, ranny w 1914 r.58
  • Michalec Tadeusz (ur. 1895 r.) – szeregowy w 2. rezerwowej kompanii 30. pułku piechoty, dostał się do niewoli włoskiej w 1916 r. i przebywał w Alessandrii.59

    Przesłuchanie jeńców włoskich, front włoski (październik 1916 r.)

    Przesłuchanie jeńców włoskich, front włoski (październik 1916 r.)

  • Michalec Tadeusz (ur. 1875 r.) – pracownik Feldbahnu (3. oddział), chorował w 2. szpitalu Twierdzy Kraków w 1915 r.60
  • Michalec Teodor (ur. 1892 r.) – szeregowy w 4. rezerwowej kompanii 13. pułku piechoty, chorował w szpitalu w Dejvic w 1915 r.61
  • Michalec Władysław (ur. 1871) – wzięty na roboty (LstArbAbt. 3), chorował w 2. szpitalu Twierdzy Kraków w 1915 r.62
  • Mika Józef – żołnierz I brygady – V batalion, 2 kompania – raniony przez oddziały kozackie pod Nieborowem 22 października 1914 r. – opisał to wydarzenie w swoim dzienniku Adolf Kotarba: W tym dniu jakiś chłop przywiózł nam na wozie 2-ch rannych strzelców z 2-ej kompanii, którzy mieli być zabici przez kozaków w Nieborowie w dniu wczorajszym. Opowiadają oni, że napadnięci przez kozaków na patrolu zgrupowali się pod figurą, skąd ostrzeliwali się kozakom, atakującym ich konno. Położyli ich kilkunastu, lecz wreszcie. w kilku szarżach kozacy wykłuli ich lancami. Oni obydwaj zostawszy rannymi najpierw upadli; następnie inni koledzy przywalili ich swymi ciałami, skąd później wydobyli ich chłopi…63
  • Miziura Edward (1887-1955) – urodził się 18 lutego 1887 r. W Świątnikach ukończył szkołę podstawową, a następnie gimnazjum w Krakowie, a w latach 1905-1912 studiował na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dyplom doktora nauk lekarskich otrzymał 5 marca 1912 r., a od 15 marca 1912 r. rozpoczął 6-letnie stypendium w armii austriackiej. W armii zastała go wojna, którą zakończył w stopniu kapitana. W roku 1918 wstąpił do wojska polskiego. Pracował najpierw w szpitalu w Zamościu, a stamtąd został przeniesiony do twierdzy w Brześciu Kujawskim. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej jako dowódca baonu sanitarnego 2 i 4 Armii w tym 2 dyw. Legionów. W sierpniu 1920 r. otrzymał awans do stopnia majora.
    Edward Miziura (ok. 1912 r.)

    Edward Miziura (ok. 1912 r.)

    Po wojnie został przydzielony do szpitali wojskowych w Rzeszowie, Krakowie i Bielsku. W maju 1922 r. awansował do stopnia podpułkownika. Następnie pracował jako lekarz Inspektoratu Kasy Chorych w Drohobyczu i naczelny lekarz Ubezpieczeń Społecznych we Lwowie. Po przejściu na emeryturę zamieszkał w Łabędziowie, gdzie prowadzili tam gospodarstwo rolne. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Franciszka Józefa, Krzyżem Karola, Złotym Krzyżem Zasługi i orderem Polonia Restituta.

  • Miziura Jan – ślusarz;
  • Miziura Juliusz (ur. 1895 r.) – strzelec w 4. kompanii 13. pułku strzelców polnych, dostał się do niewoli rosyjskiej w 1917 roku i przebywał w Kostromie (nad Wołgą).64
  • Miziura Władysław – pseud. „Miś”, z zawodu kelner, legionista 2. kompanii V baonu 3. pułku piechoty I Brygady Legionów, poległ pod Kozinkiem 21.05.1915 r.
  • Miziura Władysław – żołnierz galicyjskiego 13. pułku piechoty (‚Krakowskie Dzieci’), zginął w Karpatach w 1915 roku.

    Przemarsz wojsk austriackich, front włoski.

    Przemarsz wojsk austriackich, front włoski.

  • Nowak Józef (ur. 1879 r.) – rezerwista szeregowy w 6. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1915 r. dostał się do rosyjskiej niewoli (przebywał m.in. w szpitalu wojskowym w Moskwie)65.
  • Płachciński Bolesław – syn świątnickiego nauczyciela rysunku szkoły ślusarskiej, Nikodema Płachcińskiego, ur. 1897 w Wieliczce, uczeń gimnazjum, sierżant 4. kompanii 4. pułku piechoty Legionów, zginął 15.09.1915 r. w bitwie pod Hulewiczami, Wołyń.
Fragment z Księgi Zmarłych (Liber defunctorum) parafii św. Klemensa w Wieliczce

Fragment z Księgi Zmarłych (Liber defunctorum) parafii św. Klemensa w Wieliczce

  • Popczyński Stanisław – ur. 21.09.1894, ukończył Szkołę Ślusarską w 1912 r. Od czerwca 1912 członek lokalnego Związku Strzeleckiego. Po wybuchu wojny zgłosił się na ochotnika do 1 korpusu saperów I brygady. Bitwy: pod Laskami, Krzywopłotami, Limanową, Marcinkowicami. Od grudnia 1914 w V batalionie – bitwy pod Nowym Sączem, Łowczówkiem. W styczniu 1915 odbył w Kętach kurs telefoniczny dla saperów. Bitwy nad Nidą, pod Kozinkiem, pod Konarami, Ożarowem, Józefowem, Wyżnianką, Urzędowem, Lublinem, Brześciem Litewskim, Maniewicze, Wólka Gałęzińska, Bieloka Wola. Nad Styrem (Wołyń) w okolicach Sobieszczycy 5.10.1915 r. wysłany z meldunkiem do dragonów austriackich zostaje ciężko ranny cięciem szabli, w wyniku czego stracił dwa palce lewej ręki i został wzięty do niewoli rosyjskiej66. W listopadzie 1915 r. przebywał w szpitalu w Piotrogrodzie, w lutym 1916 r. w obozie jenieckim w Omsku (Sybir), w styczniu 1917 r. Ural. Wraca w sierpniu 1918 r. i od 18 sierpnia do 31 października służy w 15 pułku piechoty jako plutonowy legionowy oddziałów odwodowych. Po 2-miesięcznej kwarantannie został przydzielony do oddziałów we Lwowie, a następnie zwolniony ze służby austriackiej. Bierze udział w obronie Lwowa i dostaje się do niewoli ukraińskiej, z której po miesiącu, w grudniu 1918 r., uciekł i przedostał się do Krakowa. Ponownie zgłosił się 15 sierpnia 1920 roku do wojska polskiego, ale ze względu na kalectwo został uznany za niezdolnego do służby wojskowej. Odznaczony Krzyżem Niepodległości w 1930 r.

    Komendant Piłsudski podczas inspekcji. Popczyński pierwszy z lewej (1915 r.).

    Komendant Piłsudski podczas inspekcji. Popczyński pierwszy z lewej (1915 r.).

  • Popek Jan – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.67
  • Popek Antoni (ur. 1894 r.) – szeregowy w 4. rezerwowej kompanii 30. pułku piechoty, dostał się w 1916 roku do niewoli rosyjskiej i przebywał w Kurgan (miasto w Rosji na północ od granicy z Kazachstanem).68 Następnie w 1917 r. w stopniu kaprala w 1. jednostce karabinów maszynowych w 30. pułku piechoty, ranny.69
  • Rogal Leon (od Biertoski) – ur. 1889 r., wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.70 ; kapral w 2. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, rana postrzałowa w 1915 r. – przebywał w szpitalu w Pradze.71
  • Słomka Aleksander (1883-1949) – w czerwcu 1914 roku został zabrany do Feldbahnu (koleje polowe) w Krakowie (BauAbt. 3), chorował w szpitalu nr 2 w Krakowie w 1915 r.72, wrócił dopiero po wojnie.

    Aleksander Słomka

    Aleksander Słomka

  • Słomka Alojzy (ur. 1892 r.) – szeregowy w 2. kompanii 19. pułku piechoty Landwehry, dostał się do niewoli rosyjskiej i przebywał w Kazachstanie w 1916 r.73
  • Słomka Bronisław (1896-1952) – syn Stanisława ‚Jonoska’, skończył szkołę ślusarską, a następnie wstąpił do austriackiej marynarki wojennej. Po wojnie pracował w Toruniu i Starachowicach w zakładach artyleryjskich. Powrócił do Świątnik (m.in. był wójtem).
  • Słomka Feliks (1902-1997) – ur. 21.02.1902 r., syn Stanisława „Swajsiera” i Anny (z domu Kwintowska), jako gimnazjalista 15 listopada 1918 r. zgłosił się na ochotnika jako obrońca Lwowa (musiał zawyżyć przy tym swój wiek, aby móc się dostać) i dostał się do 4. Pułku Piechoty Legionów.
    Dokument zgłoszenia się Feliksa Słomki 15.11.1918 r. do odsieczy dla Lwowa.

    Dokument zgłoszenia się Feliksa Słomki 15.11.1918 r. do odsieczy dla Lwowa.

    We Lwowie był skoszarowany w szkole na ul. Zamarstynowskiej. Dostał przydział do kompanii szturmowej, która dokonywała licznych wypadów wzdłuż linii kolejowej Przemyśl-Lwów, a także jako obstawa pociągu pancernego. Brał udział w wypadach zbrojnych na m.in. Dobromiry, Niżankowice, Hermanowice, Mały Lubień, Krzywczyce, Zboiska, Kościarnię, Persenkówkę, Małkowice czy Wielki Lubień. W 1919 roku dostał zwolnienie po ogłuszeniu pociskiem. Starał się wrócić do Lwowa, ale miasto było chwilowo odcięte, więc dostał się do 1. batalionu strzelców krakowskich na Czyżynach, gdzie pełnił służbę wartowniczą i konwojową. Pod koniec maja 1919 roku został zwolniony z wojska, prawdopodobnie wyszło na jaw, że jest niepełnoletni.

    4 pułk piechoty Legionów w styczniu 1919 r. we Lwowie.

    Kompania szturmowa 4. Pułku Piechoty Legionów w styczniu 1919 r. we Lwowie.

    Pluton kompanii szturmowej z 2 baonu 4 Pułku Piechoty Legionów 27.11.1918 r. w Gródku Jagielońskim. Od góry: F. Słomka, Krywult Józef, Sawka, Góralczyk, Desoń Jan, Wieczorek, plut. Krzystoń, Wolf, Tylek Józef.

    Pluton kompanii szturmowej z 2 baonu 4 Pułku Piechoty Legionów 27.11.1918 r. w Gródku Jagielońskim. Od góry:  Słomka Feliks, Krywult Józef, Sawka, Góralczyk, Desoń Jan, Wieczorek, plut. Krzystoń, Wolf, Tylek Józef.

    Po osiągnięciu lat 18 wstąpił ponownie do wojska polskiego i brał udział wojnie polsko-bolszewickiej w 2 pułku strzelców (2. batalion 6. kompania), m.in. w Bitwie Warszawskiej. Otrzymał w 22.09.1982 roku Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, a w dniu 26.03.1991 r. został odznaczony Krzyżem za Udział w Wojnie 1918-1921 r., a także nominacje na stopień oficerski.

Urlopowy dokument podróży st. szeregowego Feliksa Słomki (1920 r.)

Urlopowy dokument podróży st. szeregowego Feliksa Słomki (1920 r.)

  • Słomka Jan (3.12.1894 – 14.10.1969) – syn kupca Michała z ‚Swajsierów’, służył w legionach polskich, następnie internowany w czasie „kryzysu przysięgowego” w 1917 roku i przeniesiony do Korpusu Posiłkowego w Ostrowie Mazowieckim, przedarł się do Francji, gdzie wstąpił do Błękitnej Armii gen. Hallera, po wojnie konturował karierę wojskową, uczestnik II wojny światowej i późniejszy ppłk. WP w armii Andersa – do Świątnik już nie wrócił.

    Kapitan Jan Słomka

    Kapitan Jan Słomka

  • Słomka Józef – naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Świątnikach Górnych, żołnierz I Brygady, w 1917 roku uciekł do Francji. Wstąpił do Błękitnej Armii gen. Hallera. Przeszedł cały szlak bojowy Hallerczyków. Po wojnie wrócił do Świątnik.

    Przeprawa przez dopływy Isonzo (Włochy).

    Przeprawa przez dopływy Isonzo (Włochy).

  • Słomka Józef Franciszek (ur. 1888 r.) – plutonowy (Rechnungs-Unterofficier 2. Klasse) w 2. kompanii 60. pułku piechoty, jeniec rosyjski w Pawłowsku (obwód moskiewski).74 Wrócił do walki następnie w 3. pułku rezerwowym.
  • Słomka Julian (ur. 1886) – szeregowy 9. kompanii 9. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1914 r.75
  • Słomka Ludwik – syn kupca wiedeńskiego Michała ‚Swajsiera’, walczył w wojskach austriackich, dostał się do niewoli rosyjskiej, zesłany na Sybir, wstąpił do polskiej dywizji Strzelców Syberyjskich, wrócił do kraju.

    Ludwik Słomka, 1915 r.

    Ludwik Słomka, 1915 r.

  • Słomka Stanisław (ur. 1896 r.) – strzelec w 9. kompanii 16. pułku strzelców, został wzięty do niewoli rosyjskiej.76
  • Synowiec Albin (Wawrzyńczyk) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.77
  • Synowiec Błażej (ur. 1881 r.) – pracownik Festungs-Feldbahn, (5. oddział), zachorował w 1914 roku na czerwonkę i leczył się w 2. szpitalu Twierdzy Kraków (III oddział epidemiologiczny).78
  • Synowiec Jan (ur. 1889) – „Fatac”, wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.79 (nr książeczki poborowej 1406). Służył w 2. kompanii 13 p.p. W dniach 27.02-10.03.1915 roku zgłoszono jego zaginięcie, pismo nr 12645 – odnalazł się.
  • Synowiec Jan (ur. 1894 r.) – szeregowy w 3. kompanii 19. pułku piechoty Landwehry, dostał się do niewoli rosyjskiej – Aleksin (obwód tulski).80
  • Synowiec Jan  (ur. 1887 r.) – rezerwista w 7. kompanii 13. pułku piechoty, ranny w 1914 roku81, a także w rejonie Kałusza (dziś Ukraina) prawdopodobnie w 1915 roku. Służył także jako szofer. Zginął – pochowany prawdopodobnie  w okolicy Miszkolca (Węgry).
  • Synowiec Józef (Jantusik po Tekli) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.82
  • Synowiec Józef (ur. 1892) – kanonier w 2. pułku artylerii fortecznej, poległ 15.06.1918 r.83

    Artyleria austriacka, front włoski (1916 r.)

    Artyleria austriacka, front włoski (1916 r.)

  • Synowiec Józef – z rodziny „Mikołajów”, służył w austriackich wojskach artyleryjskich, a następnie w Wojsku Polskim. Podczas wojny polsko-ukraińskiej obsługiwał artylerię w pociągu pancernym kursującym do Lwowa. Brał udział również podczas wojny polsko-bolszewickiej.
Synowiec Jan i Synowiec Józef.

Synowiec Jan i Synowiec Józef (Mikołaj).

  • Synowiec Józef (ur. 4.04.1897 r.) – syn Józefa i Teresy, w wieku 8 lat przeniósł się z rodzicami do Morawskiej Ostrawy, praktykował jako odlewacz w Zakładach Gwarectwa Górniczego w Witkowicach – zwolniony za poglądy polityczne. Następnie pracował jako wozak w kopalni węgla. Członek „Sokoła”, w 1914 roku wstąpił do 3 pułku piechoty 2. kompanii, później przeniesiony do 8. kompanii. Brał udział w buntu i przejściu przez front legionistów pod Rarańczą w lutym 1918 r. Trafił do więzienia austriackiego, z którego zbiegł i ukrywał się w okolicach Krakowa. W Wojska Polskiego wstąpił 31.10.1918 r. do 5. pułku piechoty, później szlak frontowy 3. pułku piechoty. Po wojnie służył w 76. pułku piechoty, następnie zaliczył szkołę podchorążych i w 1930 r. uzyskał nominację na porucznika WP, służył w 81. pułku strzelców grodzieńskich.
  • Synowiec Józef (1912-1918) – syn Stanisława i Zofii (z domu Kotarba), zginął w wieku 6 lat raniony odłamkiem od uszkodzonego moździerza podczas świętowania 10 listopada 1918 r.
  • Synowiec Leon (Matusek) – wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.84
  • Synowiec Leon (ur. 1891 r.) – pracownik Festung-Feldbahn w Krakowie (3. oddział), w 1915 roku zachorował i przebywał w szpitalu nr 2 w Krakowie.85
  • Synowiec Ludwik (Wawrzyńczyk) – wzięty z poboru do marynarki austriackiej we wrześniu 1911 r.86
  • Synowiec Tadeusz (z Barańca) – służył w 5. pułku piechoty podczas obrony Lwowa.
  • Szczygieł Stanisław – szeregowy w 9. kompanii 13. pułku piechoty, ranny w 1915 r.,86a zginął w 1916 roku nad Isonzo (Soczą) we Włoszech w wieku 33 lat.

    Zdobyte włoskie okopy nad Isonzo.

    Zdobyte włoskie okopy nad Isonzo.

  • Urbanik Jan (ur. 1898 r.) – strzelec w 12. kompanii 16. pułku strzelców, ranny w 1917 r.87
  • Wątorski Józef (ur. 1895 r.) – szeregowy w 1. pułku piechoty, ranny w 1916 r.88
  • Wątorski Feliks (Łukasik) – ur. 1889 r., wzięty z poboru do armii austriackiej 31.08.1912 r.,89 następnie wzięty do Feldbahnu, podczas choroby w 1915 r. przebywał w 2. szpitalu w Krakowie.90
  • Walas Antoni (ur. 1882 r.) – szeregowy w 3. rezerwowej kompanii 15. pułku piechoty, ranny w 1915 r.91
  • Walas Ludwik, ur. 1893 r., szeregowy w 6. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, ranny w 1915 r.92
  • Walas Stanisław (ur. 1886 r.) – szeregowy w 13. pułku piechoty, od 1917 r. jeniec rosyjski w Jekaterynburgu (obwód swierdłowski na Uralu).93
  • Walas Stanisław (ur. 1886 r.) – rezerwista w 31. pułku piechoty, od 1917 r. jeniec rosyjski w Szadrinsku (obwód Kurgan, Ural).94
  • Wilkosz Stanisław (ur. 1893 r.) – szeregowy w 1. rezerwowej kompanii 16. pułku piechoty, dostał się do niewoli w 1915 r., przebywał w Petropawłowsku i Astanie (Kazachstan).95
  • Wilkosz Tadeusz (ur. 1885 r.) – szeregowy 8. kompanii 16. pułku piechoty Landwehry, dostał się do niewoli rosyjskiej Tjumen (na Uralu) w 1915 r.96
Wymarłe włoskie miasteczko podczas walk nad Isonzo.

Wymarłe włoskie miasteczko podczas walk nad Isonzo.

Bibliografia:

Białynia-Chołodecki J., Pamiętnik powstania styczniowego;

Słomka Wł., Świątniki Górne, Świątniki Górne 1985, maszynopis;

Babiński K., Zarys historii wojennej 5-go Pułku Piechoty Legionów, Warszawa 1929

Składkowski S.F., Moja służba w Brygadzie, Warszawa 1990.

Alphabetisches Verzeichnis der in den Verlustlisten Verlustliste

Cygan Wiktor Krzysztof , Oficerowie Legionów Polskich,1914-1917: G-K, Wydawnictwo „Barwa i Broń”, 1.01.2007, s. 282.

Kotarba Adolf, Pamiętnik żołnierski sierżanta I-szej brygady Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1938

Wykorzystałem zdjęcia wojenne po Mieczysławie Czerwińskim, a także materiały po Feliksie Słomce należące do rodziny Słomków, fotografie ze zbiorów Zbigniewa Synowca, skan dokumentów po Mieczysławie Dziewońskim od Mirosława Dziewońskiego, materiały zebrane Witolda Szczygła oraz pochodzące z Muzeum Ślusarstwa w Świątnikach Górnych.

Przypisy:

1G. Zych, Śpiewacy królowej Jadwigi, Warszawa 1984, s. 142-143.
2Wł. Słomka, Świątniki Górne, Świątniki Górne 1985, maszynopis w wersji cyfrowej.
3I. Kovač, Polacy w węgierskiej wiośnie Ludów 1848-1849, Warszawa 1999, s. 528.
4I. Kovač, Polacy w węgierskiej wiośnie Ludów 1848-1849, Warszawa 1999, s. 523.
5Cytat za F. Batko, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, rozdz. Ochojno, Świątniki Górne 2000, s. 416. Wspomnienia swoje Ludwik Urbanik spisał w 1954 r.
6Verlustliste ausgegeben am 29.07.1916 r. (Nr 446), s. 8.
7Kartoteka legionistów wziętych do niewoli w latach 1914-1918. Pudło 1: Lit. A-H, Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu, Rkps 15816, t1.
8Verlustliste ausgegeben am 5.11.1914 r. (Nr 46), s. 10.
9Verlustliste ausgegeben am 4.12.1916 r. (Nr 497), s. 10.
10Verlustliste ausgegeben am 23.06.1915 r. (Nr 199), s. 10.
11Verlustliste ausgegeben am 5.01.1918 r. (Nr 641), s. 22.
12Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 10.10.1914 (nr 23), s. 13.
13Verlustliste ausgegeben am 30.10.1915 r. (Nr 304), s. 4.
14Związek Świątnicki, nr 8/1912.
15Związek Świątnicki, nr 3/1911.
16Verlustliste ausgegeben am 11.12.1916 r. (Nr. 500), s. 12,
17Verlustliste ausgegeben am 18.11.1915 r. (Nr. 317), s. 14.
18Związek Świątnicki, nr 8/1912.
19Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 19.01.1915 r. (nr 225), s. 12.
20Verlustliste ausgegeben am 5.01.1918 r. (Nr. 641), s. 15.
21Verlustliste ausgegeben am 7.04.1917 r. (Nr. 550), s. 13.
22Verlustliste ausgegeben am 10.12.1915 r. (Nr. 332), s. 11.
22aVerlustliste ausgegeben am 17.10.1916 r. (Nr. 478), s. 13.
23Związek Świątnicki, nr 8/1912.
24Verlustliste ausgegeben am 23.1.1916 r. (Nr. 492), s. 16.
25Związek Świątnicki, nr 8/1912.
26Verlustliste ausgegeben am 13.06.1917 r. (Nr. 589), s. 16.
27Verlustliste ausgegeben am 14.03.1917 r. (Nr. 536), s. 20.
28Związek Świątnicki, nr 8/1912.
29Związek Świątnicki, nr 8/1912.
30Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 21.01.1915 (nr 232), s. 28.
31Verlustliste ausgegeben am 1.12.1915 r. (Nr 326), s. 22. i 579, s.27.
32Kazimierz Bąbiński, Zarys historyi wojennej 5-go pułku piechoty legionów, Warszawa 1929, s. 35.
33Kazimierz Bąbiński, Zarys historyi wojennej 5-go pułku piechoty legionów, Warszawa 1929, s. 45.
34Tamże, s. 61.
35Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 20.05.1915 r. (nr 406), s. 30.
36Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 3.11.1914 r. (nr 60), s. 18.
37Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 21.11.1914 r. (nr 93), s. 22.
38Verlustliste ausgegeben am 4.12.1916 r. (Nr 502), s.29.
39Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 12.04.1915 r. (nr 371), s. 22.
40Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 11.10.1914 r. (nr 24), s. 20; oraz 27.10.1914 r. (nr 46), s. 22.
41Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 21.07.1915 r. (nr 440), s. 28.
42Verlustliste ausgegeben am 28.07.1917 r. (Nr 603), s. 30.
43Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 27.11. 1914 r. (nr 106), s.28.
44Verlustliste ausgegeben am 13.07.1916 r. (Nr 440), s. 23.
45Związek Świątnicki, nr 3/1911.
46Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 14.11.1914 r. (nr 84), s. 20.
47Verlustliste ausgegeben am 10.03.1916 r. (Nr 390), s. 31.
48Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 16.02.1915 r. (nr 294), s. 25.
49Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 18.06.1915 r. (nr 420), s. 27.
50Verlustliste ausgegeben am 8.10.1915 r. (Nr 287), s. 25.
51Verlustliste ausgegeben am 18.01.1915 r. (Nr 106), s.23.
52Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 3.03.1915 r. (nr 326), s. 27.
53Verlustliste ausgegeben am 5.07.1917 r. (Nr 595), s. 35.
54Verlustliste ausgegeben am 14.08.1917 r. (Nr 607), s. 33.
55Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 3.02.1915 r. (nr 264), s. 30.
56Związek Świątnicki, nr 8/1912.
57Związek Świątnicki, nr 8/1912.
58Verlustliste ausgegeben am 27.11.1914 r. (Nr 68), s. 35.
59Verlustliste ausgegeben am 7.06.1916 r. (Nr 429), 33.
60Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 24.02.1915 r. (nr 314), s. 29.
61Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 20.03.1915 r. (nr 348), s. 30.
62Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 24.02.1915 r. (nr 314), s. 29.
63Adolf Kotarba, Pamiętnik żołnierski sierżanta I-szej brygady Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1938, s. 78.
64Verlustliste ausgegeben am 23.03.1917 r. (Nr 540). s. 35.
65Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 10.05.1915 r. (nr 399), s. 42.
66Kartoteka legionistów wziętych do niewoli w latach 1914-1918. Pudło 3: Lit. M-Si, Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu, Rkps 15816, t3.
67Związek Świątnicki, nr 8/1912.
68Verlustliste ausgegeben am 7.06.1916 r. (Nr 429), s. 41.
69Verlustliste ausgegeben am 28.06.1917 r. (Nr 593), s. 45.
70Związek Świątnicki, nr 8/1912.
71Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 18.01.1915 r. (nr 223), s. 39.
72Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 29.03.1915 r. (nr 357), s. 42.
73Verlustliste ausgegeben am 2.09.1916 r. (Nr 459), s. 48.
74Verlustliste ausgegeben am 9.03.1918 r. (Nr 658), s. 54.
75Verlustliste ausgegeben am 5.10.1914 r. (Nr 20), s. 87.
76Verlustliste ausgegeben am 19.06.1917 r. (Nr 591), s. 53.
77Związek Świątnicki, nr 8/1912.
78Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 19.11.1914 r. (nr 91), s. 44.
79Związek Świątnicki, nr 8/1912.
80Verlustliste ausgegeben am 2.09.1916 r. (Nr 459), s. 50.
81Verlustliste ausgegeben am 5.11.1914 r. (Nr 46), s. 40.
82Związek Świątnicki, nr 8/1912.
83Verlustliste ausgegeben am 5.11.1918 r. (Nr 700), s. 57.
84Związek Świątnicki, nr 8/1912.
85Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 29.03.1915 r. (nr 357), s. 45.
86Związek Świątnicki, nr 3/1911. 86a Verlustliste ausgegeben am 28.12.1915 r. (Nr 344), s. 39.
87Verlustliste ausgegeben am 9.08.1917 r. (Nr 606), s. 48.
88Verlustliste ausgegeben am 1.07.1916 r. (Nr 436), s. 57.
89Związek Świątnicki, nr 8/1912.
90Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 24.02.1915 r. (nr 316), s. 46.
91Verlustliste ausgegeben am 18.06.1915 r. (Nr 196), s. 48.
92Verlustliste ausgegeben am 3.02.1915 r. (Nr 125), s. 45.
93Verlustliste ausgegeben am 5.01.1918 r. (Nr 641), s. 54.
94Verlustliste ausgegeben am 4.07.1917 r. (Nr 594), s. 59.
95Nachrichten uber Verwundete und Kranke ausgegeben am 10.05.1915 r. (nr 399), s. 68.
96Verlustliste ausgegeben am 1.12.1915 r. (Nr 326), s. 45.
Reklamy

Opracował Jerzy Czerwiński.

Okres międzywojenny to bez wątpienia złote lata świątnickiego rzemiosła, a zwłaszcza kłódkarstwa. Przed Wielką Wojną rzemieślnik miał do wyboru pracować dla kupca lub w Spółce Ślusarskiej. Wszelkie plany rozwoju rozbijały się o animozję między kupcami a rzemieślnikami oraz między samymi rzemieślnikami. Dominował rzemieślniczy konserwatyzm – starzy majstrowie bardzo niechętnie przyjmowali nowinki techniczne i technologiczne ze świata, które raz za razem podsuwała im państwowa Szkoła Ślusarska w postaci darmowych dokształcających kursów. Nowinki chwytali tylko młodzi adepci ślusarstwa, którzy albo wyjeżdżali w świat za pracą w przemyśle metalowym, albo podejmowali prace u owych starych majstrów, gdzie nie mieli okazji rozwijać skrzydeł.

Po wojnie zmieniło się absolutnie wszystko – odzyskana niepodległość i młode państwo, które wśród swoich europejskich również młodych sąsiadów musiało rozpychać się łokciami, by w końcu móc się określić na mapach Europy. Nowy porządek państwa i nowa gospodarka wymusiły także nowe podejście do handlu kłódkami, a w następnym kroku do ich produkcji. Starzy kupcy, których cała praca i dorobek brał się z utrzymywanych szlaków handlowych wzdłuż cesarstwa, musieli odejść i zostawić miejsce następnemu pokoleniu ludzi młodych, wykształconych w dobrych szkołach handlowych i zawodowych, a zarazem gotowych podjąć nowe wyzwania. A wyzwań było niemało – w pierwszych latach powojennych szalejąca inflacja, później światowy kryzys, a w końcu okupacja niemiecka.

Główną siłę napędową świątnickiego rzemiosła stały się spółki ślusarskie. Zakładali je razem dawni kupcy wraz z rzemieślnikami jak również sami majstrowie. Największymi i mającymi największy wpływ na rozwój rzemiosła były: kontynuująca tradycje przedwojenną Spółka Ślusarska oraz młode spółki: Mazur, Mieczysław Czerwiński i Spółka czy Polonez. To co łączyło te spółki to pełna samowystarczalność w produkcji kłódek, zamków oraz elementów kutych, a następnie w handlu tymi artykułami.

Nadal powszechnie prowadzone były warsztaty domowe, lecz na pewno lepiej wyposażone i bogatsze w środki techniczne. Na wyroby takich warsztatów nadal czekali handlarze z pobliskiego Krakowa i okolic. Nie zaginęło też całkiem hausernictwo, choć dotykało głównie najuboższych rzemieślników, a bardziej odżyło dopiero w latach okupacji II wojny światowej.

Spółka Ślusarska. Podobnie jak dla Szkoły Ślusarskiej, zmiany, które nastały po I wojnie negatywnie wpłynęły na funkcjonowanie Spółki założonej w 1888 roku. Przed wojną niewiele było takich szkół pod opieką rządu cesarza Franciszka Józefa I, a po wojnie świątnicka szkoła trafiła do jednego grona zawodowych szkół państwowych. Wraz z kłopotami finansowymi młodej II Rzeczypospolitej, cierpiała też oświata. Jeszcze trudniej miała Spółka, gdyż wcześniej była dotowana z budżetu Galicji i funkcjonowała głównie dzięki preferowanym kredytom. Co prawda wszelkie zadłużenie odeszło w niepamięć, ale pamiętać też trzeba, że niewypłacalna stała się austriacka waluta i wszelkie oszczędności w koronach oraz państwowych obligacjach przepadły.

Spółka Ślusarska utraciła wspomaganie finansowe państwa, a dodatkowo przyszło jej się mierzyć z prężnie rozwijającymi się ślusarskimi przedsiębiorstwami. Większość państwowych zleceń przejęła znacznie mniejsza firma Mazur. Wobec takich trudności Spółka kilkukrotnie zawieszała swoją działalność, m.in. w latach 1932-37. O kondycji spółki świadczy też tak, że w tym właśnie czasie spółka postanowiła sprzedać budynek swojej siedziby – był to murowany parterowy budynek (dzisiejszy adres Bruchnalskiego 15 – siedziba władz Miasta i Gminy). Budynek został zlicytowany i zakupiony przez Stanisława Dziewońskiego (w latach 20. pełnił godność wójta Świątnik) z myślą o przeznaczeniu tego budynku na bursę szkoły ślusarskiej. Dziewoński dobudował piętro i zamieszkali tam uczniowie szkoły, którymi opiekował się Franciszek Batko (senior).1

Ryc. 1 Budynek Spółki Ślusarskiej w 1930 r.

Ryc. 1 Budynek Spółki Ślusarskiej w 1930 r.

Kapitał Spółki był w dużej mierze uzależniony od darczyńców. Nie zachował się żaden z katalogów produktów Spółki, co w dużej mierze świadczy o ograniczonym zakresie produkowanych artykułów. Nasuwa się wniosek, że Spółka dawała głównie ślusarzom świątnickim dostęp do maszyn szkoły ślusarskiej, a ci wytwarzali produkty na swoje własne potrzeby. Tuż przed wybuchem II wojny Spółka ponownie została reaktywowana, jednak po rozpoczęciu się okupacji została potraktowana na tej samej zasadzie co polskie stowarzyszenia i ostatecznie rozwiązana. Ostatnim prezesem Spółki był Józef Kowal. Po wojnie członkowie Spółki zapisali się do krakowskiej Spółdzielni Pracy „Spólnota”, co jednak nie było zbyt wygodnym rozwiązaniem dla świątnickich rzemieślników.

„Mazur” Przemysł żelazny. Fabryka kłódek i zamknięć. Bracia Ludwik i Stanisław Kwintowscy.

Ryc. 2 Ogłoszenie w Gazecie Lwowskiej z 2 czerwca 1920 r.

Ryc. 2 Ogłoszenie w Gazecie Lwowskiej z 2 czerwca 1920 r.

Spółka braci Kwintowskich powstała z przekształcenia warsztatu Stanisława Kwintowskiego jeszcze w 1916 roku. Zarząd spółki stanowił inż. Ludwik Kwintowski (1885-1964) mieszkający we Lwowie-Persenówce pod adresem ul. Nad Jarem 7 m. 4, a „fabryka” mieściła się w Świątnikach Górnych pod numerem 248. Prowadzili także biuro handlowe w Krakowie przy ul. Krakowskiej 6. Pierwotnie spółkę stanowiło rodzeństwo: Stanisław, Ludwik, Sebastian Kwintowscy i Anna Słomka (siostra). Stanisław Kwintowski (1873 – 1952) był mistrzem kowalstwa, który do dnia 14 grudnia 1929 roku pracował także jako nauczyciel zawodu w Państwowej Zawodowej Szkole Ślusarskiej. Jako instruktor przepracował prawie 50 lat. Stanisław jeszcze przed wojną prowadził mały warsztat utworzony dzięki stypendium dra Arnolda Rapaporta h. Porada. Następnie bracia przekształcili go w sprawnie działające przedsiębiorstwo, które wzięło na siebie wytwarzanie artykułów ślusarskich i kowalskich dla wojska (łóżka polowe, wędzidła, strzemiona, munsztuki, łańcuchy, ostrogi, kłódki specjalne), policji (kajdanki i hartowane kłódki), poczty, kopalń oraz kolei (kłódki pancerne). Kuźnia specjalizująca się w wyrobie wspomnianych artykułów dla wojska została uruchomiona w 1925 roku.

Warsztat ruszył na początku 1918 roku a jego początki opisał naoczny świadek, Feliks Słomka (syn Anny) – na postawie nagrania audio z 25.11.1992 r :

Rano przywieźli Górale deski. Pod wieczór przywieziono drzewa sosnowe, nieokorowane. Na drugi dzień, w czas rano, zeszło się kilkoro ludzi, mi.in. ja, zaczęto wbijać, wkopywać słupy, obijać deskami, robić dach i powstał w ten sposób pierwszy tzw. barak. Wniesiono tam następnie maszyny będące poprzednio własnością stryja Stanisława: mi.in kuźnię polową, tokarkę (dość prymitywną), wiertarkę ręczną, imadła oraz dużą prasę ręczną, którą otrzymano z Centrali Odbudowy Kraju. Uzyskano bardzo dużo zamówienie na łóżka żelazne, koszarowe, dla policji, a później i wojska.

Ryc. 3 Warsztat firmy Mazur.

Ryc. 3 Warsztat firmy Mazur.

Firma produkowała szeroki asortyment kłódek od prostych klasycznych kłódek walcowych po nowoczesne kłódki automatyczne i tłoczone na zimno. Najpopularniejszymi produktami były kłódki: „Mazur” – sztandarowa kłódka ryglowa tłoczona podobnie jak „Krakus” i „Lech”; „Wotan”, „Globus” i „Bosfor” – kłódki automatyczne; „Pancer” – ryglowa kłódka z czworobocznym sachlem zabezpieczonym przed wybiciem, nitami spiłowanymi tak, aby nie było wystających części; „Sema” – ryglowa kopaczka używana do plombowania; „Depo” – ryglowa kopaczka z łańcuchem rowerowym; tabakierka „Tabak”; fortelowe zegarkowe „Zegar” i literowe „Litera”; ryglowe i automatyczne „Kotwice” używane do kajdanek przez żandarmerię WP, marynarkę, KOP, więziennictwo i policję oraz automatyczne „Kop” i „Mewa” używane do kajdanek przez KOP i policję. Nieustającą popularnością cieszyły się klasyczne ryglowe kopaczki „Rodak I” i „Rodak II” tzw. mazurki o wymiarach od 40 do 100 mm w 4 rożnych wersjach oraz kłódki automatyczne „Alle”.

Ryc. 4.

Ryc. 4.

Ryc. 5.

Ryc. 5.

Ryc. 6.

Ryc. 6.

Ryc. 7.

Ryc. 7.

Ryc. 8.

Ryc. 8.

Ryc. 9.

Ryc. 9.

Ryc. 4-9 Tablice reklamowe (wystawowe) z produktami firmy „Mazur”

Ryc. 10 Stoisko firmy Mazur na jednej z wystaw.

Ryc. 10 Stoisko firmy Mazur na jednej z wystaw.

Ponadto Stanisław Kwintowski przyjmował indywidualne zlecenia z zakresu kowalstwa artystycznego wykonując kute bramy i balustrady krakowski willi. Praca w warsztacie odbywała się w trybie 8-godzinnego dnia pracy. Pierwszy barak szybko rozbudowano, a następnie wybudowano kolejne. Według wspomnianej relacji Feliksa Słomki, dla Mazura pracowało nawet 100 osób.

Ryc. 11 Pracownik Mazura przy prasie napędzanej silnikiem.

Ryc. 11 Pracownik Mazura przy prasie napędzanej silnikiem.

Ryc. 12 Praca w warsztacie podczas okupacji (1942 r.).

Ryc. 12 Praca w warsztacie podczas okupacji (1942 r.).

Przedsiębiorstwo Mazur funkcjonowało także podczas okupacji dając konieczną pracę m.in. absolwentom szkoły ślusarskiej. Ludwik Kwintowski mieszkał wówczas na ul. Lelewela 17 m. 4. Zmniejszyła się jednak liczna pracowników oraz zwolniło się tempo produkcji. Po wojnie Spółka nadal działała, jednak większość mienia i pracowników przejęła Spółdzielnia Przyszłość, a Sebastian Kwintowski postanowił wystąpić ze spółki. Kwestia wzajemnych rozliczeń podzieliła rodzeństwo.

Ryc. 13 Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur (1942 r.).

Ryc. 13 Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur (1942 r.).

Mieczysław Czerwiński i Spółka z o.o. Haszpień. Po zakończeniu Wielkiej Wojny Mieczysław Czerwiński (1891 – 1966) przejął po swoim zmarłym ojcu Piotrze działającą od 1869 roku firmę kupiecką. Z tego okresu zachował się Cennik polskich kłódek ręcznego wyrobu, a firma sygnowała się imieniem Piotra Czerwińskiego. W roku 1922 Mieczysław Czerwiński postanowił rozwinąć działalność z handlu świątnickim towarem na własny wyrób i handel. Razem ze Stanisławem Kotarbą, Janem Miziurą, Julianem Miziurą, Edwardem Miziurą, Alfonsem Kotarbą, Janem Dębskim i Stanisławem Popczyńskim zawiązali spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Po pewnym czasie wycofali się Edward Miziura i Jan Dębski. Spółkę lokalnie nazywano Haszpieniem.

Ryc. 14 Hala warsztatowa Haszpienia (1933 r.).

Ryc. 14 Hala warsztatowa Haszpienia (1933 r.).

W pierwszych latach działalności spółki wynajmowano budynek pod warsztat, natomiast w roku 1933 wybudowano własny murowany budynek. W owej małej fabryczce obowiązywał 8-godzinny dzień pracy. Zainstalowano innowacyjny napęd mechaniczny przy wykorzystaniu silnika spalinowego do poruszania pras. Pojawiły się również nowoczesne maszyny – piłowarki, mechaniczne wiertarki, nożyce do cięcia blach itp. Na własne potrzeby skonstruowano lub też przyswojono tzw. „bębny”, w których wnętrzu umieszczano produkty i ścinki skór, a następnie bęben zamykano i silnik obracał go przez dłuższy okres czasu, a po wyciągnięciu elementy były wyczyszczone i wypolerowane (wcześniej ten sam efekt uzyskiwano metodą chałupniczą poprzez wielokrotne przepuszczanie np. kłódek przez rękaw koszuli). W Haszpieniu po raz pierwszy w Świątnikach próbowano montować kłódki w systemie taśmowym. Ponadto spółka miała własny numer telefonu oraz prowadziła rachunki bankowe w Warszawie i Krakowie.

Ryc. 15 Budynek produkcyjny firmy M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

Ryc. 15 Budynek produkcyjny firmy M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

W roku 1929 spółka otrzymała srebrny medal na wystawie krajowej w Poznaniu. Prezentowana wówczas była m.in. kłódka autorstwa Jana Kotarby ‚Żurowskiego’, będąca majstersztykiem rękodzieła kłódkarskiego i artystycznego. Spółka posiadała również jako pierwsza i jedyna przed wojną w Świątnikach swój własny znak ochronny umieszczany na produktach najwyższej klasy – przedstawiał on poziomy łuk refleksyjny ze skierowaną ku górze strzałą oraz napis po obu stronach znaku: „SUP WERT” jako skrót od Superior-Wertheim.

Ryc. 16 Jan Kotarba Żurowski i jego kłódka jak dar dla prezydenta Mościckiego w 1929 r.

Ryc. 16 Jan Kotarba Żurowski i jego kłódka jak dar dla prezydenta Mościckiego w 1929 r.

Ryc. 17 Dyplom przyznający srebrny medal na wystawie w Poznaniu w 1929 r.

Ryc. 17 Dyplom przyznający srebrny medal na wystawie w Poznaniu w 1929 r.

Każdego roku spółka wydawała nowy katalog swoich produktów. Stałe pozycje w nich zajmowały (czyli jednocześnie były najbardziej rozpoznawalne i popularne) oznaczone wspomnianym znakiem ochronnym ryglowe kopaczki z kutolanymi kluczami pod numerem katalogowym „106”, „116” i całe mosiężne „126”; ryglowe kopaczki „101” i „105”; tradycyjne kłódki walcowe proste „102”; ryglowe francuskie „107”; fortelowe dzwonkowe „108”, rokowe „109”, zegarkowe „110”, literowe „111” i filarkowe „113”; walcowe półkluczowe „112”; rurowe „120”; automatyczne „114”, „214”, „580”, „1275” także w wersji z łańcuszkiem oraz oryginalne „kłódki rowerowe”. W ostatnich latach przedwojennych wprowadzono na rynek bardzo udany lakierowany model „450” kłódki ryglowej tłoczonej (później powielana przez Spółdzielnie „Przyszłość” jako „Alfa”); automatyczny model „1430”; także automatyczną ryglową kłódkę z płaskim kluczem „AS 38” oraz stalową kłódkę automatyczną „Zenit” z całkowicie innowacyjnym zamkiem typy Yale. O jakości wykonywanych produktów niech świadczą zachowane egzemplarze tych kłódek, z których większość znanych autorowi jest w pełni sprawna i funkcjonalna.

Ryc. 18 Strona tytułowa cennika – widoczny znak ochronny oraz srebrny medal otrzymany w 1929 roku.

Ryc. 18 Strona tytułowa cennika – widoczny znak ochronny oraz srebrny medal otrzymany w 1929 roku.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich we wrześniu 1939 roku warsztat Haszpienia został ograbiony przez miejscową ludność. Po przegranej kampanii wrześniowej spółka wznowiła działalność i działała do końca wojny.

Ryc. 19 Montaż kłódek w Haszpieniu (1933 r.).

Ryc. 19 Montaż kłódek w Haszpieniu (1933 r.).

Ryc. 20 Praca w warsztacie M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

Ryc. 20 Praca w warsztacie M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

Polonez. Bodzoń i Słomka spółka prywatna. Założycielami firmy byli Stanisław Bodzoń i jego szwagier Aleksander Słomka. Zakład powstały z przedwojennego warsztatu Bodzonia, który specjalizował się w wytwarzaniu wykrojników do pras. Również Aleksander Słomka przed Wielką Wojną organizował warsztat w nowo wybudowanym budynku o numerze 10 i tam też mieścił się warsztat firmy „Polonez”. Posiadali silnik diesla napędzający maszyny. Zatrudniano tam wraz z chałupnikami kilkanaście osób. Po śmierci Stanisława Bodzonia wspólnikiem został jego syn Karol, jednak współpraca nie układała się najlepiej więc Aleksander Słomka rozwiązał spółkę i wraz z kilkoma osobami prowadził dalej warsztat do swojej śmierci.

Małe warsztaty. Wprowadzone przez spółki Mazur i Haszpień systemy zatrudnień najemnych w znacznym stopniu przyczyniły się do likwidacji dawnych mini-warsztatów opartych na pracy majstra, jego rodziny lub czeladnika. W okresie międzywojennym pracowało w Świątnikach blisko 50 tzw. warsztatowców zatrudniających średnio po 5 wykwalifikowanych osób. Warsztatowcy nie byli samowystarczalni i musieli współpracować z chałupnikami wytwarzającymi określone prefabrykaty oraz specjalne wykrojniki do pras ręcznych (sztanc).

Ryc. 21 Typowy warsztat domowy chałupniczej rodziny – sztanca ustawiona w kuchni (1932 r.).

Ryc. 21 Typowy warsztat domowy chałupniczej rodziny – sztanca ustawiona w kuchni (1932 r.).

Popyt i podaż. W Polsce po I wojnie światowej do roku 1922 nie było wielkiego zainteresowania artykułami świątnickich ślusarzy. Dopiero gdy przyszło uspokojenie nastrojów społecznych i gospodarczych po wojnie polsko-bolszewickiej pojawiło się zapotrzebowanie na rynku towarów zabezpieczających i chroniących mienie. Ten stan trwał do 1929 roku, kiedy to na świecie rozpoczął się kryzys. Na skutek koniecznego wyhamowania produkcji około 20% warsztatów zostało zamkniętych, a najbardziej odczuli to czeladnicy pracujący u „warsztatowców”, którzy jako pierwsi tracili pracę. Majster prowadzący warsztat zostawał sam i tryb pracy wracał do systemu chałupniczego. Na samych siebie musieli też liczyć udziałowcy Spółki Ślusarskiej, choć ci przynajmniej nadal mieli do dyspozycji szkolne maszyny. Drastycznie spadły zarobki pracujących u „warsztatowców”, którzy przed 1929 rokiem zarabiali od 3 do 10 zł dziennie, a w czasie kryzysu od 0,30 do 1,50 zł.

Sytuacja zaczęła się poprawiać po 1933 roku. Z zachowanych cenników świątnickich przedsiębiorstw wynika stabilność cen produktów do 1939 roku. Jeśli chodzi o zarobki, to tygodniowy zarobek warsztatowców przed 1939 rokiem wynosił od 15 do 20 zł, natomiast rzemieślnicy pracujący przedsiębiorstwach takich jak Haszpień czy Mazur zarabiali od 20 do 48 zł, przy czym najwyższą stawkę otrzymywali „narzędziowcy”.2

Wraz z II wojną światową i niemiecką okupacją przyszedł kolejny regres w świątnickim rzemiośle. Po pierwsze pojawiły się trudności ze zdobyciem surowców potrzebnych do produkcji, a po drugie spadł popyt przede wszystkim na kłódki, natomiast wzrósł na metalowe artykuły używane w gospodarstwach domowych i rolnictwie. Powróciło hausernictwo, które jednakże wiązało się z ryzykiem zatrzymania przez okupanta i wywiezienia do obozów pracy. Wiele rodzin żyło praktycznie w stanie wegetatywnym.

Bezpośrednio po wojnie głównym problemem wznowienia działalności wytwórczej był brak surowca. Sytuacja ustabilizowała się od 1947 roku i produkcja ruszyła pełną parą. Na drodze rozwoju stanęła jednak nowa władza.

Ryc. 22 Przykład hausernictwa – Karol Drapich sprzedający kłódki w Jaśle (1937 r.).

Ryc. 22 Przykład hausernictwa – Karol Drapich sprzedający kłódki w Jaśle (1937 r.).

Zmierzch kłódkarstwa świątnickiego. Pomimo tego, że PRL upadł ponad dwadzieścia lat temu, nadal nikt nie pokusił się prawdy, w jaki sposób doszło do utworzenia pierwszych dwóch spółdzielni pracy w Świątnikach i jakim kosztem tego dokonano. A wbrew temu, co dotychczas o tym wydarzeniu pisano, nie odbyło to się w duchu radości i entuzjazmu.

Już w 1945 roku władze PRL zaczęły wprowadzać do przedwojennego polskiego systemu podatkowego radzieckie standardy, które zrywały z dotychczasową zasadą równości podatników wobec prawa. Podatki przez następne lata stały się instrumentem eliminacji prywatnej przedsiębiorczości z gospodarki narodowej. Przede wszystkim od płacenia podatków zwolnione były wszystkie państwowe przedsiębiorstwa, a wartości podatku zależały od branży podmiotu oraz podporządkowania się szczeblowi centralnemu. Na dodatek było to tzw. prawo powielaczowe, które było ustanawiane nie przez sejm, ale przez organa władzy wykonawczej i nie było nigdzie publikowane, tylko odgórnie przekazywane resortowym urzędom. Taki system stanowienia prawa podatkowego był oczywiście niekonstytucyjny, a obywatel o wielkości zobowiązania podatkowego dowiadywał się z otrzymywanego nakazu płatniczego.

W 1945 roku w Świątnikach istniał jedynie sektor prywatny. Im większe przedsiębiorstwo, tym dotkliwiej odczuło nową władzę. Wielkości naliczonych podatków dla firmy Haszpień czy Mazur przekraczały możliwości finansowe spółek nawet w latach prosperity. W takiej sytuacji zarówno przedsiębiorcy jak i warsztatowcy stanęli przed wizją zamykania działalności, albo organizowania się na zasadach Polski Ludowej. Zawiązanie się pierwszej spółdzielni Metalo-Zabawka w lutym 1950 roku oraz „Przyszłość” we wrześniu 1950 roku było jedynym wyjściem wobec tak postawionego szantażu gospodarczego. W innym przypadku i tak państwo zajęłoby niewypłacalne firmy i warsztaty.

Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Metalo-zabawka” zawiązała się w lutym 1950 roku dzięki staraniom Marii Słomki (‚Maniusi’), Józefa Miki i Kazimierza Michalca (kościelnego), a zarząd tworzyli: Józef Mika (długoletni prezes), Kazimierz Michalec i Maria Słomka (‚Marylka’). Zakład produkował zabawki: grabki, wiaderka, wagi, kuchenki, młynki, samoloty, bączki itp. Spółdzielnia istniała do 1965 roku, kiedy to doszło do połączenia z „Przyszłością” – tzn. przez „połączenie” należy rozumieć przejęcie pracowników i mienia „Metalo-zabawki” oraz zaprzestanie wyrobu wspomnianych artykułów i urządzenie na tym terenie Zakładu nr 2, tzw. Narzędziowni.

Spółdzielnia Pracy Metalowców „Przyszłość” powstała w wyniku zgody współwłaścicieli przedsiębiorstw Mazur i M. Czerwiński i Spółka, a także przedwojennych członków Spółki Ślusarskiej zrzeszonych po 1945 roku w krakowskiej Spółdzielni Pracy „Spólnota”. Nowa spółdzielnia zagarnęła majątek Haszpienia burząc poprzedni warsztat i stawiając najpierw w 1956 roku budynek produkcyjny (drugi patrząc od ulicy Bielowicza), a w 1958 roku drugi budynek administracyjno-socjalny (pierwszy o ulicy). Spółdzielnia zagarnęła po Haszpieniu i Mazurze projekty produkowanych przed wojną kłódek i wykonywała je jako własne. Przejęła nawet linie i numer telefonu „6”. Jako założycieli spółdzielni uznaje się Mieczysława Czerwińskiego, Alfonsa Kotarbę, Juliana Miziurę, Stefana Michalca (pierwszy prezes), Jana Michalca, Bronisława Słomkę, Gustawa Dębskiego, Juliana Dudka, Aleksego Kotarbę, Józefa Rogala i Franciszka Widomskiego. Jak widać próżno tutaj szukać braci Leńczowskich, a Mieczysław Czerwiński bardziej tytularnie pełnił funkcję głównego księgowego, podczas gdy wdrażaniem księgowości zajmował się jego syn, Józef Czerwiński.

Działalność „Przyszłości” to kolejny etap w rozwoju ślusarstwa w Świątnikach, ale zarazem koniec kłódkarstwa świątnickiego. Co prawda pierwsze produkowane artykuły zbliżone były do standardów jakościowych sprzed wojny, głównie dlatego, że były to te same kłódki, tylko produkowane w systemie taśmowym. Były to głównie kłódki ryglowe (nazywane tu zastawkowymi – m.in. modele „Alfa”, „Lux”, „Tabakierka”) i pierwsze kłódki automatyczne („Beta”). Wartą zwrócenia uwagi była kłódka „Mars”, która zastąpiła dawne kłódki gospodarcze i stała się uniwersalną kłódką stosowaną do zamykania drzwi, obejść, bram, garaży czy nawet jako kłódka rowerowa. Podróżując po Polsce wszędzie można wytropić ten model sprzed kilkudziesięciu lat.

Ryc. 23 Materiały reklamowe kłódek produkowanych w pierwszych latach Spółdzielni „Przyszłość” - w numerach katalogowych znajdują się symbole z katalogów „Haszpienia”.

Ryc. 23 Materiały reklamowe kłódek produkowanych w pierwszych latach Spółdzielni „Przyszłość” – w numerach katalogowych znajdują się symbole z katalogów „Haszpienia”.

Rolą Narzędziowni była przede wszystkim produkcja narzędzi dla zakładu macierzystego, a także wykonywanie narzędzi dla innych spółdzielni czy zakładów pracujących w branży metalowej.

Wraz z upływem czasu pojawiało się coraz więcej modeli o kiepskim wykonaniu, zwłaszcza kłódek automatycznych z rodziny „Delta”, „Gamma” czy „Jota”. Kłódki te szybko rdzewiały, a otworzyć je można nawet niezbyt silnym uderzeniem młotka. W kolejnych latach stosowano coraz gorszej jakości materiały, tak że bez porównania jakościowego są np. „Marsy” z początku produkcji, a te egzemplarze z lat ostatnich.

Ryc. 24 Karta informacyjna kłódki zatrzaskowej „Delta”.

Ryc. 24 Karta informacyjna kłódki zatrzaskowej „Delta”.

W czasach, gdy kłódki coraz bardziej zaczęły odchodzić do lamusa, „Przyszłość” zaczęła coraz bardziej rozwijać produkcję zamków do drzwi, w tym także zamków przeciwwłamaniowych, czego przykładem jest np. zamek „Bastion”.

Ryc. 25 Kłódki „Mars” i „Eta” wciąż obecne na rynku.

Ryc. 25 Kłódki „Mars” i „Eta” wciąż obecne na rynku.

Warsztatowcy w PRL. Jedną z idei przyświecających przy tworzeniu świątnickich spółdzielni była likwidacja wytwórstwa chałupniczego. Pomimo starań władz oraz środowiska spółdzielczego nie udało się tego dokonać. Chałupnictwo stanowiło nawet konkurencję dla „Przyszłości”, a suma wytwarzanych ręcznie kłódek była równa tej wypracowanej w zakładach spółdzielni. Wielu chałupników zatrudnionych było w „Przyszłości”, choć często były to żony ślusarzy, którzy po godzinach wykonywali ten drugi etat. Część warsztatowców założyło w 1966 roku własną Rzemieślniczą Spółdzielnię Zaopatrzenia i Zbytu „Krakus”. Po roku spółdzielnia liczyła 86 członków. Wkrótce liczba członków przekroczyła sto osób. Korzyścią przystąpienia do „Krakusa” było wspólne realizowanie zamówienia na surowiec oraz pomoc w zbycie, aczkolwiek tu już była dowolność i możliwość szukania własnych klientów. Gdy w latach 70. „Przyszłość” zatrudniała około 1 tysiąca pracowników, w tym samym czasie istniało w Świątnikach 190 małych przydomowych warsztatów, w których pracowało ponad 300 rzemieślników. W latach 70. wielu rzemieślników miało już za sobą pracę w Spółdzielni „Przyszłość” i odchodziło „na swoje”, gdyż przez lata pracy, zwłaszcza w Narzędziowni, wykonali dla siebie konieczne narzędzia (zwłaszcza wykrojniki) i mogli otworzyć własny warsztat zapisując się do „Krakusa”. Początkowo wytwarzano kłódki i okucia budowlane, a z czasem produkcja przeszła na zamki drzwiowe i meblowe. Rzemieślnicy ci przeważnie specjalizowali się w jednym typie produktu (który najczęściej był ich własnego autorstwa) i produkowali go przez lata. Do dnia dzisiejszego przetrwało niewiele takich warsztatów, a przyczyniły się do tego ciężkie lata 90. uwolnionej gospodarki oraz powstałe w tych czasach kilka większych zakładów produkcyjnych w Świątnikach i okolicy.

SPIS ILUSTRACJI:

Ryc. 1, 2, 13, 14, 17-19, 21, 25 – materiały własne.

Ryc. 3-12, 15, 16, 20, 22, 23, 24 – materiały Muzeum Ślusarstwa im. Marcina Mikuły w Świątnikach Górnych.

1 Na podstawie wspomnień Stanisława Dziewońskiego – spisał Witold Szczygieł, rękopis z 30 listopada 2004 roku.

2 Kwaśniewicz Władysław, Wiejska społeczność rzemieślnicza w procesie przemian, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970, s. 122.

Opracował Jerzy Czerwiński.

System określenia granic miejscowości polegający na usypywaniu ziemnych kopców najprawdopodobniej wywodzi się dopiero z XV wieku. Kopcem nazywano usypany przez człowieka (w odróżnieniu od naturalnych) pagórek ziemny, wewnątrz którego dla większej trwałości umieszczano kamienie, skorupy, cegły, żużel, elementy metalowe czy potłuczone szkło, a niekiedy także butelki ze zbożem czy zapisaną nazwą miejscowości. Rozróżniano trzy rodzaje kopców: narożne (węgłowe, węgielne) sypane w miejscach gdzie schodziły się trzy granice; ścienne znajdujące się obok granicy oraz stróże znajdujące się dokładnie w granicy (miedzy).

Liber beneficiorum. W swojej historii Świątniki czterokrotnie miały dokonane opisanie granic. Pierwsze miało miejsce w XV wieku, a dokonał tego Jan Długosz w Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis (1470-80):

Graniczy również wspomniana wieś ze wsiami: Wrząsowice [fonetyczna pisownia oryg. Wrzossowycze] i tam rzeka zwana Woźnica [Wosznycza]stanowi granicę, także z Rzeszotarami [Rzeschotary] i tam w połowie kopce, w połowie zaś popełnia się bezprawie z jednej i drugiej strony, następnie z Sieprawiem [Szepraw] i tam są kopce, lecz w jednym miejscu uszkodzone i zniszczone, w kilku zaś miejscach oddziela rzeka Siepraw, dalej z Olszowicami [Olschowice] i tam także są kopce, wreszcie z Lusiną [Luzyna] i tam również były kopce, ale zostały zburzone, przez co wyrządzono wielki gwałt i szkodę wymienionej wsi.

Co ciekawe, w łacińskim tekście Długosz na określenie kopców używa słowa scopuli, które sugeruje, że były to kopce kamienne. Trwałość kopców była zagrożona jednak nie tylko przez naturę, ale głównie przez mieszkańców sąsiednich miejscowości. Najbardziej niespokojna była granica północno-zachodnia czyli w przybliżeniu rejony Wydartej, której zresztą nazwę przypisuje się właśnie od tego, że są to grunty „wydarte” sąsiedniej wsi. Średniowieczne spory graniczne z Sieprawiem znalazły natomiast swoje odbicie w legendzie o Kopytku.

Spory graniczne pojawiały się co jakiś czas przez kolejne wieki, jednak znamy zaledwie kilka incydentów. W 1490 roku kustosz Jan Szebiński skarżył się przed sądem biskupim, że poniósł w obronie granic Górek z Sieprawiem spore nakłady finansowe. W latach 1685-1686 uwięziony został Albert Kotarba ze liczne najścia na grunt szlachcica Tomasza Wiejskiego. W tym okresie (1690-1696) toczono także spory z innym szlachcicem – Tomaszem Ujejskim, właścicielem Olszowic. Jak można zauważyć, najtrwalszymi granicami były te określone ciekami wodnymi.

Metryka józefińska. Drugiego opisania granic, tzw. ograniczenia, dokonały władze austriackie w 1786 roku. W dniach od 11 do 14 grudnia tegoż roku dokonano komisyjnego obchodu świątnickich granic, opisania kopców starych i geodezyjnego odtworzenia kopców zniszczonych. Tak przedstawioną granice zaakceptowały władze Górek i sąsiednich miejscowości. Wspomniany opis granic stanowi część tzw. metryki józefińskiej zakładającej pierwszy kataster i znajduje się w Archiwum Państwowym we Lwowie. Ponieważ tekst ten nie był dotychczas w całości publikowany, a zawiera wiele ciekawych informacji, jak choćby nazwy lokalne, w całości prezentuje go na końcu niniejszego opracowania. W tym miejscu przytoczę jedynie fragment ogólnego opisu granic:

Wieś Kameralna Górki – Świątniki z przypierającymi do siebie wsiami graniczy: na wschód słońca z Rzeszotarami Kameralnymi, na południe z Sieprawiem niegdyś szlacheckim teraz kameralnym i Olszowicami przedtym także szlacheckimi, teraz do kamery przyłączonymi, na zachód z tymiż samymi Olszowicami i Konarami szlacheckimi, na północ z Wrząsowicami Kameralnymi.

Dokument następnie wspomina, że kiedyś grunty świątnickie były bardziej rozległe, a za ubytki sięgające kilkaset morgów odpowiedzialna była szlachta władająca sąsiednimi włościami oraz kustoszowie katedry niedbający o swoje ziemie. Następnie opisane zostały wszystkie kopce graniczne ponumerowane cyframi od 1 do 52 w tym, że kopce narożne znajdujące się Pod Szubienicami (na styku granic Świątnik, Sieprawia i Olszowic) zostały dwukrotnie ponumerowane jako 23 i 32. Opis kopców ma charakter protokołu, pod którym podpis złożyły delegacje władz wszystkich zainteresowanych gromad. W znacznej mierze udało mi się zrekonstruować opisany przebieg granic z wyjątkiem odcinka 23-24-25-26-27-28-29-30-31, gdyż granica ta biegnie przez dzisiejsze grunty sieprawskie, o czym świadczą sieprawskie nazwy lokalne: Księży Brzeg czy Na Jastrzębiu. Jak zresztą za chwilę przedstawię, 60 lat później grunty te zostały ostatecznie przyłączone do Sieprawia.

Na podstawie pomiarów określono powierzchnie użytków rolnych (role, ogrody, łąki, pastwiska, krzaki) na 703 morgi i 151 sążni2, co odpowiada 404,6309 ha, natomiast nie podano powierzchni pozostałych użytków nierolnych (nieużytki, zabudowane, lasy, drogi). Metryka józefińska oprócz opisania granic zlikwidowała średniowieczny podział Świątnik na 12 zagród, a wprowadziła 6 niw, dla których określono powierzchnie gruntów rolnych; wprowadziła nowe stawki podatkowe oraz dokonała spisu ludności. Tymi zagadnieniami zajmę się w kolejnych artykułach.

Metryka franciszkańska. Drugi kataster galicyjski został zapoczątkowany przez cesarza Franciszka II w 1817 roku, stąd też określono go mianem metryki franciszkańskiej. Wprowadził on pojęcie parceli katastralnej jako części gruntu należącego do tego samego właściciela lub posiadacza. Na potrzeby tego katastru konieczne były szczegółowe pomiary tzw. metodą stolikową i wykonanie dokładnych map. Tereny Świątnik zostały pomierzone w 1847 roku i z tego roku pochodzi pierwsza wielkoskalowa mapa Świątnik w skali 1:2880. Pomierzone zostały na nowo także zewnętrzne granice wsi i na mapie oznaczono położenie kopców. Na poniższej mapie zaznaczyłem kopce z metryki józefińskiej kolorem czerwonym, a także dodatkowe kopce kolorem niebieskim. Zagęszczona dodatkowymi kopcami została granica Świątnik z Wrząsowicami oraz z Rzeszotarami. Przebieg granicy jest bardzo zbliżony do dzisiejszego stanu w ewidencji gruntów.

Mapa katastralna Świątnik z 1847 roku z oznaczonymi kopcami z 1787 roku.

Mapa katastralna Świątnik z 1847 roku z oznaczonymi kopcami z 1787 roku.

Ewidencja gruntów. Ostatni „opis” granic Świątnik miał miejsce przy zakładaniu nowej ewidencji gruntów i budynków w latach 70. XX wieku. Władze PRL postanowiły wyręczyć obywateli w uregulowaniu stanu prawnego i władającym gruntami (którzy niekoniecznie musieli być ich właścicielami) wręczono Akty Własności Ziemi. Sporządzono nowe mapy w skali 1:2000, jednak poza granicami zewnętrznymi Świątnik nie wykonywano kompleksowych pomiarów granic działek. A granice zewnętrzne w znacznej mierze oparto na istniejących jeszcze austriackich kopcach granicznych, w których osadzono betonowe znaki graniczne. Z map ewidencyjnych zniknęło oznaczenia kopców. W późniejszym okresie i czasach obecnych nie praktykuje się już budowania kopców.

W poszukiwaniu zaginionych kopców. Wiele kopców granicznych od czasów średniowiecza zachowało swoje położenie poprzez wielokrotne ich wznawianie. Od dłuższego czasu planowałem rozpocząć poszukiwanie śladów ich obecności. W tym celu dzięki kartograficznym przekształceniom dokonałem „wpasowania”, czyli tzw. kalibracji mapy z 1847 roku na obecnie funkcjonującą mapę, dzięki czemu mogłem uzyskać współrzędne tychże punktów i umieścić je w turystycznym odbiorniku GPS. Przedmiotem poszukiwań była cała historyczna granica Świątnik z Olszowicami, Konarami i Wrząsowicami (północna i zachodnia granica), a także granica z Sieprawiem od Rzeszotar do okolic Kopytka. Prawdopodobieństwo istnienia kopców w terenach zurbanizowanych oraz w pobliżu cieków wodnych uznałem za bliskie zeru.

Kopiec nr 50 – kopiec świątnicki w bardzo kiepskim stanie położony w lesie Zabuczanie mający potwierdzenie w metryce józefińskiej, franciszkańskiej oraz aktualnej ewidencji gruntów. Betonowy znak graniczny jest przewrócony, natomiast wewnątrz najprawdopodobniej znajduje się dodatkowy znak na płycie betonowej. Kopiec uległ naturalnemu zniszczeniu (erozja wodna).

Kopiec nr 50 z przewróconym znakiem granicznym.

Kopiec nr 50 z przewróconym znakiem granicznym.

Kopiec nr 37 – położony na trójmiedzy kopiec graniczny stanowiący jednocześnie aktualną granice miasta przy lesie na Podłaziu. Na skutek użytkowania rolniczego gruntów po stronie Olszowic kopiec częściowo już utracił swój pagórkowaty charakter i powoli przekształca się w miedzę.

Kopiec nr 37.

Kopiec nr 37.

Kopiec nr 35 – bardzo dobrze zachowany kopiec graniczny z betonowym znakiem stanowiącym aktualną granice miasta położony około 20 metrów na północ od polnej drogi Za Czarnowce. W kopiec wrosły trzy brzozy, a ponieważ jest oddalony od terenów zurbanizowanych, ma szansę przetrwać jeszcze wiele lat w dobrym stanie.

Kopiec nr 35 od strony północnej.

Kopiec nr 35 od strony północnej.

Kopiec nr 35 od strony południowej.

Kopiec nr 35 od strony południowej.

Kopiec nr 33 – kolejny dobrze zachowany kopiec w lesie Pod Szubienicami i co najważniejsze – nie stanowi on części dzisiejszej granicy Świątnik, co bezspornie oznacza jego historyczne pochodzenie z czasów austriackich. Kopiec nosi ślady erozji, ale nadal zachowuje swój pierwotny charakter. Ponieważ nie został naruszony przy zakładaniu ewidencji, jest on najcenniejszym z odnalezionych kopców.

Kopiec nr 33 od strony północnej.

Kopiec nr 33 od strony północnej.

Kopiec nr 33 od strony południowej.

Kopiec nr 33 od strony południowej.

Kopiec nr 23 i 32 – w tym miejscu, gdzie także dziś graniczą ze sobą Świątniki, Siepraw i Olszowice niegdyś znajdowały się 3 kopce narożne. Znajdują się tu dwa wzniesienia na między, które mogłyby odpowiadać kopcu sieprawskiemu i olszowickiemu. W miejscu trzeciego kopca po stronie świątnickiej znajdują się dwa betonowe zbiorniki kanalizacji lokalnej. Dziś do miejsca tego przylegają bezpośrednio tereny zabudowane i trudno z całą pewnością stwierdzić, czy pagórki te stanowią historyczne kopce graniczne. Równie dobrze mogły powstać przy kopaniu wspomnianych zbiorników.

Prawdopodobnie kopiec sieprawski nr 23.

Prawdopodobnie kopiec sieprawski nr 23.

Prawdopodobnie kopiec olszowicki nr 23.

Prawdopodobnie kopiec olszowicki nr 23.

Kopiec nr 1 – w miejscu, gdzie łączą się potoki, z których jeden stanowi granicę z Wrząsowicami, a drugi z Rzeszotarami. Za czasów metryki józefińskiej były tam 3 kopce narożne, a na mapie z 1847 roku zaznaczono ich aż pięć. Właśnie z powodu tej liczby postanowiłem odnaleźć ich ślady mając nadzieje, że położone zostały w oddaleniu od rzecznych wąwozów. Po stronie Wrząsowic i Rzeszotar brzeg jest dość łagodny, świadczący o tym, że potok mógł z łatwością podmywać te tereny i nie ma możliwości, żeby został ślad po kopcach. Po stronie świątnickiej jest kilkumetrowa stroma skarpa, a na jej szczycie niewielki pagórek wznoszący się ponad teren otaczających te tereny łąk. Stąd też domniemywam, że jest to pozostałość po świątnickim kopcu węgłowym.

Prawdopodobnie kopiec świątnicki nr 1.

Prawdopodobnie kopiec świątnicki nr 1.

Możliwe, że istnieją jeszcze ślady po innych świątnickich kopcach i zachęcam wszystkich do wędrowania szlakiem kopców świątnickich. Dlatego też umieszczam poniżej mapę z zaznaczonymi kopcami z 1787 roku (kolor żółty), z 1847 (kolor fioletowy), kopce przeze mnie odnalezione i zidentyfikowane (kolor zielony) i prawdopodobne kopce (kolor czerwony). Punkty można również umieścić w turystycznych odbiornikach GPS i wybrać się na tzw. geocaching, czyli poszukiwanie oznaczonych specjalnie miejsc w terenie przy użyciu nawigacji satelitarnej.

Plik z kopcami w formacie KMZ.

Metryka Józefińska l.220 nr 169

Świątniki Górne, 16.XII.1787

Ograniczenie wsi kameralnej Górki – Świątniki zwanej w Królestwie Galicji, w cyrkule bocheńskim, państwa niepołomickiego przy osobistej przytomności współgraniczących ze sobą gromad w roku 1787 dnia 11.XII rozpoczęte, a dnia 14 tegoż miesiąca i roku dokończone. Wieś Kameralna Górki – Świątniki z przypierającymi do siebie wsiami graniczy: na wschód słońca z Rzeszotarami Kameralnymi, na południe z Sieprawiem niegdyś szlacheckim teraz kameralnym i Olszowicami przedtym także szlacheckimi, teraz do kamery przyłączonymi, na zachód z tymiż samymi Olszowicami i Konarami szlacheckimi, na północ z Wrząsowicami Kameralnymi.

Wieś Górki – Świątniki z chojności Mieczysława króla polskiego, kościołowi katedralnemu na zamku miasta stołecznego Krakowa i Królestwie Polskim ku usłudze dana i zaznaczona w zupełnym i obszernym swoim ograniczeniu. A że z wielu stron szlacheckimi dobrami dziedzicznymi otoczona przez buntowną przemoc dziedziców przypierających wiele gruntu użytecznego dla kilkaset morgów cesarskich ma sobie oderwanych i dla zaniedbania prześwietnej krakowskiej kapituły pod owe czasy nie przewróconych.

Atoli dotąd jak jawnie tak widoczne są w polach i lasach kopce, które przez Imciów J.C.K.M. inżynierów zwidziane i do Górek Świątnik zmierzone, teraz tak dla geometrycznego zamiaru, jako i dla zaświadczenia sędziwych ludzi, którzy od swoich poprzedników o tych kopcach do Świątnik należących słyszeli i mówili, a co większa i w innych gromadach. Przeto jak stare kopce są odnowione tak też i w tych miejscach, w których jest pól i pastwisk do dziś dnia używanie, a od Imciów urbanialnych mierników przemierzone nowymi zaznaczone kopcami w obecności obcych gromad.

I. GRANICE Z RZESZOTARAMI

1. Idąc na wschód słońca, a stawając nad schodzącymi dwiema rzeczkami Wrześnicą i Pod Rzeszotary zwanymi na samym pagórku dla miejsca sposobności i trwałości kopiec przez swą gromadę wysypany, poniżej zaś nad tymiż samymi rzeczkami są dwa kopce w prawą rzeszotarski, w lewą ochoński przez swe gromady wysypane.

2. Ponad tąż samą rzeczką, która jest granicznikiem w prawą idąc i przechodząc do miejsca, które Postronie się zowie, w brzegu samego pagórka jest kopiec świątnicki przez swą gromadę wysypany, naprzeciw którego o krok jeden jest kopiec rzeszotarski.

3. Na tymże samym Postroniupod Dębiną na górze jest odnowiony stary kopiec od którego o krok jeden jest kopiec rzeszotarski przez swą gromadę wysypany.

4. Idąc wprost dalej, ku południowi się obracając jest stary kopiec prze swą gromadę odnowiony, naprzeciw siebie mający kopiec rzeszotarski.

5. Nad drogą od Krakowa ku Myślenicom prowadzącą na Dziale od karczmy rzeszotarskiej sub numero 57 o sążni 41 i 3/6 jest kopiec świątnicki przez swą gromadę nowo wyrobiony. Naprzeciw zaś o sążni 3 jest kopiec rzeszotarski.

6. Idąc dalej o sążni 82 jest kopiec świątnicki stary przez swą gromadę odnowiony, drogi bliższy o pół sążnia od naszego jest kopiec rzeszotarski.

7. Na pastwiskach Dział zwanymi od dopiero wspomnianych kopców o sążni 160 i 3/6 przy drodze od Krakowa do Myślenic prowadzącej jest kopiec wspólny.

8. Idąc prostą linią o sążni 55 od dopiero wspomnianego kopca jest kopiec stary wielki szerokości w sobie mający sążni 4 3/6 teraz przez swą gromadę ponowiony, naprzeciw którego o sążni 4 w gruncie pastewnym Stanisława Najdra nr 47 z Rzeszotar jest kopiec rzeszotarski.

9. Pod przykopą u pola Antoniego Dzida z Świątnik jest kopiec rzeszotarski.

II. GRANICZENIE Z SIEPRAWIEM

10. W rogu pola Macieja Pietrzyka nr 178 z Sieprawia jest kopiec świątnicki przez swą gromadę wysypany, naprzeciw zaś o sążni 2 nad drogą od Myślenic ku Wieliczce jest kopiec rzeszotarski. Odtąd poczynają się kopce, które są podług teraźniejszego gruntów używania.

11. Pod południe idąc pod polem Macieja Pietrzyka nr 178 z Sieprawia na uwrociu i z drugiej strony tegoż pola, a od chałupy Mikołaja Dudka nr 133 z Świątnik o sążni 167 jest kopiec świątnicki.

12. Dalej wprost idąc na uwrociu Pod Gruszeczkami pomiędzy polem Macieja Pietrzyka nr 178 i Piotra Szudra nr 177 także z Sieprawia, a pastwiskami gromady świątnickiej jest kopiec.

13. Idąc wprost dalej pomiędzy polami Piotra Szudra nr 177 z Sieprawia i Bartłomieja Męki z Sieprawia jest kopiec świątnicki nowo przez swą gromadę wystawiony.

14. Dalej jeszcze idąc wprost i stawając na uwrociu pomiędzy dwoma polami Kazimierza Kwinty nr 2 z Sieprawia, a przy przypierających pastwiskach gromady świątnickiej jest kopiec świątnicki.

15. Prostą linią idąc i stawając na uwrociu dopiero wspomnianego Kazimierza Kwinty nr 2, a przy tychże samych ciągnących się pastwiskach jest kopiec świątnicki.

16. Spuszczając się prostą linią w lasek Podbucze zwany na pagórku przy świerkowych i jałowcowych krzakach jest kopiec świątnicki nowo przez swą gromadę wysypany.

17. Nad rzeczką Leńczówką zwaną i od niej o sążni 2 2/6 w Podbuczu jest kopiec nowo wysypany przez świątnicką gromadę.

18. Idąc w różne ugięcie tak jak prowadzi rzeczka Leńczówka, która jest granicznikiem i przechodząc nad pole Kaspra Michalca z Sieprawia nr 112 jest kopiec świątnicki.

19. Od dopiero wspomnianego kopca wprost idąc i stawając na uwrociu ornego ogroda, a z drugiej strony przy polu wzwyż wspomnianego Kaspra nr 112, a od chałupy tegoż o sążni 29 2/6 jest kopiec świątnicki.

20. Za przykopą, która dotąd była poprzecznikiem przy polu tegoż samego Kaspra, jest nowo wysypany przez swą gromadę kopiec świątnicki.

21. W krzakach Madejki zwanych od chałupy Franciszka Uchacza do Świątnik należącego o sążni 45 w krzakach jałowcowych jest kopiec świątnicki prze swą gromadę wysypany.

22. Wprost tymiż samymi idąc krzakami, a od drożyny w lewą o sążni 8 jest nowo wysypany kopiec przez świątnicką gromadę.

23. Stawając pod lasem sosnowym na miejscu pod Szubienicami nazwanymi, gdzie się trzy znajdują kopce: świątnicki pierwszy, naprzeciw jego w prawą sieprawski, w lewą olszowski.

24. Pod chałupą Macieja Pietrzyka nr 178 i od węgła tejże chałupy o sążni 13 nad drogą prowadzącą do Myślenic jest kopiec nowo przez swą gromadę wysypany.

25. Między polami na Walaszkach Piotra Szudra nr 177 i Józefa Fitali o sążni 20 jest nowo wysypany świątnicki kopiec.

26. Idąc wprost dalej na niwie kaczmarskiej Jana Turczy z Sieprawia jest nowo wysypany kopiec przez świątnicką gromadę.

27. Na podniwiu pod krzakami od chałupy Tomka Miki nr 137 z Sieprawia o sążni 20 jest stary kopiec przez gromadę odnowiony.

28. Idąc wprost dalej i stawając przy księżej roli do kościoła sieprawskiego należącej na miejscu Księży Brzeg zwanym, gdzie stary wielki znaczny kopiec granice dawane świątnickie opowiada, jest przez świątnicką gromadę ten kopiec ponowiony.

29. W świerczynie pod pastwiskiem teraz Wawrzyńca Perdka, karczmarza z Sieprawia nr 69 i na potoczkiem poniżej płynącym jest kopiec nowo wysypany.

30. Na Jastrzębiu pod polem teraz Wojciecha Miki nr 104 i pod domem jego i ku nizinie nad studzienką jest kopiec świątnicki.

III. GRANICZENIE Z OLSZEWICAMI.

31. Na dziale od Olszowickiej granicy, gdzie jest dopęd powyższego prostociągu z Sieprawiem i gdzie równyż jest z Olszowicami lubo przy zagubionych wielu znakach w dowodach prawnych. Często wzmiankowanych, a gdzie inżynier swój geometryczny znak stawił pod polem Bartłomieja Kaina nr 23 z Olszowic nad drożyną jest kopiec świątnicki, naprzeciw o krok jeden sieprawski, a obok naszego ma być olszowski.

32. Na miejscu Pod Szubienice zwanym są trzy kopce: świątnicki, naprzeciw którego olszowicki, a obok sieprawski wszystkie przez swe gromady wysypane. Ten to sam jest kopiec graniczący, o którym wyżej pod liczbą kopców 23.

33. Tymże samym sosnowym idąc lasem doszliśmy miejsca, gdzie wpośród wspólnego kopca jest udana jodła młoda, czyli naokół jodły jest kopiec wyrobiony.

34. Idąc dalej pod sosną jest kopiec wspólny nad Lizawą potokiem przez złączone gromady wysypany.

35. W tymże lesie nad drożyną Za Czarnowce zwaną jest kopiec wspólny.

36. Tymże samym dalej idąc lasem jest kopiec świątnicki i olszowski wspólny przez złączone gromady wysypany.

37. Przy lesie Podłazie zwanym jest kopiec wspólny przez obydwie gromady wysypany.

38. Prostą ciągnąc ścianę w tymże samym lesie jest kopiec wspólny.

39. Dalej jeszcze idąc a cośkowiek w wygięcia się obracając jest kopiec wspólny.

40. Nad potokiem Zimna Woda zwanym jest kopiec wspólny przez obydwie gromady wysypany.

41. Prostym idąc ciągiem jest w tymże lesie kopiec wspólny.

42. Dalej w prostą idąc linię jest kopiec wspólny.

43. W krzakach jałowcowych za Kopanią jest kopiec wspólny.

44. Pod karczmarskim olszowskim ogrodem na pastwisku gromadzkim wspólny kopiec.

45. Pod płotem naprzeciw stajni karczmarskiej Buk zwany jest kopiec wspólny o sążni 7 3/6.

IV. GRANICZENIE Z KONARAMI.

46. Naprzeciw kopca pod liczbą 45 zapisanego, a przed stajnią karczmy Buk zwanej lubo na gruncie świątnickim wystawionej nad drogą od Wieliczki ku Lanckoronie i nad drogą od Olszowic do Krakowa podług geometrycznego rozmiaru jest kopiec przez świątnicką gromadę wysypany od wspomnianego kopca daleki sążni 31 2/6.

47. W miedzy czyli przykopie przy ornym ogrodzie Jędrzeja Bruzdy nr 2 z Konar podług geometrycznego pomiaru w prostym ciągu jest kopiec świątnicki.

48. W rogu tegoż samego ogrodu i tegoż samego posiadacza nr 2 i wrogu pola z wdanymi wpośród żużlami, węglami i szkłem jest kopiec nowo wysypany.

49. Nad potokiem Zabuczanie czyli Pustosz zwanym w brzegu lasku Pod Bruzdą czyli Zabuczanie zwanym są dwa kopce w prawą świątnicki, w lewą konarski.

50. W lesie Zabuczanie zwanym pod dwoma świerkami nowo naciętymi i liczbą roku teraz zbiegającego naznaczonymi głębokim wyrżnięciem jest stary świątnicki kopiec przez swą gromadę odnowiony.

51. W tymże lasie pod wysoką jodłą na której geometryczny znak był stawiony i która teraz jest nacięta i krzyżem znaczona jest kopiec świątnicki przez swą wysypany gromadę.

V. GRANICE Z WRZESZOWICAMI

52. Za starym krakowskim gościńcem na drożyskach za Kopanią w prawą jest kopiec świątnicki, w lewą wrząsowski, wszystkie przez swe gromady wysypane.

Od tego ostatniego kopca obracając się na wschód słońca przyszliśmy do tego kopca, od którego rozpoczęliśmy ograniczenie wsi kameralnej Górki – Świątniki zwanej, a tak ta wieś na obłąg jak ograniczona, tak podług rzeczywistej potrzebymi stare ma odnowione kopce i nowymi opatrzona została. Graniczy więc na wschód słońca: z Rzeszotarami kameralnymi, na południe: z Sieprawiem teraz kameralnym i z Olszowicami także kameralnymi, na zachód tekże z Olszowicami tymiż i Konarami szlacheckimi, na północ z Wrząsowicami kameralnymi. Z mocy od przeświętej J.C.K.M. Urbanialnej niepołomskiej dyrekcji ku ograniczeniu wsi kameralnej Górki – Świątniki w Królestwie Galicji, cyrkule bocheńskim, państwie niepołomskim znajdującej się mnie udzielonej i danej zaświadczam, jako ta wieś wzwyż wzmiankowana przy osobistej przyległych sobie gromad przytomności w graniczeniu podług sprawiedliwych granic i przez uprzywilejowanych inżynierów uczynionego rozmiaru i granic zaznaczenia teraz przy mnie bez wszelkiego wszech stron pokrzywdzenia ograniczoną i kopcami opatrzoną została. Co do zupełniejszej wiary przy podpisie ręki zatwierdzam i zaświadczam.

Signatum w Górkach – Świątnikach R. 1787, dnia 16.XII. Jakub z Zalesia Zaleski, niepoł. Kancel. Deleg. Plenipotent.

My niżej podpisane państwa a gromady wezwane a osobiście o graniczeniu wsi kameralnej Górki – Świątniki zwanej przytomnie szczerze i rzetelnie zaświadczamy: Jako wzmiankowana wieś kameralna podług geometrycznego sobie uczynionego rozmiaru przy swych granicach ograniczona została.

Co dla zupełniejszej wiary rąk naszych podpisem przy zwykłym przyciśnieniu pieczęci zatwierdzamy i zaświadczamy.

Rzeszotary: Maciej Kuc (wójt), Jerzy Sikora (przysiężny), Piotr Burda (detto), Tomasz Stryszowski (mężowie), Jan Opryszek (detto), Marcin Klaś (detto), Jan Burda (detto).

Siepraw: Jędrzej Szala(wójt), Jakub Szorówka (przysiężni), Błażej Ptak (detto), Wojciech Solowski (detto), Józef Cholewa (detto), Piotr Perdek (mężowie), Klemens Uchacz (detto), Józef Pitala (detto), Wojciech Ślosarczyk (detto), Stanisław Baran (detto).

Olszowice: Wojciech Fliśma (wójt), Szymon Świniarski (przysiężni), Michał Gwoździowski (detto), Bartłomiej Kazimierz (mężowie), Jakub Tylek (detto), Grzegorz Góral (detto), Jędrzej Świdowski (detto), Józef Dziektarz (detto).

Konary: Tomasz Gubała (wójt), Wojciech Piwowarczyk (przysiężny), Wojciec Kopa (mężowie), Jędrzej Bruzda (detto)., Jan Gadocha (detto).

Wrząsowice: Błażej Łukasik (wójt), Michał Fabian (przysiężny), Marcin Matys (mężowie), Jakub Wójcik (detto), Franciszek Hisko (detto).

Górki – Świątniki: Błażej Drapich (wójt), Jakub Bujas (przysiężni), Stanisław Cholewa (detto), Jacenty Kowalczyk (detto), Maciej Kotarba (detto), Sebastian Drabik (mężowie), Jan Słomka (detto), Michał Kotarba (detto), Józef Bujas (detto), Antoni Kowalczyk (detto), Szymon Rogal (detto), Józef Zakulski (pisarz gromady).

Opracował Jerzy Czerwiński.

Równie dobrym tytułem niniejszego opracowania mogłoby być: „Szkoła ślusarska i zmierzch rzemiosła świątnickiego”. Długo odwlekałem w czasie napisanie tego opracowania i to nie w oczekiwaniu, że światło dzienne ujrzą jakieś nowe istotne fakty. Zwłoka moja bardziej miała źródła w próbie zrozumienia jak coś, co było chlubą Galicji oraz II RP można było doprowadzić do upadku i praktycznej likwidacji, a jednocześnie bez jakiegokolwiek wyrzutu czy refleksji, szczycić się tą przeszłością. Istniejący dziś na terenie dawnej szkoły ślusarskiej Zespół Szkół podaje, jakoby kontynuował tradycje edukacyjne Szkoły Ślusarskiej. Czy kontynuacja polega tylko na korzystaniu z zabytkowego gmachu po wcześniejszym wyburzeniu części budynków? A może powieszenie na jednym z nowych budynków czerwonej tablicy, która niezbyt zgodnie z prawdą informuje, że tu nadal mieści się „Szkoła Ślusarska”? Jedyny ślad dawnych czasów, jaki można znaleźć wśród kompleksu szkolnego, to Muzeum Ślusarstwa i jego otoczenie.

Historia szkoły ślusarskiej jest dobrze znana i opisana. Wspomniane muzeum posiada liczną dokumentacje szkolną od początku jej powstania. Drukiem wydano niektóre sprawozdania działalności szkoły z lat przed I wojną światową. W ostatnich latach pojawiły się dwie prace magisterskie w całości poświęcone szkole: J. Hojna, Cesarsko-królewska Zawodowa Szkoła Ślusarska w Świątnikach Górnych w latach 1887-1918 napisana w 2010 roku oraz P. Dymacz, Szkoła ślusarska w Świątnikach Górnych 1888-2003 z roku 2012. Historię sprzed I wojny światowej szeroko badał Franciszek Batko (m.in. Początki Szkoły Ślusarskiej w Świątnikach Górnych – maszynopis oraz w licznych publikacjach okolicznościowych), a Witold Szczygieł uzupełnił licznymi artykułami. Jeśli dodać do tego jeszcze Świątniki Górne (krótki zarys dziejów) Feliksa Kiryka, Ludzi i wydarzenia Marcina Mikuły oraz Kronikę Świątnik Górnych Elżbiety Miziurowej otrzymamy pełny obraz wydarzeń związanych ze szkołą.

Trzeba jednak przyznać, że większość informacji w poszczególnych opracowaniach pokrywa się ze sobą, a kolejne bazują na poprzednich opracowaniach lub tych samych materiałach źródłowych. Dlatego zdziwiło mnie przy lekturze stenogramów sejmu galicyjskiego, że tak łatwo można było dowiedzieć się o planach budowy szkoły na blisko 20 lat przed ich realizacją, o czym próżno szukać opracowaniach historii szkoły. Skutecznie też pomijano wszelkie głosy krytykujące funkcjonowanie i działalność szkoły w jej pierwszych latach – a takich było niemało. Kazimierzowi Bruchnalskiemu bezustannie przypisuje się dokonania innych, choć całkowicie niepotrzebnie, bo człowiek ten zrobił tak wiele dla Świątnik, że niepotrzebne mu są zasługi innych.

Utworzenie szkoły. Pierwsze plany utworzenia w Świątnikach Górnych zawodowej szkoły pojawiły się na początku lat 70. XIX wieku. Galicyjska Izba Przemysłowo-Handlowa i posłowie sejmu galicyjskiego nie mieli wątpliwości co do celowości utworzenia „wzorowej szkoły i warsztatu”, gdyż było to idealne miejsce do rozwinięcia nowoczesnego ośrodka przemysłu rękodzielniczego – Świątniki razem z okolicznymi wioskami, w których mieszkańcy obeznani byli od pokoleń w sztuce rzemiosła (według ówczesnych wyliczeń w Świątnikach było ok. 700 rzemieślników, a razem z okolicznymi miejscowościami 1500). Aby podźwignąć ich do poziomu technicznego i technologicznego Prus i Austrii należało uaktualnić wiedzę majstrów oraz sprowadzić nowoczesne maszyny i narzędzia. Przedstawiciele rządowych komisji odwiedzali w kolejnych latach Świątniki, pochylali się nad biedą rzemieślników, a tymczasem rząd wciąż nie mógł podjąć ostatecznej decyzji.

Dyskusje galicyjskich polityków opisałem szczegółowo w opracowaniu: Jak posłowie we Lwowie o Świątnikach radzili, gdzie szeroko cytuję wystąpienia posłów w sprawie Świątnik. Największą aktywnością wykazywał się dr Ferdynand Weigel, poseł i członek wspomnianej Izby Przemysłowo-Handlowej. Przewidywano potencjalny koszt 30 000 złr. Najpierw pojawił się termin utworzenia szkoły w 1884 roku. W dniu 1 września 1885 roku c. k. Prezydium namiestnictwa wysłało oficjalne zapytanie (pismo l. 8.593/pr) do Wydziału Krajowego, czy rząd przekaże fundusze na rzecz projektowanej szkoły i w jakiej wysokości. Wydział krajowy odpowiedział 16 kwietnia 1886 roku (l. 20.796) wyrażając taką chęć, ale domagał się konkretnego projektu. W tymże roku Świątniki odwiedziła komisja rządowa na czele z ministrem wyznań i oświecenia Paulem Gautschem von Frankenthurn, który przychylił się pozytywnie do tego projektu (reskrypt z dnia 6 sierpnia 1896 r. l. 8.769). Mając ministerialne poparcie, Prezydium Namiestnictwa wystąpiło w dniu 21 sierpnia 1886 roku (l. 8.439/pr) z wezwaniem skierowanym do rządu do utworzenia szkoły do Wielkanocy w 1887 r. Profesor Hauff (rektor politechniki wiedeńskiej) ocenił konieczne prace i koszty szkoły:

  • koszta nadzwyczajne: pierwsze urządzenia – 6.500 złr (spłata z zysku przyszłego warsztatu miała być rozłożona na 2 lata szkolne);
  • koszta zwyczajne: płace nauczycielskie (dla kierownika – miał nim zostać według propozycji profesora Hauff’ego cudzoziemiec zatrudniony dotychczas w Grazu, 1 nauczyciela i 2 werkmistrzów oraz 1 służącego) – 5.300 złr (drugi werkmistrz miał dojść po drugim roku), zakup pomocy naukowych – docelowo 1.100 złr;
  • w planie miały być także stypendia dla uczniów.

Gmina Świątniki zobowiązała się do znalezienia lokali, jednak jak się okazało przy kolejnych inspekcjach, nie wywiązała się z tego zobowiązania, zapewne nie do końca rozumiejąc potrzeby przyszłej szkoły. Chodziło bowiem o dwa duże lokale na utworzenie warsztatów z kuźniami oraz jedno mniejsze na cele dydaktyczne. Brak porozumienia na linii między gminą i rządem spowodował kolejne opóźnienia1. Urzędnicy zaczęli rozważać potrzebę zbudowania nowych budynków na cele szkoły. Wydział Krajowy mając to na uwadze, zwrócił się do rządu centralnego, aby w całości przejął założenie i utrzymanie szkoły wzorem innych szkół w cesarstwie (l.63.364 z 31 października 1886 roku). W wezwaniu tym dowiadujemy się także, że rokowania z radą gminną w Świątnikach zaowocowały zobowiązaniem zaciągnięcia pożyczki w Banku Krajowym na budowę budynku szkolnego kredytowaną na 20 lat, a także po 100 centnarów cłowych2 rocznie węgla na opał. Wydział poprosił także o oddelegowanie do Świątnik rzeczoznawcę, który miał się rozeznać w sytuacji i podjąć decyzje o lokalizacji szkoły, przy czym dopuszczano możliwość chwilowego korzystania z najmowanych pomieszczeń. Rzeczoznawcą tym został inż. Frydryk A. Majer (Maier). Przedstawiono przed nim następujące zadania:

a) Ma on postarać się o bezzwłoczne dostarczenie według możności jak najodpowiedniejszego lokalu na prowizoryczne pomieszczenie zakładu, dalej studjować kwestyę stanowczego pomieszczenia szkoły i przedłożyć Wys. c. k. Ministerstwu wyznań i oświecenia w przepisanej drodze służbowej wnioski wynikające ze zbadania lokalnego stanu rzeczy, mianowicie co do kwestyi, czy należy wystawić nowy budynek lub czy przez adaptacyę uzyskać można odpowiedni budynek szkolny, przyczem także mają być dołączone kosztorysy.

b) Na podstawie studjów przeprowadzonych co do przemysłu domowego w Świątnikach, ma inżynier Majer ułożyć szczegółowy program urządzenia zakładu, względnie zakupna potrzebnych maszyn, narzędzi, środków naukowych i t. d. przedłożyć ten program za pośrednictwem inspektora Hauffego Wys. c. k. Ministerstwu wyznań i oświecenia do zatwierdzenia, a następnie w miarę dostarczonych środków pieniężnych zarządzić zakupno i przeprowadzić urządzenie zakładu.

c) Dalszem zadaniem inżyniera Majera będzie ułożyć prowizoryczny statut organizacyjny oraz prowizoryczny plan nauki i przedłożyć statut i plan w przepisanej drodze Wys. c. k. Ministerstwu wyznań i oświecenia3.

We wspomnianym powyżej wezwaniu pojawia się nazwisko inż. Kazimierza Bruchnalskiego. Wydziałowi Krajowemu nie przypadła do gustu kandydatura wysunięta przez prof. Hauffego, żeby w krytycznym początkowym okresie działania szkoły funkcję tę sprawował cudzoziemiec nieznający ani języka, ani lokalnych problemów. Wydział Krajowy zlecił rektoratowi politechniki lwowskiej na wytypowanie odpowiedniego kandydata, a ten wskazał na inż. Bruchnalskiego będącego na stanowisku asystenta. Wydział przesyłając do Wiednia swoją kandydaturę, zobowiązał się w razie konieczności opłacić Bruchnalskiemu dodatkowe szkolenie w Wiedniu.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Ministerstwo nie wyraziło sprzeciwu na kandydaturę inż. Bruchnalskiego, jednakże polecono mu udanie się na dodatkowe szkolenie do podobnych szkół w Steyr i Königgrätz (Hradec Králové) oraz do Wiedeńskiego Technologicznego Muzeum Przemysłowego, na co Wydział Krajowy wyasygnował 500 złr. Szkolenia tego typu mieli mieć dodatkowo kolejni kierownicy tej placówki. Plan zajęć miał zostać opracowany na wzór szkoły w Königgrätz z uwzględnieniem lokalnych potrzeb4.

Na posiedzeniu Komisji Krajowej dla spraw Przemysłu Domowego i Rękodzielniczego w dniu 8 czerwca 1887 roku uchwalono szereg istotnych kwestii związanych z założeniem szkoły. Na funkcję przewodnika warsztatów wybrano Bolesława Marynicza, który kształcił się c. k. szkole ślusarskiej w Königgrätz, Komisja przyznała mu zasiłek 100 złr „na zwiedzenie fabryk wyrobów Towarzystwa akcyjnego „Morawia” i innych pracowni ślusarskich w Wiedniu, dla gruntowego przestudyowania wchodzących w ten zakres maszyn specyalnych5. Ponadto zostały już zamówione części do maszyny parowej.

Ministerialny delegat inż. Majer po zbadaniu sytuacji w Świątnikach przesłał sprawozdanie w dniu 26 lipca 1887 roku (l. 37.580) zapraszając dra Weigla, aby zajął się adaptacją budynku. Od września 1887 roku przyłączyli się do niego w Świątnikach Bruchnalski i Marynicz i włączyli się w proces adaptacji lokali.

Ostatnią przeszkodą do pokonania w procesie założenia szkoły było zapewnienie dostawy wody do silnika parowego. Z racji położenia Świątnik na garbie pogórza, konieczne okazało się wykopanie studni głębinowej na 42 metry. Koszty budowy studni wziął na siebie Wydział Krajowy, pomimo tego, że było to zadaniem gminy. Podsumowując ilość prac poczynionych do adaptacji najmowanych świątnickich lokali na potrzeby szkoły, rząd Galicji zaczął brać pod uwagę potrzebę wykupienia od najemców tych posiadłości.

Komisja przemysłowa przychyliła się do wniosku kierownika Bruchnalskiego z 14 maja 1888 roku, aby urządzić przy szkole kurs praktyczny dla majstrów, gdyż jak oszacował, na 500 rzemieślników jest zaledwie 5 majstrów wykwalifikowanych, którzy posiadają nie tylko umiejętności robienia kłódek, ale także innych wyrobów ślusarskich. W zamierzeniu chodziło o skierowanie przemysłu świątnickiego także na wyrób zamków, okuć, zawiasów itp. Komisja przekazała na ręce dra Weigla 500 złr.6

Ponadto, zaczął się powoli kształtować zamysł utworzenia spółki z ograniczoną poręką i wsparciem państwa, która by wzięła na siebie czynności handlowe wyrobów wytwarzanych w warsztatach szkolnych. Stałym opiekunem szkoły, która miała zostać uroczyście otwarta 20 września 1888 roku, został poseł dr Weigel7.

W ten właśnie sposób zakończył się kilkunastoletni proces powstawania szkoły ślusarskiej. Na koniec tego rozdziału chciałbym zaznaczyć, że w niektórych publikacjach pojawia się informacja, że w 1887 roku podpisano akt założycielski szkoły, jednakże brak jest podania źródła tej informacji. W sprawozdaniach komisji przemysłowych i Wydziału Krajowego brak jest informacji o takim akcie. Mimo to w roku 1887 powołano kierownika szkoły i przystąpiono do realizacji tego projektu, natomiast wiek szkoły liczony jest od jej uruchomienia w 1888 roku.

Karta tytułowa pamiątkowej księgi Szkoły Ślusarskiej.

Karta tytułowa pamiątkowej księgi Szkoły Ślusarskiej.

Cel.

Celem c. k. Zawodowej Szkoły jest wykształcenie dzielnych ślusarzy i podniesienie ślusarstwa istniejącego w Świątnikach i w okolicy. Cel ten ma być osiągnięty:

  1. Przez udzielenie systematycznie urządzonej nauki teoretycznej i praktycznej.
  2. Przez użytkowanie maszyn, narzędzi, urządzeń i środków naukowych zakładu ze strony przemysłowców w Świątnikach8.

Zrealizowanie punktu pierwszego odbyło się poprzez urządzenie szkoły zawodowej wraz z warsztatami. Kilka pokoleń i setki absolwentów pracujących w zawodzie świadczą niewątpliwie o osiągnięciu tego zamierzenia. Należy też szkole zapisać podniesienie poziomu technicznego i technologicznego procesu produkcyjnego, a przez to podniesienie konkurencyjności świątnickich produktów.

Instrumentem do wykonania punktu drugiego miała być Spółka Ślusarska. Jednak szkoła wraz ze Spółką Ślusarską nie zrealizowały w pełni zamierzenia wpłynięcia w sposób znaczny na lokalną społeczność. Tę porażkę skutecznie się pomija w historiografii szkoły, a wręcz próbuje się wmówić, że szkoła odniosła na tym polu sukces. A przecież już współcześni mieli świadomość tej porażki, o czym dobitnie świadczą artykuły ze świątnickiej gazetki „Związek Świątnicki”. Szkoła miała zlikwidować monopol kupiecki, poprawić materialny byt świątnickim rzemieślnikom i sprawić, że produkowany towar będzie mógł konkurować z wyrobami austriackimi i pruskimi. Żadnych z tych założeń nie zrealizowała, choć przyczyn było wiele.

O sukcesie całego przedsięwzięcia można by było mówić tylko wtedy, gdyby Spółka porozumiała się z resztą rzemieślników i kupcami w celu utworzenia wspólnego przedsiębiorstwa czy to na zasadzie wspólnego kapitału, czy też stworzenie w Świątnikach zakładu pracy o charakterze fabryki. Takie plany były snute, aczkolwiek blokowały je lokalne spory i kłótnie między ślusarzami a kupcami oraz wewnętrzne między samymi rzemieślnikami.

W świątnickich warunkach wykonanie zamierzeń postawionych przed szkołą było niemożliwe, o czym nie mogli wiedzieć politycy we Lwowie. A czy w ogóle były możliwe do wykonania w innych okolicznościach? Tak i świadczy o tym przykład Sułkowic, gdzie znacznie później, bo dopiero w 1912 roku zawiązano spółkę kowalską, do której nie przystąpiło tylko 3 kowali.

Pieczęć szkolna.

Pieczęć szkolna.

Cesarsko-królewska Zawodowa Szkoła Ślusarska w Świątnikach Górnych (K. K. Fachschule für Schlosserei)

Pierwsza szkoła miała dwie lokalizacje: warsztaty szkolne w parterowej części domu Józefa Słomki (dziś ul. Bielowicza 15) oraz nauki teoretyczne w domu „na Wyspie” (Wstronie). Organizacja szkoły była następująca: szkoła dzieliła się na dwa oddziały – teoretyczno-praktyczn z dwuletnim kursem odbywanym od 15 września do 1 sierpnia oraz pięciomiesięczny praktyczny (doszkalający) dla majstrów. Nauka w latach 1888-1894 trwała 2 lata, ale była możliwość dodatkowego dokształcenia praktycznego się w trzecim roku. Aby uzupełnić skromną wiedzą nabytą w szkole ludowej, szkoła prowadziła także kurs przygotowawczy 10 godzin tygodniowo (język polski, język niemiecki, rachunki i rysunki). Właściwą wiedzę uczniowie nabywali poprzez 16 godzin tygodniowo nauki teoretycznej i 32 godziny praktycznej w każdym roku nauki. Na I roku uczono religii, języka polskiego z korespondencją przemysłową, języka niemieckiego, arytmetyki i rachunków przemysłowych, przedmiotu geometria, rysunki geometryczne i rzutowe oraz zajęcia z elementarnych rysunków odręcznych i kaligrafii. Na II roku odbywały się zajęcia z religii, języka polskiego, języka niemieckiego, rachunków przemysłowych i buchalterii; mechaniki, fizyki i technologii; rysunków zawodowych i rysunków wolnoręcznych. Uczeń po uzyskaniu absolutorium mógł rozpocząć samodzielną pracę lub szukać zatrudnienia jako robotnik w fabrykach.

Dom na Dziale, w którym w latach 1888-1894 urządzone były szkolne warsztaty.

Dom na Dziale, w którym w latach 1888-1894 urządzone były szkolne warsztaty.

Zgodnie ze wcześniejszymi założeniami organizacyjnymi grono nauczycielskie składało się z kierownika, nauczyciela, katechety, dwóch werkmistrzów oraz pomocnika. Pierwszym nauczycielem zawodu, czyli werkmistrzem, został Franciszek Wasserab, a drugim Alfred Wilkicki. Nad zabezpieczeniem interesów szkoły czuwał Wydział Szkolny, czyli 8-osobowe grono wybierane na 3-letnią kadencje, którego przewodniczącym był każdorazowo starosta powiatowy. Pierwszy Wydział liczył wyjątkowo 9 osób, a wśród nich byli: Leon Kurykowski (c.k. starosta wielicki), dr Ferdynand Weigel (zastępca i opiekun szkoły z ramienia Wydziału Krajowego), Tadeusz Baranowski (prezes Izby Handlowej i Przemysłowej w Krakowie), Leon Chrzanowski (poseł), Sławomir Odrzywolski (profesor Państwowej Szkoły Przemysłowej w Krakowie), Józef Sare (nadinżynier Namiestnictwa), Kazimierz Bruchnalski (kierownik szkoły), Wacław Kwiatkowski (komisarz rządowy) i Józef Kotarba (członek rady gminnej). Po pierwszym dwuletnim cyklu nauczania szkoła wykształciła 15 majstrów posiadających wiedzę nie tylko w zakresie wyrabiania kłódek, ale również zamków i okuć.

Franciszek Wasserab (1864-1928).

Franciszek Wasserab (1864-1928).

Wydział Krajowy przyznawał każdego roku stypendia dla uczniów. Dodatkowo 3 stypendia ofiarowała Izba Handlowa oraz indywidualne jak na przykład osobne ufundowane przez posła dra Arnolda Rapaporta h. Porada. Dla zamiejscowych uczniów stypendia fundowały powiaty, z których pochodzili uczniowie. Szkoła była kilkukrotnie wizytowana przez prof. Hauff’a, który w swych sprawozdaniach dla Centralnej Komisji oceniał bardzo wysoko działalność kierownika oraz postępy dydaktyczne szkoły, pomimo ubogich warunków panujących w najmowanych budynkach szkolnych9. Podkreślał także pozytywny wpływ szkoły na lokalną społeczność. Wizytował szkołę także prof. Jan Nepomucen Franke, który do 1892 roku kierował Katedrą Mechaniki i Teorii Maszyn na Politechnice Lwowskiej, a następnie był członkiem Rady Szkolnej Krajowej Galicji dla szkół zawodowych, realnych i przemysłowych.

Jeszcze przed uruchomieniem szkoły w lipcu 1888 roku okazało się, że pracujące maszyny nadwyrężyły jedną ze ścian budynku warsztatów i konieczne było natychmiastowe jej wzmocnienie. 9a

W nocy z 23 na 24 listopada 1889 roku wybuchł w Świątnikach pożar, który strawił zabudowania położone na południowej stronie wzgórza świątnickiego. Same zabudowania szkolne nie ucierpiały, jednak był to potężny cios w materialną stronę życia w Świątnikach oraz w rzemiosło lokalne, gdyż spłonęło kilkadziesiąt domów mieszkalnych, w których ulokowane były warsztaty i kuźnie ślusarskie, a wraz z nimi narzędzia ślusarskie. Bruchnalski nie mógł stać obojętnie wobec takiego nieszczęścia i uruchomił wszystkie swoje kontakty, aby zwiększyć pomoc dla pogorzelców. Zmieniono także plany lokalizacji nowej szkoły tak, aby znalazła się poza gęstą zabudową miejscowości. W 1890 r. zakupiono pole o powierzchni 1,6 morgi. Budynek zaprojektował Józef Sare – nadinżynier i wiceprezydent Krakowa. Prace miały ruszyć w 1891 roku, a szacowany koszt wynosił 30 tys. złr., z czego gmina zobowiązała się przekazać 10 tys. złr. Potrzeby okazały się jednak większe, a możliwości gminy mniejsze i budowa ruszyła dopiero w 1892 roku.

Po zakończeniu każdego roku szkolnego kierownik przesyłał do Komisji Krajowej sprawozdanie z działalności szkoły. W pierwszym sprawozdaniu Bruchnalski zwrócił uwagę na ograniczone możliwości rozwoju szkoły w najmowanych „dwóch niskich domkach włościańskich”, konieczność zapewnienia dla każdego ucznia stanowiska ze śrubstakiem oraz krytycznie odniósł się do stanu dróg łączących Świątniki z Krakowem, co miało według niego kluczowy wpływ na podniesienie się rzemiosła w Świątnikach10. W drugim sprawozdaniu dowiadujemy się o zamówieniach, jakie uzyskała szkoła przy pomocy państwa – kutą żelazną lampę wieczną do krypty Adama Mickiewicza w Katedrze Krakowskiej, a także 12 sztuk okuć do dawnych drzwi i skrzyń (XVII i XVIII wiek) zakupionych w Tyrolu przez inż. Majera11. Wspomnianą lampę zaprojektował prof. Sławomir Odrzywolski, a wykuł Stanisław Kwintowski pod okiem werkmistrza Teodora Pretoriusa, który uczył ślusarstwa artystycznego. Okucia zostały potem zwrócone szkole i stanowiły część muzeum szkolnego. W 1891 roku szkoła dostała również zlecenie wykonania okuć do budowanego schroniska im. Lubomirskiego w Łagiewnikach.

Od roku 1892 Bruchnalski zorganizował na terenie szkoły wspomniane muzeum. W kolejnych latach powiększano zbiory, dokonując zakupów XVII i XVIII wiecznych kłódek, zamków i wyrobów kutych. W 1910 roku muzeum szkolne liczyło już około 200 egzemplarzy. Większość zbiorów ukradli podczas okupacji Niemcy w czasie II wojny światowej.

Zbiory muzeum szkolnego ok. 1911 roku.

Zbiory muzeum szkolnego ok. 1911 roku.

Z dniem 1 kwietnia 1893 roku Namiestnictwo przeniosło Bruchnalskiego do Państwowej Szkoły Przemysłowej we Lwowie.

Wystawa wyrobów metalowych szkoły ślusarskiej we Lwowie z 1894 roku.

Wystawa wyrobów metalowych szkoły ślusarskiej we Lwowie z 1894 roku.

Od roku szkolnego 1894/95 wprowadzono nowy system nauczania i nowy plan lekcji. Nauka odtąd odbywała się przez 4 lata. Poszerzono zakres przekazywanej wiedzy i zrezygnowano z oddzielnego kursu przygotowawczego. Zachowano system 16 godzin nauki teoretycznej i 32 godzin warsztatów. Wykładane przedmioty: rok I (religia, język polski, język niemiecki, rachunki, rysunki, kaligrafia); rok II (religia, język polski, język niemiecki, rachunki, geometria i rysunki geometryczne, rysunki odręczne); rok III (religia, stylistyka przemysłowa polska, język niemiecki, rachunki, nauka o rzutach, fizyka i chemia, rysunki zawodowe, rysunki odręczne); rok IV (religia, stylistyka przemysłowa niemiecka, buchalteria, technologia, rysunki zawodowe, rysunki odręczne). Podczas nauk praktycznych nauczano prac z użyciem narzędzi ręcznych (rok I), prac na tokarkach i heblarkach (rok II), wykonywanie okuć ozdobnych (III rok) i sporządzanie narzędzi i części maszyn (IV rok). Po uzyskaniu absolutorium uczeń potrzebował jeszcze odbyć 1 rok praktyki, aby móc rozpocząć samodzielną działalność lub szukać zatrudnienia w innych zakładach.

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1894 roku.

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1894 roku.

Nowy budynek szkolny oddano częściowo (warsztaty) jesienią 1894 roku, budynek główny podczas ferii zimowych 1895 roku, ale prace wykończeniowe trwały do sierpnia 1896 roku. Szkoła została wyposażona w silnik parowy o mocy 4 KM, prasę ekscentryczną, prasę ręczną, 100 sztanc, tokarnię, wiertarkę, brus do szlifowania, wiatrak Roota, ognisko polne, ognisko murowane z kapą żelazną, pompę dwutłokową, rezerwuar na wodę, 29 śrubstaków, 2 kowadła i nożyce do blachy12. Budynek warsztatów składał się z dużej sali ze stołami ślusarskimi dla uczniów klas pierwszych i drugich. W drugiej hali znajdowały się obrabiarki, w trzeciej mieściła się kuźnia z kilkoma ogniskami kowalskimi i młotem, w czwartej szlifiernia, a w piątej galwanizowano i pokrywano metal niklem, miedzią lub srebrem. W głównym budynku znajdowały się sale wykładowe, izba wypoczynkowa werkmistrzów i muzeum szkolne rzemiosła artystycznego. Na I piętrze budynku szkolnego mieściła się kancelaria dyrektora i jego prywatne mieszkanie. W osobnym pomieszczeniu znajdowała się maszyna parowa, która dawała prąd elektryczny napędzający maszyny warsztatów oraz oświetlający główny budynek. Obok znajdował się zbiornik na wodę dla maszyny parowej, który istniał jeszcze po II wojnie światowej. Szkoła ponadto posiadała centralne ogrzewanie, wodociąg oraz łaźnie z natryskami.

Warsztaty Szkoły Ślusarskiej, rok 1898.

Warsztaty Szkoły Ślusarskiej, rok 1898.

W roku 1899 wyceniono wartość wykonanych prac przez szkołę na 514 tys. złr. Od 1901 roku rozpoczęła działalność Tajna Organizacja Młodzieży.

Od roku 1901 przez następne kilka lat zaczęły się nad szkołą ślusarską zbierać czarne chmury. Było to niewątpliwie związane ze śmiercią dra Weigla. Wobec braku obrońcy i orędownika szkół przemysłowych w Świątnikach i Sułkowicach uaktywnili się przeciwnicy tychże szkół i zaczęli dążyć do ich likwidacji i przeniesienia do Krakowa. Wodą na młyn tych wydarzeń były nieporozumienia mieszkańców Świątnik z władzami szkoły w 1903 roku:

Chcę zwrócić uwagę na szkoły państwowe w Świątnikach i Sułkowicach. Otóż widocznie w tych szkołach muszą być jakieś mankamenta, bo ogół tamtejszych mieszkańców żali się na zarząd tych szkół. Nawet wpłynęła w tym kierunku petycya do Sejmu, gdzie w drastyczny sposób są uwidocznione te wszystkie żale. Przeszło 4.000 robotników w Świątnikach żali się na zarząd tamtejszej szkoły przemysłowej13.

Nieporozumienia były też w Spółce Ślusarskiej, a do Wydziału Krajowego dotarła petycja o przysłanie ministerialnego delegata „celem zbadania stosunku tejże spółki do szkoły ślusarskiej i jej dyrektora Bilygo”. Jak na razie nie udało się ustalić przyczyny tych nieporozumień i raczej nie ma możliwości znalezienia wyjaśnienia w oficjalnych raportach szkolnych, gdyż już wówczas podważano ich wiarygodność:

Do tego czasu dzieje się tak, te dla przekonania się i wykazania pożytku i wydatności tamtejszej szkoły ślusarskiej, bierze się tylko sprawozdania Dyrekcyi, która oczywiście zawsze pisze, że szkoła się pomyślnie rozwija i stoi na takiej wysokości swego zadania, że może konkurować z wyrobami zagranicznemi. Naturalna rzecz, że Dyrekcya inaczej pisać nie może, bo tu chodzi przecież o jej własną skórę. 14

O kłopotach w szkole i Spółce może też świadczyć powstanie w tym czasie w Świątnikach pierwszych małych zakładów zatrudniających po kilku rzemieślników. Inicjatywy te podnosili młodzi absolwenci szkoły, będący w opozycji wobec niepostępowych majstrów skupionych w Spółce Ślusarskiej. Zakłady te zajmujące się m.in. produkcją wykrojników nie odegrały znaczącej roli w przedwojennych Świątnikach, poza pobudzeniem opinii publicznej w planach uprzemysłowienia produkcji świątnickiej.

Kuty gryf umieszczony na narożniku budynku szkolnego, 2008 r.

Kuty gryf umieszczony na narożniku budynku szkolnego spod ręki St. Kwintowskiego, 2008 r.

W roku 1902 dyrektor Bily wprowadził do świątnickiego rzemiosła wyrób specjalnych metalowych portmonetek na bilon, wykonanych z tzw. nowego srebra czyli pakfongu niklowanego (inaczej mosiądz wysokoniklowy będący stopem miedzi, niklu i cynku). Od 1903 roku do nauki wprowadzono techniki wykonywania ozdobnych okien oraz zamków meblowych. W 1904 roku szkoła otrzymała za wyroby uczniów odznaczenie i pochwały. W 1906 roku nauczyciele ze świątnickiej szkoły prowadzili w Krakowie kursy zawodowe dla ślusarzy.

Podręcznik "Technologii mechanicznej" autorstwa Kazimierza Sedlaka (Sułkowice 1905).

Podręcznik „Technologii mechanicznej” autorstwa Kazimierza Sedlaka (Sułkowice 1905).

Stanisław Kwintowski już jako uczeń został zauważony przez Bruchnalskiego, a następnie kształcił się we Lwowie i Linzu i pracował w zakładach przemysłu metalowego w Belgii i Niemczech. Powrócił, aby pracować jako mistrz-artysta i kierownik kuźni. Znany był z niezwykłej umiejętności odkuwania kwiatów z jednego kawałka metalu, czego przykładem jest szkolna brama żelazna wykonana wraz z uczniami w 1911 roku, która zawierała ponad 20 kutych róż (przez lata brama była dewastowana i okradana z bezcennych detali). Brama została zamontowana w kwietniu 1911 roku, a jej wartość wyceniano na 6000 złr. Jako nauczyciel szkoły przepracował blisko 50 lat. Jego wyroby można również podziwiać w różnych miejscach w Świątnikach: wiele kutych krzyży na cmentarzu czy dzwonek w prezbiterium kościoła parafialnego,

Stanisław Kwintowski (1873-1952).

Stanisław Kwintowski (1873-1952).

Brama szkolna, rok 2009.

Brama szkolna, rok 2009.

Ponowne problemy zaczęła odczuwać szkoła pod koniec pierwszej dekady XX wieku. Zawiązało się silne polityczne lobby, które dążyło do likwidacji zarówno szkoły zawodowej w Świątnikach, jak i w Sułkowicach. Na pierwszy plan wysunęła się tu postać dra Antoniego Benisa, sekretarza Izby Handlowo-Przemysłowej w Krakowie, który od 1910 roku nawoływał do jak najszybszego zlikwidowania tych szkół i przeniesienia ich do Krakowa lub Podgórza. Głównym powodem miał być fakt, że szkoła nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Jedność i determinacja całej społeczności świątnickiej, tj. zarówno rzemieślników, jak i kupców, przyniosła pozytywne efekty. W dniu 5 grudnia 1911 roku Rada Szkolna Krajowa na specjalnym posiedzeniu rozważyła wszystkie głosy i uznała zasadność pozostawienia szkoły zawodowej w Świątnikach, jednak nakazała reorganizację szkoły poprzez skrócenie nauki z 4 do 3 lat oraz w przyszłości zmianę profilu na specjalność maszynową z wyłączeniem ślusarstwa budowlanego i artystycznego, które to specjalności miały zostać przeniesione do szkoły w Jarosławiu15. Wniosek o zmianę profilu przedstawił Radzie były dyrektor Bily. Na szczęście zmiana profilu nie została w pełni zrealizowana przed wybuchem wojny.

Świadectwo opisowe ucznia Stanisława Kwintowskiego wystawione przez dyr. Bruchnalskiego w 1891 r.

Świadectwo opisowe ucznia Stanisława Kwintowskiego wystawione przez dyr. Bruchnalskiego w 1891 r.

W związku z planowaną budową nowej szkoły ludowej gmina zobowiązała się przekazać stary budynek szkolny na bursę dla szkoły ślusarskiej. Do budowy nowej szkoły ludowej jednak nie doszło.

Budynek szkoły z kutą bramą, ok. 1911 rok.

Budynek szkoły z kutą bramą, ok. 1911 rok.

W roku 1914 wybuchła wojna. Podczas walk toczonych w okolicach Krakowa budynek szkolny wykorzystywano przez pewien czas na potrzeby wojska (m.in. wojskowy lazaret). Niepoznane dotychczas są kolejne plany rozwojowe szkoły, gdyż zgodnie z preliminarzem budżetowym na rok 1918 szkoła miała otrzymać na zasadzie pożyczki niebagatelną kwotę 54 tys. złr. Czy miało to być związane z powiększeniem zabudowań szkolnych albo budowy bursy szkolnej możemy się tylko domyślać. Z oczywistych przyczyn związanych z klęską Austrii szkoła nigdy tych pieniędzy nie zobaczyła.

Liczba uczniów sukcesywnie rosła. Gdy nauka odbywała się w najmowanych budynkach (od 1888 do 1895) liczba uczniów zwiększyła się od 15 do 34. Wraz z oddaniem nowego budynku w roku szkolnym 1895/96 liczba wzrosła do 43 i w następnych latach aż do wybuchu wojny rosła osiągając wartość 80. Na stałym poziomie była ilość pierwszoroczniaków: przykładowo w  roku szkolnym 1892/93 zapisało się nowych uczniów 31, w 1893/94 – 28 uczniów, w 1894/95 – 30 uczniów. W latach wojny 1914-1918 liczba uczniów zmalała od 40 do 65.

Nauczyciele i pracownicy (opracowane na podstawie Szematyzmów Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskiem na lata 1889-1914 oraz zapisów z Muzeum Ślusarstwa w Świątnikach.

ROK Kierownik Nauczyciele Werkmistrzowie / nauczyciele zawodu* Personel
1889 Bruchnalski Kazimierz Marynicz Baltazar (rysunki odręczne, kaligrafia, zajęcia praktyczne), ks. Karpiński Franciszek (katech.)
1890 Bruchnalski Kazimierz Marynicz Baltazar (rysunki, zajęcia praktyczne), ks. Karpiński Franciszek (katech.), Kościuk (rysunki geometryczne, rachunki, kaligrafia)
1891 Bruchnalski Kazimierz Marynicz Baltazar, Ungeheuer Adam (rysunki, polski, rachunki, teoria), Nadherny Jan (rysunki, niemiecki, geometria), ks. Karpiński Franciszek (katech.)
1892 Bruchnalski Kazimierz Nadherny Jan,  ks. Karpiński Franciszek (katech.), Ungeheuer Adam, Płachciński Nikodem (rysunek geom.) Śluzar Kornel, Wilkicki Alfred
1893 Bruchnalski Kazimierz Nadherny Jan, Płachciński Nikodem, Ungeheuer Adam, ks. Twardowski Ignacy (katech.) Wilkicki Alfred, Wasserab Franciszek
1894 Freud Stanisław Płachciński Nikodem, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wilkicki Alfred, Wasserab Franciszek, Marynicz Bolesław, Lahmer Józef, Śluzar Kornel 2 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż
1895 Freud Stanisław Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik (niemiecki, rachunki), Ungeheuer Adam, ks. Twardowski Ignacy (katech.) Wasserab Franciszek, Ślusar Kornel, Kmiecicki Kazimierz jw.
1896 Freud Stanisław Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Ślusar Kornel, Kmiecicki Kazimierz, Kwintowski Stanisław (kuźnia) 2 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż, 1 sługa pomocniczy
1897 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Ślusar Kornel, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek, Kwintowski Stanisław jw.
1898 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek (ślusarstwo), Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz (ślusarstwo), Godawski Franciszek (toczenie w metalu) jw.
1899 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1900 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Twardowski Ignacy (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 3 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż, 1 sługa pomocniczy
1901 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1902 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1903 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1904 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1905 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Godawski Franciszek jw.
1906 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Godawski Franciszek jw.
1907 Bily Karol Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (rysunki), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 4 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż, 2 słudzy pomocniczy
1908 Bily Karol Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz, Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 4 pomocników werkmistrzów, 2 słudzy pomocniczy
1909 Bily Karol Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1910 Klimko Maryan Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1911 Klimko Maryan Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 3 werkmistrzów, 1 pomocnik werkmistrza, 2 słudzy pomocniczy
1912 Klimko Maryan Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, Wołoch Stanisław, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1913 Klimko Maryan Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz jw.
1914 Klimko Maryan inż. Sedlak Kazimierz (prof.), inż. Kwieciński Maryan, Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz Werkmistrzowie: Bodzoń Alojzy, Bodzoń Piotr, Cholewa Józef, Synowiec Stanisław

* – od 1911 roku dawniejsi werkmistrzowie byli tytułowani jako nauczyciele zawodu, wcześniejsi ich pomocnicy awansowali na werkmistrzów, którzy otrzymali jednego pomocnika.

Kazimierz Sedlak z żoną Marią (z domu Kotarba 'Filamus').

Kazimierz Sedlak z żoną Marią (z domu Kotarba ‚Filamus’).

Dyrektorzy:

  • Inż. Kazimierz Bruchnalski (1887-1893) – wcześniej asystent Politechniki Lwowskiej, uczył technologii i niemieckiego.
  • Stanisław Freund (1893-1894) – pracownik Uniwersytetu Jagielońskiego, uczył technologii i niemieckiego.
  • Inż. Karol Bily (1894-1910) – z pochodzenia Czech, uczył nauk przyrodniczych i technologii;
  • Inż. Marian Klimko (1910-1918) – oficer rezerwy Marynarki Wojennej, przedsiębiorca, uczył fizyki, chemii, budowy maszyn.
Pieczęć szkolna.

Pieczęć szkolna.

Państwowa Zawodowa Szkoła Ślusarska (1918-1939)

Dyrektorzy:

  • Kazimierz Sedlak (1918-1920)
  • Marian Kwieciński (1920-1925)
  • Fryderyk Klementys (1925-1939)

Od września 1922 roku okres nauki w PZSŚ trwał 3 lata. Przedmioty nauczania podzielono na ogólne, pomocnicze i zawodowe. Z przedmiotów ogólnych uczono: religię, język polski, korespondencję zawodową, krajoznawstwo i geografię gospodarczą Polski oraz gimnastykę na roku I; religię, język polski i gimnastykę na roku II i religię, ustrój Polski, gimnastykę oraz higienę ogólną i zawodową na roku III. Przedmiotami pomocniczymi były rachunki oraz fizyka z chemią na roku I, rachunki na roku II i ogólne zasady kalkulacji i rachunku zawodowego na roku III. Przedmioty zawodowe to materiałoznawstwo, rysunek odręczny oraz geometria, rysunek geometryczny i rzuty na roku I, technologia, maszynoznawstwo, ślusarstwo budowlane, rysunek odręczny, rysunek zawodowy oraz geometria, rysunek geometryczny i rzuty na roku II i technologia, maszynoznawstwo, elektrotechnika i rysunek zawodowy na roku III. Łącznie nauka teoretyczna zajmowała 21 godzin tygodniowo na roku I, 20 godzin na roku II i 14 godzin na roku III. Nauka praktyczna obejmowała na roku I 24 godziny tygodniowo ślusarni i kuźni, 24 godziny ślusarni, kuźni i obrabiarek na roku II i 32 godziny ślusarni, kuźni i obrabiarek w ostatnim roku zajęć. Dla osób spoza Świątnik funkcjonowała bursa (internat) w domu Stanisława Dziewońskiego (budynek Urzędu Miasta i Gminy na ul. Bruchnalskiego 15) – budynek ten odkupiono od Spółki Ślusarskiej, a następnie dobudowano piętro, na którym zamieszkali uczniowie pod opieką Franciszka Batki (seniora). Uruchomienie bursy było jednym z warunków dalszego funkcjonowania szkoły.

Szkolne muzeum w 1928 r.

Szkolne muzeum w 1928 r.

Liczba uczniów szkoły cały czas sukcesywnie rosła: od 64 w roku szkolnym 1918/19 do 96 1936/37. Nagły wzrost nastąpił w ostatnich latach przedwojennych – w roku 1937/38 uczniów było 130, a w roku 1938/39 było ich 144. Ponieważ chętnych do szkoły było tak wielu, szkoła musiała organizować egzamin wstępny. Ciągły wzrost liczby uczniów świadczy o progresywnym rozwoju szkoły i organizacji nauczania przy jednoczesnym zachowaniu standardów wyniesionych z czasów austriackich. Przy takiej ilości uczniów szkoła musiała zapewne pracować w trybie zmianowym, gdyż sam budynek był przygotowany na 50 uczniów.

Kompleks budynków szkolnych w 1932 r.

Kompleks budynków szkolnych w 1932 r.

Nauczyciele uczący z tym czasie w szkole: ks. Migdałek (religia), St. Fyda (polski, niemiecki, rachunki), inż. Marian Kwieciński (kaligrafia, chemia i fizyka, geometria, arytmetyka, rysunki), Franciszek Wasserab (ślusarstwo), Kazimierz Kmiecicki, Stanisław Kwintowski (kowalstwo), Piotr Bodzoń (toczenie w metalu), inż. Marian Klimko (rysunek, ślusarstwo, technologia), ks. Zwardoń (religia), Fryderyk Klementys (kalkulacje), Feliks Słomka (elektrotechnika), Franciszek Batko (senior – ustrój Polski, gimnastyka), dr Franciszek Bielowicz (higiena), Trojan (rysunek zawod.), Stanisław Popczyński (ślusarstwo), Olekniewicz (kowalstwo).

Państwowa Szkoła dla Przemysłu Metalowego (Staatliche Handwerkerschule für Metallgewerbe)(1939-1945)

Dyrektor: Fryderyk Klementys

W okresie okupacji do roku 1944 szkoła funkcjonowała bez większych przerw. Nadal okres nauki trwał 3 lata, a był to zarazem maksymalny czas nauki w ponadpodstawowych szkołach, w jakich Polacy mogli uczyć się podczas wojny. Zredukowano liczbę godzin nauczania, a z rozkładu zajęć zniknęły przedmioty zakazane przez okupanta. Do szkoły powrócił narzucony język niemiecki. Uczniowie nie pozostali jednak bez możliwości zdobywania zakazanej wówczas wiedzy, gdyż nauczyciele w domach prywatnych nauczali języka polskiego, historii oraz geografii.

Wiosną 1944 zajęcia zostały przerwane, gdyż budynek szkolny i jego zaplecze miały odtąd służyć jako warsztaty remontowe dla pojazdów. W głównym budynku zostali skoszarowani żołnierze węgierscy, sojusznicy faszystowskich Niemiec. Do pomocy przy pracach warsztatowych Węgrzy zatrudnili wielu lokalnych majstrów i absolwentów szkoły. Ponieważ wielu z nich współpracowało z miejscowym ruchem oporu (AK i PPS) prace w warsztatach remontowych były sabotowane, ale sami Węgrzy niespecjalnie się tym przejmowali. Węgrzy złożyli zapotrzebowanie do władz Generalnej Guberni o dostarczenie z Krakowa linii wysokiego napięcia. Wniosek zaopiniowano pozytywnie i przystąpiono do budowy sieci. Pod koniec sierpnia 1944 roku zbliżający się front walk zmusił Niemców do przeniesienia warsztatów w głąb Rzeszy i zwrócono szkole budynki. Prace nad elektryfikacją zakończyły się przed nadejściem zimy i przez krótki czas szkoła i jej okolica otrzymała nowe źródło energii. W dniu 22 stycznia 1945 do Świątnik wkroczyła Armia Czerwona.

Dyrektor szkoły Fryderyk Klementys był blisko związany z działalnością ruchu oporu – więcej o tym w artykule: A więc wojna!

Państwowe Męskie Gimnazjum Mechaniczne (1945-1950)

Dyrektorzy:

  • Fryderyk Klementys (1945-1949)
  • Franciszek Borkowski (1949-1950)

Po wojnie we wrześniu 1945 roku szkoła kolejny raz zmieniła nazwę. Zachowano 3-letni okres nauki oraz podział przedmiotów nauki teoretycznej na przedmioty ogólne, pomocnicze i zawodowe. Uczono z przedmiotów ogólnych: religię, język polski, język rosyjski, historię ogólną, geografię gospodarczą Polski gimnastykę, śpiew, ustrój Polski, PW SP, higienę ogólna i zawodową; z przedmiotów pomocniczych: rachunki, fizykę, chemię, zagadnienia społeczno-wychowawcze i naukę o społeczeństwie; z przedmiotów zawodowych: rysunek zawodowy, technologię, maszynoznawstwo. Zajęcia praktyczne odbywały się w wymiarze godzin: 18 na roku I i II oraz 21 godzin na roku III.

Władze PRL nie mogły do końca zdecydować się co do przeznaczenia szkoły stąd też i w następnych latach częste zmiany nazwy i profilu. Na terenie szkoły funkcjonowały także jednocześnie dwie szkoły. W pierwszych latach nastąpił znaczny przypływ młodzieży chętnej do nauki zawodu (do 240 uczniów) co oznaczało organizowanie nauki na zmiany.

Świadectwo złożenia egzaminu na czeladnika.

Świadectwo złożenia egzaminu na czeladnika.

Państwowe Liceum Mechaniczne I stopnia (1950-1952)

Dyrektor: Franciszek Borkowski (1950-1952)

Okres nauki pozostał bez zmian. Nieznacznie zmienił się sam program nauczania, a w szczególności: przedmioty ogólne: religia, język polski, język rosyjski, nauka o przedsiębiorstwie, geografia gospodarcza Polski, gimnastyka, historia Polski, PW SP, higiena ogólna i zawodowa, biologia, śpiew i nauka o społeczeństwie; przedmioty pomocnicze: rachunki, fizyka; przedmioty zawodowe: technologia, materiałoznawstwo, maszynoznawstwo, rysunek zawodowy. Nie zmienił się program zajęć praktycznych.

Technikum Mechaniczne (1950-1954) – szkoła o kierunku obróbka i skrawanie.

Dyrektor: Franciszek Borkowski (1950-1954)

Zasadnicza Szkoła Metalowa (1952-1959)

Dyrektorzy:

  • Franciszek Borkowski(1952-1957)
  • Jan Matys (1957-1958)
  • Jan Chmiel (1958-1959)

Była do 2-letnia szkoła o specjalności tokarz, ślusarz maszynowy i ślusarz narzędziowy. Nauczano z przedmiotów ogólnych: język polski, język rosyjski, nauka o przedsiębiorstwie, gimnastyka; z przedmiotów pomocniczych: rachunki i fizyka; z przedmiotów zawodowych: technologię, materiałoznawstwo, rysunek zawodowy i technologię. Na roku I odbywało się 18 godzin tygodniowo warsztatów, a na roku II – 21 godzin.

Zasadnicza Szkoła Zawodowa (1959-2000)

Dyrektorzy:

  • Jan Chmiel (1959-1969)
  • Kazimierz Cholewa (1969-1990)
  • Krystyna Matys (1990-1997)
  • Henryk Kisiel (1997-1999)
  • Tadeusz Nowak (1999-2000)
Szkoła ślusarska z warsztatami – lata 70. XX wieku.

Szkoła ślusarska z warsztatami – lata 70. XX wieku.

Do końca swojej działalności była to 3-letnia szkoła. Program nauki zmieniał się w czasie. W latach 60. były to przedmioty ogólne: język polski, język rosyjski, gimnastyka, higiena ogólna i zawodowa, nauka o przedsiębiorstwie; przedmioty pomocnicze: rachunki, fizyka i nauka o społeczeństwie; przedmioty zawodowe: technologia, materiałoznawstwo, rysunek zawodowy, maszynoznawstwo ogólne, elektrotechnika.

Absolwenci szkoły bez problemu znajdowali zatrudnienie w zakładach pracy m.in. w Zakładzie im St. Szadkowskiego w Krakowie oraz Mostostal – Zabrze, a od 1961 roku głównie do Huty im. Lenina. Huta zresztą bezpośrednio kontaktowała się z władzami szkoły i słała listy gratulacyjne za dobrze wykwalifikowanych absolwentów. Władze huty dodatkowo fundowały uczniom szkoły stypendia. Liczba uczniów w latach 60. przekraczała 230.

W 1976 roku dobudowano halę obróbki ręcznej z zapleczem socjalnym. Szkoła była finansowana z Urzędu Miasta Krakowa. Warsztaty szkolne stanowiły jednocześnie zakład produkcyjny elementów metalowych – świeczniki, lampy, ogrodzenia czy bramy. Ściśle współpracowała szkoła z zakładem «Befaret» z Bielska-Białej, dla którego warsztaty wykonywały zamówione elementy.

Na obchodzone w 1979 roku 90-lecie szkoły Ministerstwo Oświaty przyznało medal Komisji Edukacji Narodowej. Ponadto szkoła otrzymała patrona w postaci Stanisława Staszica, a Koło Absolwentów ufundowało pamiątkowy sztandar. Wybito pamiątkowe medale okolicznościowe, a w uroczystościach wzięło udział blisko 500 absolwentów. Niemniej hucznie obchodzono 100-lecie szkoły: Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego przyznał Złotą Odznakę ZNP, wybito pamiątkowe medale i urządzono wystawę pamiątek szkoły.

Od roku 1983 obowiązywał program nauczania zajęć praktycznych P-41304-12/82 na specjalności tokarz i ślusarz.

Warsztaty szkolne.

Warsztaty szkolne.

Po upadku PRL i nastaniem problemów krakowskiej huty zakończyła się współpraca z tą instytucją. Wiązało się to również z utratą dotacji i stypendiów. Kuratorium w 1990 roku również nie miało pieniędzy na szkołę. Od zmiany ustroju zmianie uległ też system nauczania. Na drugim roku uczniów dzielono na specjalności tokarza i mechanika maszyn i urządzeń przemysłowych. Powstała również pracownia stolarska. Próbowano stworzyć kierunek rzemiosła artystycznego – na pierwszym roku jako kółko zainteresowań, a na drugim jako specjalność: ślusarz wyrobów artystycznych. Kolejnym pomysłem był profil sprzedawca, który miał przyciągnąć głównie dziewczyny.

Sukcesywnie spadało jednak zainteresowanie samą szkołą wśród młodzieży. O ile wcześniej większość młodych wybierała kształcenie techniczne i zawodowe, to w latach 90. młodzież wolała szkoły ogólnokształcące. Do szkoły przylgnęła też niezbyt pochlebna nazwa „śluska”. Osobiście pamiętam określenie z końca lat 80. jednego z pedagogów szkoły podstawowej, który przestrzegał, że jak ktoś się nie będzie uczył, to będzie musiał „iść do śluski”.

Po roku 1997 obowiązek finansowania szkoły spadł na nowo utworzony powiat krakowski. Powiat nie miał jednak funduszy na konieczne remonty gmachu szkolnego. Wówczas władze gminy zaproponowały wzięcie na siebie obowiązków utrzymania szkoły. W 1999 roku gmina postanowiła urządzić w zabytkowym gmachu szkoły gimnazjum. Usunięto kutą tablicę z nazwą szkoły i wyrzucono na śmietnik, a w miejsce jej zamocowano tablice gimnazjum. Zburzono zabytkowe warsztaty z XIX-wieczną kuźnią, które przeszkadzały władzom gminy w rozbudowie kompleksu szkolnego. Zabytkowe maszyny gmina sprzedała lokalnym rzemieślnikom – część z nich wróciła do Muzeum Ślusarstwa.

Zespół Szkół im. Biblioteki Polskiej w Paryżu.

Dyrektorzy:

  • Antoni Jędrzej, Jacek Zawada (2001-2003)
  • Barbara Chrobaczyńska (2003-2012)
  • Danuta Staszczak (2012-)

Utworzony zespół szkół składał się z gimnazjum, liceum profilowanego i szkoły zawodowej. Dla szkoły ślusarskiej gwoździem do trumny była likwidacja warsztatów szkolnych. Na terenie ich zaplanowane bowiem zostały dalsze budynki szkolne, w tym sala gimnastyczna. Pozbawienie szkoły warsztatów i kierowanie uczniów do „najbliższych warsztatów w Krakowie” zalatuje komizmem rodem z filmu Barei. Skoro uczeń miał jeździć do Krakowa na warsztaty, to równie dobrze mógł i tam jednocześnie zdobywać wiedzę teoretyczną o potencjalnie wyższym standardzie. W latach 1999-2001 dowożono uczniów na warsztaty do Krakowa na ul. Skrzyneckiego.

Jednocześnie od momentu utworzenia zespołu szkół władze szkolne faktycznie starały się odradzać zapisy do szkoły ślusarskiej chętnej młodzieży. Aby kierunek mógł być reaktywowany, konieczne było 25 osób chętnych. W 2003 roku zakończyły naukę ostatnie klasy i zaprzestano kształcić uczniów w szkole ślusarskiej.

Wiosną 2013 roku władze gminy i szkoły zdecydowały się na ponowne otwarcie rekrutacji do szkoły zawodowej. Pytanie, jakie należy postawić, brzmi czy przywrócenie szkoły ślusarskiej związane będzie z jednoczesnymi planami rozwoju rzemiosła w gminie. Jaki cel będzie miała szkoła? Ludzie tacy jak Weigel czy Bruchnalski mieli w zamierzeniu oddziaływanie na lokalne rzemiosło i w pewnym stopniu ten plan zrealizowali. Do II wojny światowej absolwenci szkoły znajdowali pracę głównie w Świątnikach i okolicach, a emigrowała stosunkowo niewielka liczba osób. Po wojnie do roku 1990 wzrosła liczba emigrantów zarobkowych (Nowa Huta, Śląsk), ale lokalny rynek wciąż potrzebował pewną liczbę pracowników – „Metalozabawka”, Spółdzielnia Pracy „Przyszłość” oraz prywatni rzemieślnicy zrzeszeni w Spółdzielni „Krakus”. W ostatnich latach jednak znacznie spadła liczba indywidualnych rzemieślników, ale funkcjonuje jeszcze kilka większych zakładów produkcyjnych. Jaki zatem charakter ma mieć ta 3-letnia szkoła z praktyką w prywatnych zakładach pracy, odpowiedzi dostarczy czas. Życzyłbym sobie i ewentualnym uczniom jednak tego, żeby pomysł reaktywacji szkoły pomyślany był z troską o nauczenie tych młodych ludzi zawodu zapewniającego prace, a nie był tylko okazją do obchodów 125-lecia szkoły.

Spółka Ślusarska (1888-1939). Aby szkoła zawodowa spełniła postawione przed nią zamierzenia, konieczne było utworzenie lokalnej spółki rzemieślników. Pierwsze plany powstały już w latach 1884-1886, kiedy uznano, że musi powstać szkoła, warsztaty i spółka produkcyjno-magazynowa. Inicjatywę tę podnieśli posłowie dr Weigel i ks. dr Kopyciński16. Powołany na dyrektora szkoły w 1887 roku Bruchnalski otrzymał polecenie zawiązania w Świątnikach spółki.

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

System pracy w Spółce nie różnił się niczym w stosunku do kupieckiego systemu produkcyjnego. Rzemieślnik kupował materiał od Spółki, jedynie część prac wykonywał na maszynach w warsztatach szkolnych, natomiast cała ręczna obróbka nadal wykonywana była w przydomowym warsztacie. To czy rzemieślnik sprzedał swój towar Spółce, kupcowi czy samemu zależało już tylko od niego. Nie było żadnych rygorów i zobowiązań pracy poza wewnętrznymi umowami, które musiały funkcjonować przy wielkich zleceniach. Brak wizji ufabrycznienia Spółki był istotnym hamulcem w rozwoju rzemiosła świątnickiego, które miało szanse jeszcze przed I wojną światową rozpocząć ten nowoczesny typ produkcji. I tak się miało stać, że przełomu produkcyjnego dokonała nie Spółka, a w głównej mierze absolwenci szkoły.

Nie oznacza to jednak, że spółka poza technologią, nie wprowadziła istotnych zmian na świątnicki rynek wytwórczy. Przede wszystkim ustanowiła całoroczną stałość cen, czego większość kupców nie praktykowała. Pojawiła się też możliwość uzyskania premii w postaci rocznej dywidendy o wartościach 30-50 złr, pod warunkiem, że Spółka wypracowała zysk. Kupcy byli zmuszeni zatem do podobnych kroków i zmiany podejścia do rzemieślników, aby ci nadal dla nich pracowali. Jednym z dużych osiągnięć Spółki było opracowanie i opatentowanie specjalnego stopu stali „Delta”. W skład jego wchodziły: miedź, cynk, żelazo i mangan. Cechował się on znaczną odpornością na wilgoć, wodę słoną i kwaśną.

Należy wspomnieć o specyficznych relacjach, jakie łączyły kupców i rzemieślników i wybiegały znacznie ponad sprawy finansowe i materialne. Współpraca rzemieślnika z kupcem łączyła nie tylko tych dwoje, a także całe ich rodziny, często przechodząc na kolejne pokolenie. Tak jak w każdej społeczności, w której funkcjonowały dwie różne pod względem zamożności klasy społeczne, mniej zamożni (rzemieślnicy) szukali oparcia i wstawiennictwa u tych drugich (kupcy). Z tymi relacjami społecznymi Spółka nie mogła konkurować. A wręcz przeciwnie, gdyż wszelkie negatywne relacje między kupcami i rzemieślnikami były niczym w porównaniu z wewnętrznie skłóconym środowiskiem rzemieślników. Zazdrość, zawiść, wieloletnie spory między rodzinami oraz wewnątrzrodzinne uniemożliwiały dalszy rozwój Spółki i niweczyły plany ogólnoświątnickiej współpracy produkcyjnej.

Dyplom wyróżnienia dla Spółki Ślusarskiej w Świątnikach z wystawy we Wiedniu w 1890 r.

Dyplom wyróżnienia dla Spółki Ślusarskiej w Świątnikach z wystawy we Wiedniu w 1890 r.

Początkowy kapitał wynosił 4 złr 21 c. Pierwszym prezesem Spółki został Stanisław Bodzoń (Zuberek), dyrektorem technicznym Kazimierz Bruchnalski, a długoletnim sekretarzem Józef Bujas17. Niewiele zachowało się z personaliów władz spółki. Związek Świątnicki wspomina o Tadeuszu Kotarbie, jako przewodniczącym Rady Nadzorczej Spółki do 1912 roku. W sprawę utworzenia spółki zaangażował się proboszcz ks. Karpiński, będąc jednym z pierwszych ofiarodawców. Z uzbieranych funduszy zakupiono w pierwszej kolejności parterowy murowany dom po matce Stanisława Słomki (Jonoska), w którym mieści się obecnie Urząd Miasta i Gminy (ul. Bruchnalskiego 15). Tam w każdą sobotę rzemieślnicy przynosili wykonane przez siebie produkty i mogli nabywać w znajdującym się w zachodniej części parteru sklepie materiały oraz produkty spożywcze. W niedzielę natomiast do siedziby spółki przychodzili darczyńcy.

Członkowie Spółki Ślusarskiej prezentują maszynę parową. Rok 1894.

Członkowie Spółki Ślusarskiej prezentują maszynę parową. Rok 1894.

Spółka Ślusarska do I wojny światowej była cały czas dotowana przez państwo i miała zagwarantowane otrzymywanie większych zamówień rządowych – koleje, Poczta i Telegrafy, wojsko (artyleria) i więziennictwo. Poza tym Spółka podobnie do rodzin kupieckich miała także ofertę sprzedaży hurtowej kłódek (na tuziny). Zachowało się niewiele cenników w języku niemieckim, co może świadczyć, że nie stanowiło to główny cel Spółki.

Dyplom dla Spółki Ślusarskiej z wystawy we Lwowie, rok 1894.

Dyplom dla Spółki Ślusarskiej z wystawy we Lwowie, rok 1894.

W 1912 roku Spółka zaczęła odczuwać skutki powiązań finansowych z państwem. Problemy militarne w Bośni i Hercegowinie na długi czas zamroziły ulokowane w tym regionie przez Spółkę fundusze, co spowodowało ograniczenie do 50% obrotu pieniędzmi i konieczność nawet 3 krotnego zaniżania wartości produkowanych towarów, co oczywiście wywołało fale niezadowolenia członków Spółki.

Sytuacja Spółki po I wojnie światowej uległa istotnej zmianie. Po pierwsze odradzające się państwo nie kontynuowało finansowego wsparcia Spółki, która mogła liczyć jedynie na prywatnych darczyńców. Powstałe w latach dwudziestych zakłady produkcyjne szybko uzyskały przewagę techniczną i technologiczną. Trapiona problemami finansowymi Spółka była zmuszona zawieszać działalność w latach 1932-1937, a także pozbyć się swoich nieruchomości – zlicytowano budynek siedziby spółki, który zakupił Stanisław Dziewoński w zamierzeniu pod bursę szkolną. Po rozpoczęciu okupacji niemieckiej w 1939 roku Spółka została ostatecznie rozwiązana tak, jak wszystkie polskie stowarzyszenia i organizacje. Po wojnie nie doszło do kolejnego wznowienia działalności.

Liczba członków dość mocno się wahała: 140 (1891 r.), 150 (1893 r.), 92 (1906 r.), 135 (1909 r.).

Najważniejsze daty z działalności Spółki Ślusarskiej:

1890 – dyplom wyróżnienia na wystawie w Wiedniu,

1891 – zamówienie na 500 kłódek wertheimowskich,

1893 – kapitał zakładowy 4,5 tys. złr.

1894 – srebrny medal na Powszechnej Wystawie Krajowej we Lwowie,

1897 – spółka zwolniona z podatków państwowych na kolejne 10 lat,

1898 – Wydział Krajowy udzielił pożyczki oprocentowanej na 3% na sumę 3 tys. złr.

1912 – subwencja na 6 tys. złr na zakup maszyn pomocniczych z Urzędu Popierania Przemysłu we Wiedniu18,

1912 – problemy finansowe – zamrożenie ulokowanego na Bałkanach kapitału spółki,

1914-1918 – zawieszenie działalności,

1932-1937 – zawieszenie działalności,

1939 – rozwiązanie spółki.

O Spółce Ślusarskiej zwykło się pisać w podobnym tonie, co o samej szkole, czyli w samych ogólnikach i superlatywach. Poniżej przedstawiam najczęściej poruszane sprawy:

  1. Pierwsza spółka produkcyjna w Galicji – PRAWDA. Instytucje takie funkcjonowały już w Austrii, w Czechach czy na Węgrzech, ale prawdopodobnie była to pierwsza taka społeczna organizacja19.
  2. Spółka powstała z inicjatywy Bruchnalskiego – FAŁSZ. Inicjatywę utworzenia spółki podniósł dr Weigel i ks. dr Kopyciński już w 1884 roku, kiedy jeszcze faktycznie kwestie istnienia szkoły leżały w dysputach posłów i obietnicach Wiednia. Wraz z materializowaniem się tych zamierzeń sprawa spółki była już nieodłącznie związana ze szkołą. Przed Bruchnalskim postawiono zadanie nie tylko utworzenia szkoły, ale i namówienia lokalnych rzemieślników do przystąpienia do Spółki. Jego zasługi są w wykonaniu, przynajmniej częściowym, tychże zamierzeń. Niestety w historiografii Świątnik zwykło się wszystkie zasługi związane ze szkołą przypisywać Bruchnalskiemu, zapominając całkowicie o innych. O tym, że inaczej niż dziś, patrzono na to wówczas, świadczy ten cytat ze Związku ŚwiątnickiegoZałożona w r. 1888 Spółka ślusarska przez Wydział krajowy i szkołę ślusarską […]20.
  3. Bruchnalski był prezesem Spółki – FAŁSZ. Kazimierz Bruchnalski pełnił funkcję dyrektora technicznego spółki, ale nie był jej prezesem. Prowadził kasę i zajmował się sprawami administracyjnymi. Pierwszym prezesem był Stanisław Bodzoń (Zuberek).
  4. Spółka konkurowała z kupcami – FAŁSZ. Spółka realizowała w dużej mierze wielkie rządowe i krajowe zamówienia, natomiast kupcy mieli „swoje” ściśle określone w cesarstwie regiony, gdzie handlowali i pojawienie się Spółki nie ograniczyło ich terytoriów. Jedynie lokalnie spółka i kupcy konkurowali o rzemieślników, aby pracowali dla nich. Ponieważ jednak liczba członków Spółki była na jednym poziomie przy dość znacznym wzroście liczby ślusarzy, miało to znaczenie głównie w okresie początkowym spółki.
  5. Spółka była monopolistą – FAŁSZ. Liczba członków dochodziła do 150, podczas gdy w samych Świątnikach rzemieślników w latach 80. XIX wieku było ok. 700, a w 1910 roku już 1484 osób21. Rodzin kupieckich było zaledwie kilka, więc jakkolwiek by nie liczyć, nadal więcej rzemieślników pracowało dla kupców czy nawet na pojedynczego kupca niż dla Spółki.
  6. Spółka zapewniała wysokie zyski członkom – FAŁSZ. A właściwie zdanie mocno na wyrost. Z dostępnych badań m.in. Kwaśniewicza wynika, że do 1914 roku Spółka wypłacała nieznacznie większe wynagrodzenie od kupców. Jednak kupcy bojąc się, żeby Spółka nie przejęła pracujących dla nich rzemieślników, również podnieśli dla nich wynagrodzenia i starali się wyrównać do poziomu Spółki. Spółka stanowiła istotne źródło dostaw materiału i również na tym polu kupcy musieli zmienić swoje podejście i inaczej wyceniać surowce. Uzyskanie większych zarobków nie było możliwe wobec panującego kryzysu ekonomicznego w cesarstwie związanego z problemami przemysłu metalowego.
  7. Spółka doskonale prosperowała – FAŁSZ. Najczęściej w publikacjach podawane są tylko zyski Spółki, które owszem nie były małe, ale w ogóle nie wspomina się, że Spółka cały czas była zadłużona na preferencyjnym rządowym kredycie. Zadłużenie w 1909 roku wynosiło już ponad 20 tys. złr, a otrzymała kredyt na kolejne 10 tys. złr. Co prawda sporą sumę stanowił wyprodukowany towar, ale żeby utrzymać płynność przedsiębiorstwa potrzebne były kredyty. Może trochę dziwić, że choć Spółka zwolniona była od podatków i dostawała co chwile duże zastrzyki gotówki w postaci pozyczek, to nie była w stanie wypracować większych zysków.

Tajna Organizacja Młodzieży (1901-1914). Pomimo panujących względnych swobód narodowościowych w Galicji państwowa szkoła ślusarska nie mogła jawnie wspierać ruchy patriotyczne. Młodzież postanowiła sama wziąć sprawy w swoje ręce i zawiązała tajną organizację. Pierwsze zebranie uczniów odbyło się 1 listopada 1901 roku w domu ojca jednego z uczniów, a równocześnie wójta świątnickiego, Wojciecha Kotarby. Ułożono program działalności stowarzyszenia, w którym zobowiązano się do cotygodniowego spotkania, na którym planowano dokształcać się w historii Polski, śledzić bieżące wydarzenia społeczne i polityczne poprzez czytanie prasy polskiej takich jak Polak Wojciecha Korfantego, Tekę, czy Przegląd Wszechpolski Romana Dmowskiego. Dyskutowano także o wybranych zagadnieniach naukowych. Prowadzono kasę na ewentualne potrzeby niesienia pomocy członkom stowarzyszenia. Wybrano na naczelnika Jana Jaworskiego, a tzw. Wydział tworzył naczelnik z trzema innymi uczniami: Janem Stecem, Stanisławem Kozłowskim i Chudibą. Każdy z członków składał przysięgę przed naczelnikiem, a w sumie złożyło ją jeszcze 19 członków. Stowarzyszenie podzieliło się na 3 „kółka”, a na czele każdego stał „starszy kółka”. Założono także własną bibliotekę, której początek dał Stanisław Kotarba pseud. „Osti Eri”

W roku 1902 zmieniono program stowarzyszenia i nazwę na „Koło Samokształcenia im. Tadeusza Kościuszki”. W programie spotkań pojawiły się opowiadania historyczne (głównie z okresu zaborów m.in. powstań narodowych) i referaty z czasopism oraz wspólne ich omawianie. Nawiązano również kontakt z delegatami z Krakowa (byli to uczniowie szkoły realnej lub studenci) W roku szkolnym 1902/03 wybrano naczelnikiem Steca. Usunięto część nieaktywnych członków. Na 3 Maja zamówiono mszę o 6 rano u katechety szkolnego ze składek towarzystwa. W roku 1903/04 naczelnikiem był Władysław Górecki, a liczba członków wynosiła 14. Zaczęto prenumerować wychodzące we Lwowie czasopismo Ojczyzna. Pomimo braku kontaktu z delegatem z Krakowa w roku szkolnym 1904/05 po przewodnictwem Tatara udało się utrzymać organizację liczącą 12 członków. W roku 1905/06 doszło do częściowej dekonspiracji towarzystwa, gdy jeden z uczniów szkoły dowiedział się o tej organizacji i zaczął się tą informacją dzielić z innymi. Udało się na szczęście powstrzymać dalsze rozpowszechnienie tej informacji. Wprowadzono do porządku spotkań czytanie literatury polskiej, jednak 9 członków zaniechała z tego powodu dalszego uczestnictwa w organizacji. Dzięki współpracy z o. Honoratem Jedlińskim OFM, który zastępował chorego proboszcza ks. Karpińskiego, 17 lipca 1906 roku odbyła się śpiewana msza za dusze poległych Polaków wraz z występem chóru.

W roku 1906/07 doszło do reformy „Koła” dzięki współpracy nowego naczelnika Franciszka Rutkowskiego (po I wojnie był nauczycielem zawodu w szkole ślusarskiej) ze słuchaczem prawa na UJ Janem Dębskim (późniejszy doktor prawa, zamordowany w Auschwitz). Dyrektor Bily po raz pierwszy zezwolił na uczczenie święta narodowego 3 Maja z uroczystą mszą odprawioną przez nowego proboszcza ks. Migdałka. Dotychczas bowiem władze szkolne w osobie czeskiego dyrektora nie były przychylne manifestowaniu polskością przez uczniów i przy okazji pamiętnych rocznic z historii Polski zabraniano noszenia biało-czerwonych kokardek, śpiewania patriotycznych pieśni na grobach powstańców czy urządzania wspólnych wieczorków ze świątnickimi gimnazjalistami. W roku 1907/08 naczelnikiem został Marian Juraś.

Nieznane są dalsze losy organizacji, a powyższe informacje pochodzą z zapisków Stanisława Kotarby, który w 1907 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Krakowie. Swoje zapiski sporządził w Krakowie, 20 lipca 1921 roku.

1Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego, alegat 52 do IV sesji Sejmu Krajowego V kadencji 1886/1887.

2Centnar, inaczej cetnar polski – jednostka wagi wynosząca wg norm lwowskich 128 funtów = 51,84 kg.

3Odezwa z 8 marca 1887. C. k. Prezydyum Namiestnictwa we Lwowie L. 2.277/pr., Alegat 3 do sprawozdania Komisji przemysłowej z 22 października 1887 roku (LW kr. 57.263/87)

4Tamże

5Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłu domowego i rękodzielniczego za czas od Października 1886. do Listopada 1887 r. Alegat 1 do sprawozdania Wydziału Krajowego L. 57.263/1887

6Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłowych za czas od początku marca do końca sierpnia 1888.

7Tamże.

8Statut i regulamin oraz instrukcya o używaniu przyrządów warstatowych c. k. Zawodowej Szkoły Ślusarskiej w Świątnikach, Kraków 1894. s.1

9Protokoll über die XXIX Sitzung der Cenetral-Kommission für Angelegenheiten des gewerbl. Unterrichtes vom 10 Dezember 1890. Centralblatt Bd. X s. 57.

9aGazeta lwowska, 20 lipca 1888, Nr 165 Rok 78.

10Sprawozdanie z Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych za czas od sierpnia 1888 do sierpnia 1889, Alegata do sprawozdań stenograficznych Sejmu krajowego za rok 1889.

11K. Bruchnalski, Drugie sprawozdanie zawodowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach, Kraków 1891, s.10-12.

12F. Batko, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, UMiG Świątniki Górne 2008, s. 72.

1342. posiedzenie, I. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 26. października 1903.

14Tamże.

15Związek Świątnicki, marzec 1912 roku.

16Sprawozdanie z 25. posiedzenie 2. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 23. października 1884 oraz 3. posiedzenie 22. posiedzenie 3. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15 stycznia 1886

17Marcin Mikuła, Ludzie i wydarzenia

18Związek Świątnicki, nr 3/1912, s.18

19W. Kwaśniewicz, Wiejska społeczność rzemieślnicza, s. 43.

20Związek Świątnicki, nr 2/1911, s.6

21Dane ze spisu ludności wykonanego 31 grudnia 1910 roku, na podstawie „Związek Świątnicki” nr 1/1911

Opracował Jerzy Czerwiński.

Chciałbym przedstawić poniższym tekstem opracowanie dotyczące II wojny światowej w Świątnikach Górnych. Z wyjątkiem artykułów Witolda Szczygła i kilku szczątkowych wspomnień bardzo niewiele pisano na ten temat ograniczając się głównie do podania listy ofiar wojny, a niewiele miejsca poświęcając tym, co przeżyli. Nie powinna też dziwić niechęć do wspominania tamtych czasów dlatego tym bardziej cenne są relacje tych, którzy zdecydowali się wrócić pamięcią do tamtych wydarzeń. Ta wiedza musi przetrwać, aby tamte wydarzenia nigdy się już nie powtórzyły.

Źródeł informacji, których przyszło mi skorzystać, jest na tyle dużo, że ich listę umieszczam na końcu tego opracowania.

Tankietka TK-3. Od stycznia 1939 roku do maja wśród krakowskich rzemieślników zorganizowano zbiórkę na dozbrojenie polskiej armii. W Świątnikach akcję tę prowadziły władze Szkoły Ślusarskiej z dyr. Fryderykiem Klementysem na czele. W wyniku akcji zakupiono tankietkę TK-3. W dniu 21 maja 1939 maszyna została uroczyście poświęcona na płycie krakowskiego rynku, nadano jej imię „Rzemieślnik” i przekazano Wojsku Polskiemu. Podczas uroczystości obecny był dyrektor Klementys oraz nauczyciel Stanisław Kwintowski. Tankietka trafiła do eksperymentalnej 10 Brygady Zmotoryzowanej płk. dypl. Stanisława Maczka. Dalsze losy tankietki nie są znane.1

Poświęcenie tankietki TK-3 „Rzemieślnik” na Rynku Głównym w Krakowie dnia 21.05.1939 r

Poświęcenie tankietki TK-3 „Rzemieślnik” na Rynku Głównym w Krakowie dnia 21.05.1939 r

.

Można jednak zadać sobie pytanie, dlaczego w państwie rządzonym przez pułkowników, generałów i marszałków, które nie miało potwierdzonych granic z kluczowymi sąsiadami kwestie związane z uzbrojeniem niemałej armii były na tak niskim poziomie, że zamiast pomocy u sojuszników ratowało się akcjami obywatelskimi.

Przebieg działań wojennych na południu Polski. Poniższy opis ma zadanie przybliżyć sytuację militarną w pierwszych dniach września 1939 roku na terenie południowej Polski. W opisie wydarzeń każdego dnia w pierwszej części przedstawię sytuację na frontach kampanii wrześniowej i podstawowe ruchy formacji zbrojnych. Ułatwieniem powinny być ryciny ilustrujące działania armii. W drugiej części przedstawię to, co wydarzyło się w Świątnikach, zachowanie i emocje mieszkańców – opisze tu na przykładzie mojej rodziny Czerwińskich, co również w dużym stopniu odzwierciedlało zachowania w innych domach.

Na początku należy przedstawić, jak wyglądała sytuacja militarna 31 sierpnia 1939 roku. Śląsk i Pogórze Karpackie bronić miała Armia „Kraków” dowodzona przez gen. Antoniego Szyllinga. Sztab Naczelnego Wodza spodziewał się ataku przede wszystkim na Górny Śląsk od strony Protektoratu Czech i Moraw. Na Górnym i Cieszyńskim Śląsku znajdowały się: Grupa Operacyjna (GO) „Bielsko” gen. bryg. Mieczysława Boruty-Spiechowicza, w skład której wchodziły 21 Dywizja Piechoty Górskiej (21DPG) oraz 1 Brygada Górska (brygada piechoty Korpusu Ochrony Pogranicza – 1BG) w rejonie Żywca, Bielska i Chabówki. Z okolic Zatoru w kierunku Pszczyny skierowana została 6 DP gen. bryg. Bernarda Monda, w południowym obwodzie pozostawała w okolicach Krakowa 10 Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej (10BK) płk. dypl. Stanisława Maczka. Utrzymanie jak najdłużej Śląska było niezbędne do dokonania pełnej mobilizacji licznej ludności tego regionu.

Zgodnie z planem operacyjnym Fall Weiss Naczelne Dowództwo Wermachtu (OKW) wysłało w rejon Górnego Śląska i Zachodniej Małopolski 14 Armię gen. Eugena Otta – w kierunku na Pszczynę ruszyła znad Odry 5 Dywizja Pancerna (5DPanc.) z VIII Korpusu Armijnego. Od południa była wspomagana przez XVII KA: 44DP i 45DP miały uderzyć na Skoczów i Bielsko od strony Protektoratu Czech i Moraw oraz 7 DP w kierunku Żywca z terenów Słowacji. Na Podhale miał uderzyć XXII Korpus Pancerny z siłami 2 DPanc, 4 Dywizji Lekkiej (4DLek.) oraz 3 Dywizji Górskiej (3DG).

Niemcy uderzali łącznie siłą 2 dywizji pancernych, 3 dywizji piechoty, dywizją lekką oraz dywizją górską. Bronić musiały się 2 dywizje piechoty, 1 brygada kawalerii zmotoryzowanej, 1 brygada górska KOP, 2 bataliony Obrony Narodowej oraz dwa pociągi pancerne. Niemcy dodatkowo dysponowali nowoczesnymi siłami Luftwaffe, natomiast Armia „Kraków” miała do dyspozycji jeden dywizjon myśliwski oraz 3 eskadry rozpoznania (łącznie 53 maszyny). Przewaga liczebna wroga była zbyt wielka jak na tak bardzo rozciągnięty front (ponad 100 kilometrów). Z dodatkową przewagą techniczną i operacyjną wynik walk mógł być tylko jeden.

Mapa działań wojennych od 1 do 3 września 1939 r.

Mapa działań wojennych od 1 do 3 września 1939 r.

1 września (piątek) – Około godziny 4.00 wojska Wermachtu przekroczyły granicę polską. W pierwszy dniu wojny polskie siły na Śląsku nie zostały przełamane. Pod Brzeźcami 6 DP zatrzymała natarcie 5 DPanc. GO „Bielsko” skutecznie opóźniała marsz wojsk niemieckich nie wdając się w przewlekłe walki – o godz. 13 opuszczono Cieszyn, a o 14 padł rozkaz wycofania się przez Skoczów do Bielska. 7 DP przekroczyła Przełęcz Zwardońską i przygotowywała się do uderzenia z południowej flanki.

Pojawienie się Niemców siłami 3 dywizji na Podhalu zmusiło gen. Szyllinga już w pierwszych godzinach wojny do wykorzystania krakowskich odwodów i płk. Maczek otrzymał rozkaz wymarszu 10 BK w kierunku Jordanowa. Maczek musiał powstrzymać Niemców w tym rejonie dolin Raby i Skawy, gdyż wojska niemieckie mogły już następnego dnia stanąć pod Krakowem. Niemcy dzięki lotnictwu szybko zorientowali się o ruchu 10BK i wysłano ok godz. 17 bombowce w celu zniszczenia w Dobczycach mostu na Rabie – bomby spadły jednak na pobliskie budynki cywilne. Większość oddziałów znalazła się już pod Jordanowem w godzinach popołudniowych, a o godz. 19 doszło do pierwszej potyczki,w której zniszczono kilka czołgów wroga. 2DPanc bowiem bez większych przeszkód zajęła o godz 17 Spytkowice, a 4 DLek poruszająca się „zakopianką” opóźniana przez niszczone mosty dotarła na wieczór do Rdzawki.

O godz. 4.10 z lotniska Cienin/Raków na Dolnym Śląsku oraz ze Spiskiej Wsi wystartowały bombowce na Kraków. Tak opisał to Otto Mockel z 77 Pułku Bombowego Luftwaffe:

Lecimy kursem wschodnim [..] atakujemy Kraków. Pod nami […]brudnawe, chłopskie chaty. Lecimy na wysokości 5-10 metrów. [..]Mieszkańcy wsi rozbiegają się przerażeni na boki lub wyciągają do nas ramiona. Czy oni w ogóle wiedzą, że mają nad sobą niemieckie samoloty, czy też boją się, że zaczniemy strzelać do bezbronnych ludzi?2

Celem bombardowania padło lotnisko Kraków-Rakowice oraz urządzenia kolejowe w Bieżanowie.

Warto także dodać, że granice Rzeczypospolitej przekroczyły bez wypowiedzenia wojny 3 słowackie dywizje, w tym 1 Dywizja Piechoty „Jánošik”, która zajęła Jaworzynę Tatrzańską (Spiską), Zakopane i skierowała się w kierunku Nowego Targu. Udział armii słowackiej był w kampanii wrześniowej marginalny, jeśli chodzi o znaczenie militarne i dywizje słowackie nie związały walką większych polskich sił zbrojnych. Istotniejszą sprawą dla Polski było udostępnienie Niemcom swojego terenu do ataku na Polskę. W zamian za pomoc Hitler przyłączył do Słowacji tereny sporne z Polską z 1920 i 1938 roku.

W Świątnikach wojna dała znać o sobie przelatującymi nisko bombowcami, które mogli zobaczyć mieszkańcy między godziną 4 i 5 rano. Widziano nie tylko przelatujące samoloty, ale także walkę powietrzną, choć nikt nie był w stanie określić, czy nie są to czasem wojskowe ćwiczenia „naszych” lotników. Ze złudzeń odarło radio, które poinformowało o napaści hitlerowskich Niemiec. Mało kto jednak przypuszczał, że wojna potrwa długo. Mimo to ludzie zaczęli wykupywać żywność z miejscowych sklepów, a jak tu brakło, zaczęli szukać jej w sklepach w okolicy. W Szkole Ślusarskiej zebrali się na nauczyciele, by nawzajem snuć plany „co dalej” – wszak przecież rozpocząć się miał nowy rok szkolny. Dzień wcześniej ogłoszona została powszechna mobilizacja w Polsce – większość młodych ludzi ze Świątnik powołanych do wojska była już tego dnia w swoich oddziałach, a w Świątnikach zostały osoby starsze, kobiety i młodzież.

Zaświadczenie powołania do służby wojskowe strzelca Feliksa Słomkę z 24.08.1939 r.

Zaświadczenie powołania do służby wojskowe strzelca Feliksa Słomkę z 24.08.1939 r.

Mój dziadek Mieczysław Czerwiński, jak co piątek pojechał z Alfonsem Kotarbą do Krakowa zawieźć towar z Haszpienia do wysyłki. Po powrocie z Krakowa opowiadał o bombardowaniu miasta oraz że bomby spadły na dworzec kolejowy i na Śródmieście. Radio przez cały dzień nadawało co chwila komunikaty takie jak: „Uwaga! Uwaga! Nadchodzi: KO-MA 47 LO-TA 23 PO-RA 18” – był to szyfr obrony przeciwlotniczej Warszawy, który pozwalał przez radio kierować ogniem. Wszyscy pamiętający ten dzień i nadchodzące następne podkreślali piękną słoneczną jesienną pogodę.

Książeczka wojskowa Stanisława Szczygła – kanoniera w 3. baterii 6 pal 6DP.

Książeczka wojskowa Stanisława Szczygła – kanoniera w 3. baterii 6 pal 6DP.

2 września (sobota) – Broniąca się 6 DP w rejonie Pszczyny nie była w stanie dłużej utrzymać pozycji. Dywizja utraciła kontakt z dowództwem, do której doszły nieprawdziwe pogłoski, jakoby widziano już czołgi niemieckie na ulicach Oświęcimia. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na bardzo kiepski system łączności panujący w polskiej armii oraz nieprzystosowaną do warunków polowych strukturę polskich sił zbrojnych, w której wszystkie podstawowe decyzje podejmował Naczelny Wódz, wobec czego jego rozkazy były najczęściej mocno spóźnione wobec dynamicznie rozgrywającej się walki.

21 DPG walcząca pod Skoczowem przeciwko austriackiej 45 DP przy wycofywaniu się wieczorem do Bielska utraciła swoją artylerię wobec nieustannych ataków Luftwaffe oraz lokalnych dywersantów. O godz. 21.30 padł rozkaz wycofania się za Sołę, a być może i za Skawę.

Rejon umocnień Węgierskiej Górki (5 bunkrów) broniony przez 1 batalion 2 pułku piechoty KOP „Berezwecz” oraz Żywiecki Batalion Obrony Narodowej został zaatakowany przez niemiecką 7 DP. Po południu wojska niemieckie przedarły się między bunkrami i artylerią przeciwpancerną oraz miotaczami ognia zniszczono umocnienia.

Spod Spytkowic i Nowego Targu w kierunku na Jordanów o świcie wyszło niemieckie natarcie wiedeńskiej 2DPanc, ale dzięki współdziałaniu 1 pp KOP i 10 BK (w szczególności 24 Pułku Ułanów) udało się zatrzymać pierwsze natarcie. Ciężkie walki trwały cały dzień w okolicy miejscowości Wysoka, w rezultacie których polskie siły musiały wycofać się do Jordanowa, ale Niemcy byli zbyt wyczerpani na kolejny atak. Walki o Wysoką wspierał także polski pociąg pancerny nr 51. W nocy z 2 na 3 września mieszkańcy Wysokiej popalili cysterny z paliwem niszcząc uszkodzone dzień wcześniej pojazdy pancerne – Niemcy zapamiętali tan fakt i w październiku rozstrzelano kilkanaście osób i spalono wieś. 1 pp KOP wraz z żołnierzami płk. Maczka zatrzymali także natarcie 4 DLek na Chabówkę.

Niemiecki Wermacht zaczął stosował taktykę masowego palenia polskich miejscowości w tym celu, aby uciekająca ludność zablokowała drogi i uniemożliwiła ruchy wojsku. Miało to też nocą oświetlić okolicę i ostrzegać przed ewentualnym kontratakiem polskim.

Wieczorem tego dnia zapadła decyzja marszałka Śmigłego-Rydza o wycofaniu Armii „Kraków” na linię Nidy i Dunajca: GO „Bielsko” miała wykonać odskok nad Skawę i bronić rejonu między Zatorem a Wadowicami (6 DP pod Zator, 21 DPGór pod Wadowice, 1 BGór i 2. pułk KOP miały cofnąć się pod Myślenice), a 10 BK bronić rejonu Beskidu Wyspowego.

Na podkrakowskim niebie ok 8 pojawiła się eskadra polskich „Karasiów” z 24 eskadry rozpoznawczej z zadaniem zbombardowania 2 DPanc. Niemcy w tym samym czasie bombardowali linie kolejową Kraków – Lwów oraz dworce w Krakowie, Bieżanowie, Brzesku i Tarnowie. W drodze powrotnej bombowce He-111 zostały zaatakowane przez polskie myśliwce PZL ze 121 eskadry myśliwskiej w Krakowie, którą dowodził ppor. Wacław Król. Zestrzelono jeden bombowiec, a 2 zostały uszkodzone ze stratą jednego myśliwca – myśliwiec PZL P.11c Wacława Króla rozbił się w okolicy Kłaja na skraju Puszczy Niepołomickiej, ale pilot zdążył wyskoczyć (szczątki tej maszyny zostały odnalezione w kwietniu 2012 r przez Janusza Czerwińskiego z Kłaja).

Do Świątnik dotarli wozami pierwsi uciekinierzy – Górale z okolic Zakopanego, którzy przynieśli informacje o wojnie i jej okrutności. Byli też mieszkańcy Śląska. Wielu Świątniczan miało im za złe, że swoimi opowieściami i postawą uciekinierów sieją niepotrzebną panikę.

3 września (niedziela) – w trakcie odwrotu w nocy z 2 na3 września GO „Bielsko” została przemianowana na GO „Boruta” (6 DP, 21 DPG, 1 BG, 10BK). W nocy oddziały przekroczyły Przemszę i częściowo rozproszyły się na skutek działania dywersantów. Wisłę przekroczyli pod Dziedzicami, część oddziałów udała się w kierunku Kęt. Następnie GO przekroczyła Skawę i skierowała się aby zająć pozycje obronne Krakowa.

Podczas gdy GO „Boruta” wycofywała się na wschód, w okolicach Jordanowa (Naprawa) i Mszany Dolnej trwały ciągłe walki, w tym także próba kontrataku pod Lubniem i Suchą. W nocy z 3 na 4 przerzucono drogą przez Myślenice – Dobczyce do Kasiny Wielkiej część 10BK.

W Świątnikach jedyną pokrzepiająca informacją tego dnia było przystąpienie do wojny Anglii i Francji. Mniej optymistycznie sprawy przedstawiali kolejni uchodźcy z Zaolzia i Śląska Cieszyńskiego. Dyrekcja Szkoły Ślusarskiej otrzymała tajny rozkaz z Kuratorium o ewakuacji szkoły – należało zabezpieczyć, ukryć lub zakopać maszyny, eksponaty muzealne, narzędzia, a następnie w miarę możliwości ewakuować się na wschód. W Świątnikach po południu pojawiły się maszerujący polscy żołnierze, a wieczorem i nocą dudniły pojazdy ciągnące artylerię – najprawdopodobniej byli to żołnierze z 6DP, która przegrupowywała się między Skawiną i Swoszowicami. Przechodzący żołnierze prosili o wodę, chleb czasem też coś mocniejszego, bo myląca była tablica reklamująca firmę dziadka jako „Wytwórnia zamków i kłódek”, co pewnie mniej wyedukowani żołnierze odczytywali jako wytwórnia wódek – dziadek dla spokoju i uniknięcia nieporozumień zdjął szyld z widoku. Nocy ponownie rozjaśniała łuna nad Beskidami.

Mapa działań wojennych od 3 do 4 września 1939 r.

Mapa działań wojennych od 3 do 4 września 1939 r.

4 września (poniedziałek) – Żołnierze z 6DP wysadzili most drogowy w Skawinie na Skawince i przygotowywali się do odparcia zbliżającej się niemieckiej dywizji pancernej. Składami towarowymi zatarasowano tory kolejowe między Zatorem i Skawiną. Na przeznaczonych pozycjach znaleźli się także strzelcy podhalańscy z 21 DPG, z których 3 pułk obsadził wieczorem rubież Radziszów – Krzywaczka, a 4 pułk miał bronić drogi Krzywaczka – Głogoczów. Punktem dowodzenia 21DPG został pałac w Mogilanach.

Przerzucone główne siły płk. Maczka pod Kasiną Wielką zaatakowały 3 DG i 4DLek i odrzuciły je z powrotem do Mszany Dolnej. Wieczorem Niemcy ponownie pojawili się pod Kasiną. Tymczasem wojska niemieckie kontynuowały natarcie na Myślenice i wobec zmniejszenia sił obronnych przerzuconych do Kasiny dotarły w okolice Stróży, gdzie o godz. 20 jeden pluton czołgów z 2 DPanc przebił się przez obronę i ruszył na Myślenice, ale został odparty, a wojska niemieckie pozostały w Stróży do rana.

Do Świątnik skierowano tabory 6 pułku artylerii lekkiej (6 DP) należące do III Dywizjonu, który w tym czasie znajdował się w Myślenicach i Jaworniku i operował razem z 10 BK płk. Maczka. Wspomina o tym Jan Pabich w „Niezapomnianych kartach”: „(…) major Chojecki rozkazał bateriom zając pozycję ogniową, kolumnie zaś amunicyjnej i taborom dywizjony polecił udać się do Świątnik.”3

W Ochojnie spotkało się wielu mieszkańców gminy w tym wójt gminy Świątnik Józef Chorabik z Mogilan oraz organista ze Świątnik Sanecki. Radzono wspólnie co robić wobec frontu w odległości 8 km. Obecny też dawny legionista Stanisław Popczyński mądrze radził mieszkańcom Ochojna, żeby nie obawiali się i pozostali w domach, gdyż samo Ochojno nie leży przy głównym trakcie i wojska zapewne ominą tę miejscowość. Większość ludzi postanowiła jednak uciekać na wschód w kierunku Bochnia, Tarnów, Rzeszów, Przemyśl.

Mieszkańcy Świątnik mogli się czuć jeszcze bardziej zagrożeni – wszak miejscowość leżała na żołnierskim szlaku, a kolejne tabuny uciekinierów coraz bardziej łamały wole tych, którzy zdecydowali się pozostać. Wielu ludzi postanowiło zatem spakować się i także uciekać na wschód. Do dziadka przyszedł zatroskany ks. Brzostek, radzić się, co powinien robić. Pojawiły się plotki, że Niemcy zabijają lub aresztują księży. Musiało to być niezwykłe spotkanie osób, którzy jeszcze niedawno byli społeczno-politycznymi rywalami (dziadek był zagorzałym piłsudczykiem i prezesem Czytelni Ludowej, natomiast ks. Brzostek prowadził lokalną Akcję Katolicką z konkurencyjnym teatrem). Nie wiadomo jakie słowa padły, ale proboszcz postanowił zostać na miejscu.

Dziadek nie zamierzał początkowo opuszczać Świątnik, ale ostatecznie dał się przekonać „Ernestom” (tj. sąsiedzkiej rodzinie Ernesta Słomki, który był rzeźnikiem), aby udać się do Łyczanki do znajomych Kowalczyków, których dom nie leżał blisko głównej drogi. Wóz był umówiony na kolejny dzień.

Mapa działań wojennych od 5 do 6 września 1939 r.

Mapa działań wojennych od 5 do 6 września 1939 r.

5 września (wtorek) – 44DP oraz część 5DPanc podeszły pod Skawinę i zostały ostrzelane przez artylerię 21pal z 21DPG z okolic Mogilan oraz 6 pal z 6 DP z baterii stacjonujących w Sidzinie i Korabnikach. W zasadce zniszczono ok. 30 pojazdów niemieckich i powstrzymano atak 90 czołgów. Na lasek skawiński spadło w godzinę 3000 pocisków. Niemcy nie ponowili już ataku lądowego skupiając się na bombardowany dróg między Skawiną i Kobierzynem. 6 DP utrzymała się do wieczora po czym dostała rozkaz i przez Swoszowice, Wieliczkę i Podłęże wycofała się do rana 6 września pod Niepołomice.

10 Pułk Strzelców Konnych (10 BKZmot) wraz z 12 pp 1 BGór pod Stróżą zorganizował z Myślenic kontratak, który trwał do południa i odrzucił 2DPanc za Pcim. Niemcy jednak wkrótce zorganizowali przeciwnatarcie i polskie oddziały musiały się wycofać, gdyż zaistniała obawa okrążenia ze strony 7DP. Zgodnie z rozkazem polskie siły miały wykonać odwrót pod Wiśnicz. 2 DPanc i 3 DGór. zajęły ponownie Pcim i razem z 7DP ok godz. 14 weszły do Myślenic. 12 pp BGór wraz dwoma bateriami III dywizjonu 6 pal wycofały się przez Siepraw pod Gorzków, gdzie pod kościołem zatrzymały się, a ok. 19tej spotkały tam kolumny wycofującej się 21 DPG, która następnie kontynuowała marsz dalej na Bochnię.

W Rudniku żołnierze 7DP rozstrzelali 21 osób cywilnych, które wspierały polski 12pp.

2DPanc wraz z 7DP ruszyły następnie wzdłuż drogi Bochnia – Tarnów – Rzeszów. 2DPanc po zdobyciu Myślenic skierowała się na Dobczyce, a w nocy z 5 na 6 września zajęła Gdów.

Między 4 a 5 września pod Krzywaczką i Mogilanami walczyła z powodzeniem polska 21 DPG przeciwko 45 DP, dzięki czemu miała możliwość wieczorem wycofać się w kierunku Kłaja. W boju pod Krzykaczką walczył 3 Pułk Strzelców Podhalańskich o czym relacjonował dowodzący 21 DPG gen. Mond:

Walki na linii Skawina-Krzywaczka miały następujący przebieg: Na odcinku 21 dywizji piechoty górskiej: Radziszów (3 Pułk Strzelców Podhalańskich), Krzywaczka (4 Pułk Strzelców Podhalańskich) straże przednie XVII Korpusu od rana podchodziły pod stanowiska polskie, przy czym punkt ciężkości zaznaczył się na skrzydle południowym pod Krzywaczka, gdzie według meldunków działała 45 dywizja piechoty. Gdy mgła opadła, ukazały się liczne cele dla artylerii polskiej. Zwalczanie ich, dzięki dogodnym punktom obserwacyjnym i dobremu przygotowaniu ognia było bardzo skuteczne. Od godziny 11 do zmroku załamały się w ogniu artylerii i broni maszynowej trzy natarcia niemieckie, pomimo że dwa ostanie były wsparte czołgami. Na przedpolu leżały czołgi. Wszystko to bardzo podniosło ducha. Lotnictwo niemieckie bombardowało miejsce postoju dowództwa dywizji w Mogilanach. Nie ponieśliśmy jednak większych strat. Rozkaz do odwrotu wieczorem był dla żołnierzy wielkim zaskoczeniem; około godziny 20:00 piechota zeszła ze swych stanowisk. Nieprzyjaciel nie przeszkadzał; w nocy natomiast ostrzeliwał ogniem artylerii opuszczone już pozycje polskie„.

Odwrót odbywał się w dwóch kolumnach z których południowa przebiegała trasą przez Świątniki Górne, Łyczankę, Byszyce, Łazany, Książnice do Bochni. Był to ostatni oddział polski na świątnickiej ziemi.

Wieczorem niemieckie samoloty latające pod polskimi znakami rozrzucały ulotki wzywające żołnierzy do dezercji wobec nieuchronnej klęski.

Tego dnia Świątniki zaczęły się z wolna wyludniać. Zgodnie z planem i moja rodzina opuściła swój dom pozostawiony pod opieką sąsiadki Ernestyny Leńczowskiej, która zdecydowała się zostać. Cenniejsze przedmioty ukryto w piwnicy, do której wejście zasłonięto,a drugie wejście od ogrodu dziadek zamurował i zamaskował słonecznikami. Dziadek zostawił fabrykę bez opieki, ale liczyło się życie. Z Łyczanki na wschód udali się mężczyźni – dziadek ze swoim najstarszym synem Zbigniewem i Ernest. Przyczyny były dwie – po pierwsze informacje od uchodźców, że Niemcy rozstrzeliwują młodych mężczyzn, a po drugie, że na wschodzie ma się koncentrować wojsko polskie. Udali się przez Wieliczkę do Krakowa i potem dalej na wschód. Po drodze dziadek spotkał swojego szwagra także uciekającego na wschód. Dotarli razem do Szczebrzeszyna nad Wieprzem (woj. lubelskie, ok 300 km od Świątnik), ale okazało się, że Niemcy już byli wszędzie wokół. Dziadek dzięki bardzo dobrej znajomości niemieckiego uzyskał od Niemców przepustki na powrót do domu przez zajęte przez Niemców tereny i dzięki temu wrócili pociągiem do Krakowa, o czym dali znać 16tego września.

6 września – Niemcy wkraczają do Skawiny i Krakowa. Koło południa Niemcy pojawili się w Gorzkowie, Koźmicach i Raciborsku (na noc z 6 na 7). Gdy o godz. 8 21 DPGór znajdowała się w Łazanach, drogą Dobczyce – Bochnia w odległości 11 km znajdowała się 2 DPanc, która następnie rozdzieliła się i część udała się wzdłuż zachodniego brzegu Raby

W tym dniu, najprawdopodobniej w godzinach południowych Niemcy wkroczyli do Świątnik Górnych, które znalazły się w pasie przemarszu 45 Dywizji Piechoty Wermachtu. Niestety nie obyło się bez ofiar – niemieccy żołnierze rozstrzelali w Świątnikach cztery osoby. Byli to: Longin „Londek” Chachlica (ur. 13.03.1909r) i Stanisław Czernecki (lat 27) z Wydartej oraz dwoje sieprawian: Józef Przęczek (lat 65) i niejaka Lidka lub Sitka4. Co do mieszkańców Świątnik mówiło się, że zwrócili na siebie uwagę Niemców dobijaniem się do zamkniętego szynku u „Bobowiana”. Niemcy zatrzymali też około dziesięciu osób, wśród nich Stanisław Leńczowski, Marian Michalec czy Walas „Ułomka”, którzy powrócili do Świątnik po wojnie.

Gdy sytuacja się uspokoiła i ludzie zaakceptowali w świadomości fakt, że Niemcy są już wszędzie zaczęli wracać do Świątnik. Moja rodzina wróciła po kilku dniach pobytu w Łyczance -tzn. babcia oraz tata z siostrami. Gdy wracali spotkali na głównym gościńcu patrol niemiecki, ale ci nie zatrzymywali wracających mieszkańców. Dom był bezpieczny – nikt nie go na szczęście nie próbował ograbić. Jak się okazało zagrożenie nie było od strony okupanta, lecz ze strony współmieszkańców, którzy szabrowali opuszczone budynki. Ograbiony został min. Haszpień. Jest jeden z niechlubnych przykładów zachowania się ludzi podczas wojny.

Kolejni uciekinierzy wracali przez następne tygodnie do domów. Doktor Bielowicz powrócił dopiero pod koniec grudnia. Wracali także „żołnierze września” – ci, których oddziały rozwiązano i jako cywile uchodzili z pola walki oraz tacy, którzy dostali się do niewoli, ale udało im się z niej uciec (min. mój drugi dziadek – Franciszek Cholewa). Wracali, żeby tu walczyć o przeżycie przez długie pięć lat okupacji.

Ułan Franciszek Cholewa.

Ułan 8 p. uł. Franciszek Cholewa.

Realia życia podczas okupacji. W październiku 1939 na terenach na części okupowanych ziemiach polskich, które nie zostały wchłonięte przez Rzeszę i ZSRR, utworzono Generalne Gubernatorstwo ze stolicą w Krakowie. Zaadaptowano przedwojenny system administracji samorządowej (miasta i gminy) sprawując ścisły nadzór nad władzą wykonawczą. Wprowadzono podział na powiaty. Świątniki nadal pozostały gminą zbiorową, ale siedziba była w Mogilanach, skąd pochodził wójt Józef Chorabik, pełniący funkcję wójta także przed wojną. Tam też miał swoją siedzibę starosta (naczelnik) powiatu – Kreishauptmann i Stadtkommissar, któremu podlegała min policja.

Wszyscy mieszańcy Świątnik musieli się zmierzyć z problemem, od którego zależała ich dalsza egzystencja – żeby przeżyć trzeba było jeść. Jedzenia praktycznie nie można było kupić, bo pieniądze straciły swoją wartość. W miastach obowiązywały kartki na żywność, a mieszkańcy wsi nie mogli handlować żywnością i wozić ją do miasta. Oczywiście nielegalnie żywność krążyła, ale ryzyko było ogromne czego przykładem jest los Joanny Miki, która wpadła podczas łapanki w Płaszowie i znaleziono przy niej żywność, za co została wysłana do Auschwitz, skąd już nie wróciła. Innym przykładem jest Beniamin Kotarba, syn Mieczysława, który prowadził przed wojną w Krakowie restauracje i mając kartki na wykup żywności dla restauracji wysyłał furmanki z żywnością (chleb, mąka, kasza, smalec, marmolada) do Świątnik do ochronki na ręce ks. Brzostka na pomoc dla najbiedniejszych.

Kartki wojenne na mydło dla Nie-Niemców z GG

Kartki wojenne na mydło dla Nie-Niemców z GG

Na wsiach wyżywić mogła jedynie ziemia. Stanowiło to duży problem w Świątnikach, gdzie mało kto zajmował się rolnictwem. Każdy, nieważne czy przed wojną był rzemieślnikiem, przemysłowcem czy nauczycielem musiał zamieć się w rolnika i liczyć na plony niezbyt urodzajnej świątnickiej ziemi. Jak wspominał jeden świątniczanin: „Chleba nie było, to każdy uprawiał. I był przymus wszystko obrobić, gdzie jaki ostatek jest, gdzie jaka miedza […]. I od tego czasu chwycili się ludzie trochę uprawiać i w tę ziemię wglądać” (R 29-314).5 Na każdą wieś okupant narzucił kontyngent. Wszystkie pola orne były ewidencjonowane i na podstawie tych danych określona część plonów szła na wyżywienie Wermachtu. W niektórych domach były maszyny do młócenia zboża -najczęściej stare i od lat nieużywane, ale w czasie okupacji były niezwykle pomocne (dziadek miał taką maszynę jeszcze austriacką).

Kartka na buty robocze z drewnianymi podeszwami.

Kartka na buty robocze z drewnianymi podeszwami.

O ile można było młócić zboże to nie wolno było mleć ziarna na mąkę. Kto miał w domu żarna był szczęśliwcem, ale musiał ten fakt ukrywać przed okupantem oraz przed obcymi, którzy mogli donieść. W samych Świątnikach Niemcy nie stacjonowali i nie urządzali niespodziewanych przeszukań zakazanych przedmiotów, więc było stosunkowo niewielkie ryzyko wpadki. Mimo to w domu rodzinnym mełło się zboże nocami w piwnicy domu, a ktoś zawsze stał na czatach i przerywano te czynności w razie jakichkolwiek odwiedzin. W Sieprawiu był młyn, ale oczywiście nie można było z niego legalnie korzystać – tym niemniej dziadek raz pożyczył furmankę i pojechał z workiem zboża, który wymienił w młynie na mąkę – ryzyko jednak natrafienia w drodze na Niemców było zbyt duże i więcej już nie ryzykował. Wielu ludzi tak przywykło do wytwarzania mąki, że jeszcze w kolejnych latach po wojnie mełło się zboże w Świątnikach.

Ścisłej kontroli i ewidencji podlegały także zwierzęta w gospodarstwach – krowy były kolczykowane, co jakiś czas Niemcy zabierali określoną liczbę ze wsi. Nie wolno było na własny cel ubijać.

Zakazane było posiadanie broni i odbiorników radiowych. Co ciekawe, Niemcy doskonale wiedzieli co kto posiada. Dziadek musiał oddać broń palną, ale żeby nie czuć się bezbronnym w razie jakiegoś włamania kupił góralską ciupagę. Obowiązywała godzina policyjna między 20. wieczorem a 6. rano.

To jedynie przykłady zakazów i nakazów okupanta – było ich znacznie więcej, a karą za nieposłuszeństwo mogła być nawet śmierć czy wywiezienie do obozu koncentracyjnego.

Liczne przykłady z życia osób, które wojnę przeżyły pozwalają wysnuć taki wniosek, że kto nie miał odwagi by ryzykować łamanie praw okupantów, był o wiele bardziej narażony na śmierć z głodu, osłabienia i chorób. Nazistowskie prawo miało niszczyć życie Polaków, a nie je chronić.

Organizacje społeczne. Niemcy zakazali działalności polskich stowarzyszeń i partii politycznych. Oznaczało to zamknięcie Czytelni Ludowej i związanej z nią Biblioteki Publicznej (księgozbiór został ukryty i porozdzielany między członkami Czytelni) oraz Akcji Katolickiej. Na tej samej zasadzie rozwiązana została Spółka Ślusarska. Niemcy rozwiązali nawet Ochotniczą Straż Pożarną przy okazji konfiskując sprzęt gaśniczy razem z zabytkowymi austriackimi toporkami. Wielu członków Straży zostało „zakładnikami” – Niemcy w ten sposób zapewniali sobie spokój na wsiach wyznaczając „zakładników”, którzy mieli być karani, gdyby doszło do jakiś incydentów np. związanych z ruchem oporu. W Świątnikach na szczęście okupacja pod tym względem przebiegła spokojnie i nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

Urzędowe pismo Gminy Świątniki w sprawie nadesłania ksiąg byłego Stowarzyszenia Czytelnia Ludowa z 1941 r.

Urzędowe pismo Gminy Świątniki w sprawie nadesłania ksiąg byłego Stowarzyszenia Czytelnia Ludowa z 1941 r.

Wracając do tematu jedyną przedwojenną organizacją, której Niemcy pozwolili nadal funkcjonować był Kasa Oszczędnościowo – Pożyczkowa działająca w Świątnikach od 1906 roku. Niemcy traktowali to jako klon Kasy Raiffeisena tak samo jak Kasy Stefczyka. Co jakiś czas wysyłano na kontrole lustratora. Kasa funkcjonowała całą wojnę, ale stopniowo obniżała odsetki. Ostatnie Walne Zgromadzenie odbyło się 4 kwietnia 1944 roku.

Kościół. Niemcy zaraz na początku okupacji dopuścili się zbezczeszczenia świątnickiej świątyni urządzając w niej stajnie. W tym czasie ksiądz proboszcz Edmund Brzostek odprawiał msze na plebanii. Gdy Niemcy odeszli kościół został na nowo poświęcony i mogły się w nim już odbywać nabożeństwa.

W 1940 roku przybyli do Świątnik wysiedleni z Wielkopolski dwaj księża – pierwszy był augustianinem, a drugi ks. Romański (mieszkali przy Rynku u pani Dzielskiej). Mieszkali kolejno w Świątnikach przez krótki czas wspomagając prace proboszcza – ks. Romański pracował z świątnicką młodzieżą.

W dniu 9 lutego 1941 podpici żołnierze niemieccy zniszczyli krzyż na Wydartej ufundowany przez Wojciecha Słomkę w 1846 r. Żołnierze prawdopodobnie wracając do dworku w Konarach, gdzie mieli kwaterę, zniszczyli wizerunek Chrystusa, a krzyż połamali. Dzień później nieznana osoba umieściła kartkę z tyłu zniszczonej figury z „Pieśnią o Krzyżu na Wydartej” – liryczną patriotyczno – religijną odezwą zapowiadającą zmartwychwstanie Ojczyzny. Autor ze względu bezpieczeństwa wolał pozostać nieznany, choć niektórzy twierdzili, że autorem mógł być ks. Brzostek. Józef Czerwiński jest prawie pewien, że autorem tej wiersza był Włodzimierz Słomka, gdyż w tym samym dniu co tę pieśń „opublikowano” był w domu rodzinnym Czerwińskich i odczytywał ten wiersz. Po wojnie, w 1946 roku, Józef Słomka (ojciec Włodzimierza) odnowił Krzyż zachowując widoczne miejsce jego złamania.

Pieśń o Krzyżu na Wydartej

Połamanym przez Hitlerowców w 1941 roku.

O Chryste Panie – gdzie jesteś

Wszak krzyż Twój przez wieki cały

Żadne Cie wichry i burze

Zniszczyć i złamać nie śmiały.

Sprawcy zniszczenia, z narodu

Siewcą kultury się zwany

Bluźniercze hasło „Bóg z nami”

A godłem ich krzyż złamany.

Ciebie my panie

W naszej wiekowej niewoli

Idąc pod Ten krzyż zgodnie gromadnie

Wolnej Ojczyzny błagali.

Dziś tak jak krzyż Twój

Wolność ojczyzny złamana

Cała w boleści i we łzach tonie

Ojczyzna kochana.

Za miłość Ojczyzny i wiary

Wróg w straszny sposób morduje

Niszczy co polskie co święte

Cały dobytek rabuje.

Choć coraz to większe szykany

Chryste my Ci przysięgamy

Że wiary ojców i mowy

Zniszczyć i złamać nie damy.

Wierzymy, ze w okresie

Męki Twojej rozważania

Nadejdzie jak Twój dzień

Dzień zmartwychwstania.

Złamany krzyż odnowim

Wznowim do Ciebie wołanie

Ojczyźnie wolnej raczże

Błogosławić Panie

Niemcy w 1943 roku w ramach ogólnej akcji zarekwirowali dzwony kościelne. Udało się jedynie uratować zabytkową sygnaturkę pochodząca jeszcze z XVIII-wiecznej świątnickiej kaplicy dzięki współpracy ks. Brzostka, Józefa Słomki (zdemontował dzwon) i dyrektora szkoły ludowej Romana Morawieckiego, który ofiarował dzwon ze szkolnej dzwonnicy. Sygnaturka została ukryta na strychu kościoła w gruzowisku, gdzie przetrwała do końca wojny i wróciła na swoje miejsce.

W styczniu 1945 wycofujący się Niemcy ostrzeliwując Świątniki uszkodzili dach kościoła z pobliskiej Bęczarki.

Szkolnictwo podczas okupacji. Wybuch wojny wstrzymał budowę nowego gmachu szkoły powszechnej. Nauki odbywały się nadal w starym budynku. Dyrektorem był wówczas Roman Morawiecki. Zakazano nauczania języka polskiego, historii i geografii.

Szkoła Ślusarska podczas wojny szkoła funkcjonowała jako trzyletnia Państwowa Szkoła Rzemieślnicza dla Przemysłu Metalowego, której dyrektorem pozostał Fryderyk Klementys. Naukę kończył egzamin czeladniczy. Potajemnie nauczyciele przekazywali zakazane przez okupanta wiadomości z zakresu zakazanych przedmiotów. Wielu młodych uczniów działało w szeregach ruchu oporu (AK i PPS). W budynku szkoły przez pewien czas znajdowała się radiostacja nadająca do Londynu, jednak istniało duże niebezpieczeństwo ze względu na bliskość do drogi i radiostację przeniesiono do Golkowic – do majątku szwagra dyr. Klementysa. Budynek szkolny został zajęty w 1944 roku, kiedy na kilka miesięcy ulokowano tam jednostkę węgierską. Przed opuszczeniem budynku ukryto dokumentacje szkolną, narzędzia, instrumenty. Niemcy zabrali wiele cennych eksponatów ze szkolnego muzeum. Zabrano także zabytkową bliźniaczą kutą bramę szkolną.

Podczas wojny utworzono Szkołę Gospodarczą z polecenia władz szkolnych. Została otwarta 15 września 1940 roku uroczystym nabożeństwem ks. Brzostka. Dyrektorką została Maria „Maniusia” Słomka, a szkoła mieściła się w rodzinnym budynku dyrektorki. Przy szkole prowadzona była przez trzy lata dożywialnia z ramienia Polskiego Komitetu Opieki, z której korzystało 120 osób. Szkoła prowadziła tajne nauczenie języka polskiego i rachunkowości. Szkoła uczyła a jednocześnie chroniła w pewnym zakresie młode dziewczyny przez wywiezieniem na roboty w głąb Rzeszy. Po upadku powstania warszawskiego parter szkoły został przeznaczony dla internowanych. Powstał komitet opieki na warszawiakami, który chciał na stałe przeznaczyć budynek szkolny dla uchodźców – ostatecznie przyznano im pół budynku, gdyż władze szkolne kategorycznie nakazały dalsze funkcjonowanie szkoły. Utworzono tam szpitalik dla internowanych. Rok szkolny 1944/45 zaczął się z opóźnieniem a następnie został przerwany w styczniu 1945. Wznowiono naukę w lutym przywracając naukę zakazanych wcześniej przedmiotów. W marcu 1945 roku przeniesiono szpital, ale miejsce po nim zajęła milicja obywatelska.

Mówiąc o Szkole Gospodarczej należy zwrócić uwagę na rolę świątnickich Sióstr Służebniczek, które oprócz tego, że podczas wojny prowadziły ochronkę (w roku 1939 uczęszczało 70 dzieci), siostry prowadziły wspomnianą kuchnię oraz przyjęły także do siebie (w ochronce) 9 osób internowanych po powstaniu warszawskim oraz pracowały w miejscowym szpitaliku, gdzie opiekowały się chorymi. Takimi słowami dziękowały po wojnie władze gminne Siostrom:

Po katastrofie warszawskiej przydzielono do gromady Świątniki ponad 100 osób wysiedlonych, w tym 18 chorych i niedołężnych, potrzebujących stałej opieki. S. Przełożona umieściła w ochronce 9. osób. […] Odtąd zaczęła się żmudna praca sióstr. Urządzony szpital dla całej gminy zbiorowej mieścił przeciętnie 23 chorych. Tu s. Helena i s. Flawia niestrudzenie pracowały. W czasie przemarszu wojsk niemieckich i rosyjskich wszystkie siostry dzielnie stały na powierzonych stanowiskach, a przecież w szpitalu wykonano ponad 150 operacji rannych żołnierzy. Gdy s. Flawia została sama przy pielęgnowaniu chorych wysiedlonych, poświęcając dnie i noce, brak było słów uznania za tak spokojną i pilną pracę. […] Prowadziliśmy wspólną kuchnie dla chorych i zdrowych wysiedlonych, jak również dla podopiecznych, gotując 3 razy dziennie dla ok 90 osób. Dokąd wystarczały zapasy żywności, praca s. Józefy, chociaż ciężka i odpowiedzialna, szła normalnym torem, później jednak, gdy nastąpiły braki – s. Józefa cudów dokonywała”.6

W Świątnikach była możliwość także zdobywania zabronionej przez okupanta wiedzy. Uczono w domach prywatnych. Wśród nauczycieli byli min: Stanisław Popczyński, Fryderyk Klementys, Włodzimierz Słomka.

Należy podkreślić że Niemcy celowo nie chcieli, aby polski naród był wykształcony stąd jedyna nauka możliwa była w szkołach powszechnych i następnie w 3-letnich szkołach przyuczających do zawodów.

Rzemiosło. Przed wojną większość świątniczan utrzymywała się z rzemiosła. Prace dawała Spółka Ślusarska, zakład Mieczysław Czerwiński i Spółka („Haszpień”), firma Bracia Ludwik i Stanisław Kwintowscy „Mazur” czy spółka Bodzoń i Słomka „Polonez”. Chałupnicy zarabiali 15-20 zł tygodniowo, a „u przemysłowców” 20-48 zł.

Wezwanie do zapłaty zaległych podatków za sierpień, wrzesień i październik 1939 r

Wezwanie do zapłaty zaległych podatków za sierpień, wrzesień i październik 1939 r

W wyniku wojny ustało świątnickie rzemiosło. Spółka Ślusarska została rozwiązana, pozostałe firmy w znacznej mierze zwolniły obroty, gdyż rynek został poważnie ograniczony i zmniejszyło się zapotrzebowanie na zamki i kłódki. O wiele bardziej potrzebne były metalowe przedmioty domowego użytku, takie jak brytfanny, wykrawacze do ciast czy noże. Rzemieślnicy zaczęli wykonywać te przedmioty, a następnie samemu wymieniali te przedmioty za zboże, mąkę, słoninę czasem także tytoń. Powróciło zatem znane dobrze w XIX wieku putniarstwo – czyli chodzenie po wsiach i sprzedawanie towaru przez siebie wykonanego. Chodzono piechotą do Królestwa (rejon na północ od Krakowa począwszy od Mogiły, Pleszowa, Czyżyn, Krzesławic, Prus, Zielonek, Białego Kościoła po okolice Kocmyrzowa i Miechowa – wyprawa piechotą na 4-5 dni), chodzili dorośli, ale także młodzież, która była mniej narażona na niemieckie łapanki.

Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur.

Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur.

W Generalnym Gubernatorstwie obowiązywał nakaz pracy. Wielu rzemieślników ze Świątnik dostało nakazy pracy w innym zakładach. Posiadanie Arbeitskarte dawało przynajmniej gwarancje, że nie zostanie się zabranym na roboty w głębi Rzeszy.

List, który Poczta Polska zwróciła do nadawcy po blisko 50 latach z powodu błędnego adresu.

List, który Poczta Polska zwróciła do nadawcy po blisko 50 latach z powodu błędnego adresu.

Internowani w Świątnikach. W wyniku powstania warszawskiego mieszkańcy stolicy musieli opuścić swoje domy. Jak można było się dowiedzieć z wspomnianego powyżej listu, do gminy świątnickiej trafiło ponad 100 osób. W Świątnikach utworzono dla nich mały szpital, gdyż 18 osób wymagało opieki lekarskiej. W Świątnikach uchodźcy zamieszkali w wydzielonych izbach Szkoły Gospodarczej, w budynku bursy szkoły ślusarskiej należącego do Stanisława Dziewońskiego (obecny Urząd Gminy na Bruchnalskiego 15) oraz w domach prywatnych. Były ofiary wśród wysiedlonych. W jednej z rodzin mieszkających u Dziewońskiego zmarł chory synek i został pochowany na cmentarzu, a grobem długi czas opiekowała się pani Dziewońska. Zmarła także 21 kwietnia 1945 Kazimiera Rutkowska (1871-1945), a na cmentarzu świątnickim znajduje się przybity do drzewa symboliczny krzyż i z tabliczką.

Tabliczka drewnianego symbolicznego krzyża nagrobnego Kazimiery Rutkowskiej wysiedlonej z Warszawy.

Tabliczka drewnianego symbolicznego krzyża nagrobnego Kazimiery Rutkowskiej wysiedlonej z Warszawy.

Węgrzy w Świątnikach. W marcu 1944 roku do Świątnik przysłany został oddział węgierski, który miał stworzyć na terenie Szkoły Ślusarskiej warsztat remontowy dla pojazdów pancerno – samochodowych. Żołnierze zostali zakwaterowani w budynku szkolnym, a nauka została przeniesiona do dwóch prywatnych domów. Do pomocy w warsztatach zatrudniono natomiast wielu absolwentów szkoły ślusarskiej.

Nastawienie sojuszników niemieckich do mieszkańców Świątnik było bardzo pozytywne i to z wzajemnością, gdyż wielu świątniczan pamiętało jeszcze czasy sprzed I wojny światowej, kiedy Węgry stanowiły duży rynek zbytu świątnickiego rzemiosła. Byli zaskoczeni, gdy okazało się, że tradycyjną lokalną potrawą był prawdziwy barani gulasz węgierski. Dowiedziawszy się, że przed wojną w Świątnikach była drużyna piłkarska sami również wystawili drużynę i rozegrano spotkanie, w którym świątniczanie pokonali Węgrów 3:1, a porażkę swą Węgrzy tłumaczyli swoim obuwiem, gdyż sami musieli grać w wojskowych butach, podczas gdy ku ich zdumieniu, cała drużyna świątnicka wyszła na murawę w profesjonalnych piłkarskich butach.

Węgrzy bardzo poważnie podchodzili do spraw religijnych i cały oddział brał udział w mszach świętych, gdzie śpiewali swoje pieśni. Od dawna nie było w Świątnikach tak wiele głosów radości.

Bardzo luźny był też stosunek Węgrów do działających na tych terenach grup ruchu oporu. Pomagali w naprawie uzbrojenia lokalnym oddziałom AK i PPS, a także z sąsiednich rejonów AL. Nie przejmowali się też zbytnio licznymi sabotażami ze strony pracujących w warsztatach świątniczan.

Dużą pomoc w uzbrojeniu i umundurowaniu otrzymał oddział AL im. L. Waryńskiego od Węgrów, remontujących czołgi i samochody w niemieckich warsztatach mechanicznych w Świątnikach koło Krakowa. Węgrzy naprawiali także broń dla oddziału partyzanckiego. Przez kilka miesięcy partyzanci utrzymywali z nimi kontakt. Wielu Węgrów pod wpływem namowy partyzantów wyrażało chęć dezercji i wstąpienia do partyzantki. Zamiary ich zostały prawdopodobnie przez Niemców rozszyfrowane, gdyż wszyscy Węgrzy zostali wywiezieni ze Świątnik w nieznanym kierunku”.7

Czy taki był rzeczywisty powód likwidacji pod koniec sierpnia 1944 roku węgierskiej bazy remontowej, tego nie da się dziś ustalić. Należy też jednak pamiętać, że w tym czasie wojska sowieckie były już na terenach polskich i Niemcy byli zmuszeni wycofać całe zaplecze w głąb Rzeszy. Niezależnie więc od tego, czy Węgrzy chcieli zmienić sojusznika, baza ze Świątnik i tak zostałaby przeniesiona.

Świątniczanie mają jednak jeszcze jeden ważny powód, aby dobrze wspominać pobyt Węgrów w Świątnikach. Otóż wystąpili oni do władz GG i uzyskali zgodę na podłączenie sieci wysokiego napięcia do budynku szkoły. Prace wykonano, ale sami Węgrzy nie mieli okazji, aby z prądu skorzystać. Na krótki moment pod koniec 1944 w Świątnikach zaświeciła się żarówka. Na budowie węgierskiej linii wysokiego napięcia Świątniki miały skorzystać dopiero po wojnie, kiedy wykorzystano tą infrastrukturę i zelektryfikowano całą wieś. Miało to kolosalne znaczenie dla powojennego rzemiosła w Świątnikach – bez tej linii do Świątnik prąd mógłby trafić kilka lat później i być może władze PRL nie byłyby zainteresowane tworzeniem na tych terenach dwóch spółdzielni „Przyszłość” i „Metalo-zabawkę”.

Armia Krajowa. W dniu 27 września1939 utworzona została Służba Zwycięstwu Polski, w ramach której w listopadzie 1939 roku powołany zostaje Związek Walki Zbrojnej, który następnie przekształcony został 14 lutego 1942 r. w AK. Teren dawnej Polski został podzielony na 3 obszary i 8 okręgów. Okręg w Krakowie razem z podokręgiem rzeszowskim liczył 12 inspektoratów. Okręg Kraków dzielił się na 29 obwodów o zasięgu powiatów, te dzieliły się na rejony.

AK w Świątnikach zainicjował Ornatowski mieszkający w willi w Konarach (Kopań). Przyłączyli się byli wojskowi z regionu min. Ludwik Synowiec (kapitan WP). Komendantem został Emil Słomka „Brzoza”, a zastępcą Zygmunt Miziura „Łoś”. Zygmunt Miziura pierwszą drużynę zorganizował w listopadzie 1939 roku. W maju 1941 w miejsce drużyny został utworzony pluton – kompania „Głuszec” jako część batalionu „Bierdronka” pułku „Nurt”. W marcu 1944 roku Emil Słomka musiał uciekać, gdy dowiedział się, że jest już poszukiwany i ma zostać aresztowany. Oddziałem dalej kierował Zygmunt Miziura stąd też w „zaświadczeniu” (brak daty i pieczęci) mowa jest, że to on był najpierw drużynowym, a potem szefem kompani „Głuszec” do jej rozwiązania 20 stycznia 1945 roku. Być może pismo to miało chronić Emila Słomkę, który po wkroczeniu Armii Czerwonej nie ujawnił się razem z oddziałem, zarazem jednak to Miziurze, a nie Słomce, przyszyło później odsiedzieć swoją działalność w AK w więzieniu.

Zaświadczenie działalności Zygmunta Miziury w Armii Krajowej.

Zaświadczenie działalności Zygmunta Miziury w Armii Krajowej.

Aby uniknąć wykrycia obowiązywał „system trójkowy” (tzn. że jedna osoba mogła się kontaktować co najwyżej z dwiema innymi). Świątnicka komórka współpracowała z sąsiednimi organizacjami w Sieprawiu, Swoszowicach czy Koźmicach Wielkich. W ramach działania ruchu oporu tworzono jednostki szkolone przez instruktorów, którymi byli oficerowie i podoficerowie WP. Gromadzono broń i amunicję, odbywały się szkolenia teoretyczne, prowadzono nasłuch radiowy w domu Andrzeja Słomki „Swajsiera”(nr 2, dziś ul. Stroma 2) – radiem opiekował się Lanko, od 1941 roku wybijano w domu Zygmunta Miziury i rozprowadzano własny biuletyn. Synowie dyrektora Fryderyka Klementysa – Marian i Mieczysław współpracowali także w tajnej drukarni mieszczącej się w willi Bielańskich na granicy Wrząsowic i Ochojna. Kontakt z dowództwem obwodu Kraków „Głuszec” odbywał się w małym sklepie przy Placu Dominikańskim, gdzie pracował Stanisław Bujas „Konicosek”. Łącznikiem był Marian Dziewoński, późniejszy inżynier planista. W bańkach na mleko przewoził do Krakowa raporty i meldunki, a zabierał „Małopolski Biuletyn Informacyjny”, ulotki i rozkazy.

Zaświadczenie weryfikacyjne Zygmunta „Łosia” Miziury do stopnia chorążego i odznaczenia Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Zaświadczenie weryfikacyjne Zygmunta „Łosia” Miziury do stopnia chorążego i odznaczenia Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

W 1943 dowództwo rozkazało utworzyć na terenie gminy punkty przerzutowe dla krakowskich partyzantów przemieszczających się w kierunku Myślenic. Z inicjatywy Ludwika Synowca zorganizowano kurs samochodowy – wykłady teoretyczne odbywały się w dawnym budynku Czytelni Ludowej, a były również zajęcia praktyczne z nauką jazdy (min. Wacław Kotarba „Chmielnik” zdobył prawo jazdy). Miały one na celu przygotowanie żołnierzy w zakresie transportu niezbędnego przy większych operacjach AK.

Świątnicka komórka AK została rozwiązana wraz z nadejściem Armii Czerwonej 20 stycznia 1945 roku. Po wojnie świątnicka komórka AK ujawniła się zbiorowo pod komendą Zygmunta Miziury pod koniec lata 1945 roku, kiedy to grupą około 20 osób przyjechali furmanką do Krakowa, następnie złożyli wieńce przed grobem Nieznanego Żołnierza i oddali broń. Emil Słomka ujawnił się dopiero 15 października 1945 roku.

Zaświadczenie wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa o amnestii dla Władysława Bujasa, żołnierza AK.

Zaświadczenie wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa o amnestii dla Władysława Bujasa, żołnierza AK.

Należy tu także wspomnieć o akcji ostrzyżenia Marii Słomki, dyrektorki Szkoły Gospodarczej. Maria Słomka została oskarżona o rzekomą współpracę i układy z okupantem. Wyrok ostrzeżenia wykonano. Trzeba także dodać, że sprawa kolaboracji została ponownie poruszona po wojnie, kiedy to dyrektor szkoły ślusarskiej i kilku świątniczan złożyli donos do władz szkolnych. Szykanowana Maria Słomka stanęła przed sądem, który ją uniewinnił od tych zarzutów, a owy dyrektor został przeniesiony. Można też zadać pytanie czy cała akcja miała oparcie w rozkazach miejscowej komórki AK. Z dostępnych materiałów nic na to nie wskazuje. Emil Słomka w swoich wspomnieniach nie tylko nie wspomina o tym incydencie, ale wyraźnie podkreśla bliską współpracę z „Maniusią” do tego stopnia w zaufaniu, że po wojnie to właśnie u niej Zygmunt Miziura przechowywał całe archiwum biuletynów świątnickiej komórki AK. Materiały zostały jednak spalone podczas aresztowań działaczy AK, min. komendanta Zygmunta Miziury.

W konspiracji obowiązywały oczywiście pseudonimy np. Emil Słomka pseud. „Brzoza”, Zygmunt Miziura pseud. „Łoś”, Zbigniew Czerwiński pseud. „Aster” czy Aleksander „Oluś” Dębski pseud. „Aspirynka”.

PPS. Podczas wojny funkcjonowała pod nazwą WRN (Wolność, Równość, Niepodległość). Niewiele wiadomo o działalności tej organizacji podziemnej. Początkowo dowódcą jej był Leszek Leńczowski, który został aresztowany w 1942 roku i zgładzony w obozie koncentracyjnym. Emil Słomka wspomina, że , później dowódcą został „Rachwał” Cholewa.

Przy okazji omawiania działalności ruchu oporu warto wspomnieć o doktorze Franciszku Bielowiczu(1900-1989), który podczas wojny często niósł pomoc dla partyzantów z okolic.

Żydzi w Świątnikach. W Świątnikach wiadomo o jednym przypadku ukrywania Żydów – w nieistniejącym już dziś domku koło budynku Czytelni mieszkał Grzesik, który przez całą wojnę przechował Żyda z rodziny Rotterów, która mieszkała we Wrząsowicach „Na Zielonej”. Po wojnie prowadził on w okolicy zakład dentystyczny.

Wyzwolenie – walki w Świątnikach. W roku 1944 wojska radzieckie przekroczyły granice ZSRR z Niemcami z roku 1941, którą Stalin przy zgodzie Churchilla i Roosevelta ustalił jako przyszłą granicę między ZSRR a Polską. Ofensywa, która ruszyła wiosną 1944 roku zatrzymała się latem na prawym brzegu Wisły aż do stycznia 1945 roku.

W Świątnikach od września 1944 zaczęli się pojawiać niemieccy żołnierze wycofywani z „frontu wschodniego”. Byli kwaterowani w prywatnych domach, min. na Rynku u pani Dzielskiej. W domu u Mieczysława Czerwińskiego kwaterował min. Przebywali kilka dni odzyskując siły, a następnie ruszali na zachód.

Wraz z nadejściem stycznia i zbliżającej się nowej ofensywy radzieckiej w Świątnikach pojawiło się wojsko, gdyż droga przez Świątniki mogła być użyta przez Sowietów do ataku na Kraków. Główną drogą szły długie kolumny żołnierzy, a co poniektórzy prosili grzecznie o trochę wody lub jedzenia. Temperatura wynosiła nawet 40 stopni poniżej zera. Na Wydartej w pobliżu domu Czerneckich (ul. Spokojna) znajdowało się stanowisko artylerii. Nie tylko Niemcy przemieszczali się przez Świątniki, ale także ich ukraińscy sojusznicy, którzy o wiele bardziej obawiali się Sowietów – Niemcy mogli zawsze się poddać i mieć szansę, że zostaną wzięci do niewoli, natomiast Ukraińców czekała niekoniecznie szybka i bezbolesna śmierć. W tym czasie wielu świątniczan, w tym młodzież, zostało przymuszonych do prac przy kopaniu umocnień obronnych Krakowa.

W tym miejscu chciałbym uczulić przed popularnym nie tylko w Świątnikach, ale również w Polsce określaniu zwłaszcza ukraińskich wojsk sojuszniczych Wermachtu mianem „własowców”. Niestety jest to jedno z kłamstw po poprzednim ustroju bardzo silnie zakorzenione w naszym społeczeństwie, gdyż władze PRL jednoznacznie zrównywały określenia: „własowiec”, kolaborant, zdrajca i nakazywano podciągnąć pod tą terminologię wszystkich żołnierzy o narodowościach sowieckich. Największe zbrodnie mieli dokonywać właśnie owi „własowcy” – min. można ich znaleźć również jako egzekutorów w Powstaniu Warszawskim. Andriej Własow miał być potępiony na wieki, podczas gdy tymczasem praktycznie do stycznia 1945 nie miał żadnego wpływu na tworzoną pod „jego dowództwem” Rosyjską Armię Wyzwoleńczą (ROA) – była to przede wszystkim akcja propagandowa Niemców, która miała obniżać morale walczących wojsk radzieckich przedstawiając im jako alternatywę wstąpienie do ROA i walki ze Stalinem. Niemcy nie planowali w ogóle wprowadzać ROA do walk, ale zmuszeni okolicznościami zgodzili się na to, a zdolność bojową uzyskała pod koniec stycznia 1945. Walczyli w Czechach wspomagając min. praskich powstańców. Własow poddał się Amerykanom, ci jednak przekazali go Stalinowi, a NKWD wykonało wyrok.

W dniu 12 stycznia 1945 roku ruszył spod Sandomierza do ataku 1 Front Ukraiński pod dowództwem marszałka Iwana S. Koniewa. Główne natarcie ruszyło w kierunku przez Kielce na Górny i Dolny Śląsk. Niemcy spodziewali się ataku na Kraków, ale sami na widok szybko postępującej ofensywy wycofali się z miasta. Co ciekawe, rozkaz zdobycia Krakowa przez lewe skrzydło 1 Frontu Ukraińskiego (59. i 60. armia) został wydany przez Stawkę8 dopiero 17 stycznia co dowodzi, że początkowo nie planowano zdobywać miasta, a głównym celem było jak najszybsze dotarcie na Śląsk. Historia o zaminowanym Krakowie i wyzwoleniu miasta w taki sposób by zachować cenne zabytki kultury jest już znanym powszechnie mitem jak i nawet sama data wyzwolenia Krakowa, gdyż 18 stycznia Armia Czerwona dotarła dopiero do wiejskich przedmieść Krakowa (Łobzów, Olszę i Rakowice). Do Starego Miasta Armia Czerwona dotarła przed południem 19 stycznia. Nie obyło się też bez zniszczeń zabytkowego miasta, które w późniejszych latach skrzętnie ukrywano – pociskami artylerii zniszczono ok 450 budynków, a bomba lotnicza, która została spuszczona na Wawel uszkodziła Zamek Królewski i katedrę.

W dnu 20 stycznia 1945 roku pod świątnicką remizą został zatrzymany i rozstrzelany na miejscu przez Niemców Henryk Bujas (lat 20), członek lokalnej komórki AK, prawdopodobnie za posiadanie bagnetu.

Wieczorem 21 stycznia 1945 roku do dziadka przyjechała zapakowaną furmanką grupa żołnierzy Wermachtu, jednak dziadek od razu poznał, że to Ukraińcy mówiący z dziwnym niemieckim akcentem. Poprosili o jedzenie, wyładowali skrzynię na podwórko i odjechali. Skrzynia zawierała sporą ilość czystych i zapisanych papierów, artykuły piśmiennicze i inne drobiazgi. Dziadek mając trochę wiedzy o bolszewikach postanowił spalić papiery, by przez przypadek nie stały się przyczyną oskarżenia o kolaborację z Niemcami.

Rankiem 22 stycznia na drodze powiały się jeszcze niewielkie grupki niemieckich oficerów i żołnierzy, ale pytali już o drogę na Myślenice wiedząc widocznie, że Kraków już został zdobyty i Armia Czerwona jest w okolicach Mogilan.

Według relacji Józefa Czerwińskiego tak wyglądał wjazd Armii Czerwonej do Świątnik:

Najpierw główną ulicą wjechał pierwszy czołg, za nim drugi, na którym siedzieli żołnierze z „pepeszami” wycelowanymi w okna domów, za nim trzeci z zarżniętymi prosiakami na pancerzu. Tak wyglądali wyzwoliciele9.

Około południa wojska radzieckie wkroczyły od wschodu. W momencie wjazdu Sowietów na terenie Świątnik wciąż przebywali Niemcy i Ukraińcy. Wspomniane stanowisko artylerii na Wydartej zostało szybko unieszkodliwione przez Sowietów, a zabitych okoliczni mieszkańcy pochowali w lesie Pod Lechą. Grupa żołnierzy niemieckich wycofywała się przez Wąwóz w kierunku Sieprawia ostrzeliwując ścigającą ich piechotę radziecką. Wymianie ognia przyglądała się w oknie Rozalia Michalec (64 lata, babka organisty Michała Michalca) i jedna z kul trafiła ją w głowę zabijając na miejscu. Jeden z żołnierzy Wermachtu pozostał by osłaniać pozostałych w okolicy dzisiejszej posesji Sportowa 43. Sowieci przez dłuższą chwilę nie mogli sobie z nim poradzić. Ponoć w wymianie ognia miał wziąć udział Jan Kempiński, który wziął pepeszę zabitego żołnierza radzieckiego. Ostatecznie broniący został zabity przez radzieckiego snajpera, który miał stanowisko w okolicy budynku Czytelni. Według posiadanych przez niego dokumentów nazywał Wieczorek, pochodził ze Śląska i został pochowany w miejscu, gdzie rośnie stara wierzba. Uciekający żołnierze mieli czas by skryć się w stodole Pod Jamą będącą w posiadaniu rodziny Kotarbów (u Dryla). Niemcy podpalili budynek, a dym postały z palącego się siana umożliwił im ucieczkę się w kierunku Sieprawia.

Przerażające było działanie wojsk radzieckich względem pojmanych żołnierzy, a zwłaszcza Ukraińców.

Sowieci podczas walk w naszej okolicy dużo wzięli do niewoli Ukraińców – Własowców, a ci z Niemcami walczyli w sojuszu. To jak się wieczorem Ruscy poopijali to tych Własowców pod czołgi wkładali. Cała droga od Szkoły Ślusarskiej aż do krzyża na Wydartej usłana była ludzkimi szczątkami. Następnego dnia to ich ludzie grzebali w lesie Pod Lechą, a tych co pod cmentarzem rozstrzelano to grzebano na rogu cmentarza”10

Wspomniane wydarzenie z czołgiem miało miejsce na Wydartej na ul. Bruchnalskiego. Przy ulicy Różanej leżały ciała żołnierzy niemieckich oraz zniszczony sprzęt, wozy i broń. Jedno działo artyleryjskie stało także po lewej stronie drogi na Wydartą (Bruchnalskiego). Tam też strzałem w tył głowy uśmiercono 11 Ukraińców. Zwłoki ciągnięto później za nogi – Niemców chowano w południowo-wschodnim rogu cmentarza, a Ukraińców w lesie Pod Lechą. Poległych Sowietów zabrano i pochowano w zbiorowej mogile w Gaju. Po wojnie część ciał niemieckich żołnierzy ekshumowano.

Niemym świadkiem tamtych wydarzeń jest rosnący Pod Lechą stary świerk – bardzo charakterystyczny nie tylko dlatego, że jest jednym z najwyższych drzew w tym lesie. W jego pniu znajduje się tak wiele kul, że gdy złodzieje próbowali po wojnie go ściąć to zniszczyli piły. Być może doszło tam do jakieś wymiany ognia lub dokonywano egzekucji.

Świerk w lesie Pod Lechą (połączone 3 zdjęcia z 2001 r.)

Świerk w lesie Pod Lechą (połączone 3 zdjęcia z 2001 r.)

Wycofujący się Niemcy z rejonu Bęczarki ostrzelali ogniem artyleryjskim Świątniki. Pociski leciały nad kościołem i w większości spadły na obszarze Gwoźnicy, Stawisk oraz Węgielnika. Prawdopodobnie na skutek błędnych obliczeń artyleryjskich wiele pocisków spadło także na niezamieszkaną część Pod Jamą oraz na Michałce w okolicy figury św. Stanisława. Naliczono łącznie 120 lejów po pociskach – nie było na szczęście ofiar w ludności cywilnej. Nieznacznie uszkodzony został dach kościoła świątnickiego. Armia Czerwona odpowiadał również ogniem artylerii min. na Gwoźnicy znajdowało się stanowisko wyrzutni rakietowej – tzw. „Katiusza”, którym kierowała kobieta w białym zimowym mundurze oficera Armii Czerwonej. Kierowano ogień na kierunku Libertowa i Gaja.

Wyzwoliciele wobec ludności świątnickiej. Rankiem 22 stycznia do domu dziadka zajechał pojazd z trojgiem niemieckich żołnierzy, którzy poprosili o miskę z wodą i niespiesznie zaczęli się golić, a następnie umyli się. Zapytali z mapą w ręku o drogę do Myślenic i odjechali. Około godziny 10 gościniec był już pusty i wszyscy czekali na „wyzwolicieli”. Znając nastawienie polityczne świątniczan, większość czekała z niepokojem. Byli oczywiście i tacy, którzy łudzili się, że nadchodzący komunizm odmieni ich byt.

Około godziny 12 wszyscy już nasłuchiwali zbliżających się odgłosów radzieckich czołgów. Dziadek za namową Stefana Wielskiego, który z rodziną mieszkał w domu dziadka, wyszedł koło bramy by machaniem witać wyzwolicieli – we Lwowie ponoć Sowieci mieli strzelać do osób kryjących się w oknach. Po czołgach nadciągnęli w białych mundurach żołnierze. A właściwie to wbiegali prosto do domu, krzycząc „Gdzie Germańcy!?”, „Dawaj wódki! oraz „Ile do Berlina?” i „Ile na Śląsk!?”. To ostanie pytanie wiązało się z tym, że Śląsk dla Sowietów oznaczał już kraj III Rzeszy więc już nie było mowy o „wyzwalaniu Polski Ludowej” lecz rabunek i gwałty bez zahamowań na „wrogiej ludności”. Tropiąc „Germańca” wpadali i przeszukiwali wszystkie pomieszczenia chowając co się da do worków i kieszeni. Gdy dziadkowi skończyła się już wódka, jeden żołnierzy wycelował w niego pistolet grożąc śmiercią. Gdy jedni penetrowali pokoje mieszkalne, inni myszkowali w piwnicy, kolejni po strychu, na następni domagali się otwarcia zamkniętych na kłódki magazynów.

Po tym jak schwytano i zabito we wsi Niemców i Ukraińców, a żołnierze radzieccy zabrali kilku młodych ludzi do kopania mogił, w tym także mojego stryja Zbyszka. W domu rodzinnym postanowił zatrzymać się radziecki oficer, a dziadkowi kazali ubić i przygotować zdobyczną świnię – prawdopodobnie dziadek pierwszy raz w życiu robił wówczas za rzeźnika. Do domu został wprowadzony też koń oficera, a sami żołnierze spali na mrozie na zewnątrz. Inne pomieszczenie zajęli Sowieci pod radiostację co miało o tyle pozytywny efekt, że przestali się kręcić szabrujący sołdaci.

Następnego dnia, 23-go rano, żołnierze odeszli ciągnąc za sobą worki z łupami. Sowieci pozostawili po sobie krajobraz jak po bitwie – zniszczone i zdeptane ogrodzenia, powyrywane drzwi. Mieszkańcy między sobą omawiali „wyzwolenie”. Poza kradzieżami nie obyło się też niestety bez gwałtów. Kolejni wyzwoliciele byli już bardziej spokojniejsi. Pewnego razu zjawił się u dziadków oficer i poprosił o „czaj”, a następnie zaczął opowiadać o wspaniałościach, jakich niesie komunizm. Gdy babcia spytała czy w Związku Radzieckim mają pomarańcze oficer stwierdził, że u nich są całe fabryki, które produkują pomarańcze…

Cudowne ocalenie Świątnik – legendy. Z czasem wojennym wiązane jest kilka podań o bardzo zbliżonej treści. Pierwsze mówi o ostatnich dniach lipca 1944, kiedy nad Świątnikami przelatujący nisko samolot niemiecki miał zostać ostrzelany przez miejscowego partyzanta, który ponoć akurat wtedy czyścił broń. Wieczorem partyzanci przesłali wiadomość o koncentracji niemieckich oddziałów w okolicach Borzęty z artylerią wycelowaną w Świątniki. Mieszkańcy mieli się modlić, ks. Brzostek całą noc leżał krzyżem. Nad ranem gęsta mgła otuliła Świątniki to to miało uchronić je przed niemieckim odwetem. Podanie to zostało opowiedziane Danucie Dębskiej przez Zofię Bujas11. Problem z tym podaniem jest taki, że aby dokonać ostrzału artylerii potrzebna jest dobra mapa, a widoczność w tym mgła w niczym tego nie utrudnia. Pod drugie nie jest możliwe, żeby Niemcy, którzy w 1944 zaczynali odczuwać już braki w amunicji do pacyfikacji małej wioski potrzebowali ciężkiej artylerii. Od takich zadań było Gestapo, które mogło puścić z dymem całą miejscowość bez marnowania jednego naboju. W okolicach Podstolic Niemcy palili całe lasy, aby wykurzyć partyzantów. Po trzecie podanie nie tłumaczy, dlaczego Niemcy zrezygnowali z odwetu po tym jak mgła się podniosła? Do dziś jednak świątniczanie pielgrzymują w tym okresie do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Druga wersja podania jest bardzo zbliżona do pierwszej, w tym tylko, że dotyczyła okresu stycznia 1945 i odwet niemiecki miała dokonać nalot bombowców, jednak gęsta mgła uchroniła miejscowość przed nalotem, a niedługo potem Świątniki zostały wyzwolone przez Armię Czerwoną. Podanie to mogłoby być prawdziwe, gdyby mowa była nie o niemieckim ale radzieckim bombowcu i odwet miałby być ze strony radzieckiej. Niemcy bowiem w styczniu 1945 mieli mocno ograniczone środki lotnicze Luftwaffe i nawet gdyby jakimś cudem jakiś bombowiec się tu znalazł to na pewno nikt by nie wpadł na pomysł pacyfikacji wioski bombowcami. To jak z armaty strzelanie do komara.

Jest też trzecia wersja, która jest w sumie najbardziej prawdopodobna jeśli chodzi o wydarzenia, ale zarazem mało „cudowna”. W styczniu 1945 jakaś osoba wędrując między Krakowem a Świątnikami trasą zakopiańską zobaczyła w okolicach Gaja ustawioną artylerię wycelowaną ponoć w Świątniki. Przerażeni mieszkańcy szukać ratunku mogli tylko w modlitwie. Pojawiła się mgła i ostrzał nie nastąpił. Z pewnością dlatego, że Niemcy na wieść o ofensywie 1 Frontu Ukraińskiego, który Kraków zaatakował od północnego-zachodu brali pospiesznie nogi za pas. Armia Czerwona do Świątnik wkroczyła faktycznie od wschodu, ale było to 22 stycznia. Mogła się zatem taka sytuacja pojawić przedstawiona w tym podaniu. A Świątniki faktycznie zostały ostrzelane ogniem artyleryjskim, ale nie od Gaja, lecz z kierunku Głogoczowa.

Migracje ludności. Z danych statystycznych wynika, że w czasie obejmującym wojnę nieznacznie zmniejszyła się liczba mieszkańców. Oczywiście w wyniku działań wojennych szacunkowo około 50 świątniczan nie wróciło do domów – polegli w walkach Września ’39, zatrzymani w niemieckich i radzieckich obozach jenieckich, cywile którzy trafili do obozów koncentracyjnych i wywiezieni na przymusowe roboty. Włodzimierz Słomka obliczył, że

po wojnie około 15 osób pozostało poza granicami kraju (Australia, Francja, Kanada, Stany Zjednoczone Ameryki, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

Bilans mieszkańców dlatego nie uległ większym zmianom, gdyż podczas wojny nie występowała emigracja zarobkowa poza sezonowymi pracami w Krakowie. Pojawiło się za to zjawisko odwrotne, gdyż wielu świątnickich emigrantów z lat przedwojennych powróciło do rodzinnej miejscowości by tu z rodziną przeżyć wojnę. Przykładowo w domu mojego dziadka mieszkała rodzina Wielskich, którzy przed wojną mieszkali we Lwowie, gdzie przeżyli pierwszą okupację radziecką w 1939 roku, potem okupację niemiecką w 1942 roku i uciekli przed ponownym nadejściem Sowietów.

Co ciekawe o wiele większy wpływ na mieszkańców Świątnik miała I wojna światowa, gdy populacja zmniejszyła się aż o 500 osób.

WYKAZ OSÓB WALCZĄCYCH ORAZ OFIAR WOJNY I REPRESJI ZE ŚWIĄTNIK I BLISKO ZE ŚWIĄTNIKAMI ZWIĄZANYCH:

A. OSOBY WALCZĄCE:

Bodzoń Józef (1896-1940) – zamordowany na Ukrainie przez NKWD w 1940 r. – brak podania obozu i miejsca śmierci12

Bujas Henryk – żołnierz AK, rozstrzelany pod remizą OSP w Świątnikach 20 stycznia 1945 roku za posiadanie niemieckiego bagnetu

Bujas Józef (1915-1987) – syn Feliksa i Marii, ur. 20.04.1915, wzięty do niewoli w kwietniu 1941 roku, przebywał w obozach jenieckich w Hemer (Nadrenia) (STALAG VIA), w Dortmund (Zagłębie Ruhry) (VID) i Weiden (Bawaria) (XIIIB), zwolniony w listopadzie 1944 r.13

Bujas Marian (1912-2001) – służył w dywizjonie 304

Bujas Mieczysław (1912-1998) – służył w dywizjonie 304

Cholewa Franciszek (1909-1985) – żołnierz Września, ułan, dostał się do niewoli, ale udało mu się uciec i wrócić do Świątnik.

Cholewa Kazimierz – żołnierz WP, zginął we wrześniu 1939 podczas obrony Lwowa

Cholewa Tadeusz – ur 12.03.1894 r, zamieszkały w Krakowie, walczył we Wrześniu ’39 w wojskach kolejowych, do niewoli dostał się 1.10.1939 w Sztastarce, w obozach jenieckich Stalag VC, od 20.05.1940 w Stalag VA nr jen. 4674

Dębski Aleksander – ur 22.06.1906, żołnierz. dostał się do niewoli [nr jeń. 31036] do obozu jenieckiego w Hemer (Stalag VIA)

Dębski Edward – kurier AK, aresztowany przez gestapo w Chabówce w 1943 roku. Więziony w krakowskim więzieniu na Montelupich, po kilku tygodniach rozstrzelany wraz z grupą więźniów i harcerzy w forcie Krzesławice.

Galas Józef – żołnierz WP, zginął 1.09.1939 podczas bombardowania Warszawy

Kotarba Adam – ur. 17.12.1921, syn Beniamina, pseud. „Sten” ukończył w Warszawie Szkołę Podchorążych AK, walczył w powstaniu warszawskim – Zgrupowanie „Żmija”, po kapitulacji trafił do obozu w Altengrabow (Stalag XI-A nr 46371), przeżył.

Kotarba Beniamin Piotr (1893-1939) – ur 22.02.1893 r, syn Stanisława i Marii, uczestnik I wojny – służył jako oficer w armii austriackiej na froncie włoskim, potem podczas wojny polsko – bolszewickiej dostał się do niewoli w 1920 roku w okolicach Berczyny, ale uciekł, po wojnie ukończył Wyższą Szkołę Wojenną z wyróżnieniem, pracował w Sztabie Generalnym w randze pułkownika, przed II wojną 10 marca 1939 roku otrzymał dowodzenie 17. pp Ziemi Rzeszowskiej, wraz z wybuchem wojny pułk włączono do 24. Dywizji Piechoty Armii „Karpaty”. Walczył w obronie Dunajca, w rejonie Borownicy i Birczy z 2. Dywizją Górską. Okrążony wydał rozkaz rozformowania pułku z zamiarem przebicia się w kierunku Przemyśla, a potem Lwowa. W okolicach Borownicy (przysiółek Czarny Potok) w dniu 12 września sformował oddział w sile kompanii i tyralierą zaatakował na bagnety, ale nie udało mu się przebić, poległ razem ze 65 żołnierzami, został pochowany w indywidualnym grobie na lokalnym cmentarzu. Żona uzyskała od Niemców pozwolenie na ekshumację i pochowano na cmentarzu w Świątnikach. Pośmiertnie awansowy przez Naczelnego Wodza, gen. Tadeuszka Komorowskiego „Bora” na pułkownika, otrzymał także Order Virtuti Militari klasy V. Jego imię nosi obecnie 1 batalion 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.

Kotarba Bogusław – ur. 18.02.1904 r, syn Bolesława, handlowiec, sierżant WP podczas kampanii wrześniowej wzięty do niewoli 17 września 1939 w Trembowli, przebywał w obozach Bad Sulzbach (Stalag XIII-A , nr jeńca 23450), od 1.02.1940 r w Moosburg (Stalag VII-A), od 30.09.1940 w Neu-Versen (Stalagu VI-B) skąd przeniesiony w dniu 15.VI.1941r. do Bonn-Duisdorf (Stalag VI-G), a następnie do Stalagu VI-J w dniu 6.03.1942 r. Zmarł 21.08.1983 r.

Kotarba Helena (1895-1975) – kapitan AK pseud. „Lunia Tessa”, żona ppłk. Marcelego Kotarby, odznaczona Złotym Krzyżem Laterańskim, Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami. W ramach AK należała do Centralnej Opieki Podziemia (tzw. „Opus”), czyli podziemnej jednostki zrzeszającej kobiety zajmujące się pomocom dla więźniów, wysiedleńców oraz ich rodzinom. Podczas powstania warszawskiego, za zgodą komendanta AK Antoniego Chruściela ps. „Monter”, prowadziła od 7 sierpnia 1944 Opiekę Społeczną AK, która zajmowała się ludnością cywilną poszkodowaną podczas walk. W materiałach Wojskowego Instytutu Historycznego (sygn. III/42/30, s. 14) zachowało się sprawozdanie z działalności Opieki Społecznej między 7 i 21 sierpnia 1944 r, w którym Lunia melduje”:

„[…] w 20 dniu powstania zagadnienie Opieki nie zostało należycie rozwiązane przez powołane do tego Władze cywilne, a mianowicie:

1 – nieregularny i niedostateczny przydział chleba, który w warunkach braku ziemniaków i jarzyn jest podstawowym produktem żywnościowym.

2 – brak zainteresowania rozlokowaniem „ludzi bez dachu”, którzy w obecnych piwnicznych warunkach bytowania, są siedliskiem chorób epidemicznych.

3 – brak życiowego podejścia do prosperujących już kuchen, jaki i zorganizowania nowych punktów żywnościowych.

Kpt. Marceli Kotarba z żoną Heleną - 10.08.1924 r.

Kpt. Marceli Kotarba z żoną Heleną – 10.08.1924 r.

Kotarba Izydor – ur. 16.12.1892 r, kapitan WP – przebywał w obozach w Dorsten (Oflag VI-E , nr jeńca 714). Dnia 14.03.1941r. Oflag VI-E. Przeniesiony dnia 17.09.1942r. do DösselWarburg (Oflag VI-B). Był również w w Bocholt (Stalag VI-F).

Kotarba Józef – ur 16.12.1914 r, syn Idziego, przed wojną mieszkał w Krakowie, walczył w kampanii wrześniowej jako strzelec w 20 p.p, w niewoli wzięty 20.09. 1939 roku w Zamościu, w obozach jenieckich w Ludwigsburg (Stalag V-A , nr jeńca 4675) oraz Villingen (Stalag V-B). Od dnia 24.VI.1942r. Przeniesiony do Forbach (Stalagu XII-F)

Kotarba Józef Michał (1907-1940) – „od Kasi” lekarz, syn kupca Józefa „Kwaśnioka” i Katarzyny z d. Słomka, młodszy brat Feliksa „Ewki”, w czerwcu 1939 ukończył medycynę (rentgenolog), podporucznik w 504. szpitalu polowym w Przemyślu, ostatni raz widziany na Dworcu w Krakowie, przysłał kartkę z obozu w Starobielsku, gdzie przebywał do kwietnia 1940, zamordowany w Charkowie w kwietniu 1940 roku.14

Kotarba Leszek (1924-1970) – żołnierz Szarych Szeregów, jeniec m.in. Gorss-Rosen (zwolniony 31.05.1944)

Kotarba Marceli (1897-1962) – ppłk. urodził się 6.01.1897 r, weteran I wojny (I Brygada – stopień podporucznika legionów), po kryzysie przysięgowym ukrywał się i 1918 zdał maturę, a następnie rozpoczął studia na Politechnice Lwowskiej. W listopadzie 1918 roku dowodził skautami podczas obrony Lwowa – ranny w rękę. W WP od 6 czerwca 1919 podporucznik, był łącznikiem podczas układu między Piłsudskim a Peturą, znajdował się w dowództwie III powstania śląskiego w 1921 r, od 1 lipca 1923 kapitan (75 pułk), od 1 stycznia 1929 major, od 1932 podpułkownik 55 pułku piechoty w Lesznie Wielkopolskim pod Stefanem Roweckim „Grotem”, od 1939 dowodził pułkiem Korpusem Ochrony Pogranicza nad Zbruczem Czortków-Horodenka na styku granic Polski, Słowacji i Rumunii. Walczył z wojskami radzieckimi, uniemożliwił im zablokowanie szosy zaleszczyckiej, co umożliwiło Prezydentowi RP oraz Rządowi, Naczelnemu Dowódcy i Sztabowi Generalnemu ucieczkę do Rumunii. Pojmany przez wojska radzieckie przebywał w tymczasowym obozie jenieckim w Husiatyniu w przebraniu kolejarza uciekł do Rumunii, Francji i Anglii gdzie zgłosił się do Wojska Polskiego 1 lipca 1940, powrócił po wojnie do kraju. Odznaczony Krzyżem Niepodległości i 4-krotnie Krzyżem Walecznych. Zmarł 26.11.1962 r.

Ppłk. Marceli Kotarba (1897-1962)

Ppłk. Marceli Kotarba (1897-1962)

Kotarba Stanisław – ur 18.09.1901 r, saper w 1 batalionie saperów, dostał się do niewoli i przebywał w obozach Mühlberg/Elbe (Stalag IV-B , nr jeńca 13279). Dnia 21.II.1941r. przekazany do Frankenthal (Pfalz)/Palatinate (Stalag XII-B). Był również w Trier/Petrisberg (Treves) (Stalag XII-D)

Kotarba Stanisław – ur 19.08.1910 roku, strzelec 26 pp. dostał się do niewoli i przebywał w Ludwigsburgu (Stalag V-A , nr jeńca 4239).

Kotarba Zbigniew – ur 30.04.1915 r, podchorąży rezerwy, przebywał w niewoli w Bad Sulzbach (Stalag XIII-A , nr jeńca 24620). Dnia 19.VIII./roku brak / przekazany do Hammelburg (Stalag XIII-C).

Kotarba Stanisław – ur. 8.08.1904 r, zabrany do obozu koncentracyjnego 16.10.1939 r w Buchenwaldzie [nr 9533] gdzie zmarł 9.12.1939 r.

Kotarba Zdzisław – syn Beniamina, pseud. „Zdzich” ukończył w Warszawie Szkołę Podchorążych AK, walczył w Powstaniu Warszawskim – zgrupowanie Żmija – pluton 225, śmiertelnie ranny zmarł w szpitalu w Laskach 7 września 1944 r

Leńczowski Czesław (1905-1983) – malarz, scenograf, przed wojną na stałe przeniósł się do Starego Sącza, działał w Związku Walki Zbrojnej, aresztowany 4 marca 1942 i wywieziony do KL Auschwitz [nr 29553] (dział w tamtejszym ruchu oporu, podtrzymywał współwięźniów na duchu), w 1944 przeniesiony do KL Flossenburg w Bawarii, zbiegł podczas ewakuacji 23 kwietnia 1945 roku, powrócił do Starego Sącza 20 sierpnia 1945 roku. Jest autorem min. obrazu naściennego królowej Jadwigi w kościele parafialnym w Świątnikach Górnych.

Leńczowski Kazimierz (1912-1941) – ur. 20.08.1912 uczęszczał do Szkoły Oficerów Lotnictwa w Dęblinie (Szkoła Orląt), walczył we wrześniu 1939, potem ewakuowany do Rumunii, następnie trafił do Francji i Anglii, gdzie latał w 301. Dywizjonie Bombowym „Ziemi Pomorskiej”. Zginął w stopniu sierżanta (sgt Nr RAF P-780108 ) 21 marca 1941 r jako pilot bombowca Vickers Wellington (brytyjski średni bombowiec dwusilnikowy Mk IC) nr L 7874 podczas lotu ćwiczebnego przy drugim podejściu do lądowania wskutek nagłego zamknięcia klap. Zginęła także cała 3-osobowa załoga: nawigator Józef Koryciński (F/O) i strzelec Bernard Chrzanowski (sgt). Pochowany w Newark, Wlk. Brytania, gr. 300.N.C. East . Oznaczony pośmiertnie Krzyżem Walecznych [rozkaz nr 5/41]

Kazimierz Leńczowski

Kazimierz Leńczowski

Leńczowski Leszek (1920-1944) – wg Batki ur. 20.02.1920 młodszy brat lotnika Kazimierza, działał podczas wojny w PPS, aresztowany i miał zostać rozstrzelany w Krakowie, ale został przewieziony do Auschwitz i zginął w Mauthausen w 1944 r. [wg danych z Muzeum Gross-Rosen w tym KL przebywał w 1944 roku Leszek Leńczowski, ślusarz ur. 21.03.1920, ale jest też data wypisania z obozu 16.02.1945 r, natomiast w Mauthausen zginął ktoś o tych samych danych ale ur. 19.11.1911 roku w Myślenicach)

Leszek Leńczowski

Leszek Leńczowski

Leńczowski Marian (1916-), syn Antoniego, walczył we wrześniu w 5. batalionie telegraficznym, pojmany 20 września w Tomaszowie dostała się do obozu jenieckiego Stalag III A w Luckenwalde [nr jen. 84113], zwolniony w Brandenburgu i przeniesiony do robót cywilnych

Michalec Józef – żołnierz WP, zginął we wrześniu 1939 r.

Mika Marian – walczył podczas wojny, zakatowany w Grudziądzu przez Urząd Bezpieczeństwa w 1953 roku

Miziurowie Edward i Janina – Edward Miziura ur. 18.02.1887 r., kapitan CK Armii, uczestnik I wojny światowej. wojny polsko-bolszewickiej, lekarz we Lwowie i w 4. ppleg. AK w powiecie namysłowskim, lekarz WP – pułkownik, zm. 1.07.1955 r. Janina Miziurowa ur. 21.06.1896 r. walczyła jako sanitariuszka w 1920 roku w obronie I szpitala Okr. Wojsk. w Przemyślu, sanitariuszka 2 armii WP. Oboje, leczyli żołnierzy AK. Za działalność konspiracyjną Niemcy zamordowali ich syna Jacka w 1944 r i spalili majątek

Miziura Stanisław – ur 2.11.1900 r, strzelec trafił do obozów jenieckich: Altengrabow (Stalag XI-A; nr jeńca 29474), zwolniony 4.07.1940 ze Stalagu XI-A do Crottorf.

Miziura Zygmunt (1902-1991)– ur. 30.04.1902 r, przed wojną prowadził lokalnego „Strzelca”, pseudonim „Łoś”, zastępca komendanta AK, od marca 1944 dowódca kompanii w batalionie „Głuszec”, pułk „Nurt”. Został zweryfikowany do stopnia chorążego AK i przyznano mu Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami. W 29.08.1953 roku został aresztowany i spędził 4 lata w obozie pracy Jaworzno-Wiśnicz (zwolniony 9.06.1956 r.). Zmarł 4.08.1991 r.

Zygmunt Miziura (1931)

Zygmunt Miziura (1931)

Zwolnienie z więzienia Zygmunta Miziury.

Zwolnienie z więzienia Zygmunta Miziury.

Feliks Słomka i Zygmunt Miziura - 15.08.1990 r.

Feliks Słomka i Zygmunt Miziura – 15.08.1990 r.

Słomka Emil (1910-1996) absolwent prawa, w WP podporucznik, do marca 1944 dowódca lokalnego AK pseud. „Brzoza”. W latach 1941-45 wydali własny biuletyn w oparciu o radio którym opiekował się Lanko, który mieszkał w domu po Jędrzeju Słomce Swajsierze; od 1944 ukrywał się poszukiwany przez Urząd Gminy; w połowie 1944 uruchomiono z inicjatywy kpt. Ludwika Synowca kurs samochodowy z ćwiczeniami w warsztacie naprawczym samochodów (min. Wacław Kotarba „Chmielnik” zdobył prawo jazdy); materiały po tej komórce przechowywano po wojnie u Marii Słomki „Marylki Swajsier”, ale w obliczu aresztowań ostały spalone

Słomka Feliks (1902-1997) – ur. 21.02.1902 r, syn Stanisława z rodziny Swajsierów i Anny, uczestnik wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919 (obrońca Lwowa w wieku lat 16), wojny polsko-bolszewckiej (w wieku 18 lat) oraz zmobilizowany po wybuchu II wojny światowej (w wieku lat 37) w stopniu strzelca, 17 września 1939 roku dostał się do niewoli radzieckiej, przebywał w obozie w Husiatyniu (dziś Ukraina). Gdy obóz był likwidowany i jeńcy przewożeni dalej na wschód, udało mu się ukryć wraz z kolegami, a następnie zgłosili się do komendanta udając, ze nie wiedzą co się stało. Komendant przestraszył się i zwolnił ich do domu, aby nie wyszła na jaw jego niekompetencja. Z obozu Feliks przedostał się do Lwowa. Inżynier i nauczyciel Szkoły ślusarskiej. Otrzymał w 22.09.1982 roku Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, a w dniu 26.03.1991 r. został odznaczony Krzyżem za Udział w Wojnie 1918-1921 r., a także nominację na stopień oficerski.  Zmarł 20.03.1997 r.

Feliks Słomka (1902-1997)

Feliks Słomka (1902-1997)

Zwolnienie z obozuj jeńca Feliksa Słomkę umożliwiające mu powrót do domu z 27.09.1939 r.

Zwolnienie z obozuj jeńca Feliksa Słomkę umożliwiające mu powrót do domu z 27.09.1939 r.

Słomka Jan (1894-1969) – ur. 3.12.1894 r,  syn. Michała ze Swajsierów i Feliksy, służył w 3 pułku II Brygady gen. Hallera), następnie internowany (podczas kryzysu przysięgowego) i przeniesiony do Polskiego Korpusu Posiłkowego w Ostrowie Mazowieckim. W wojsku polskim dosłużył się rangi podpułkownika. We wrześniu 1939 w stopniu majora dowodził  6pp nadwyżek 1 Dywizji Piechoty Legionów w okolicach Wilna. Dostał się do radzieckiej niewoli i został zesłany na Sybir. Zesłana została również jego rodzina – żona Helena z Czerwińskich i troje dzieci. Przystąpił do armii Andersa i trzymając przy sobie rodzinę odbył szlak od Iraku pod Monte Cassino. Odznaczony Krzyżem Niepodległości, 4-krotnie Krzyżem Walecznych oraz Virtuti Militari. Zmarł w Londynie 14.10.1969 r.

Ppłk. Jan Słomka (1894-1969)

Ppłk. Jan Słomka (1894-1969)

Słomka Józef (5.12.1907-12.04.1991) – syn Michała ze Swajsierów i Ludwiki, ukończył weterynarię we Lwowie i następnie pracował w Radomiu, oficer rezerwy WP, powołany we wrześniu brał udział w obronie twierdzy Modlin, dostał się do niewoli niemieckiej i spędził resztę wojny w oflagu. Przed wojną ożenił się z Zofią Czerwińską, córką Józefa pochodzącego ze Świątnik Górnych, urzędnika bankowego w Stanisławowie. Zmarł i został pochowany w Radomiu.

Słomka Julian – syn Piotra i Tekli (z d. Leńczowska), mieszkał w Suchej Beskidzkiej, w czasie wojny walczył w tamtejszej komórce AK. Podczas wizyty w Świątnikach odnowił napis na Kopytku. Aresztowany i przewieziony do obozu KL Auschwitz, a następnie KL Gross-Rosen, gdzie został zamordowany.

Słomka Tadeusz (1900-1948) – syn Piotra i Bronisławy z rodziny Swajsierów, służył we wrześniu 1939 roku razem z Feliksem Słomką, przedostał się do Rumunii, potem Francji i Anglii, gdzie doczekał końca wojny. Zmarł w Londynie.

Synowiec Franciszek– ur. 5.08.1910 r, s. Wojciecha i Tekli, dostał się do niewoli 1.09.1939 r. zwolniony 1.05.1945 r. Zmarł 10.03.1990 r.

Synowiec Jan – ur 1898 r, syn Piotra,  28.09.1939 r. aresztowany w Kowlu i przewieziony do obozu jenieckiego NKWD dla szeregowych i podoficerów w Równem 1.10.1939 r. (kartoteka CAW-306-161-104). 2.09.1941 trafił do armii gen. Andersa (wpis IV/W376-585a-1074)

Synowiec Józef – ur 12.08.1900 r, syn Franciszka, mieszkał w Krakowie, strzelec w wojskach kolejowych we wrześniu, dostał się do niewoli w Jarosławiu 21.10.1939, przebywał w Wildberg (Stalag V-C nr jen. 30467), 22 maja przeniesiony do Ludwigsburg (Stalag V-A)

Synowiec Józef (Inuś) – ur. 12.01.1913 r., syn Jana – starszy szeregowy ze specjalnością rusznikarz, uczestnik kampanii wrześniowej od 1.09.1939 r. walczył w batalionie śmierci. Dostał się się do sowieckiej niewoli, gdzie zachorował na czerwonkę i trafił pod opiekę cywilną, skąd udało mu się uciec i do Świątnik powrócił 20 października 1939 r.

Józef Synowiec (od lewej).

Józef Synowiec ‚Inuś’ (od lewej).

Józef Synowiec (Inuś) i pułkowy warsztat rusznikarski w wojskach pomocniczych (ok. 1936 r.)

Józef Synowiec (Inuś) i pułkowy warsztat rusznikarski w wojskach pomocniczych (ok. 1936 r.)

Książeczka wojskowa Józefa Synowca

Książeczka wojskowa Józefa Synowca (Inuś)

Książeczka wojskowa Józefa Synowca - wpis dotyczący udziału w II wojnie światowej.

Książeczka wojskowa Józefa Synowca (Inuś)- wpis dotyczący udziału w II wojnie światowej.

Walas Ludwik (1923-1992) – ur. 16.04.1923 r syn Józefa i Marii,  mgr chemii, żołnierz AK, zm. 28.12.1992 r.

Walas Stanisław – ur. 13.05.1908 r, syn Idziego i NN z d. Bednarczyk zamieszkały przed wojną w domu nr 340, uczestnik walk we wrześniu ’39 (przydział 5 Pion. B). Dostał się do niewoli pod Dubnem 18 września 1939 r i trafił do obozu jenieckiego Stalag VI A (Hemer) [nr 29086] do 31.08.1940. Jego nazwisko pojawia się następnie jako więźnia obozu KL Flossenbürg nr 39678 od 28.11.1944.

Zakuła Józef – ur 21.02.1894 r, syn Franciszka, zam. w Krakowie ul. Wyspiańskiego 21, sierżant WP artylerii (51. batalion), dostał się do niewoli pod Kowlem w dniu 19.09.1939 r. obozy jenieckie: w Stargardzie Szczecińskim (Stalag II-D, nr jen 18032), adnotacja o przewiezieniu do Szpitala Ujazdowskiego w Warszawie 1.05.1940 r.

B. CYWILNE OFIARY 

Cholewa Alfons – ur 10.05.1900, zatrzymany w Warszawie, więziony na Pawiaku, przetransportowany do obozu koncentracyjnego KL Stutthof.

Cholewa Marian – obóz

Cholewa Stanisław – obóz

Czapliński Mieczysław – ur. 21.10.1887 r, mieszał na tzw „Czapli” koło Szkoły Podstawowej aresztowany wraz z Edwardem Dębskim w Chabówce 2.06.1943 roku, więzień KL Auschwitz nr 123274 oraz KL Natzweiler-Stuthof, zmarł pod koniec 1943 r.

Dębski Jan (1886-1941)– ur 11.06.1886 r, adwokat, inicjator powstania Związku Rewizyjnego Składnic i Sklepów Spółek Rolniczych pod patronatem Towarzystwa Spółek Rolniczych, które po odzyskaniu niepodległości przyjęło nazwę Małopolskiego Towarzystwa Rolniczego. Do maja 1940 roku przebywał we Lwowie zaangażowany w działalność spółdzielczości rolniczej. Podczas walk o Lwów organizował transporty żywności dla obleganego miasta. Po przejęciu miasta przez Sowietów przeniósł się do Krakowa, gdzie próbował walczyć o prawa spółdzielców w okupowanej Polsce. W dniu 9 maja 1941 roku został aresztowany przez gestapo i przewieziony w dniu 29 maja do KL Auschwitz [nr 17355], gdzie został rozstrzelany 3 lipca 1941 r.

Jan Dębski

Jan Dębski

Drapich Jan – ur 3.06.1923, s. Józefa i Henryki,  zatrzymany przez policję w Gdańsku, osadzony 17.09.1942 r w obozie koncentracyjnym w Stutthof nr jen. 16383, zwolniony 9.10.1942. Zmarł 25.12.2001 r.

Dziewoński Karol (1876-1943), ur. w Jarosławiu, prof. chemii na UJ i kierownik katedry Chemii Organicznej, więziony 6.11.1939-8.02.1940 w więzieniach, min. Kraków, Wrocław, Oranienburg. Powrócił i brał udział w tajnym nauczaniu UJ, zmarł 6.12.1943 r.

Kaczorowski Stanisław –  ur 25.08.1911, s. Stanisława i Feliksy, przebywał w obozie koncentracyjnym od 1.09.1942 r.  do 1.09.1943 r.

Kotarba Beniamin (1905-) ur 6.11.1905, przebywał w Auschwitz [nr 7770] oraz Sachsenhausen. Przeżył.

Kotarba Franciszek – zginął w obozie Sachsenhausen w 1942 roku

Kotarba Jan – rozstrzelany w masowej egzekucji 1941/42

Kotarba Józef – ur. 24.05.1907 – zamordowany w obozie KL Sachsenhausen [nr 29040] w dniu 22.11.1940 r.

Kotarba Józef – ur 10.12.1912 r, s. Jana i Magdaleny, ślusarz, przebywał od 12.04.1943 r w obozie w Buchenwaldzie [nr 12694]. Zmarł 5.05.1981 r.

Kotarba Stanisław – rozstrzelany w masowej egzekucji 1941/42

Kotarba Zygmunt – rozstrzelany w masowej egzekucji 1941/42

Kozioł Józef – ur. 8.01.1909 – zamordowany w obozie KL Sachsenhausen [nr 29036] w dniu 31.12.1940 r

Leńczowski Stanisław – ur. 17.03.1887 – obóz w Buchenwaldzie [nr 2603, 9708], zwolniony 1.10.1941 r

Łukowicz Cyryl – ur 4.03.1904 r w Sieprawiu, szewc mieszkający w Świątnikach zatrzymany w 1940 r, trafił najpierw do KL w Sachsenhausen, a następnie od 25.04.1941 r przeniesiony do Gross-Rosen, gdzie zginał w dniu 21.05.1941

Michalec Jan – ur. 8.07.1919,  zamordowany w obozie KL Sachsenhausen [nr 29042] w dniu 25.04.1941 r.

Michalec Marian – ur.1.10.1920 r. syn Ludwika i Zofii, w latach 1942-1943 przebywał w więzieniu w Bruchsal (Niemcy), a w latach 1943-1944 w Karlsruhe. Następnie osadzono w obozie koncentracyjnym KL Buchenwald jako więźnia politycznego „Politisch” od 11 marca 1944 do 13 kwietnia 1945 r. Zmarł. 7.04.2001 r.

Mika Joanna – aresztowana w Płaszowie podczas łapanki na dworcu, za przemyt słoniny.

Miziura Ignacy – ur 8.01.1895 r, zatrzymany i więziony w Krakowie, przeniesiony do Auschwitz [nr 26032], gdzie zamordowany 13.04.1942 r.

Prawda Wojciech – ur. 31.01.1886, zamordowany w obozie KL Sachsenhausen [nr 29104] w dniu 29.10.1940

Serednicki Teodor – ur. w 1911 w Kętach nauczyciel technologii metali i rysunku technicznego w Państwowej Szkole Mechanicznej, zamieszkały w Świątnikach u pani Anny Dzielskiej – wywieziony do Auschwitz oraz Sachsenhausen (1942) – zmarł.

Sięka Ludwik – pochodzący z Nowego Targu nauczyciel rysunku w świątnickiej PSM, zatrzymany i więziony w zakopiańskiej siedzibie Gestapo – katowni „Palace”, gdzie zmarł

Synowiec Stanisław – ur. 14.12.1889 r, urzędnik, wywieziony do KL Auschwitz nr 20105 20.08.1941 r., zamordowany 30.03.1942

Syrek Józef – 7.03.1901, zamordowany w obozie KL Sachsenhausen [nr 29049] w dniu 28.06.1942

Szczygieł Wiktor – ur 22.03.1904 r – przebywał w obozie KL Auschwitz nr 108873 od 19.03.1943, w 1943 przeniesiony do Mauthausen.

Walas Izydor – ur. 21.08.1923, syn Stanisława, więzień obozu KL Flossenbürg nr 16382

Wilkosz Marian – ur. 11.04.1901 r. więzień obozu KL Auschwitz nr 27375, zamordowany w KL Mauthausen 5.07.1942 r.

C. PRZYMUSOWE ROBOTY:

Chlebda Maria – ur 22.07.1906, przymusowa praca w Aachen (Niemcy) od stycznia 1943 do października 1944 r

Figiel Jan – ur 30.05.1928 r, syn Jana i Antoniny, przymusowe prace w rolnictwie w Au-Kueps (Kronach) od 1.05.1943 do 1.04.1945, przeżył

Gorzkowski Mieczysław – ur 28.09.1925 r, syn Stanisława i Jadwigi, przymusowy pracownik w Krakowie od lipca 1943 do października 1944 r.

Grzesik Anna – ur 18.05.1921 r, córka Franciszka i Marii, przymusowa praca w Modsiedl od maja 1941 do końca wojny. Przeżyła

Kogut Emilia – ur 23.01.1923 r, córka Leona i Anieli, przymusowe prace w rolnictwie w Eschelbach (Niemcy) od 1.05.1941 do kwietnia 1945

Kotarba Edwin – pracował przymusowo w fabryce w Mielcu, zginął podczas bombardowania w 1944 roku

Kotarba Józefa – ur 19.03.1923, córka Józefa i Rozalii, wysłana na roboty do Stöckmeim od 1.08.1942 do końca wojny

Kotarba Mieczysław – ur 24.02.1924 r, syn Józefa i Marii, wysłany na roboty do Flenburga od 1.11.1941 roku d końca wojny

Kowalczyk Janina – ur 24.09.1923 r, c. Jana i Marii, zatrudniona w rolnictwie w Gundelfigen (Niemcy), od 1.03.1943 do 1.04.1945 r.

Kwintowski Marian – ur. 16.09.1917, syn Józefa i Marii, zatrudniony w rolnictwie w Birkigt (Tetschen) – Czechy od kwietnia 1940 do końca wojny, Zmarł. 5.02.1996 r.

Leńczowski Stanisław – wzięty do robót we wrześniu 39

Michalec Marian – wzięty do robót we wrześniu 39, po wojnie otrzymywał paczki od swojego wcześniejszego niemieckiego pracodawcy.

Mika Anna – wzięta na przymusowe roboty będąc w ciąży i urodziła tam syna Jerzego

Mika Jerzy – „German” syn Anny Miki urodzony na robotach

Poznańska Józefa – ur 19.03.1936, deportowane dziecko (niepracujące) do Aachen (Niemcy), od stycznia 1943 do października 1944

Słomka Leokadia – ur. 15.04.1932 r, c. Antoniego i Marianny, prace w Bogusławicach od listopada 1943 do stycznia 1945

Słomka Stanisława – ur 12.04.1926 r, córka Józefa i Marii, na przymusowych robotach w Mogilanach między październikiem 1940 r a kwietniem 1942 roku. Zmarła 28.05.1999 r.

Syrek Zygmunt – ur 20.04.1924 r, przymusowo pracował w Blachowni w zakładach przemysłowych między majem 1942 a grudniem 1944.

Walas Stanisław – wywieziony do Rzeszy, nie powrócił

Wodziańska Helena – ur. 21.04.1923 r. c. Józefa i Katarzyny, przymusowo zatrudniona w rolnictwie w Sinsheim-Eschelbach (Niemcy) od maja 1941 r. do kwietnia 1945 r.

Zaczek Józef – ur 22.08.1921 s. Stanisława i Reginy, zatrudniony w przemyśle w firmie IG FARBENINDUSTRIE w Aken (Niemcy) od 1.05.1942 do 1.04.1945

 

Gulasz na Zagrabiu (30.06.1931) – na tym zdjęciu znajdują się osoby wspomniane w tym opracowaniu: Od lewej siedzą: 1 Józef Kotarba (Kasia), 2 Alfons Kotarba, 3 Karol Bodzoń. Stoją od lewej: 1 Jan Miziura, 2 Emil Słomka, 3 Józef Słomka, 4 Mieczysław Czerwiński, 5 Feliks Słomka, 6 Jan Walas, 7 Stanisław Bujas, 8 S. Kotarba (Cescyk), 9 Aleksander Słomka.

Gulasz na Zagrabiu (30.06.1931) – na tym zdjęciu znajdują się osoby wspomniane w tym opracowaniu:
Od lewej siedzą: 1 Józef Kotarba (Kasia), 2 Alfons Kotarba, 3 Karol Bodzoń.
Stoją od lewej: 1 Jan Miziura, 2 Emil Słomka, 3 Józef Słomka, 4 Mieczysław Czerwiński, 5 Feliks Słomka,
6 Jan Walas, 7 Stanisław Bujas, 8 S. Kotarba (Cescyk), 9 Aleksander Słomka.

Materiały źródłowe i bibliograficzne:

  • Batko Franciszek, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, UMiG Świątniki Górne, 2008 – w szczególności list Emila Słomki (s. 182-184); Wojna w mojej pamięci (s. 407-411), Ruch oporu (1939-1945) (s. 493-500),
  • Cygan W. K, Kresy w ogniu – wojna polsko-sowiecka 1939 r, wyd. Gryf 1990 r.
  • Czerwiński Józef – autobiografia, rękopis 2012
  • Czerwiński Józef – relacje ustne,
  • Graboś Teresa, Mała biografia Beniamina Kotarby,
  • Gulowska Barbara z d. Kotarba, Wspomnienie o moim Ojcu Beniaminie Kotarbie,
  • Kolasa-Baczyńska Maria z d. Czerwińska, Rok 1939; Radość wyzwolenia – 1945 (Cisza, Swołocz) – maszynopisy,
  • Kwaśniewicz Władysław, Wiejska społeczność rzemieślnicza w procesie przemian, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970.
  • Pabich Jan, Niezapomniane karty, Z dziejów 6 Pułku Artylerii Lekkiej, Kraków 1982 r.
  • Pieśń o Krzyżu na Wydartej przekazany prze Helenę Płatek z Wydartej, spisała Katarzyna Szczygieł 27.09.2001 r,
  • Szczygieł Witold, Świątniki Górne. Historia, kultura i tradycja na przestrzeni dziejów, praca magisterska Kraków 2001
  • Wspomnienia p. Stanisława Dziewońskiego – spisane przez Witolda Szczygła 30.09.2004 r.
  • Z Czterech Stron Gminy, wyd. specjalne 2009 r. – opracowanie wspomnień z czasów II wojny światowej z gminy Siepraw
  • Zając Stanisław, W pobliżu siedziby Hansa Franka, wyd. Czytelnik W-wa 1986 r.
  • Program „Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką”
  • INDEKS REPRESJONOWANYCH

Większość z tych opracowań oraz kserokopie dokumentów min. Zygmunta Miziury, Feliksa Słomki udostępnił mi Witold Szczygieł, za co składam wielkie podziękowania.

1 Witold Szczygieł, Zapomniany „Rzemieślnik”, artykuł

2 Cytat za www.kozmice.pl

3 Jan Pabich, Niezapomniane karty. Z dziejów 6 Pułku Artylerii Lekkiej, Kraków 1982.

4 Taki wpis umieścił ks. Edmund Brzostek w II tomie Księgi Zmarłych parafii w Świątnikach Górnych pod datą 6 września 1939 – pogrzeby odbyły się dnia następnego.

5 W. Kwaśniewicz, Wiejska społeczność rzemieślnicza w procesie przemian, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970, s. 87

6 Podziękowanie Gminnego Komitetu Opieki Społecznej w Świątnikach Górnych dla Matki Generalnej Sióstr.

7 Stanisław Zając, W pobliżu siedziby Hansa Franka, Czytelnik – Warszawa, 1986 r.

8 Stawka – tj. Stawka Najwyższego Naczelnego Dowództwa, czyli utworzona w 1941 roku kwatera główna sił Armii Czerwonej na czele której stanął ludowy komisarz obrony Siemon Timoszenko, a od lipca 1941 kierował nią Stalin.

9 Witold Szczygieł, Świątniki Górne. Historia, kultura i tradycja na przestrzeni dziejów, praca magisterska Kraków 2001

10 Relacja Stanisława Cholewy, oczywiście Ukraińców błędnie przyjęło się nazywać Własowcami

11 Świątnik – Pismo parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika, nr 4 (wrzesień 2011).

12 Lista Ukraińska – lista obywateli polskich zamordowanych na podstawie decyzji Biura Politycznego WKP(b) z 5 marca 1940 roku, sygnatura IV/W186-/8/239[67/1-7 – figuruje jako „Józef Bodzon”

13 Określenie „zwolniony z obozu” nie koniecznie oznacza wypuszczenie na wolność ale także wypisanie z danego obozu i przeniesienia do innego.

14 Wykaz akt ewidencyjnych jeńców wojennych, którzy opuścili obóz NKWD w Starobielsku, sygnatura STAR-/1447

Opracował Jerzy Czerwiński.

O sporach, jakie świątnicy katedralni krakowscy toczyli ze swoimi zwierzchnikami, wspomniałem już przy okazji przedstawienia zarysu o świątnikach. Przyznaje, że celowo pominąłem ten aspekt w tamtym opracowaniu, gdyż owe wydarzenia były moim zdaniem zbyt silnie akcentowane. Uznałem jednak, że nie są one tak istotne dla przedstawienia ogólnej charakterystyki społeczności świątników – nie można przedstawiać spraw sądowych, prawnych racji, siły argumentów oraz argumentów siłowych jako część studium socjologicznego. Gdybyśmy historię społeczeństw, czy nawet cywilizacji czytali poprzez kroniki kryminalne i sądowe, moglibyśmy mylnie odnieść wrażenie, że ludzie ci pałali się jedynie zbrodnią. A dodać należy że najstarsze i najpełniejsze materiały źródłowe o dawnych wiekach w Polsce to właśnie księgi sądowe. Dlatego chcę przestrzec by w przypadku omawianych wydarzeń związanych ze świątnikami katedry krakowskiej nie wyciągać pochopnie wniosków, widząc w tamtych ludziach wichrzycieli i buntowników. Można jednak przesadzić także w drugą stronę i zbytnio gloryfikować poczynania chłopów wsi świątnickich.

O ile świadomie zbagatelizowałem sprawy sporów świątników wcześniej, o tyle całkiem tych wydarzeń nie można pominąć i przejść obojętnie wobec dużej liczby materiałów źródłowych. Najobszerniejsze opracowanie to oczywiście Świątnicy katedry krakowskiej autorstwa historyka archidiecezji krakowskiej ks. Jana Kracika. Posłużę się cytatami z Ordynacji i ustaw wiejskich Stanisława Kurasia oraz dodam do tego wcześniej niewykorzystany traktat z lat 1739-1744 Ad perpetuam rei memoriam własnoręcznego pióra ks. Sebastiana Komeckiego, kustosza katedralnego, dzięki czemu będzie można spojrzeć na te wydarzenia także z innego punktu widzenia.

Przypomnę z wiadomości ogólnych, że zgodnie z wykazem podanym przez Jana Długosza w Liber beneficiorum przy katedrze krakowskiej pełnili służbę kmiecie z Górek [Świątnik Górnych] (12), ze Szczytnik(4), z Trąbek (5), ze Świątnik koło Szczytnik [Świątnik Dolnych] oraz z Opatkowic tynieckich (2). Cztery pierwsze wsie były własnością kustosza (kustodia). We wsiach tych było wówczas: 12 siedlisk w Górkach (czyli wszyscy chłopi byli świątnikami), 16 siedlisk, 1 karczma i 2 stawy w Szczytnikach, 14 siedlisk w Świątnikach, i 5 siedlisk w Trąbkach. Chłopi ci mieli obowiązek służby w katedrze, ale również otrzymali pewne zwolnienia od obciążeń podatkowych, ale mylnie przyjęło się uważać, że nie mieli żadnych zobowiązań wobec swojego właściciela i tylko wobec mogilańskiego plebana płacili daninę w zbożu. Należy przypomnieć, że do XIV wieku chłopi w Królestwie nie byli „przywiązani” do ziemi i nie było wówczas tak wyraźnych różnic klasowych – dopiero kolejne wieki zaznaczyły się wyraźnym wzrostem przywilejów dla szlachty, a gdy jedna z klas społecznych zyskiwała musiało się to odbywać kosztem pozostałych – tracił więc władzę monarcha, a chłopi byli coraz bardziej zniewoleni.

Podatki. Świątnicy do czasów spornych z kustoszami nie odrabiali pańszczyzny, a jedynym ich zobowiązaniem poza odbywaną pracą był płacony czynsz ustalony według określonej stawki, który w XV w wynosił:

  • Górki – 12 siedlisk (8 kmieci płaciło po 24 grosze czyli ½ grzywny1, 4 po 12 groszy czyli ¼ grzywny) co daje 5 grzywien
  • Szczytniki – 16 siedlisk (10 grzywien i 24 grosze), 1 karczma (1 grzywna) i 2 stawy – czynsz 11 i ½ grzywny
  • Świątniki – 14 siedlisk – czynsz 10 grzywien 43 grosze
  • Trąbki – 5 siedlisk – czynsz 3 grzywny 36 groszy2

Jeśli chodzi o Górki Świątnicze to przez kolejne 100 lat czynsz nie uległ zmianie, co za tym idzie nie zmieniła się struktura gospodarstw we wsi3. Co ciekawe zmalały dochody kustosza z pozostałych wsi świątniczych. Ze spisu podatkowego z 1629 roku wynika, że Górki płaciły łącznie 18 grzywien i 22 groszy, co wynikało zarówno z podniesienia stawek jak i z zwiększenia ludności (12 kmieci za siedliska z rolami płaciło po 24 grosze, 7 komorników bez bydła po 8 groszy, muzykant płacił 3 grzywny i 6 groszy, a rzemieślnik 1 grzywnę i 2 grosze).4 Co ciekawe taki sam czynsz zachował się przez kolejne 100 lat, bo wspominając objęcie dziedziny kustosza w 1720 roku ks. Sebastian Komecki wspominał:

Zastałem te wioski in eo Statu pessimi proventus; że nie dawały Sczytniki tylko czynszu złotych 30, Świątniki 30, Trąbki 16, Górki złotych 18(…)5

Nie bez powodu podaję wartości podatków, jakie płacili świątnicy, gdyż przyczyną wielu sporów świątników z kustoszami były właśnie pieniądze.

Spory kompetencyjne. Kustoszowie nie zawsze byli zadowoleni z jakości pełnionej przez świątników pracy. Zdarzało się bowiem, że mieszkańcy wsi świątniczych wysyłali do katedry nieletnich lub całkiem obcych ludzi. Prowadziło to do zaniedbań i kradzieży. W dniu 9 lutego 1544 roku kustosz Stanisław Wolski wydał następująca ordynację nawołującą do osobistego wypełniania służby przez świątników:

Domini (…) decreverunt rev. d. Stanislaum Volski custodem Cracoviensem (…) adhortandum esse, ut ex officio suo et iurisdictione in eos ipsos rusticos sanctuarios negligentes et protervos severius, quam solet, animadvertat utque mittantur ad servitia ecclesiae habiles, idonei et sufficientes rustici ac possessionati efficiat et mandet, alioqui personae vagae et suspectae ac ad ferenda onera ecclesiae insufficientes deinceps repellentur.6

Podobne ordynacje wydawano także w roku 1556 i 1586. W wyniku takich zaniedbań świątnicy musieli odkupić w 1607 roku urwany sznur, w 1617 roku skradziono pieniądze z jednej ze skarbon katedry, w 1619 roku ampułki, kropidło i obrus, a w 1640 roku skradziono min. tablice z 40 wotami. W 1750 roku musieli oni zapłacić odszkodowanie niebagatelną sumę 500 zł.

W 1640 roku, po wspomnianej kradzieży, postanowiono zmienić organizację pracy świątników na stałą roczną pracę w katedrze 6 wybranych osób przez mieszkańców czterech wsi świątniczych. Opór świątników i nieobecność kustosza spowodowały zaniechanie wprowadzenia tej reformy.

W 1767 roku za zaniedbanie służby czyli tzw. wigilancję kustosz ukarał winnych cielesną karą 50 uderzeń.7

Spory pańszczyźniane czyli jak każdy chłopa wykorzystać chciał. Wraz z upływem czasu w kraju pogarszała się coraz bardziej sytuacja chłopów. Kolejni kustoszowie oraz okoliczna szlachta szukała tylko pretekstu, aby narzucić zwyczajowe prawo na gruntach kustodii, a samych świątników zagonić do pługa. Świątnicy w pierwszej kolejności szukali wsparcia w kapitule, która była zwierzchnikiem kustosza i niekoniecznie popierała działania kustoszów, którzy działali wyłącznie we własnym, prywatnym interesie. Coraz powszechniejsze stawało się też prawo zagrabiania siłą gruntów. Czyniła tak szlachta i czyniło tak duchowieństwo, w żyłach których płynęła przecież szlachecka krew. Sądzono się także w sprawie przebiegu granic, co akurat i w dzisiejszych czasach nie straciło na aktualności.

Pierwszy spór o wykonywanie pracy na polach kustosza (agorum praedialium) pochodzi z 1475 roku i dotyczył mieszkańców Szczytnik i Świątnik [Dolnych]. W roku 1490 doszło do zatargu między kustoszem a mieszkańcami Górek w sprawie lasów i stawów rybnych. Chłopi bronili swojego prawa do dowolnego użytkowania tych terenów powołując się na przywileje za czasów księcia Bolesława (być może chodzi tu o Bolesława Wstydliwego który nadał przywileje mieszkańcom dóbr kapitulnych). Ówczesny kustosz Jan Szebieński8 nie negował tych praw i potwierdził, że poprzedni kustoszowie pobierali tylko czynsz, natomiast swoje roszczenia opierał na prawie zwyczajowym i poniesionymi kosztami na sporach o lasy z sąsiednimi miejscowościami (Siepraw). Sąd ostatecznie (2 lutego 1491 r) zawiesił postępowanie i kustoszowi nie udało się wyegzekwować swoich roszczeń.

W XV w powstał w Szczytnikach folwark szlachecki. W 1552 roku tamtejsi świątnicy poskarżyli się kapitule na ucisk ze strony właściciela tego majątku, Adama Niewiarowskiego. W roku 1558 szlachta z okolic pozwała tychże świątników o wyrządzone im bliżej nieokreślone szkody.

W roku 1566 powstał ponownie spór na terenie Szczytnik. Kustosz Marcin Izdbieński9 postanowił utworzyć tam własny folwark, zajmując przy tym grunty gromadzkie. Kontynuował ten zabór jego następca, Wojciech Brudziński10. Przymusił on tamtejszych chłopów, żeby odrabiali pańszczyznę na jego folwarku. Chłopi udali się do biskupa Franciszka Krasińskiego, który co prawda uznał ich wolność, ale również uznał zwierzchnią władzę kustosza nad nimi, a zważywszy na ogólny wzrost powinności poddanych w kraju wyznaczył 15 dni rocznie pańszczyźnianych prac polowych tymi słowami:

(…) powinni będą przez rok zawżdy 2 dni na oziminę, a 2 dni na jarzynę orać; item 2 dni oziminę i jarzynę żąć; item dzień kosić, dzień grabić; item 2 dni młócić, dzień gnoji wozić, dzień zboże z pola sprzętać i do folwarku wozić; item dzień jeden drew i chróstu wozić na potrzebę folwarkową z tamtego miejsca, gdzie sobie blizko kustosz zjedna, albo wkupi; item dzień jeden przewóz do Krakowa, albo stamtąd zasie odwóz z jakimikolwiek potrzebami albo rzeczami uczynić, k’temu dzień jeden dla odprawowania pewnych posług w folwarku robić, zachowując je jednak przy tych powinnościach, które kościołowi krakowskiemu czynić są powinni.11

Kustosz bezwzględnie egzekwował wyrok biskupi – opierających się chłopów więził w Krakowie, a jednego nawet wysłał do ciężkiego więzienia w Czorsztynie, ale aresztowany uciekł w drodze do więzienia.

Skarga kustosza na świątników z 1574 r.

Skarga kustosza na świątników z 1574 r.

W obronie chłopów wystąpiła kapituła krakowska wydając odpowiedni statut12 (11.06.1574) podkreślający znaczny ucisk chłopów i srogość kar w dobrach kościelnych (stwierdzono niedopuszczalność zamykania poddanych w więzieniach publicznych). Przyczyną takiego stanowiska były świadome działanie świątników, którzy przy każdej nadarzającej się okazji żalili się napotkanym osobistościom łącznie z królem Henrykiem Walezym i Anną Jagiellonką. Kapituła ukarała kustosza zawieszając jego prawa na 1 miesiąc (w tym także dochody), później jednak wobec pokory kustosza sprowadziło się to do symbolicznej kary. Brudziński jednak nie zamierzał ustąpić i oświadczył, „iż ról sobie przykopawszy więcej ich mają ponad swe starodawne zasadzenie”. Biskup wysłał komisje do zbadania sprawy na miejscu, która potwierdziła oświadczenie kustosza i 16 sierpnia 1575 roku wydał nowy wyrok, który niejako miał pofolgować chłopom zamieniając pańszczyznę na zbiorową pracę całych wsi:

(…) iż przerzeczeni świątnicy ze trzech wsi, z Szczytnik, Świątnik, a z Trąbek i ich potomkowie folwark wszytek kustoszowski na Szczytnikach leżący zorać, sprzeorać, zawlec, odwrócic, i wedle zwykłego obyczaju dobrze uprawić i zasiać, tak na zimę, jako na jar i z niego wszelakie zboża sprzątnąć i zwozić zawżdy kożdego roku wiecznym czasy będą powinni, a gdy to sprawować będą mieli, mają się zawżdy porozumieć i pomiarkować z sobą jakoby wszyscy zarówno wedle dzierżenia a używania ról robili, a więcej albo mniej jeden nad drugiego nie robił, jedno wedle wielości albo małości ról zarówno robotę odprawował.13

Oznaczało to zrzucenie odpowiedzialności za wykonaną pracę na władze gromadzkie. Nie zapomniano również o Górkach:

Item świątniki z Górek, z czwartej wsi, tak postanowić raczył, aby oni i ich potomkowie zawżdy każdego roku wiecznymi czasy łąkę kustoszowską na dziedzinie Opatkowicach leżącą porozumiawszy się z sobą i pomiarkowawszy wedle tego, jako kto rolej więcej albo mniej ma tak, iżby żadnemu krzywda w robocie nie była, posiec i zgrabić siano, jako przystoi, a to względem pobudowania stawków i wykopania ról na górce, zachowując jednak wszytkie świątniki ze wszytkich wsi wyżej opisanych przy ich posługach i powinnościach, które kościołowi krakowskiemu czynić są z starego zwyczaju i postanowienia powinni.14

Wraz z nastaniem nowego krakowskiego biskupa Piotra Myszkowskiego świątnicy ponownie podnieśli głosy sprzeciwu, jednak biskup odrzucił skargi i przestrzegł, że nagabywanie króla będzie karane powrozem albo siedzeniem słusznym ks. kustoszowi. Brudziński tymczasem siłą egzekwował swoje prawa i skutkiem obrony chłopskiej zginął jeden z jego zauszników, a drugi został ranny. Świątnicy zaczęli poszukiwać po wszystkich stanach opiekunów. Zaniechali także służby w katedrze porzucając klucze kościelne i opuściwszy kościół przez czas niemały służby kościelnej omieszkiwając z niemałą osławą tego kościoła zacnego krakowskiego. Działania chłopów i niezadowolenie kapituły doprowadziły wkrótce do zawarciu kompromisu przed biskupem Myszkowskim w dniu 7 października 1583 roku, na mocy którego kustosz miał zostawić folwark mieszkańcom Szczytnik i Świątnik, pozostawiając sobie jedynie browar, plac z ogrodem i sadzawki. W zamian za to chłopi ci mieli odtąd płacić dodatkowy czynsz za użytkowanie danego folwarku w wysokości 30 zł polskich15, 30 korców owsa miary kazimierskiej i 20 kapłonów. Mieszkańcy Trąbek zamiast wykonywanych prac mieli płacić czynszu więcej o 10 zł, natomiast z Górek zamiast prac w Opatkowicach płacić mieli dodatkowe 10 zł, 8 korców owsa i 8 kapłonów. Wszystko to miało być płacone na dzień św. Marcina czyli 11 listopada. Kustosz i kolejni jego następcy mieli oddawać w zastaw 500 czerwonych złotych16 i zastaw ten byłby utracony, gdyby zdecydowali się kiedyś podnieść ustanowione czynsze. Wyrok biskupi przedstawiono przedstawicielom wsi świątniczych – z Górek byli to Szymon Kotarba i Jan Bedle.

Dekret kompromisarski kapituły katedralnej krakowskiej z 1583 r.

Dekret kompromisarski kapituły katedralnej krakowskiej z 1583 r.

W roku 1606 w imieniu szczytnickich świątników wystąpił kustosz Wojciech Szydłowski, gdyż lokalny dziedzic Lubowiecki zajął 30 zagonów gruntów świątników.

Całkowicie odmienna sytuacja miała miejsce w 1631 roku, kiedy to świątnicy ze wszystkich wsi pozwali chłopów z Czyżowa. Zgodnie z dawnymi przywilejami mieli prawo pobierać z tej wsi dziesięcinę snopową17. W roku 1634 świątnicy z Górek wystąpili nawet do sądu biskupiego, aby zakazano chłopom z Czyżowa zwożenia zboża do stodół przed wydaniem dziesięciny.

Akta Kapituły wspominają także o sporze między świątnikami z Górek a Tomaszem Wiejskim, właścicielem Witkowic w latach 1685-1686. Nie wiadomo do końca dziś, jakie to gwałty pewne i najście na grunt, wiolencyje popełnili świątnicy. Szlachcic kazał uwięzić na zamku krakowskim Alberta Kotarbę a także przetrzymywał chłopskie zboże we młynie

W latach 1690-1696 mieszkańcy Górek toczyli spór o przygraniczne tereny z Tomaszem Ujejskim, właścicielem Olszowic.

Pod koniec lat 30. XVIII wieku zaistniał także spór między świątnikami ze Szczytnik i Świątnik, a dzierżawcą tamtejszego ziemskiego folwarku o granice użytkowania gruntów. Dochodziło do odbierania plonów siłą i wzajemnych rękoczynów. Szlachcic wycenił swoje straty w 1740 roku na 1984 złp 24 gr18. Pozwano przed trybunałem lubelskim 16 mieszkańców Świątnik [Dolnych] i 38 ze Szczytnik.

Jeszcze w 1772 roku właściciel dóbr w Konarach próbował zmusić do pańszczyzny chłopów z Górek.

Spory o pieniądze. Płacone przez mieszańców wsi świątniczych czynsze nie były w swych wysokościach zadowalające dla kustoszy, którzy nie mieli zysku z uprawianych pól świątników. W Górkach-Świątnikach sytuację tę przedstawił ks. kustosz Komecki:

Kustoszowszy Chłopi są tak dilatati, że w którey wsi powinno bydź według Erekcyi dwunastu kmieci, iest gospodarzów 60, y po innych więcey, ale na zgubę kustosza, bo nawet gdzie były lasy w role ich obrocili, a co raz to mniey kustoszom niedbałym dawali.19

Z powyższego tekstu wynika też pewna machinacja podatkowa świątników góreckich, którzy pozornie i sztucznie utrzymywali podział na 12 zagród, pomimo tego, że gospodarstw było 60. Podatki bowiem płacone były od historycznej zagrody (siedliska). Zresztą podobny pozór zachowywali wobec proboszcza swego z Mogilan i do XVIII wieku płacili rocznie 12 korców owsa (1 korzec na zagrodę). Pozorne gospodarstwa zlikwidowali dopiero Austriacy (listę 12 zagród wykazano w metryce józefińskiej w 1787, ale straciły one na swoim znaczeniu), gdzie system podatku katastralnego oparty był na indywidualnym posiadaniu nieruchomości.

Należy też zauważyć, że wraz z czasem pomniejszało się realne zobowiązanie czynszowe świątników. Żeby opłacić cały czynsz w 1583 roku wynoszący 32 grzywny i 50 złp chłopi musieli sprzedać 68 korców owsa, podczas gdy w 1722 roku by opłacić całościowy czynsz 350 złp potrzeba było tylko 54 korców.

Osobnego artykułu wymagałoby również omówienie systemu monetarnego w Polsce. Zmieniała się bowiem wartość kruszcu, z jakiego były wybite monety. Złote dukaty (czerwone złote) w 1526 miały wartość 45 groszy srebrnych, podczas gdy w XVII wieku jego wartość wynosiła nawet 195 groszy srebrnych. Później wprowadzono jeszcze grosze miedziane oraz tymfy (złote) których wartość o kursie urzędowym wynosiła 30 groszy, a rynkowa 12-18 groszy, gdyż monety te miały mniej srebra, co było spowodowane trudnościami kraju po potopie szwedzkim. Zwiększała się też wartość monety złotej względem monet srebrnych, a później miedzianych. Przy takich komplikacjach nic dziwnego, że bez przeprowadzenia okresowych rewaloryzacji czynszów kustosz był coraz bardziej stratny.

Prawdziwą batalię o osiągnięcie większych zysków ze wsi świątniczych podjął wspomniany Sebastian Komecki20. Zaraz po objęciu kustodii w 1720 roku uwięził władze gromadzkie w swej kamienicy i pod groźbą kijów wymusił powiększenie czynszu o 46 ćwiertni krakowskich owsa21 i 77 kapłonów tytułem użytkowania dawnego folwarku i stawów rybnych.

Kolejnymi obciążeniami, którymi obarczył świątników Komecki było łojowe – roczny podatek od rzeźników (12 złp lub kamień łoju), obowiązek kupna śledzi na Wielki Post, różnego rodzaju robocizny oraz narzucenie propinacji. W rękach kustosza była karczma wykupiona w 1532 r od chłopów w Górkach oraz browar w Szczytnikach. Kustosz próbował też sprowadzić Żydów, aby następnie przejąć i egzekwować karczemne długi, jednak Żydzi szybko wycofali się z niepewnego terenu. Świątnicy jak mogli tylko to starali się omijać kustoszowskie alkohole korzystając ze szlacheckich karczm oraz samemu wytwarzając sobie trunki. To drugie było karane, co doprowadziło do podpalenia góreckiej karczmy i szczytnickiego browaru. Kustosz mimo to dalej nielegalnie sprowadzał alkohol min. z Krzywaczki, która była w jego posiadaniu.

Komecki zapewnił sobie lojalność wójtów gromad osobiście ich wybierając oraz zwalniając od płacenia czynszu. W Górkach takim zaufanym wójtem był przez długi czas Walenty Jarski – osoba nader często pojawiająca się w zapisach Acta iudicialia jako zamożna osoba skupująca grunty. Był on min. autorem wymuszenia łapówki dla kustosza – rozpowiedział fałszywą pogłoskę, jakoby Komecki miał odchodzić ze stanowiska kustosza i za odpowiedni prezent mógłby nie przekazać swojemu następcy informacji o podwyższonych czynszach. Górczanie uwierzyli i zakupili wartego 9 talarów wołu. Kustosz prezent przyjął, ale nic na tym nie zyskali.

Ucisk ze strony kustosza spowodował konsolidację opozycji przeciw niemu. W 1737 nowy wójt Górek Łukasz Bujas nie oddał czynszów gromadzkich. Komecki od razu wystąpił do biskupa kard. Jana Lipskiego. W dniu 31.01.1738 r. zapadł wyrok oparty na przewalutowaniu przez nuncjaturę czynszów i zamiast 350 złotych wsie świątnicze miały odtąd płacić 889 złotych i 19 groszy oraz wcześniejsze zobowiązania w naturze (kapłony i osep). Przyjęto przelicznik 1 grzywna = 21 tynfów liczonych po 38 groszy.

Pismo kustosza Komeckiego ponaglające zapłaty czynszów z 1738 roku.

Pismo kustosza Komeckiego ponaglające zapłaty czynszów z 1738 roku.

W wyroku zakazano kustoszowi narzucania chłopom trunku i płacenia łojowego, ale zarazem utwierdzono jego prawa propinacyjne z prawem budowania karczem, a także przyznano mu stawy rybne (w Szczytnikach). W wyroku wspomniano także o darowanym wole uznając to za prezent poddanych dla swojego pana. Komecki nie ustępował w kolejnych pozwach i wkrótce osadził 5 chłopów z Górek w lochu próbując bez powodzenia zmusić ich do przyjęcia nowych stawek czynszów. Nasyłał swoich ludzi by rekwirowali dobytek chłopów. Ponieważ kustosz nie otrzymywał już od 3 lat żadnego czynszu, jego staraniem wszyscy mieszkańcy zostali kilkakrotnie ekskomunikowani. W odpowiedzi na poczynania kustosza świątnicy wysłali do samego papieża trzyosobową delegację w skład której wchodził min. wójt górecki Łukasz Bujas. Delegacja została zatrzymana w Loretto i pod groźbami zawrócona. Niedługo później w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł wójt Górek. Komecki wysłał nocą 27.08.1739 r. do Szczytnik swoich pachołków zamiarem uprowadzenia trzech przywódców buntu. W obronie ich stanęło około 200 chłopów uzbrojonych w kosy, cepy i siekiery. Obrońców wsparli też chłopi z sąsiednich wsi i w wyniku tej potyczki napastników udało się rozgromić, ciężko raniono ich przywódcę szlachcica Franciszka Płazowskiego, a chłopi zdobyli 7 strzelb, szablę, parę pistoletów, 5 dukatów i 1 talar.

Sprawa ranienia szlachcica oraz jawne wystąpienie chłopów przeciw swojemu panu trafiła po dwóch tygodniach przed sąd grodzki. Pozwano imiennie 20 świątników, co ciekawe – ze wszystkich 4 wsi świątniczych, choć nie było możliwości by chłopi z Górek czy Trąbek mogli brać udział w tych walkach. Orzeczono infamię i nakaz aresztowania.

Świątnicy nadal próbowali bronić się przed sądami i zaapelowali do Trybunału Nuncjatury w Warszawie, który jedynie potwierdził 17 lutego 1740 roku orzeczenie kard. Lipskiego. Oddając cios za cios w 1742 roku to kustosz pozwał przed ten sam trybunał świątników za niepłacenie czynszów, nielegalne powiększanie swoich areałów ornych oraz herezję. W odpowiedzi świątnicy wysłali ponowne skargę do papieża – w drogę udali się Jan Ćwikliński i Wojciech Kleczkowski ze Szczytnik. Dotarli oni do Rzymu, ale nie udało im się uzyskać przez kilka tygodni audiencji u Benedykta XIV i skargę zostawili w kurii rzymskiej. Z Rzymu natomiast dotarł papieski przelicznik czynszów, który jednak nie był sprzyjający świątnikom (1 grzywna = 33 tynfów i 9 groszy). Przelicznik ten zawile wyłożył sam Komecki:

W teyże kancellaryi nalazłem Reductionem Marcarum to iest Duchowney per Regem, Rempublicam, et Comissarior Papa, quomodo intelligi debet, to iest dzieli się marka na cztery fertony, Ferton ieden reducitur na złotych pięć monety stary iaka na ten czas była, to iest bity szostak sześć groszy, złoty pięć szostkaków; złotych pięć osm Tynfów y szostak. Ergo marca efficit 33. Tynfów y trzy y szostak.22

Sprawa sporu została zakończona na polecenie kapituły dopiero w 1766, kiedy to kustoszem był Michał Maurycy Komecki, bratanek poprzednika, a przyczyną zakończenia sporu miała być troska kapituły o zbawienie dusz chłopskich. Faktycznie spory zakończyły się w roku 1782, kiedy to kustosz stracił swoją władzę na wsiami świątniczymi.

Sam Sebastian Komecki w swoim Ad perpetuam nie wspomina w ogóle o swoich pozaprawnych działaniach przeciwko chłopom. Omawia dawne dzieje jak to świątnicy od kilkuset lat z kustoszami woiowali, o kompromisie, o kolejnych wyrokach sądów biskupich, o spaleniu folwarku i browaru, o ekskomunikach nadawanych za niepłacenie czynszu, o wyprawie do Rzymu świątników. W ostatnim zdaniu kustosz opisuje wyrok Rzymu z 1744 roku między mieszczanami a duchowieństwem krzepickim, gdzie przelicznik starej monety wynosił 1 stary grosz = 28 nowych groszy.

Ad perpetuam rei memoriam, rękopis zawarty w Acta iudicialia custodiae ecclesiae cathedralis cracoviensis, Ex hac Parte Acta ab an. 1717.

Ad perpetuam rei memoriam, rękopis zawarty w Acta iudicialia custodiae ecclesiae cathedralis cracoviensis, Ex hac Parte Acta ab an. 1717.

Kustoszowscy czy kapitulni? Przy okazji sporów z kustoszem Komeckim pojawił się dość niezwykły argument ze strony świątników, a mianowicie, że świątnicy nie podlegają kustoszowi tylko kapitule. Kustosz pisał o tym tymi słowami:

Usurpują sobie żeśmy Kapitulni Poddani nie kustosza. Hoc negatur per omnia23. Bo lubo Capitulum ma Jus inspectionis nad wszystkiemi Dobrami kościołowi krakowskiemu in korperowanemi, tak Kapitulemi iako y Biskupiemi, nisi propter Conservationem Ius tale monitionis, est Ius remotum non proximum. A dotego nigdzie słówka nie naydzie aby te dobra były dane Capitulo, nisi Custodi.24

Mając do dyspozycji wszystkie dostępne dziś materiały archiwalne trudno nie przyznać racji Komeckiemu. Wszak już przecież u Długosza wsie świątnicze zostały opisane we wszystko mówiącym rozdziale zatytułowanym: Custodia Cracoviensis, sexta et ultima dignitas post pontificalem, in choro vero sinistro tertia, a kustodia była jedną z 36 prebend kapituły przyznawaną kustoszom katedry. Kustosz nie tylko był ich feudalnym panem, ale przede wszystkim nadzorcą prac wykonywanych w katedrze, więc świątnicy doskonale byli świadomi, czyimi byli poddanymi. Można się jedynie domyślać, że próbowali w ten sposób deprecjonować osobę kustosza i chcieli uciec się pod opiekę kapituły, która stała w hierarchii ponad kustoszem. W niektórych opracowaniach, w tym także u Marcina Mikuły (Świątnicy. Strażnicy katedry wawelskiej) pojawiło się dwuznaczne twierdzenie, jakoby wsie świątnicze należały do kapituły, a były tylko dzierżawione przez kustoszów. Forma dzierżawy odnosiła się jednak do dóbr kościelnych zwanych prestymonialnymi.

Podsumowanie. Powyższe barwne przykłady z dziejów dawnych Świątnik świadczą z całą pewnością o determinacji, z jaką walczyli ówcześni mieszkańcy o swoją jakość życia, pomimo tego, że byli z góry na przegranych pozycjach. Na uwagę zasługuje fakt, że starali się wykorzystać wszystkie instancje – od kapituły, poprzez biskupów, nuncjuszów po samego papieża. Szukali oparcia u szlachty, magnaterii i nawet u króla i w rodzinie królewskiej. Większość chłopów pańszczyźnianych nie miała takich możliwości. Należy też zwrócić uwagę na solidarność świątników ze wszystkich wsi świątniczych – wspólna obrona, wspólne petycje i w konsekwencji solidarnie ponoszenie przez nich kar.

1 Grzywna była w średniowieczu zarówno jednostką masy (1 grzywna = 4 wiardunki; grzywna krakowska wynosiła 196.26-201.86 gramów) jak i jednostką monetarną zwana w Europie marką (1 grzywna = 48 groszy za czasów Długosza)

2 Jan Długosz, Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis,1470-1480, t. 1, s. 89-95

3 Liber retaxatiorum, 1529 r, s. 314.

4 Rejestr poborów z 1629r. z województwa krakowskiego, Ossolineum – Wrocław

5 Sebastian Komecki, Ad perpetuam rei memoriam, rękopis zawarty w Acta iudicialia custodiae ecclesiae cathedralis cracoviensis, Ex hac Parte Acta ab an. 1717, karty 183-185.

6 De sanctuariis, Acta actorum t.4, k. 6v, Archiwum Kapitulne w Krakowie.

7 Acta iudicialia custodiae ecclesiae cathedralis cracoviensis, Ex hac Parte Acta ab an. 1721, karta96.

8 Jan Szebieński h. Biberstein (?-1499) – notariusz publiczny, od 1472 kanonik, od 1482 kustosz w kapitule krakowskiej, 1472-1488 kanclerz biskupa Jana Rzeszowskiego, 1492-1498 wikariusz generalny kard. Fryderyka Jagiellończyka

9 Marcin Izdbieński h. Poraj (1520-1594) – doktor obojga praw, 1546 kanonik gnieźnieński, 1559 kanonik krakowski, w latach 1563-1571 kustosz katedry krakowskiej, 1565-1577 oficjał i wikiariusz generalny biskupów Filipa Padniewskiego i Franciszka Krasińskiego.

10 Wojciech Brudziński h. Prawdzic (ok 1530-1594) – od 1566 członek kapituły krakowskiej, 1571-1594 kustosz katedralny.

11 Decrctum sanctuariorum ecclesiae cathedralis Cracoviensis cum d. Brudzyński custode Cracoviensi, Acta episcopalia, Kraków 28 IV 1574, Archiwum Metropolitalne w Krakowie, t. 30, k. 220-222.

12 De subdiltis ecclesiae benigne tractandis et corrigendis, Acta actorum, Archiwum Kapitulne, t. 6, k. 292 v

13 Decretum inter d. Brudzyński custoclem ex una et sanctuarios ecclesiae cathedralis Cracoviensis ex altera partibus, 16 VIII 1575, Acta episcopalia, Archiwum Metropolitalne w Krakowie, t. 30, k. 462v-464.

14 Tamże.

15 Srebrna moneta wartości obrachunkowej, 1 złoty = 30 groszy

16 Czerwone złote czyli dukaty to złote monety monety o wadze ok 3.5 g. Ich wartość w tym okresie wynosiła ok 180 srebrnych groszy i z czasem rosła, gdyż zwiększała się wartość złota względem srebra.

17 Dziesięcinę snopową pobierano zaraz po żniwach, a chłopi musieli czekać na polu ze zwózką na przedstawiciela Kościoła, który odliczał należną mu część.

18 1 złoty (tymf) wynosił wówczas 38 groszy

19 Sebastian Komecki, op. cit.

20 Sebastian Komecki h. Ślepowron (?-1755) – kanonik włocławski i gnieźnieński, 1720-1755 kustosz krakowski, 1722-23 pleban Kościelca koło Chrzanowa

21 1 ćwiertnia wynosiła ¼ korca tj. 8 garnców czyli ok 30,75 l

22 Sebastian Komecki, op. cit.

23 Łac. „To tak nie jest we wszystkich rzeczach”

24 Sebastian Komecki, op. cit.

Opracował Jerzy Czerwiński.

Chciałbym tym razem poruszyć temat historii świątnickich szkół od pierwszej szkoły trywialnej przekształconą następnie na powszechną i w końcu podstawową. Największe badania w tej dziedzinie poczynił Franciszek Batko mając możliwość korzystania jako jedyny historyk z Kroniki Szkoły Powszechnej w Świątnikach Górnych 1865-1952. Właściciel kroniki, czyli władze szkolne, nie potrafiły należycie zadbać o tę bezcenną księgę i jedynie można domniemywać, gdzie dziś się ona znajduje. Drugim niezwykle ważnym źródłem w tym zagadnieniu jest Kronika Świątnik Górnych nauczycielki Elżbiety Miziurowej (Muzeum Ślusarstwa w Świątnikach Górnych). W te części wspomnę także o świątnickiej szkole gospodarczej. Skorzystałem tutaj z opracowania Ludzie i wydarzenia w Świątnikach Górnych 1888-1955 Marcina Mikuły oraz artykułom opublikowanym w książeczce jubileuszowej pod tytułem Nasza szkoła.

Oświata w XIX-wiecznej Galicji była na bardzo niskim poziomie. Ta najliczniejsza kraina cesarstwa długi czas zajmowała przedostatnie miejsce w ilości szkół, a te co były nie dostarczały nawet minimum wiedzy. Nauczanie elementarne dzieci odbywało się głównie przy szkółkach parafialnych. Zatwierdzona przez Marię Teresę w 1774 roku reforma oświaty co prawda wprowadzała tzw. szkoły trywialne (szkoły podstawowe wiejskie 3-letnie i miejskie tzw. „normalne” 4-letnie z obowiązkiem nauki w wieku 6-12 lat), ale przepis ten był martwy aż do połowy XIX wieku.

Pierwsza połowa XIX wieku upłynęła pod hasłem germanizacji w państwowych szkołach, a w całej Galicji było w sumie patrząc na szkoły średnie: 9 gimnazjów (z podstawą dydaktyczną opartą na łacinie i grece) i 2 szkoły realne (6-letnie szkoły według pruskiego systemu oświaty, gdzie podstawą dydaktyczną były języki nowożytne oraz przedmioty matematyczno-przyrodnicze). Dla przykładu w roku 1860 w Galicji było już 16 gimnazjów i 5 szkół realnych, a w 1900 roku 30 gimnazjów i 6 szkół realnych.

Pierwsze poważne zmiany w systemie oświaty zaczęły się po Wiośnie Ludów w 1848 roku, gdyż zniesiona została pańszczyzna i pojawił się problem wyciągnięcia chłopów z całkowitego analfabetyzmu. Już podczas rewolucji próbowano przeprowadzić reformę oświaty wprowadzając min. 8-klasowe gimnazja przygotowujące do studiów wyższych, a także język polski jako wykładowy. Jednak po upadku powstania z surowością niszczono wszelkie dokonania rewolucjonistów i na zmiany trzeba było poczekać do 1859 roku, od którego to momentu zaczęła się zmieniać polityka Franciszka Józefa I. Germanizacja Galicji zakończyła się definitywnie po klęsce Austrii z Prusami w 1865 roku.

Dla oświaty galicyjskiej niezwykle ważne było powołanie przez Wydział Krajowy w 1867 roku Rady Szkolnej Krajowej, która nadzorowała i zarządzała szkolnictwem podstawowym i średnim. Z posiadanych przez siebie funduszy zaczęto budować nowe szkoły. Rada przeforsowała w 1867 roku nauczanie w językach lokalnych, tj. w polskim i ukraińskim, wprowadziła obowiązek i bezpłatność nauki.

W 1884 roku Sejm Krajowy utworzył dwa typy szkół ludowych różniące się zakresem programowym: wiejskie i miejskie. Środowiska konserwatywne z jednej strony chciały zlikwidować analfabetyzm, z drugie jednak strony celowo ograniczano poziom wiedzy na wsi.

Fundacja ks. Zakulskiego. Pochodzącemu ze Świątnik ks. Wojciechowi Zakulskiemu Świątniki zawdzięczają nie tylko dzisiejszy kościół parafialny, ale także pierwszą szkołę podstawową, która zresztą według jego zamysłu miała powstać jeszcze przed gmachem kościelnym. W dniu 22 marca 1832 roku ks. Zakulski napisał w swoim testamencie w punktach 5 i 6:

Quinto. Na fundusz stały posesora w górkach-Świątnikach powiedzianych, to jest na jego roczną pensję, sumę, prowizję roczną pięćdziesiąt czerwonych złotych na ciężki kamień ważonych od tysiąca takichże czerwonych złotych przy Krakowie na Kazimierzu u W.J.P. Zakulskich Rydmillerów wymienionych, który to kapitał by wieki bezpieczny i cały zostawał, takowy dobrotliwości prześwietnej Akademii Krakowskiej i Przezacnego Arcybractwa Miłosierdzia, i Banku Pobożnego Krakowskich o to jak najprzyzwoiciej upraszam. A gdyby przez nieprzewidziany jaki przypadek ten kapitał w całości musiał co utracić, na tedy jaki mój mająteczek jeszcze wolnym byłby z tego, a jeżeli już wolnego nie było, z prowizji od tego kapitału dołożyć,a by wiecznie tysiąc czerwonych złotych. Najwięcej sobie życzę, aby tym posesorem był ksiądz szlachetnych katolickich obyczajów, jednak żeby nie był obowiązany trzymać Curam Animarum, aby silnej i pilniej pracował w zastępowaniu dzieci, w niedostatku księdza uzdolniony kleryk, w niedostatku świecki, ale zdatny do uczenia katolik i obyczajów prawdziwie szlachetnych, którego obowiązek będzie dzieci uczyć podług przepisów krajowych św. religii, czytać i pisać po polsku, niemiecku i nieco po łacinie, a przed zaczęciem i po skończeniu szkoły zawsze prosić P. Boga o łaskę i miłosierdzie i o wybawienie dusz z czyśćca, fundatora ks. Wojciecha, rodziców Jakuba i Anny, rodzeństwa jego Józefa i Stanisława, Zofii, Reginy i Agnieszki, jego i ich krewnych i powinowatych według modlitwy osobno ustanowionej.

Seksto. Plac jakiby po najukochańszych moich rodzicach do mnie należał i te, które na fundusz nabyłem pod kościół, mieszkanie księdza, szkołę i na ogród dla księdza i szkoły z prośbą, aby został splantowany i według mojego doświadczenia pod i na tę powymierzany, fundamenta co pilniej wszystkie pomurowane, a szkoła najpierw wystawiona, tem końcem jak najwcześniej dostateczna ilość wapna była na miejscu sfolowana.

Ks. Zakulski był członkiem Arcybractwa Miłosierdzia Najświętszej Marii Panny Bolesnej w Krakowie – najstarszej polskiej organizacji charytatywnej założonej w 1584 roku przez Piotra Skargę. Arcybractwo to prowadziło także wspomniany Bank Pobożny (łac. Montes Pietatis), który udzielał pożyczek biednym wiernym na zasadach lombardu. Ks. Zakulski powierzył swoim krewniakom Zakulskim-Rydmillerom 1000 dukatów (czerwonych złotych), aby zabezpieczyli je w nieruchomościach tak, aby rocznie prowizja z tego majątku w wysokości 50 dukatów1 przeznaczona była na utrzymanie nauczyciela (posesora) w Świątnikach. Ks. Zakulski zażyczył sobie w ostatniej woli, aby tym nauczycielem został duchowny bez curam animarum, czyli taki, który nie ma obowiązku opieki duchowej nad wiernymi. Chodziło o to, aby ksiądz bez takich zobowiązań pilniej przykładał się do swojej roli nauczyciela. W razie braku księdza nauczycielem mógł zostać kleryk, a w ostateczności świecka osoba katolickiego wyznania. Grunt dla szkoły ks. Zakulski zapewnił ze swoich rodzinnych świątnickich gruntów.

Za owe 1000 dukatów zakupiono nieruchomości na Kazimierzu (przy ulicy Ciemnej obok cmentarza Remuh). Realności te następnie wykupili lokali Żydzi: Joachim Wasserberg i Józef Dallet. Gdy Gmina Świątniki postanowiła w końcu sięgnąć po zapisany majątek i wyegzekwować uzbierane odsetki, właściciele odmówili tego zobowiązania i dopiero Prokuratura Krakowska zmusiła ich do zapłaty całości odsetek, co dało w przeliczeniu na walutę austriacką łącznie 9777 guldenów (złotych reńskich) i 28 centów.

Nieruchomości zabezpieczające płace nauczycieli w następnych latach kupiła nowo powstała gazownia należąca do niemieckiej firmy Dessau, którą po 25 latach wykupiło Miasto Kraków. W 1896 roku władze miejskie postanowiły spieniężyć zobowiązanie hipoteczne przeliczając po kursie 1 dukat = 5.63 złr i gotówkę wpłacono na Fundusz Szkolny Krajowy. Oznaczało to realne pomniejszenie wypłaty dla świątnickich nauczycieli. Po upadku monarchii po I wojnie światowej fundusz ks. Zakulskiego przepadł całkowicie wobec niemożliwości egzekwowania waluty austriackiej.

Szkółka parafialna. Pomimo dokonanego zapisu na poczet przyszłej szkoły zarówno władze Gminy, jak i posiadająca dominium biskupińskie rodzina Konopków nie spieszyli się z realizacją tego zamysłu. Rodziny, które było stać na to, zapewniały swoim dzieciom prywatnych nauczycieli. Pierwszą szkołą w Świątnikach była szkółka parafialna powstała po utworzeniu się kapelanii w Świątnikach w 1846 roku. Prowadził ją miejscowy organista, za co pobierał wynagrodzenie 60 złr rocznie, które otrzymywał od barona Antoniego Konopki na mocy deklaracji z 4 września 1820 roku. Konopkom posiadanie dominium biskupińskiego zapewniało także rolę kolatora dającą im przywilej przedstawiania władzom kościelnym kandydatów na lokalne stanowiska proboszczów i zarządców dóbr kościelnych. W 1856 roku Henryk Konopka, syn Antoniego, sprzedał swoje prawa do Świątnik i od tego czasu zobowiązanie wynagradzania dla nauczyciela parafialnego przeszło na Gminę.

Szkoła trywialna, szkoła ludowa. Szkołą trywialną nazywano taką szkołę podstawową działającą dwustopniowo – pierwszy stopień dwuletni i drugi jednoletni. Obowiązkiem nauczania objęto dzieci 6-12 lat. Przedmiotem nauki było pisanie, czytanie i rachowanie oraz religia. Poziom nauki w szkołach wiejskich był zbyt niski, żeby po skończeniu trzeciej klasy można było dostać się do gimnazjum i konieczne było uzupełnić wiedzę przez kolejny rok nauki w szkołach głównych działających w miastach władz obwodowych. Szkoły trywialne dotowała gmina, probostwo i właściciele ziemscy.

Po tym, jak Gmina wyegzekwowała od właścicieli gruntów z fundacji ks. Zakulskiego kwotę 9777 złr i 28 ct przystąpiono do budowy gmachu szkoły. Można w dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że grunt rodowy Zakulskich znajdował się wówczas pod opieką lokalnej kapelanii.2 Prace rozpoczęły się jeszcze w 1864 roku i zakończyły w roku następnym. Wybudowano murowany budynek dwukondygnacyjny i podpiwniczony. Budowa pochłonęła koszt 7889 złr i 3ct, a za pozostała sumę zakupiono obligacje Wysokiego Namiestnictwa, które miały zapewnić pensję dla nauczycielki nauki robót ręcznych dla dziewcząt w wysokości 60 złr rocznie.

Budynek pierwszej szkoły ludowej – ilustracja Kazimierza Cholewy do Kroniki Świątnik Górnych Elżbiety Miziurowej.

Budynek o którym mowa to leżący dziś przy ulicy Królowej Jadwigi 12 budynek komisariatu Policji. Od czasu wybudowania w 1865 roku był na pewno wielokrotnie remontowany i modernizowany, ale służył jako szkoła do II wojny światowej, później jako przedszkole, a obecnie jako komisariat. Jest to dziś jeden z najstarszych budynków w Świątnikach.

Już na początku działalności szkoły powstał spór między Gminą, a władzami kościelnymi o prawa do opieki nad szkołą i decydowaniu o obsadzie nauczycielskiej. Społeczność lokalna nadto domagała się respektowania testamentu ks. Zakulskiego i oczekiwała osoby duchownej na tym stanowisku. Sprawa dotarła do Ministerstwa Wyznań i Oświaty w Wiedniu, gdzie zdecydowano, że o wyborze nauczycieli będą decydowały władze kościelne, a Gmina i lokalny kapelan będą mieli prawo przedstawiać kandydata do akceptacji. Pierwszym kierownikiem szkoły został powołany przez Konsystorz Tarnowski Jan Malicki, który przybył do Świątnik 10 listopada 1865 roku wraz z żoną Sylwerią, która miała prowadzić nauki dla dziewcząt. Budynek poświęcił dziekan wielicki ks. Ludwik Kusionowicz w dniu 20 listopada w asyście starosty wielickiego Tustanowskiego i ks. Scherszenia z Podgórza, a Akt Erekcyjny szkoły wydała Komisja Namiestnictwa we Lwowie 8 marca 1866 roku.

Jan Malicki u schyłku życia (1928 r.)

Jan Malicki u schyłku życia (1928 r.)

Wspomniany spór o patronat nad szkołą spowodował negatywne nastawienie lokalnej społeczności do powstałej szkoły i jej kierownika, która domagała się wypełnienia zapisów testamentu. Skutkiem tego do szkoły zapisało się tylko 62 dzieci w pierwszym roku działalności. W kolejnym roku atmosfera się poprawiła i do szkoły uczęszczało już 184 dzieci. Naukę religii prowadzili administratorzy świątnickiej kapelanii. Od roku szkolnego 1868/69 dodatkowym nauczycielem (suplentem) został organista Leon Kapłański, a od grudnia 1871 Karol Chlebowski.

Gmina wypłacała pensje dla nauczycieli – dla kierownika rocznie 50 dukatów z funduszu ks. Zakulskiego, dla pomocnika (suplenta) 150 złr, dla nauczycielki robót ręcznych 60 złr, dla obsługi szkoły 40 złr i na drobne potrzeby 10 złr. Przyznawana była też nagroda dla najlepszego ucznia w roku szkolnym w wysokości 10 złr. Szkoła otrzymała także drewno opałowe od Gminy.

Od roku 1869 w Rada Szkolna Krajowa zezwoliła na naukę w świątnickiej szkole dzieci z Konar, Ochojna, Olszowic, Rzeszotar i Wrząsowic, w których to miejscowościach nie było jeszcze takiej szkoły. Świątnicka szkoła na początku swej działalności była 2-klasowa, dopiero decyzją Rady Szkolnej Krajowej powiększono szkołę do pełnych 3 klas w roku 1879, jednak wiązało to się z wynajęciem dodatkowego pomieszczenia, gdyż nie było już miejsca dla tak dużej ilości dzieci. W rzeczywistości więc jako 3-klasowa szkoła zaczęła funkcjonować od 1884 roku.

Jan Malicki wpisał się w historię Świątnik nie tylko jako pierwszy i wieloletni nauczyciel i kierownik szkoły ludowej, ale także pomysłodawca utworzenia w 1879 roku Ochotniczego Towarzystwa Straży Ogniowej, którego został pierwszym komendantem i przewodził mu do 1884 roku.

Daniela Nayder, nauczycielka matematyki.

Daniela Nayder (1860-1926), z d. Adamska, nauczycielka matematyki.

Tak jak wspomniałem, zaginiona Kronika Szkoły Powszechnej 1865-1952, mogłaby dostarczyć więcej faktów z życia szkoły, jednak wobec jej, miejmy nadzieje chwilowego braku, trzeba polegać na innych źródłach. Poniższa tabela przedstawia wykaz pracujących nauczycieli według wydawanych we Lwowie po niemiecku szematyzmów Galizisches Provinzial z lat 1866-1869 oraz  Szematyzmów królestwa Galicyi i Lodomeryi z wielkim księstwem krakowskiem z lat 1870-1914.

Rok

Kierownik

Nauczyciele

1866

Malicki Jan

1868

Malicki Jan

Kapłański Leon – nauczyciel pomocniczy

Malicka Sylveria – roboty ręczne

1869

Malicki Jan

Kapłański Leon – nauczyciel pomocniczy

Malicka Sylveria – roboty ręczne

1870

Malicki Jan

Kapłański Leon – nauczyciel pomocniczy

1871

Malicki Jan

1872

Malicki Jan

1873

Malicki Jan

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1874

Malicki Jan

Chlebowski Karol – nauczyciel pomocniczy

1875

Malicki Jan

Chlebowski Karol – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

katecheza – duchowieństwo miejscowe

1876

Malicki Jan

Nodzeński Józef – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

katecheza – duchowieństwo miejscowe

1877

Malicki Jan

Nodzeński Józef – nauczyciel młod.

Malicka Sylweria – roboty ręczne

katecheza – duchowieństwo miejscowe

1878

Malicki Jan

Nodzeński Józef – nauczyciel młod.

Malicka Sylweria – roboty ręczne

katecheza – ks. Krzyściak Sebastian

1879

Malicki Jan

Malicka Sylweria – roboty ręczne

2 posady puste

1880

Malicki Jan

Malicka Sylwera – roboty ręczne

Gargul Emil – nauczyciel

Nodzeński Józef – nauczyciel

1881

Malicki Jan

Malicka Sylwera – roboty ręczne

Pietrzak Jan – nauczyciel

Kluziewicz Andrzej – nauczyciel

1882

Malicki Jan

Terlikiewicz Teofil – nauczyciel star.

Adamska Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1883

Malicki Jan

Terlikiewicz Teofil – nauczyciel star.

Adamska Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1884

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel star.

Adamska Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1885

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel star.

Adamska Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1886

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel star.

Adamska Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1887

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel star.

Adamska Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwerya – roboty ręczne

1888

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel star.

Adamska Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwerya – roboty ręczne

1889

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel rzecz.

Adamska Daniela – nauczyciel młod.

Kłak Jan – nauczyciel

Malicka Sylwerya – roboty ręczne

1890

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel rzecz.

Adamska Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwerya – roboty ręczne

1891

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel rzecz.

Nayder Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1892

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel rzecz.

Nayder Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1893

Malicki Jan

Nayder Józef – nauczyciel rzecz.

Nayder Daniela – nauczyciel młod.

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1894

Nayder Józef (tymcz.)

Nayder Daniela – nauczyciel młod.

Domańska Aniela – nauczyciel

Malicka Sylwera – roboty ręczne

1895

Chlebowski Karol

Nayder Daniela – nauczyciel star.

Domańska Aniela – nauczyciel

1896

Chlebowski Karol

Nayder Daniela – nauczyciel star.

Rączka Michał – nauczyciel młod.

Nogówna Władysława – nauczyciel

1897

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayder Józef – nauczyciel rzecz.

Studnicka Anna – nauczyciel młod.

Słowińska Józefa – nauczyciel

1898

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayder Daniela – nauczyciel rzecz.

1899

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayder Daniela – nauczyciel rzecz.

Rachel Antoni – nauczyciel młod.

1900

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayder Daniela – nauczyciel rzecz.

Oleśnicka Teresa – nauczyciel młod.

Kaczor Jan – nauczyciel

1901

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayder Daniela – nauczyciel rzecz.

Oleśnicka Teresa – nauczyciel młod.

Ackerman Stanisław – nauczyciel

1902

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayderowa Daniela – nauczyciel rzecz.

Oleśnicka Teresa – nauczyciel młod.

1903

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayderowa Daniela – nauczyciel rzecz.

Oleśnicka Teresa – nauczyciel młod.

Kuligówna Marya – nauczyciel

1904

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayderowa Daniela

Radlmesserówna Marya

Oleśnicka Teresa

Kuligówna Marya

1905

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayderowa Daniela

Cieszanowski Józef

Radlmesserówna Marya

Cieszanowska Marya

1906

Chlebowski Karol

ks. Twardowski Ignacy – katecheza

Nayderowa Daniela

Cieszanowski Józef

Nowińska Zofia

Beresówna Stanisława

1907

Chlebowski Karol

duchowieństwo miejscowe – katecheza

Cieszanowski Józef

Czerkiewicz Józef

Naydrowa Daniela

Beresówna Stanisława

1908

Chlebowski Karol

duchowieństwo miejscowe – katecheza

Świder Józef

Naydrowa Daniela

Wąs Karol

Cieszanowska Ludwika

Reimanówna Klementyna

1909

Ćwikowski Jan (tymcz.)

duchowieństwo miejscowe – katecheza

Świder Józef

Naydrowa Daniela

Wąs Karol

Jędryjasówna Stefania

Reimanówna Klementyna

1910

brak

duchowieństwo miejscowe – katecheza

Świder Józef

Naydrowa Daniela

Garanówna Teresa

Wąs Karol

Małysik Jan

Jędryjasówna Stefania

1911

Blarowski Stanisław

duchowieństwo miejscowe – katecheza

Naydrowa Daniela

Garanówna Teresa

Wąs Karol

Małysik Jan

1912

Blarowski Stanisław

duchowieństwo miejscowe – katecheza

Naydrowa Daniela

Garanówna Teresa

Stasieniewiczówna Marya

Naydrówna Zofia

Domiczek Karol

1913

Blarowski Stanisław

duchowieństwo miejscowe – katecheza

Naydrowa Daniela

Garanówna Teresa

Stasieniewiczówna Marya

Naydrówna Zofia

Śnieżek Karol

1914

Blarowski Stanisław

duchowieństwo miejscowe – katecheza

Naydrowa Daniela

Garanówna Teresa

Machniewicz Irena

Naydrówna Zofia

Śnieżek Karol

Jan Malicki pracował jako nauczyciel i kierownik szkoły do 1893 roku (przez 28 lat). Przez kolejny rok fukcję dyrektora pełnił długoletni nauczyciel w Świątnikach Józef Nayder, a od 1895 roku Karol Chlebowski.  Nauczyciele najczęściej przychodzili do Świątnik uczyć przez okresu roku lub dwóch, z nielicznymi wyjątakami jak wspomniany Józef Nayder i Daniela Nayder (z domu Adamska, pracowała od 1882 do 1915).

 W 1902 roku szkoła przekształciła się w mieszaną szkołę 4-klasową. Kolejnym kierownikiem szkoły ludowej, który wpisał się w historię Świątnik, był Stanisław Blarowski i pełnił tą funkcję od 1911 roku do I wojny światowej. Blarowski, jak również pozostałe grono nauczycielskie bardzo mocno związali się z powstałym w 1907 roku Towarzystwem Czytelni Ludowej. Od 1912 roku pełnił tam funkcję wiceprezesa i wygłaszał patriotyczne mowy podczas uroczyście obchodzonych polskich świąt narodowych, tak jak w dniu 3 maja 1912 roku, kiedy wypowiedział cytując Staszica: Upaść może naród wielki – zginąć tylko nikczemny.

Budynek szkoły ludowej dobrze spełniał swoją role do końca XIX wieku. Ciągle rosnąca liczba uczniów sprawiła, że niegdyś przestronny budynek stał się niewystarczający i Gmina musiała wynajmować niemałym kosztem dodatkowe pomieszczenia. Już wtedy pojawiły się głosy o konieczności budowy nowego budynku, jednak Gmina Świątniki, która poza nierentowną i źle zarządzaną rzeźnią nie posiadała żadnych własnych dochodów, była zbyt biedna na taką samodzielną inwestycję.

Sprawa ta była wciąż aktualna 10 lat później, kiedy głos krytyczny w tej sprawie zabrała emigracja świątnicka redagująca Związek Świątnicki:

Budynek szkoły ludowej wystawiony przez proboszcza Świątn. ś. p. ks. Zakulskiego był niewątpliwie pałacem wobec boiska stodoły, w której „kulawy krawiec” uczył naszych ojców abecadła. Duże naówczas sale szkoły zbiegiem lat wskutek mnożenia się ludności i otwierania nowych klas stawały się za ciasne i było ich za mało na pomieszczenie wszystkich dzieci szkolnych tak, że już od kilkunastu lat okazała się potrzeba odnajmowania sal w domach prywatnych. Skutkiem braku miejsca uwalniano chętnie wiele dzieci od obowiązku chodzenia do szkoły, mimo to jednak nie zdołano przeszkodzić przepełnieniu. I dziś tak się sprawa ma, że na 420 zapisanych do szkoły dzieci jest 5 klas, to znaczy w jednej klasie, a jest 6 oddziałów – siedzi przeciętnie 70 dzieci przez 4 do 5 godzin. Jeżeli się przy tem uwzględni, że z tych 5 klas jest zaledwie jedna możliwa do użycia, reszta zaś, zwłaszcza 2 umieszczone w budynku gmin. Mają zaledwie po kilkanaście kroków wzdłuż i wszerz i są prawie bez okien, dopiero się pojmie, w jakich warunkach są zmuszone uczyć się nasze dzieci i jak się to na ich zdrowiu odbija.

Ten wzgląd jak i druga równie ważna okoliczność mianowicie, że klasy poza właściwym budynkiem szkolnym musi wynajmować i utrzymywać opał i obsługa gmina obciąża jej budżet o blisko R1000 rocznie, sprawiły, że rada gmin. zeszłego roku zdecydowała się nareszcie skorzystać z funduszu krajowego przeznaczonego na budowę nowych szkół.3

Pojawiła się możliwość otrzymania ze Lwowa subwencji na budowę szkoły. Aby otrzymać taką dotację z Wydziału Krajowego Gmina musiała przedstawić, że posiada plac o powierzchni co najmniej 1 morgi (0.5755 ha) zaakceptowany przez fizyka powiatowego jako odpowiedni pod przyszły budynek szkolny. Dyrektor Szkoły Ludowej Stanisław Blarowski stanął na czele komitetu rady gminnej, który wytypował dwa place – jeden położony na Dziale poza obszarem zabudowań i drugi na pagórku nad cmentarzem. Fizyk zaopiniował pozytywnie ten drugi wariant z racji lepszej dostępności i bliskości do studni, natomiast rada optowała ze wariantem pierwszym i powstały impas sparaliżował dalsze prace. Gmina stwierdziła, że nie stać ją na zakup parceli, a liczący każdy grosz radni woleli przeciągać sprawę, żeby wybadać, czy Świątniki w ogóle mają szansę na tą subwencję. Niezbyt poprawnie zachowali się właściciele typowanych ziem, którzy węsząc zarobek od razu wywindowali ceny gruntów. Nie znalazł się też nikt, kto by własnym majątkiem wspomógł ten cel.

Istniała jeszcze jedna konieczność pilnego wybudowania nowego gmachu szkoły. W roku 1911 wciąż trwały walki o utrzymanie szkoły ślusarskiej w Świątnikach. Ostatecznie Wydział Krajowy postanowił pozostawić szkołę ślusarską w Świątnikach i nawet obiecał rozbudowę szkoły, jednak warunkiem na to było udostępnienie obecnego gmachu szkoły ludowej jako bursę (internat) szkoły ślusarskiej. Gmina przystała na ten warunek, więc zaakceptowała konieczność budowy nowej szkoły. W roku 1912 zakupiona została parcela na Dziale.

Jeśli chodzi o poziom nauki starszych dzieci poza granicami Świątnik, to w roku szkolnym 1912/13 uczyło się: 13 osób w gimnazjach, 3 na uniwersytetach, 2 w seminariach nauczycielskich, 10 w szkołach wydziałowych. Nauki odbywali głównie w Krakowie, Białej i Drohobyczu.

Szkoła wstrzymała naukę w czasie I wojny światowej i wznowiła działalność dopiero w roku 1921 już jako szkoła powszechna II Rzeczypospolitej.

Szkoła powszechna. Po odzyskaniu niepodległości w państwie polskim przyjęto system szkół powszechnych. Docelowo były to szkoły 7-klasowe – obowiązkowe 6 klas i ostatnia dla tych, którzy nie planowali dalej kontynuować nauki. Organizacja tych szkół jednak różnie wyglądała ze względu na warunki materialne, tak że zdarzały się sytuację, że wszystkie klasy miały zajęcia w jednej sali zbiorowej. W Świątnikach szkoła była urządzona następująco: w budynku dawnej szkoły ludowej na parterze w małej sali uczyła się klasa IV, klasa V na piętrze w sali po stronie wschodniej, a w dużej sali na parterze klasy VI i VII. Na parterze znajdowała się też mała kancelaria i na piętrze mieszkanie kierownika Romana Morawieckiego. Klasy I-III uczyły się w budynku koło ówczesnej poczty, na miejscu dzisiejszej remizy i Strażnicy Kultury. Do szkoły w Świątnikach uczęszczało duża ilość dzieci z okolicznych miejscowości, gdyż tam najczęściej znajdowały się tylko szkoły 4-klasowe.

Procesja Bożego Ciała ok. 1937 roku. W tle budynek w którym znajdowała się placówka poczty i sala lekcyjna szkoły powszechnej.

Roman Morawiecki, tak jak jego poprzednik bardzo mocno związał się z Czytelnia Ludową i brał aktywny udział w pracach tego towarzystwa jako wieloletni członek Zarządu. Problem budowy nowego gachu szkoły przez kolejne lata nie był poruszany. Życiem tętnił natomiast plac zakupiony przed wojną na ten cel. W 1921 na jego skraju zasadzono Drzewko Wolności i miejsce to stało się docelowym punktem wszystkich patriotycznych obchodów. Od 1926 roku z terenu tego korzystali świątniccy piłkarze grający pod szyldem Czytelni Ludowej – teren został zniwelowany i ogrodzony.

W roku 1923 przeprowadzono w okresie letnim remont szkoły, o czym świadczą protokoły Czytelni Ludowej, która korzystała z sali szkolnej organizując tam amatorskie przedstawienia. Sprawy budowy zaczęły nabierać obrotu dopiero w połowie lat 30. Oddajmy głos nauczycielce Elżbiecie Miziurowej:

W istniejącej trudnej sytuacji najważniejszym problemem stała się konieczność budowy nowej szkoły powszechnej, ponieważ rozrzucone, wynajęte lokale, a także budynek szkolny, były nieodpowiednie pod wielu względami. Ponieważ gmina posiadała już parcelę budowlaną pod budynek szkolny nabytą jeszcze w roku 1912, zawiązał się 1 kwietnia 1935 roku Komitet Budowy Szkoły, który zbierał fundusze w drodze dobrowolnego opodatkowania się mieszkańców. Za uzyskane kwoty wypalano we własnym zakresie 192 tysiące cegieł, sporządzono plany i przystąpiono do budowy pierwszego skrzydła nowej szkoły. W sierpniu 1939 roku osiągnięto wykończenie piwnic pod zachodnim i środkowym skrzydłem, płyty nad piwnicami i parter, oraz trochę murów I piętra. 20 sierpnia 1939 roku wmurowano płytę pamiątkową. Rozpoczęcie budowy szkoły było dużą zasługą kierownika szkoły Romana Morawieckiego.4

Wojna przerwała budowę szkoły. Na krótki okres czasu Niemcy przejęli budynek starej szkoły i przeprowadzili akcję odwszawiania dzieci – szkoła przez ten czas przeniosła się do sal w domu Marii Słomki „Maniusi” przy Rynku. Nauka w szkole odbywała się w wyjątkiem języka polskiego, historii i geografii.

Nauczyciele z czasów wojny: Roman Morawiecki z żoną Marianną, pani Karnasiewicz, Elżbieta Neydrówna (później Miziurowa)5, Wanda Dziewońska.

Budynek pierwszej szkoły ludowej, powszechnej i przedszkola – Komisariat Policji w Świątnikach Górnych, sierpień 2012 r.

Szkoła podstawowa. W dniu 8 maja 1950 zakończono rozpoczętą przed wojną budowę i oddano do użytku zachodnie skrzydło szkoły podstawowej. Nadano jej także patrona w osobie Adama Mickiewicza. Szkoła nosiła wtedy oficjalna nazwę: Szkoła Średnia Ogólnokształcąca Stopnia Podstawowego. Kronika Miziurowej podaje następnie:

W roku 1957 dzięki zabiegom kierownika szkoły Ignacego Hyżego zaczęto budowę drugiego skrzydła Szkoły Podstawowej. Prace wykończeniowe przy szkole, urządzenia wewnętrzne, wraz z ewentualnym ogrzewaniem i urządzeniem wodno – kanalizacyjnym prowadziła Gromadzka Rada Narodowa, która otrzymała na ten cel z funduszów państwowych 550 000 złotych. Koszt wybudowania drugiego skrzydła wyniósł 1 120 000 złotych. W tym miejscowe społeczeństwo partycypowało kwotą 213 334 złote i pracami pomocniczymi w naturze, a resztująca kwota 906 666 złotych została pokryta z funduszów państwowych. Drugie skrzydło Szkoły Podstawowej oddano uroczyście 1 września 1960 roku.6

Szkoła podstawowa i skrzydło wschodnie z przedszkolem – sierpień 2012 r.

Od roku 1960 w ramach reformy szkolnictwa w miejsce szkół powszechnych wprowadzono szkoły podstawowe początkowo 7-klasowe, a w latach 1967-1999 8-klasowe. Od 1 września 1999 roku reforma oświaty przywróciła gimnazja i szkoły podstawowe ograniczono do 6. klas. W latach 90. wybudowano w Świątnikach wschodnie skrzydło z mała salą gimnastyczną. Skrzydło to następnie zaadoptowano na potrzeby przedszkola, które dotychczas zajmowało budynek dawnej szkoły ludowej. W latach 2008-2010 Gmina z dotacjami z Unii Europejskiej wybudowała na miejscu dawnego boiska sportowego nową sale gimnastyczną

Sala gimnastyczna Szkoły Podstawowej – sierpień 2012 rok.

Państwowa Szkoła Przysposobienia w Gospodarstwie Rodzinnym I. Stopnia. Wspomniana wcześniej Maria Słomka (Swajsier) (1903-1995) zwana powszechnie „Maniusią” ukończyła kursy nauczycielskie w kraju, w Wiedniu i Szwajcarii. W 1929 roku współorganizowała Szkołę Hotelarstwa w Zakopanym, gdzie pracowała do wybuchu wojny. Wróciła do Świątnik i zorganizowała w rodzinnym budynku przy Rynku szkołę gospodarczą.

Budynek szkoły gospodarczej w Świątnikach – rok 1945.

Pomysł na organizowane nauki dla dziewcząt nie był nowatorski. Już od 1926 roku w Świątnikach Koło Polek organizowało liczne kursy wędrowne z dziedziny szycia, kroju, koronkarstwa, gotowania czy trykotarskie, które nota bene odbywały się w tym samym budynku, co późniejsza szkoła. Noszono się nawet z zamysłem utrzymania takich kursów na stałe. Szkoła została otwarta 15 września 1940 roku nabożeństwem. W pierwszym roku pobierało nauki 40 uczennic, z czego 31 otrzymało promocję. Na zakończeniu roku szkolnego odbyła się uroczysta wystawa prac uczennic. W drugim roku dzięki dotacjom z kuratorium i z organizowanych popołudniowych kursów szkoła zakupiła odpowiedni sprzęt dydaktyczny. Przez 3 lata prowadzono przy szkole dożywialnię dla ubogich jako przedmiot szkolny (gotowanie zbiorowe) z ramienia Polskiego Komitetu Opieki – korzystało 120 najbiedniejszych starców i dzieci z Ochronki i szkoły powszechnej.

W drugim roku uruchomiono popołudniowy kurs trykotarski oraz jednoroczny kurs krawiecki dla absolwentek szkoły. Prowadzono także tajne kursy z języka polskiego i rachunkowości.

Władze niemieckie zlecały szkole wykonywanie prac dla wojska. Aby uchronić dziewczyny przed wyjazdem na przymusowe prace w Niemczech szkoła zawiadomiła pobliskich wójtów i sołtysów z sąsiednich miejscowości i w rezultacie zapisało się sto uczennic. Wobec zbliżającej się Armii Radzieckiej rok szkolny 1944/45 został otwarty dopiero w październiku. Przybyli wtedy też do Świątnik i zajęli parter szkolny internowani warszawiacy. Początkowo mieli zostać rozdzieleni po prywatnych domach, ale ostatecznie pozostali w budynku szkoły i szkoła z przerwami dalej działała aż do stycznia 1945 roku. Po „wyzwoleniu” Świątnik szkoła wznowiła dalszą naukę 15 lutego po uroczystym odśpiewaniu „Boże coś Polskę” i mogła już jawnie uczyć języka polskiego i historii. W jednym z lokali budynku znajdował się w marcu 1945 szpitalik dla warszawian. Kiedy szpitalik został przeniesiony lokal bez pytania zajęła milicja. Utworzono także mały internat dla zamiejscowych dziewcząt. Od 1946 roku szkoła uruchomiła dział hotelarsko – gastronomiczny.

W szkole uczono tego, co uważano że każda przyszła gospodyni oraz matka-obywatelka wiedzieć powinna: prowadzenie gospodarstwa, gotowanie, urządzanie ogródka warzywnego i owocowego, towaroznawstwo, higieny, hodowli drobiu, podstawy kroju i szycia, religii i wychowawstwa. Dodatkowo w ramach kursu hotelarskiego nauczano: organizacji i urządzania przedsiębiorstw przemysłowych, rachunkowości, księgowości, zasad żywienia, materiałoznawstwa, geografii gospodarczej i turystycznej, języka polskiego, języka angielskiego, ćwiczeń i śpiewu.

Dyrektorka Maria Słomka miała już podczas wojny problemy, gdyż lokalna komórka Armii Krajowej uznała ją za winną współpracowania z okupantem za prace dla wojska, które wykonywała jej szkoła. Została naznaczona przez ogolenie głowy. Również po wojnie doniesiono władzom o tym i musiała tłumaczyć się przed sądami – ostatecznie została rehabilitowana.

Trudno obecnie doszukać się daty zaprzestania działalności tej placówki. Trudność polega min. w tym, że szkoła ta zmieniała wraz z pierwszymi latami PRL swoją nazwę i profil, a jak podaje Mikuła, Maria Słomka nawet już jako emerytka angażowała się w prowadzenie rozmaitych kursów dla dziewcząt. Kwaśniewicz podaje lata funkcjonowania szkoły gospodarczej na 1946-1951.

Budynek dawnej szkoły gospodarcza – sierpień 2012 rok.

Grono nauczycielskie w latach wojny:7

Dyr. Maria Słomka, ks. Edmund Brzostek, Maria Strzelecka, Wanda Drezińska, Jadwiga Rzepka, Maria Zając, dr Franciszek Bielowicz, Franciszek Batko, mgr. Jan Marchlewski, inż. Stanisława Podoba, Waleria Ansion, Otylia Pytasz, Krystyna Grinn, Maria Słomka, Wanda Lowenhoff, Maria Królikowska, Helena Stadniczenko, Maria Brzostek, Antonina Duszanka.

Szkoła Rolnicza w Świątnikach – istniała w Świątnikach także kolejna szkoła zawodowa prowadzona przez Zygmunta Miziurę. Szkoła ta funkcjonowała do roku 1971.

1 Zarówno Franciszek Batko jak i Elżbieta Miziurowa w swojej Kronice wspominają o dukatach holenderskich, pomimo tego, że w testamencie wyraźnie jest mowa o dukacie polskim (czerwonym złotym). Korzystanie jednak z waluty holenderskiej jest zasadne, gdyż wobec handlowej dominacji Niderlandów dukaty te wykonane z czystego złota (próba 986) i ważące 3.5 grama stały się uniwersalną walutą handlową całej Europy.

2 Na danych mapach katastralnych znajdowała się tam jedna duża parcela, podzielona dopiero w późniejszych czasach, a jeszcze do niedawana znajdowała się tam drewniana stodoła „plebańska”.

3 Związek Świątnicki, nr 3/1911

4 Elżbieta Miziurowa, Kronika Świątnik Górnych, Świątniki Górne 1967 r.

5 Elżbiera Miziurowa (1898-1968) z d. Neyder, nauczycielka matematyki – za wieloletnią prace nauczycielki otrzymała Order Polonia Restituta, na rok przed śmiercią ukończyła Kronikę Świątnik Górnych

6 Elżbieta Miziurowa, Kronika Świątnik Górnych, Świątniki Górne 1967 r.

7 Nasza szkoła, Świątniki Górne, lipiec 1945 r.

Opracował Jerzy Czerwiński.

Artykuł ten będzie szerokim rozwinięciem spraw poruszonych już przy okazji opisu dramatycznych wydarzeń z wielkiego pożaru Świątnik z 1889 roku. Postanowiłem przeszukać tysiące stron stenogramów, protokołów i alegatów1 posiedzeń galicyjskiego Sejmu Krajowego w poszukiwaniu wzmianek o Świątnikach. Informacje, które udało się odnaleźć są całkiem interesujące.

Dominować będą przede wszystkim informacje związane ze świątnickim przemysłem kłódkarskim, budową szkoły i jej dalszym funkcjonowaniem. Okazuje się, że historia utworzenia szkoły ślusarskiej sięga znacznie wcześniejszego okresu, niż podawana dotychczas data 1887. Informacje przedstawiane głównie przez posła Ferdynanda Weigla przedstawią sytuacje socjalno-bytową w Świątnikach lat 70. i 80. XIX wieku i wniosą ciekawe informacje min. skąd się wzięły kłódki typu wertheimowskiego. Poruszona zostanie także tematyka związana z funkcjonowaniem szkoły ślusarskiej. Historia pierwszego okresu działalności szkoły pisana była dotychczas głównie na podstawie zachowanych rocznych sprawozdań dyrekcji szkoły wysyłanych do c. k. Rady Szkolnej Krajowej. Tymczasem jak się dowiemy, już ponad 100 lat temu podważano i nie wierzono w podawane tam optymistyczne informacje.

Oprócz tego dowiemy się co nieco o drogach prowadzących przez Świątniki, a także o funkcjonowaniu Spółki Ślusarskiej.

Kończąc ten wstęp pragnę podkreślić wielkie zasługi, jakie dla Świątnik wyświadczył dr Ferdynand Weigel, prezydent Krakowa i wieloletni radny tego miasta, poseł w latach 1869-1901. Trudno o jedną osobę, która dla Świątnik zrobiła więcej niż on. Bez niego nie powstałaby szkoła ślusarska, ni byłoby w Świątnikach Kazimierza Bruchnalskiego, a upadające rzemiosło ślusarskie mogłoby nie dotrwać do XX wieku. Próżno jednak Czytelniku znajdziesz w Świątnikach ulice, plac, skwer czy instytucję noszącą jego imię.

Ferdynand Weigel

Sejm Krajowy został powołany do życia w 1861 roku na postawie tzw. patentu lutowego (Februarpatent) – aktu konstytucyjnego wydanego przez cesarza Franciszka Józefa I. Jego kompetencje ograniczały się do spraw krajowych, które nie były zastrzeżone przez Radę Państwa – spawy ekonomiczne, gminne, kościelne, szkolne, organizacji sądownictwa i administracji, zaopatrzenia i kwaterunku wojsk, ksiąg gruntowych i propinacji. Sejm zwoływał cesarz i zdarzały się lata, kiedy sejm nie obradował. Organem wykonawczym sejmu był Wydział Krajowy, złożony z 6 członków. Sejm składał się z 144-152 posłów wybieranych w czterech kuriach (okręgach wyborczych):

I kuria z wielkich własności ziemskich – 44 posłów,

II kuria z izb przemysłowo-handlowych – 3 posłów,

III kuria z większych miast – 23 posłów, po roku 1896 26 posłów, od 1900 r. 31 posłów,

IV kuria z mniejszych miast i gmin wiejskich – 74 posłów.

Taki podział sprawiał, że w sejmie zasiadali głównie przedstawiciele magnaterii, a włościanom (IV kuria) rzadko udawało się wejść do sejmu. Oficjalnymi językami był polski i ukraiński. Sejm obradował przez 10 kadencji do roku 1914.

Sąd powiatowy w Podgórzu. Pierwsza wzmianka o Świątnikach pada w 1875 roku, kiedy Sejm uchwalał nowy podział sądowniczy w kraju. Po zlikwidowaniu cyrkułu bocheńskiego w 1868 roku Świątniki znalazły się w powiecie wielickim. Postanowiono zlikwidować sąd w Skawinie i w powiecie wielickim miały odtąd działać sądy powiatowe w Wieliczce, Dobczycach i Podgórzu. W pierwszej wersji projektu Świątniki miały być przypisane do sądu wielickiego, jednak w toku dyskusji uznano związek Świątnik z Krakowem i postanowiono pozostawić Świątniki przy Podgórzu. Przy okazji pojawił się wątek związany z Olszowicami, który podjął poseł Henryk Konopka:

 P. br. Konopka. Naprzód co do gminy Olszowice. Komisya nie zgadzając się z przedłożeniem rządowem nie przeniosła gminy Świątniki do sądu wielickiego. Sądzę, że jeżeli gminę Świątniki odłączono od kompleksu gmin należących do sądu wielickiego, najeżało to samo zrobić z Olszowicami. Dlatego stawiam wniosek, skoro Świątniki mają zostać przy sądzę w Podgórzu, aby także Olszowice pozostały przy tym sądzie, zatem w alinei 3 miejscowość Olszowice ma być opuszczona.

[…]

P. Tettmajer. Proszę o głos.

J. E. hr. Marszałek. Poseł Tettmajer ma głos.

P. Tettmajer. Komisya mieszana robiąc to przedłożenie okazała wielką świadomość stosunków miejscowych tak handlowych i przemysłowych jak i co do położenia. Otóż Świątniki byłyby przydzielone do sądu wielickiego, gdyby nie ta okoliczność, że wyjątkowy stosunek tej gminy nakazywał przyłączyć ją do sądu podgórskiego. Oddawna istnieje fundacya, na mocy której czterech chłop6w ze Świątnik ma trzymać straż na zamku w Krakowie. Tę straż oni odbywają i codziennie czterech włościan idzie do Krakowa. Prócz tego gmina Świątniki składa się z samych ślusarzy, którzy robią kłódki i te sprzedają w Krakowie. W tej gminie przeto jest pewien prąd ku Krakowowi. Olszowice zaś są małą gminą zaledwio z kilkunastu chałup się składającą.

[…]

P. br. Konopka. Nie przemawiam przeciwko pozostawieniu Świątnik przy sądzie podgórskim i

jestem za tem, aby Olszowice zostały przy sądzie podgórskim tem bardziej, ze jest to bardzo mała

gmina licząca 300 dusz, więc nie zrobi wielkiej różnicy sądowi.

J. E. hr. Marszałek. Nikt więcej głosu nie żąda? (Nikt). Rozprawa zamknięta. Sprawozdawca

ma. głos.

[…]

Sprawozd. p. Bartoszewski (czyta):

22. Starostwo Wieliczka.

(po zniesieniu sądu Skawińskiego obejmuje 3 sądy Wieliczka, Podgórze, Dobczyce).

Komisya zgadza się, jednakże z tym wyjątkiem, iż Świątniki górne i Olszowice mają pozostać

przy sądzie w Podgórzu;

J. E. hr. Marszałek. Kto jest za przyjęciem tego wniosku, raczy rękę podnieść (większość). Jest przyjęty. 2

O szkołę ślusarską boje. Świątniki blisko 20 lat musiały czekać na uchwalenie utworzenia przez Wydział Krajowy zawodowej szkoły ślusarskiej subwencjonowanej przez państwo. Początki starań należy upatrywać około 1870 roku i działalności posła Ferdynanda Weigla działającego też w Izbie Przemysłowo-Handlowej. Poseł Weigel od początku swej politycznej działalności starał się uprzemysłowić biedną Galicję i jednym z pomysłów było utworzenie wzorcowych warsztatów oraz szkół zawodowych. Świątniki, w których rękodzielnictwo miało już kilkuwiekową tradycję, było idealnym przykładem biednej galicyjskiej wsi, która nie mogła sobie poradzić bez pomocy państwa z postępującą industrializacją. W roku 1875 sprawy utworzenia szkoły ślusarskiej były już na tyle daleko posunięte, że przez pomyłkę Świątniki Górne podawane zostały już jako przykład utworzenia szkoły:

Spr. poseł Majer. (…)Wniosek ten był odstąpiony komisyi edukacyjnej, która rozpatrzywszy się w nim, łatwo przyszła do przekonania, że szkoły tego rodzaju, byłyby w kraju przydatne, a zatem wniosek p. Biłousa, zasługuje na uwzględnienie. Znane nam są już szkoły tego rodzaju, których działalność jest bardzo korzystna, i tak, istnieje szkoła koszykarstwa w Siejowicach pod Krakowem) i szkoła ślusarstwa w Świątnikach, gdzie materyał jest do tego odpowiedni, gdzie ten przemysł sam z siebie pojawiać się zaczął. Skoro tam są dobre skutki, to jeszcze lepsze będą tam, gdzie materiał sam się nastręcza, gdzie same okoliczności są temu odpowiednie i ludność do pewnego rodzaju przemysłu skłonna n. p. w górach i t. d. gdzie jednak dotąd dla braku środków, ten przemysł nie mógł się wykształcić […]3

Podobnie powtórzył za nim ukraiński poseł Biłous:

P. Biłous. (…) Dlaczoho akuratne w tych mistcach projektował ja, aby założyły szkoły rimesnyczy, toje pojaśniu kilku słowamy. Za staranyjem wys. Prawytelstwa i obszczestw krajewych, uże założeno w zapadnych okrubach kraiu cztery taki szkoły, a to szkołu koszykarstwa w Siejowicach nad Wysłoju, w Światnikach pid Krakowom szkołu ślusarstwa, w Kalwaryi zebrzydowskoj szkołu stolarstwa, a:w poślidnich mistcach w Zakopanom, u stop hor tatrańskich, szkołu snycerstwa i tokarstwa.4

Przez kolejne lata jednak sprawa ucichła na posiedzeniach Sejmu. Nie ustępował w wysiłkach niezłomny poseł Weigel. W 1883 roku rząd obiecał w końcu utworzenie szkoły w 1884 roku:

P. Dr. Weigel. Mieliśmy taką szkołę w Krakowie co do koszykarstwa, mamy takowe co do innych jednak mało gałęzi jeszcze i w tej części kraju. Obiecaną jest nam wprawdzie szkoła przemysłowa dla zawodu ślusarskiego w Świątnikach pod Krakowem od r. 1884; rzeczy które wszakże w dalszej dopiero stoją perspektywie są objecane.5

Obietnice – obietnicami, a po roku sytuacja nic się nie zmieniała. Poseł Weigel zdecydował się przedstawić dokładnie sytuacje panującą w Świątnikach podczas długiego i miejscami poruszającego wystąpienia, które przytaczam w całości:

P. Dr. Weigel

Tuz pod Krakowem znajduje się jak wiadomo stara gmina ślusarska, wielka osada Świątniki, licząca początek swój od czasów świętego Stanisława (biskupa Szczepanowskiego). Gmina ta dawniej wyrobem pancerzy, broni, łóżek żelaznych i innych przedmiotów gospodarskich, odznaczała się chwalebnie. W nowszych czasach każdemu znaną jest z tego, ze się trudni na wielką skalę wyrobem kłódek różnego rodzaju. Ależ Panowie! gmina ta z przyległemi włościami przeszło 700 osad mająca, w której każdy domownik, każda niewiasta, każde dziecko ledwo od ziemi odrosłe i pojętne pracuje w zawodzie ślusarskim, w której zobaczycie pastuszka na pastwisku, kiedy rzemyczkiem przypasane ma na kolanie kowadełko i na tem kuje lub klepie klucze do kłódek potrzebne, w obec postępu industryi fabrycznej na największą dziś skazana jest nędzę. To co w Iserlohn, w Westfalii i tylu miejscach zagranicę wyrabiają mechanicznie, gdzie jeden wielki motor porusza transmisyami tłoczarnię, tokarnię, szłifiernię i inne przyrządy, gdzie przeto części składowe (według teoryi podziału pracy) szybko i łatwo robotnikom składać się dadzą i gdzie w jednej dobie wyrabia fabryka taka więcej, niż żmudną a ciężką pracą ręczną wyrobić są zdolni w całym kwartale biedni domownicy i rękodzielnicy rzeczonej osady, to tutaj z wielkim trudem i wielką stratą czasu z wolnej ręki odrabiać muszą. Gmina taka jak Świątniki zasługuje więc na pomoc raźną i wydatną kraju i powinna ona zwrócić światłą uwagę Wysokiego Sejmu na siebie i na smutny nader stan w jakim się znajduje.

Położenie 700 osadników w samej tej gminie a kilkuset innych, w gminach okolicznych trudniących się również ślusarstwem, jest bardzo groźne, bo prawdziwą i bliską klęskę zapowiadające.

Rząd centralny wysyła już od 12 lat powtóry i wtóry raz najzdolniejszych mężów techników i zawodowych, jako inspektorów komisyi centralnej Ministerstwa dawniej handlu a dziś oświaty do Świątnik, ażeby przypatrzyli się tym stosunkom i pozwólcie Panowie przytoczyć, że niedawno temu zesłał rektora politechniki wiedeńskiej radcę rządowego Dr. Hauffe’go, profesora nauk o maszynach i przyrządach mechanicznych, bardzo zaszczytnie znanego w świecie naukowym, który zjechawszy do Świątnik, dokąd go jako członek kuratoryi krajowego przemysłu odprowadzałem, ów obcokrajowy istnie zapłakał nad losem tych osad. Niemiec z narodowości zapłakał powiadam nad niedolą naszego ludu, który garnął się do niego i prosił błagalnie: „od niechybnej śmierci głodowej nas wybawcie, bo konkurencya zagraniczna niszczy nas do szczętu, a nie mamy nic jak tych pięć palców u każdej ręki a pomocy z nikąd! i od nikogo”.

(Poruszenie. P. Marszałek schodzi z krzesła Przewodniczącego a Wice-Marszałek ks. biskup Sembratowicz obejmuje przewodnictwo).

Czegoż ale trzeba tej gminie? powie może dostojny mówca poprzedni. Wszakże komisya gospodarstwa krajowego nie uszczerbia w niczem funduszu na szkody fachowe i przemysłowe. Panowie! to nie wystarczy. Tam trzeba po prostu urządzić warsztat wzorowy, wspólny dla nich, o przyrządach mechanicznych jakby dla kolonii robotników. Świątniccy ślusarze rozłażą się, że tak powiem z kłódkami swemi po całym świecie, któremi jakby wieńcem opasani, chodzą targować w najodleglejsze kraje na cały Wschód do Turcyi i Lewanty, gdzie mieli swoje ajencye; w pocie czoła pracują na gorzko zarobiony grosz a mimo to za 25 ct. powiadam dwadzieścia pięć centów można dostać tuzin drobnych kłódeczek! Czy temu uwierzycie panowie? Otóż gdzież tu zapłata samego materyału? gdzie wynagrodzenie jakie takie pracy tak żmudnej i ciężkiej!? Powiecie Panowie trudno temu uwierzyć. A jednak tak jest. Zabrał te kłódki ze sobą do Wiednia ów delegat, inspektor, radca rządowy i rektor politechniki, żeby pokazał, ze w tych osadach biedny lud galicyjski za 25 ct. wyrabia kłódki choć małe i poślednie a to razem z materyałem. Otóż Panowie godne to jest głębokiego zastanowienia. Raczcie się przejąć niesłychaną niedolą tych ludzi co o chłodzie i głodzie wykonują w pocie czoła swój od pradziadów jako zarobek jedyny odziedziczony kunszt ślusarski. Ileż to żmudnej pracy kosztuje kiedy sobie dwie tarcze okładkowe muszą ręką opiłować, wygładzić a potem dopiero wewnątrz urządzić i spajać. To też Rząd centralny w Wiedniu i co przyznać należy także Wydział krajowy przychodzili w pomoc stypendyami robotnikom z Świątnik i rzeczywiście od tego czasu wyroby się polepszyły o wiele, przyuczyli się ci ludzie wyrabiać klucze i zamki wertheimowskie w miejsce lichych kluczyków dawniej wyrabianych, ale mimo to wszystko kłódka ręcznie odrobiona nie może się ostać w obec tak pięknych wyrobów, jakimi nas pruskie fabryki zalewają. Czegoż więc trzeba ostatecznie. Trzeba oto jak wyżej powiedziałem wśród Świątnik dla Świątniczan i okolicy postawić warsztat wzorowy o wydatku kilkunastu lub kilkadziesiąt, może 30tu tysięcy zł. Ministerstwo handlu razem z Ministerstwem oświaty traktując jeszcze dawniej ze mną w tej sprawie, kiedy jako poseł w Radzie Państwa o to czyniłem zabiegi oświadczyły, ze są gotowe kilkoma, powiedzmy 6-ma tysiącami z funduszu państwa przyczynić się do tego. Obawiam się zaś, ze Panowie ściągniecie barkami i powiecie: jakto? 24.000 zł. będzie musiał kraj wziąść na siebie?! Tak, i to w dobrze zrozumianym interesie podniesienia wyrobów świątnickich do rzędu wyrobów okazałych, mogących nie tylko poratować ludność tamtejszą ale dać jej zarobek i siłę podatkową na przyszłość. Ale przyznajmy, czy z dotacyj takiej jak 50.000 zł. jaką na cały kraj wyznacza komisya budżetowa podoła Wydział krajowy przeznaczyć 24.000 zł. na raz, na ów warsztat wzorowy? Czy można liczyć na potrzebną dotacyę dla nauczyciela o płacy 1.600 zł., który musi być mechanikiem zdolnym i postępowym? Gdzież nadto jakiś pomocnik jego? narzędzia i t. d. A że urządzenie takiej fabryki wspólnej, wzorowej Panowie! pochłonie 30.000 zł. najmniej, o tem długo rozwodzić się nie potrzebuję i nie będę.

Każde tysiąc zł. w tym kierunku i w ogóle na cele przemysłowe ofiarowanych, to grosz hojno-produkcyjny, to zasiew, który wyda plon bogaty; bo nie tylko że materyalnie dźwignie rękodzielnika ale co ważniejsza moralnie podniesie go z tego znękania, z tego upadku, z tego zniechęcenia i zwątpienia w jakim jest pogrążony tak w mieście, jak na wsi. Dziś całe Świątniki nabywają materyał do tych kłódek u kupców, niekiedy wyzyskujących ich raczej aniżeli pomagających im, albo u kupców dających wprawdzie kredyt lecz których potem są właściwie tylko wyrobnikami.

Zdarzą się tu i owdzie także wyjątki, których nie dotyczy naturalnie spostrzeżenie powyższe. Ale nawet tam, gdzie za złe wziąść nie można kupcom, iż dbają o własny zarobek lub zyski – ludność rękodzielnicza wychodzi źle i ze szkodą, wiodącą ją do rozpaczy.

Jeden kupiec krakowski, niehandlujący towarem żelaznym, założył n. p. fabrykę, pierwotnie na małe rozmiary, następnie coraz bardziej się rozwijającą tamże, która miała tłocznię, szlifiarnię i tokarnię mechaniczną. Z przerażeniem patrzyli ci ludzi, jak ich konkurencya własna i bliska kupca z Krakowa zalewa i bodaj czy nie groziły nawet socyalne ekscesa na miejscu, gdyby ten kupiec nie był się z fabryką tą wyniósł do Krakowa, bo skupiali się już robotnicy świątniccy w swej niedoli i rozpaczy groźnie i z narzekaniem, widząc ze fabryka opodal nich niszczy ich zupełnie w zarobku, mimo ze zabronić niepodobna i takiego zakładu.

W takim stanie rzeczy nie zarzuci mi więc nikt, jakoby głos który zabrałem był może głosem bujnej fantazyi.

Biorę obrazy z życia tak prawdziwe jak mi się przedstawiły, jak każdy na miejscu stwierdzić je może i kto na miejscu zoczy ciężką tych ludzi niedolę, kto się rany tej warstwy najbiedniejszej naszego społeczeństwa, bo pracować umiejącej i pragnącej ale zarobku i chleba nie mającej z bliska dotknie tak, jak się jej dotknąć ja miałem sposobność, kiedy w obecności przysłanego ostatnim razem inspektora centralnej komisyi Ministerstwa oświecenia widziałem z głęboką boleścią wyciągających ręce doń z prośbą o pomoc i warsztat ten wspólny, widziałem łzy i rozpaczliwe łamanie rąk tych biedaków.(Poruszenie i brawo).

Powiedziałem raz już, ze siedemset robotników liczą same Świątniki, ze tam każda niewiasta w pocie czoła pracuje jakby czeladnik, że i mały chłopak ma kowadełko na kolanie i pracuje jak inny robotnik. Jakżeż ciężka to praca, na miejscu widzieć trzeba. I wsie okoliczne przez ożenienie się robotników w gminach sąsiednich przyswoiły sobie zwolna ten przemysł i zajmują się wyrabianiem tych kłódek do koła.

Owóż Panowie! przez postawienie tam mechanicznego warsztatu, przyjęcie dobrego nauczyciela i pomocnika chwilowa egzystencya tego ludu liczącego przeszło 1000 dusz, nie tylko się uratuje, ale rozwinie się bardzo piękna j pokaźna industrya krajowa, bo industrya wyrobów i towarów żelaznych, tembardziej, że ci ludzie świątniccy od wieków do tego usposobieni, z pokolenia na pokolenie przelewają ten zmysł i talent. Są oni sprytni i zdolni do najtrudniejszych robót w zawodzie ślusarskim; bez pomocy zaś zginą niedługo. Założenie, jak to poprzedni mówca powiedział: kas, albo wspieranie ich zapłaceniem procentów od zaliczek, danych spółkom zapasowym, magazynowym i surowcowym – nazwijcie je jak chcecie panowie – mojem zdaniem nie wystarczy; tu trzeba wśród Świątnik postawić zakład, jako warsztat wzorowy, tu trzeba fabrykę z mechanicznymi przyrządami urządzić choćby kosztowała kilkadziesiąt tysięcy.

Że zaś tego Wydział krajowy nie może uczynić ani z funduszu na szkoły fachowe rzemieślnicze, ani nawet z funduszu, jaki tu wstawiony być ma, jest rzeczą jasną. Cóż idzie za tem? Otóż, że jeszcze tych 20.000, o które w rachunku i wniosku naszym się rozchodzi, Wysoka Izba według propozycyi p. Wierzbickiego względnie ks. Adama Sapiehy wstawićby winna.

Powie ktoś: w takim razie musimy o jeden cent więcej nałożyć jako dodatek. Tak nie jest, ale choćby Panowie, pierwotnie proponowane 100.000 zł. sklęsło na 80.000 zł. i 80.000 zł. na 50.000 zł. a 50-ma tysiącami według najgłębszego przekonania nie podołamy obowiązkom pod tym zględem na kraju ciążącym; bo nie tylko o tę jedną gminę, ale o wydatne poparcie i wsparcie spółek przemysłowych po miastach tu chodzi.

Dajcie więc nawet centa dodatku, dajmy go chętnie jeżeli potrzeba; a cent ten damy na krajowe potrzeby, nie zacięży mu, owszem podniesie ów przemysł krajowy. Nie wyjątkowy to obraz, który przytoczyłem, mógłbym ich cały szereg roztoczyć, lecz ani uwagi Wysokiej Izby dłużej nużyć, ani tej chwili czasu, jaki nam do załatwienia tylu spraw jeszcze pozostaje, więcej zabierać jej nie chcę.

Jeśli Wysoką Izbę zająłem na chwilę, starałem się spełnić poważny obowiązek, znając potrzeby przemysłu po miastach i na wsi a przedstawiając konieczność uchwalenia co najmniej 80.000 zł., przeto o 30.000 zł. więcej, niż wniosek komisyi budżetowej pocieszam się znanem godłem łacińskiem: „In magnis optima voluisse et maxima petiisse sat est”. (Huczne brawa i oklaski).6

Przez kolejne dwa lata rząd zastanawiał się nad tworzeniem takich wzorcowych szkół zawodowych. Tymczasem w roku 1886 rada szkolna w Świątnikach wniosła petycję o zwiększenie wynagrodzenia:

76. Rada szkolna miejscowa w Świątnikach górnych, przez p. Płazińskiego, o podwyższenie płac nauczycielom szkoły tamtejszej – do komisyi szkolnej.6a

W petycjach składanych do dnia 18 grudnia 1886 roku płynęła Sprawa budowy szkoły kolejny raz została poruszona przez namiestnika cesarskiego i watek podjął natychmiast poseł Weigel.

JE p. Namiestnik Filip Zaleski

Co do żądania pomocy ze Skarbu Państwa na cele szkolnictwa przemysłowego, sama komisya w sprawozdaniu swojem (str. 4.) stwierdza, ze Rząd podjął w tej mierze usiłowania pożyteczne dla kraju (reorganizacya Akademii technicznej w Krakowie na wyższą szkołę przemysłową, uzupełnienie szkoły dla przemysłu artystycznego we Lwowie, założenie szkoły przemysłowej we Lwowie, przygotowanie do założenia szkoły ślusarskiej w Świątnikach). Pominięto tam jeszcze rozszerzenie szkoły dla przemysłu drzewnego w Zakopanem przez utworzenie nowego oddziału dla stolarstwa i budownictwa.

(..)

P. Weigel

Powiedział nam JE. p. Namiestnik na wstępie dyskusyi o życzliwych intencyach c. k. Rządu, Ja wierzę w nie i wierzyć pragnę, względem Excellencyi, jako Namiestnika, bo znam Jego względem kraju zapobiegliwość i życzliwość; wierzę w tym samym kierunku, jak to powiedział JE. ks. Sapieha, – ale jeżeli się mam wyrazić, o pospiechu w działaniu i o skuteczności tych usiłowań Rządu centralnego i jego opieki nad przemysłem domowym i krajowym naszym, to muszę zaznaczyć pewne niezadowolenie i wrócić do faktu, o którym mieliście Panowie cierpliwość wysłuchać mnie już w roku zeszłym. Są to Świątniki górne i okolica, ci sami co od lat 13stu wyglądają poratowania upadającego przemysłu ślusarskiego przez Rząd i komisyę centralną.

Mimo ciągłych rokowań końca i skutku doczekać się nie mogą. W różnych czasach różni inspektorowie centralnej władzy zjeżdżali i radzili, jakby tej gminie pomóc, a gmina ta, w której jak Panowie zapamiętali może od zeszłego roku do 1.500 osadników w okolicy i w samych Świątnikach od tylu wieków trudni się przemysłem ślusarskim, dziś tak zeszła i schodzi dla braku pomocy w swej niedoli i nieporadności, że tylko gdzieniegdzie jeszcze zastanie jakieś zajęcie w chacie, pracują bez zarobku, bez nadzieji, bez jutra!… Robotnik, co lepszy idzie do warstatów kolejowych lub fabryk w królestwie i Rosyi, inni rozłażą się po świecie lub idą w najlepszym razie w czeladź ślusarską, a domostwa i ogniska swego, żony i dzieci odchodzą. Kilka tygodni temu woziłem tam dwóch dyrektorów kolei transwersalnej z prośbą, o przekonanie się na miejscu, jak zręczny to i pracowity lud i dla wyżebrania po prostu pracy i zarobku choćby dla kilku z najpotrzebniejszych. Wstyd mi było, gdyż opowiedziałem poprzednio, ze w każdem domostwie, czy kobieta, czy chłopak mały pomaga i pracuje teraz w czoła pocie; a teraz zastałem warstaty częścią pozamykane, gdzieniegdzie tylko robotnika zajętego, co piłował jakiś zameczek lub kłódkę, których cztery lub sześć najwięcej tygodniowo na obstalunek do miasta dostawić się kupcom obiecał.

Owoż gmina czeka i czeka, aż Rząd postawi mechaniczne warstaty na wzór „Königgratzu” lub „Steyer”, nie mówiąc już o zakładach takich jak w Remszydzie lub Izerlohn w Westfalii, i aż przyjdzie zapowiedziana im od lat 13 pomoc, zbawienie! Mnie się wszakże zdaje, że jak tak dalej pójdzie, nie doczeka się ani od Rządu ani od kraju tej pomocy. Jeśli mam wyznać Szczerze, co mi i inni członkowie zasiadający w centralnej komisyi w Wiedniu poświadczą, cała ta akcya jest pod pewnym względem za ociężałą, izby się naszym specyalnie stosunkom przydała i pod innym względem nie tajmy sobie, że od chwili kiedy komisya krajowa pod bokiem Wydziału krajowego objęła ster rzeczy, czyli opiekę nad przemysłem domowym, od tego czasu muszę użyć właściwego wyrazu niemieckiego, dostrzegam: „eine gewisse Verschnupfung in der Sache”, jakiś cichy dąs czy zapór, i nie darzy się biednym Świątnikom, jakby się darzyć powinno.

Zegar na wieży kościelnej w Świątnikach wprawdzie jeszcze charczy; obojętnie zaś i zwątpiony spogląda nań robotnik tamtejszy wyczekujący lepszego zarobku i obiecanego mu urządzenia warstatów wzorowych mechanicznych, czy i kiedy mu uderzy godzina zbawienia i pomocy na tym zegarze czy też, jak się obawiam i jak mi się zdaje, zbliża się raczej rozpaczliwa godzina zamknięcia tylu-wiekowej roboty w całej gminie i okolicy świątnickiej, materyalny upadek zupełny i zatrata śladów tego kiedyś tak głośnego przemysłu domowego. A czyż dziwić się obawie jakoż prędzej może wybije ostateczna ta godzina, aniżeli przyjdzie akcya ratunkowa której się spodziewają od lat 13stu daremnie?

Jeżeli więc Wydział krajowy ma przyjść w pomoc z akcyą dodatnią i pomocniczą także Świątnikom, dajmyż mu środki ku temu i w tylu innych kierunkach; nie zaś 20.000 zł., które na 70 kilka powiatów wystarczyć mogą. – Nie spodziewam się bowiem, iżby tam, gdzie coś zależy od relacyi wymaganych dopiero przez władze centralne, akcya prędko nastąpiła ze strony Rządu; acz nie przeczę. Że JE. Namiestnikowi zawdzięczamy, iż kiedy po 13tu latach przyszła wreszcie odezwa i zapytanie z Wiednia, co robić z Świątnikami, odesłał ją do Wydziału krajowego, a Wydział krajowy ma ten przedmiot właśnie w ręku, przeznaczając na pierwsze potrzeby 6.000 zł. Z resztek funduszu za rok 1885 w nadzieji, ze Wysoki Sejm uchwali na rok bieżący taką dotacyę, która by posłużyć mogła do większej zachęty także ze strony Rządu.7

Sprawa była kontynuowana na kolejnym posiedzeniu. Ks. dr Kopyciński słusznie podniósł głos, że sama szkoła nic nie da i potrzeba jest utworzenia spółki i solidarnej pracy przy pomocy finansowej państwa, a poseł Weigel skonkretyzował finansowe potrzeby uruchomienia szkoły:

P. ks. Dr. Kopyciński

Pozwólcie Panowie, że zwrócę się jeszcze do owych Świątnik , o których dawnym przemyśle

tak znakomicie mówił tu Dr. Weigel, a który to przemysł tak nisko upadł, iż kuźnie pozamykano, i ze chyba jakiś tam pastuszek jeszcze kuje kłódkę w polu na kolanie. Że tam przemysł upadły na nowo do życia powołać należy, ze tam szkołę ślusarstwa zaprowadzić potrzeba, tego nikt nie zaprzeczy. A w jakiż pytam sposób szkołę tam założyć? Czy tam znowu mamy przyjść z owem pokryciem procentowem, którego one wcale nie żądają? Tam potrzeba ludzi, którzyby stowarzyszenie zawiązali, tam potrzeba pieniędzy, tam potrzeba przyjść z pożyczka; a jak długo tego nie będzie, Świątniki nigdy się nie podniosą.

(…)

P. Weigel

Wracam, raz jeszcze po tej dygresji uczuciowej, za którą przepraszam, ale której się oprzeć nie zdołałem, do Świątnik i pragnę, ażeby Wys. Reprezentacya kraju, która w zeszłym roku w ostatniej Sejmu godzinie z taką uwagą i z takim udziałem bez oporu i długiego dyskutowania zawotowała po przemówieniu moim więcej o 30.000 zł. aniżeli przedstawiono lub pierwotnie zamierzono. Pragnę, abyście Panowie pojęli całą grozę tego sioła i jak tam potrzebny jest ratunek nagły, wydatny i w czem on się ze strony kraju objawić winien. Według przyjętej zasady Rząd centralny wtedy się opiekuje fachowym przemysłem, warstatami przemysłowymi i szkołami zawodowemi w królestwach i krajach monarchii lub w ogóle popieraniem przemysłu domowego i rękodzielniczego z swej strony, jeżeli gmina daje grunt, opał, światło i usługę na co mniema, że i najuboższą gminę stać powinno. W takim wypadku pyta się Rząd centralny, cóż ty kraju dasz? czem się przyczynisz? Wtedy kraje cóż dają, lub jaki ciężar na się przyjmują? Oto stawiają budynki potrzebne, (warsztaty lub szkoły fachowe), a Rząd powie „dobrze”, po spełnieniu tych warunków ja dam nauczyciela, obejmę płacę jego ewentualnie i asystentów, dam przybory naukowe, względnie także motory i maszyny i t. d. Stosując tę zasadę przyjętą przez Rząd do naszego założenia względem Świątnik, Rząd oświadczył się w komisyi centralnej, do której oprócz JE. Włodzimierza hr. Dzieduszyckiego i Jerzego ks. Czartoryskiego i ja mam zaszczyt należeć, ze przyjmie na się środki naukowe, maszyny, motory etc. ale niech kraj zrobi swoje…

Nie zostawiajcie Panowie Świątnik, błagam, bez pomocy, bo co powiedziałem wczoraj o nich a to jest nagą prawdą, której się przypatruję od lat 13tu; że wyczekując pomocy, chylą się do zupełnego upadku. Dajcie im więc raz już tę pomoc, aby zegar na kościółku tamecznym godziny wymarcia tego przemysłu nie wybił, ale ku nowemu życiu poruszył zardzewiałe wskazówki!

Panowie! jeżeli po tak długich rokowaniach ostatecznie Rząd okazuje się skorym łożyć nakład na przybory naukowe, opłaty nauczycieli, to jest technika, prowizora lub asystenta, na dostarczanie motorów i maszyn 24 do 30 tysięcy zł. „succesive” a i Wydział krajowy z remanentów roku 1885. przeznaczył 6.000 zł. na pierwsze potrzeby założenia warstatów, nieodzowną staje się koniecznością przynajmniej nadzwyczajnym kredytem przyjść w pomoc Świątnikom i okolicy, ażeby w dwu po sobie następujących latach dając po 10.000 zł. pokryć gwałtowną potrzebę tej prastarej miejscowości. Na wypadek więc jeżeliby ustęp 7. się nie utrzymał według sum wyższych proponowanych, proszę abyście Panowie przyjąć raczyli następująca uchwałę jako „extra-ordynaryum” na lat dwa:

Wysoki Sejm raczy uchwalić:

„Na cele budowy warstatów mechanicznych ślusarstwa w Świątnikach górnych w pobliżu Krakowa przeznacza się osobna kwota zł. 10.000″.

Nie przesądzając tamtym uchwałom, jakie zapadną stawiam to jako minimum tego co osiągnąć i tentować w tej chwili mi wypada. Jeżeliby się nawet to komisyi gospodarstwa krajowego wydawało rezykownem, albo i ten wniosek upadł, będę powracał więcej, przy dyskusyi budżetowej do tego, co o Świątnikach w zeszłym roku, co wczoraj i dzisiaj powiedziałem „Maxima solvisse optima petiisse” na tedy „sat est”! Raz jeszcze powtarza m tylko na zakończenie słowa onej „fides” w proroku: Wyciągają oni ku Wam Panowie ręce z zaufaniem i otuchą, ze ich nie opuścicie. Dajcie więc pomoc temu biednemu do upadku się chylącemu siołowi i przyległym osadom, gdzie do 1.500 osób (w Świątnikach górnych i okolicy) wyżywiało się pierwej z tego starego przemysłu domowego. Zechciejcie Panowie szybką i skuteczną podać pomoc wszakże również przemysłowi rękodzielniczemu w tylu innych gałęziach i potrzebach kraju, polegając na sumienności Wydziału krajowego, tudzież jego i komisyi krajowej, doświadczeniu. Skończyłem! (Brawo !).

Wice-Marszałek ks. Metropolita Sembratowicz. Kto popiera poprawkę p. Weigla zechce rękę podnieść. (Dostateczna ilość). Poprawka jest popartą.8

W roku 1887 sprawa zaczęła już nabierać tempa i zmierzała prosto do celu. Budżet został już zatwierdzony, sejm mógł już jedynie wysyłać odezwy i czekać na reakcję Wiednia.

Sprawozdawca p. Wierzbicki

Zarządzenie to c. k. Rady szkolnej krajowej, podaję tem chętniej do wiadomości wysokiej Izby, że mogę przy tej sposobności stwierdzić, że komisya krajowa dla sprawy przemysłu domowego i rękodzielniczego, mianowicie w ostatnim roku doznawała kilkakrotnie poparcia ze strony wysokiego c. k. Rządu, i ze czynności komisyi krajowej skierowane do podniesienia rękodzielnictwa i przemysłu w kraju naszym znachodzą z tej strony sympatyczne uznanie. Także i Władze centralne we Wiedniu okazują więcej jak dotychczas zajęcia się sprawami naszego szkolnictwa przemysłowego, w szczególności zaś JE. P. Minister Gautsch okazał się zarządzeniami swemi dla kraju naszego wielce życzliwym. Niektóre sprawy odnoszące się do naszych szkół przemysłowych załatwił w ubiegłym roku pomyślnie, mianowicie zaś sprawa szkoły ślusarskiej w Świątnikach, która od lat 17 czekała na załatwienie, właśnie za jego wpływem została o tyle zwróconą na dobrą drogę, iż jest wszelkie prawdopodobieństwo, ze już w tym roku szkoła ta wejdzie w życie.

(…)

Sprawozdawca p. Wierzbicki (czyta):

4. Wzywa się c. k. Rząd, ażeby przedsięwziąć raczył odpowiednie środki celem wprowadzenia w życie państwowej szkoły fachowej dla ślusarstwa w Świątnikach górnych, w powiecie wielickim, w terminie oznaczonym w reskrypcie c. k. Prezydyum Namiestnictwa z dnia 21. Sierpnia 1886. L. 8.439/pr. t. j. od Wielkiejnocy 1887. r.

Sejm popiera także jak najusilniej oświadczenie Wydziału krajowego wyrażone w odezwie z dnia 31. Października 1886. L. 64.364, ze c. k. Skarb państwa nie powinien wymagać tak znacznych ofiar z funduszów krajowych na koszta przyszłego utrzymania fachowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach górnych, jak to oznaczono w reskrypcie JE. p. Ministra wyznań i oświaty z dnia 6. Sierpnia 1886. L. 8.769.9

Na 17. posiedzeniu zatwierdzono ostatecznie wartość rocznej subwencji dla szkoły pod pozycją nr 233. w wysokości 4000 złr.10 W tym samym roku ministerstwo zatwierdziło kandydaturę Kazimierza Bruchnalskiego na kierownika szkoły i przystąpiono do adaptacji najmowanych lokalnych pomieszczeń dla celów szkolnych. Prace trwały od jesieni 1887 roku do lata 1888 roku. Ostatnim problemem, z którym przyszło się zmierzyć była konieczność wybudowania 42-metrowej studni głębinowej, aby zapewnić wodę do silnika parowego. Uroczystego otwarcia szkoły dokonano 20 września 1888 roku – zajęcia teoretyczne odbywały się w domu na Wstroniu (na Wyspie), a warsztaty u Józefa Słomki na Dziale.

Poseł Weigel, ustanowiony stałym opiekunem szkoły, nie ustawał w wysiłkach i w 1889 roku przedstawił dwa wnioski – uruchomienie kursu przemysłu artystycznego i ślusarstwa budowlanego oraz utworzenie wzorcowego warsztatu kowalskiego w Sułkowicach. Weigel wspomniał także o dofinansowywaniu nauki w szkole dla majstrów świątnickich.

P. Dr. Weigel. Wysoka Izbo! Prosiłem J. E. p. Marszałka, aby mi pozwolił te wnioski pod względem uzasadnienia połączyć z sobą i dla oszczędności czasu, i dla powinowactwa przedmiotu, z tego powodu, że w jednym i drugim wypadku rozchodzi się o szkołę wzorową, którą się zajmuje Rząd, lub o warsztaty wzorowe przez Rząd założyć się mające, a że obydwa wnioski zawierają wystosowanie do Rządu prośby o przyspieszenie lub otworzenie osobnych kursów naukowych, przeto też połączenie uzasadnienia zdawało mi się – dla ekonomii czasu- właściwem.

Pierwszy wniosek dotyczy szkoły fachowej ślusarstwa w Świątnikach, tych nieszczęśliwych Świątnikach, które w tej chwili zdarzeniem losu stały się pastwą płomieni i ratunku zarówno jak pamiętania o ich przyszłości w dwójnasób potrzebują. Po założeniu szkoły, mnie się zdaje w dniu 20. września 1888 r., tak pomyślnie rozwinęła się akcya szkoły już w pierwszym roku założenia, że nie tylko młodzież ślusarska tej tylu wiekowej osady, chętnie garnęła się, o ile miejsca stać było w szkole, do wyśmienicie udzielanej fachowej nauki, ale co więcej ojcom rodziny, których nazwano majstrami (chociaż nie terminowali, nie czeladniczyli, tylko od dziadów pradziadów swą sztukę znali i wykonywali) pozwolono wieczorem udawać się do szkoły majstrów, dla nauczenia się, jak obchodzić się z maszynami i narzędziami postępowemi. Co więcej, kuratoryi udało się wyrobić, że Rząd w ocenieniu straty czasu i zarobku, jaką ci ludzi oddalając się od swego zatrudnienia ponoszą (choć we własnym ich interesie przyuczenia się postępu) zaniedbując pracę swoją w domu, płaci tym majstrom po 50 ct- za każdy wieczór ich uczęszczania na naukę, aby żywić mogli w dniu następnym swe rodziny, poświęciwszy czas zarobkowy nauce w szkole i nauczyli się obchodzenia z postępowemi narzędziami, oswoili się z niemi, z tym to sprytem, jaki wrodzony i właściwy jest tej ludności świątnickiej. Z postępem dzisiejszym w zawodzie ślusarskim jednego tylko im brakło, to jest iżby łatwiej mogli sprostać popytowi, w razie zamówienia robót w zakresie artystycznego przemysłu, przedmiotów gustownych, stylem poprawnych i budownictwa dotyczących. Usposobieni oni są przeważnie jak dziś do wyrobu kłódek; przeto jak powiadam, okazuje się potrzeba zaprawienia ich, wyzyskując ich talent i łatwość sprostania wszystkiemu co zobaczą lub czego się nauczą i zaprowadzenia tam kursu artystycznego przemysłu ślusarskiego i ślusarstwa budowniczego.

W tym kierunku wiem, o ile prywatne zabiegi czyniłem, że Rząd nie jest przeciwny temu, znając, iż ludność świątnicka tak biedna potrzebuje zarobku coraz więcej, a nie zarobi łatwo wobec konkurencyi, jeżeli nie dostanie wykształcenia i udoskonalenia w tym kierunku, iżby się wyrobów w zawodzie ślusarstwa budowniczego i przemysłu artystycznego poprawnie podjąć mogła.

Z tych powodów co do pierwszego wniosku, t. j. wniosku 5tą pozycyą, porządku dziennego objętego, pozwalam sobie wnieść, iżby Wysoki Sejm raczył uchwalić:

„Wzywa się c. k. Rząd, aby w porozumieniu z Wydziałem krajowym zaprowadził w zawodowej szkole w Świątnikach kurs przemysłu artystycznego i ślusarstwa budowlanego.”11

Poseł Weigel miał wizję rychłego rozwoju szkoły, tak, aby rzemieślnicy świątniccy nie ograniczali się tylko do produkcji kłódek. Jak się potem okazało bardzo opornie przyszło rzemieślnikom świątnickim uczenie się wykonywania innych produktów i gdy zabrakło już Weigla-obrońcy Świątnik, już w pierwszej dekadzie XX wieku powstało w Sejmie mocne grono zmierzające do przeniesienia szkoły ze Świątnik podając właśnie za argument tą niechęć rzemieślników do innych produktów niż kłódki, a zakończone ostatecznie likwidacją profilu artystycznego i budowlanego w 1912 roku i przejście na specjalizacje maszynową.

Wydział Krajowy przyznał nowo powstałej Spółce Ślusarskiej jednorazową zapomogę w wysokości 300 złr na pokrycie opłat związanych z założeniem towarzystwa i wpisami do ksiąg.12

Podczas jesiennej sesji Sejmu w 1889 roku omawiano z inicjatywy posła Weigla kwestie zapomogi dla pogorzelców w Świątnikach. Pojawił się też wniosek Gminy Świątniki o przyznanie koncesji na cotygodniowe targi bydła, który to wniosek został przekazany komisji przemysłowej.13

Zwrócono się także o przygotowanie planów i kosztorysów budowy budynku szkoły ślusarskiej na kolejny rok, a także poruszono sprawę budowy drogi łączącej Świątniki z siecią dróg krajowych. Oba te wnioski Wydział Krajowi skierował na podstawie sprawozdania Kazimierza Bruchnalskiego, dyrektora szkoły ślusarskiej. W alegatach zacytowano następującą treść sprawozdania:

Druga rządowa szkoła rękodzielnicza, subwencyonowana z funduszu krajowego, i na której zarząd z tego tytułu Wysoki Wydział, a względnie Komisya krajowa dla spraw przemysłowych wpływ wywierać mogą – mianowicie c. k. zawodowa szkoła ślusarska w Świątnikach górnych w powiecie Wielickim, ukończyła właśnie pierwszy rok istnienia. Pomiędzy załącznikami sub /. przytaczamy w całości sprawozdanie kierownika tego zakładu, p. Kazimierza Bruchnalskiego, przedstawiające obecny stan szkoły i jej najpilniejsze potrzeby. Potrzeby te są następujące:

a) Ponieważ szkoła fachowa, (w której pracuje się przy ogniu, zaopatrzona w znaczną ilość maszyn i przyborów, gdzie niemal każdy uczeń potrzebuje osobnego śrubsztaka, a nadto potrzebne są do nauki sale rysunkowe i sale do nauki przedmiotów teoretycznych j dla których właśnie ma być zamianowany osobny nauczyciel) – nie może należytego przynosić pożytku, gdy mieści się, jak szkoła ślusarska w Świątnikach, w dwóch niskich i ciasnych domkach włościańskich, które w braku odpowiedniego budynku urządzono tymczasowo dla pomieszczenia szkoły i warsztatu wzorowego, przeto zachodzi nagląca potrzeba wznieść odpowiedni budynek na pomieszczenie tej szkoły. Gmina Świątniki górne obwiązała się przyczynić się do pokrycia wydatków na budowę, płacąc przez lat dwadzieścia po 500 zł. rocznie. Tym zasiłkiem pokryć będzie można znaczną część wydatków na postawienie budynku na szkołę.

b) Stan dróg, łączących Świątniki z gościńcem bitym, prowadzącym z Wadowic przez Mogilany do Krakowa, a względnie z Krakowem, jest tak zły, że zbudowanie drogi ze Świątnik do Mogilan, oddalonych o 5 kilometrów, stanowi jeden z nieodzownych warunków podźwignienia przemysłu ślusarskiego w Świątnikach, i rozkwitu szkoły. Produkcya wyrobów z żelaza połączoną jest w ogólności z ciężkimi transportami: węgla kamiennego, surowego żelaza a wreszcie gotowych wyrobów; przeto bez poprawy komunikacyi Świątnik z Krakowem, niemożebnym jest rozwój tamtejszego przemysłu ślusarskiego.

Uznając zaspokojenie potrzeb szkoły ślusarskiej w Świątnikach w oznaczonych tu dwóch kierunkach za niezbędne, pozwala sobie Komisya krajowa dla spraw przemysłowych upraszać, ażeby Wysoki Wydział zechciał wyjednać potrzebne na ten cel środki pieniężne od Sejmu, i odpowiednie wnioski przedkłada na końcu niniejszego sprawozdania.14

Następnie Sejm obradował nad tymi zagadnieniami. Niedawny pożar w Świątnikach dodatkowo zmotywował posłów do przychylenia się planom budowy nowego budynku:

Sprawozdawca poseł Romanowicz:

5. Sejm poleca Wydziałowi krajowemu, aby na przyszłą sesyę sejmową przedłożył plan i kosztorys na stałe pomieszczenie c. k. zawodowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach górnych, oraz szczegółowe wnioski co do tej budowy.

6. Sejm poleca Wydziałowi krajowemu, aby z funduszu, przeznaczonego na zasiłki na budowę dróg gminnych i powiatowych, udzielił znaczniejszego zasiłku na budowę drogi, prowadzącej ze Świątnik górnych do rządowego gościńca krakowsko-wiedeńskiego w Mogilanach.

(…)

P. Dr. Larysz Niedzielski. Wychodząc z zasady, ze dodatnia działalność Sejmu zależy od ekonomicznego użycia czasu, będę się wystrzegał dłuższego przemówienia przy rzeczach i o rzeczach, które na to nie zasługują. Przemówienie moje zwrócę tylko do 6. wniosku komisyi przemysłowej. W zupełności podzielam stanowisko komisyi przemysłowej, żądającej połączenia Świątnik, gdzie znajduje się szkoła przemysłowa, z dobrą komunikacyą względnie Krakowem, przeciwko temu nie mam nic. Jednak nie mógłbym się zgodzić na końcowy ustęp wniosku, mianowicie, aby drogę ze Świątnik połączyć przez Mogilany z rządowym gościńcem wiodącym do Krakowa. Reprezentując powiat wielicki pochlebiam sobie, że stosunki i potrzeby tego powiatu znam dość dobrze, tak samo dobrze znam tę trasę, którą komisya przemysłowa do przyjecia przedstawia. Na tę trasę nie mógłbym się zgodzić, albowiem inną uważam za odpowiedniejszą dla naszego powiatu i nawet za odpowiedniejszą dla Świątnik i dla szkoły samej.

Mianowicie według mnie inna droga, wiodąca przez Wrząsowice i Swoszowice i tu stykająca si# z gościńcem rządowym, jest dla szkoły przemysłowej korzystną, a względnie korzystną dla powiatu.

Przeglądając sprawozdanie komisyi przemysłowej nie znalazłem dostatecznego poparcia jej wniosku, dlaczego komisya tę trasę właśnie za odpowiedniejszą dla szkoły uznała. Wprawdzie wiadomo mi, ze inżynier, niejaki p. Majer, który jest zajęty przy szkole ślusarskiej w Świątnikach, odezwał się za przyjęciem tej trasy na Mogilany.

Być może, że ten pan Majer jest bardzo zdolnym inżynierem technicznym, i odpowiednim profesorem w szkole ślusarskiej, jednak to do mojego przekonania nie trafia, ażeby ten p. Majer znał się równie dobrze na trasach drogowych.

Ponieważ jednak nie chciałbym wziąć na własną odpowiedzialność, która droga jest korzystniejsza, czy na Mogilany, czy na Swoszowice, przeto stawiam wniosek odmienny, aniżeli wniosek komisyi przemysłowej. A mianowicie Wysoki Sejm raczy uchwalić:

„Poleca się Wydziałowi krajowemu, ażeby w jak najkrótszym czasie zbadał przez swe organa techniczne najkorzystniejszą trasę drogową łączącą Świątniki z Krakowem, i udzielił z funduszu na budowę dróg gminnych i powiatowych znaczniejszego zasiłku na budowę tej drogi”. Jednem słowem upraszam, żeby Wysoki Sejm raczył polecić Wydziałowi krajowemu zbadanie, która trasa jest dla Świątnik właściwszą.15

Na ten wniosek wielickiego posła głos zabrał poseł Weigel, który również znając te strony podtrzymywał inicjatywę drogi do Mogilan.

P. Dr. Weigel. Ja nie stanę przeciwko wnioskowi szanownego poprzedniego mówcy o ile pragnie, aby Wydział krajowy zastanowił się nad najdogodniejszą drogą prowadzą,cą do Świątnik. Podam jednak parę uwag, które mam do zrobienia na podstawie doświadczenia mojego, bo jużto jako delegat komisyi centralnej w ministerstwie oświecenia dla szkół przemysłowych, jużto jako delegat specyalny Wydziału krajowego dla Świątnik, tak często bywam w tej miejscowości od lat kilkunastu, że z położeniem rzeczy dokładnie jestem obeznany. Owóż droga, o której mówi szanowny poseł wielicki, mogłaby być wprawdzie względnie krótszą t. j. droga na Swoszowice i Wrząsowice do Świątnik , ale przedstawia ona tę niedogodność, że prowadzi z Wrząsowic do Świątnik pod tak stromą górę, że jest ona po większej części w lesie i pod samą górą w niektórych miejscach prawie nieprzebytą. Ile razy z członkami komisyi ministesteryalnej t. j. z inspektorami przemysłowymi zniewolony byłem udawać się tą krótszą drogą do Świątnik, pragnąc tę krótszą spróbować drogę to szedłem wraz z tymi członkami (jak n. p. radcą dworu baronem Weigelspergiem, Exnerem i Hauffem po największej części piechotą. Byłem w niebezpieczeństwie pogruchotania pod samą górą Świątnicką powozu, którym wieść mi ich wypadało, bo do naszych wózków lub bryczek i do naszych polskich dróg panowie ci nie bardzo przywykli. Otóż jeżeli Wydział krajowy względnie oddział techniczny poświadczy, że droga do Świątnik na Swoszowice, o której nie przeczę, że Wydział powiatowy czynił co się dało, żeby ją do Wrząsowic zrobić jako tako użyteczną, da się adaptować przydatnie, ja się temu sprzeciwiać nie będę; ale nam chodzi o to, żeby z jednej i drugiej strony Świątnik była ta droga najdogodniejszą do przebycia podróżnych i przewozu węgla, tudzież żelaza. Przeczę zaś według mego doświadczenia, ażeby to się z Wrząsowic do Świątnik dało tak łacno uskutecznić. Przed tygodniem byłem tam na pogorzelisku i badałem znowu stosunki przystępniejszej drogi do Świątnik. Otóż wiem, że droga ta od jesieni do lata jest poprostu nie użytą i dłużej się jedzie, jak na Mogilany. Obawiam się więc, że koszta nie będą mniejsze j natomiast, jeżeli ktoś chce się dostać drogą cywilizowaną, że tak powiem, do Świątnik, to mimo dłuższej nieco drogi szybciej wygodniej i bezpieczniej może jechać na Mogilany; raz dlatego, że do Mogilan z Krakowa i Podgórza prowadzi szosa bardzo dobrze i porządnie utrzymywana i mimo góry prędzej się dojeżdża do samego szczytu i skrętu Mogilańskiego na drogę ku Świątnikom. Następnie, że obecnie rozchodzi się tylko o 4 ½ kilometry t. j. pół mili drogi z Mogilan do Świątnik i tędy też zwykle się droga z Krakowa szybciej odbywa, jak na Swoszowice i Wrząsowice, bo z Krakowa do Mogilan 2 mil za godzinę lub 5 kwadransy się przebywa po doskonałej szosie rządowej, a byle boczna droga z Mogilan do Świątnik była dobrą, cała droga z Krakowa za 2 godzin przebyćby się dała. Ale ta boczna droga w tej chwili jest nie do przebycia, chociaż Wydział powiatowy nawoził tam kamienie. Ten sam inżynier, o którym mówił poseł wielicki p. Majer z Wiednia, bawiący obecnie w Świątnikach oświadczył zaś, że zrzucanie kamieni bez potłuczenia ich i bez ładu w te bryły błota jest jak teraz raczej zaprzepaszczeniem niżeli poratowaniem tej drogi, o 4-5 kilometrach. Wystarczy powiedzieć, iż tak się złożyło, że kiedy za ostatniej bytności swej w Krakowie p. minister Gautsch miał być także w Świątnikach nie doradzałem tej jazdy, bo ani jedną ani drugą drogą nie dało się dotrzeć do Świątnik choćby tego tak był pragnął.

Nie jestem więc przeciwny wnioskowi posła wielickiego, o ile dąży do tego, żeby Wydział krajowy kwestyę tych dróg raz jeszcze dokładnie zbadał, owszem powiem dodatnio po stronie wniosku posła wieleckiego, że można by w krótszym względnie czasie dostać się do Świątnik, mianowicie ze stacyi kolei państwowej w Swoszowicach na Wrząsowice, ale musiałaby być góra pod Świątnikami tak serpentynami opasaną, żeby tam poprostu wywindować się można bez narażenia się na niebezpieczeństwo.

Dlatego niech sobie Wydział krajowy kwestyę studyuje, jak sobie szanowny poseł wielicki życzy; nie staję temu wnioskowi poprzecznie, ale winienem z powodu znajomości rzeczy podnieść rzeczywisty stan sprawy, a dodam, że gdyby jedna i druga z tych dróg była do przebycia, byłoby to dobrodziejstwem czy dla pieszych krótszą drogą na Wrząsowice, czy dla żelaza i węgla na Mogilany, nie mówiąc już dla dojazdu powozami.16

Głos w sprawie zabrał także poseł sprawozdawca Tadeusz Romanowicz:

Sprawozdawca p. Romanowicz. Szanowny poseł wielicki wyraził zdziwienie, dlaczego komisya przemysłowa nie uzasadniła obszernie tego, że przyjmuje dukt drogi Świątniki-Mogilany, a nie Świątniki-Wrząsowice. Otóż komisya przemysłowa byłaby może wdała się w obszerniejszy w tym przedmiocie wywód, gdyby była komisyą przemysłowo-drogową. Nie będąc nią, nie mogła rzeczy traktować specyalnie ze stanowiska drogowego tylko musiała ją traktować ze stanowiska potrzeb interesów szkoły w Świątnikach. Ze stanowiska zaś tego jest rzeczą, niezaprzeczalną, iż trzeba Świątnikom zapewnić jak najbliższą komunikacyę z gościńcem rządowym, bitym, dobrym, na którym dowóz węgla i żelaza do Świątnik będzie najłatwiejszy i najbardziej możliwy. Szanowny poseł wielicki niejako nam podsuwa to, ze myśmy dlatego się oświadczyli za drogą Świątniki Mogilany, ponieważ p. inżynier Majer za nią się oświadczył. Tymczasem mam tu właśnie pod ręką referat p. inżyniera Majera, który jest z daty 8. listopada, gdy sprawozdawanie komisyi jest z 6. listopada. Więc nikt komisyi zarzutu zrobić nie może, żebyśmy za p. Majerem powtarzali.

Co do rzeczy samej muszę naprzód przypomnieć, że już w r. 1884 kiedy sprawa dróg w powiecie wielickim się regulowała, był projekt przeprowadzenia drogi z Wieliczki na Świątniki do Mogilan i ten projekt subwencyonował wtedy Wydział krajowy. Dopiero w r. 1886 nie z Wydziału krajowego, ale z Wydziału powiatowego zmieniono kierunek drogi i postanowiono iść za Świątnik przez Wrząsowice do Swoszowic. Dziś część Wieliczka- Wrząsowice jest skończona, a część Wrząsowice Świątniki jest ta, o którą się rozchodzi posłowi wielickiemu. Otóż jeżelibyśmy tę drogę dali Świątnikom do kolei, a względnie do Krakowa, nie miałyby Świątniki komumkacyi z gościńcem rządowym, który jest ze wszystkich miar lepszy. We Wrząsowicach na tym całym kawałku od Świątnik do Wrząsowic są niesłychanie wielkie spadzistości, grunt jest bardzo zły tak, że znawcy mówią, iż tam nie można jechać z ciężarem inaczej jak czterma końmi. Zachodzi dalej ta okoliczność, ze na tym kawałku trzebaby expropriować grunta pod drogę, podczas gdy na kawałku Świątniki-Mogilany jest to albo zupełnie niepotrzebne, albo tylko w małej części konieczne. Dalej budowa traktu Świątniki-Wrząsowice trwałaby znacznie dłużej, bo są tu do przezwyciężenia znacznie większe trudności techniczne niż na tamtej drodze. Zwrócę jeszcze uwagę, że różnica nie jest tak bardzo wielka: droga ze Świątnik do Mogilan ,miałaby 4 i 3/10 kilometry długości, droga ze Świątnik do Wrząsowic 3 i 15/100 kilometry długości. Rożnica zatem jest 1 i 15/100 kilometra. Wobec tego wszystkiego zdawało się komisyi, że jest zupełnie uzasadniony wniosek komisyi krajowej, ażeby budować na Mogilany.

Co do wniosku p. posła Niedzielskiego ten byłby tylko w takim razie do przyjęcia, gdyby się wnioskodawca zaakomodował do uwag p. posła powiatu wielickiego mianowicie, żeby w taki sposób wniosek swój postawił, ażeby Wydział krajowy zbadał i udzielił subwencyi i na tem skończyć. Ja sądzę jednak, że tak jak jest wniosek komisyi, Wysoka Izba śmiało przyjąć go może, a ten cel, o który nam głównie chodzi, t. j. zapewnienie Świątnikom dobrej komunikacyi, będzie osiągnięty.17

Wniosek posła. Niedzielskiego nie wszedł i Sejm przyjął treść punktu 6. Wyceniono koszty budowy na 25350 złr drogi do Mogilan o długości 5.4 km. i szerokości 6 m. Przewidziano zakończenie budowy na rok 1891. Na 27. posiedzeniu Sejm zatwierdził subwencje dla szkoły ślusarskiej w wysokości 900 złr zwyczajnej i 500 złr nadzwyczajnej.18 Ciekawe informacje o szkole ślusarskiej zawarte też są w pozostałych załącznikach sprawozdania Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych:

D. Szkoły fachowe dla wyrobów metalowych.

W tej grupie szkolnictwa przemysłowego posiada kraj koronny Galicya tylko jedną szkołę ślusarską w Świątnikach, a i tę zawdzięcza kraj Wysokiemu c. k. Rządowi. Fundusz krajowy pokrył tylko znaczniejsze wydatki, powstałe przy pierwszem urządzeniu szkoły, prócz tego dostarcza kraj potrzebnego lokalu, opału i usługi, w końcu zasila powyższą szkołę fundusz krajowy roczną subwencją, która w roku bieżącym wynosi 900 zł., a na rok 1890 preliminowaną jest w wysokości 1150 zIr.

Urządzenie jej jest znakomite. Ponieważ ale cała ludność tej wioski domowem ślusarstwem się trudni, byłoby więc pożądanem ułatwić jej by mogła korzystać z maszyn do szkoły należących, wyrabiając za ich pomocą pojedyncze części składowe, do swych wyrobów ślusarskich potrzebne. Maszyny, używane obecnie w tej szkole, są jednak dla wyż wspomnianego celu niewystarczające, tak co do liczby jak i gatunku, i tylko nie wielu ślusarzy tej wsi korzystać z nich może.

By więc rozwój przemysłu ślusarskiego w tej miejscowości wzmocnić i ułatwić, zanosimy prośbę o łaskawe wstawienie do budżetu państwa na rok 1890, celem zakupna wyż wspomnianych maszyn dla szkoły w Świątnikach, kwoty 3500 zł.19

W roku następnym Sejm zatwierdził budżet budowy nowego gmachu szkoły ślusarskiej i polecił Wydziałowi Krajowemu wykonanie w kwocie 35 tys złr. przy założeniu, że gmina przeznaczy na ten cel 10 tys złr. Takie wnioski zanotował Wydział Krajowy z zakresie przemysłu krajowego.

Komisya krajowa dla spraw przemysłowych, zdając sprawę o stosunkach przemysłu ślusarskiego w Świątnikach górnych i o nader pożytecznej działalności istniejącej tamże c. k. zawodowej szkoły ślusarskiej zaznacza z naciskiem, że teraźniejsze pomieszczenie szkoły jest zupełnie nieodpowiednie i że z tego powodu szkoła narażona jest na liczne niedogodności, które tamują jej rozwój. W dotychczasowym lokalu szkolnym nie ma absolutnie miejsca na inwentarz, który c. k. Ministerstwo zamierza uzupełnić kosztem przeszło 30.000 zł. Okoliczności te nabierają tem większej wagi, że Wysoki Sejm uznał za niezbędne rozszerzenie zakresu nauki szkolnej uchwalą z dnia 15. listopada 1889 wzywającą c. k. Rząd, aby w porozumieniu z Wydziałem krajowym i krajową Komisyą dla spraw przemysłowych zaprowadził w tej szkole kurs przemysłu ślusarstwa artystycznego i ślusarstwa budowlanego. Uchwalę tę podano do wiadomości c. k. Prezydyum Namiestnictwa pismem z dnia 15. listopada 1889. l. 1.105. Odezwą z dnia 10, lipca 1890 l. 7.189 c. k. Prezydyum Namiestnictwa zawiadomiło Wydział krajowy o decyzyi ministeryalnej w sprawie przytoczoną uchwałą poruszonej. P. Minister pomimo licznych zarzutów przytoczonych w reskrypcie wymienionym z, dnia 14. czerwca 1890 l. 8.545 jest skłonny rozszerzyć obecny program fachowej szkoły w Świątnikach a to jak się p. minister wyraża „bacząc na uznaną i wśród najtrudniejszych stosunków doświadczoną zręczność i zdolność kształcenia się w zawodzie ślusarskim ludności świątnickiej, dalej z uwagi na stosunkowo korzystne rezultaty, jakie szkoła w dotychczasowych granicach swej działalności osiągnąć zdołała, wreszcie z uwagi na wielką ważność, jaką Sejm krajowy zdaje się przywiązywać do rozszerzenia szkoły”. Mianowicie zaprowadzonoby dla uczniów zdolniejszych lub praktycznie bardziej wyrobionych naprzód naukę, mającą na celu upiększenie, dekorowanie i zdobienie form użytkowych produkowanych w zakładzie, uwzględniając odpowiednio ten kierunek także w nauce rysunków wolnoręcznych i fachowych. W dalszym ciągu nauki mogliby tacy uczniowie, nie ograniczając się jedynie do sporządzania kłódek i zamków, wyrabiać także niezdobne lub miernie ozdobne prostsze przedmioty z zakresu ślusarstwa budowlanego.

Udzielanie praktycznej nauki w dekorowaniu i w wyrabianiu prostych niekunsztownych przedmiotów z zakresu ślusarstwa budowlanego poruczonoby obecnym werkmistrzom c. k. szkoły zawodowej, którzy są do tego zupełnie uzdolnieni. Dla nauki rysunków wolnoręcznych i fachowych okazałaby się zapewne potrzeba ustanowienia nowej siły nauczycielskiej. W tym ostatnim względzie, jakoteż w sprawie dostarczenia szkole odpowiednich środków naukowych wyda p. minister w swoim czasie odpowiednie zarządzenia. Przeprowadzenie jednak tych zarządzeń czyni p. minister zależnem od dopełnienia różnych warunków, a przedewszystkiem od odpowiedniego umieszczenia zakładu. Budynek bowiem, w którym się mieści fachowa szkoła świątnicka, jest wedle reskryptu p. ministra dla celów tego zakładu już w obecnym jego zakresie zupełnie niedostateczny, byłby zaś tem bardziej nieodpowiedni, gdyby zakład według powyższego projektu został rozszerzony. P. minister żąda zatem wystawienia nowego budynku według planów przez niego zatwierdzić się mających. Nadto wymaga p. minister dostarczenia kosztem kraju przyzwoitych pomieszkań dla zajętych przy szkole sil nauczycielskich i pomocniczych a uzasadnia to żądanie okolicznością, że teraźniejsze mieszkania wszystkich członków grona nauczycielskiego nie tylko nie odpowiadają najskromniejszym wymaganiom wygody, ale nawet pod względem sanitarnym pozostawiają wszystko do życzenia. P. Minister: zaznacza, że o wyszukanie mieszkania w Świątnikach dla nowego nauczyciela rysunków będzie też nader trudno zwłaszcza, że zeszłoroczny pożar zniszczył większą część Świątnik, która się dotąd nieodbudowała.

Potrzebę wybudowania gmachu na stale pomieszczenie szkoły odpowiednio do jej potrzeb i projektowanego rozszerzenia uznał także Wysoki Sejm, uchwalą bowiem przytoczoną na wstępie pod 5. polecił Wydziałowi krajowemu, aby na przyszłą sesyę sejmową przedłożył szczegółowe wnioski co do tej budowy.

Z tych wszystkich powodów Komisya krajowa dla spraw przemysłowych zajęła się jak najgorliwiej projektem budowy gmachu dla szkoły świątnickiej przy pomocy delegata ministeryalnego inżyniera p. Fr. Maiera z Wiednia i kierownika szkoły p. K. Bruchnalskiego. Na podstawie gruntownych badań i wyczerpujących narad Komisya wypracowała plan budowy na pomieszczenie szkoły i pomieszkania dla kilku nauczycieli, która według przybliżonego kosztorysu wymaga nakładu około 35.000 zł.

Do częściowego ponoszenia kosztów tej budowy obowiązana jest gmina Świątniki w myśl uchwały Rady gminnej z d. 1. października 1886, zatwierdzonej następnie przez Radę powiatową w Wieliczce. Na ten cel ma dostarczyć gmina 10.000 zł. W razie ociągania się gminy od dopełnienia tego obowiązku Wydział krajowy użyje środków przymusowych. Resztę kosztów budowy w kwocie 25.000 zł. wypada pokryć ze skarbu krajowego, C. k. Rząd oświadczył stanowczo, że na ten cel nie udzieli żadnego zasiłku ze skarbu państwa. Budowa ma być wykończona w terminie dwuletnim a to w ten sposób, że z ogólnej sumy kosztów budowy w kwocie 35.000 zł. przypadnie na r. 1891- 20.000 zł., na r. 1892 zaś 15.000 zł. w. a. Stosownie do przedstawionego wyżej stanu rzeczy i zgodnie z Komisyą krajową dla spraw przemysłowych Wydział krajowy przedkłada Wysokiemu Sejmowi wnioski w sprawie budowy, o której mowa.20

W Sejmie uchwalono:

Sprawozdawca p. Szczepanowski. (Czyta).

V. Sejm upoważnia Wydział krajowy do wzniesienia budynku dla c. k. zawodowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach górnych kosztem najwyżej 35.000 zł pod warunkiem, że gmina Świątniki górne przyczyni się do kosztów budowy kwotą 10.000 zł. i otwiera Wydziałowi krajowemu kredyt na ten cel w kwocie 25.000 zł.

Wypłata tej dotacyi z funduszu krajowego nastąpi w dwóch ratach rocznych. Sejm wstawia w budżet na rok 1891 kwotę 10.000 zł. tytułem l. raty na cel powyższy.21

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1895 roku.

Ogółem na rok 1891 w budżecie zatwierdzono 1400 złr jako „Zasiłek na zapomogi dla kształcących się w c. k. zawodowej szkole ślusarstwa w Świątnikach górnych” i 10000 złr pierwszej raty na budowę nowego budynku.22

Sejm przyznał także koncesje na pobieranie myta na drodze Wieliczka-Gorzków-Świątniki wraz z odnogą Gorzków-Zakliczyn aż do granicy powiatu myślenickiego o łącznej długości 20km. W 1890 roku ukończono budowę ostatniego 10km odcinka tej drogi wraz z 15 mostami w tym także moście na Wildze o długości 20m. W większości koszty budowy pokrył powiat wielicki w kwocie 30633 złr. I 49 ct. Oto treść przyjętej uchwały wraz ze stawkami myta dla drogi kategorii I:

Uchwała

o udzieleniu koncesyi do poboru opłat mytniczych na rzecz utrzymania dróg gminnych Wielicko-Świątnickiej

Zgodnie z uchwałą Sejmu Mojego Królestwa Galicyi i Lodomeryi wraz z Wielkiem Księstwem Krakowskiem rozporządzam co następuje:

Art. l.

Na przeciąg lat pięciu od wejścia w wykonanie tej uchwały nadaje się prawo do pobierania myta:

l. Wydziałowi powiatowemu w Wieliczce jako władzy nadzorującej na rzecz utrzymania drogi gminnej Wielicko-Świątnickiej i na trakcie tejże drogi znajdującego się mostu na rzece Wildze, z zastrzeżeniem, że gminy i obszary dworskie, przez których terytoryum omycona droga przechodzi, przyczyniać się będą do jej utrzymania prestacyami w myśl postanowień ustawy drogowej.

Opłatę myta pobierać należy według następującego wymiaru:

a) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu 4 (cztery) ct.;

b) od każdej sztuki bydła pociągowego nie w zaprzęgu, od bydła pędzonego ciężkiego i koni

wierzchowych 2 (dwa) ct.;

c) od każdej sztuki bydła pędzonego 1 (jeden) ct.

Art. III.

Konie, woły, krowy, muły, osły należą do bydła ciężkiego, zaś cielęta, źrebięta, owce, kozy

i świnie do drobnego.

Od bydła niesionego lub wiezionego wozem nie opłaca się żadnej należytości. Zwierzęta, które ssą i przy matkach idą, są wolne od wszelkiej opłaty mytniczej.

Art. IV.

Przy poborze myta mają być zachowane ogólne przepisy o uwolnieniu od opłaty mytniczej

lub o zniżeniu tejże.23

W roku 1891 Sejm cesarz nie zwołał sejmu, więc Wydział krajowy mógł jedynie kontynuować politykę budżetową na kolejny rok nie mogąc wnieść żadnych zmian dlatego szczęśliwie złożyło się, że Sejm przyznał już kwotę na budowę nowej szkoły.

Sprawozdawca p. Chrzanowski (czyta):,

G) C. k. szkoły przemysłowe zawodowe, subwencyonowane ze skarbu krajowego.

Poz. 282. C. k. szkoła zawodowa przemysłu drzewnego w Zakopanem 1.650 zł.

„ 283. C. k. szkoła zawodowa ślusarstwa w Świątnikach  667 zł.

„ 284. Zasiłek na zapomogi dla majstrów, kształcących się w c. k. szkole ślusarskiej w Świątnikach 500 zł.

„ 285. Reszta sumy na wystawienie budynku dla szkoły ślusarskiej w Świątnikach 10.000 zł..24

W 1896 roku ponownie powiat wielicki wystąpił o przyznanie koncesji na pobieranie myta na drodze Wieliczka – Klasno – Siercza – Koźmice Wielkie – Byszyce – Rzeszotary – Świątniki z mostem na Wildze. Powiat przez ostatnie 3 lata wyremontował tą drogę kosztem 4376 złr. Sejm przychylił się do tego wniosku przyznał myto według poprzednich stawek.25

Subwencja roczna dla szkoły zawodowej wynosiła 1554 złr, a zasiłek dla majstrów kształcących się w szkole 500 złr.26 W roku kolejnym wartości te wynosiły odpowiednio 1554 złr i 400 złr.27 i tyle samo wyniosło w roku 1898.28 Wydziały powiatowe z Myślenic i Bochni udzielały stypendiów dla uczniów min. szkoły ślusarskiej w Świątnikach.29 Państwowe stypendia przyznano 25 uczniom (po 3-5 złr/msc).30

Wydział Krajowy w ramach ochrony przemysłu domowego uwolnił min. uchwałą z dnia 3 lutego 1897 roku l. 81.319 Spółkę Ślusarską w Świątnikach od zobowiązań podatkowych na okres od 1 października 1896 do 30 września 1906. Praktyka „uwalniania” przedsiębiorstw nie spodobała się Namiestnictwu i toczono proceduralne spory o kompetencje takich praktyk..31

W roku 1898 Wydział Krajowy udzielił Spółce Ślusarskiej 3% pożyczki na sumę 3000 złr.32 Komisja krajowa przyznała stypendia w wysokości 3-4 złr/msc 25 najlepszym uczniom. Wartość wyrobionych towarów w szkole ślusarskiej wyceniono w 1899 roku na 514 tys. złr. Do pełni funkcjonalności określono konieczność zakupu kilku maszyn (strugawki, wiertaczki stojącej, tokarki) i organizacja wody do maszyny parowe.j33 W Świątnikach 25 maja 1899 roku odbyła się wystawa przeglądowa bydła – z przyprowadzonych 250 sztuk bydła 49 nagrodzono wypłacając 5 dukatów i wręczając 4 listy pochwalne.34

W 1900 roku pojawiła się petycja do komisji drogowej w sprawie subwencji na budowę drogi powiatowej Świątniki – Siepraw – Myślenice.35 Zwiększono subwencje na szkołę ślusarską do 3180 K, a zasiłek dla kształcących się majstrów do 800 K.

W roku 1901 poruszona została ponownie sprawa drogi Swoszowice-Świątniki dla której wygasła już 5-letnia koncesja na pobieranie myta. Sejm przychylił się do wniosku powiatu wielickiego.36 Sejm pozostawił stawki subwencji i zapomogi na poprzednim poziomie i dodatkowo przeznaczył 2260 K „na koszta budowy studni, bielenie i rulety”.37 Dla uczniów szkoły ślusarskiej na stypendium wypłacono ryczałtem 1700 K.38

W następnym roku ponownie powiat wielicki wystąpił o przyznanie myta na wybudowanej w latach 1885-1898 drodze Podgórze-Swoszowice-Świątniki-Mogilany z mostem na Wildze w Zbydniowicach o długości 20.9 m o łącznej długości 21.06 km, zbudowanej systemem gościńcowym o szerokości w koronie 6 m. Koszt budowy wyniósł prawie 184 tys. złr. Sejm postanowił przyznać pobieranie myta mostowego w Zbydniowicach według stawek dla I. klasy drogi oraz drugie myta drogowego dla wyższej II klasy drogi wg następujących stawek:

Art. II.

Opłatę myta pobierać należy na dwóch stacyach według następującego wymiaru:

I. Myto drogowe na stacyi w Swoszowicach:

a) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu 8 (ośm) h;

b) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu, od bydła pędzonego ciężkiego i koni wierzchowych 4 (cztery) h;

c) od każdej sztuki bydła pędzonego drobnego 2 (dwa) h.

II. Myto mostowe na stacyi w Zbydniowicach:

a) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu 4 (cztery) h;

b) od każdej sztuki bydła pociągowego nie w zaprzęgu, od bydła pędzonego ciężkiego i koni wierzchowych 2 (dwa) h;

c) od każdej sztuki bydła pędzonego drobnego 1 (jeden) h.39

W roku szkolnym 1900/01 wypłacono stypendia dla 28 uczniów w wysokości 6-8 K/msc,40 w roku kolejnym 31 uczniów w wysokości 6 K/msc.41

Utrzymane zostały wysokości stawek przeznaczonych na szkołę ślusarską w 1903 roku i wynosiły 3108 K na utrzymanie i 800 K na zapomogi dla majstrów.42

Do Lwowa tymczasem dotarły informacje, że w szkole ślusarskiej pojawiły się tarcia nie tylko z miejscowymi rzemieślnikami ale także członkami Spółki Ślusarskiej. Sytuacja zrobiła się na tyle poważna, że władze Spółki wniosły petycję do Sejmu o szybkie przysłanie delegata z Wydziału Krajowego „celem zbadania stosunku tejże spółki do szkoły ślusarskiej i jej dyrektora Bilygo”. Sprawę tę szybko poruszyli przeciwnicy dalszego istnienia szkoły, a po tragicznej śmierci posła Weigla (zmarł w 1901 roku podczas obrad sejmowych) Świątniki utraciły swojego obrońcę w Sejmie.

P. ks. Szponder. Wysoka Izbo! Jeżeli zgłosiłem się jeszcze do krótkiego przemówienia, to może niejednego zadziwić, te jako niefachowy zabieram głos w sprawie, która bądźcobądź wymaga pewnej znajomości rzeczy.

Chcę zwrócić uwagę na szkoły państwowe w Świątnikach i Sułkowicach. Otóż widocznie w tych szkołach muszą być jakieś mankamenta, bo ogół tamtejszych mieszkańców żali się na zarząd tych szkół. Nawet wpłynęła w tym kierunku petycya do Sejmu, gdzie w drastyczny sposób są uwidocznione te wszystkie żale. Przeszło 4.000 robotników w Świątnikach żali się na zarząd tamtejszej szkołyprzemysłowej.

Do tego czasu dzieje się tak, te dla przekonania się i wykazania pożytku i wydatności tamtejszej szkoły ślusarskiej, bierze się tylko sprawozdania Dyrekcyi, która oczywiście zawsze pisze, że szkoła się pomyślnie rozwija i stoi na takiej wysokości swego zadania, że może konkurować z wyrobami zagranicznemi. Naturalna rzecz, że Dyrekcya inaczej pisać nie może, bo tu chodzi przecież o jej własną skórę.

Byłoby zatem do życzenia, aby c. k. inspektor przemysłowy zasięgnął zdania o wydatności szkoły od miejscowych majstrów, bo prawdopodobnie nie wszystko jest tak dobrze, jak to dyrekcya przedstawia i muszą tam być jakieś błędy, jeżeli są, tak ogólne żale i skargi.43

Należy jednak przyznać ks. Szponderowi racje, że sprawozdania Komisji Krajowej oparte na szkolnych sprawozdaniach były sztampowe z ogólną charakterystyką, że szkoła rozwija się dobrze. Na forum krajowym sprawa tego konfliktu nie została więcej podjęta.

Na rok 1904 utrzymano wielkość subwencji dla szkoły ślusarskiej44 i dodatkowo otrzymała ona 2000 K pożyczki na utworzenie funduszu obrotowego w 5 ratach po 400 K spłacanych do 1912 roku.45 W roku szkolnym państwo wypłaciło stypendia dla: 1 ucznia po 10K/mdc, 3. po 8 K/msc i 27 po 6 K/msc a w roku 1904/5 1. po 10K/mdc, 20. po 6 K/msc i 9 po 5 K/msc.46

Tak przedstawiano sytuacje w szkole:

Szkoła ślusarska w Świątnikach ukończyła 15. rok istnienia, rozwija się pomyślnie i stoi na tej wysokości, że wyroby jej nietylko mają zbyt, ale mogą konkurować z wyrobami obcemi. Tak jak w latach poprzednich, werkmistrze bywają wysyłani do wzorowych zakładów fabrycznych, celem dalszego kształcenia się zawodowo, a po wydoskonaleniu się wracają do szkoły i bywają użyci do podejmowania nowych robót w warsztacie szkolnym.

W roku ubiegłym wprowadzono do zakładu naukę wyrabiania okien ozdobnych. Ukończono również prace przygotowawcze do fabrykacyi zamków meblowych przez tamtejszą spółkę ślusarską. Dla jednej z firm wiedeńskich, która corocznie potrzebuje około 10000 sztuk pewnego rodzaju zamków, wykonali majstrowie świątniccy 400 sztuk żelaznych zamków na okaz, a po ich przyjęciu zamówiono dalszych 700 sztuk. Zamówienie to otrzymała Dyrekcya za pośrednictwom Ministeryum handlu.

W obec tak znacznego zamówienia okazuje się, że wyrób zamków jest dobry i jest nadzieja, że wyrób ten przysporzy ślusarzom zarobku i stworzy nowe źródło dochodu.47

Gmina Świątniki w 1904 roku wniosła kilka petycji do różnych komisji w sprawie zniesienia prestacyi drogowych, o zmianę ustawy łowieckiej, o zamknięcie gorzelni z powodu braku kartofli i zmianę ordynacji wyborczej.48

Poseł Stapiński przedstawił w Sejmie propozycję utworzenia w szkole ślusarskiej łazienek przy warsztatach, a co bulwersowało najbardziej posła, że sami rzemieślnicy i pracownicy szkoły nie widzieli jak dotąd potrzeby zachowania podstawowych zasad higieny. Wniosek jednak nie przeszedł i został odesłany do zbadania przez Wydział Krajowy.49

W 1906 roku urządzono „kurs zawodowy dla ślusarzy w Krakowie przy współdziałaniu sił nauczycielskich i z pomocą środków naukowych Świątnickiej szkoły ślusarskiej”.50

W roku 1907 ponownie pojawiła się sprawa zbyt wąskiej specjalizacji świątnickiego rzemiosła:

P. Skołyszewski.(…)

Wiem, że takie ogólnikowe określenie, bez przytoczenia konkretnych faktów, jest bez znaczenia. Przedstawię tedy Panom stosunki w moim okręgu wyborczym wielicko-bocheńskim.

Istnieje w Świątnikach górnych i w wioskach do Świątnik przylegających przemysł ślusarski, datujący się jeszcze od 13. wieku. Ludność tam pracuje nad wyrobem kłódek i nic innego prócz kłódek wytworzyć nie potrafi.

Przemysł wielki podciął naturalnie tę gałęź drobnego przemysłu, gdyż kłódkę, nad którą pracuje najsprytniejszy robotnik 1 ½ do 2 godzin, wyrabia maszyna w przeciągu kilku zaledwie minut. Naturalnie wskutek tej konkurencyi maszynowej podupadł zupełnie ten przemysł ślusarski, bo maszyna wytwarza taniej i prędzej.

Istnieje wprawdzie w Świątnikach państwowa szkoła ślusarska, ale ona wykształca tylko poszczególnych uczniów. Natomiast brak inicyatywy, któraby się zajęła i przyszła z pomocą tym ludziom, którzy skazani są na kredyt pobierać czy materyał, czy środki żywności od grosisty,

który od nich ten towar kupuje.

A przecież jest pewnem, że gdyby np. w danym wypadku tych ludzi nauczył ktoś powoli i systematycznie zamiast wyrobu kłódek takich rzeczy, jak wyrabianie zamków, które nie mogą być inaczej, jak ręcznie wyrabiane,

(Głos. Nie chcą się tego uczyć !)

To też w tym właśnie kierunku uważam pewną akcyę za rzecz wskazaną. Tak samo w każdej innej gałęzi. (…) Dlatego tez, kończąc skromny wywód, pozwolę sobie wnieść następującą rezolucyę:

„Poleca się Wydziałowi krajowemu poczynienie badań, zdążających do wyświetlenia przyczyn ciągłego zubożenia i proletaryzacyi ludności rzemieślniczej małomiejskiej. Oraz, by po wyświetleniu przyczyn przedstawił na jednej z najbliższych sesyj sejmowej środki, zdążające do ekonomicznej sanacyi tej warstwy ludności, dotychczas w zastosowaniu nie będące i obecnym budżetem nie objęte”. (Brawa i oklaski).51

Poseł Władysław Jahl, członek Wydziału Krajowego zaprzeczył, jakby Wydział okazywał brak zainteresowania Świątnikami, aczkolwiek obiecał bliżej się przyjrzeć temu problemowi.

W 1909 roku Spółka Ślusarska ponownie otrzymała zwolnienie od podatków na okres lat 5,52 w 1910 otrzymała ponadto pożyczkę pod zastaw hipoteczny realności Spółki LK. 305/10 na sumę 10000 K do spłacenia w 40 kwartalnych ratach (przez okres 10 lat).53 W roku 1910 obniżona została subwencja dla szkoły do wartości 2800 K przy zachowaniu stałej zapomogi w wysokości 800 K na kurs dla majstrów.54 Wielkości tych dopłat nie zmieniły się do wybuchu wojny.

Dane Spółki Ślusarskiej do końca 1909 roku wg sprawozdania Wydziału Krajowego:

poz. 16, miejscowość Świątniki górne, nazwa Spółka ślusarska, rok założenia 1903, liczba członków 135, udziały 15207 K 40 g, fundusz rezerwowy 9.053 K, długi 23.714 K 41 g, czysty zysk 4.927 K 17 g, gotówka 1.468 K 32 g, wartość towarów i inwentarza 17.216 K 80 g, nieruchomości 3.287 K, sprzedaż w 1909. 66.173 K 26g.55

W roku 1913 przedłużono kolejny raz koncesje na pobieranie myta na drodze Wieliczka – Świątniki. W roku 1914 na wniosek posła dra Franciszka Bardla Sejm przyjął petycję w sprawie budowy drogi łączącej gminy Ochojno (Dolne i Górne), Rzeszotary z drogą powiatową Swoszowice – Świątniki.56 Ostatnim dokumentem z prac Sejmu jest ręcznie zapisany preliminarz funduszu krajowego na rok 1918. Wynika z niego ciekawa informacja, że planowane było poważne powiększenie i modernizacja warsztatów szkolnych, na co rząd wyznaczył niebagatelną kwotę 54 tys. K. Pożyczki tej szkoła jednak nie zdążyła podjąć przed wojną.

Wydatki – Rubryka XII Przemysł i rękodzieło

Szkoły przemysłowe zawodowe

b) subwencyonowane

poz. 124. Świątniki ck. szkoła ślusarska ………………………………………..A……………. B………… C

a) na utrzymanie………………………………………………………………….. 2.800……… 1.500 ……2.800

b) kurs majstrów ……………………………………………………………………800…………. 800…….. 800

c) rozszerzenie warsztatów (rata amortyz. od pożyczki* 54.000 K)….. -……………… -………. 2.808

(A – wniosek na 1918 r, B – wynikłość z roku 1913, C – kwota preliminowana na rok 1914)

*- wg wpisu w rubryce „Wyjaśnienia” – z powodu niezaciągnięcia pożyczki.57

Na tym kończę to zestawienie spraw poruszanych w Sejmie Krajowym, a bezpośrednio dotyczących Świątnik Górnych.

1 Alegat – dawniej załącznik do dokumentacji.

2 Stenogramy z 33. posiedzenie 6. sesyi 3. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 29. maja 1875.

3 34. posiedzenie 6. sesyi 3. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 29. maja 1875.

4 Tamże.

5 20. posiedzenie I. Sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 16 października 1883.

6 25. posiedzenie 2. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 23. października 1884

6a 3. posiedzenie 4. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 13. grudnia 1886

7 22. posiedzenie 3. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15 stycznia 1886

8 23. posiedzenie 3. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 16. stycznia 1886.

9 12. posiedzenie 4. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15 stycznia 1887.

10 17. posiedzenie 4. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 22. stycznia 1887

11 8. posiedzenie, 1. sesyi, VI. Peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 26. października 1889.

12 Rozporządzenie z dnia 19. marca 1889 L. 10361

13 15. posiedzenie, 1. sesyi, VI. Peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 9. listopada 1889.

14 Sprawozdanie z Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych za czas od sierpnia 1888 do sierpnia 1889, Alegata do sprawozdań stenograficznych Sejmu krajowego za rok 1889.

15 19. posiedzenie, 1. sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15. listopada 1889.

16 Tamże.

17 Tamże.

18 27. posiedzenie 1. sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 25. listopada 1889.

19 Sprawozdanie z Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych za czas od sierpnia 1888 do sierpnia 1889, Alegata do sprawozdań stenograficznych Sejmu krajowego za rok 1889.

20 Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego, Alegata 73 L. W. kr. 42.153/1890

21 18. posiedzenie, 2 sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 18. listopada 1890.

22 25. posiedzenie, 2 sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 27. listopada 1890. pozycje 269a i 269b

23 26. posiedzenie, 2 sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 28. listopada 1890.

24 6. posiedzenie 4. sesyi, VI. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 24. września 1892.

25 9. posiedzenie, 1. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 17. stycznia 1896.

26 24. posiedzenie, 1. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 6. lutego 1896.

27 15. posiedzenie, 2. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 13. lutego 1897.

28 24. posiedzenie, 3. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 27. lutego 1898.

29 Sprawozdanie Wydziału kraj. w przedmiocie ekonomicznej działalności Reprezentacyi powiatowych, Alegata 6 LW. 72.115/97

30 Alegat XIV do sprawozdania Komisji kraj. dla spraw przemysłu za rok 1897

31 Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego, Alegata 34 LW 75.421/97

32 Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. grudnia 1897 do 15. grudnia 1898, Alegata z roku 1898/99

33 Sprawozdanie komisyi przemysłowej o sprawozdaniu c. k. Rady szkolnej krajowej we Lwowie odnoszącym się do stanu państwowych szkół przemysłowych w Galicyi, Alegat 184 L.S. 3433/1900 z 26 kwietnia 1900.

34 Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności odnoszących się do podniesienia hodowli bydła w r. 1899, Alegat VII LW 84.858

35 6. posiedzenia, 5. sesyi VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 4. kwietnia 1900.

36 13. posiedzenia, 6. sesyi VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 5. lipca 1901.

37 16. posiedzenia, 6. sesyi VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 9. lipca 1901. Pozycja 420.

38 Alegat XII. Do sprawozdania Komisji kraj. do spraw przem. Za rok 1900.

39 12. posiedzenia, 1. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 8. lipca 1902.

40 Alegat VII do sprawozdania Komisji kraj. dla spraw przemysłu za rok 1901

41 Alegat X do sprawozdania Komisji kraj. dla spraw przemysłu za rok 1902

42 16. posiedzenie, I. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 2. listopada 1903. pozycja 432

43 42. posiedzenie, I. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 26. października 1903.

44 47. posiedzenie, 1. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 31. października 1903.

45 48. posiedzenie, 1. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 2. listopada 1903.

46 Sprawozdanie z czynności Komisyi krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. stycznia 1903. do 30. czerwca 1904.

47 Sprawozdanie komisyi przemysłowej o sprawozdaniu c. k. Rady szkolnej krajowej, odnoszącem się do stanu państwowych szkół przemysłowych i handlowych w Galicyi, Aleg. 222 z 19. października 1904.

48 22. posiedzenie, II. sesyi VIII. peryodu z dnia 2. listopada 1904.

49 29. posiedzenie, II. sesyi VIII. peryodu z dnia 10. listopada 1904.

50 Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. lipca 1905 do 20. grudnia 1906.

51 22. posiedzenie, III. sesyi VIII. peryodu z dnia 18. marca 1907.

52 Sprawozdanie z czynności Departamentu II. Wydziału krajowego za czas od 1. maja 1908 do 31. lipca 1909.

53 Sprawozdanie z czynności Komisyi krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. sierpnia 1909 do końca lipca 1910.

54 Preliminarz ogólny na rok 1911, alegata 1910.

55 Alegat 12. do Sprawozdania Wydziału krajowego LW. 85.373/1910 – Przemysłowe spółki wytwórcze.

56 6. posiedzenie, I. sesyi X. peryodu galicyjskiego Sejmu krajowego z dnia 23. lutego 1914, Alegat 339 L.S. 1874/1914

57 Preliminarz funduszu krajowego na rok 1918.

Opracował Jerzy Czerwiński.

O Wielkim Pożarze z 1889 roku można przeczytać w wielu publikacjach: historia Straży Ogniowej, szkoły ślusarskiej, parafii i Sióstr Służebniczek. To jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń z historii Świątnik ma także swoje odniesienie w legendach (o figurze Matki Boskiej na cmentarzu) i literaturze – powieść Brunony Bruchnalskiej Nowe prądy, w której autorka, sama będąc świadkiem tego wydarzenia, opisuje w jednym z rozdziałów przebieg tego wydarzenia. Co ciekawe to właśnie ta ostatnia pozycja najbardziej przemówiła do współczesnych historyków, czyniąc opis i skutki pożaru podany w Nowych prądach kanwą opracowań. Ja postanowiłem sięgnąć do bardziej naukowych źródeł z tamtego okresu by przedstawić to wydarzenie z punktu widzenia osób spoza Świątnik. W pierwszej części artykułu przedstawię szerokie cytaty krakowskiej prasy i obywających się wówczas posiedzeń Sejmu Krajowego we Lwowie, w drugiej postaram się zreasumować przebieg tamtych tragicznych wydarzeń i jego następstwa.

Pierwsze informacje, które telegraficznie dotarły do Krakowa, trafiły do rąk krakowskiego posła i bliskiego przyjaciela Świątnik dra Ferdynanda Weigla.1 Trwało właśnie 7. posiedzenie Sejmu Krajowego VI kadencji podczas I sesji 24 października 1889 roku. Stenogram z posiedzenia:

P. dr. Weigel. Wysoka Izbo! Osada Świątniki, której losem Wysoka Izba tak żywo się niejednokrotnie zajmowała, i tylekroć szczodrą dla niej okazywała radę, — jak odbieram w tej chwili telegram od naczelnika straży ogniowej w Krakowie — stoi w płomieniach, a przy panującym wietrze i braku wody, ratunek nie możebny. 50 domów spalonych, a ogień nie zlokalizowany.

Nie mam więcej co dodać, ale nie wątpię,że Wysoka Izba i tym razem zechce szczodrobliwość, o ile fundusze krajowe na to pozwalają, okazać i przyznać pogorzelcom gminy Świątniki zapomogę, której wysokość oznaczy komisya budżetowa.

Czynię więc wniosek: Wysoki Sejm raczy uchwalić.

Doniesienie o tem, że osada Świątniki stoi w płomieniach i że dotąd już 40 domów zgorzało a w obec wichru ratunek niemożebny, odsyła się, do obmyślenia zapomogi komisyi budżetowej z poleceniem zdania ustnie sprawy na najbliższem posiedzeniu Wysokiego Sejmu.

J. E. hr. Marszałek2. Rozprawa nad wnioskiem p. Weigla otwarta. Czy żąda kto głosu? (Nikt). Gdy nikt głosu nie żąda, rozprawa zamknięta. Kto ten wniosek przyjmuje, zechce rękę podnieść. (Większość). Wniosek jest przyjęty.3

Postanowiono zatem rozpatrzyć wniosek o udzielenie zapomogi na kolejnym posiedzeniu za dwa dni. Tymczasem następnego dnia krakowski Czas obwieścił hiobowe wieści:

25 października 1889 roku

Straszna wiadomość dochodzi ze Świątnik. Cała wioska, której mieszkańcy trudnią się ślusarstwem; miała paść pastwą płomieni. Już wczoraj wieczorem o godz. 11 można było widzieć olbrzymią łunę od strony Podgórza, która całą noc na horyzoncie krwawo świeciła. Gdy łuna pokazała się, straż nasza miała zamiar pospieszyć z ratunkiem; przekonała się niebawem, że się pali w Świątnikach. Tam dla złej drogi niepodobna było puszczać się wśród ciemnej nocy ze szczupłemi siłami, a miasta niepodobna było opuścić z powoda szalejącego wichru, który w razie wybuchu tutaj pożaru, mógłby wzniecić straszną pożogę. Tak więc wioska została oddaną na pastwę pożaru. Dziś rano nadeszły z miejsca klęski smutne bardzo wiadomości. Z kilkudziesięciu chat zostały tylko kupy gruzów, ocalał podobno jedynie tylko kościół. Biedni mieszkańcy wśród zimnego wichru nic mają gdzie głowy skłonić, ani czem się pożywić. Pomoc najrychlejsza jest niezbędną. Na pierwszą wiadomość o klęsce asygnował dzisiaj rano prezydent miasta kwotę 100 złr., a zakupione za nią pożywienie i chleb ma straż ogniowa zawieść zaraz nieszczęśliwym pogorzelcom. Składki przyjmuje Adminiatracya Czasu.

Informacje były oczywiście mocno przesadzone i oparte na pierwszych plotkach. Wiadomo jednak, że straż ogniowa z Krakowa nie ruszyła na pomoc do Świątnik. Szczegółowy przebieg pożaru podaje gazeta z następnego dnia:

26 października 1889 rok

Pożar w Świątnikach. Jak to już wczoraj wspomniano, wysłał Dr Szlachtowski4 prezydent m. Krakowa dla pogorzelców w Świątnikach żywności za 100 złr., t. j. 343 bochenków chleba różnej wagi łącznie za 86 złr. – 16 kilo słoniny, za 10 złr. 40 ct. i 30 kilo soli warzonki za 3 złr 60 ct. Wiktuały te na dwóch wozach miejskich odwiózł wczoraj w południe brandmistrz straży p. Wójcik na miejsce przeznaczenia i oddał przy asystencyi żandarmeryi do rąk zastępcy naczelnika gminy p. A. Czerwińskiego za pokwitowaniem.

Bieda, głód i nędza pomiędzy pogorzelcami jest taka wielka, że rzucili się na te wozy, aby tylko otrzymać coś pożywienia, tak że potrzeba było wielkiego wysilenia, iżby utrzymać jaki taki ład przy wydawaniu przywiezionej żywności.

Prócz gminy krakowskiej, nadesłał p. starosta myślenicki bułek i małych chlebów za kilkanaście złr. O pożarze są następujące szczegóły ogień został podłożony w stodole Piotra Czerwińskiego, syna wójta: przeniósł się na dom Ludwika Synowca, dalej na dom Kotarby, a silny wicher rozszerzył pożar w kierunku gościńca prowadzącego z Świątnik do Wieliczki na pasie szerokim około 200 kroków w całej długości wsi. Ogień szalał z niesłychaną gwałtownością i wicher rozrzucał głownie po całej wsi. Pracowała wprawdzie miejscowa straż ochotnicza pod komendą p. Józefa Słomki i Jana Malickiego, jednak przy braku wody nie mogła wiele zdziałać. Nad ranem przybył jeden oddział straży ogniowej ochotniczej z Mogilan, najbliższej, bo o pół mili oddalonej miejscowości, i ten uratował kilka domów wśród pasu ogniem zajętego. Innej pomocy strażackiej nie było, a trudno nawet było jej udzielić przy tak panującym wichrze, gdzie każda miejscowość z obowiązku o swoje bezpieczeństwo dbać musi. Przy tem należy i to podnieść, że drogi prowadzące do Świątnik są haniebne. Ogółem spaliło się 52 domów, 18 stodół i kilka sztuk bydła i trzody. Niestety nie obeszło się bez ofiary ludzkiej, bo spaliła się jedna dziewczynka sześcioletnia Anna Dudek. Dwoje mniejszych dzieci wyratowała matka, trzeciego t. j. wspomnianej dziewczynki uratować nie mogła. Okazał się brak w takich wypadkach potrzebnej przytomności i ładu, bo można było przy karczmie murowanej, która się nie spaliła, ogień zlokalizować, jednak z braku odpowiedniej komendy – zajął ogień budynki za karczmą i szalał dalej. Szkoła ślusarska, szkoła ludowa czteroklasowa, kościół i plebania ocalone, jak również domy poza gościńcom, około 200 kroków wyżej i niżej położone. Ze spalonych domów było zaledwie 10 ubezpieczonych w tutejszem krajowem Towarzystwie; największą szkodę poniósł kupiec Żurowski. Ogólna szkoda wynosi przeszło 60.000 złr. Jeszcze raz nadmieniamy, że panuje tam pomiędzy pogorzelcami straszna bieda i nędza. Składki przyjmuje Administracya Czasu.

Tak szczegółowe informacje dotarły także do Lwowa, gdzie Sejm Krajowy kontynuował posiedzenie:

26.10 8. posiedzenie Sejmu Krajowego5

J. E. hr. Marszałek. Z kolei następuje: Sprawozdanie komisyi budżetowej z wniosku p. Weigla w przedmiocie udzielenia zapomogi pogorzelcom w Świątnikach. Sprawozdawca p. Stanisław hr. Badeni6 ma głos.

Sprawozdawca p. Stanisław hr. Badeni. Na ostatniem posiedzeniu postawił p. Weigel wniosek o udzielenie zapomogi pogorzelcom gminy Świątnik. Według wiadomości, które stały do dyspozycyi komisyi budżetowej, spaliły się 52 domy, 18 stodół, kiłka sztuk bydła. Szkody wynoszą przeszło 60.000 zł. Ze spalonych domów kilkanaście było asekurowanych, a mianowicie w liczbie 52 spalonych domów, zabezpieczonych było tylko kilkanaście. Wobec tego komisya budżetowa wnosi: Wysoki Sejm raczy dla pogorzelców w Świątnikach do dyspozycyi Wydziału powiatowego udzielić zapomogi w kwocie 300 zł.

J.E. hr. Marszałek. Czy żąda kto głosu?

P. Weigel. Proszę o głos.

P. Niedzielski7. Proszę o głos.

J.E. hr. Marszałek. P. Weigel ma głos.

P. Dr. Weigel. Odstępuję głosu p. Niedzielskiemu.

J. E. hr. Marszałek. P. Niedzielski ma głos.

P. Niedzielski. Zważywszy, że w kraju naszym przemysł domowy mało jest rozwinięty, na tern większe uznanie zasługiwaćby powinne te drobne miasta, gdzie właściwie przemysł ten jest rozwinięty. Do takich miast należą bezsprzecznie Świątniki. „Wobec tego, że szkoda tam przez pożar zrządzona jest rzeczywiście bardzo znaczna, zaś bardzo mała była liczba domów zabezpieczonych, sądziłbym, że kwota 300 zł. podana przez komisyą budżetową jest nieco za małą. Ośmielam się przeto prosić Wysoką Izbę, ażeby raczyła uchwalić kwotę 500 zł. jako zapomogę dla pogorzelców osady Świątniki.

J. E. hr. Marszałek. P. Weigel ma głos.

P. Dr. Weigel. Wysoka Izbo! Wchodzę w położenie komisyi budżetowej, która wobec nieszczęsnych pożarów, o jakich dzień w dzień prawie mamy doniesienia, winna oszczędzać fundusz krajowy, o ile się da, i że pewną stopę przyjęła, wedle której pogorzelcom w miarę szkody w pomoc iść postanowiła. Jeżeli jednak w tern wyjątkowem położeniu pomimo to głos zabieram, to proszę o łaskawe uwzględnienie następujących kilku okoliczności.

Świątniki nie są osadą, gdzieby osadnicy rozporządzali jaką taką rolą; są tam jeno domki ubogie, tuż obok siebie położone, niekiedy i najczęściej nawet podwórka nie mają; w lepszym razie nie wiem, czy tu i ówdzie pół morgi posiada właściciel takiego domku lub płatek ogrodu, nie ma on się też czem jutro ratować, jeżeli dziś stracił całe swoje mienie w płomieniach. Rolnik ma to jedno „bene”, że rola mu zgorzeć nie może, zaciągnie więc w takim razie na nią dług jakiś, pożyczkę, zaliczkę; ale proszę Panów co ma począć ten, któremu z całym choć małym dobytkiem poszły także narzędzia wszystkie z dymem, któremu daremnie powiem: wytężaj bracie siły, pracuj człowieku, weź się na nowo do zarobku, skoro on niema czem pracować i zarabiać, bo wszystko poszło z dymem, całe narzędzie spaliło mu się i zniweczyło.

W takiem położeniu moi Panowie nie wątpię, że należałoby zrobić wyjątek i na większą zdobyć się zapomogę. Dlatego też popieram wniosek posła wielickiego, który jako sąsiad z najbliższej okolicy wie, ile opłakana ta gmina ratunku potrzebuje.

Jeżeli weźmiemy przeciętną zasiłku, jaki sobie komisya budżetowa w takich razach stawia , a której ja w zasadzie nie oponuję i wskutek tego 5 zł. i kilkadziesiąt centów dostanie się na jednego z tych spalonych chałupników i ślusarzy ubogich, to niech mi wolno będzie zapytać, czy pięcioma guldenami Panowie jest taki pogorzelec w stanie się podźwignąć, choćby tylko na kilka dni, sprawić narządzie i sprzęt? Chyba, że od głodowej śmierci poprostu rodzinę swoją li na kilka dni wyratować zdoła! Tam i tak tyfus głodowy stale panuje! Któż mu wynagrodzi cały dobytek, jaki stracił? Czy ta kwota ma może, jak czytamy w telegramach o spaleniu się nawet jednej dziewczyny i dobytku etc, wynagrodzić rodzicom rozpaczającym nad utratą córki, w tak okropny sposób spalonej w płomieniach złoczyńczą ręką podnieconych — stratę córki, spalonego bydła, narzędzi i t. d. ? zapewne odpowiemy, „nie!” Otóż gdzie narzędzi brak, gruntu brak, na któryby się zapożyczyć można, gdzie zgorzało wszystko a pół tysiąca ludzi półnagich czeka ratunku, raczcie być hojniejsi!

Wiem, że kraj i Reprezentacya kraju wszystkiego uczynić nie może. Mamy tu nowy dowód, jak trzeba zachęcać tych ludzi, ażeby się raz asekurowali

Ale jeszcze pozwolę sobie Czcigodnym Panom poddać pod rozwagę, że rząd, który pod względem ślusarstwa i szkoły fachowej tamże dobrotliwą rękę nad biedną gminą rozpościera, zachęcony będzie Panowie tern, co kraj sam dla
swoich osadników uczyni. Jeżeli Wysoka Izba w tym wyjątkowym wypadku pójdzie za wnioskiem posła Niedzielskiego i uchwali 500 zł., to zapewne Rząd w emulacyi, z jaką idzie względem Świątnik, również się przyczynić zechce tym to półtysiącem tak, że przynajmniej w pierwszej chwili będzie można pomyśleć i zastanowić się nad tem, jak dalej ratować je należy. Dlatego popierając wniosek kolegi, jaki sam stawiać zamyślałem, polecam ten wniosek gorąco łasce Wysokiej Izby!

J. E. hr. Marszałek. Żąda jeszcze kto głosu? (Nikt). Skoro nikt głosu nie żąda, p. sprawozdawca ma głos.

Sprawozdawca p. Dr. Stanisław hr. Badeni. Od dziesięciu dni po raz czwarty staję na tej trybunie i bronię tych samych wniosków komisyi budżetowej, a wobec wniosku, dziś przez p. Rożankowskiego postawionego, pewno na przyszłem posiedzeniu stanę znowu wobec Wysokiej Izby z podobnym piątym z rzędu wnioskiem.

Niech panowie przeto przy traktowaniu tej sprawy nie biorą każdego wypadku samego w sobie, a szczególnie wymownych argumentów mówców z dotyczących miejscowości, lecz tylko liczą się z faktem, że takie wypadki co kilka dni się powtarzają.

Z zapatrywaniem szanownych posłów i ja i komisya budżetowa się zgadzamy, z tą tylko odmianą, źe naprowadzone przez nich argumenta już komisya uwzględniła w cyfrze proponowanej. Bo gdybyśmy byli tych argumentów nie czuli lub nie znali, bylibyśmy przyszli z mniejszą cyfrą niż ta, którą proponujemy. Jeżeli poseł Weigel mówi o przecięciu, to zaznaczę, że przy traktowaniu tej sprawy poszliśmy daleko ponad to przecięcie.

Jeżeli poseł Weigel, idąc za swem sercem, zapytuje, czyli kwota 5 zł., przypadająca na jednę rodzinę, jest wynagrodzeniem poniesionej szkody, to odpowiem mu zasadniczo, że fundusz krajowy nie jest powołanym do wynagradzania szkód w ogóle; on może być powołanym tylko do częściowej pomocy w razach nieszczęścia.

Dla tego upraszam Wysoką Izbę, ażeby wszystkich pogorzelców traktowała jednakowo i z uwagi, żeśmy naprowadzone przez szanownych posłów okoliczności wyjątkowe uwzględnili, zechciała przyznać gminie Świątniki zapomogę w kwocie 300 zł.

J. E. hr. Marszałek. Przystępujemy do głosowania. Mamy proponowane dwie kwoty. Sprawozdawca komisyi wnosi udzielenie zapomogi dla pogorzelców Świątnik w kwocie 300 zł. Poseł Niedzielski i Weigel pragną podnieść tę
sumę do wysokości 500 zł. Podaję najpierw sumę większą pod głosowanie, to jest poprawkę.

Kto jest za udzieleniem wyższej kwoty, raczy rękę podnieść- (Po obliczeniu.) Proszę o kontrapróbę. (Po obliczeniu.) Poprawka, to jest cyfra wyższa upadła.

Kto jest za wnioskiem komisyi, to jest za udzieleniem 300 zł, raczy rękę podnieść. (Większość,) Jest uchwalone.

Sejm nie poparł wniosków posłów Weigla i Niedzielskiego, aby ofiarom pożaru udzielić nadzwyczajnej pomocy. W Świątnikach tymczasem zawiązał się komitet koordynujący udzielaną pomoc ofiarom pożaru na czele z proboszczem ks. Franciszkiem Karpińskim.

Czas, 31 października 1889 roku

Świątniki 28 października. W Świątnikach górnych, spalonych przed kilku dniami, zawiązał się pod przewodnictwem tamtejszego proboszcza komitet miejscowy, który odzywa się niniejszym do litościwych serc szlachetnych ofiarodawców z prośbą o spieszną pomoc bądź w gotówce, bądź w odzieży, szczególnie dla dzieci. Zimno i głód dokucza dotkliwie na pół nagim pogorzelcom, komitet więc tuszy sobie, że wypróbowana ofiarność publiczności pospieszy, aby otrzeć łzę niedoli nieszczęśliwym pogorzelcom, którzy żyjąc z rzemiosła, a utraciwszy domy i narzędzia, pozbawieni są wszelkich środków do życia. Równocześnie pozwalamy sobie podać nazwiska szlachetnych ofiarodawców, którzy do rąk komitetu złożyli następujące datki: gmina m. Krakowa w naturaliach 100 złr, gmina m. Podgórza 100 złr., p. Adamski notaryusz w Podgórzu 20 złr. Za pośrednictwem p. Adamskiego wpłynęły jeszcze następujące składki: pp. Ciechocki Jan 5złr., Rehman 2 złr., Haber-Proksch 5 złr., Emilewicz Walenty 5 złr., Serkowski Emil 5 złr., Grzybczyk 2 złr., Ferber 5 złr., Klein 2 złr., Markwiczyński 5 złr., Kluger Izrael 2 złr. Dalej przysłali: p. Ludwik Pruszyński z Lubnii 10 złr., X. Macak z Krzyszkowic 10 złr., X. Jary z Myślenic 5 złr., Magistrat m. Myślenic wóz chleba i odzież dla dzieci, G. Barach z Podgórza 100 klg mąki.

Równocześnie upraszamy wszystkie dzienniki o łaskawe powtórzenie niniejszego ogłoszenia.

W imieniu komitetu:
X. Franciszek Karpiński, proboszcz.

Kraków przygotowywał się do organizacji 2 charytatywnych przedstawień artystycznych:

Czas, 3 listopada 1889 roku

Program koncertu w połączeniu z przedstawieniem amatorskiem, mającego się odbyć we środę 6 listopada b. r. w sali Kasyna powszechnego na dochód pogorzelców w Świątnikach:

  1. Thomas: Uwertura z opery Mignon, wykona kompletna orkiestra 20 pułku.
  2. Gounod: Kruk i lis, odśpiewa chór „ Sokoła”
  3. Popp: Fantazya z opery Verdiego Trubadur wykona orkiestra.
  4. Otto: Serenada, odśpiewa zdwojony kwartet męski.
  5. Deklamacya, wygłosi p. Roman Żelazowski.
  6. a) Moniuszko: Arya z opery Halka,

    b) Chopin: Hulanka, odśpiewa p. Maryan Fontana8 z towarzyszeniem orkiestry.

  7. Wierzbicki: Pokłon kozaka, odśpiewa chór „Sokoła”
  8. Wagner: Fantazya z opery Lohengrin wykona orkiestra.
  9. Kiedyż obiad? fraszka w jednym akcie przez Edwarda Lubowskiego, odegra Kółko amatorskie.Początek o godzinie 7 wieczorem. Ceny miejsc: Krzesło pierwszorzędne 80 ct, krzesło drugorzędne 60 ct., wstęp na salę 40 ct., nie kładąc tamy dobroczynności. — Biletów nabyć można w kasynie powszechnem codzie u nie między 6 a 9 wieczorem od poniedziałku dnia 4 go listopada b. r. począwszy. Szlachetny cel widowiska zasługuje na gorące poparcie ogółu i nie wątpimy, iż publiczność licznie pospieszy na wieczorek, zalecający się bardzo urozmaiconym i zajmującym programem.

Drugie przedstawienie organizowali artyści teatru krakowskiego:

Czas, 5 listopada 1889 roku

Celem uzyskania pomocy pieniężnej dla nieszczęśliwych pogorzelców świątnickich zorganizował
się onegdaj za inicyatywą pani dyrektorowej Seferowiczowej i Maryi Włodkowej komitet ratunkowy. Przedewszystkiem udano się do dyrekcyi teatru z prośbą o urządzenie przedstawienia na powyższy cel. Dzięki bezinteresownej uprzejmości p. Gliksona9 przedstawienie takie przyjdzie do skutku w piątek dnia 8 listopada br. Najznakomitsze siły artystyczne teatru krakowskiego przyrzekły współudział, ze wymienimy tylko p. Hoffmanową i pp. Żelazowskiego, Lubicza i wielu innych.

O szczegółach tego wielce zajmującego przedstawienia nie omieszkamy później donieść. Komitet ratunkowy pragnie urządzić nadto, jeżeli to będzie możliwem, wielki raut z koncertem muzyki wojskowej i śpiewami amatorów.

Czas, 7 listopada 1889 roku

Na dochód pogorzelców świątnickich odbędzie się, jak już donieśliśmy, przedstawienie w tutejszym teatrze w piątek d. 8 b. m. Na program wieczorku składają się 3 wyborne komedyjki: Dwie blizny Fredry, Wujaszek Alfonsa i Akrobata, w których najznakomitsze siły naszego teatru biorą udział. Komitet uprosił nadto jednego ze znanych rzeźbiarzy krakowskich o urządzenie żywego allegorycznego obrazu, oraz uzyskał współudział znakomitego skrzypka p. Kapelmistrza Hocka. Ogrom nieszczęścia i nędzy, które stwierdzają wszystkie relacye ustne i piśmienne, pochodzące z miejsca wydarzonego nieszczęścia, wymaga pomocy rychłej i wydatnej. Ludność pracowita tamtejsza, której losem zajęły się wszystkie sfery naszego społeczeństwa, zasługuje na współczucie naszego miasta, które pośrednio również jest interesowane w rozwoju tak bliskiego przemysłu. Publiczność krakowska dowiedzie ponownie, iż nieobojętnem jej jest los i egzyetencya ludu, który przykładem być może, jak nasze wioski i miasteczka do przemysłu garnąć się powinny na pożytek kraju całego. Dowiadujemy się, że dzięki zabiegom komitetu, znaczna część biletów już rozsprzedaną została, reszta zaś będzie do nabycia w kasie teatralnej w dniu przedstawienia.

Dnia 6 listopada do Świątnik udał się dr Weigel, by samemu ocenić rozmiary klęski. Do Świątnik tymczasem nadciągały pierwsze wozy z zaopatrzeniem i funduszami. W pierwszej kolejności pomoc dotarła z okolicznych parafii (Mogilany, Siepraw, Zakliczyn, Skawina, Lanckorona), dworów i posiadłości ziemskich (Mogilany, Liszki, Lusina), krakowskich czasopism (Czas, Nowa Reforma) i osób prywatnych, co dało niebagatelną sumę blisko 750 zł reńskich. Ks. Karpiński nie omieszkał imiennie dziękować ofiarodawcom na łamach Czasu:

Czas, 8 listopada 1889 roku

Wykaz składek na pogorzelców Świątnik. Z ostatniego wykazu gotówka 184 złr., W. Treter c. k. kontroler poczt i telegrafów odzież dla dzieci, gmina Mogilany 2 fury kartofli i gotówką 5 złr. 21 ct, X. Piotrowski, proboszcz z Mogilan, 1 furę ziemniaków, X. Krzyściak, proboszcz z Lanckorony, 5 złr., za skórę z zabitej krowy 4 złr. 50 ct, Administracya Czasu ze składek 382 złr. 70 złr., Administracya Nowej Reformy ze składek 24 złr. 60 ct., dwór z Mogilan 2 fury ziemniaków, p. Tekla Wietrzna z Andrychowa 5 złr., p. O. Haller z Jurczyc 2 korce pszenicy, X Boba z Sieprawia 3 złr., p. Maurizio z Krakowa 2 paki odzieży, hr. Stanisławowa Tarnowska z Krakowa za pośrednictwem X. Piotrowskiego 15 nowych derek wełnianych i pierzynę wartości przeszło 100 złr., Dr Ferdynand Weigel 200 bochenków chleba, parafia Siepraw przez X. prob. Kopińskiego 25 złr. 10 ct, parafia Skawina przez X. Skoczyńskiego 7 złr. 32 ct, parafia Zakliczyn przez X. prob. Kamskiego 13 złr., p. Paulina Adamska z Tarnowa 4 złr., p. Armatowicz z Krakowa 5 złr., J. Skirliński, właściciel dóbr Liszki, 10 złr., Dr F. Weigel i p. Hermina Kaczmarska pakę odzieży, dwór w Lusinie 1 furę kapusty, p. Antecka z Andrychowa 1 krowę, p. B. Marynicz 1 złr., Dr F. Weigel 50 złr. na narzędzia. — Razem 741 złr. 33 ct. — Komitet składa niniejszem wszystkim łaskawym ofiarodawcom i dobrodziejom serdeczne „Bóg zapłać.”

W imieniu komitetu:
X. Franciszek Karpiński.

Prezydent miasta Krakowa zapowiedział kompleksową zbiórkę odzieży używanej w całym mieście:

Czas, 10 listopada 1889 roku

Dla pogorzelców Świątnik zarządzeniem zostało przez prezydenta Dra Szlachtowskiego, począwszy od poniedziałku, w godzinach rannych od 10 do 1 z południa, zbieranie odzieży i innych datków, jakieby na ten cel ofiarowane były. Zbieraniem ofiar zajmie się naczelnik straży pożarnej p. Eminowicz, który z wozami czerwonego krzyża będzie objeżdżał ulice miasta w następującym porządku: w poniedziałek Śródmieście; we wtorek Zwierzyniec i Piasek; we środę Kleparz i Wesołą, we czwartek zaś Stradom i Kazimierza. — Wątpić nie można, że dla pogorzelców odzież hojnie składaną będzie, odzież w domu zupełnie nieużyteczna, a nieszczęśliwym tak potrzebna. — O przejeździe wozów będzie zapowiadało silne dzwonienie.

Koncert, urządzony we środę dnia 6 listopada b. r. w sali kasyna powszechnego, przyniósł dochodu brutto 184 złr. Po strąceniu wydatków w kwocie 50 złr. 50 ct. — pozostaje nadwyżka 133 złr. 50 ct. Z tego posłałem 100 złr. X. proboszczowi w Świątnikach, jako prezesowi komitetu ratunkowego, a resztę, t j. 33 złr. 50 ct. p. Dyrektorowi tamtejszej szkoły ślusarskiej na zakupno narzędzi. Znaczniejsze naddatki złożyli pp.; Józef Durzyk 5 złr., M. M. 4 złr., Bakanowski 4 złr., Unicki 2 złr. Kasyno powszechne udzieliło bezpłatnie swej sali wraz z urządzeniem; straż ogniowa zrzekła się przypadającego jej honoraryum za wartę pożarną, a wyborna muzyka, drukarnia związkowa i biuro ogłoszeń zniżyły swe zwykłe taksy. Uważam za swój obowiązek wyrazić w imieniu Świątniczan wszystkim, którzy w jakikolwiekbądź sposób przyczynili się do uzyskania znacznego stosunkowo dochodu — jak najserdeczniejsze podziękowanie.

Maryan Fontana

Podsumowano także zbiórkę z przedstawienia teatralnego:

Czas, 14 listopada 1889 roku

Dochód z przedstawienia teatralnego, urządzonego na rzecz pogorzelców świątnickich, wynosi brutto 562 złr. 90 ct., czyli po strąceniu kosztów w kwocie 56 złr., uzyskano netto 506 .słr. 90 ct. Znaczniejsze naddatki i ofiary złożyli pp.: Jan Götz-Okocimski 24 złr., prof. Czerny 4 złr., JE. prezydent Zborowski 4 złr., prezydent Szlachtowski 4 złr., dyrektor Glikson 20 złr., radca miejski Przeworaki 19 złr., Dr Lisowski 6 złr., Dr K. Kirchmayer 2 złr., Bolesław Włodek 4 złr., dyrektor Seferowicz 7 złr., Resurs krakowaki 8 złr., Dr Pareńaki 5 złr., Stępiński 6 złr., Gajdzicz 1 złr., Karolina Turnau 3 złr.,Wojnarowicz 2 złr., Dąbrowski 2 złr., Antonina Hoffmanówa 9 złr. 50 ct, Stefan Muczkowski 2 złr., Wład. Kaczmarski 3 złr. 50 ct, Dr Ichheiser 1 złr. 50 ct., dyrektor Kolosvary 2 złr., prof. Adamkiewicz 4 złr., Marfiewicz 4 dr., Jan Fischer 9 złr., Ksawery Konopka 4 złr., Jan Skirliński i Kazimiera Czerny po 3 złr. 50 ct., Józef Niedźwiecki i X. prof. Lenkiewicz po 1 złr. 50 ct., Abderman i Jawornicki po 1 złr., Mrozińska 2 złr., A. Szubert 3 złr.

Komitet przesłał dyrekcyi teatru i wszystkim artystom i artystkom, biorącym udział w przedstawieniu, bardzo serdeczne podziękowanie na ręce dyreklora p. Gliksona, który nietylko z całą bezinteresownością na użycie sali teatralnej pozwolił, ale nadto znaczną ofiarą do tak pomyślnego rezultatu kasowego się przyczynił. Obecnie składa komitet najserdeczniejsze podziękowanie c k. dyrekcyi policyi, zarządowi straży pożarnej, dyrekcyi gazowni miejskiej, p. kapelmistrzowi i muzyce 13 pułku i p. Krzyżanowskiemu za łaskawą i bezinteresowną pomoc przy urządzeniu przedstawienia. Celem jaknajpraktyczniejszego użycia zebranych funduszów udał się komitet o wskazówki do dyrektora szkoły ślusarskiej w Świątnikach.

O Świątnikach nie zapomniał także sam cesarz Franciszek Józef I:

Czas, 15 listopada 1889 roku

Dar. Cesarz udzielił z swej prywatnej szkatuły na pogorzelców Świątnik 800 złr.

Ks. Karpiński podsumował datki z kolejnych dni:

Czas, 17 listopada 1889 roku

Ze Świątnik. Z przedstawienia urządzonego w krakowskim teatrze na dochód pogorzelców naszych przysłano na ręce tutejszego komitetu kwotę 506 złr. 90 c. Komitet składa więc w imienin nieszczęśliwych ofiar pp. Bolesławowej Włodkowej i dyrektorowej Seferowieczowej, których staraniem przedstawienie niniejsze urządzono, jakoteż wszystkim pp. artystom, udział w niem biorącym, za wszelkie trudy i cel szlachetny serdeczne „Bóg zapłać.”

Równocześnie składa komitet p. Maryanowi Fontanie, który także zajął się urządzeniem koncertu na dochód naszych nieszczęśliwych mieszkańców, a z którego kwotę 133 złr. 50 c. otrzymał, najserdeczniejsze podziękowanie.

X Fr. Karpiński.

Tragiczne wydarzenie ze Świątnik wciąż było w pamięciach posłów we Lwowie. Podczas jednego z posiedzeń 19go listopada poseł Jan Trzecielski z powiatu krośnieńskiego w sprawie ubezpieczeń posłużył się takim porównaniem:10

p. Trzecielski […] Nawet najlepsza straż, jaka może być na wsi, czasem nie na wiele się przyda; mieliśmy tego przykład w Świątnikach; tam do straży należą sami ślusarze, a mają doskonałe sikawki, a jednak straszny pożar już podczas trwania tej sesyi Wysokiego Sejmu zniszczył całą niemal wieś.

Na rozszalały żywioł nie ma rady.

Zakończyły się tymczasem zbiórki odzieży w Krakowie. Czas pospiesznie donosi:

Czas, 28 listopada 1889 roku

Zbieranie datków na pogorzelców w Świątnikach, zarządzone po mieście przez Prezydenta, a wykonane przez naczelnika straży pożarnej p. Eminowicza, przyniosło wcale piękny rezultat, który przyczyni się, chociaż w części do złagodzenia panującej tamże nędzy. W gotówce zebrano 592 złr. 83 ct.,w naturaliach: ziemniaków 10 korcy; kapeluszy różnego rodzaju 99; czapek 40; paltotów zimowych 18; paltotów letnich 22; surdutów dla dorosłych 124; surdutów dla dzieci 113; spodni dla dorosłych par 156; spodni dla dzieci par 142; kamizelek sukiennych 14b; koszul 297; kołnierzyków męskich 84; manszetów 12; kaftaników 47; skarpetek i pończoch 340 par; butów 15 par; kamaszków męskich 117 par; pantofli 41 par; kożuszków 5; krawatek 12 ; kalesonów par 127; czapeczek kobiecych 15; płaszczy damskich 24; płaszczy dziecinnych 24; sukien damskich 112; kaftanów damskich 62; kaftanów płóciennych 81; staników damskich 250; sukienek dla dzieci 160; halek 125; spódniczek 18; staniczków 18; kostni damskich 125; fartuszków 55; chustek wełnianych dużych 17; chustek na głowę 99; prześcieradeł 12; chusteczek płóciennych 27; ręczników 14; kołder 23; poduszek 7; poszewek 19; bucików damskich i dziecinnych 199 par; rękawic 15 par — oprócz tego złożono i wiktuałów w mniejszych ilościach jak; kaszy, ryżu i t. p. Wszystkie części ubrania po oczyszczeniu ich w zakładzie dezynfekcyjnym miejskim przewiezione zostaną w bieżącym tygodniu i komitetowi ratunkowemu oddane.

Odzież i inne przedmioty, zebrane dla dotkniętych pożarem mieszkańców Świątnik, dziś odebraną i na miejsce przeznaczenia odesłaną została. Komitet pogorzeli postanowił pieniądze, w gotówce zebrane, ulokować na książeczkę Kasy oszczędności i użyć na cele odbudowania.

Nie tylko w Krakowie pamiętano o świątniczanach.

Czas, 6 grudnia 1889 roku

Na pogorzelców Świątnik przesłał na ręce prezydenta Dra Szlachtowskiego starosta z Mielca p. Julian Pokiński kwotę 16 złr., zebraną na wieczorku pożegnalnym, urządzonym przez miejscowe kasyno dla dwóch opuszczających je członków, na ten sam cel złożyła również księżna Jabłonowska kwotę 5 złr.

Pomoc nadchodziła z całej Galicji – kolejne parafie, magistraty, stowarzyszenia. Warto zauważyć osobę ks. Krzyściaka z Lanckorony, który wspomagał indywidualnie i wraz z parafianami pogorzelców z miejscowości, gdzie jeszcze przed 4 laty prowadził lokalną kapelanię.

Czas, 8 grudnia 1889 roku

Świątniki. Z ostatniego wykazu 2082 złr. 18 ct Bezimienny z rodziną na ręce X. Piotrowskiego z Mogilan odzież; magistrat miasta Myślenic 72 złr. 5 ct.; Czytelnia polska w Białej 12 złr. 5 ct.; parafia Budzów i X. proboszcz Niemczewski 13 złr. 53 ct.; p. J. Kruszyński 1 dr. 47 ct.; Dr Malinowski z Dobczyc 10 złr.; Towarzystwo kasynowe w Jarosławiu przez prof. Dziewońskiego 15 złr.; Redakcya Czasu 418 złr. 76 ct; Redakcya Czasu na narzędzia 107 złr.; wieczorek muzykalny w Myślenicach na narzędzia 89 złr. 75 ct.; z Wieliczki urzędnicy starostwa, sądu, wydziału powiatowego, dwóch adwokatów i gmina 48 złr. 10 ct.; X. J. Kufel z Bierzanowa od siebie i parafii 17 złr.; X. J. Myrta z Tyńca 1 złr.; rada gminna Myślenic 50 złr.; dar Najj. Pana 800 złr.; komitet w Skawinie pp.: Antonina Daisenberg, Helena Kazanowska i Dr Gustaw Krasiński 100 złr.; p. Włodek Bolesław w imienin komitetu, urządzającego przedstawienie teatralne w Krakowie, książeczkę powiat Kasy oszczędności w Krakowie na kwotę 506 złr. 90 ct; N. N. z Wieliczki odzież; p. Cichocka z Podgórza odzież; parafia Głogoczów przez X. Bylicę 13 złr. 25 ct; p. Chełmecka Marya ze Szczawnicy odzież; X. Jan Hamerlak z Białej od siebie i parafian 8 złr.; X. Komorek z Choczni 8 złr.; X. pleban z Barwałdu 9 złr.; klasztor i konwikt pp. Benedyktynek w Staniątkach 15 złr.; Stowarzyszenie pożyczkowe w Makowie 10 złr.; p. Helena Bielańska z Jasła 2 złr.; Stowarzyszenie dozorców salinarnych z Wieliczki 5 złr.; X. Krzyściak z Lanckorony od parafian 5 złr. 59 ct; X. Kufel z Bierzanowa 1 złr. 20 ct; X, Szufraniec 2 złr. 8 ct; Reformat ze Staniątek przysłał zebraną składkę w kościele staniąteckim wraz z miejscowem duchowieństwem 10 dr. 16 ct; X. Dr. Jaszowski ze Lwowa 5 dr.; N. N. z Izdebnika odzież. Razem 4439 złr. 7 ct

Fragment pamiętnika wspominający najstraszliwszy pożar w dziejach Świątnik.

Podsumujmy zatem:

Około godziny 23 dnia 23go października 1889 niejaki Wilkosz zwany też Bułaniokiem podpalił stodołę Filamusa-Kotarby. Prawda ta jednak wyszła wiele lat później, kiedy umierając podpalacz ponoć wyznał swój czyn spowiednikowi z prośba o przekazaniu ogółowi. Stodoły kupca Piotra Czerwińskiego i Kotarby stały niedaleko od siebie (kupcy stawiali swoje stodoły-magazyny na skraju zabudowań przy drodze), po południowej stronie drogi w pobliżu cmentarza. Silny huraganowy wiatr wiejący od zachodu szybko podsycił ogień i poniósł na sąsiednie budynki płonące fragmenty. Gęsta zabudowa drewnianych budynków południowej części Zboisk stanęła w ogniu. Miejscowa straż ogniowa miała problemy z lokalizowaniem ognia, który szybko się przemieszczał w kierunku wschodnim. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że wiatr nie zmienił kierunku i ognień nie przeniósł się dalej niż 200 metrów od drogi, co uratowało domostwa leżące w Wąwozie i na Kosterce.

Straż ogniowa pod wodzą Józefa Słomki wyczerpała szybko własne zapasy wody, konieczność donoszenia wody ze studni tylko spowolniło akcję ratowania ludzi i mienia. W przeciwieństwie do tego co pisała Bruchnalska w Nowych prądach, do Świątnik pierwsza straż z Mogilan dotarła dopiero o świcie dnia następnego, gdyż zgodnie z ówczesnymi zasadami bezpieczeństwa, przy tak silnym wietrze jednostki straży nie mogły opuszczać własnych osad. Szybki dojazd utrudniony był też poprzez kiepską jakość dróg wiodących do Świątnik (wspomniałem o tym fakcie w artykule: Mapografia Świątnik Górnych). Dostarczona woda i świeże siły pozwoliły uratować jeszcze kilka domów. Ognień nie dotarł dalej niż do ulicy Stromej (kolejny budynek pochodzi z co najmniej 1888 roku czyli z czasów sprzed pożaru; a Bruchnalska wspomina o akcji ratowania ówczesnej szkoły ślusarskiej, która znajdowała się po przeciwnej stronie drogi).

Bilans jednak strat był wstrząsający. Na pierwszym miejscu należy podać jedną ofiarę śmiertelną – 6 letnia Anna Dudek, córka Stanisława Dudka, zamieszkała w domu pod numerem 186, którą matka nie zdążyła już uratować, uratowawszy jej dwie młodsze siostry. Informacje te potwierdzają księgi parafialne: Księga Zmarłych t. II nr 47 – wpis znajduję się na końcu rocznika. Jako przyczyna śmierci podano: in igni (ognień, pożar). Ponieważ nie odnaleziono ciała pogrzeb się nie odbył.

W wyniku pożaru spłonęło 52 domy, 18 stodół i 3 świnie. Tylko 10 z 52 domów było ubezpieczonych – pozostali musieli liczyć tylko na pomoc z zewnątrz. Dach nad głową straciło 300 osób, a należy dodać, że Świątniki liczyły wówczas 1885 mieszkańców.11 Osoby te utraciły nie tylko domy, ale także cały dobytek, odzież oraz narzędzia pracy (warsztaty ślusarskie ulokowane były w części mieszkalnej domów, najczęściej w kuchni). Kilka dni po pożarze spadł pierwszy śnieg w 1889 roku. Gdyby nie pomoc z zewnątrz liczba ofiar znacznie by się zwiększyła, a poziom życia znacznie by się obniżył. Dane z następnych lat na szczęście nie odnotowały większych konsekwencji tragedii z 1889 roku. Pomoc ze strony władzy, administracji, parafii, grup społecznych i osób prywatnych musiała w dużej mierze zaspokoić potrzeby pogorzelców. Odbudowane domy stawiano już w większych odstępach, co było pierwszym krokiem do tworzenia nowego ładu przestrzennego miejscowości. Szczególne zasługi w odbudowie Świątnik należą się Kazimierzowi Bruchnlskiemu – dyrektorowi Szkoły Ślusarskiej i założycielowi Spółki Ślusarskiej12. Korzystając z doświadczenia pożaru zmieniono lokalizacje budowanej szkoły ślusarskiej przenosząc ją kilkaset metrów od granicy zabudowań (w pierwszych planach znajdować się miała w centrum wsi).

Na koniec jeszcze czas zmierzyć się z legendą – spotkałem się z różnymi wersjami legendy związanej z figurą Matki Boskiej na cmentarzu. Od dzieciństwa słyszałem podanie, jakby podczas pożaru Matka Boska obróciła swą głowę w kierunku kościoła parafialnego i w ten sposób uratowała go od płomieni.

Z inna wersją tej legendy spotkałem się całkiem niedawno i z powodu braku spójności logicznej niezbyt przypadła mi do gustu. Według niej modlący się ludzie schronili się na cmentarzu i gdy ogień podszedł pod bramy cmentarza, zaczęli się modlić pod figurą Matki Boskiej, która obróciła głowę w kierunku płomieni i spadł deszcz gasząc płomienie13. Pożar jednak przesuwał się z zachodu na wschód a nie odwrotnie. Poza tym nikt niestety nie wspominał o deszczu, który byłby przecież wybawieniem dla wciąż zagrożonych mieszkańców.

1Dr Ferdynand Weigel (1826-1901) – doktor prawa, adwokat krajowy, radny i prezydent Krakowa i od 1869 poseł Sejmu Krajowego Galicji miasta Krakowa, zmarł podczas sesji.

2Hrabia Jan Tarnowski z Dzikowa (1835-1894) pełnił funkcję Marszałka Krajowego w latach 1888-95.

3Stenograficzne sprawozdania z pierwszej sesyi szóstego peryodu Sejmu Krajowego Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskiem z roku 1889, s. 222

4Feliks Szlachtowski (1820-1896) – prawnik, prezydent Krakowa w latach 1884-1893.

5Stenograficzne sprawozdania z pierwszej sesyi szóstego peryodu Sejmu Krajowego Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskiem z roku 1889, s. 278-279.

6Hrabia Kazimierz Badeni (1846-1909) – namiestnik Galicji w latach 1888-1895 i poseł z większych posiadłości powiatu krakowskiego, doktor praw, premier Austrii 1895-1897

7Stanisław Niedzielski h. Larysz (1853-1938) – doktor praw, właściciel ziemski, poseł z gmin wiejskich powiatu wielickiego

8Marian Fontana (1864-1937) – z wykształcenia prawnik, autor tekstów, śpiewak (opera lwowska), założyciel chórów i teatrów amatorskich w Jarosławiu, Brnie Morawskim, Sokalu, Krakowie i Poznaniu.

9Jakub Glikson (1840-1930), aktor i dyrektor teatrów, min teatru narodowego w Krakowie w latach 1885-93

10Stenograficzne sprawozdania z pierwszej sesyi szóstego peryodu Sejmu Krajowego Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskiem z roku 1889, s. 833.

11Dane z spisu z 1890 roku

12F. Batko napisał, że Bruchnalski „wystarał się o zapomogę dla Świątnik w Sejmie Galicyjskim” (Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, s. 72); podczas gdy Świątnikom „z urzędu” przysługiwała pomoc państwa, a orędownikiem tych starań był dr. Weigel.

13Według Legendy, przepisy, zwyczaje czyli… gulasz świątnicki, opracowanie zbiorowe, Świątniki Górne 2010 r.

Opracował Jerzy Czerwiński.

Tytuł artykułu bynajmniej nie sugeruje tematykę związaną z rozwojem i przyszłością Świątnik, lecz chciałbym w nim przedstawić projekt budowy kolei żelaznej sprzed I wojny światowej.

Kolej była marzeniem świątnickich kupców, którzy na początku XX wieku poznali, jakie zalety daje przy prowadzeniu handlu możliwość w ciągu kilku dni dostarczenie towaru na drugi koniec imperium austriackiego. Oczekiwana była także przez prowadzących Szkołę Ślusarską oraz Spółkę Ślusarską. Na brak połączenia kolejowego cierpieli także handlarze i przedsiębiorcy z Myślenic i okolicy (przemysł sułkowicki) i od lat zabiegali o to w sejmie krajowym. Pierwszy projekt kolei przechodzącej przez Świątniki miał powstać około 1900 roku (Swoszowice-Lubień przez Świątniki i Myślenice) i miała to być w założeniu kolej wąskotorowa do przewozu płodów rolnych, zwierząt, drewna, artykułów przemysłowych i wytwórczości.

Kolej Swoszowice-Myślenice – możliwe warianty. Muzeum Historyczne w Krakowie.

Jednocześnie rozwijany był pomysł budowy linii Wieliczka – Myślenice.  Na przełomie 1908/09 roku przedstawiono Krajowej Radzie Kolejowej projekt budowy, jednak został on odrzucony. Gazeta Lwowska nr 13 z 19 stycznia 1909 roku napisała krótką notatkę z zakończonego posiedzenia rady:

Z projektów, które jeszcze nie uzyskały ustawowego zapewnienia, na pierwszym planie stoi projektowana linia kolejowa Wieliczka – Myślenice – Mszana dolna. Jest postulatem kraju, aby dla tej linii kolejowej już w najbliższym programie inwestycyjnym uzyskać gwarancye Państwa.

Rząd w końcu postawił warunek, że będzie popierał budowę tej linii oferując udzielenie 4% poręki za część kapitału potrzebnego do budowy linii. Gwarancja miała objąć sumę 8 250 000 K pod warunkiem, że kraj lub interesanci wyłożą sumę 2 750 000 K. Trasa miała mieć długość 56 km i następujący przebieg: Wieliczka, Sułów, Nizowa, Kunie, dalej doliną Raby przez Dobczyce, Myślenice, Pcim, Lubień do Mszany Dolnej. Projekt na kilka lat wstrzymały władze kopalni soli, gdyż plany zakładały budowę linii nad żupami, na co nie było zgody. W związku z tym sporem oraz potencjalnymi problemami przy wywłaszczeniach gruntów, zaczęto rozważać przesunięcie pierwszego odcinka (tj. Wieliczka – Myślenice) bardziej na zachód. Ostatecznie zmieniono plany tak, żeby omijały tereny nad kopalnią i określono termin rozpoczęcia prac na lato 1914 roku.  Jak widać, świątniczanom perspektywa budowy kolei biegnącej przez Świątniki była wówczas bardzo bliska i realna.

W okresie międzywojennym władze ponownie zaczęły rozważać budowę sprawniejszej kolei łączącej Kraków i Zakopane. W drugiej połowie lat 30. przygotowano szczegółowe plany przebiegu, w tym dokumentacja techniczna przedstawiająca przebieg trasy na mapie wraz z parametrami łuków kołowych trasy oraz wykonano przekrój podłużny trasy (niweletę trasy) wraz z bilansem robót ziemnych, tj. określono w taki sposób wysokości punktów trasy, aby ilość potrzebnych wykopów był równy projektowanym nasypom.

Projekt trasy kolei żelaznych prawdopodobnie z ok. 1911 roku (fragm.)

Projekt trasy kolei żelaznych z ok. 1939 roku (fragm.) Własność autora.

Stacja „Świątniki Górne” miała być położona już na terenie Wrząsowic przy granicy ze Świątnikami, a dalsza trasa (kolor czerwony) miała biec równolegle do ulicy Krakowskiej i przecinać ul. Bruchnalskiego w pobliżu figury Matki Boskiej, potem w dół dolinami potoków po zachodniej części Wąwozu, pod Jamą i przecinać wschodnią część Madejek. Jak widać na mapie zaznaczono też kilka wcześniejszych rozwiązań, w tym trasę od Gwoźnicy przez Dział (ołówek)

Niweleta trasy

Niweleta trasy

Najciekawszą sprawą miał być liczący 480 metrów długości i 6 metrów wysokości tunel częściowo tnący garb, wzdłuż którego leży ulica Bruchnalskiego. Wyjaśnię jeszcze jak odczytać projekt niwelety (patrząc od góry):

  • Górny wykres: linia czarna – przebieg terenu, linia czerwona – przebieg wysokościowy trasy (niweleta), zakreskowano kredką kolorem żółtym wykopy a czerwonym wykopy.
  • Środkowy wykres – objętość w m3 wykopów i nasypów
  • Liczby pionowo – wysokości terenu (czarne), wysokości niwelety (czerwone)
  • Na czerwono w promilach ‰ podane nachylenie odcinków projektowanej trasy
  • Na czerwono przedstawiono schemat przebiegu poziomego trasy – proste (długość) i łuki kołowe (długość łuku i promień w metrach)
  • Kilometry i hektometry trasy. Kilometraż zaznaczony jest też na mapie z trasą (Świątniki Górne między 9 a 11 kilometrem trasy)

Mapa w dwóch częściach obejmuję obszar między Krakowem a Mszaną Dolną. Cała trasa miała przebiegać następująco: Kraków (właściwie Swoszowice lub Borek Fałęcki – mapa i profil w tej części został nadpalony) – Wróblowice – Wrząsowice – Świątniki Górne – Siepraw – Krzyszkowice – Polanka – Myślenice – Stróża – Pcim – Lubień – Kasinka Mała – Mszana Dolna. Łączna długość 45 km. Projektowana trasa była zatem krótsza o 11 km od projektu z 1909 roku. mapa została opracowana na kopii wojskowej mapy topograficznej z 1931 roku w skali 1:25000. W 1939 roku zakończono prace projektowe. Prawdopodobnie projekty te zostawili inżynierowie sprawdzający przebieg trasy w terenie, gdyż na jesień 1940 roku  zagraniczny inwestor zaplanował rozpoczęcie prac…

Kolej elektryczna Kraków – Zakopane, wyd. Wydawnictwo Towarzystwa Górskich Kolei Elektrycznych, Kraków 1939.

Między Krakowem a Myślenicami wciąż żyje wielu ludzi, dla których plany budowy kolei tym szlakiem nie wróżą szczęścia i powodzenia. Czyżby do trzech razy sztuka?

Bibliografia:

Linie kolejowe w Galicji, https://upadektechnikikrakowa.blogspot.com/