Posts Tagged ‘Bruchnalski’

Opracował Jerzy Czerwiński

Tak naprawdę zagadnienie prostowania historii Świątnik przyświecało mi w chwili, gdy zdecydowałem się na publikowanie własnych, niezależnych opracowań. Jak długo można było spokojnie patrzeć, jak przez ostatnie lata powielane są dawne błędy, hołubione mylne teorie i tworzone nowe legendy. Czemu przy przywoływaniu dobrze znanej przeszłości Świątnik i świątniczan, zamiast korzystać z otwartego w dzisiejszych czasach dostępu do źródeł, bezmyślnie powiela się błędy poprzedników? Czemu upraszcza się historię do rozmiaru broszury, gdzie wszystko jest piękne i ma stanowić powód do dumy? Zamiast tracić czas na próżne dociekania, od ponad trzech lat staram się, opierając o jak największą liczbę materiałów, przywrócić dawnym wydarzeniom ich rzeczywisty przebieg.

STANISŁAW ZE SZCZEPANOWA A ŚWIĄTNIKI GÓRNE

Witraż św. Stanisława wg. proj. Mieczysława Różańskiego.

Witraż św. Stanisława wg. proj. Mieczysława Różańskiego.

O pół mili za Wisłą leży na wyniosłém wzgórzu wieś Świątniki, licząca przeszło tysiąc mieszkańców. […] Wieś Świątniki przed ośmiuset laty była własnością Stanisława Szczepanowskiego, biskupa krakowskiego, który poniósłszy śmierć męczeńską, patronuje po dziś dzień królestwu. Po r. 1772 usunięto spod opieki św. Stanisława małopolskie ziemie przeszłe pod panowanie austryackie, skasowano uroczyste w dniu 8 maja święto, a nadano Galicyi za patrona św. Michała archanioła i nakazano obchodzić solennie dzień 29 września. Włościanie, mieszczanie, a nawet szlachta w całej tej prowincyi zapomniała już dziś o uroczystości św. Stanisława i przyjęła nowego patrona; Świątniczanie przecież, silniej z przeszłością związani, zachowali ją w sercach swoich i święcą dzień 8 maja.

Dziwnie też w tym dniu cała okolica wygląda: dokoła ludzie pracują w polu, huczy młot kowala w kuźni, gęste rozsypując iskry, skrzypią na gościńcu wozy wyładowane, rozlegają się pieśni okopujących ziemniaki; gdy tymczasem w granicy gruntów świątnickich, uroczysta cisza panuje i tylko przerywa ją odgłos dzwonów, głoszący odprawiające się nabożeństwo.

Świątniczanie, zgromadzeni w kościele, śpiewają pieśni z czasów Zygmuntowskich i modlą się pobożnie w świątyni, bo obchodzą podwójną pamiątkę: święto męczennika patrona Polski i pamiątkę swego niegdyś dziedzica”.

Tak Świątniki widział i opisał Władysław L. Anczyc w Tygodniku Ilustrowanym Warszawskim w 1862 roku. Gdy Oskar Kolberg dziesięć lat później przedrukowywał artykuł Anczyca, opatrzył go komentarzem, w którym zaznaczył, że brak jest dowodów potwierdzających przynależność Świątnik do rodowych włości biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Do takich samych wniosków dochodzili kolejni XX-wieczni badacze historii Świątnik, coraz bardziej spychając tę tezę w sferę baśni i legend tak, że dziś już nikt nie traktuje tego jako faktu historycznego. Jednak niedawne badania związane historią kapituły krakowskiej i kurii metropolitarnej rzucają nowe światło na to zagadnienie.

W tym miejscu warto przypomnieć w kilku zdaniach świątnickie legendy o św. Stanisławie. Pierwsza wspomina o sporze granicznym między Świątnikami a Sieprawiem. Koń biskupa miał zostawić odcisk kopyta w skale, która odtąd miała stanowić granicę. Skałę tą ze śladem kopyta do dziś zwie się Kopytkiem, choć na przekór woli świętego, od wieków znajduje się po sieprawskiej stronie. Biskup Stanisław miał też ponoć uzyskać schronienie przed królem Bolesławem II, a miejscowi kowale mieli odwrotnie podkuć konie, aby zmylić pościg. Tu właśnie wspomina się, że wieś należała do biskupa, czy nawet została zakupiona od Piotra Strzemieńczyka z Janiszewa, znanego z hagiografii św. Stanisława jako rycerz Piotrowina1. Wróćmy jednak do faktów.

Wiemy doskonale, że wieś Górki, zwana także jako Świątniki, stanowiła prebendę, czyli majątek jednego z prałatów kapituły krakowskiej. Prałat ten pełnił funkcję kustosza katedry, stąd też jego dziedzinę określano jako kustodię. Nazwy pozostałych 35 prebend pochodziły podobnie jak kustodia od sprawowanych w kapitule funkcji (np. kantoria, scholasteria czy dziekania) lub od nazw miejscowości (prebenda bieżanowska, krzeszowska, czy zakrzowska). Ponieważ majątek kapituły był niezależny od włości biskupiej, przez długie lata ten argument zdawał się dyskredytować wielowiekową świadomość świątniczan do ich związku ze świętym męczennikiem. Była to jednak argumentacja całkowicie błędna, gdyż nikt nie zadał pytania, czy tak też się miała sytuacja w latach 70. XI wieku.

Ze wspomnianych badań prowadzonych m.in. przez dra Marka D. Kowalskiego (UJ) wynika jednoznacznie, że kapituła krakowska utworzona została najprawdopodobniej dopiero na przełomie XI i XII wieku. Dokładnej daty nie da się ustalić, gdyż jedynymi prowadzonymi wówczas zapisami były tzw. roczniki, w których brak jest związku między datą wpisu a opisywanymi następnie wydarzeniami. Niemniej jednak udało się z dużym przybliżeniem ustalić, że w pierwszych latach XII w. doszło do rozdzielenia się majątku kościelnego, w wyniku czego powstały odrębne majątki kapituły i biskupstwa. Zatem za czasów św. Stanisława kapituła jeszcze nie istniała, a majątek kościoła był nierozłączny dla każdego biskupstwa i zarządzany przez biskupa.

Pozostaje jeszcze pytanie, czy w latach 70. XI wieku istniały już Górki vel Świątniki. Ponieważ pierwszego spisu dóbr kościelnych dokonał dopiero Długosz w XV wieku, nie można liczyć na inny dowód pisemny. Być może kiedyś badania archeologiczne potwierdzą istnienie osadnictwa w tym okresie, dziś jednak można jedynie liczyć na dowody pośrednie. A najmocniejszym z nich jest sama struktura kustodii, na której fundus składały się całe pięć wsi (Górki, Trąbki, Szczytniki, Świątniki, Opatkowice) i jeszcze części dwóch innych (Chorowice i Zabierzów Bocheński). Był to ewenement wśród innych prebend kapituły, których fundus składał się z jednej, góra dwóch wsi. Oznacza to, że w momencie utworzenia kapituły, wsie te już istniały i pełniły swoje służebne funkcje, dlatego też kustosz jako zwierzchnik świątników otrzymał tak wielkie uposażenie.

Podsumowując można przyjąć, że wieś Górki może nie należała do rodowych włości biskupa Stanisława ze Szczepanowa, ale w czasach gdy zasiadał on na krakowskim tronie biskupim, wieś ta najprawdopodobniej znajdowała się pod jego rządami. Zatem osobista interwencja biskupa w obronę granic gruntów kościelnych z Sieprawiem niekoniecznie związana jest tylko z legendą.

LEGENDA O KRÓLOWEJ JADWIDZE

Królowa Jadwiga pędzla Czesława Leńczowskiego.

Królowa Jadwiga pędzla Czesława Leńczowskiego.

Zdarzyło się tak, że podczas podróży do Krakowa, z powodów intensywnych opadów, pojazd Królowej Jadwigi uległ uszkodzeniu. Na szczęście z pomocą przebyli mieszkańcy pobliskiej wioski, oferując pomoc w naprawie, a także suche miejsce do przeczekania dla królowej i jej świty w wójtowskiej chacie. Naprawa trwała jednak całą noc, podczas której wójt zdążył przybliżyć ciężką dolę mieszkańców, którzy jak się okazało, zajmowali się posługą w kościele. Rano królowa mogła ruszyć w dalszą drogę i dziękując chłopom, obiecała im pomoc, a ponieważ nie miała nic wartościowego, podarowała wójtowi swoje rękawiczki z koźlęcej skórki. Królowa słowa dotrzymała i w 1397 roku przyznała chłopom przywileje uwalniające ich spod świeckiej władzy sądowniczej.

Przedstawiona powyżej historia, opowiadana w formie legendy świątnickiej, wydarzyła się naprawdę, o czym świadczy zachowany dekret królowej Jadwigi, a także owe rękawiczki królowej, które przez wieki przechowywano w Świątnikach wraz z urzędem wójtowskim. Jest jednak jedno małe „ale”, które gdzieś w wiekach zaginęło, ale nim do tego przejdę, warto przyjrzeć się dowodom.

Po pierwsze należy uzupełnić opowiedzianą historię o kilka szczegółów, które nie pojawiają już się w znanej nam legendzie: wspomniane wydarzenie miało miejsce zimą, a pojazdem królowej były oczywiście sanie. Mieszkańcy udzielający pomocy faktycznie byli tzw. świątnikami, ale swoją posługę pełnili nie w krakowskiej katedrze, a w sandomierskiej kolegiacie N. M. P. I tymże Świątnikom koło Sandomierza, królowa udzieliła swej łaski:

Hedvigis Dei Gratias regina Poloniae (etc.)

Universis et singulis palatinus castellanis, judicibus, subjudicibus, caeterisque officealibus, judcitis terrae nostrae sandomiriensis ubilibet praesidnetibus, ad quos preasentes pervenerint, gratiam nostrem reginalem.

Quia Swirze, Swiątniki et Piekary villes honorabilis magistri Mathaei sacrae theologias professoris, custodis ecclesiae collegiatae sanctae Mariae Sandomiriensis, nostri devote dilecti, in nostrum gratiam specialem recipiendas duximus et de facto receptimus: ideo vobis er vestrum cuilibet praecipimus ac madamus seriose, quatenus dum et quoties aliquis de earundem villarum incolis seu cmethonibus, quos de vestris juris dictienibus praesentibus excipimus, liberamus, ad vestram vel vestrum alicujus praesentiam citati fueruntm de causis ipsorum nullatenus cognoscere praesumatis: quinimo ipses cum universis eorum emergentiis ad tutorum seu praecuratorem, qui ipsis villis deputatus fuerit, judicendos remittatis: qui etiam cuilibet de iisdem incelis quaerulanti, vel rulem velemti justitiam faciet.

Datum Cracoviae in Crastino sancti confessoris Nicolai, anno domini MCCCXCVII

W powyższym immunitecie królowa bierze pod opiekę mieszkańców wsi kustodii kolegiaty sandomierskiej Świerż, Świątniki i Piekary, uwalniając ich od „jurysdykcji wojewodów, kasztelanów, sędziów i podsędków”. Warto tu przypomnieć, że mieszkańcy Świątnik Górnych takie przywileje otrzymali już w 1252 roku z rąk księcia krakowskiego, Bolesława Wstydliwego, a potwierdzono je w 1255 r. Przywileje bolesławskie obejmowały tylko mieszkańców wsi należących do kapituły, czyli m.in. świątników ze Świątnik Górnych, ale nie dotyczyły tych z okolic Sandomierza, gdyż należeli oni do kolegiaty. Królowa Jadwiga nie mogła zatem górczanom dać czegoś, co już posiadali. Wspomniane rękawiczki, przechowywane przez wieki przez sandomierskich świątniczan, można do dzisiaj oglądać w Muzeum Diecezjalnym w Sandomierzu.

Rękawiczki królowej Jadwigi (Muzeum Diecezjalne w Sandomierzu)

Rękawiczki królowej Jadwigi (Muzeum Diecezjalne w Sandomierzu)

Wielu świątniczan zawsze zadawało pytanie, czy młoda księżniczka Jadwiga w ogóle miała okazję przejeżdżać przez Świątniki, gdy zmierzała do Krakowa. Wiadomo, że w średniowieczu istniały dwie drogi łączące Węgry i Polskę. Pierwsza nazywana „szlakiem węgierskim” prowadziła z Krakowa przez Wieliczkę na Bochnię (dolina Wisły), następnie przez Wiśnicz, Czchów, Stary Sącz (dolina Dunajca), Rytro, Piwniczną, Mniszek, Białą Spiską, Poprad (dolina Popradu), następnie dolinami Wagu i Dunaju do Budy. Pochodzenie tego szlaku ma swoje korzenie jeszcze z czasów rzymskich wędrówek nad Bałtyk w poszukiwaniu jantaru. W czasach Kazimierza Wielkiego stanowiła jedną z głównych arterii komunikacyjnych królestwa, stąd też nazywano ją Via Regia Antiqua (Starożytna Droga Królewska) albo Wielką Drogą.

Drugi trakt łączył Małopolskę w Górnymi Węgrami. Nazywano go szlakiem solnym lub miedzianym. Prowadził z Krakowa na Podhale (dolina Raby) i następnie przez Orawę do rejonu Bańskiej Szczawnicy. Olkuski ołów oraz wielicką i bocheńską sól wymieniano tym szlakiem na miedź z tamtejszych kopalń. Znamy dokładny opis przebiegu tej trasy na podstawie lustracji dróg województwa małopolskiego z 1570 roku. Pierwotnie szlak handlowy bieg z Wieliczki przez Dziekanowice i Dobczyce w kierunku na Mszanę Dolną, następnie wzdłuż Raby trasą „zakopianki”. Wspomniana lustracja wymienia także trasę przez Kurdwanów, Łagiewniki, Swoszowice, Wróblowice, Pokrzywnicę i Świątniki. Alternatywą dla niej była droga przez Gaj, Mogilany i Krzyszkowice.

Mapa średniowiecznych szlaków małopolskich według lustracji z 1570 r.

Mapa średniowiecznych szlaków małopolskich według lustracji z 1570 r.

Którym szlakiem zatem podążał orszak księżniczki Jadwigi? Bardziej prawdopodobnym jest szlak węgierski, jako większy, krótszy, lepiej utrzymany i łatwiejszy, tzn. omijający górzyste tereny słowackich Karpat, czego nie można by uniknąć w przypadku podróżowania szlakiem solnym na odcinku między Koszycami i Bańską Szczawnicą. Z traktu węgierskiego korzystał król Jagiełło, gdy udawał się na spotkanie z Zygmuntem Luksemburskim w 1395 roku oraz w 1410 r., a także Władysław Warneńczyk w 1440 roku, gdy udawał się na koronację na Węgry. Czyż przyszłej królowej Polski nie wypadało przybyć najlepszym, królewskim traktem?

Wracając jeszcze do świątnickiej legendy oraz związków królowej ze świątniczanami, z pewnością królowa znana z pobożności, miała bliski kontakt ze świątnikami katedralnymi. Bardzo trudno zbadać, czy kult królowej ma wielowiekową czy też znacznie krótszą tradycję. Na pewno ta część legendy odnosząca się do początków rzemiosła świątniczan jest co najwyżej XIX-wiecznym dodatkiem. Jeśli chodzi o kult religijny, to warto przypomnieć, że Kościół Katolicki beatyfikował królową w roku 1979, a kanonizował w 1997 roku. Głównym inicjatorem kultu królowej Jadwigi był ks. Stanisław Konieczny, który na początku lat 80. uczynił ją drugim patronem parafii, natomiast w dniu 8 czerwca 2014 roku staraniem władz samorządowych i parafii, nadano patronat świętej królowej Jadwigi nad miastem Świątniki Górne.

FABRICA ECCLESIAE

Warsztaty (fabryka) przy katedrze krakowskiej. Czy tak to sobie wyobrażano?

Warsztaty (fabryka) przy katedrze krakowskiej. Czy tak to sobie wyobrażano?

Jest to jedna z największych pomyłek powstałych przy opisywaniu dziejów Świątnik. Istotna o tyle, że związana z najważniejszą dla Świątnik historią, czyli rzemiosłem płatnerskim i ślusarskim.

Wszystko zaczęło się o nazwy łacińskiej księgi: Percepta pro Fabrica Ecclesiae Cathedralis Cracoviensis, która była księgą rachunków związanych z budową, utrzymaniem i pracami remontowymi katedry krakowskiej. Łacińskie słowo fabrica, a także wywodzące się od niego staropolskie słowo, oznaczało dawniej określony typ budowy rozumianego jako całe przedsięwzięcie wymagające zatrudnienia większej ilości osób, wytwarzania na miejscu materiałów budowlanych i w końcu samą budowę. Stąd też fabryką zwano przede wszystkim procesy budowy zamków, pałaców i kościołów. Sens tego słowa uległ zmianie dopiero w XIX wieku, stając się synonimem zakładu produkcyjnego.

W katedrze krakowskiej księgi fabryki prowadzono od XVI wieku. Kapituła wybierała jednego ze swoich członków do dokonywania wpisów w księdze, którego tytułowano prefektem fabryki (praefectus fabricae ecclesiae). Miał on do pomocy kleryka noszącego tytuł podfabrycznego (vicepraefectus fabricae). Zadaniem obu było zapisywanie kosztów poniesionych przez katedrę na zakup materiałów oraz wynagrodzenie dla rzemieślników wykonujących prace w katedrze. W księgach tych pojawiają się także katedralni świątnicy, którzy otrzymywali możliwość zarobienia kilku florenów za wykonywanie prac wykraczających poza obowiązki względem kustosza. Świątnicy mogli dorobić dodatkowym dzwonieniem, np. w czasie pogrzebu dla uczczenia ważnej osobistości, a także w zwykłych pracach fizycznych przy licznych pracach remontowych i konserwatorskich.

Właściwie ciężko zrozumieć, dlaczego ktoś przekształcił XVI-wieczną fabrykę katedry w zakład rzemieślniczy, w którym świątnicy mieli produkować zamki, kłódki i inne elementy rękodzielnicze. Wszak żaden z badaczy historii rzemiosła nie odkrył takich procesów na wawelskim wzgórzu. Śledząc wszystkie opracowania dotyczące historii świątnickiego rzemiosła można stwierdzić, że każde kolejne opracowanie nacechowane było coraz większą fantastyczną twórczością. Pierwszy o fabryce katedry napisał F. Batko w swojej pracy magisterskiej, gdzie obszernie zacytował fragmenty z księgi fabryki przedstawiające prace rzemieślnicze w katedrze2, zaznaczając jedynie, że świątniczanie mieli w katedrze kontakt ze sztuką rzemieślniczą. W przeciwieństwie do Batki W. Słomka wprost przypisał wykonywanie katedralnych kłódek, zamków, kluczy i siekier katedralnym świątnikom3, a następnie M. Mikuła zacytował fragment z materiałów Batki:

I rzeczywiście trzeba przyznać, że u genezy przemysłu świątnickiego oprócz energii i utalentowania samych Świątniczan w tym kierunku, leży zapewne zachęta prałatów katedralnych, przede wszystkim kustoszów, którym Świątniki były bezpośrednio podległe, a do których należała „fabryka Katedry” (warsztaty) Poczucie ekonomii mówiło im, że najoszczędniej będzie, jeśli stróże katedralni staną się zarazem zdolnymi ślusarzami i potrafią naprawiać psujące się codziennie okucia i zawiasy, zamki, kłódki i rygle; jeśli z czasem zaczną produkować na rzecz nadwornych hufców biskupich husarzy karaceny, bułaty, kordy i misiurki4.

Z publikacji nie wynika, czy są to słowa Batki, czy jakiś cytat oraz kto dopisał „warsztaty” przy wspomnianej fabryce. Niemniej jednak wspomniane opracowania z lat 80. XX wieku rzuciły cień na kolejne prace. Należy podkreślić, że żaden z powyższych autorów nie oparł swego twierdzenia na żadnej publikacji albo materiale źródłowym. W kolejnych opracowaniach m.in. przypisywano świątnikom udział w pracach nad konserwacją i naprawianiem dzwonów czyli ludwisarstwo (sic!) czy nawet wytwarzanie sznurów do dzwonów5. Wszystkie wyjęte wpisy z księgi fabryki wspomniane przez Batkę stały się wytworem działalności rzemieślniczej świątników. Pominę pomniejsze artykuły jeszcze barwniej opisujące początki świątnickiego rzemiosła.

W cyklu wydawniczym „Wypisy źródłowe do dziejów Wawelu” wielokrotnie publikowano roczniki z archiwów kapitulnych i kurialnych krakowskich, w tym wspomnianą także Fabrykę Katedry. Dzięki tym materiałom udało mi się znacznie powiększyć listę wpisów prefekta fabryki wspominających wawelskich świątników zapoczątkowaną przez Batkę. Wypisy te zamieściłem w artykule „Świątnicy ze Świątnik – zarys” i żaden z cytatów nie sugeruje, że świątnicy wykonywali jakiekolwiek prace rzemieślnicze w katedrze. Nawet wpis z 1598 roku „Za siekierę świątnikom 9 gr”, oznacza nie więcej niż to, że katedra zapłaciła 9 groszy za siekierę dla świątników. Należy pamiętać, że w ówczesnym języku polskim inaczej wyglądała odmiana rzeczowników, przez co niektóre zapisy mogą być dziś dwuznacznie odczytywane, co jednak nie stanowi problemu dla językoznawców i dla osób badających dawne dokumenty.

Głównym błędem było zatem błędne tłumaczenie, bez wzięcia pod uwagę staropolszczyzny, a także zaniedbania przy analizie materiałów do opracowań polegające na tym, że poddawano interpretacji nie materiały źródłowe, czy nawet pierwsze opracowanie Batki, lecz późniejsze opracowania i przez to coraz bardziej zaczęto mijać się z faktami.

Osobom, które by miały jeszcze wątpliwości, należy przypomnieć, że świątnicy pełnili codziennie służbę w kościele katedralnym przez całą dobę, a zatem czterech świątników musiało wykonywać te pracę na zmianę. Doliczając czas na konieczny odpoczynek, nie pozostaje wiele czasu na wykonywanie innych prac. Ponadto w tamtych czasach (XV i XVI w.) chłopi nie mogli wykonywać prac za wynagrodzeniem, a dla usług rzemieślniczych wyłączność miały cechy, które nie dopuszczały nikogo do tajemnic i praktyk zawodu. Jeśli kustosz miałby przymusić swoich chłopów do dodatkowej pracy fizycznej, ci podnieśliby protest, jak to czynili, gdy kustosz wymagał od nich coś więcej, niż było zapisane w księgach Długosza, łącznie z pisaniem skargi do papieża. Tu upada też kolejna część tego mitu, która mówi, że świątnicy wiedzę rzemieślniczą wynieśli z przyglądania się i pomagania w tych pracach katedralnych. Prace w katedrze wykonywali tylko najwyżsi rangą mistrzowie cechów rzemieślniczych, którym kuria przyznawała tytuł ślusarza, czy kowala katedry (faber ecclesiae cathedralis Cracoviensis).

Świątnicy poza tym zmieniali się po tygodniu i kolejnych czterech z innej wsi przychodziło na zmianę. Ta sama osoba przez następny rok nie miała obowiązku służby w katedrze, zatem trudno sobie wyobrazić ciągłość produkcji, gdzie następuje taka rotacja niewykształconych pracowników.

Na koniec pozostaje miejsce lokalizacji samej fabryki: zgodnie z zasadami obowiązującymi w Krakowie, położenie kuźni musiało być oddalone od zabudowań, co powodowało, że kuźnie mogły być lokowane albo przy samych murach miejskich, albo w ogóle poza murami we wsiach otaczających miasto, tj. w Kazimierzu, w Kleparzu czy w Wieliczce. Nie ma zatem żadnej możliwości, żeby ktoś lokował warsztaty z kuźniami na wzgórzu zamkowym. Zresztą znany jest dokładny spis nieruchomości kapituły katedralnej i brak w nich informacji o lokalizacji „warsztatów”.

NAZWA MIEJSCOWOŚCI

O historii pochodzenia nazwy Świątniki Górne tak często pisano, że chyba już do świadomości każdego trafiła błędna konkluzja przedstawiająca ewolucje nazwy w następujący sposób: Górki – Górki Świątnicze – Górki Świątniki – Świątniki Górne. Przeczy temu już najstarszy tekst z 1389 roku, gdzie zapisano nazwę Świątniki, a także liczne XV-wieczne zapisy grodzkich ksiąg sądowych, które zawsze na pierwszym miejscu wymieniają nazwę Świątniki. Z kolejnych zapisów wynika, że do XVIII wieku nazwy Świątniki i Górki pojawiają się równolegle, przy czym w księgach kościelnych używano tylko nazwy Górki, natomiast w pozostałych nazwę Świątniki lub obie nazwy (np. Górki zwane Świątnikami). Kustosz katedralny używał nazwy Górki dlatego, że posiadał w swoich dobrach druga miejscowość zwaną Świątnikami, zatem nie chciał, żeby dochodziło do nieścisłości i nieporozumień. Używał dodatkowo przymiotnika „świątnicze” do wszystkich gromad, nad którymi sprawował pieczę (np. „Trąbki świątnicze”). Stosowano zatem do końca XVIII wieku w terminologii kościelnej nazwy: Górki i Górki Świątnicze (a mieszkańców nazywano górczanami) oraz nazwy Świątniki lub Świątniki zwane Górkami w terminologii świeckiej (administracja, mapy, podatki). Taki stan zastała administracja austriacka.

Podkrakowskie Świątniki przez następne kilkadziesiąt lat dzieliły wspólny los ze Świątnikami koło Szczytnik, należąc pod względem administracyjnym do tego samego klucza biskupickiego. W metryce józefińskiej zapisano obie nazwy, tj. Świątniki Górki. Niemieckojęzyczna administracja austriacka, postępując podobnie jak kustosz krakowski, postanowiła uniknąć powtórzeń i nadawała nazwom miejscowości przymiotniki „Górne”, „Dolne”, „Średnie” od położenia geograficznego oraz „Wielkie” lub „Małe” od ilości mieszkańców. Podobnie rzecz się miała w wielu innych galicyjskich miejscowościach, takich jak Barwałd, Kasina czy Łososina. Stąd też najprawdopodobniej powstały w jednym czasie nazwy Świątniki Dolne i Świątniki Górne, a tylko przypadek sugeruje związek przymiotnika „górne” z dawnymi Górkami.

KOŚCIÓŁ I PARAFIA

Początki świątnickiego kościoła w dziwny sposób przyciągają liczne błędy, od „literówek” w datach po merytoryczne rozważania. Zauważalny jest brak zrozumienia w rozróżnieniu pojęć kapelani, która została utworzona w 1846 roku oraz parafii, która postała dopiero w roku 1888. W latach 1846-1888 świątnickim kościołem parafialnym wciąż pozostawały Mogilany, a kolejni duszpasterze byli kapelanami. Pierwszym proboszczem został dopiero ks. Franciszek Karpiński. Z najbliższych rocznic, jakie będzie można obchodzić, to w 2016 roku będzie 170 lat duszpasterstwa w Świątnikach, a w 2018 roku – 130 lat parafii.

Największe kontrowersje budzą teorię o pochodzeniu budynku kościoła, a konkretnie planów. Najbardziej wiarygodna jest wersja, że przywieźli je świątniccy kupcy. Można znaleźć taką wersję, że dokonali tego świątniccy kłódkarze, jednakże autor zapomniał, że kłódkarze rozprowadzali swoje towary jedynie w zasięgu kilkudziesięciu kilometrów podróżując pieszo. Tylko kupcy mieli środki lokomocji, żeby dostać się na Węgry (Galicja w tamtych czasach nie posiadała żadnych połączeń kolejowych z innymi państwami cesarstwa).

F. Batko tak przedstawił pochodzenie planów budowy kościoła:

Do chwili obecnej utrzymuje się tradycja, że plany budowy kościoła przywieźli kupcy świątniccy z węgierskiego Debreczyna, gdzie rzeczywiście w tym czasie wybudowano piękny kościół w stylu klasycystycznym (1805-1819)6.

W rzeczywistości Batko opisał neoklasycystyczny Wielki Kościół Ewangelicki (węg. Nagytemplom), budowany w latach 1805-1824, o powierzchni 1500 m2, który wybudowano w całkowicie innym architektonicznym stylu i w żadnej mierze nie przypomina świątnickiego kościoła. Nieprawdopodobne jest zatem, żeby pierwowzorem kościoła w Świątnikach była kalwińska bazylika. Zadziwia zatem upór, z jakim w każdej kolejnej publikacji powtarza się tak bezsensowną informację.

Wielki Kościół Ewangelicki w Debreczynie - czy to jest bliźniaczy gmach świątnickiego kościoła? (Wikimedia)

Wielki Kościół Ewangelicki w Debreczynie – czy to jest bliźniaczy gmach świątnickiego kościoła? (Wikimedia)

W Debreczynie w tamtym okresie istniał tylko jeden rzymskokatolicki kościół, czyli barokowa katedra św. Anny. Kościół ten powstał 100 lat przed rozpoczęciem budowy w Świątnikach i podobnie jak poprzednik, prezentuje odmienny styl konstrukcji.

Barokowa bazylika św. Anny w Debreczynie - podobieństwo tylko w kolorze.

Barokowa bazylika św. Anny w Debreczynie – podobieństwo tylko w kolorze.

Z miejscowości, w których miał znajdować się pierwowzór świątnickiego kościoła wymieniano także węgierski Pecz (Fünfkirchen), jednak i tam brak jest kościoła z okresu pierwszej połowy XIX w podobnego do świątnickiego.

Być może plany kościoła faktycznie zostały sprowadzone z Węgier, jednakże niekoniecznie gdzieś musi istnieć pierwowzór, a świątniczanie po prostu zamówili i zakupili u polecanego projektanta projekt kościoła na miarę swoich potrzeb.

CUDOWNE OCALENIA

Historia uczy nas, że gdy społeczność jest doświadczana wielkimi tragediami, przetrwanie urasta do rangi religijnego cudu. Świątniki nie są tutaj szczególnym wyjątkiem, a wspomnianymi tragicznymi wydarzeniami były wielki pożar z 1889 roku oraz niemiecka okupacja w czasie II wojny światowej. Legendy powstałe w związku z tymi wydarzeniami łączy przekonanie o cudownym ocaleniu miejscowości nadmieniając jednak, że powstały one znacznie później po owych tragediach i autorzy nie do końca mieli pojęcie o panującej wówczas sytuacji. Ponieważ tematykę zarówno wielkiego pożaru, jak i II wojny światowej omówiłem szczegółowo w odrębnych opracowaniach, przejdę od razu do meritum.

W nocy z 23 na 24 października 1889 r. ogień z podpalonych kupieckich stodół silny wiatr wiejący z zachodu przeniósł na zabudowania mieszkalne. Straż Ogniowa bezskutecznie walczyła z żywiołem do czasu, aż nad ranem wiatr ucichł. Zgodnie z jednym z podań, cmentarna figura Maryi Panny miała obrócić głowę w kierunku kościoła i w ten sposób uratować święty przybytek przed ogniem. Jest też drugie podanie opisujące grupę wiernych modlących się pod wspomnianą figurą o ocalenie – modlitwa miała zostać wysłuchana i pożar miał zostać ugaszony zbawiennym deszczem. Problem z tym drugim podaniem jest taki, że owy deszcz się nie pojawił, a spalenie trzeciej części zabudowań mieszkalnych w miejscowości, jedna ofiara śmiertelna i kilkaset osób bez dachu nad głową i środków do życia z całą pewnością nie można nazwać mianem „cudu”.

Zasięg pożaru z 1889 r.

Zasięg pożaru z 1889 r.

To, że Świątniki przetrwały prawie nienaruszone zarówno niemiecką okupacje, jak i sowieckie „wyzwolenie”, budziło w niejednym bogobojnym świątniczaninie chęć dziękczynienia w postaci modlitw i pielgrzymki do Kalwarii Zebrzydowskiej. Doprowadziło to do powstania trzech opisów cudownych ocaleń miejscowości.

Pierwszy z nich ma wyjaśniać przyczynę corocznych kalwaryjskich pielgrzymek i nawiązuje do lipca 1944 roku. Jednemu z partyzantów lokalnych miała przez przypadek wypalić broń w czasie, gdy nad miejscowością przelatywał niemiecki samolot. Niemcy mieli uznać to za znak agresji i zaatakować artylerią ulokowaną w okolicach Bożęty. Jednakże cudownie zesłana mgła miała przysłonić całe świątnickie wzgórze udaremniając bombardowanie. Autor nie wyjaśnił czemu Niemcy nie poczekali, aż mgła się podniesie lub po prostu podjechali 10 km i ogniem spacyfikowali krnąbrną osadę. Gdyby to wydarzenie miało miejsce, Niemcy oczywiście mogli śmiało bombardować Świątniki nawet przy dużej mgle – wystarczy do tego kompas i mapa wojskowa. Jednakże sam pomysł użycia artylerii przeciwko miejscowości byłby ewenementem w sztuce wojennej pomijając już fakt, że hitlerowskie Niemcy były w mocnej defensywie i cierpiały na braki w uzbrojeniu licząc każdą kulę karabinową i pocisk armatni.

Kolejne dwie legendy opisują styczeń roku 1945. Tym razem zagrożenie dla osady było bardziej rzeczywiste, gdyż mogła znaleźć się na linii frontu. W jednej wersji Świątniki miały być zbombardowane, lecz i tym razem mgła miała ocalić osadę. Jedyną stroną mogącą w tym czasie kogoś bombardować była Armia Czerwona, choć zważywszy na znikome znaczenie strategiczne miejscowości, nie było powodu do takiej akcji. Bardziej nurtującym pytaniem jest, w jaki sposób ktoś ze świątniczan dowiedział się o planach bombardowania…

Najbardziej realistyczna jest historia, jakoby Niemcy stacjonujący w Gaju mieli szykować ostrzał na Świątniki, spodziewając się ataku ze wschodu. Informacje o tym mieli świątniczanom dostarczyć mieszkańcy Mogilan. Co prawda główne siły Armii Czerwonej nie zaatakowały Kraków od południa, ale być może chodziło o moment, kiedy uciekający z Krakowa Niemcy planowali przebijać się na zachód przez Skawę. W legendzie ostrzał miała uniemożliwić gęsta mgła. Jak wiadomo jednak z przekazu świątniczan, do wymiany ognia artyleryjskiego jednak doszło. Cudowna mgła zatem nie powstrzymała wymiany ognia, czego świadectwem były dziesiątki lejów po pociskach. Szczęśliwie nie było ofiar, a same zabudowania nie ucierpiały bardzo z wyjątkiem dachu kościoła.

WALKA KLAS WIECZNIE ŻYWA

Jedyną pracą naukową dotyczącą przeszłości Świątnik Górnych jest praca doktorska z zakresu socjologii Władysława Kwaśniewicza, która do dzisiaj stanowi cenne źródło informacji o tym, jak wyglądało życie świątniczan w XIX i XX wieku. Praca ta niestety była tworzona w latach 50. ubiegłego wieku, skutkiem czego wszelkie formułowane wnioski z przeprowadzonych naukowo badań musiały zgadzać się z ówczesną myślą ideologiczną. Życie świątniczan zostało przedstawione jako typowy model walki klas społecznych z dzieł Karola Marksa. Czy zatem nie jest dziwne, że czytając współczesne opracowania historyczne, wciąż powtarzana jest ta ideologia? Czemu współcześni badacze nie są w stanie wyciągać samemu wniosków z szerokiego materiału badawczego Kwaśniewicza tylko powtarzają teorie walki klas rodem z lat 50. XX wieku?

We wspomnianej pracy przedstawiono biednych rzemieślników świątnickich (klasa robotnicza, proletariat) bezwzględnie uciskanych przez kapitalistycznych kupców (burżuazja), którzy tanio skupywali kłódki, a sprzedawali je drożej. Największe nieprawości dokonywali jednak kupcy poprzez zmienną cenę skupu towarów zależną od pory roku, w rezultacie najtańszy towar był sezonie zimowym. A przecież wiadomo było, że skoro handel również był sezonowy, to cena towaru w czasie od jesieni do wiosny, kiedy nie można było poruszać się wozami po drogach, musiała być niższa. Wszyscy dziś jesteśmy przyzwyczajeni do niestałości cen produktów sezonowych (warzywa, owoce), gdzie różnice cen w ciągu roku są wielokrotne. Zresztą rzemieślnicy mogli sobie radzić, gdyby proporcjonalnie to cen skupu zwiększali produkcję oraz magazynowali produkty, ale oznaczałoby to zaangażowanie w pracę znacznie większe, niż praca 3 dni w tygodniu, a także zgoda wśród rzemieślniczej braci na zorganizowanie wspólnych magazynów dla produktów.

Szkoda jednak, że to, co wie każdy współczesny przemysłowiec i rozumie każdy współczesny człowiek, nie jest w stanie przyswoić historyk. I stąd w każdym ze współczesnych opracowań powtarzany jest wciąż ten sam model „złych” kupców i „dobrych” rzemieślników. I choć dziwi to niezłomne przywiązanie do marksistowskiej oceny biegu historii, to w rezultacie przedstawia się zupełnie inną rzeczywistość niż ta, która była w XIX wieku. Zwykło się przedstawiać jedynie napięcia w relacjach między kupcami a rzemieślnikami, które faktycznie istniały, choć nie jesteśmy w stanie dziś ocenić wielkości tego zjawiska. Nie mogło być one jednak aż tak dominujące, skoro w okresie międzywojennym tak doskonale układała się współpraca przy tworzeniu spółek przemysłowych. Zwracano uwagę również na chłodne stosunki między kupcami, natomiast całkowicie ignoruje się konflikty między kłódkarzami, a przecież one miały największe znaczenie dla świątnickiego przemysłu. Kwaśniewicz tematykę tę ominął szerokim łukiem, bo skłócona klasa robotnicza źle by się prezentowała w pracy doktorskiej, jednak te relacje są dobrze znane dzięki ówczesnej gazetce Związek Świątnicki. To właśnie te konflikty blokowały wszystkie inicjatywy rozwoju przemysłu na początku XX w. Upadały kolejno pomysły wspólnych magazynów czy wspólnej fabryki na bazie istniejącej Spółki Ślusarskiej. Niezgoda ludzka sprawiła, że pomysły te realizowało następne pokolenie w II RP.

BRUCHNALSKI I SPÓŁKA

Historia Szkoły Ślusarskiej i podźwignięcie świątnickiego rzemiosła dzięki działalności takich ludzi jak Kazimierz Bruchnalski jest niewątpliwie warta wielokrotnego przypominania. Pierwszy dyrektor szkoły choć spędził w Świątnikach tylko 6 lat, na trwale zapisał się w historii miejscowości, dając przykład przedsiębiorczości, zaangażowania i pokonywania przeszkód w dążeniu do wyznaczonych celów. I choć uczynił on tak wiele dla Świątnik i świątniczan, że pamięć o nim nie powinna nigdy zginąć, z nieznanych przyczyn zaczęto mu przypisywać zasługi innych.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Zresztą śledząc publicystykę na ten temat z ostatnich lat nie trudno dostrzec tendencje do jak największego upraszczania (broszurowania) historii o Szkole i Spółce Ślusarskiej w rezultacie otrzymując jednostronny przekaz przedstawiający działalność obu tych instytucji tylko jako ciąg sukcesów. W ten sposób zacierana jest dobrze udokumentowana prawda czy nawet, jak to za chwilę przedstawię, promowany jest fałsz.

Wypada zacząć od inicjatywy powstania Spółki Ślusarskiej, którą to w Świątnikach ostatnio zaczęto przypisywać Bruchnalskiemu, tymczasem taka inicjatywa powstała podczas finalizowania projektu założenia szkoły. Posłowie dr Weigel i ks. Kopyciński już w 1884 roku przyjęli założenie, że samo utworzenie szkoły zawodowej to tylko połowa drogi do realizacji celu podniesienia rękodzielnictwa rzemieślniczego w Świątnikach, bo drugą musi być utworzenie spółki rzemieślników. Gdy Bruchnalskiemu w 1887 roku powierzono misję w Świątnikach, miał on zarówno utworzyć tam szkołę zawodową, jak i nakłonić miejscowych majstrów do utworzenia spółki.

Niesłusznie również przypisuje się dyrektorowi szkoły funkcję prezesa Spółki. Wszak z założenia miała to być spółka rzemieślników i ci spośród siebie wybierali władze spółki. Bruchnalski natomiast tymczasowo przyjął funkcję dyrektora technicznego, bo w czasie, kiedy szkoła ślusarska dopiero rozpoczynała nauczanie, nie było wśród lokalnych rzemieślników osób o wykształceniu pozwalającym na prowadzenie ksiąg rachunkowych, formułowaniu ofert czy prowadzeniu przedsiębiorczości na znacznie wyższym poziomie niż domowego warsztatu. Jak podaje Mikuła, pierwszym prezesem był Stanisław Bodzoń (Zuberek)7.

Kolejnym nieprawdziwym stwierdzeniem jest uznawanie Spółki za monopolistę w dziedzinie produkcji kłódek w porównaniu z lokalnymi kupcami. Wystarczy przytoczyć kilka liczb: w latach 80. XIX wieku w Świątnikach było ok. 700 rzemieślników, w roku 1910 było ich dokładnie 14848. W tym czasie świetności Spółki liczba członków wynosiła 150. Ponieważ było zaledwie kilka rodzin kupieckich, średnio na jednego kupca przypadało kilkakrotnie więcej rzemieślników niż pracowało w Spółce. Zaangażowanie się zaledwie 10% miejscowych rzemieślników w działalność Spółki raczej wypadłoby nazwać znikomym niż monopolistycznym.

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Najbardziej niezrozumiałe jest jednak przedstawianie Spółki jako sprawnie funkcjonującego przedsiębiorstwa. Tu znów liczby zadają temu kłam. Wystarczy bowiem przejrzeć rachunki Spółki, żeby się przekonać, że w 1909 roku zadłużenie jej wynosiło 20 tys. złr. (połowa kosztów utworzenia szkoły ślusarskiej). Spółka otrzymywała jednak stałą pomoc ze strony państwa w postaci kredytów oraz zwolnień podatkowych i taki stan utrzymywał się, dopóki samo państwo nie zaczęło odczuwać kosztów prowadzenia działań zbrojnych. Problemy gospodarcze oraz zaangażowanie samej Spółki w działalność na Bałkanach spowodowało w ostatnich latach przed I wojną światową zamrożenie części kapitału Spółki. Zresztą jak bardzo Spółka była sprawnym przedsiębiorstwem świadczą lata międzywojenne, kiedy to wobec braku pomocy państwa i uwolnionej gospodarki Spółka częściej wstrzymywała działalność niż ją prowadziła.

Nie powinno zatem nikogo dziwić, że przy tak przedstawionych przymiotach przypisuje się Spółce zrealizowanie jej statutowego założenia. Władze Spółki nie potrafiły jednak zjednać sobie nawet większości rzemieślników ani dogadać się z lokalnymi kupcami w celu podjęcia wspólnych inicjatyw. Spółka pokazała, że można tworzyć przedsiębiorstwa rzemieślnicze, z czego skorzystało dopiero następne pokolenie w latach międzywojennych, jednak sama nie potrafiła wziąć na siebie odpowiedzialności za kierunek rozwoju świątnickiego rzemiosła. A nie tak daleko szukając, do powstałej w podobnym czasie spółki kowalskiej w Sułkowicach, nie przystąpiło tylko trzech kowali. Zatem można było.

To tylko część świątnickich mitów, które najczęściej wychodzą ostatnimi czasy na światło dzienne. Jeżeli w powyższym artykule tematykę tła historycznego omówiłem pobieżnie, to tylko dlatego, że poświęciłem temu zagadnieniu odrębne opracowanie.

Przypisy:

1 S. Udziela, Legendy o św. Stanisławie, Ilustrowany Kurier Krakowski, 1925.

2 F. Batko, Przemysł metalowy w Świątnikach Górnych pod Krakowem w XVIII wieku (szkic historyczny), maszynopis, s. 37.

3 W. Słomka, Świątniki Górne, 1985

4 M. Mikuła, Świątniczanie. Strażnicy katedry wawelskiej, 1989 r.

5 W. Szczygieł, Świątniki Górne. Historia, kultura i tradycja na przestrzeni dziejów. Kraków 2001.

6 Cytat za F. Batki, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, UMiG Świątniki Górne 2008, s. 32

7 M. Mikuła, Ludzie i wydarzenia w Świątnikach Górnych 1888-1955, wersja cyfrowa, s. 21.

8 Związek Świątnicki nr 1/1911, dane z powszechnego spisu ludności z 31.12.1910 r.

Reklamy

Opracował Jerzy Czerwiński.

Równie dobrym tytułem niniejszego opracowania mogłoby być: „Szkoła ślusarska i zmierzch rzemiosła świątnickiego”. Długo odwlekałem w czasie napisanie tego opracowania i to nie w oczekiwaniu, że światło dzienne ujrzą jakieś nowe istotne fakty. Zwłoka moja bardziej miała źródła w próbie zrozumienia jak coś, co było chlubą Galicji oraz II RP można było doprowadzić do upadku i praktycznej likwidacji, a jednocześnie bez jakiegokolwiek wyrzutu czy refleksji, szczycić się tą przeszłością. Istniejący dziś na terenie dawnej szkoły ślusarskiej Zespół Szkół podaje, jakoby kontynuował tradycje edukacyjne Szkoły Ślusarskiej. Czy kontynuacja polega tylko na korzystaniu z zabytkowego gmachu po wcześniejszym wyburzeniu części budynków? A może powieszenie na jednym z nowych budynków czerwonej tablicy, która niezbyt zgodnie z prawdą informuje, że tu nadal mieści się „Szkoła Ślusarska”? Jedyny ślad dawnych czasów, jaki można znaleźć wśród kompleksu szkolnego, to Muzeum Ślusarstwa i jego otoczenie.

Historia szkoły ślusarskiej jest dobrze znana i opisana. Wspomniane muzeum posiada liczną dokumentacje szkolną od początku jej powstania. Drukiem wydano niektóre sprawozdania działalności szkoły z lat przed I wojną światową. W ostatnich latach pojawiły się dwie prace magisterskie w całości poświęcone szkole: J. Hojna, Cesarsko-królewska Zawodowa Szkoła Ślusarska w Świątnikach Górnych w latach 1887-1918 napisana w 2010 roku oraz P. Dymacz, Szkoła ślusarska w Świątnikach Górnych 1888-2003 z roku 2012. Historię sprzed I wojny światowej szeroko badał Franciszek Batko (m.in. Początki Szkoły Ślusarskiej w Świątnikach Górnych – maszynopis oraz w licznych publikacjach okolicznościowych), a Witold Szczygieł uzupełnił licznymi artykułami. Jeśli dodać do tego jeszcze Świątniki Górne (krótki zarys dziejów) Feliksa Kiryka, Ludzi i wydarzenia Marcina Mikuły oraz Kronikę Świątnik Górnych Elżbiety Miziurowej otrzymamy pełny obraz wydarzeń związanych ze szkołą.

Trzeba jednak przyznać, że większość informacji w poszczególnych opracowaniach pokrywa się ze sobą, a kolejne bazują na poprzednich opracowaniach lub tych samych materiałach źródłowych. Dlatego zdziwiło mnie przy lekturze stenogramów sejmu galicyjskiego, że tak łatwo można było dowiedzieć się o planach budowy szkoły na blisko 20 lat przed ich realizacją, o czym próżno szukać opracowaniach historii szkoły. Skutecznie też pomijano wszelkie głosy krytykujące funkcjonowanie i działalność szkoły w jej pierwszych latach – a takich było niemało. Kazimierzowi Bruchnalskiemu bezustannie przypisuje się dokonania innych, choć całkowicie niepotrzebnie, bo człowiek ten zrobił tak wiele dla Świątnik, że niepotrzebne mu są zasługi innych.

Utworzenie szkoły. Pierwsze plany utworzenia w Świątnikach Górnych zawodowej szkoły pojawiły się na początku lat 70. XIX wieku. Galicyjska Izba Przemysłowo-Handlowa i posłowie sejmu galicyjskiego nie mieli wątpliwości co do celowości utworzenia „wzorowej szkoły i warsztatu”, gdyż było to idealne miejsce do rozwinięcia nowoczesnego ośrodka przemysłu rękodzielniczego – Świątniki razem z okolicznymi wioskami, w których mieszkańcy obeznani byli od pokoleń w sztuce rzemiosła (według ówczesnych wyliczeń w Świątnikach było ok. 700 rzemieślników, a razem z okolicznymi miejscowościami 1500). Aby podźwignąć ich do poziomu technicznego i technologicznego Prus i Austrii należało uaktualnić wiedzę majstrów oraz sprowadzić nowoczesne maszyny i narzędzia. Przedstawiciele rządowych komisji odwiedzali w kolejnych latach Świątniki, pochylali się nad biedą rzemieślników, a tymczasem rząd wciąż nie mógł podjąć ostatecznej decyzji.

Dyskusje galicyjskich polityków opisałem szczegółowo w opracowaniu: Jak posłowie we Lwowie o Świątnikach radzili, gdzie szeroko cytuję wystąpienia posłów w sprawie Świątnik. Największą aktywnością wykazywał się dr Ferdynand Weigel, poseł i członek wspomnianej Izby Przemysłowo-Handlowej. Przewidywano potencjalny koszt 30 000 złr. Najpierw pojawił się termin utworzenia szkoły w 1884 roku. W dniu 1 września 1885 roku c. k. Prezydium namiestnictwa wysłało oficjalne zapytanie (pismo l. 8.593/pr) do Wydziału Krajowego, czy rząd przekaże fundusze na rzecz projektowanej szkoły i w jakiej wysokości. Wydział krajowy odpowiedział 16 kwietnia 1886 roku (l. 20.796) wyrażając taką chęć, ale domagał się konkretnego projektu. W tymże roku Świątniki odwiedziła komisja rządowa na czele z ministrem wyznań i oświecenia Paulem Gautschem von Frankenthurn, który przychylił się pozytywnie do tego projektu (reskrypt z dnia 6 sierpnia 1896 r. l. 8.769). Mając ministerialne poparcie, Prezydium Namiestnictwa wystąpiło w dniu 21 sierpnia 1886 roku (l. 8.439/pr) z wezwaniem skierowanym do rządu do utworzenia szkoły do Wielkanocy w 1887 r. Profesor Hauff (rektor politechniki wiedeńskiej) ocenił konieczne prace i koszty szkoły:

  • koszta nadzwyczajne: pierwsze urządzenia – 6.500 złr (spłata z zysku przyszłego warsztatu miała być rozłożona na 2 lata szkolne);
  • koszta zwyczajne: płace nauczycielskie (dla kierownika – miał nim zostać według propozycji profesora Hauff’ego cudzoziemiec zatrudniony dotychczas w Grazu, 1 nauczyciela i 2 werkmistrzów oraz 1 służącego) – 5.300 złr (drugi werkmistrz miał dojść po drugim roku), zakup pomocy naukowych – docelowo 1.100 złr;
  • w planie miały być także stypendia dla uczniów.

Gmina Świątniki zobowiązała się do znalezienia lokali, jednak jak się okazało przy kolejnych inspekcjach, nie wywiązała się z tego zobowiązania, zapewne nie do końca rozumiejąc potrzeby przyszłej szkoły. Chodziło bowiem o dwa duże lokale na utworzenie warsztatów z kuźniami oraz jedno mniejsze na cele dydaktyczne. Brak porozumienia na linii między gminą i rządem spowodował kolejne opóźnienia1. Urzędnicy zaczęli rozważać potrzebę zbudowania nowych budynków na cele szkoły. Wydział Krajowy mając to na uwadze, zwrócił się do rządu centralnego, aby w całości przejął założenie i utrzymanie szkoły wzorem innych szkół w cesarstwie (l.63.364 z 31 października 1886 roku). W wezwaniu tym dowiadujemy się także, że rokowania z radą gminną w Świątnikach zaowocowały zobowiązaniem zaciągnięcia pożyczki w Banku Krajowym na budowę budynku szkolnego kredytowaną na 20 lat, a także po 100 centnarów cłowych2 rocznie węgla na opał. Wydział poprosił także o oddelegowanie do Świątnik rzeczoznawcę, który miał się rozeznać w sytuacji i podjąć decyzje o lokalizacji szkoły, przy czym dopuszczano możliwość chwilowego korzystania z najmowanych pomieszczeń. Rzeczoznawcą tym został inż. Frydryk A. Majer (Maier). Przedstawiono przed nim następujące zadania:

a) Ma on postarać się o bezzwłoczne dostarczenie według możności jak najodpowiedniejszego lokalu na prowizoryczne pomieszczenie zakładu, dalej studjować kwestyę stanowczego pomieszczenia szkoły i przedłożyć Wys. c. k. Ministerstwu wyznań i oświecenia w przepisanej drodze służbowej wnioski wynikające ze zbadania lokalnego stanu rzeczy, mianowicie co do kwestyi, czy należy wystawić nowy budynek lub czy przez adaptacyę uzyskać można odpowiedni budynek szkolny, przyczem także mają być dołączone kosztorysy.

b) Na podstawie studjów przeprowadzonych co do przemysłu domowego w Świątnikach, ma inżynier Majer ułożyć szczegółowy program urządzenia zakładu, względnie zakupna potrzebnych maszyn, narzędzi, środków naukowych i t. d. przedłożyć ten program za pośrednictwem inspektora Hauffego Wys. c. k. Ministerstwu wyznań i oświecenia do zatwierdzenia, a następnie w miarę dostarczonych środków pieniężnych zarządzić zakupno i przeprowadzić urządzenie zakładu.

c) Dalszem zadaniem inżyniera Majera będzie ułożyć prowizoryczny statut organizacyjny oraz prowizoryczny plan nauki i przedłożyć statut i plan w przepisanej drodze Wys. c. k. Ministerstwu wyznań i oświecenia3.

We wspomnianym powyżej wezwaniu pojawia się nazwisko inż. Kazimierza Bruchnalskiego. Wydziałowi Krajowemu nie przypadła do gustu kandydatura wysunięta przez prof. Hauffego, żeby w krytycznym początkowym okresie działania szkoły funkcję tę sprawował cudzoziemiec nieznający ani języka, ani lokalnych problemów. Wydział Krajowy zlecił rektoratowi politechniki lwowskiej na wytypowanie odpowiedniego kandydata, a ten wskazał na inż. Bruchnalskiego będącego na stanowisku asystenta. Wydział przesyłając do Wiednia swoją kandydaturę, zobowiązał się w razie konieczności opłacić Bruchnalskiemu dodatkowe szkolenie w Wiedniu.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Ministerstwo nie wyraziło sprzeciwu na kandydaturę inż. Bruchnalskiego, jednakże polecono mu udanie się na dodatkowe szkolenie do podobnych szkół w Steyr i Königgrätz (Hradec Králové) oraz do Wiedeńskiego Technologicznego Muzeum Przemysłowego, na co Wydział Krajowy wyasygnował 500 złr. Szkolenia tego typu mieli mieć dodatkowo kolejni kierownicy tej placówki. Plan zajęć miał zostać opracowany na wzór szkoły w Königgrätz z uwzględnieniem lokalnych potrzeb4.

Na posiedzeniu Komisji Krajowej dla spraw Przemysłu Domowego i Rękodzielniczego w dniu 8 czerwca 1887 roku uchwalono szereg istotnych kwestii związanych z założeniem szkoły. Na funkcję przewodnika warsztatów wybrano Bolesława Marynicza, który kształcił się c. k. szkole ślusarskiej w Königgrätz, Komisja przyznała mu zasiłek 100 złr „na zwiedzenie fabryk wyrobów Towarzystwa akcyjnego „Morawia” i innych pracowni ślusarskich w Wiedniu, dla gruntowego przestudyowania wchodzących w ten zakres maszyn specyalnych5. Ponadto zostały już zamówione części do maszyny parowej.

Ministerialny delegat inż. Majer po zbadaniu sytuacji w Świątnikach przesłał sprawozdanie w dniu 26 lipca 1887 roku (l. 37.580) zapraszając dra Weigla, aby zajął się adaptacją budynku. Od września 1887 roku przyłączyli się do niego w Świątnikach Bruchnalski i Marynicz i włączyli się w proces adaptacji lokali.

Ostatnią przeszkodą do pokonania w procesie założenia szkoły było zapewnienie dostawy wody do silnika parowego. Z racji położenia Świątnik na garbie pogórza, konieczne okazało się wykopanie studni głębinowej na 42 metry. Koszty budowy studni wziął na siebie Wydział Krajowy, pomimo tego, że było to zadaniem gminy. Podsumowując ilość prac poczynionych do adaptacji najmowanych świątnickich lokali na potrzeby szkoły, rząd Galicji zaczął brać pod uwagę potrzebę wykupienia od najemców tych posiadłości.

Komisja przemysłowa przychyliła się do wniosku kierownika Bruchnalskiego z 14 maja 1888 roku, aby urządzić przy szkole kurs praktyczny dla majstrów, gdyż jak oszacował, na 500 rzemieślników jest zaledwie 5 majstrów wykwalifikowanych, którzy posiadają nie tylko umiejętności robienia kłódek, ale także innych wyrobów ślusarskich. W zamierzeniu chodziło o skierowanie przemysłu świątnickiego także na wyrób zamków, okuć, zawiasów itp. Komisja przekazała na ręce dra Weigla 500 złr.6

Ponadto, zaczął się powoli kształtować zamysł utworzenia spółki z ograniczoną poręką i wsparciem państwa, która by wzięła na siebie czynności handlowe wyrobów wytwarzanych w warsztatach szkolnych. Stałym opiekunem szkoły, która miała zostać uroczyście otwarta 20 września 1888 roku, został poseł dr Weigel7.

W ten właśnie sposób zakończył się kilkunastoletni proces powstawania szkoły ślusarskiej. Na koniec tego rozdziału chciałbym zaznaczyć, że w niektórych publikacjach pojawia się informacja, że w 1887 roku podpisano akt założycielski szkoły, jednakże brak jest podania źródła tej informacji. W sprawozdaniach komisji przemysłowych i Wydziału Krajowego brak jest informacji o takim akcie. Mimo to w roku 1887 powołano kierownika szkoły i przystąpiono do realizacji tego projektu, natomiast wiek szkoły liczony jest od jej uruchomienia w 1888 roku.

Karta tytułowa pamiątkowej księgi Szkoły Ślusarskiej.

Karta tytułowa pamiątkowej księgi Szkoły Ślusarskiej.

Cel.

Celem c. k. Zawodowej Szkoły jest wykształcenie dzielnych ślusarzy i podniesienie ślusarstwa istniejącego w Świątnikach i w okolicy. Cel ten ma być osiągnięty:

  1. Przez udzielenie systematycznie urządzonej nauki teoretycznej i praktycznej.
  2. Przez użytkowanie maszyn, narzędzi, urządzeń i środków naukowych zakładu ze strony przemysłowców w Świątnikach8.

Zrealizowanie punktu pierwszego odbyło się poprzez urządzenie szkoły zawodowej wraz z warsztatami. Kilka pokoleń i setki absolwentów pracujących w zawodzie świadczą niewątpliwie o osiągnięciu tego zamierzenia. Należy też szkole zapisać podniesienie poziomu technicznego i technologicznego procesu produkcyjnego, a przez to podniesienie konkurencyjności świątnickich produktów.

Instrumentem do wykonania punktu drugiego miała być Spółka Ślusarska. Jednak szkoła wraz ze Spółką Ślusarską nie zrealizowały w pełni zamierzenia wpłynięcia w sposób znaczny na lokalną społeczność. Tę porażkę skutecznie się pomija w historiografii szkoły, a wręcz próbuje się wmówić, że szkoła odniosła na tym polu sukces. A przecież już współcześni mieli świadomość tej porażki, o czym dobitnie świadczą artykuły ze świątnickiej gazetki „Związek Świątnicki”. Szkoła miała zlikwidować monopol kupiecki, poprawić materialny byt świątnickim rzemieślnikom i sprawić, że produkowany towar będzie mógł konkurować z wyrobami austriackimi i pruskimi. Żadnych z tych założeń nie zrealizowała, choć przyczyn było wiele.

O sukcesie całego przedsięwzięcia można by było mówić tylko wtedy, gdyby Spółka porozumiała się z resztą rzemieślników i kupcami w celu utworzenia wspólnego przedsiębiorstwa czy to na zasadzie wspólnego kapitału, czy też stworzenie w Świątnikach zakładu pracy o charakterze fabryki. Takie plany były snute, aczkolwiek blokowały je lokalne spory i kłótnie między ślusarzami a kupcami oraz wewnętrzne między samymi rzemieślnikami.

W świątnickich warunkach wykonanie zamierzeń postawionych przed szkołą było niemożliwe, o czym nie mogli wiedzieć politycy we Lwowie. A czy w ogóle były możliwe do wykonania w innych okolicznościach? Tak i świadczy o tym przykład Sułkowic, gdzie znacznie później, bo dopiero w 1912 roku zawiązano spółkę kowalską, do której nie przystąpiło tylko 3 kowali.

Pieczęć szkolna.

Pieczęć szkolna.

Cesarsko-królewska Zawodowa Szkoła Ślusarska w Świątnikach Górnych (K. K. Fachschule für Schlosserei)

Pierwsza szkoła miała dwie lokalizacje: warsztaty szkolne w parterowej części domu Józefa Słomki (dziś ul. Bielowicza 15) oraz nauki teoretyczne w domu „na Wyspie” (Wstronie). Organizacja szkoły była następująca: szkoła dzieliła się na dwa oddziały – teoretyczno-praktyczn z dwuletnim kursem odbywanym od 15 września do 1 sierpnia oraz pięciomiesięczny praktyczny (doszkalający) dla majstrów. Nauka w latach 1888-1894 trwała 2 lata, ale była możliwość dodatkowego dokształcenia praktycznego się w trzecim roku. Aby uzupełnić skromną wiedzą nabytą w szkole ludowej, szkoła prowadziła także kurs przygotowawczy 10 godzin tygodniowo (język polski, język niemiecki, rachunki i rysunki). Właściwą wiedzę uczniowie nabywali poprzez 16 godzin tygodniowo nauki teoretycznej i 32 godziny praktycznej w każdym roku nauki. Na I roku uczono religii, języka polskiego z korespondencją przemysłową, języka niemieckiego, arytmetyki i rachunków przemysłowych, przedmiotu geometria, rysunki geometryczne i rzutowe oraz zajęcia z elementarnych rysunków odręcznych i kaligrafii. Na II roku odbywały się zajęcia z religii, języka polskiego, języka niemieckiego, rachunków przemysłowych i buchalterii; mechaniki, fizyki i technologii; rysunków zawodowych i rysunków wolnoręcznych. Uczeń po uzyskaniu absolutorium mógł rozpocząć samodzielną pracę lub szukać zatrudnienia jako robotnik w fabrykach.

Dom na Dziale, w którym w latach 1888-1894 urządzone były szkolne warsztaty.

Dom na Dziale, w którym w latach 1888-1894 urządzone były szkolne warsztaty.

Zgodnie ze wcześniejszymi założeniami organizacyjnymi grono nauczycielskie składało się z kierownika, nauczyciela, katechety, dwóch werkmistrzów oraz pomocnika. Pierwszym nauczycielem zawodu, czyli werkmistrzem, został Franciszek Wasserab, a drugim Alfred Wilkicki. Nad zabezpieczeniem interesów szkoły czuwał Wydział Szkolny, czyli 8-osobowe grono wybierane na 3-letnią kadencje, którego przewodniczącym był każdorazowo starosta powiatowy. Pierwszy Wydział liczył wyjątkowo 9 osób, a wśród nich byli: Leon Kurykowski (c.k. starosta wielicki), dr Ferdynand Weigel (zastępca i opiekun szkoły z ramienia Wydziału Krajowego), Tadeusz Baranowski (prezes Izby Handlowej i Przemysłowej w Krakowie), Leon Chrzanowski (poseł), Sławomir Odrzywolski (profesor Państwowej Szkoły Przemysłowej w Krakowie), Józef Sare (nadinżynier Namiestnictwa), Kazimierz Bruchnalski (kierownik szkoły), Wacław Kwiatkowski (komisarz rządowy) i Józef Kotarba (członek rady gminnej). Po pierwszym dwuletnim cyklu nauczania szkoła wykształciła 15 majstrów posiadających wiedzę nie tylko w zakresie wyrabiania kłódek, ale również zamków i okuć.

Franciszek Wasserab (1864-1928).

Franciszek Wasserab (1864-1928).

Wydział Krajowy przyznawał każdego roku stypendia dla uczniów. Dodatkowo 3 stypendia ofiarowała Izba Handlowa oraz indywidualne jak na przykład osobne ufundowane przez posła dra Arnolda Rapaporta h. Porada. Dla zamiejscowych uczniów stypendia fundowały powiaty, z których pochodzili uczniowie. Szkoła była kilkukrotnie wizytowana przez prof. Hauff’a, który w swych sprawozdaniach dla Centralnej Komisji oceniał bardzo wysoko działalność kierownika oraz postępy dydaktyczne szkoły, pomimo ubogich warunków panujących w najmowanych budynkach szkolnych9. Podkreślał także pozytywny wpływ szkoły na lokalną społeczność. Wizytował szkołę także prof. Jan Nepomucen Franke, który do 1892 roku kierował Katedrą Mechaniki i Teorii Maszyn na Politechnice Lwowskiej, a następnie był członkiem Rady Szkolnej Krajowej Galicji dla szkół zawodowych, realnych i przemysłowych.

Jeszcze przed uruchomieniem szkoły w lipcu 1888 roku okazało się, że pracujące maszyny nadwyrężyły jedną ze ścian budynku warsztatów i konieczne było natychmiastowe jej wzmocnienie. 9a

W nocy z 23 na 24 listopada 1889 roku wybuchł w Świątnikach pożar, który strawił zabudowania położone na południowej stronie wzgórza świątnickiego. Same zabudowania szkolne nie ucierpiały, jednak był to potężny cios w materialną stronę życia w Świątnikach oraz w rzemiosło lokalne, gdyż spłonęło kilkadziesiąt domów mieszkalnych, w których ulokowane były warsztaty i kuźnie ślusarskie, a wraz z nimi narzędzia ślusarskie. Bruchnalski nie mógł stać obojętnie wobec takiego nieszczęścia i uruchomił wszystkie swoje kontakty, aby zwiększyć pomoc dla pogorzelców. Zmieniono także plany lokalizacji nowej szkoły tak, aby znalazła się poza gęstą zabudową miejscowości. W 1890 r. zakupiono pole o powierzchni 1,6 morgi. Budynek zaprojektował Józef Sare – nadinżynier i wiceprezydent Krakowa. Prace miały ruszyć w 1891 roku, a szacowany koszt wynosił 30 tys. złr., z czego gmina zobowiązała się przekazać 10 tys. złr. Potrzeby okazały się jednak większe, a możliwości gminy mniejsze i budowa ruszyła dopiero w 1892 roku.

Po zakończeniu każdego roku szkolnego kierownik przesyłał do Komisji Krajowej sprawozdanie z działalności szkoły. W pierwszym sprawozdaniu Bruchnalski zwrócił uwagę na ograniczone możliwości rozwoju szkoły w najmowanych „dwóch niskich domkach włościańskich”, konieczność zapewnienia dla każdego ucznia stanowiska ze śrubstakiem oraz krytycznie odniósł się do stanu dróg łączących Świątniki z Krakowem, co miało według niego kluczowy wpływ na podniesienie się rzemiosła w Świątnikach10. W drugim sprawozdaniu dowiadujemy się o zamówieniach, jakie uzyskała szkoła przy pomocy państwa – kutą żelazną lampę wieczną do krypty Adama Mickiewicza w Katedrze Krakowskiej, a także 12 sztuk okuć do dawnych drzwi i skrzyń (XVII i XVIII wiek) zakupionych w Tyrolu przez inż. Majera11. Wspomnianą lampę zaprojektował prof. Sławomir Odrzywolski, a wykuł Stanisław Kwintowski pod okiem werkmistrza Teodora Pretoriusa, który uczył ślusarstwa artystycznego. Okucia zostały potem zwrócone szkole i stanowiły część muzeum szkolnego. W 1891 roku szkoła dostała również zlecenie wykonania okuć do budowanego schroniska im. Lubomirskiego w Łagiewnikach.

Od roku 1892 Bruchnalski zorganizował na terenie szkoły wspomniane muzeum. W kolejnych latach powiększano zbiory, dokonując zakupów XVII i XVIII wiecznych kłódek, zamków i wyrobów kutych. W 1910 roku muzeum szkolne liczyło już około 200 egzemplarzy. Większość zbiorów ukradli podczas okupacji Niemcy w czasie II wojny światowej.

Zbiory muzeum szkolnego ok. 1911 roku.

Zbiory muzeum szkolnego ok. 1911 roku.

Z dniem 1 kwietnia 1893 roku Namiestnictwo przeniosło Bruchnalskiego do Państwowej Szkoły Przemysłowej we Lwowie.

Wystawa wyrobów metalowych szkoły ślusarskiej we Lwowie z 1894 roku.

Wystawa wyrobów metalowych szkoły ślusarskiej we Lwowie z 1894 roku.

Od roku szkolnego 1894/95 wprowadzono nowy system nauczania i nowy plan lekcji. Nauka odtąd odbywała się przez 4 lata. Poszerzono zakres przekazywanej wiedzy i zrezygnowano z oddzielnego kursu przygotowawczego. Zachowano system 16 godzin nauki teoretycznej i 32 godzin warsztatów. Wykładane przedmioty: rok I (religia, język polski, język niemiecki, rachunki, rysunki, kaligrafia); rok II (religia, język polski, język niemiecki, rachunki, geometria i rysunki geometryczne, rysunki odręczne); rok III (religia, stylistyka przemysłowa polska, język niemiecki, rachunki, nauka o rzutach, fizyka i chemia, rysunki zawodowe, rysunki odręczne); rok IV (religia, stylistyka przemysłowa niemiecka, buchalteria, technologia, rysunki zawodowe, rysunki odręczne). Podczas nauk praktycznych nauczano prac z użyciem narzędzi ręcznych (rok I), prac na tokarkach i heblarkach (rok II), wykonywanie okuć ozdobnych (III rok) i sporządzanie narzędzi i części maszyn (IV rok). Po uzyskaniu absolutorium uczeń potrzebował jeszcze odbyć 1 rok praktyki, aby móc rozpocząć samodzielną działalność lub szukać zatrudnienia w innych zakładach.

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1894 roku.

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1894 roku.

Nowy budynek szkolny oddano częściowo (warsztaty) jesienią 1894 roku, budynek główny podczas ferii zimowych 1895 roku, ale prace wykończeniowe trwały do sierpnia 1896 roku. Szkoła została wyposażona w silnik parowy o mocy 4 KM, prasę ekscentryczną, prasę ręczną, 100 sztanc, tokarnię, wiertarkę, brus do szlifowania, wiatrak Roota, ognisko polne, ognisko murowane z kapą żelazną, pompę dwutłokową, rezerwuar na wodę, 29 śrubstaków, 2 kowadła i nożyce do blachy12. Budynek warsztatów składał się z dużej sali ze stołami ślusarskimi dla uczniów klas pierwszych i drugich. W drugiej hali znajdowały się obrabiarki, w trzeciej mieściła się kuźnia z kilkoma ogniskami kowalskimi i młotem, w czwartej szlifiernia, a w piątej galwanizowano i pokrywano metal niklem, miedzią lub srebrem. W głównym budynku znajdowały się sale wykładowe, izba wypoczynkowa werkmistrzów i muzeum szkolne rzemiosła artystycznego. Na I piętrze budynku szkolnego mieściła się kancelaria dyrektora i jego prywatne mieszkanie. W osobnym pomieszczeniu znajdowała się maszyna parowa, która dawała prąd elektryczny napędzający maszyny warsztatów oraz oświetlający główny budynek. Obok znajdował się zbiornik na wodę dla maszyny parowej, który istniał jeszcze po II wojnie światowej. Szkoła ponadto posiadała centralne ogrzewanie, wodociąg oraz łaźnie z natryskami.

Warsztaty Szkoły Ślusarskiej, rok 1898.

Warsztaty Szkoły Ślusarskiej, rok 1898.

W roku 1899 wyceniono wartość wykonanych prac przez szkołę na 514 tys. złr. Od 1901 roku rozpoczęła działalność Tajna Organizacja Młodzieży.

Od roku 1901 przez następne kilka lat zaczęły się nad szkołą ślusarską zbierać czarne chmury. Było to niewątpliwie związane ze śmiercią dra Weigla. Wobec braku obrońcy i orędownika szkół przemysłowych w Świątnikach i Sułkowicach uaktywnili się przeciwnicy tychże szkół i zaczęli dążyć do ich likwidacji i przeniesienia do Krakowa. Wodą na młyn tych wydarzeń były nieporozumienia mieszkańców Świątnik z władzami szkoły w 1903 roku:

Chcę zwrócić uwagę na szkoły państwowe w Świątnikach i Sułkowicach. Otóż widocznie w tych szkołach muszą być jakieś mankamenta, bo ogół tamtejszych mieszkańców żali się na zarząd tych szkół. Nawet wpłynęła w tym kierunku petycya do Sejmu, gdzie w drastyczny sposób są uwidocznione te wszystkie żale. Przeszło 4.000 robotników w Świątnikach żali się na zarząd tamtejszej szkoły przemysłowej13.

Nieporozumienia były też w Spółce Ślusarskiej, a do Wydziału Krajowego dotarła petycja o przysłanie ministerialnego delegata „celem zbadania stosunku tejże spółki do szkoły ślusarskiej i jej dyrektora Bilygo”. Jak na razie nie udało się ustalić przyczyny tych nieporozumień i raczej nie ma możliwości znalezienia wyjaśnienia w oficjalnych raportach szkolnych, gdyż już wówczas podważano ich wiarygodność:

Do tego czasu dzieje się tak, te dla przekonania się i wykazania pożytku i wydatności tamtejszej szkoły ślusarskiej, bierze się tylko sprawozdania Dyrekcyi, która oczywiście zawsze pisze, że szkoła się pomyślnie rozwija i stoi na takiej wysokości swego zadania, że może konkurować z wyrobami zagranicznemi. Naturalna rzecz, że Dyrekcya inaczej pisać nie może, bo tu chodzi przecież o jej własną skórę. 14

O kłopotach w szkole i Spółce może też świadczyć powstanie w tym czasie w Świątnikach pierwszych małych zakładów zatrudniających po kilku rzemieślników. Inicjatywy te podnosili młodzi absolwenci szkoły, będący w opozycji wobec niepostępowych majstrów skupionych w Spółce Ślusarskiej. Zakłady te zajmujące się m.in. produkcją wykrojników nie odegrały znaczącej roli w przedwojennych Świątnikach, poza pobudzeniem opinii publicznej w planach uprzemysłowienia produkcji świątnickiej.

Kuty gryf umieszczony na narożniku budynku szkolnego, 2008 r.

Kuty gryf umieszczony na narożniku budynku szkolnego spod ręki St. Kwintowskiego, 2008 r.

W roku 1902 dyrektor Bily wprowadził do świątnickiego rzemiosła wyrób specjalnych metalowych portmonetek na bilon, wykonanych z tzw. nowego srebra czyli pakfongu niklowanego (inaczej mosiądz wysokoniklowy będący stopem miedzi, niklu i cynku). Od 1903 roku do nauki wprowadzono techniki wykonywania ozdobnych okien oraz zamków meblowych. W 1904 roku szkoła otrzymała za wyroby uczniów odznaczenie i pochwały. W 1906 roku nauczyciele ze świątnickiej szkoły prowadzili w Krakowie kursy zawodowe dla ślusarzy.

Podręcznik "Technologii mechanicznej" autorstwa Kazimierza Sedlaka (Sułkowice 1905).

Podręcznik „Technologii mechanicznej” autorstwa Kazimierza Sedlaka (Sułkowice 1905).

Stanisław Kwintowski już jako uczeń został zauważony przez Bruchnalskiego, a następnie kształcił się we Lwowie i Linzu i pracował w zakładach przemysłu metalowego w Belgii i Niemczech. Powrócił, aby pracować jako mistrz-artysta i kierownik kuźni. Znany był z niezwykłej umiejętności odkuwania kwiatów z jednego kawałka metalu, czego przykładem jest szkolna brama żelazna wykonana wraz z uczniami w 1911 roku, która zawierała ponad 20 kutych róż (przez lata brama była dewastowana i okradana z bezcennych detali). Brama została zamontowana w kwietniu 1911 roku, a jej wartość wyceniano na 6000 złr. Jako nauczyciel szkoły przepracował blisko 50 lat. Jego wyroby można również podziwiać w różnych miejscach w Świątnikach: wiele kutych krzyży na cmentarzu czy dzwonek w prezbiterium kościoła parafialnego,

Stanisław Kwintowski (1873-1952).

Stanisław Kwintowski (1873-1952).

Brama szkolna, rok 2009.

Brama szkolna, rok 2009.

Ponowne problemy zaczęła odczuwać szkoła pod koniec pierwszej dekady XX wieku. Zawiązało się silne polityczne lobby, które dążyło do likwidacji zarówno szkoły zawodowej w Świątnikach, jak i w Sułkowicach. Na pierwszy plan wysunęła się tu postać dra Antoniego Benisa, sekretarza Izby Handlowo-Przemysłowej w Krakowie, który od 1910 roku nawoływał do jak najszybszego zlikwidowania tych szkół i przeniesienia ich do Krakowa lub Podgórza. Głównym powodem miał być fakt, że szkoła nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Jedność i determinacja całej społeczności świątnickiej, tj. zarówno rzemieślników, jak i kupców, przyniosła pozytywne efekty. W dniu 5 grudnia 1911 roku Rada Szkolna Krajowa na specjalnym posiedzeniu rozważyła wszystkie głosy i uznała zasadność pozostawienia szkoły zawodowej w Świątnikach, jednak nakazała reorganizację szkoły poprzez skrócenie nauki z 4 do 3 lat oraz w przyszłości zmianę profilu na specjalność maszynową z wyłączeniem ślusarstwa budowlanego i artystycznego, które to specjalności miały zostać przeniesione do szkoły w Jarosławiu15. Wniosek o zmianę profilu przedstawił Radzie były dyrektor Bily. Na szczęście zmiana profilu nie została w pełni zrealizowana przed wybuchem wojny.

Świadectwo opisowe ucznia Stanisława Kwintowskiego wystawione przez dyr. Bruchnalskiego w 1891 r.

Świadectwo opisowe ucznia Stanisława Kwintowskiego wystawione przez dyr. Bruchnalskiego w 1891 r.

W związku z planowaną budową nowej szkoły ludowej gmina zobowiązała się przekazać stary budynek szkolny na bursę dla szkoły ślusarskiej. Do budowy nowej szkoły ludowej jednak nie doszło.

Budynek szkoły z kutą bramą, ok. 1911 rok.

Budynek szkoły z kutą bramą, ok. 1911 rok.

W roku 1914 wybuchła wojna. Podczas walk toczonych w okolicach Krakowa budynek szkolny wykorzystywano przez pewien czas na potrzeby wojska (m.in. wojskowy lazaret). Niepoznane dotychczas są kolejne plany rozwojowe szkoły, gdyż zgodnie z preliminarzem budżetowym na rok 1918 szkoła miała otrzymać na zasadzie pożyczki niebagatelną kwotę 54 tys. złr. Czy miało to być związane z powiększeniem zabudowań szkolnych albo budowy bursy szkolnej możemy się tylko domyślać. Z oczywistych przyczyn związanych z klęską Austrii szkoła nigdy tych pieniędzy nie zobaczyła.

Liczba uczniów sukcesywnie rosła. Gdy nauka odbywała się w najmowanych budynkach (od 1888 do 1895) liczba uczniów zwiększyła się od 15 do 34. Wraz z oddaniem nowego budynku w roku szkolnym 1895/96 liczba wzrosła do 43 i w następnych latach aż do wybuchu wojny rosła osiągając wartość 80. Na stałym poziomie była ilość pierwszoroczniaków: przykładowo w  roku szkolnym 1892/93 zapisało się nowych uczniów 31, w 1893/94 – 28 uczniów, w 1894/95 – 30 uczniów. W latach wojny 1914-1918 liczba uczniów zmalała od 40 do 65.

Nauczyciele i pracownicy (opracowane na podstawie Szematyzmów Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskiem na lata 1889-1914 oraz zapisów z Muzeum Ślusarstwa w Świątnikach.

ROK Kierownik Nauczyciele Werkmistrzowie / nauczyciele zawodu* Personel
1889 Bruchnalski Kazimierz Marynicz Baltazar (rysunki odręczne, kaligrafia, zajęcia praktyczne), ks. Karpiński Franciszek (katech.)
1890 Bruchnalski Kazimierz Marynicz Baltazar (rysunki, zajęcia praktyczne), ks. Karpiński Franciszek (katech.), Kościuk (rysunki geometryczne, rachunki, kaligrafia)
1891 Bruchnalski Kazimierz Marynicz Baltazar, Ungeheuer Adam (rysunki, polski, rachunki, teoria), Nadherny Jan (rysunki, niemiecki, geometria), ks. Karpiński Franciszek (katech.)
1892 Bruchnalski Kazimierz Nadherny Jan,  ks. Karpiński Franciszek (katech.), Ungeheuer Adam, Płachciński Nikodem (rysunek geom.) Śluzar Kornel, Wilkicki Alfred
1893 Bruchnalski Kazimierz Nadherny Jan, Płachciński Nikodem, Ungeheuer Adam, ks. Twardowski Ignacy (katech.) Wilkicki Alfred, Wasserab Franciszek
1894 Freud Stanisław Płachciński Nikodem, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wilkicki Alfred, Wasserab Franciszek, Marynicz Bolesław, Lahmer Józef, Śluzar Kornel 2 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż
1895 Freud Stanisław Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik (niemiecki, rachunki), Ungeheuer Adam, ks. Twardowski Ignacy (katech.) Wasserab Franciszek, Ślusar Kornel, Kmiecicki Kazimierz jw.
1896 Freud Stanisław Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Ślusar Kornel, Kmiecicki Kazimierz, Kwintowski Stanisław (kuźnia) 2 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż, 1 sługa pomocniczy
1897 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Ślusar Kornel, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek, Kwintowski Stanisław jw.
1898 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek (ślusarstwo), Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz (ślusarstwo), Godawski Franciszek (toczenie w metalu) jw.
1899 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1900 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Twardowski Ignacy (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 3 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż, 1 sługa pomocniczy
1901 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1902 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1903 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1904 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik, Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1905 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Godawski Franciszek jw.
1906 Bily Karol Płachciński Nikodem, Zagajewski Ludwik (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Karpiński Franciszek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Godawski Franciszek jw.
1907 Bily Karol Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (rysunki), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 4 pomocników werkmistrzów, 1 palacz do maszyny parowej, 1 stróż, 2 słudzy pomocniczy
1908 Bily Karol Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz, Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 4 pomocników werkmistrzów, 2 słudzy pomocniczy
1909 Bily Karol Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1910 Klimko Maryan Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1911 Klimko Maryan Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek 3 werkmistrzów, 1 pomocnik werkmistrza, 2 słudzy pomocniczy
1912 Klimko Maryan Zagajewski Ludwik (prof.), Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, Wołoch Stanisław, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz, Godawski Franciszek jw.
1913 Klimko Maryan Sedlak Kazimierz (prof.), Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz jw.
1914 Klimko Maryan inż. Sedlak Kazimierz (prof.), inż. Kwieciński Maryan, Ungeheuer Adam, ks. Józef Migdałek (katech.) Wasserab Franciszek, Kwintowski Stanisław, Kmiecicki Kazimierz Werkmistrzowie: Bodzoń Alojzy, Bodzoń Piotr, Cholewa Józef, Synowiec Stanisław

* – od 1911 roku dawniejsi werkmistrzowie byli tytułowani jako nauczyciele zawodu, wcześniejsi ich pomocnicy awansowali na werkmistrzów, którzy otrzymali jednego pomocnika.

Kazimierz Sedlak z żoną Marią (z domu Kotarba 'Filamus').

Kazimierz Sedlak z żoną Marią (z domu Kotarba ‚Filamus’).

Dyrektorzy:

  • Inż. Kazimierz Bruchnalski (1887-1893) – wcześniej asystent Politechniki Lwowskiej, uczył technologii i niemieckiego.
  • Stanisław Freund (1893-1894) – pracownik Uniwersytetu Jagielońskiego, uczył technologii i niemieckiego.
  • Inż. Karol Bily (1894-1910) – z pochodzenia Czech, uczył nauk przyrodniczych i technologii;
  • Inż. Marian Klimko (1910-1918) – oficer rezerwy Marynarki Wojennej, przedsiębiorca, uczył fizyki, chemii, budowy maszyn.
Pieczęć szkolna.

Pieczęć szkolna.

Państwowa Zawodowa Szkoła Ślusarska (1918-1939)

Dyrektorzy:

  • Kazimierz Sedlak (1918-1920)
  • Marian Kwieciński (1920-1925)
  • Fryderyk Klementys (1925-1939)

Od września 1922 roku okres nauki w PZSŚ trwał 3 lata. Przedmioty nauczania podzielono na ogólne, pomocnicze i zawodowe. Z przedmiotów ogólnych uczono: religię, język polski, korespondencję zawodową, krajoznawstwo i geografię gospodarczą Polski oraz gimnastykę na roku I; religię, język polski i gimnastykę na roku II i religię, ustrój Polski, gimnastykę oraz higienę ogólną i zawodową na roku III. Przedmiotami pomocniczymi były rachunki oraz fizyka z chemią na roku I, rachunki na roku II i ogólne zasady kalkulacji i rachunku zawodowego na roku III. Przedmioty zawodowe to materiałoznawstwo, rysunek odręczny oraz geometria, rysunek geometryczny i rzuty na roku I, technologia, maszynoznawstwo, ślusarstwo budowlane, rysunek odręczny, rysunek zawodowy oraz geometria, rysunek geometryczny i rzuty na roku II i technologia, maszynoznawstwo, elektrotechnika i rysunek zawodowy na roku III. Łącznie nauka teoretyczna zajmowała 21 godzin tygodniowo na roku I, 20 godzin na roku II i 14 godzin na roku III. Nauka praktyczna obejmowała na roku I 24 godziny tygodniowo ślusarni i kuźni, 24 godziny ślusarni, kuźni i obrabiarek na roku II i 32 godziny ślusarni, kuźni i obrabiarek w ostatnim roku zajęć. Dla osób spoza Świątnik funkcjonowała bursa (internat) w domu Stanisława Dziewońskiego (budynek Urzędu Miasta i Gminy na ul. Bruchnalskiego 15) – budynek ten odkupiono od Spółki Ślusarskiej, a następnie dobudowano piętro, na którym zamieszkali uczniowie pod opieką Franciszka Batki (seniora). Uruchomienie bursy było jednym z warunków dalszego funkcjonowania szkoły.

Szkolne muzeum w 1928 r.

Szkolne muzeum w 1928 r.

Liczba uczniów szkoły cały czas sukcesywnie rosła: od 64 w roku szkolnym 1918/19 do 96 1936/37. Nagły wzrost nastąpił w ostatnich latach przedwojennych – w roku 1937/38 uczniów było 130, a w roku 1938/39 było ich 144. Ponieważ chętnych do szkoły było tak wielu, szkoła musiała organizować egzamin wstępny. Ciągły wzrost liczby uczniów świadczy o progresywnym rozwoju szkoły i organizacji nauczania przy jednoczesnym zachowaniu standardów wyniesionych z czasów austriackich. Przy takiej ilości uczniów szkoła musiała zapewne pracować w trybie zmianowym, gdyż sam budynek był przygotowany na 50 uczniów.

Kompleks budynków szkolnych w 1932 r.

Kompleks budynków szkolnych w 1932 r.

Nauczyciele uczący z tym czasie w szkole: ks. Migdałek (religia), St. Fyda (polski, niemiecki, rachunki), inż. Marian Kwieciński (kaligrafia, chemia i fizyka, geometria, arytmetyka, rysunki), Franciszek Wasserab (ślusarstwo), Kazimierz Kmiecicki, Stanisław Kwintowski (kowalstwo), Piotr Bodzoń (toczenie w metalu), inż. Marian Klimko (rysunek, ślusarstwo, technologia), ks. Zwardoń (religia), Fryderyk Klementys (kalkulacje), Feliks Słomka (elektrotechnika), Franciszek Batko (senior – ustrój Polski, gimnastyka), dr Franciszek Bielowicz (higiena), Trojan (rysunek zawod.), Stanisław Popczyński (ślusarstwo), Olekniewicz (kowalstwo).

Państwowa Szkoła dla Przemysłu Metalowego (Staatliche Handwerkerschule für Metallgewerbe)(1939-1945)

Dyrektor: Fryderyk Klementys

W okresie okupacji do roku 1944 szkoła funkcjonowała bez większych przerw. Nadal okres nauki trwał 3 lata, a był to zarazem maksymalny czas nauki w ponadpodstawowych szkołach, w jakich Polacy mogli uczyć się podczas wojny. Zredukowano liczbę godzin nauczania, a z rozkładu zajęć zniknęły przedmioty zakazane przez okupanta. Do szkoły powrócił narzucony język niemiecki. Uczniowie nie pozostali jednak bez możliwości zdobywania zakazanej wówczas wiedzy, gdyż nauczyciele w domach prywatnych nauczali języka polskiego, historii oraz geografii.

Wiosną 1944 zajęcia zostały przerwane, gdyż budynek szkolny i jego zaplecze miały odtąd służyć jako warsztaty remontowe dla pojazdów. W głównym budynku zostali skoszarowani żołnierze węgierscy, sojusznicy faszystowskich Niemiec. Do pomocy przy pracach warsztatowych Węgrzy zatrudnili wielu lokalnych majstrów i absolwentów szkoły. Ponieważ wielu z nich współpracowało z miejscowym ruchem oporu (AK i PPS) prace w warsztatach remontowych były sabotowane, ale sami Węgrzy niespecjalnie się tym przejmowali. Węgrzy złożyli zapotrzebowanie do władz Generalnej Guberni o dostarczenie z Krakowa linii wysokiego napięcia. Wniosek zaopiniowano pozytywnie i przystąpiono do budowy sieci. Pod koniec sierpnia 1944 roku zbliżający się front walk zmusił Niemców do przeniesienia warsztatów w głąb Rzeszy i zwrócono szkole budynki. Prace nad elektryfikacją zakończyły się przed nadejściem zimy i przez krótki czas szkoła i jej okolica otrzymała nowe źródło energii. W dniu 22 stycznia 1945 do Świątnik wkroczyła Armia Czerwona.

Dyrektor szkoły Fryderyk Klementys był blisko związany z działalnością ruchu oporu – więcej o tym w artykule: A więc wojna!

Państwowe Męskie Gimnazjum Mechaniczne (1945-1950)

Dyrektorzy:

  • Fryderyk Klementys (1945-1949)
  • Franciszek Borkowski (1949-1950)

Po wojnie we wrześniu 1945 roku szkoła kolejny raz zmieniła nazwę. Zachowano 3-letni okres nauki oraz podział przedmiotów nauki teoretycznej na przedmioty ogólne, pomocnicze i zawodowe. Uczono z przedmiotów ogólnych: religię, język polski, język rosyjski, historię ogólną, geografię gospodarczą Polski gimnastykę, śpiew, ustrój Polski, PW SP, higienę ogólna i zawodową; z przedmiotów pomocniczych: rachunki, fizykę, chemię, zagadnienia społeczno-wychowawcze i naukę o społeczeństwie; z przedmiotów zawodowych: rysunek zawodowy, technologię, maszynoznawstwo. Zajęcia praktyczne odbywały się w wymiarze godzin: 18 na roku I i II oraz 21 godzin na roku III.

Władze PRL nie mogły do końca zdecydować się co do przeznaczenia szkoły stąd też i w następnych latach częste zmiany nazwy i profilu. Na terenie szkoły funkcjonowały także jednocześnie dwie szkoły. W pierwszych latach nastąpił znaczny przypływ młodzieży chętnej do nauki zawodu (do 240 uczniów) co oznaczało organizowanie nauki na zmiany.

Świadectwo złożenia egzaminu na czeladnika.

Świadectwo złożenia egzaminu na czeladnika.

Państwowe Liceum Mechaniczne I stopnia (1950-1952)

Dyrektor: Franciszek Borkowski (1950-1952)

Okres nauki pozostał bez zmian. Nieznacznie zmienił się sam program nauczania, a w szczególności: przedmioty ogólne: religia, język polski, język rosyjski, nauka o przedsiębiorstwie, geografia gospodarcza Polski, gimnastyka, historia Polski, PW SP, higiena ogólna i zawodowa, biologia, śpiew i nauka o społeczeństwie; przedmioty pomocnicze: rachunki, fizyka; przedmioty zawodowe: technologia, materiałoznawstwo, maszynoznawstwo, rysunek zawodowy. Nie zmienił się program zajęć praktycznych.

Technikum Mechaniczne (1950-1954) – szkoła o kierunku obróbka i skrawanie.

Dyrektor: Franciszek Borkowski (1950-1954)

Zasadnicza Szkoła Metalowa (1952-1959)

Dyrektorzy:

  • Franciszek Borkowski(1952-1957)
  • Jan Matys (1957-1958)
  • Jan Chmiel (1958-1959)

Była do 2-letnia szkoła o specjalności tokarz, ślusarz maszynowy i ślusarz narzędziowy. Nauczano z przedmiotów ogólnych: język polski, język rosyjski, nauka o przedsiębiorstwie, gimnastyka; z przedmiotów pomocniczych: rachunki i fizyka; z przedmiotów zawodowych: technologię, materiałoznawstwo, rysunek zawodowy i technologię. Na roku I odbywało się 18 godzin tygodniowo warsztatów, a na roku II – 21 godzin.

Zasadnicza Szkoła Zawodowa (1959-2000)

Dyrektorzy:

  • Jan Chmiel (1959-1969)
  • Kazimierz Cholewa (1969-1990)
  • Krystyna Matys (1990-1997)
  • Henryk Kisiel (1997-1999)
  • Tadeusz Nowak (1999-2000)
Szkoła ślusarska z warsztatami – lata 70. XX wieku.

Szkoła ślusarska z warsztatami – lata 70. XX wieku.

Do końca swojej działalności była to 3-letnia szkoła. Program nauki zmieniał się w czasie. W latach 60. były to przedmioty ogólne: język polski, język rosyjski, gimnastyka, higiena ogólna i zawodowa, nauka o przedsiębiorstwie; przedmioty pomocnicze: rachunki, fizyka i nauka o społeczeństwie; przedmioty zawodowe: technologia, materiałoznawstwo, rysunek zawodowy, maszynoznawstwo ogólne, elektrotechnika.

Absolwenci szkoły bez problemu znajdowali zatrudnienie w zakładach pracy m.in. w Zakładzie im St. Szadkowskiego w Krakowie oraz Mostostal – Zabrze, a od 1961 roku głównie do Huty im. Lenina. Huta zresztą bezpośrednio kontaktowała się z władzami szkoły i słała listy gratulacyjne za dobrze wykwalifikowanych absolwentów. Władze huty dodatkowo fundowały uczniom szkoły stypendia. Liczba uczniów w latach 60. przekraczała 230.

W 1976 roku dobudowano halę obróbki ręcznej z zapleczem socjalnym. Szkoła była finansowana z Urzędu Miasta Krakowa. Warsztaty szkolne stanowiły jednocześnie zakład produkcyjny elementów metalowych – świeczniki, lampy, ogrodzenia czy bramy. Ściśle współpracowała szkoła z zakładem «Befaret» z Bielska-Białej, dla którego warsztaty wykonywały zamówione elementy.

Na obchodzone w 1979 roku 90-lecie szkoły Ministerstwo Oświaty przyznało medal Komisji Edukacji Narodowej. Ponadto szkoła otrzymała patrona w postaci Stanisława Staszica, a Koło Absolwentów ufundowało pamiątkowy sztandar. Wybito pamiątkowe medale okolicznościowe, a w uroczystościach wzięło udział blisko 500 absolwentów. Niemniej hucznie obchodzono 100-lecie szkoły: Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego przyznał Złotą Odznakę ZNP, wybito pamiątkowe medale i urządzono wystawę pamiątek szkoły.

Od roku 1983 obowiązywał program nauczania zajęć praktycznych P-41304-12/82 na specjalności tokarz i ślusarz.

Warsztaty szkolne.

Warsztaty szkolne.

Po upadku PRL i nastaniem problemów krakowskiej huty zakończyła się współpraca z tą instytucją. Wiązało się to również z utratą dotacji i stypendiów. Kuratorium w 1990 roku również nie miało pieniędzy na szkołę. Od zmiany ustroju zmianie uległ też system nauczania. Na drugim roku uczniów dzielono na specjalności tokarza i mechanika maszyn i urządzeń przemysłowych. Powstała również pracownia stolarska. Próbowano stworzyć kierunek rzemiosła artystycznego – na pierwszym roku jako kółko zainteresowań, a na drugim jako specjalność: ślusarz wyrobów artystycznych. Kolejnym pomysłem był profil sprzedawca, który miał przyciągnąć głównie dziewczyny.

Sukcesywnie spadało jednak zainteresowanie samą szkołą wśród młodzieży. O ile wcześniej większość młodych wybierała kształcenie techniczne i zawodowe, to w latach 90. młodzież wolała szkoły ogólnokształcące. Do szkoły przylgnęła też niezbyt pochlebna nazwa „śluska”. Osobiście pamiętam określenie z końca lat 80. jednego z pedagogów szkoły podstawowej, który przestrzegał, że jak ktoś się nie będzie uczył, to będzie musiał „iść do śluski”.

Po roku 1997 obowiązek finansowania szkoły spadł na nowo utworzony powiat krakowski. Powiat nie miał jednak funduszy na konieczne remonty gmachu szkolnego. Wówczas władze gminy zaproponowały wzięcie na siebie obowiązków utrzymania szkoły. W 1999 roku gmina postanowiła urządzić w zabytkowym gmachu szkoły gimnazjum. Usunięto kutą tablicę z nazwą szkoły i wyrzucono na śmietnik, a w miejsce jej zamocowano tablice gimnazjum. Zburzono zabytkowe warsztaty z XIX-wieczną kuźnią, które przeszkadzały władzom gminy w rozbudowie kompleksu szkolnego. Zabytkowe maszyny gmina sprzedała lokalnym rzemieślnikom – część z nich wróciła do Muzeum Ślusarstwa.

Zespół Szkół im. Biblioteki Polskiej w Paryżu.

Dyrektorzy:

  • Antoni Jędrzej, Jacek Zawada (2001-2003)
  • Barbara Chrobaczyńska (2003-2012)
  • Danuta Staszczak (2012-)

Utworzony zespół szkół składał się z gimnazjum, liceum profilowanego i szkoły zawodowej. Dla szkoły ślusarskiej gwoździem do trumny była likwidacja warsztatów szkolnych. Na terenie ich zaplanowane bowiem zostały dalsze budynki szkolne, w tym sala gimnastyczna. Pozbawienie szkoły warsztatów i kierowanie uczniów do „najbliższych warsztatów w Krakowie” zalatuje komizmem rodem z filmu Barei. Skoro uczeń miał jeździć do Krakowa na warsztaty, to równie dobrze mógł i tam jednocześnie zdobywać wiedzę teoretyczną o potencjalnie wyższym standardzie. W latach 1999-2001 dowożono uczniów na warsztaty do Krakowa na ul. Skrzyneckiego.

Jednocześnie od momentu utworzenia zespołu szkół władze szkolne faktycznie starały się odradzać zapisy do szkoły ślusarskiej chętnej młodzieży. Aby kierunek mógł być reaktywowany, konieczne było 25 osób chętnych. W 2003 roku zakończyły naukę ostatnie klasy i zaprzestano kształcić uczniów w szkole ślusarskiej.

Wiosną 2013 roku władze gminy i szkoły zdecydowały się na ponowne otwarcie rekrutacji do szkoły zawodowej. Pytanie, jakie należy postawić, brzmi czy przywrócenie szkoły ślusarskiej związane będzie z jednoczesnymi planami rozwoju rzemiosła w gminie. Jaki cel będzie miała szkoła? Ludzie tacy jak Weigel czy Bruchnalski mieli w zamierzeniu oddziaływanie na lokalne rzemiosło i w pewnym stopniu ten plan zrealizowali. Do II wojny światowej absolwenci szkoły znajdowali pracę głównie w Świątnikach i okolicach, a emigrowała stosunkowo niewielka liczba osób. Po wojnie do roku 1990 wzrosła liczba emigrantów zarobkowych (Nowa Huta, Śląsk), ale lokalny rynek wciąż potrzebował pewną liczbę pracowników – „Metalozabawka”, Spółdzielnia Pracy „Przyszłość” oraz prywatni rzemieślnicy zrzeszeni w Spółdzielni „Krakus”. W ostatnich latach jednak znacznie spadła liczba indywidualnych rzemieślników, ale funkcjonuje jeszcze kilka większych zakładów produkcyjnych. Jaki zatem charakter ma mieć ta 3-letnia szkoła z praktyką w prywatnych zakładach pracy, odpowiedzi dostarczy czas. Życzyłbym sobie i ewentualnym uczniom jednak tego, żeby pomysł reaktywacji szkoły pomyślany był z troską o nauczenie tych młodych ludzi zawodu zapewniającego prace, a nie był tylko okazją do obchodów 125-lecia szkoły.

Spółka Ślusarska (1888-1939). Aby szkoła zawodowa spełniła postawione przed nią zamierzenia, konieczne było utworzenie lokalnej spółki rzemieślników. Pierwsze plany powstały już w latach 1884-1886, kiedy uznano, że musi powstać szkoła, warsztaty i spółka produkcyjno-magazynowa. Inicjatywę tę podnieśli posłowie dr Weigel i ks. dr Kopyciński16. Powołany na dyrektora szkoły w 1887 roku Bruchnalski otrzymał polecenie zawiązania w Świątnikach spółki.

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

System pracy w Spółce nie różnił się niczym w stosunku do kupieckiego systemu produkcyjnego. Rzemieślnik kupował materiał od Spółki, jedynie część prac wykonywał na maszynach w warsztatach szkolnych, natomiast cała ręczna obróbka nadal wykonywana była w przydomowym warsztacie. To czy rzemieślnik sprzedał swój towar Spółce, kupcowi czy samemu zależało już tylko od niego. Nie było żadnych rygorów i zobowiązań pracy poza wewnętrznymi umowami, które musiały funkcjonować przy wielkich zleceniach. Brak wizji ufabrycznienia Spółki był istotnym hamulcem w rozwoju rzemiosła świątnickiego, które miało szanse jeszcze przed I wojną światową rozpocząć ten nowoczesny typ produkcji. I tak się miało stać, że przełomu produkcyjnego dokonała nie Spółka, a w głównej mierze absolwenci szkoły.

Nie oznacza to jednak, że spółka poza technologią, nie wprowadziła istotnych zmian na świątnicki rynek wytwórczy. Przede wszystkim ustanowiła całoroczną stałość cen, czego większość kupców nie praktykowała. Pojawiła się też możliwość uzyskania premii w postaci rocznej dywidendy o wartościach 30-50 złr, pod warunkiem, że Spółka wypracowała zysk. Kupcy byli zmuszeni zatem do podobnych kroków i zmiany podejścia do rzemieślników, aby ci nadal dla nich pracowali. Jednym z dużych osiągnięć Spółki było opracowanie i opatentowanie specjalnego stopu stali „Delta”. W skład jego wchodziły: miedź, cynk, żelazo i mangan. Cechował się on znaczną odpornością na wilgoć, wodę słoną i kwaśną.

Należy wspomnieć o specyficznych relacjach, jakie łączyły kupców i rzemieślników i wybiegały znacznie ponad sprawy finansowe i materialne. Współpraca rzemieślnika z kupcem łączyła nie tylko tych dwoje, a także całe ich rodziny, często przechodząc na kolejne pokolenie. Tak jak w każdej społeczności, w której funkcjonowały dwie różne pod względem zamożności klasy społeczne, mniej zamożni (rzemieślnicy) szukali oparcia i wstawiennictwa u tych drugich (kupcy). Z tymi relacjami społecznymi Spółka nie mogła konkurować. A wręcz przeciwnie, gdyż wszelkie negatywne relacje między kupcami i rzemieślnikami były niczym w porównaniu z wewnętrznie skłóconym środowiskiem rzemieślników. Zazdrość, zawiść, wieloletnie spory między rodzinami oraz wewnątrzrodzinne uniemożliwiały dalszy rozwój Spółki i niweczyły plany ogólnoświątnickiej współpracy produkcyjnej.

Dyplom wyróżnienia dla Spółki Ślusarskiej w Świątnikach z wystawy we Wiedniu w 1890 r.

Dyplom wyróżnienia dla Spółki Ślusarskiej w Świątnikach z wystawy we Wiedniu w 1890 r.

Początkowy kapitał wynosił 4 złr 21 c. Pierwszym prezesem Spółki został Stanisław Bodzoń (Zuberek), dyrektorem technicznym Kazimierz Bruchnalski, a długoletnim sekretarzem Józef Bujas17. Niewiele zachowało się z personaliów władz spółki. Związek Świątnicki wspomina o Tadeuszu Kotarbie, jako przewodniczącym Rady Nadzorczej Spółki do 1912 roku. W sprawę utworzenia spółki zaangażował się proboszcz ks. Karpiński, będąc jednym z pierwszych ofiarodawców. Z uzbieranych funduszy zakupiono w pierwszej kolejności parterowy murowany dom po matce Stanisława Słomki (Jonoska), w którym mieści się obecnie Urząd Miasta i Gminy (ul. Bruchnalskiego 15). Tam w każdą sobotę rzemieślnicy przynosili wykonane przez siebie produkty i mogli nabywać w znajdującym się w zachodniej części parteru sklepie materiały oraz produkty spożywcze. W niedzielę natomiast do siedziby spółki przychodzili darczyńcy.

Członkowie Spółki Ślusarskiej prezentują maszynę parową. Rok 1894.

Członkowie Spółki Ślusarskiej prezentują maszynę parową. Rok 1894.

Spółka Ślusarska do I wojny światowej była cały czas dotowana przez państwo i miała zagwarantowane otrzymywanie większych zamówień rządowych – koleje, Poczta i Telegrafy, wojsko (artyleria) i więziennictwo. Poza tym Spółka podobnie do rodzin kupieckich miała także ofertę sprzedaży hurtowej kłódek (na tuziny). Zachowało się niewiele cenników w języku niemieckim, co może świadczyć, że nie stanowiło to główny cel Spółki.

Dyplom dla Spółki Ślusarskiej z wystawy we Lwowie, rok 1894.

Dyplom dla Spółki Ślusarskiej z wystawy we Lwowie, rok 1894.

W 1912 roku Spółka zaczęła odczuwać skutki powiązań finansowych z państwem. Problemy militarne w Bośni i Hercegowinie na długi czas zamroziły ulokowane w tym regionie przez Spółkę fundusze, co spowodowało ograniczenie do 50% obrotu pieniędzmi i konieczność nawet 3 krotnego zaniżania wartości produkowanych towarów, co oczywiście wywołało fale niezadowolenia członków Spółki.

Sytuacja Spółki po I wojnie światowej uległa istotnej zmianie. Po pierwsze odradzające się państwo nie kontynuowało finansowego wsparcia Spółki, która mogła liczyć jedynie na prywatnych darczyńców. Powstałe w latach dwudziestych zakłady produkcyjne szybko uzyskały przewagę techniczną i technologiczną. Trapiona problemami finansowymi Spółka była zmuszona zawieszać działalność w latach 1932-1937, a także pozbyć się swoich nieruchomości – zlicytowano budynek siedziby spółki, który zakupił Stanisław Dziewoński w zamierzeniu pod bursę szkolną. Po rozpoczęciu okupacji niemieckiej w 1939 roku Spółka została ostatecznie rozwiązana tak, jak wszystkie polskie stowarzyszenia i organizacje. Po wojnie nie doszło do kolejnego wznowienia działalności.

Liczba członków dość mocno się wahała: 140 (1891 r.), 150 (1893 r.), 92 (1906 r.), 135 (1909 r.).

Najważniejsze daty z działalności Spółki Ślusarskiej:

1890 – dyplom wyróżnienia na wystawie w Wiedniu,

1891 – zamówienie na 500 kłódek wertheimowskich,

1893 – kapitał zakładowy 4,5 tys. złr.

1894 – srebrny medal na Powszechnej Wystawie Krajowej we Lwowie,

1897 – spółka zwolniona z podatków państwowych na kolejne 10 lat,

1898 – Wydział Krajowy udzielił pożyczki oprocentowanej na 3% na sumę 3 tys. złr.

1912 – subwencja na 6 tys. złr na zakup maszyn pomocniczych z Urzędu Popierania Przemysłu we Wiedniu18,

1912 – problemy finansowe – zamrożenie ulokowanego na Bałkanach kapitału spółki,

1914-1918 – zawieszenie działalności,

1932-1937 – zawieszenie działalności,

1939 – rozwiązanie spółki.

O Spółce Ślusarskiej zwykło się pisać w podobnym tonie, co o samej szkole, czyli w samych ogólnikach i superlatywach. Poniżej przedstawiam najczęściej poruszane sprawy:

  1. Pierwsza spółka produkcyjna w Galicji – PRAWDA. Instytucje takie funkcjonowały już w Austrii, w Czechach czy na Węgrzech, ale prawdopodobnie była to pierwsza taka społeczna organizacja19.
  2. Spółka powstała z inicjatywy Bruchnalskiego – FAŁSZ. Inicjatywę utworzenia spółki podniósł dr Weigel i ks. dr Kopyciński już w 1884 roku, kiedy jeszcze faktycznie kwestie istnienia szkoły leżały w dysputach posłów i obietnicach Wiednia. Wraz z materializowaniem się tych zamierzeń sprawa spółki była już nieodłącznie związana ze szkołą. Przed Bruchnalskim postawiono zadanie nie tylko utworzenia szkoły, ale i namówienia lokalnych rzemieślników do przystąpienia do Spółki. Jego zasługi są w wykonaniu, przynajmniej częściowym, tychże zamierzeń. Niestety w historiografii Świątnik zwykło się wszystkie zasługi związane ze szkołą przypisywać Bruchnalskiemu, zapominając całkowicie o innych. O tym, że inaczej niż dziś, patrzono na to wówczas, świadczy ten cytat ze Związku ŚwiątnickiegoZałożona w r. 1888 Spółka ślusarska przez Wydział krajowy i szkołę ślusarską […]20.
  3. Bruchnalski był prezesem Spółki – FAŁSZ. Kazimierz Bruchnalski pełnił funkcję dyrektora technicznego spółki, ale nie był jej prezesem. Prowadził kasę i zajmował się sprawami administracyjnymi. Pierwszym prezesem był Stanisław Bodzoń (Zuberek).
  4. Spółka konkurowała z kupcami – FAŁSZ. Spółka realizowała w dużej mierze wielkie rządowe i krajowe zamówienia, natomiast kupcy mieli „swoje” ściśle określone w cesarstwie regiony, gdzie handlowali i pojawienie się Spółki nie ograniczyło ich terytoriów. Jedynie lokalnie spółka i kupcy konkurowali o rzemieślników, aby pracowali dla nich. Ponieważ jednak liczba członków Spółki była na jednym poziomie przy dość znacznym wzroście liczby ślusarzy, miało to znaczenie głównie w okresie początkowym spółki.
  5. Spółka była monopolistą – FAŁSZ. Liczba członków dochodziła do 150, podczas gdy w samych Świątnikach rzemieślników w latach 80. XIX wieku było ok. 700, a w 1910 roku już 1484 osób21. Rodzin kupieckich było zaledwie kilka, więc jakkolwiek by nie liczyć, nadal więcej rzemieślników pracowało dla kupców czy nawet na pojedynczego kupca niż dla Spółki.
  6. Spółka zapewniała wysokie zyski członkom – FAŁSZ. A właściwie zdanie mocno na wyrost. Z dostępnych badań m.in. Kwaśniewicza wynika, że do 1914 roku Spółka wypłacała nieznacznie większe wynagrodzenie od kupców. Jednak kupcy bojąc się, żeby Spółka nie przejęła pracujących dla nich rzemieślników, również podnieśli dla nich wynagrodzenia i starali się wyrównać do poziomu Spółki. Spółka stanowiła istotne źródło dostaw materiału i również na tym polu kupcy musieli zmienić swoje podejście i inaczej wyceniać surowce. Uzyskanie większych zarobków nie było możliwe wobec panującego kryzysu ekonomicznego w cesarstwie związanego z problemami przemysłu metalowego.
  7. Spółka doskonale prosperowała – FAŁSZ. Najczęściej w publikacjach podawane są tylko zyski Spółki, które owszem nie były małe, ale w ogóle nie wspomina się, że Spółka cały czas była zadłużona na preferencyjnym rządowym kredycie. Zadłużenie w 1909 roku wynosiło już ponad 20 tys. złr, a otrzymała kredyt na kolejne 10 tys. złr. Co prawda sporą sumę stanowił wyprodukowany towar, ale żeby utrzymać płynność przedsiębiorstwa potrzebne były kredyty. Może trochę dziwić, że choć Spółka zwolniona była od podatków i dostawała co chwile duże zastrzyki gotówki w postaci pozyczek, to nie była w stanie wypracować większych zysków.

Tajna Organizacja Młodzieży (1901-1914). Pomimo panujących względnych swobód narodowościowych w Galicji państwowa szkoła ślusarska nie mogła jawnie wspierać ruchy patriotyczne. Młodzież postanowiła sama wziąć sprawy w swoje ręce i zawiązała tajną organizację. Pierwsze zebranie uczniów odbyło się 1 listopada 1901 roku w domu ojca jednego z uczniów, a równocześnie wójta świątnickiego, Wojciecha Kotarby. Ułożono program działalności stowarzyszenia, w którym zobowiązano się do cotygodniowego spotkania, na którym planowano dokształcać się w historii Polski, śledzić bieżące wydarzenia społeczne i polityczne poprzez czytanie prasy polskiej takich jak Polak Wojciecha Korfantego, Tekę, czy Przegląd Wszechpolski Romana Dmowskiego. Dyskutowano także o wybranych zagadnieniach naukowych. Prowadzono kasę na ewentualne potrzeby niesienia pomocy członkom stowarzyszenia. Wybrano na naczelnika Jana Jaworskiego, a tzw. Wydział tworzył naczelnik z trzema innymi uczniami: Janem Stecem, Stanisławem Kozłowskim i Chudibą. Każdy z członków składał przysięgę przed naczelnikiem, a w sumie złożyło ją jeszcze 19 członków. Stowarzyszenie podzieliło się na 3 „kółka”, a na czele każdego stał „starszy kółka”. Założono także własną bibliotekę, której początek dał Stanisław Kotarba pseud. „Osti Eri”

W roku 1902 zmieniono program stowarzyszenia i nazwę na „Koło Samokształcenia im. Tadeusza Kościuszki”. W programie spotkań pojawiły się opowiadania historyczne (głównie z okresu zaborów m.in. powstań narodowych) i referaty z czasopism oraz wspólne ich omawianie. Nawiązano również kontakt z delegatami z Krakowa (byli to uczniowie szkoły realnej lub studenci) W roku szkolnym 1902/03 wybrano naczelnikiem Steca. Usunięto część nieaktywnych członków. Na 3 Maja zamówiono mszę o 6 rano u katechety szkolnego ze składek towarzystwa. W roku 1903/04 naczelnikiem był Władysław Górecki, a liczba członków wynosiła 14. Zaczęto prenumerować wychodzące we Lwowie czasopismo Ojczyzna. Pomimo braku kontaktu z delegatem z Krakowa w roku szkolnym 1904/05 po przewodnictwem Tatara udało się utrzymać organizację liczącą 12 członków. W roku 1905/06 doszło do częściowej dekonspiracji towarzystwa, gdy jeden z uczniów szkoły dowiedział się o tej organizacji i zaczął się tą informacją dzielić z innymi. Udało się na szczęście powstrzymać dalsze rozpowszechnienie tej informacji. Wprowadzono do porządku spotkań czytanie literatury polskiej, jednak 9 członków zaniechała z tego powodu dalszego uczestnictwa w organizacji. Dzięki współpracy z o. Honoratem Jedlińskim OFM, który zastępował chorego proboszcza ks. Karpińskiego, 17 lipca 1906 roku odbyła się śpiewana msza za dusze poległych Polaków wraz z występem chóru.

W roku 1906/07 doszło do reformy „Koła” dzięki współpracy nowego naczelnika Franciszka Rutkowskiego (po I wojnie był nauczycielem zawodu w szkole ślusarskiej) ze słuchaczem prawa na UJ Janem Dębskim (późniejszy doktor prawa, zamordowany w Auschwitz). Dyrektor Bily po raz pierwszy zezwolił na uczczenie święta narodowego 3 Maja z uroczystą mszą odprawioną przez nowego proboszcza ks. Migdałka. Dotychczas bowiem władze szkolne w osobie czeskiego dyrektora nie były przychylne manifestowaniu polskością przez uczniów i przy okazji pamiętnych rocznic z historii Polski zabraniano noszenia biało-czerwonych kokardek, śpiewania patriotycznych pieśni na grobach powstańców czy urządzania wspólnych wieczorków ze świątnickimi gimnazjalistami. W roku 1907/08 naczelnikiem został Marian Juraś.

Nieznane są dalsze losy organizacji, a powyższe informacje pochodzą z zapisków Stanisława Kotarby, który w 1907 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Krakowie. Swoje zapiski sporządził w Krakowie, 20 lipca 1921 roku.

1Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego, alegat 52 do IV sesji Sejmu Krajowego V kadencji 1886/1887.

2Centnar, inaczej cetnar polski – jednostka wagi wynosząca wg norm lwowskich 128 funtów = 51,84 kg.

3Odezwa z 8 marca 1887. C. k. Prezydyum Namiestnictwa we Lwowie L. 2.277/pr., Alegat 3 do sprawozdania Komisji przemysłowej z 22 października 1887 roku (LW kr. 57.263/87)

4Tamże

5Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłu domowego i rękodzielniczego za czas od Października 1886. do Listopada 1887 r. Alegat 1 do sprawozdania Wydziału Krajowego L. 57.263/1887

6Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłowych za czas od początku marca do końca sierpnia 1888.

7Tamże.

8Statut i regulamin oraz instrukcya o używaniu przyrządów warstatowych c. k. Zawodowej Szkoły Ślusarskiej w Świątnikach, Kraków 1894. s.1

9Protokoll über die XXIX Sitzung der Cenetral-Kommission für Angelegenheiten des gewerbl. Unterrichtes vom 10 Dezember 1890. Centralblatt Bd. X s. 57.

9aGazeta lwowska, 20 lipca 1888, Nr 165 Rok 78.

10Sprawozdanie z Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych za czas od sierpnia 1888 do sierpnia 1889, Alegata do sprawozdań stenograficznych Sejmu krajowego za rok 1889.

11K. Bruchnalski, Drugie sprawozdanie zawodowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach, Kraków 1891, s.10-12.

12F. Batko, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, UMiG Świątniki Górne 2008, s. 72.

1342. posiedzenie, I. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 26. października 1903.

14Tamże.

15Związek Świątnicki, marzec 1912 roku.

16Sprawozdanie z 25. posiedzenie 2. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 23. października 1884 oraz 3. posiedzenie 22. posiedzenie 3. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15 stycznia 1886

17Marcin Mikuła, Ludzie i wydarzenia

18Związek Świątnicki, nr 3/1912, s.18

19W. Kwaśniewicz, Wiejska społeczność rzemieślnicza, s. 43.

20Związek Świątnicki, nr 2/1911, s.6

21Dane ze spisu ludności wykonanego 31 grudnia 1910 roku, na podstawie „Związek Świątnicki” nr 1/1911

Opracował Jerzy Czerwiński.

Artykuł ten będzie szerokim rozwinięciem spraw poruszonych już przy okazji opisu dramatycznych wydarzeń z wielkiego pożaru Świątnik z 1889 roku. Postanowiłem przeszukać tysiące stron stenogramów, protokołów i alegatów1 posiedzeń galicyjskiego Sejmu Krajowego w poszukiwaniu wzmianek o Świątnikach. Informacje, które udało się odnaleźć są całkiem interesujące.

Dominować będą przede wszystkim informacje związane ze świątnickim przemysłem kłódkarskim, budową szkoły i jej dalszym funkcjonowaniem. Okazuje się, że historia utworzenia szkoły ślusarskiej sięga znacznie wcześniejszego okresu, niż podawana dotychczas data 1887. Informacje przedstawiane głównie przez posła Ferdynanda Weigla przedstawią sytuacje socjalno-bytową w Świątnikach lat 70. i 80. XIX wieku i wniosą ciekawe informacje min. skąd się wzięły kłódki typu wertheimowskiego. Poruszona zostanie także tematyka związana z funkcjonowaniem szkoły ślusarskiej. Historia pierwszego okresu działalności szkoły pisana była dotychczas głównie na podstawie zachowanych rocznych sprawozdań dyrekcji szkoły wysyłanych do c. k. Rady Szkolnej Krajowej. Tymczasem jak się dowiemy, już ponad 100 lat temu podważano i nie wierzono w podawane tam optymistyczne informacje.

Oprócz tego dowiemy się co nieco o drogach prowadzących przez Świątniki, a także o funkcjonowaniu Spółki Ślusarskiej.

Kończąc ten wstęp pragnę podkreślić wielkie zasługi, jakie dla Świątnik wyświadczył dr Ferdynand Weigel, prezydent Krakowa i wieloletni radny tego miasta, poseł w latach 1869-1901. Trudno o jedną osobę, która dla Świątnik zrobiła więcej niż on. Bez niego nie powstałaby szkoła ślusarska, ni byłoby w Świątnikach Kazimierza Bruchnalskiego, a upadające rzemiosło ślusarskie mogłoby nie dotrwać do XX wieku. Próżno jednak Czytelniku znajdziesz w Świątnikach ulice, plac, skwer czy instytucję noszącą jego imię.

Ferdynand Weigel

Sejm Krajowy został powołany do życia w 1861 roku na postawie tzw. patentu lutowego (Februarpatent) – aktu konstytucyjnego wydanego przez cesarza Franciszka Józefa I. Jego kompetencje ograniczały się do spraw krajowych, które nie były zastrzeżone przez Radę Państwa – spawy ekonomiczne, gminne, kościelne, szkolne, organizacji sądownictwa i administracji, zaopatrzenia i kwaterunku wojsk, ksiąg gruntowych i propinacji. Sejm zwoływał cesarz i zdarzały się lata, kiedy sejm nie obradował. Organem wykonawczym sejmu był Wydział Krajowy, złożony z 6 członków. Sejm składał się z 144-152 posłów wybieranych w czterech kuriach (okręgach wyborczych):

I kuria z wielkich własności ziemskich – 44 posłów,

II kuria z izb przemysłowo-handlowych – 3 posłów,

III kuria z większych miast – 23 posłów, po roku 1896 26 posłów, od 1900 r. 31 posłów,

IV kuria z mniejszych miast i gmin wiejskich – 74 posłów.

Taki podział sprawiał, że w sejmie zasiadali głównie przedstawiciele magnaterii, a włościanom (IV kuria) rzadko udawało się wejść do sejmu. Oficjalnymi językami był polski i ukraiński. Sejm obradował przez 10 kadencji do roku 1914.

Sąd powiatowy w Podgórzu. Pierwsza wzmianka o Świątnikach pada w 1875 roku, kiedy Sejm uchwalał nowy podział sądowniczy w kraju. Po zlikwidowaniu cyrkułu bocheńskiego w 1868 roku Świątniki znalazły się w powiecie wielickim. Postanowiono zlikwidować sąd w Skawinie i w powiecie wielickim miały odtąd działać sądy powiatowe w Wieliczce, Dobczycach i Podgórzu. W pierwszej wersji projektu Świątniki miały być przypisane do sądu wielickiego, jednak w toku dyskusji uznano związek Świątnik z Krakowem i postanowiono pozostawić Świątniki przy Podgórzu. Przy okazji pojawił się wątek związany z Olszowicami, który podjął poseł Henryk Konopka:

 P. br. Konopka. Naprzód co do gminy Olszowice. Komisya nie zgadzając się z przedłożeniem rządowem nie przeniosła gminy Świątniki do sądu wielickiego. Sądzę, że jeżeli gminę Świątniki odłączono od kompleksu gmin należących do sądu wielickiego, najeżało to samo zrobić z Olszowicami. Dlatego stawiam wniosek, skoro Świątniki mają zostać przy sądzę w Podgórzu, aby także Olszowice pozostały przy tym sądzie, zatem w alinei 3 miejscowość Olszowice ma być opuszczona.

[…]

P. Tettmajer. Proszę o głos.

J. E. hr. Marszałek. Poseł Tettmajer ma głos.

P. Tettmajer. Komisya mieszana robiąc to przedłożenie okazała wielką świadomość stosunków miejscowych tak handlowych i przemysłowych jak i co do położenia. Otóż Świątniki byłyby przydzielone do sądu wielickiego, gdyby nie ta okoliczność, że wyjątkowy stosunek tej gminy nakazywał przyłączyć ją do sądu podgórskiego. Oddawna istnieje fundacya, na mocy której czterech chłop6w ze Świątnik ma trzymać straż na zamku w Krakowie. Tę straż oni odbywają i codziennie czterech włościan idzie do Krakowa. Prócz tego gmina Świątniki składa się z samych ślusarzy, którzy robią kłódki i te sprzedają w Krakowie. W tej gminie przeto jest pewien prąd ku Krakowowi. Olszowice zaś są małą gminą zaledwio z kilkunastu chałup się składającą.

[…]

P. br. Konopka. Nie przemawiam przeciwko pozostawieniu Świątnik przy sądzie podgórskim i

jestem za tem, aby Olszowice zostały przy sądzie podgórskim tem bardziej, ze jest to bardzo mała

gmina licząca 300 dusz, więc nie zrobi wielkiej różnicy sądowi.

J. E. hr. Marszałek. Nikt więcej głosu nie żąda? (Nikt). Rozprawa zamknięta. Sprawozdawca

ma. głos.

[…]

Sprawozd. p. Bartoszewski (czyta):

22. Starostwo Wieliczka.

(po zniesieniu sądu Skawińskiego obejmuje 3 sądy Wieliczka, Podgórze, Dobczyce).

Komisya zgadza się, jednakże z tym wyjątkiem, iż Świątniki górne i Olszowice mają pozostać

przy sądzie w Podgórzu;

J. E. hr. Marszałek. Kto jest za przyjęciem tego wniosku, raczy rękę podnieść (większość). Jest przyjęty. 2

O szkołę ślusarską boje. Świątniki blisko 20 lat musiały czekać na uchwalenie utworzenia przez Wydział Krajowy zawodowej szkoły ślusarskiej subwencjonowanej przez państwo. Początki starań należy upatrywać około 1870 roku i działalności posła Ferdynanda Weigla działającego też w Izbie Przemysłowo-Handlowej. Poseł Weigel od początku swej politycznej działalności starał się uprzemysłowić biedną Galicję i jednym z pomysłów było utworzenie wzorcowych warsztatów oraz szkół zawodowych. Świątniki, w których rękodzielnictwo miało już kilkuwiekową tradycję, było idealnym przykładem biednej galicyjskiej wsi, która nie mogła sobie poradzić bez pomocy państwa z postępującą industrializacją. W roku 1875 sprawy utworzenia szkoły ślusarskiej były już na tyle daleko posunięte, że przez pomyłkę Świątniki Górne podawane zostały już jako przykład utworzenia szkoły:

Spr. poseł Majer. (…)Wniosek ten był odstąpiony komisyi edukacyjnej, która rozpatrzywszy się w nim, łatwo przyszła do przekonania, że szkoły tego rodzaju, byłyby w kraju przydatne, a zatem wniosek p. Biłousa, zasługuje na uwzględnienie. Znane nam są już szkoły tego rodzaju, których działalność jest bardzo korzystna, i tak, istnieje szkoła koszykarstwa w Siejowicach pod Krakowem) i szkoła ślusarstwa w Świątnikach, gdzie materyał jest do tego odpowiedni, gdzie ten przemysł sam z siebie pojawiać się zaczął. Skoro tam są dobre skutki, to jeszcze lepsze będą tam, gdzie materiał sam się nastręcza, gdzie same okoliczności są temu odpowiednie i ludność do pewnego rodzaju przemysłu skłonna n. p. w górach i t. d. gdzie jednak dotąd dla braku środków, ten przemysł nie mógł się wykształcić […]3

Podobnie powtórzył za nim ukraiński poseł Biłous:

P. Biłous. (…) Dlaczoho akuratne w tych mistcach projektował ja, aby założyły szkoły rimesnyczy, toje pojaśniu kilku słowamy. Za staranyjem wys. Prawytelstwa i obszczestw krajewych, uże założeno w zapadnych okrubach kraiu cztery taki szkoły, a to szkołu koszykarstwa w Siejowicach nad Wysłoju, w Światnikach pid Krakowom szkołu ślusarstwa, w Kalwaryi zebrzydowskoj szkołu stolarstwa, a:w poślidnich mistcach w Zakopanom, u stop hor tatrańskich, szkołu snycerstwa i tokarstwa.4

Przez kolejne lata jednak sprawa ucichła na posiedzeniach Sejmu. Nie ustępował w wysiłkach niezłomny poseł Weigel. W 1883 roku rząd obiecał w końcu utworzenie szkoły w 1884 roku:

P. Dr. Weigel. Mieliśmy taką szkołę w Krakowie co do koszykarstwa, mamy takowe co do innych jednak mało gałęzi jeszcze i w tej części kraju. Obiecaną jest nam wprawdzie szkoła przemysłowa dla zawodu ślusarskiego w Świątnikach pod Krakowem od r. 1884; rzeczy które wszakże w dalszej dopiero stoją perspektywie są objecane.5

Obietnice – obietnicami, a po roku sytuacja nic się nie zmieniała. Poseł Weigel zdecydował się przedstawić dokładnie sytuacje panującą w Świątnikach podczas długiego i miejscami poruszającego wystąpienia, które przytaczam w całości:

P. Dr. Weigel

Tuz pod Krakowem znajduje się jak wiadomo stara gmina ślusarska, wielka osada Świątniki, licząca początek swój od czasów świętego Stanisława (biskupa Szczepanowskiego). Gmina ta dawniej wyrobem pancerzy, broni, łóżek żelaznych i innych przedmiotów gospodarskich, odznaczała się chwalebnie. W nowszych czasach każdemu znaną jest z tego, ze się trudni na wielką skalę wyrobem kłódek różnego rodzaju. Ależ Panowie! gmina ta z przyległemi włościami przeszło 700 osad mająca, w której każdy domownik, każda niewiasta, każde dziecko ledwo od ziemi odrosłe i pojętne pracuje w zawodzie ślusarskim, w której zobaczycie pastuszka na pastwisku, kiedy rzemyczkiem przypasane ma na kolanie kowadełko i na tem kuje lub klepie klucze do kłódek potrzebne, w obec postępu industryi fabrycznej na największą dziś skazana jest nędzę. To co w Iserlohn, w Westfalii i tylu miejscach zagranicę wyrabiają mechanicznie, gdzie jeden wielki motor porusza transmisyami tłoczarnię, tokarnię, szłifiernię i inne przyrządy, gdzie przeto części składowe (według teoryi podziału pracy) szybko i łatwo robotnikom składać się dadzą i gdzie w jednej dobie wyrabia fabryka taka więcej, niż żmudną a ciężką pracą ręczną wyrobić są zdolni w całym kwartale biedni domownicy i rękodzielnicy rzeczonej osady, to tutaj z wielkim trudem i wielką stratą czasu z wolnej ręki odrabiać muszą. Gmina taka jak Świątniki zasługuje więc na pomoc raźną i wydatną kraju i powinna ona zwrócić światłą uwagę Wysokiego Sejmu na siebie i na smutny nader stan w jakim się znajduje.

Położenie 700 osadników w samej tej gminie a kilkuset innych, w gminach okolicznych trudniących się również ślusarstwem, jest bardzo groźne, bo prawdziwą i bliską klęskę zapowiadające.

Rząd centralny wysyła już od 12 lat powtóry i wtóry raz najzdolniejszych mężów techników i zawodowych, jako inspektorów komisyi centralnej Ministerstwa dawniej handlu a dziś oświaty do Świątnik, ażeby przypatrzyli się tym stosunkom i pozwólcie Panowie przytoczyć, że niedawno temu zesłał rektora politechniki wiedeńskiej radcę rządowego Dr. Hauffe’go, profesora nauk o maszynach i przyrządach mechanicznych, bardzo zaszczytnie znanego w świecie naukowym, który zjechawszy do Świątnik, dokąd go jako członek kuratoryi krajowego przemysłu odprowadzałem, ów obcokrajowy istnie zapłakał nad losem tych osad. Niemiec z narodowości zapłakał powiadam nad niedolą naszego ludu, który garnął się do niego i prosił błagalnie: „od niechybnej śmierci głodowej nas wybawcie, bo konkurencya zagraniczna niszczy nas do szczętu, a nie mamy nic jak tych pięć palców u każdej ręki a pomocy z nikąd! i od nikogo”.

(Poruszenie. P. Marszałek schodzi z krzesła Przewodniczącego a Wice-Marszałek ks. biskup Sembratowicz obejmuje przewodnictwo).

Czegoż ale trzeba tej gminie? powie może dostojny mówca poprzedni. Wszakże komisya gospodarstwa krajowego nie uszczerbia w niczem funduszu na szkody fachowe i przemysłowe. Panowie! to nie wystarczy. Tam trzeba po prostu urządzić warsztat wzorowy, wspólny dla nich, o przyrządach mechanicznych jakby dla kolonii robotników. Świątniccy ślusarze rozłażą się, że tak powiem z kłódkami swemi po całym świecie, któremi jakby wieńcem opasani, chodzą targować w najodleglejsze kraje na cały Wschód do Turcyi i Lewanty, gdzie mieli swoje ajencye; w pocie czoła pracują na gorzko zarobiony grosz a mimo to za 25 ct. powiadam dwadzieścia pięć centów można dostać tuzin drobnych kłódeczek! Czy temu uwierzycie panowie? Otóż gdzież tu zapłata samego materyału? gdzie wynagrodzenie jakie takie pracy tak żmudnej i ciężkiej!? Powiecie Panowie trudno temu uwierzyć. A jednak tak jest. Zabrał te kłódki ze sobą do Wiednia ów delegat, inspektor, radca rządowy i rektor politechniki, żeby pokazał, ze w tych osadach biedny lud galicyjski za 25 ct. wyrabia kłódki choć małe i poślednie a to razem z materyałem. Otóż Panowie godne to jest głębokiego zastanowienia. Raczcie się przejąć niesłychaną niedolą tych ludzi co o chłodzie i głodzie wykonują w pocie czoła swój od pradziadów jako zarobek jedyny odziedziczony kunszt ślusarski. Ileż to żmudnej pracy kosztuje kiedy sobie dwie tarcze okładkowe muszą ręką opiłować, wygładzić a potem dopiero wewnątrz urządzić i spajać. To też Rząd centralny w Wiedniu i co przyznać należy także Wydział krajowy przychodzili w pomoc stypendyami robotnikom z Świątnik i rzeczywiście od tego czasu wyroby się polepszyły o wiele, przyuczyli się ci ludzie wyrabiać klucze i zamki wertheimowskie w miejsce lichych kluczyków dawniej wyrabianych, ale mimo to wszystko kłódka ręcznie odrobiona nie może się ostać w obec tak pięknych wyrobów, jakimi nas pruskie fabryki zalewają. Czegoż więc trzeba ostatecznie. Trzeba oto jak wyżej powiedziałem wśród Świątnik dla Świątniczan i okolicy postawić warsztat wzorowy o wydatku kilkunastu lub kilkadziesiąt, może 30tu tysięcy zł. Ministerstwo handlu razem z Ministerstwem oświaty traktując jeszcze dawniej ze mną w tej sprawie, kiedy jako poseł w Radzie Państwa o to czyniłem zabiegi oświadczyły, ze są gotowe kilkoma, powiedzmy 6-ma tysiącami z funduszu państwa przyczynić się do tego. Obawiam się zaś, ze Panowie ściągniecie barkami i powiecie: jakto? 24.000 zł. będzie musiał kraj wziąść na siebie?! Tak, i to w dobrze zrozumianym interesie podniesienia wyrobów świątnickich do rzędu wyrobów okazałych, mogących nie tylko poratować ludność tamtejszą ale dać jej zarobek i siłę podatkową na przyszłość. Ale przyznajmy, czy z dotacyj takiej jak 50.000 zł. jaką na cały kraj wyznacza komisya budżetowa podoła Wydział krajowy przeznaczyć 24.000 zł. na raz, na ów warsztat wzorowy? Czy można liczyć na potrzebną dotacyę dla nauczyciela o płacy 1.600 zł., który musi być mechanikiem zdolnym i postępowym? Gdzież nadto jakiś pomocnik jego? narzędzia i t. d. A że urządzenie takiej fabryki wspólnej, wzorowej Panowie! pochłonie 30.000 zł. najmniej, o tem długo rozwodzić się nie potrzebuję i nie będę.

Każde tysiąc zł. w tym kierunku i w ogóle na cele przemysłowe ofiarowanych, to grosz hojno-produkcyjny, to zasiew, który wyda plon bogaty; bo nie tylko że materyalnie dźwignie rękodzielnika ale co ważniejsza moralnie podniesie go z tego znękania, z tego upadku, z tego zniechęcenia i zwątpienia w jakim jest pogrążony tak w mieście, jak na wsi. Dziś całe Świątniki nabywają materyał do tych kłódek u kupców, niekiedy wyzyskujących ich raczej aniżeli pomagających im, albo u kupców dających wprawdzie kredyt lecz których potem są właściwie tylko wyrobnikami.

Zdarzą się tu i owdzie także wyjątki, których nie dotyczy naturalnie spostrzeżenie powyższe. Ale nawet tam, gdzie za złe wziąść nie można kupcom, iż dbają o własny zarobek lub zyski – ludność rękodzielnicza wychodzi źle i ze szkodą, wiodącą ją do rozpaczy.

Jeden kupiec krakowski, niehandlujący towarem żelaznym, założył n. p. fabrykę, pierwotnie na małe rozmiary, następnie coraz bardziej się rozwijającą tamże, która miała tłocznię, szlifiarnię i tokarnię mechaniczną. Z przerażeniem patrzyli ci ludzi, jak ich konkurencya własna i bliska kupca z Krakowa zalewa i bodaj czy nie groziły nawet socyalne ekscesa na miejscu, gdyby ten kupiec nie był się z fabryką tą wyniósł do Krakowa, bo skupiali się już robotnicy świątniccy w swej niedoli i rozpaczy groźnie i z narzekaniem, widząc ze fabryka opodal nich niszczy ich zupełnie w zarobku, mimo ze zabronić niepodobna i takiego zakładu.

W takim stanie rzeczy nie zarzuci mi więc nikt, jakoby głos który zabrałem był może głosem bujnej fantazyi.

Biorę obrazy z życia tak prawdziwe jak mi się przedstawiły, jak każdy na miejscu stwierdzić je może i kto na miejscu zoczy ciężką tych ludzi niedolę, kto się rany tej warstwy najbiedniejszej naszego społeczeństwa, bo pracować umiejącej i pragnącej ale zarobku i chleba nie mającej z bliska dotknie tak, jak się jej dotknąć ja miałem sposobność, kiedy w obecności przysłanego ostatnim razem inspektora centralnej komisyi Ministerstwa oświecenia widziałem z głęboką boleścią wyciągających ręce doń z prośbą o pomoc i warsztat ten wspólny, widziałem łzy i rozpaczliwe łamanie rąk tych biedaków.(Poruszenie i brawo).

Powiedziałem raz już, ze siedemset robotników liczą same Świątniki, ze tam każda niewiasta w pocie czoła pracuje jakby czeladnik, że i mały chłopak ma kowadełko na kolanie i pracuje jak inny robotnik. Jakżeż ciężka to praca, na miejscu widzieć trzeba. I wsie okoliczne przez ożenienie się robotników w gminach sąsiednich przyswoiły sobie zwolna ten przemysł i zajmują się wyrabianiem tych kłódek do koła.

Owóż Panowie! przez postawienie tam mechanicznego warsztatu, przyjęcie dobrego nauczyciela i pomocnika chwilowa egzystencya tego ludu liczącego przeszło 1000 dusz, nie tylko się uratuje, ale rozwinie się bardzo piękna j pokaźna industrya krajowa, bo industrya wyrobów i towarów żelaznych, tembardziej, że ci ludzie świątniccy od wieków do tego usposobieni, z pokolenia na pokolenie przelewają ten zmysł i talent. Są oni sprytni i zdolni do najtrudniejszych robót w zawodzie ślusarskim; bez pomocy zaś zginą niedługo. Założenie, jak to poprzedni mówca powiedział: kas, albo wspieranie ich zapłaceniem procentów od zaliczek, danych spółkom zapasowym, magazynowym i surowcowym – nazwijcie je jak chcecie panowie – mojem zdaniem nie wystarczy; tu trzeba wśród Świątnik postawić zakład, jako warsztat wzorowy, tu trzeba fabrykę z mechanicznymi przyrządami urządzić choćby kosztowała kilkadziesiąt tysięcy.

Że zaś tego Wydział krajowy nie może uczynić ani z funduszu na szkoły fachowe rzemieślnicze, ani nawet z funduszu, jaki tu wstawiony być ma, jest rzeczą jasną. Cóż idzie za tem? Otóż, że jeszcze tych 20.000, o które w rachunku i wniosku naszym się rozchodzi, Wysoka Izba według propozycyi p. Wierzbickiego względnie ks. Adama Sapiehy wstawićby winna.

Powie ktoś: w takim razie musimy o jeden cent więcej nałożyć jako dodatek. Tak nie jest, ale choćby Panowie, pierwotnie proponowane 100.000 zł. sklęsło na 80.000 zł. i 80.000 zł. na 50.000 zł. a 50-ma tysiącami według najgłębszego przekonania nie podołamy obowiązkom pod tym zględem na kraju ciążącym; bo nie tylko o tę jedną gminę, ale o wydatne poparcie i wsparcie spółek przemysłowych po miastach tu chodzi.

Dajcie więc nawet centa dodatku, dajmy go chętnie jeżeli potrzeba; a cent ten damy na krajowe potrzeby, nie zacięży mu, owszem podniesie ów przemysł krajowy. Nie wyjątkowy to obraz, który przytoczyłem, mógłbym ich cały szereg roztoczyć, lecz ani uwagi Wysokiej Izby dłużej nużyć, ani tej chwili czasu, jaki nam do załatwienia tylu spraw jeszcze pozostaje, więcej zabierać jej nie chcę.

Jeśli Wysoką Izbę zająłem na chwilę, starałem się spełnić poważny obowiązek, znając potrzeby przemysłu po miastach i na wsi a przedstawiając konieczność uchwalenia co najmniej 80.000 zł., przeto o 30.000 zł. więcej, niż wniosek komisyi budżetowej pocieszam się znanem godłem łacińskiem: „In magnis optima voluisse et maxima petiisse sat est”. (Huczne brawa i oklaski).6

Przez kolejne dwa lata rząd zastanawiał się nad tworzeniem takich wzorcowych szkół zawodowych. Tymczasem w roku 1886 rada szkolna w Świątnikach wniosła petycję o zwiększenie wynagrodzenia:

76. Rada szkolna miejscowa w Świątnikach górnych, przez p. Płazińskiego, o podwyższenie płac nauczycielom szkoły tamtejszej – do komisyi szkolnej.6a

W petycjach składanych do dnia 18 grudnia 1886 roku płynęła Sprawa budowy szkoły kolejny raz została poruszona przez namiestnika cesarskiego i watek podjął natychmiast poseł Weigel.

JE p. Namiestnik Filip Zaleski

Co do żądania pomocy ze Skarbu Państwa na cele szkolnictwa przemysłowego, sama komisya w sprawozdaniu swojem (str. 4.) stwierdza, ze Rząd podjął w tej mierze usiłowania pożyteczne dla kraju (reorganizacya Akademii technicznej w Krakowie na wyższą szkołę przemysłową, uzupełnienie szkoły dla przemysłu artystycznego we Lwowie, założenie szkoły przemysłowej we Lwowie, przygotowanie do założenia szkoły ślusarskiej w Świątnikach). Pominięto tam jeszcze rozszerzenie szkoły dla przemysłu drzewnego w Zakopanem przez utworzenie nowego oddziału dla stolarstwa i budownictwa.

(..)

P. Weigel

Powiedział nam JE. p. Namiestnik na wstępie dyskusyi o życzliwych intencyach c. k. Rządu, Ja wierzę w nie i wierzyć pragnę, względem Excellencyi, jako Namiestnika, bo znam Jego względem kraju zapobiegliwość i życzliwość; wierzę w tym samym kierunku, jak to powiedział JE. ks. Sapieha, – ale jeżeli się mam wyrazić, o pospiechu w działaniu i o skuteczności tych usiłowań Rządu centralnego i jego opieki nad przemysłem domowym i krajowym naszym, to muszę zaznaczyć pewne niezadowolenie i wrócić do faktu, o którym mieliście Panowie cierpliwość wysłuchać mnie już w roku zeszłym. Są to Świątniki górne i okolica, ci sami co od lat 13stu wyglądają poratowania upadającego przemysłu ślusarskiego przez Rząd i komisyę centralną.

Mimo ciągłych rokowań końca i skutku doczekać się nie mogą. W różnych czasach różni inspektorowie centralnej władzy zjeżdżali i radzili, jakby tej gminie pomóc, a gmina ta, w której jak Panowie zapamiętali może od zeszłego roku do 1.500 osadników w okolicy i w samych Świątnikach od tylu wieków trudni się przemysłem ślusarskim, dziś tak zeszła i schodzi dla braku pomocy w swej niedoli i nieporadności, że tylko gdzieniegdzie jeszcze zastanie jakieś zajęcie w chacie, pracują bez zarobku, bez nadzieji, bez jutra!… Robotnik, co lepszy idzie do warstatów kolejowych lub fabryk w królestwie i Rosyi, inni rozłażą się po świecie lub idą w najlepszym razie w czeladź ślusarską, a domostwa i ogniska swego, żony i dzieci odchodzą. Kilka tygodni temu woziłem tam dwóch dyrektorów kolei transwersalnej z prośbą, o przekonanie się na miejscu, jak zręczny to i pracowity lud i dla wyżebrania po prostu pracy i zarobku choćby dla kilku z najpotrzebniejszych. Wstyd mi było, gdyż opowiedziałem poprzednio, ze w każdem domostwie, czy kobieta, czy chłopak mały pomaga i pracuje teraz w czoła pocie; a teraz zastałem warstaty częścią pozamykane, gdzieniegdzie tylko robotnika zajętego, co piłował jakiś zameczek lub kłódkę, których cztery lub sześć najwięcej tygodniowo na obstalunek do miasta dostawić się kupcom obiecał.

Owoż gmina czeka i czeka, aż Rząd postawi mechaniczne warstaty na wzór „Königgratzu” lub „Steyer”, nie mówiąc już o zakładach takich jak w Remszydzie lub Izerlohn w Westfalii, i aż przyjdzie zapowiedziana im od lat 13 pomoc, zbawienie! Mnie się wszakże zdaje, że jak tak dalej pójdzie, nie doczeka się ani od Rządu ani od kraju tej pomocy. Jeśli mam wyznać Szczerze, co mi i inni członkowie zasiadający w centralnej komisyi w Wiedniu poświadczą, cała ta akcya jest pod pewnym względem za ociężałą, izby się naszym specyalnie stosunkom przydała i pod innym względem nie tajmy sobie, że od chwili kiedy komisya krajowa pod bokiem Wydziału krajowego objęła ster rzeczy, czyli opiekę nad przemysłem domowym, od tego czasu muszę użyć właściwego wyrazu niemieckiego, dostrzegam: „eine gewisse Verschnupfung in der Sache”, jakiś cichy dąs czy zapór, i nie darzy się biednym Świątnikom, jakby się darzyć powinno.

Zegar na wieży kościelnej w Świątnikach wprawdzie jeszcze charczy; obojętnie zaś i zwątpiony spogląda nań robotnik tamtejszy wyczekujący lepszego zarobku i obiecanego mu urządzenia warstatów wzorowych mechanicznych, czy i kiedy mu uderzy godzina zbawienia i pomocy na tym zegarze czy też, jak się obawiam i jak mi się zdaje, zbliża się raczej rozpaczliwa godzina zamknięcia tylu-wiekowej roboty w całej gminie i okolicy świątnickiej, materyalny upadek zupełny i zatrata śladów tego kiedyś tak głośnego przemysłu domowego. A czyż dziwić się obawie jakoż prędzej może wybije ostateczna ta godzina, aniżeli przyjdzie akcya ratunkowa której się spodziewają od lat 13stu daremnie?

Jeżeli więc Wydział krajowy ma przyjść w pomoc z akcyą dodatnią i pomocniczą także Świątnikom, dajmyż mu środki ku temu i w tylu innych kierunkach; nie zaś 20.000 zł., które na 70 kilka powiatów wystarczyć mogą. – Nie spodziewam się bowiem, iżby tam, gdzie coś zależy od relacyi wymaganych dopiero przez władze centralne, akcya prędko nastąpiła ze strony Rządu; acz nie przeczę. Że JE. Namiestnikowi zawdzięczamy, iż kiedy po 13tu latach przyszła wreszcie odezwa i zapytanie z Wiednia, co robić z Świątnikami, odesłał ją do Wydziału krajowego, a Wydział krajowy ma ten przedmiot właśnie w ręku, przeznaczając na pierwsze potrzeby 6.000 zł. Z resztek funduszu za rok 1885 w nadzieji, ze Wysoki Sejm uchwali na rok bieżący taką dotacyę, która by posłużyć mogła do większej zachęty także ze strony Rządu.7

Sprawa była kontynuowana na kolejnym posiedzeniu. Ks. dr Kopyciński słusznie podniósł głos, że sama szkoła nic nie da i potrzeba jest utworzenia spółki i solidarnej pracy przy pomocy finansowej państwa, a poseł Weigel skonkretyzował finansowe potrzeby uruchomienia szkoły:

P. ks. Dr. Kopyciński

Pozwólcie Panowie, że zwrócę się jeszcze do owych Świątnik , o których dawnym przemyśle

tak znakomicie mówił tu Dr. Weigel, a który to przemysł tak nisko upadł, iż kuźnie pozamykano, i ze chyba jakiś tam pastuszek jeszcze kuje kłódkę w polu na kolanie. Że tam przemysł upadły na nowo do życia powołać należy, ze tam szkołę ślusarstwa zaprowadzić potrzeba, tego nikt nie zaprzeczy. A w jakiż pytam sposób szkołę tam założyć? Czy tam znowu mamy przyjść z owem pokryciem procentowem, którego one wcale nie żądają? Tam potrzeba ludzi, którzyby stowarzyszenie zawiązali, tam potrzeba pieniędzy, tam potrzeba przyjść z pożyczka; a jak długo tego nie będzie, Świątniki nigdy się nie podniosą.

(…)

P. Weigel

Wracam, raz jeszcze po tej dygresji uczuciowej, za którą przepraszam, ale której się oprzeć nie zdołałem, do Świątnik i pragnę, ażeby Wys. Reprezentacya kraju, która w zeszłym roku w ostatniej Sejmu godzinie z taką uwagą i z takim udziałem bez oporu i długiego dyskutowania zawotowała po przemówieniu moim więcej o 30.000 zł. aniżeli przedstawiono lub pierwotnie zamierzono. Pragnę, abyście Panowie pojęli całą grozę tego sioła i jak tam potrzebny jest ratunek nagły, wydatny i w czem on się ze strony kraju objawić winien. Według przyjętej zasady Rząd centralny wtedy się opiekuje fachowym przemysłem, warstatami przemysłowymi i szkołami zawodowemi w królestwach i krajach monarchii lub w ogóle popieraniem przemysłu domowego i rękodzielniczego z swej strony, jeżeli gmina daje grunt, opał, światło i usługę na co mniema, że i najuboższą gminę stać powinno. W takim wypadku pyta się Rząd centralny, cóż ty kraju dasz? czem się przyczynisz? Wtedy kraje cóż dają, lub jaki ciężar na się przyjmują? Oto stawiają budynki potrzebne, (warsztaty lub szkoły fachowe), a Rząd powie „dobrze”, po spełnieniu tych warunków ja dam nauczyciela, obejmę płacę jego ewentualnie i asystentów, dam przybory naukowe, względnie także motory i maszyny i t. d. Stosując tę zasadę przyjętą przez Rząd do naszego założenia względem Świątnik, Rząd oświadczył się w komisyi centralnej, do której oprócz JE. Włodzimierza hr. Dzieduszyckiego i Jerzego ks. Czartoryskiego i ja mam zaszczyt należeć, ze przyjmie na się środki naukowe, maszyny, motory etc. ale niech kraj zrobi swoje…

Nie zostawiajcie Panowie Świątnik, błagam, bez pomocy, bo co powiedziałem wczoraj o nich a to jest nagą prawdą, której się przypatruję od lat 13tu; że wyczekując pomocy, chylą się do zupełnego upadku. Dajcie im więc raz już tę pomoc, aby zegar na kościółku tamecznym godziny wymarcia tego przemysłu nie wybił, ale ku nowemu życiu poruszył zardzewiałe wskazówki!

Panowie! jeżeli po tak długich rokowaniach ostatecznie Rząd okazuje się skorym łożyć nakład na przybory naukowe, opłaty nauczycieli, to jest technika, prowizora lub asystenta, na dostarczanie motorów i maszyn 24 do 30 tysięcy zł. „succesive” a i Wydział krajowy z remanentów roku 1885. przeznaczył 6.000 zł. na pierwsze potrzeby założenia warstatów, nieodzowną staje się koniecznością przynajmniej nadzwyczajnym kredytem przyjść w pomoc Świątnikom i okolicy, ażeby w dwu po sobie następujących latach dając po 10.000 zł. pokryć gwałtowną potrzebę tej prastarej miejscowości. Na wypadek więc jeżeliby ustęp 7. się nie utrzymał według sum wyższych proponowanych, proszę abyście Panowie przyjąć raczyli następująca uchwałę jako „extra-ordynaryum” na lat dwa:

Wysoki Sejm raczy uchwalić:

„Na cele budowy warstatów mechanicznych ślusarstwa w Świątnikach górnych w pobliżu Krakowa przeznacza się osobna kwota zł. 10.000″.

Nie przesądzając tamtym uchwałom, jakie zapadną stawiam to jako minimum tego co osiągnąć i tentować w tej chwili mi wypada. Jeżeliby się nawet to komisyi gospodarstwa krajowego wydawało rezykownem, albo i ten wniosek upadł, będę powracał więcej, przy dyskusyi budżetowej do tego, co o Świątnikach w zeszłym roku, co wczoraj i dzisiaj powiedziałem „Maxima solvisse optima petiisse” na tedy „sat est”! Raz jeszcze powtarza m tylko na zakończenie słowa onej „fides” w proroku: Wyciągają oni ku Wam Panowie ręce z zaufaniem i otuchą, ze ich nie opuścicie. Dajcie więc pomoc temu biednemu do upadku się chylącemu siołowi i przyległym osadom, gdzie do 1.500 osób (w Świątnikach górnych i okolicy) wyżywiało się pierwej z tego starego przemysłu domowego. Zechciejcie Panowie szybką i skuteczną podać pomoc wszakże również przemysłowi rękodzielniczemu w tylu innych gałęziach i potrzebach kraju, polegając na sumienności Wydziału krajowego, tudzież jego i komisyi krajowej, doświadczeniu. Skończyłem! (Brawo !).

Wice-Marszałek ks. Metropolita Sembratowicz. Kto popiera poprawkę p. Weigla zechce rękę podnieść. (Dostateczna ilość). Poprawka jest popartą.8

W roku 1887 sprawa zaczęła już nabierać tempa i zmierzała prosto do celu. Budżet został już zatwierdzony, sejm mógł już jedynie wysyłać odezwy i czekać na reakcję Wiednia.

Sprawozdawca p. Wierzbicki

Zarządzenie to c. k. Rady szkolnej krajowej, podaję tem chętniej do wiadomości wysokiej Izby, że mogę przy tej sposobności stwierdzić, że komisya krajowa dla sprawy przemysłu domowego i rękodzielniczego, mianowicie w ostatnim roku doznawała kilkakrotnie poparcia ze strony wysokiego c. k. Rządu, i ze czynności komisyi krajowej skierowane do podniesienia rękodzielnictwa i przemysłu w kraju naszym znachodzą z tej strony sympatyczne uznanie. Także i Władze centralne we Wiedniu okazują więcej jak dotychczas zajęcia się sprawami naszego szkolnictwa przemysłowego, w szczególności zaś JE. P. Minister Gautsch okazał się zarządzeniami swemi dla kraju naszego wielce życzliwym. Niektóre sprawy odnoszące się do naszych szkół przemysłowych załatwił w ubiegłym roku pomyślnie, mianowicie zaś sprawa szkoły ślusarskiej w Świątnikach, która od lat 17 czekała na załatwienie, właśnie za jego wpływem została o tyle zwróconą na dobrą drogę, iż jest wszelkie prawdopodobieństwo, ze już w tym roku szkoła ta wejdzie w życie.

(…)

Sprawozdawca p. Wierzbicki (czyta):

4. Wzywa się c. k. Rząd, ażeby przedsięwziąć raczył odpowiednie środki celem wprowadzenia w życie państwowej szkoły fachowej dla ślusarstwa w Świątnikach górnych, w powiecie wielickim, w terminie oznaczonym w reskrypcie c. k. Prezydyum Namiestnictwa z dnia 21. Sierpnia 1886. L. 8.439/pr. t. j. od Wielkiejnocy 1887. r.

Sejm popiera także jak najusilniej oświadczenie Wydziału krajowego wyrażone w odezwie z dnia 31. Października 1886. L. 64.364, ze c. k. Skarb państwa nie powinien wymagać tak znacznych ofiar z funduszów krajowych na koszta przyszłego utrzymania fachowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach górnych, jak to oznaczono w reskrypcie JE. p. Ministra wyznań i oświaty z dnia 6. Sierpnia 1886. L. 8.769.9

Na 17. posiedzeniu zatwierdzono ostatecznie wartość rocznej subwencji dla szkoły pod pozycją nr 233. w wysokości 4000 złr.10 W tym samym roku ministerstwo zatwierdziło kandydaturę Kazimierza Bruchnalskiego na kierownika szkoły i przystąpiono do adaptacji najmowanych lokalnych pomieszczeń dla celów szkolnych. Prace trwały od jesieni 1887 roku do lata 1888 roku. Ostatnim problemem, z którym przyszło się zmierzyć była konieczność wybudowania 42-metrowej studni głębinowej, aby zapewnić wodę do silnika parowego. Uroczystego otwarcia szkoły dokonano 20 września 1888 roku – zajęcia teoretyczne odbywały się w domu na Wstroniu (na Wyspie), a warsztaty u Józefa Słomki na Dziale.

Poseł Weigel, ustanowiony stałym opiekunem szkoły, nie ustawał w wysiłkach i w 1889 roku przedstawił dwa wnioski – uruchomienie kursu przemysłu artystycznego i ślusarstwa budowlanego oraz utworzenie wzorcowego warsztatu kowalskiego w Sułkowicach. Weigel wspomniał także o dofinansowywaniu nauki w szkole dla majstrów świątnickich.

P. Dr. Weigel. Wysoka Izbo! Prosiłem J. E. p. Marszałka, aby mi pozwolił te wnioski pod względem uzasadnienia połączyć z sobą i dla oszczędności czasu, i dla powinowactwa przedmiotu, z tego powodu, że w jednym i drugim wypadku rozchodzi się o szkołę wzorową, którą się zajmuje Rząd, lub o warsztaty wzorowe przez Rząd założyć się mające, a że obydwa wnioski zawierają wystosowanie do Rządu prośby o przyspieszenie lub otworzenie osobnych kursów naukowych, przeto też połączenie uzasadnienia zdawało mi się – dla ekonomii czasu- właściwem.

Pierwszy wniosek dotyczy szkoły fachowej ślusarstwa w Świątnikach, tych nieszczęśliwych Świątnikach, które w tej chwili zdarzeniem losu stały się pastwą płomieni i ratunku zarówno jak pamiętania o ich przyszłości w dwójnasób potrzebują. Po założeniu szkoły, mnie się zdaje w dniu 20. września 1888 r., tak pomyślnie rozwinęła się akcya szkoły już w pierwszym roku założenia, że nie tylko młodzież ślusarska tej tylu wiekowej osady, chętnie garnęła się, o ile miejsca stać było w szkole, do wyśmienicie udzielanej fachowej nauki, ale co więcej ojcom rodziny, których nazwano majstrami (chociaż nie terminowali, nie czeladniczyli, tylko od dziadów pradziadów swą sztukę znali i wykonywali) pozwolono wieczorem udawać się do szkoły majstrów, dla nauczenia się, jak obchodzić się z maszynami i narzędziami postępowemi. Co więcej, kuratoryi udało się wyrobić, że Rząd w ocenieniu straty czasu i zarobku, jaką ci ludzi oddalając się od swego zatrudnienia ponoszą (choć we własnym ich interesie przyuczenia się postępu) zaniedbując pracę swoją w domu, płaci tym majstrom po 50 ct- za każdy wieczór ich uczęszczania na naukę, aby żywić mogli w dniu następnym swe rodziny, poświęciwszy czas zarobkowy nauce w szkole i nauczyli się obchodzenia z postępowemi narzędziami, oswoili się z niemi, z tym to sprytem, jaki wrodzony i właściwy jest tej ludności świątnickiej. Z postępem dzisiejszym w zawodzie ślusarskim jednego tylko im brakło, to jest iżby łatwiej mogli sprostać popytowi, w razie zamówienia robót w zakresie artystycznego przemysłu, przedmiotów gustownych, stylem poprawnych i budownictwa dotyczących. Usposobieni oni są przeważnie jak dziś do wyrobu kłódek; przeto jak powiadam, okazuje się potrzeba zaprawienia ich, wyzyskując ich talent i łatwość sprostania wszystkiemu co zobaczą lub czego się nauczą i zaprowadzenia tam kursu artystycznego przemysłu ślusarskiego i ślusarstwa budowniczego.

W tym kierunku wiem, o ile prywatne zabiegi czyniłem, że Rząd nie jest przeciwny temu, znając, iż ludność świątnicka tak biedna potrzebuje zarobku coraz więcej, a nie zarobi łatwo wobec konkurencyi, jeżeli nie dostanie wykształcenia i udoskonalenia w tym kierunku, iżby się wyrobów w zawodzie ślusarstwa budowniczego i przemysłu artystycznego poprawnie podjąć mogła.

Z tych powodów co do pierwszego wniosku, t. j. wniosku 5tą pozycyą, porządku dziennego objętego, pozwalam sobie wnieść, iżby Wysoki Sejm raczył uchwalić:

„Wzywa się c. k. Rząd, aby w porozumieniu z Wydziałem krajowym zaprowadził w zawodowej szkole w Świątnikach kurs przemysłu artystycznego i ślusarstwa budowlanego.”11

Poseł Weigel miał wizję rychłego rozwoju szkoły, tak, aby rzemieślnicy świątniccy nie ograniczali się tylko do produkcji kłódek. Jak się potem okazało bardzo opornie przyszło rzemieślnikom świątnickim uczenie się wykonywania innych produktów i gdy zabrakło już Weigla-obrońcy Świątnik, już w pierwszej dekadzie XX wieku powstało w Sejmie mocne grono zmierzające do przeniesienia szkoły ze Świątnik podając właśnie za argument tą niechęć rzemieślników do innych produktów niż kłódki, a zakończone ostatecznie likwidacją profilu artystycznego i budowlanego w 1912 roku i przejście na specjalizacje maszynową.

Wydział Krajowy przyznał nowo powstałej Spółce Ślusarskiej jednorazową zapomogę w wysokości 300 złr na pokrycie opłat związanych z założeniem towarzystwa i wpisami do ksiąg.12

Podczas jesiennej sesji Sejmu w 1889 roku omawiano z inicjatywy posła Weigla kwestie zapomogi dla pogorzelców w Świątnikach. Pojawił się też wniosek Gminy Świątniki o przyznanie koncesji na cotygodniowe targi bydła, który to wniosek został przekazany komisji przemysłowej.13

Zwrócono się także o przygotowanie planów i kosztorysów budowy budynku szkoły ślusarskiej na kolejny rok, a także poruszono sprawę budowy drogi łączącej Świątniki z siecią dróg krajowych. Oba te wnioski Wydział Krajowi skierował na podstawie sprawozdania Kazimierza Bruchnalskiego, dyrektora szkoły ślusarskiej. W alegatach zacytowano następującą treść sprawozdania:

Druga rządowa szkoła rękodzielnicza, subwencyonowana z funduszu krajowego, i na której zarząd z tego tytułu Wysoki Wydział, a względnie Komisya krajowa dla spraw przemysłowych wpływ wywierać mogą – mianowicie c. k. zawodowa szkoła ślusarska w Świątnikach górnych w powiecie Wielickim, ukończyła właśnie pierwszy rok istnienia. Pomiędzy załącznikami sub /. przytaczamy w całości sprawozdanie kierownika tego zakładu, p. Kazimierza Bruchnalskiego, przedstawiające obecny stan szkoły i jej najpilniejsze potrzeby. Potrzeby te są następujące:

a) Ponieważ szkoła fachowa, (w której pracuje się przy ogniu, zaopatrzona w znaczną ilość maszyn i przyborów, gdzie niemal każdy uczeń potrzebuje osobnego śrubsztaka, a nadto potrzebne są do nauki sale rysunkowe i sale do nauki przedmiotów teoretycznych j dla których właśnie ma być zamianowany osobny nauczyciel) – nie może należytego przynosić pożytku, gdy mieści się, jak szkoła ślusarska w Świątnikach, w dwóch niskich i ciasnych domkach włościańskich, które w braku odpowiedniego budynku urządzono tymczasowo dla pomieszczenia szkoły i warsztatu wzorowego, przeto zachodzi nagląca potrzeba wznieść odpowiedni budynek na pomieszczenie tej szkoły. Gmina Świątniki górne obwiązała się przyczynić się do pokrycia wydatków na budowę, płacąc przez lat dwadzieścia po 500 zł. rocznie. Tym zasiłkiem pokryć będzie można znaczną część wydatków na postawienie budynku na szkołę.

b) Stan dróg, łączących Świątniki z gościńcem bitym, prowadzącym z Wadowic przez Mogilany do Krakowa, a względnie z Krakowem, jest tak zły, że zbudowanie drogi ze Świątnik do Mogilan, oddalonych o 5 kilometrów, stanowi jeden z nieodzownych warunków podźwignienia przemysłu ślusarskiego w Świątnikach, i rozkwitu szkoły. Produkcya wyrobów z żelaza połączoną jest w ogólności z ciężkimi transportami: węgla kamiennego, surowego żelaza a wreszcie gotowych wyrobów; przeto bez poprawy komunikacyi Świątnik z Krakowem, niemożebnym jest rozwój tamtejszego przemysłu ślusarskiego.

Uznając zaspokojenie potrzeb szkoły ślusarskiej w Świątnikach w oznaczonych tu dwóch kierunkach za niezbędne, pozwala sobie Komisya krajowa dla spraw przemysłowych upraszać, ażeby Wysoki Wydział zechciał wyjednać potrzebne na ten cel środki pieniężne od Sejmu, i odpowiednie wnioski przedkłada na końcu niniejszego sprawozdania.14

Następnie Sejm obradował nad tymi zagadnieniami. Niedawny pożar w Świątnikach dodatkowo zmotywował posłów do przychylenia się planom budowy nowego budynku:

Sprawozdawca poseł Romanowicz:

5. Sejm poleca Wydziałowi krajowemu, aby na przyszłą sesyę sejmową przedłożył plan i kosztorys na stałe pomieszczenie c. k. zawodowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach górnych, oraz szczegółowe wnioski co do tej budowy.

6. Sejm poleca Wydziałowi krajowemu, aby z funduszu, przeznaczonego na zasiłki na budowę dróg gminnych i powiatowych, udzielił znaczniejszego zasiłku na budowę drogi, prowadzącej ze Świątnik górnych do rządowego gościńca krakowsko-wiedeńskiego w Mogilanach.

(…)

P. Dr. Larysz Niedzielski. Wychodząc z zasady, ze dodatnia działalność Sejmu zależy od ekonomicznego użycia czasu, będę się wystrzegał dłuższego przemówienia przy rzeczach i o rzeczach, które na to nie zasługują. Przemówienie moje zwrócę tylko do 6. wniosku komisyi przemysłowej. W zupełności podzielam stanowisko komisyi przemysłowej, żądającej połączenia Świątnik, gdzie znajduje się szkoła przemysłowa, z dobrą komunikacyą względnie Krakowem, przeciwko temu nie mam nic. Jednak nie mógłbym się zgodzić na końcowy ustęp wniosku, mianowicie, aby drogę ze Świątnik połączyć przez Mogilany z rządowym gościńcem wiodącym do Krakowa. Reprezentując powiat wielicki pochlebiam sobie, że stosunki i potrzeby tego powiatu znam dość dobrze, tak samo dobrze znam tę trasę, którą komisya przemysłowa do przyjecia przedstawia. Na tę trasę nie mógłbym się zgodzić, albowiem inną uważam za odpowiedniejszą dla naszego powiatu i nawet za odpowiedniejszą dla Świątnik i dla szkoły samej.

Mianowicie według mnie inna droga, wiodąca przez Wrząsowice i Swoszowice i tu stykająca si# z gościńcem rządowym, jest dla szkoły przemysłowej korzystną, a względnie korzystną dla powiatu.

Przeglądając sprawozdanie komisyi przemysłowej nie znalazłem dostatecznego poparcia jej wniosku, dlaczego komisya tę trasę właśnie za odpowiedniejszą dla szkoły uznała. Wprawdzie wiadomo mi, ze inżynier, niejaki p. Majer, który jest zajęty przy szkole ślusarskiej w Świątnikach, odezwał się za przyjęciem tej trasy na Mogilany.

Być może, że ten pan Majer jest bardzo zdolnym inżynierem technicznym, i odpowiednim profesorem w szkole ślusarskiej, jednak to do mojego przekonania nie trafia, ażeby ten p. Majer znał się równie dobrze na trasach drogowych.

Ponieważ jednak nie chciałbym wziąć na własną odpowiedzialność, która droga jest korzystniejsza, czy na Mogilany, czy na Swoszowice, przeto stawiam wniosek odmienny, aniżeli wniosek komisyi przemysłowej. A mianowicie Wysoki Sejm raczy uchwalić:

„Poleca się Wydziałowi krajowemu, ażeby w jak najkrótszym czasie zbadał przez swe organa techniczne najkorzystniejszą trasę drogową łączącą Świątniki z Krakowem, i udzielił z funduszu na budowę dróg gminnych i powiatowych znaczniejszego zasiłku na budowę tej drogi”. Jednem słowem upraszam, żeby Wysoki Sejm raczył polecić Wydziałowi krajowemu zbadanie, która trasa jest dla Świątnik właściwszą.15

Na ten wniosek wielickiego posła głos zabrał poseł Weigel, który również znając te strony podtrzymywał inicjatywę drogi do Mogilan.

P. Dr. Weigel. Ja nie stanę przeciwko wnioskowi szanownego poprzedniego mówcy o ile pragnie, aby Wydział krajowy zastanowił się nad najdogodniejszą drogą prowadzą,cą do Świątnik. Podam jednak parę uwag, które mam do zrobienia na podstawie doświadczenia mojego, bo jużto jako delegat komisyi centralnej w ministerstwie oświecenia dla szkół przemysłowych, jużto jako delegat specyalny Wydziału krajowego dla Świątnik, tak często bywam w tej miejscowości od lat kilkunastu, że z położeniem rzeczy dokładnie jestem obeznany. Owóż droga, o której mówi szanowny poseł wielicki, mogłaby być wprawdzie względnie krótszą t. j. droga na Swoszowice i Wrząsowice do Świątnik , ale przedstawia ona tę niedogodność, że prowadzi z Wrząsowic do Świątnik pod tak stromą górę, że jest ona po większej części w lesie i pod samą górą w niektórych miejscach prawie nieprzebytą. Ile razy z członkami komisyi ministesteryalnej t. j. z inspektorami przemysłowymi zniewolony byłem udawać się tą krótszą drogą do Świątnik, pragnąc tę krótszą spróbować drogę to szedłem wraz z tymi członkami (jak n. p. radcą dworu baronem Weigelspergiem, Exnerem i Hauffem po największej części piechotą. Byłem w niebezpieczeństwie pogruchotania pod samą górą Świątnicką powozu, którym wieść mi ich wypadało, bo do naszych wózków lub bryczek i do naszych polskich dróg panowie ci nie bardzo przywykli. Otóż jeżeli Wydział krajowy względnie oddział techniczny poświadczy, że droga do Świątnik na Swoszowice, o której nie przeczę, że Wydział powiatowy czynił co się dało, żeby ją do Wrząsowic zrobić jako tako użyteczną, da się adaptować przydatnie, ja się temu sprzeciwiać nie będę; ale nam chodzi o to, żeby z jednej i drugiej strony Świątnik była ta droga najdogodniejszą do przebycia podróżnych i przewozu węgla, tudzież żelaza. Przeczę zaś według mego doświadczenia, ażeby to się z Wrząsowic do Świątnik dało tak łacno uskutecznić. Przed tygodniem byłem tam na pogorzelisku i badałem znowu stosunki przystępniejszej drogi do Świątnik. Otóż wiem, że droga ta od jesieni do lata jest poprostu nie użytą i dłużej się jedzie, jak na Mogilany. Obawiam się więc, że koszta nie będą mniejsze j natomiast, jeżeli ktoś chce się dostać drogą cywilizowaną, że tak powiem, do Świątnik, to mimo dłuższej nieco drogi szybciej wygodniej i bezpieczniej może jechać na Mogilany; raz dlatego, że do Mogilan z Krakowa i Podgórza prowadzi szosa bardzo dobrze i porządnie utrzymywana i mimo góry prędzej się dojeżdża do samego szczytu i skrętu Mogilańskiego na drogę ku Świątnikom. Następnie, że obecnie rozchodzi się tylko o 4 ½ kilometry t. j. pół mili drogi z Mogilan do Świątnik i tędy też zwykle się droga z Krakowa szybciej odbywa, jak na Swoszowice i Wrząsowice, bo z Krakowa do Mogilan 2 mil za godzinę lub 5 kwadransy się przebywa po doskonałej szosie rządowej, a byle boczna droga z Mogilan do Świątnik była dobrą, cała droga z Krakowa za 2 godzin przebyćby się dała. Ale ta boczna droga w tej chwili jest nie do przebycia, chociaż Wydział powiatowy nawoził tam kamienie. Ten sam inżynier, o którym mówił poseł wielicki p. Majer z Wiednia, bawiący obecnie w Świątnikach oświadczył zaś, że zrzucanie kamieni bez potłuczenia ich i bez ładu w te bryły błota jest jak teraz raczej zaprzepaszczeniem niżeli poratowaniem tej drogi, o 4-5 kilometrach. Wystarczy powiedzieć, iż tak się złożyło, że kiedy za ostatniej bytności swej w Krakowie p. minister Gautsch miał być także w Świątnikach nie doradzałem tej jazdy, bo ani jedną ani drugą drogą nie dało się dotrzeć do Świątnik choćby tego tak był pragnął.

Nie jestem więc przeciwny wnioskowi posła wielickiego, o ile dąży do tego, żeby Wydział krajowy kwestyę tych dróg raz jeszcze dokładnie zbadał, owszem powiem dodatnio po stronie wniosku posła wieleckiego, że można by w krótszym względnie czasie dostać się do Świątnik, mianowicie ze stacyi kolei państwowej w Swoszowicach na Wrząsowice, ale musiałaby być góra pod Świątnikami tak serpentynami opasaną, żeby tam poprostu wywindować się można bez narażenia się na niebezpieczeństwo.

Dlatego niech sobie Wydział krajowy kwestyę studyuje, jak sobie szanowny poseł wielicki życzy; nie staję temu wnioskowi poprzecznie, ale winienem z powodu znajomości rzeczy podnieść rzeczywisty stan sprawy, a dodam, że gdyby jedna i druga z tych dróg była do przebycia, byłoby to dobrodziejstwem czy dla pieszych krótszą drogą na Wrząsowice, czy dla żelaza i węgla na Mogilany, nie mówiąc już dla dojazdu powozami.16

Głos w sprawie zabrał także poseł sprawozdawca Tadeusz Romanowicz:

Sprawozdawca p. Romanowicz. Szanowny poseł wielicki wyraził zdziwienie, dlaczego komisya przemysłowa nie uzasadniła obszernie tego, że przyjmuje dukt drogi Świątniki-Mogilany, a nie Świątniki-Wrząsowice. Otóż komisya przemysłowa byłaby może wdała się w obszerniejszy w tym przedmiocie wywód, gdyby była komisyą przemysłowo-drogową. Nie będąc nią, nie mogła rzeczy traktować specyalnie ze stanowiska drogowego tylko musiała ją traktować ze stanowiska potrzeb interesów szkoły w Świątnikach. Ze stanowiska zaś tego jest rzeczą, niezaprzeczalną, iż trzeba Świątnikom zapewnić jak najbliższą komunikacyę z gościńcem rządowym, bitym, dobrym, na którym dowóz węgla i żelaza do Świątnik będzie najłatwiejszy i najbardziej możliwy. Szanowny poseł wielicki niejako nam podsuwa to, ze myśmy dlatego się oświadczyli za drogą Świątniki Mogilany, ponieważ p. inżynier Majer za nią się oświadczył. Tymczasem mam tu właśnie pod ręką referat p. inżyniera Majera, który jest z daty 8. listopada, gdy sprawozdawanie komisyi jest z 6. listopada. Więc nikt komisyi zarzutu zrobić nie może, żebyśmy za p. Majerem powtarzali.

Co do rzeczy samej muszę naprzód przypomnieć, że już w r. 1884 kiedy sprawa dróg w powiecie wielickim się regulowała, był projekt przeprowadzenia drogi z Wieliczki na Świątniki do Mogilan i ten projekt subwencyonował wtedy Wydział krajowy. Dopiero w r. 1886 nie z Wydziału krajowego, ale z Wydziału powiatowego zmieniono kierunek drogi i postanowiono iść za Świątnik przez Wrząsowice do Swoszowic. Dziś część Wieliczka- Wrząsowice jest skończona, a część Wrząsowice Świątniki jest ta, o którą się rozchodzi posłowi wielickiemu. Otóż jeżelibyśmy tę drogę dali Świątnikom do kolei, a względnie do Krakowa, nie miałyby Świątniki komumkacyi z gościńcem rządowym, który jest ze wszystkich miar lepszy. We Wrząsowicach na tym całym kawałku od Świątnik do Wrząsowic są niesłychanie wielkie spadzistości, grunt jest bardzo zły tak, że znawcy mówią, iż tam nie można jechać z ciężarem inaczej jak czterma końmi. Zachodzi dalej ta okoliczność, ze na tym kawałku trzebaby expropriować grunta pod drogę, podczas gdy na kawałku Świątniki-Mogilany jest to albo zupełnie niepotrzebne, albo tylko w małej części konieczne. Dalej budowa traktu Świątniki-Wrząsowice trwałaby znacznie dłużej, bo są tu do przezwyciężenia znacznie większe trudności techniczne niż na tamtej drodze. Zwrócę jeszcze uwagę, że różnica nie jest tak bardzo wielka: droga ze Świątnik do Mogilan ,miałaby 4 i 3/10 kilometry długości, droga ze Świątnik do Wrząsowic 3 i 15/100 kilometry długości. Rożnica zatem jest 1 i 15/100 kilometra. Wobec tego wszystkiego zdawało się komisyi, że jest zupełnie uzasadniony wniosek komisyi krajowej, ażeby budować na Mogilany.

Co do wniosku p. posła Niedzielskiego ten byłby tylko w takim razie do przyjęcia, gdyby się wnioskodawca zaakomodował do uwag p. posła powiatu wielickiego mianowicie, żeby w taki sposób wniosek swój postawił, ażeby Wydział krajowy zbadał i udzielił subwencyi i na tem skończyć. Ja sądzę jednak, że tak jak jest wniosek komisyi, Wysoka Izba śmiało przyjąć go może, a ten cel, o który nam głównie chodzi, t. j. zapewnienie Świątnikom dobrej komunikacyi, będzie osiągnięty.17

Wniosek posła. Niedzielskiego nie wszedł i Sejm przyjął treść punktu 6. Wyceniono koszty budowy na 25350 złr drogi do Mogilan o długości 5.4 km. i szerokości 6 m. Przewidziano zakończenie budowy na rok 1891. Na 27. posiedzeniu Sejm zatwierdził subwencje dla szkoły ślusarskiej w wysokości 900 złr zwyczajnej i 500 złr nadzwyczajnej.18 Ciekawe informacje o szkole ślusarskiej zawarte też są w pozostałych załącznikach sprawozdania Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych:

D. Szkoły fachowe dla wyrobów metalowych.

W tej grupie szkolnictwa przemysłowego posiada kraj koronny Galicya tylko jedną szkołę ślusarską w Świątnikach, a i tę zawdzięcza kraj Wysokiemu c. k. Rządowi. Fundusz krajowy pokrył tylko znaczniejsze wydatki, powstałe przy pierwszem urządzeniu szkoły, prócz tego dostarcza kraj potrzebnego lokalu, opału i usługi, w końcu zasila powyższą szkołę fundusz krajowy roczną subwencją, która w roku bieżącym wynosi 900 zł., a na rok 1890 preliminowaną jest w wysokości 1150 zIr.

Urządzenie jej jest znakomite. Ponieważ ale cała ludność tej wioski domowem ślusarstwem się trudni, byłoby więc pożądanem ułatwić jej by mogła korzystać z maszyn do szkoły należących, wyrabiając za ich pomocą pojedyncze części składowe, do swych wyrobów ślusarskich potrzebne. Maszyny, używane obecnie w tej szkole, są jednak dla wyż wspomnianego celu niewystarczające, tak co do liczby jak i gatunku, i tylko nie wielu ślusarzy tej wsi korzystać z nich może.

By więc rozwój przemysłu ślusarskiego w tej miejscowości wzmocnić i ułatwić, zanosimy prośbę o łaskawe wstawienie do budżetu państwa na rok 1890, celem zakupna wyż wspomnianych maszyn dla szkoły w Świątnikach, kwoty 3500 zł.19

W roku następnym Sejm zatwierdził budżet budowy nowego gmachu szkoły ślusarskiej i polecił Wydziałowi Krajowemu wykonanie w kwocie 35 tys złr. przy założeniu, że gmina przeznaczy na ten cel 10 tys złr. Takie wnioski zanotował Wydział Krajowy z zakresie przemysłu krajowego.

Komisya krajowa dla spraw przemysłowych, zdając sprawę o stosunkach przemysłu ślusarskiego w Świątnikach górnych i o nader pożytecznej działalności istniejącej tamże c. k. zawodowej szkoły ślusarskiej zaznacza z naciskiem, że teraźniejsze pomieszczenie szkoły jest zupełnie nieodpowiednie i że z tego powodu szkoła narażona jest na liczne niedogodności, które tamują jej rozwój. W dotychczasowym lokalu szkolnym nie ma absolutnie miejsca na inwentarz, który c. k. Ministerstwo zamierza uzupełnić kosztem przeszło 30.000 zł. Okoliczności te nabierają tem większej wagi, że Wysoki Sejm uznał za niezbędne rozszerzenie zakresu nauki szkolnej uchwalą z dnia 15. listopada 1889 wzywającą c. k. Rząd, aby w porozumieniu z Wydziałem krajowym i krajową Komisyą dla spraw przemysłowych zaprowadził w tej szkole kurs przemysłu ślusarstwa artystycznego i ślusarstwa budowlanego. Uchwalę tę podano do wiadomości c. k. Prezydyum Namiestnictwa pismem z dnia 15. listopada 1889. l. 1.105. Odezwą z dnia 10, lipca 1890 l. 7.189 c. k. Prezydyum Namiestnictwa zawiadomiło Wydział krajowy o decyzyi ministeryalnej w sprawie przytoczoną uchwałą poruszonej. P. Minister pomimo licznych zarzutów przytoczonych w reskrypcie wymienionym z, dnia 14. czerwca 1890 l. 8.545 jest skłonny rozszerzyć obecny program fachowej szkoły w Świątnikach a to jak się p. minister wyraża „bacząc na uznaną i wśród najtrudniejszych stosunków doświadczoną zręczność i zdolność kształcenia się w zawodzie ślusarskim ludności świątnickiej, dalej z uwagi na stosunkowo korzystne rezultaty, jakie szkoła w dotychczasowych granicach swej działalności osiągnąć zdołała, wreszcie z uwagi na wielką ważność, jaką Sejm krajowy zdaje się przywiązywać do rozszerzenia szkoły”. Mianowicie zaprowadzonoby dla uczniów zdolniejszych lub praktycznie bardziej wyrobionych naprzód naukę, mającą na celu upiększenie, dekorowanie i zdobienie form użytkowych produkowanych w zakładzie, uwzględniając odpowiednio ten kierunek także w nauce rysunków wolnoręcznych i fachowych. W dalszym ciągu nauki mogliby tacy uczniowie, nie ograniczając się jedynie do sporządzania kłódek i zamków, wyrabiać także niezdobne lub miernie ozdobne prostsze przedmioty z zakresu ślusarstwa budowlanego.

Udzielanie praktycznej nauki w dekorowaniu i w wyrabianiu prostych niekunsztownych przedmiotów z zakresu ślusarstwa budowlanego poruczonoby obecnym werkmistrzom c. k. szkoły zawodowej, którzy są do tego zupełnie uzdolnieni. Dla nauki rysunków wolnoręcznych i fachowych okazałaby się zapewne potrzeba ustanowienia nowej siły nauczycielskiej. W tym ostatnim względzie, jakoteż w sprawie dostarczenia szkole odpowiednich środków naukowych wyda p. minister w swoim czasie odpowiednie zarządzenia. Przeprowadzenie jednak tych zarządzeń czyni p. minister zależnem od dopełnienia różnych warunków, a przedewszystkiem od odpowiedniego umieszczenia zakładu. Budynek bowiem, w którym się mieści fachowa szkoła świątnicka, jest wedle reskryptu p. ministra dla celów tego zakładu już w obecnym jego zakresie zupełnie niedostateczny, byłby zaś tem bardziej nieodpowiedni, gdyby zakład według powyższego projektu został rozszerzony. P. minister żąda zatem wystawienia nowego budynku według planów przez niego zatwierdzić się mających. Nadto wymaga p. minister dostarczenia kosztem kraju przyzwoitych pomieszkań dla zajętych przy szkole sil nauczycielskich i pomocniczych a uzasadnia to żądanie okolicznością, że teraźniejsze mieszkania wszystkich członków grona nauczycielskiego nie tylko nie odpowiadają najskromniejszym wymaganiom wygody, ale nawet pod względem sanitarnym pozostawiają wszystko do życzenia. P. Minister: zaznacza, że o wyszukanie mieszkania w Świątnikach dla nowego nauczyciela rysunków będzie też nader trudno zwłaszcza, że zeszłoroczny pożar zniszczył większą część Świątnik, która się dotąd nieodbudowała.

Potrzebę wybudowania gmachu na stale pomieszczenie szkoły odpowiednio do jej potrzeb i projektowanego rozszerzenia uznał także Wysoki Sejm, uchwalą bowiem przytoczoną na wstępie pod 5. polecił Wydziałowi krajowemu, aby na przyszłą sesyę sejmową przedłożył szczegółowe wnioski co do tej budowy.

Z tych wszystkich powodów Komisya krajowa dla spraw przemysłowych zajęła się jak najgorliwiej projektem budowy gmachu dla szkoły świątnickiej przy pomocy delegata ministeryalnego inżyniera p. Fr. Maiera z Wiednia i kierownika szkoły p. K. Bruchnalskiego. Na podstawie gruntownych badań i wyczerpujących narad Komisya wypracowała plan budowy na pomieszczenie szkoły i pomieszkania dla kilku nauczycieli, która według przybliżonego kosztorysu wymaga nakładu około 35.000 zł.

Do częściowego ponoszenia kosztów tej budowy obowiązana jest gmina Świątniki w myśl uchwały Rady gminnej z d. 1. października 1886, zatwierdzonej następnie przez Radę powiatową w Wieliczce. Na ten cel ma dostarczyć gmina 10.000 zł. W razie ociągania się gminy od dopełnienia tego obowiązku Wydział krajowy użyje środków przymusowych. Resztę kosztów budowy w kwocie 25.000 zł. wypada pokryć ze skarbu krajowego, C. k. Rząd oświadczył stanowczo, że na ten cel nie udzieli żadnego zasiłku ze skarbu państwa. Budowa ma być wykończona w terminie dwuletnim a to w ten sposób, że z ogólnej sumy kosztów budowy w kwocie 35.000 zł. przypadnie na r. 1891- 20.000 zł., na r. 1892 zaś 15.000 zł. w. a. Stosownie do przedstawionego wyżej stanu rzeczy i zgodnie z Komisyą krajową dla spraw przemysłowych Wydział krajowy przedkłada Wysokiemu Sejmowi wnioski w sprawie budowy, o której mowa.20

W Sejmie uchwalono:

Sprawozdawca p. Szczepanowski. (Czyta).

V. Sejm upoważnia Wydział krajowy do wzniesienia budynku dla c. k. zawodowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach górnych kosztem najwyżej 35.000 zł pod warunkiem, że gmina Świątniki górne przyczyni się do kosztów budowy kwotą 10.000 zł. i otwiera Wydziałowi krajowemu kredyt na ten cel w kwocie 25.000 zł.

Wypłata tej dotacyi z funduszu krajowego nastąpi w dwóch ratach rocznych. Sejm wstawia w budżet na rok 1891 kwotę 10.000 zł. tytułem l. raty na cel powyższy.21

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1895 roku.

Ogółem na rok 1891 w budżecie zatwierdzono 1400 złr jako „Zasiłek na zapomogi dla kształcących się w c. k. zawodowej szkole ślusarstwa w Świątnikach górnych” i 10000 złr pierwszej raty na budowę nowego budynku.22

Sejm przyznał także koncesje na pobieranie myta na drodze Wieliczka-Gorzków-Świątniki wraz z odnogą Gorzków-Zakliczyn aż do granicy powiatu myślenickiego o łącznej długości 20km. W 1890 roku ukończono budowę ostatniego 10km odcinka tej drogi wraz z 15 mostami w tym także moście na Wildze o długości 20m. W większości koszty budowy pokrył powiat wielicki w kwocie 30633 złr. I 49 ct. Oto treść przyjętej uchwały wraz ze stawkami myta dla drogi kategorii I:

Uchwała

o udzieleniu koncesyi do poboru opłat mytniczych na rzecz utrzymania dróg gminnych Wielicko-Świątnickiej

Zgodnie z uchwałą Sejmu Mojego Królestwa Galicyi i Lodomeryi wraz z Wielkiem Księstwem Krakowskiem rozporządzam co następuje:

Art. l.

Na przeciąg lat pięciu od wejścia w wykonanie tej uchwały nadaje się prawo do pobierania myta:

l. Wydziałowi powiatowemu w Wieliczce jako władzy nadzorującej na rzecz utrzymania drogi gminnej Wielicko-Świątnickiej i na trakcie tejże drogi znajdującego się mostu na rzece Wildze, z zastrzeżeniem, że gminy i obszary dworskie, przez których terytoryum omycona droga przechodzi, przyczyniać się będą do jej utrzymania prestacyami w myśl postanowień ustawy drogowej.

Opłatę myta pobierać należy według następującego wymiaru:

a) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu 4 (cztery) ct.;

b) od każdej sztuki bydła pociągowego nie w zaprzęgu, od bydła pędzonego ciężkiego i koni

wierzchowych 2 (dwa) ct.;

c) od każdej sztuki bydła pędzonego 1 (jeden) ct.

Art. III.

Konie, woły, krowy, muły, osły należą do bydła ciężkiego, zaś cielęta, źrebięta, owce, kozy

i świnie do drobnego.

Od bydła niesionego lub wiezionego wozem nie opłaca się żadnej należytości. Zwierzęta, które ssą i przy matkach idą, są wolne od wszelkiej opłaty mytniczej.

Art. IV.

Przy poborze myta mają być zachowane ogólne przepisy o uwolnieniu od opłaty mytniczej

lub o zniżeniu tejże.23

W roku 1891 Sejm cesarz nie zwołał sejmu, więc Wydział krajowy mógł jedynie kontynuować politykę budżetową na kolejny rok nie mogąc wnieść żadnych zmian dlatego szczęśliwie złożyło się, że Sejm przyznał już kwotę na budowę nowej szkoły.

Sprawozdawca p. Chrzanowski (czyta):,

G) C. k. szkoły przemysłowe zawodowe, subwencyonowane ze skarbu krajowego.

Poz. 282. C. k. szkoła zawodowa przemysłu drzewnego w Zakopanem 1.650 zł.

„ 283. C. k. szkoła zawodowa ślusarstwa w Świątnikach  667 zł.

„ 284. Zasiłek na zapomogi dla majstrów, kształcących się w c. k. szkole ślusarskiej w Świątnikach 500 zł.

„ 285. Reszta sumy na wystawienie budynku dla szkoły ślusarskiej w Świątnikach 10.000 zł..24

W 1896 roku ponownie powiat wielicki wystąpił o przyznanie koncesji na pobieranie myta na drodze Wieliczka – Klasno – Siercza – Koźmice Wielkie – Byszyce – Rzeszotary – Świątniki z mostem na Wildze. Powiat przez ostatnie 3 lata wyremontował tą drogę kosztem 4376 złr. Sejm przychylił się do tego wniosku przyznał myto według poprzednich stawek.25

Subwencja roczna dla szkoły zawodowej wynosiła 1554 złr, a zasiłek dla majstrów kształcących się w szkole 500 złr.26 W roku kolejnym wartości te wynosiły odpowiednio 1554 złr i 400 złr.27 i tyle samo wyniosło w roku 1898.28 Wydziały powiatowe z Myślenic i Bochni udzielały stypendiów dla uczniów min. szkoły ślusarskiej w Świątnikach.29 Państwowe stypendia przyznano 25 uczniom (po 3-5 złr/msc).30

Wydział Krajowy w ramach ochrony przemysłu domowego uwolnił min. uchwałą z dnia 3 lutego 1897 roku l. 81.319 Spółkę Ślusarską w Świątnikach od zobowiązań podatkowych na okres od 1 października 1896 do 30 września 1906. Praktyka „uwalniania” przedsiębiorstw nie spodobała się Namiestnictwu i toczono proceduralne spory o kompetencje takich praktyk..31

W roku 1898 Wydział Krajowy udzielił Spółce Ślusarskiej 3% pożyczki na sumę 3000 złr.32 Komisja krajowa przyznała stypendia w wysokości 3-4 złr/msc 25 najlepszym uczniom. Wartość wyrobionych towarów w szkole ślusarskiej wyceniono w 1899 roku na 514 tys. złr. Do pełni funkcjonalności określono konieczność zakupu kilku maszyn (strugawki, wiertaczki stojącej, tokarki) i organizacja wody do maszyny parowe.j33 W Świątnikach 25 maja 1899 roku odbyła się wystawa przeglądowa bydła – z przyprowadzonych 250 sztuk bydła 49 nagrodzono wypłacając 5 dukatów i wręczając 4 listy pochwalne.34

W 1900 roku pojawiła się petycja do komisji drogowej w sprawie subwencji na budowę drogi powiatowej Świątniki – Siepraw – Myślenice.35 Zwiększono subwencje na szkołę ślusarską do 3180 K, a zasiłek dla kształcących się majstrów do 800 K.

W roku 1901 poruszona została ponownie sprawa drogi Swoszowice-Świątniki dla której wygasła już 5-letnia koncesja na pobieranie myta. Sejm przychylił się do wniosku powiatu wielickiego.36 Sejm pozostawił stawki subwencji i zapomogi na poprzednim poziomie i dodatkowo przeznaczył 2260 K „na koszta budowy studni, bielenie i rulety”.37 Dla uczniów szkoły ślusarskiej na stypendium wypłacono ryczałtem 1700 K.38

W następnym roku ponownie powiat wielicki wystąpił o przyznanie myta na wybudowanej w latach 1885-1898 drodze Podgórze-Swoszowice-Świątniki-Mogilany z mostem na Wildze w Zbydniowicach o długości 20.9 m o łącznej długości 21.06 km, zbudowanej systemem gościńcowym o szerokości w koronie 6 m. Koszt budowy wyniósł prawie 184 tys. złr. Sejm postanowił przyznać pobieranie myta mostowego w Zbydniowicach według stawek dla I. klasy drogi oraz drugie myta drogowego dla wyższej II klasy drogi wg następujących stawek:

Art. II.

Opłatę myta pobierać należy na dwóch stacyach według następującego wymiaru:

I. Myto drogowe na stacyi w Swoszowicach:

a) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu 8 (ośm) h;

b) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu, od bydła pędzonego ciężkiego i koni wierzchowych 4 (cztery) h;

c) od każdej sztuki bydła pędzonego drobnego 2 (dwa) h.

II. Myto mostowe na stacyi w Zbydniowicach:

a) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu 4 (cztery) h;

b) od każdej sztuki bydła pociągowego nie w zaprzęgu, od bydła pędzonego ciężkiego i koni wierzchowych 2 (dwa) h;

c) od każdej sztuki bydła pędzonego drobnego 1 (jeden) h.39

W roku szkolnym 1900/01 wypłacono stypendia dla 28 uczniów w wysokości 6-8 K/msc,40 w roku kolejnym 31 uczniów w wysokości 6 K/msc.41

Utrzymane zostały wysokości stawek przeznaczonych na szkołę ślusarską w 1903 roku i wynosiły 3108 K na utrzymanie i 800 K na zapomogi dla majstrów.42

Do Lwowa tymczasem dotarły informacje, że w szkole ślusarskiej pojawiły się tarcia nie tylko z miejscowymi rzemieślnikami ale także członkami Spółki Ślusarskiej. Sytuacja zrobiła się na tyle poważna, że władze Spółki wniosły petycję do Sejmu o szybkie przysłanie delegata z Wydziału Krajowego „celem zbadania stosunku tejże spółki do szkoły ślusarskiej i jej dyrektora Bilygo”. Sprawę tę szybko poruszyli przeciwnicy dalszego istnienia szkoły, a po tragicznej śmierci posła Weigla (zmarł w 1901 roku podczas obrad sejmowych) Świątniki utraciły swojego obrońcę w Sejmie.

P. ks. Szponder. Wysoka Izbo! Jeżeli zgłosiłem się jeszcze do krótkiego przemówienia, to może niejednego zadziwić, te jako niefachowy zabieram głos w sprawie, która bądźcobądź wymaga pewnej znajomości rzeczy.

Chcę zwrócić uwagę na szkoły państwowe w Świątnikach i Sułkowicach. Otóż widocznie w tych szkołach muszą być jakieś mankamenta, bo ogół tamtejszych mieszkańców żali się na zarząd tych szkół. Nawet wpłynęła w tym kierunku petycya do Sejmu, gdzie w drastyczny sposób są uwidocznione te wszystkie żale. Przeszło 4.000 robotników w Świątnikach żali się na zarząd tamtejszej szkołyprzemysłowej.

Do tego czasu dzieje się tak, te dla przekonania się i wykazania pożytku i wydatności tamtejszej szkoły ślusarskiej, bierze się tylko sprawozdania Dyrekcyi, która oczywiście zawsze pisze, że szkoła się pomyślnie rozwija i stoi na takiej wysokości swego zadania, że może konkurować z wyrobami zagranicznemi. Naturalna rzecz, że Dyrekcya inaczej pisać nie może, bo tu chodzi przecież o jej własną skórę.

Byłoby zatem do życzenia, aby c. k. inspektor przemysłowy zasięgnął zdania o wydatności szkoły od miejscowych majstrów, bo prawdopodobnie nie wszystko jest tak dobrze, jak to dyrekcya przedstawia i muszą tam być jakieś błędy, jeżeli są, tak ogólne żale i skargi.43

Należy jednak przyznać ks. Szponderowi racje, że sprawozdania Komisji Krajowej oparte na szkolnych sprawozdaniach były sztampowe z ogólną charakterystyką, że szkoła rozwija się dobrze. Na forum krajowym sprawa tego konfliktu nie została więcej podjęta.

Na rok 1904 utrzymano wielkość subwencji dla szkoły ślusarskiej44 i dodatkowo otrzymała ona 2000 K pożyczki na utworzenie funduszu obrotowego w 5 ratach po 400 K spłacanych do 1912 roku.45 W roku szkolnym państwo wypłaciło stypendia dla: 1 ucznia po 10K/mdc, 3. po 8 K/msc i 27 po 6 K/msc a w roku 1904/5 1. po 10K/mdc, 20. po 6 K/msc i 9 po 5 K/msc.46

Tak przedstawiano sytuacje w szkole:

Szkoła ślusarska w Świątnikach ukończyła 15. rok istnienia, rozwija się pomyślnie i stoi na tej wysokości, że wyroby jej nietylko mają zbyt, ale mogą konkurować z wyrobami obcemi. Tak jak w latach poprzednich, werkmistrze bywają wysyłani do wzorowych zakładów fabrycznych, celem dalszego kształcenia się zawodowo, a po wydoskonaleniu się wracają do szkoły i bywają użyci do podejmowania nowych robót w warsztacie szkolnym.

W roku ubiegłym wprowadzono do zakładu naukę wyrabiania okien ozdobnych. Ukończono również prace przygotowawcze do fabrykacyi zamków meblowych przez tamtejszą spółkę ślusarską. Dla jednej z firm wiedeńskich, która corocznie potrzebuje około 10000 sztuk pewnego rodzaju zamków, wykonali majstrowie świątniccy 400 sztuk żelaznych zamków na okaz, a po ich przyjęciu zamówiono dalszych 700 sztuk. Zamówienie to otrzymała Dyrekcya za pośrednictwom Ministeryum handlu.

W obec tak znacznego zamówienia okazuje się, że wyrób zamków jest dobry i jest nadzieja, że wyrób ten przysporzy ślusarzom zarobku i stworzy nowe źródło dochodu.47

Gmina Świątniki w 1904 roku wniosła kilka petycji do różnych komisji w sprawie zniesienia prestacyi drogowych, o zmianę ustawy łowieckiej, o zamknięcie gorzelni z powodu braku kartofli i zmianę ordynacji wyborczej.48

Poseł Stapiński przedstawił w Sejmie propozycję utworzenia w szkole ślusarskiej łazienek przy warsztatach, a co bulwersowało najbardziej posła, że sami rzemieślnicy i pracownicy szkoły nie widzieli jak dotąd potrzeby zachowania podstawowych zasad higieny. Wniosek jednak nie przeszedł i został odesłany do zbadania przez Wydział Krajowy.49

W 1906 roku urządzono „kurs zawodowy dla ślusarzy w Krakowie przy współdziałaniu sił nauczycielskich i z pomocą środków naukowych Świątnickiej szkoły ślusarskiej”.50

W roku 1907 ponownie pojawiła się sprawa zbyt wąskiej specjalizacji świątnickiego rzemiosła:

P. Skołyszewski.(…)

Wiem, że takie ogólnikowe określenie, bez przytoczenia konkretnych faktów, jest bez znaczenia. Przedstawię tedy Panom stosunki w moim okręgu wyborczym wielicko-bocheńskim.

Istnieje w Świątnikach górnych i w wioskach do Świątnik przylegających przemysł ślusarski, datujący się jeszcze od 13. wieku. Ludność tam pracuje nad wyrobem kłódek i nic innego prócz kłódek wytworzyć nie potrafi.

Przemysł wielki podciął naturalnie tę gałęź drobnego przemysłu, gdyż kłódkę, nad którą pracuje najsprytniejszy robotnik 1 ½ do 2 godzin, wyrabia maszyna w przeciągu kilku zaledwie minut. Naturalnie wskutek tej konkurencyi maszynowej podupadł zupełnie ten przemysł ślusarski, bo maszyna wytwarza taniej i prędzej.

Istnieje wprawdzie w Świątnikach państwowa szkoła ślusarska, ale ona wykształca tylko poszczególnych uczniów. Natomiast brak inicyatywy, któraby się zajęła i przyszła z pomocą tym ludziom, którzy skazani są na kredyt pobierać czy materyał, czy środki żywności od grosisty,

który od nich ten towar kupuje.

A przecież jest pewnem, że gdyby np. w danym wypadku tych ludzi nauczył ktoś powoli i systematycznie zamiast wyrobu kłódek takich rzeczy, jak wyrabianie zamków, które nie mogą być inaczej, jak ręcznie wyrabiane,

(Głos. Nie chcą się tego uczyć !)

To też w tym właśnie kierunku uważam pewną akcyę za rzecz wskazaną. Tak samo w każdej innej gałęzi. (…) Dlatego tez, kończąc skromny wywód, pozwolę sobie wnieść następującą rezolucyę:

„Poleca się Wydziałowi krajowemu poczynienie badań, zdążających do wyświetlenia przyczyn ciągłego zubożenia i proletaryzacyi ludności rzemieślniczej małomiejskiej. Oraz, by po wyświetleniu przyczyn przedstawił na jednej z najbliższych sesyj sejmowej środki, zdążające do ekonomicznej sanacyi tej warstwy ludności, dotychczas w zastosowaniu nie będące i obecnym budżetem nie objęte”. (Brawa i oklaski).51

Poseł Władysław Jahl, członek Wydziału Krajowego zaprzeczył, jakby Wydział okazywał brak zainteresowania Świątnikami, aczkolwiek obiecał bliżej się przyjrzeć temu problemowi.

W 1909 roku Spółka Ślusarska ponownie otrzymała zwolnienie od podatków na okres lat 5,52 w 1910 otrzymała ponadto pożyczkę pod zastaw hipoteczny realności Spółki LK. 305/10 na sumę 10000 K do spłacenia w 40 kwartalnych ratach (przez okres 10 lat).53 W roku 1910 obniżona została subwencja dla szkoły do wartości 2800 K przy zachowaniu stałej zapomogi w wysokości 800 K na kurs dla majstrów.54 Wielkości tych dopłat nie zmieniły się do wybuchu wojny.

Dane Spółki Ślusarskiej do końca 1909 roku wg sprawozdania Wydziału Krajowego:

poz. 16, miejscowość Świątniki górne, nazwa Spółka ślusarska, rok założenia 1903, liczba członków 135, udziały 15207 K 40 g, fundusz rezerwowy 9.053 K, długi 23.714 K 41 g, czysty zysk 4.927 K 17 g, gotówka 1.468 K 32 g, wartość towarów i inwentarza 17.216 K 80 g, nieruchomości 3.287 K, sprzedaż w 1909. 66.173 K 26g.55

W roku 1913 przedłużono kolejny raz koncesje na pobieranie myta na drodze Wieliczka – Świątniki. W roku 1914 na wniosek posła dra Franciszka Bardla Sejm przyjął petycję w sprawie budowy drogi łączącej gminy Ochojno (Dolne i Górne), Rzeszotary z drogą powiatową Swoszowice – Świątniki.56 Ostatnim dokumentem z prac Sejmu jest ręcznie zapisany preliminarz funduszu krajowego na rok 1918. Wynika z niego ciekawa informacja, że planowane było poważne powiększenie i modernizacja warsztatów szkolnych, na co rząd wyznaczył niebagatelną kwotę 54 tys. K. Pożyczki tej szkoła jednak nie zdążyła podjąć przed wojną.

Wydatki – Rubryka XII Przemysł i rękodzieło

Szkoły przemysłowe zawodowe

b) subwencyonowane

poz. 124. Świątniki ck. szkoła ślusarska ………………………………………..A……………. B………… C

a) na utrzymanie………………………………………………………………….. 2.800……… 1.500 ……2.800

b) kurs majstrów ……………………………………………………………………800…………. 800…….. 800

c) rozszerzenie warsztatów (rata amortyz. od pożyczki* 54.000 K)….. -……………… -………. 2.808

(A – wniosek na 1918 r, B – wynikłość z roku 1913, C – kwota preliminowana na rok 1914)

*- wg wpisu w rubryce „Wyjaśnienia” – z powodu niezaciągnięcia pożyczki.57

Na tym kończę to zestawienie spraw poruszanych w Sejmie Krajowym, a bezpośrednio dotyczących Świątnik Górnych.

1 Alegat – dawniej załącznik do dokumentacji.

2 Stenogramy z 33. posiedzenie 6. sesyi 3. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 29. maja 1875.

3 34. posiedzenie 6. sesyi 3. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 29. maja 1875.

4 Tamże.

5 20. posiedzenie I. Sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 16 października 1883.

6 25. posiedzenie 2. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 23. października 1884

6a 3. posiedzenie 4. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 13. grudnia 1886

7 22. posiedzenie 3. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15 stycznia 1886

8 23. posiedzenie 3. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 16. stycznia 1886.

9 12. posiedzenie 4. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15 stycznia 1887.

10 17. posiedzenie 4. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 22. stycznia 1887

11 8. posiedzenie, 1. sesyi, VI. Peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 26. października 1889.

12 Rozporządzenie z dnia 19. marca 1889 L. 10361

13 15. posiedzenie, 1. sesyi, VI. Peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 9. listopada 1889.

14 Sprawozdanie z Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych za czas od sierpnia 1888 do sierpnia 1889, Alegata do sprawozdań stenograficznych Sejmu krajowego za rok 1889.

15 19. posiedzenie, 1. sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15. listopada 1889.

16 Tamże.

17 Tamże.

18 27. posiedzenie 1. sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 25. listopada 1889.

19 Sprawozdanie z Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych za czas od sierpnia 1888 do sierpnia 1889, Alegata do sprawozdań stenograficznych Sejmu krajowego za rok 1889.

20 Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego, Alegata 73 L. W. kr. 42.153/1890

21 18. posiedzenie, 2 sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 18. listopada 1890.

22 25. posiedzenie, 2 sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 27. listopada 1890. pozycje 269a i 269b

23 26. posiedzenie, 2 sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 28. listopada 1890.

24 6. posiedzenie 4. sesyi, VI. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 24. września 1892.

25 9. posiedzenie, 1. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 17. stycznia 1896.

26 24. posiedzenie, 1. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 6. lutego 1896.

27 15. posiedzenie, 2. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 13. lutego 1897.

28 24. posiedzenie, 3. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 27. lutego 1898.

29 Sprawozdanie Wydziału kraj. w przedmiocie ekonomicznej działalności Reprezentacyi powiatowych, Alegata 6 LW. 72.115/97

30 Alegat XIV do sprawozdania Komisji kraj. dla spraw przemysłu za rok 1897

31 Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego, Alegata 34 LW 75.421/97

32 Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. grudnia 1897 do 15. grudnia 1898, Alegata z roku 1898/99

33 Sprawozdanie komisyi przemysłowej o sprawozdaniu c. k. Rady szkolnej krajowej we Lwowie odnoszącym się do stanu państwowych szkół przemysłowych w Galicyi, Alegat 184 L.S. 3433/1900 z 26 kwietnia 1900.

34 Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności odnoszących się do podniesienia hodowli bydła w r. 1899, Alegat VII LW 84.858

35 6. posiedzenia, 5. sesyi VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 4. kwietnia 1900.

36 13. posiedzenia, 6. sesyi VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 5. lipca 1901.

37 16. posiedzenia, 6. sesyi VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 9. lipca 1901. Pozycja 420.

38 Alegat XII. Do sprawozdania Komisji kraj. do spraw przem. Za rok 1900.

39 12. posiedzenia, 1. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 8. lipca 1902.

40 Alegat VII do sprawozdania Komisji kraj. dla spraw przemysłu za rok 1901

41 Alegat X do sprawozdania Komisji kraj. dla spraw przemysłu za rok 1902

42 16. posiedzenie, I. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 2. listopada 1903. pozycja 432

43 42. posiedzenie, I. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 26. października 1903.

44 47. posiedzenie, 1. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 31. października 1903.

45 48. posiedzenie, 1. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 2. listopada 1903.

46 Sprawozdanie z czynności Komisyi krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. stycznia 1903. do 30. czerwca 1904.

47 Sprawozdanie komisyi przemysłowej o sprawozdaniu c. k. Rady szkolnej krajowej, odnoszącem się do stanu państwowych szkół przemysłowych i handlowych w Galicyi, Aleg. 222 z 19. października 1904.

48 22. posiedzenie, II. sesyi VIII. peryodu z dnia 2. listopada 1904.

49 29. posiedzenie, II. sesyi VIII. peryodu z dnia 10. listopada 1904.

50 Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. lipca 1905 do 20. grudnia 1906.

51 22. posiedzenie, III. sesyi VIII. peryodu z dnia 18. marca 1907.

52 Sprawozdanie z czynności Departamentu II. Wydziału krajowego za czas od 1. maja 1908 do 31. lipca 1909.

53 Sprawozdanie z czynności Komisyi krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. sierpnia 1909 do końca lipca 1910.

54 Preliminarz ogólny na rok 1911, alegata 1910.

55 Alegat 12. do Sprawozdania Wydziału krajowego LW. 85.373/1910 – Przemysłowe spółki wytwórcze.

56 6. posiedzenie, I. sesyi X. peryodu galicyjskiego Sejmu krajowego z dnia 23. lutego 1914, Alegat 339 L.S. 1874/1914

57 Preliminarz funduszu krajowego na rok 1918.

Opracował Jerzy Czerwiński.

O Wielkim Pożarze z 1889 roku można przeczytać w wielu publikacjach: historia Straży Ogniowej, szkoły ślusarskiej, parafii i Sióstr Służebniczek. To jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń z historii Świątnik ma także swoje odniesienie w legendach (o figurze Matki Boskiej na cmentarzu) i literaturze – powieść Brunony Bruchnalskiej Nowe prądy, w której autorka, sama będąc świadkiem tego wydarzenia, opisuje w jednym z rozdziałów przebieg tego wydarzenia. Co ciekawe to właśnie ta ostatnia pozycja najbardziej przemówiła do współczesnych historyków, czyniąc opis i skutki pożaru podany w Nowych prądach kanwą opracowań. Ja postanowiłem sięgnąć do bardziej naukowych źródeł z tamtego okresu by przedstawić to wydarzenie z punktu widzenia osób spoza Świątnik. W pierwszej części artykułu przedstawię szerokie cytaty krakowskiej prasy i obywających się wówczas posiedzeń Sejmu Krajowego we Lwowie, w drugiej postaram się zreasumować przebieg tamtych tragicznych wydarzeń i jego następstwa.

Pierwsze informacje, które telegraficznie dotarły do Krakowa, trafiły do rąk krakowskiego posła i bliskiego przyjaciela Świątnik dra Ferdynanda Weigla.1 Trwało właśnie 7. posiedzenie Sejmu Krajowego VI kadencji podczas I sesji 24 października 1889 roku. Stenogram z posiedzenia:

P. dr. Weigel. Wysoka Izbo! Osada Świątniki, której losem Wysoka Izba tak żywo się niejednokrotnie zajmowała, i tylekroć szczodrą dla niej okazywała radę, — jak odbieram w tej chwili telegram od naczelnika straży ogniowej w Krakowie — stoi w płomieniach, a przy panującym wietrze i braku wody, ratunek nie możebny. 50 domów spalonych, a ogień nie zlokalizowany.

Nie mam więcej co dodać, ale nie wątpię,że Wysoka Izba i tym razem zechce szczodrobliwość, o ile fundusze krajowe na to pozwalają, okazać i przyznać pogorzelcom gminy Świątniki zapomogę, której wysokość oznaczy komisya budżetowa.

Czynię więc wniosek: Wysoki Sejm raczy uchwalić.

Doniesienie o tem, że osada Świątniki stoi w płomieniach i że dotąd już 40 domów zgorzało a w obec wichru ratunek niemożebny, odsyła się, do obmyślenia zapomogi komisyi budżetowej z poleceniem zdania ustnie sprawy na najbliższem posiedzeniu Wysokiego Sejmu.

J. E. hr. Marszałek2. Rozprawa nad wnioskiem p. Weigla otwarta. Czy żąda kto głosu? (Nikt). Gdy nikt głosu nie żąda, rozprawa zamknięta. Kto ten wniosek przyjmuje, zechce rękę podnieść. (Większość). Wniosek jest przyjęty.3

Postanowiono zatem rozpatrzyć wniosek o udzielenie zapomogi na kolejnym posiedzeniu za dwa dni. Tymczasem następnego dnia krakowski Czas obwieścił hiobowe wieści:

25 października 1889 roku

Straszna wiadomość dochodzi ze Świątnik. Cała wioska, której mieszkańcy trudnią się ślusarstwem; miała paść pastwą płomieni. Już wczoraj wieczorem o godz. 11 można było widzieć olbrzymią łunę od strony Podgórza, która całą noc na horyzoncie krwawo świeciła. Gdy łuna pokazała się, straż nasza miała zamiar pospieszyć z ratunkiem; przekonała się niebawem, że się pali w Świątnikach. Tam dla złej drogi niepodobna było puszczać się wśród ciemnej nocy ze szczupłemi siłami, a miasta niepodobna było opuścić z powoda szalejącego wichru, który w razie wybuchu tutaj pożaru, mógłby wzniecić straszną pożogę. Tak więc wioska została oddaną na pastwę pożaru. Dziś rano nadeszły z miejsca klęski smutne bardzo wiadomości. Z kilkudziesięciu chat zostały tylko kupy gruzów, ocalał podobno jedynie tylko kościół. Biedni mieszkańcy wśród zimnego wichru nic mają gdzie głowy skłonić, ani czem się pożywić. Pomoc najrychlejsza jest niezbędną. Na pierwszą wiadomość o klęsce asygnował dzisiaj rano prezydent miasta kwotę 100 złr., a zakupione za nią pożywienie i chleb ma straż ogniowa zawieść zaraz nieszczęśliwym pogorzelcom. Składki przyjmuje Adminiatracya Czasu.

Informacje były oczywiście mocno przesadzone i oparte na pierwszych plotkach. Wiadomo jednak, że straż ogniowa z Krakowa nie ruszyła na pomoc do Świątnik. Szczegółowy przebieg pożaru podaje gazeta z następnego dnia:

26 października 1889 rok

Pożar w Świątnikach. Jak to już wczoraj wspomniano, wysłał Dr Szlachtowski4 prezydent m. Krakowa dla pogorzelców w Świątnikach żywności za 100 złr., t. j. 343 bochenków chleba różnej wagi łącznie za 86 złr. – 16 kilo słoniny, za 10 złr. 40 ct. i 30 kilo soli warzonki za 3 złr 60 ct. Wiktuały te na dwóch wozach miejskich odwiózł wczoraj w południe brandmistrz straży p. Wójcik na miejsce przeznaczenia i oddał przy asystencyi żandarmeryi do rąk zastępcy naczelnika gminy p. A. Czerwińskiego za pokwitowaniem.

Bieda, głód i nędza pomiędzy pogorzelcami jest taka wielka, że rzucili się na te wozy, aby tylko otrzymać coś pożywienia, tak że potrzeba było wielkiego wysilenia, iżby utrzymać jaki taki ład przy wydawaniu przywiezionej żywności.

Prócz gminy krakowskiej, nadesłał p. starosta myślenicki bułek i małych chlebów za kilkanaście złr. O pożarze są następujące szczegóły ogień został podłożony w stodole Piotra Czerwińskiego, syna wójta: przeniósł się na dom Ludwika Synowca, dalej na dom Kotarby, a silny wicher rozszerzył pożar w kierunku gościńca prowadzącego z Świątnik do Wieliczki na pasie szerokim około 200 kroków w całej długości wsi. Ogień szalał z niesłychaną gwałtownością i wicher rozrzucał głownie po całej wsi. Pracowała wprawdzie miejscowa straż ochotnicza pod komendą p. Józefa Słomki i Jana Malickiego, jednak przy braku wody nie mogła wiele zdziałać. Nad ranem przybył jeden oddział straży ogniowej ochotniczej z Mogilan, najbliższej, bo o pół mili oddalonej miejscowości, i ten uratował kilka domów wśród pasu ogniem zajętego. Innej pomocy strażackiej nie było, a trudno nawet było jej udzielić przy tak panującym wichrze, gdzie każda miejscowość z obowiązku o swoje bezpieczeństwo dbać musi. Przy tem należy i to podnieść, że drogi prowadzące do Świątnik są haniebne. Ogółem spaliło się 52 domów, 18 stodół i kilka sztuk bydła i trzody. Niestety nie obeszło się bez ofiary ludzkiej, bo spaliła się jedna dziewczynka sześcioletnia Anna Dudek. Dwoje mniejszych dzieci wyratowała matka, trzeciego t. j. wspomnianej dziewczynki uratować nie mogła. Okazał się brak w takich wypadkach potrzebnej przytomności i ładu, bo można było przy karczmie murowanej, która się nie spaliła, ogień zlokalizować, jednak z braku odpowiedniej komendy – zajął ogień budynki za karczmą i szalał dalej. Szkoła ślusarska, szkoła ludowa czteroklasowa, kościół i plebania ocalone, jak również domy poza gościńcom, około 200 kroków wyżej i niżej położone. Ze spalonych domów było zaledwie 10 ubezpieczonych w tutejszem krajowem Towarzystwie; największą szkodę poniósł kupiec Żurowski. Ogólna szkoda wynosi przeszło 60.000 złr. Jeszcze raz nadmieniamy, że panuje tam pomiędzy pogorzelcami straszna bieda i nędza. Składki przyjmuje Administracya Czasu.

Tak szczegółowe informacje dotarły także do Lwowa, gdzie Sejm Krajowy kontynuował posiedzenie:

26.10 8. posiedzenie Sejmu Krajowego5

J. E. hr. Marszałek. Z kolei następuje: Sprawozdanie komisyi budżetowej z wniosku p. Weigla w przedmiocie udzielenia zapomogi pogorzelcom w Świątnikach. Sprawozdawca p. Stanisław hr. Badeni6 ma głos.

Sprawozdawca p. Stanisław hr. Badeni. Na ostatniem posiedzeniu postawił p. Weigel wniosek o udzielenie zapomogi pogorzelcom gminy Świątnik. Według wiadomości, które stały do dyspozycyi komisyi budżetowej, spaliły się 52 domy, 18 stodół, kiłka sztuk bydła. Szkody wynoszą przeszło 60.000 zł. Ze spalonych domów kilkanaście było asekurowanych, a mianowicie w liczbie 52 spalonych domów, zabezpieczonych było tylko kilkanaście. Wobec tego komisya budżetowa wnosi: Wysoki Sejm raczy dla pogorzelców w Świątnikach do dyspozycyi Wydziału powiatowego udzielić zapomogi w kwocie 300 zł.

J.E. hr. Marszałek. Czy żąda kto głosu?

P. Weigel. Proszę o głos.

P. Niedzielski7. Proszę o głos.

J.E. hr. Marszałek. P. Weigel ma głos.

P. Dr. Weigel. Odstępuję głosu p. Niedzielskiemu.

J. E. hr. Marszałek. P. Niedzielski ma głos.

P. Niedzielski. Zważywszy, że w kraju naszym przemysł domowy mało jest rozwinięty, na tern większe uznanie zasługiwaćby powinne te drobne miasta, gdzie właściwie przemysł ten jest rozwinięty. Do takich miast należą bezsprzecznie Świątniki. „Wobec tego, że szkoda tam przez pożar zrządzona jest rzeczywiście bardzo znaczna, zaś bardzo mała była liczba domów zabezpieczonych, sądziłbym, że kwota 300 zł. podana przez komisyą budżetową jest nieco za małą. Ośmielam się przeto prosić Wysoką Izbę, ażeby raczyła uchwalić kwotę 500 zł. jako zapomogę dla pogorzelców osady Świątniki.

J. E. hr. Marszałek. P. Weigel ma głos.

P. Dr. Weigel. Wysoka Izbo! Wchodzę w położenie komisyi budżetowej, która wobec nieszczęsnych pożarów, o jakich dzień w dzień prawie mamy doniesienia, winna oszczędzać fundusz krajowy, o ile się da, i że pewną stopę przyjęła, wedle której pogorzelcom w miarę szkody w pomoc iść postanowiła. Jeżeli jednak w tern wyjątkowem położeniu pomimo to głos zabieram, to proszę o łaskawe uwzględnienie następujących kilku okoliczności.

Świątniki nie są osadą, gdzieby osadnicy rozporządzali jaką taką rolą; są tam jeno domki ubogie, tuż obok siebie położone, niekiedy i najczęściej nawet podwórka nie mają; w lepszym razie nie wiem, czy tu i ówdzie pół morgi posiada właściciel takiego domku lub płatek ogrodu, nie ma on się też czem jutro ratować, jeżeli dziś stracił całe swoje mienie w płomieniach. Rolnik ma to jedno „bene”, że rola mu zgorzeć nie może, zaciągnie więc w takim razie na nią dług jakiś, pożyczkę, zaliczkę; ale proszę Panów co ma począć ten, któremu z całym choć małym dobytkiem poszły także narzędzia wszystkie z dymem, któremu daremnie powiem: wytężaj bracie siły, pracuj człowieku, weź się na nowo do zarobku, skoro on niema czem pracować i zarabiać, bo wszystko poszło z dymem, całe narzędzie spaliło mu się i zniweczyło.

W takiem położeniu moi Panowie nie wątpię, że należałoby zrobić wyjątek i na większą zdobyć się zapomogę. Dlatego też popieram wniosek posła wielickiego, który jako sąsiad z najbliższej okolicy wie, ile opłakana ta gmina ratunku potrzebuje.

Jeżeli weźmiemy przeciętną zasiłku, jaki sobie komisya budżetowa w takich razach stawia , a której ja w zasadzie nie oponuję i wskutek tego 5 zł. i kilkadziesiąt centów dostanie się na jednego z tych spalonych chałupników i ślusarzy ubogich, to niech mi wolno będzie zapytać, czy pięcioma guldenami Panowie jest taki pogorzelec w stanie się podźwignąć, choćby tylko na kilka dni, sprawić narządzie i sprzęt? Chyba, że od głodowej śmierci poprostu rodzinę swoją li na kilka dni wyratować zdoła! Tam i tak tyfus głodowy stale panuje! Któż mu wynagrodzi cały dobytek, jaki stracił? Czy ta kwota ma może, jak czytamy w telegramach o spaleniu się nawet jednej dziewczyny i dobytku etc, wynagrodzić rodzicom rozpaczającym nad utratą córki, w tak okropny sposób spalonej w płomieniach złoczyńczą ręką podnieconych — stratę córki, spalonego bydła, narzędzi i t. d. ? zapewne odpowiemy, „nie!” Otóż gdzie narzędzi brak, gruntu brak, na któryby się zapożyczyć można, gdzie zgorzało wszystko a pół tysiąca ludzi półnagich czeka ratunku, raczcie być hojniejsi!

Wiem, że kraj i Reprezentacya kraju wszystkiego uczynić nie może. Mamy tu nowy dowód, jak trzeba zachęcać tych ludzi, ażeby się raz asekurowali

Ale jeszcze pozwolę sobie Czcigodnym Panom poddać pod rozwagę, że rząd, który pod względem ślusarstwa i szkoły fachowej tamże dobrotliwą rękę nad biedną gminą rozpościera, zachęcony będzie Panowie tern, co kraj sam dla
swoich osadników uczyni. Jeżeli Wysoka Izba w tym wyjątkowym wypadku pójdzie za wnioskiem posła Niedzielskiego i uchwali 500 zł., to zapewne Rząd w emulacyi, z jaką idzie względem Świątnik, również się przyczynić zechce tym to półtysiącem tak, że przynajmniej w pierwszej chwili będzie można pomyśleć i zastanowić się nad tem, jak dalej ratować je należy. Dlatego popierając wniosek kolegi, jaki sam stawiać zamyślałem, polecam ten wniosek gorąco łasce Wysokiej Izby!

J. E. hr. Marszałek. Żąda jeszcze kto głosu? (Nikt). Skoro nikt głosu nie żąda, p. sprawozdawca ma głos.

Sprawozdawca p. Dr. Stanisław hr. Badeni. Od dziesięciu dni po raz czwarty staję na tej trybunie i bronię tych samych wniosków komisyi budżetowej, a wobec wniosku, dziś przez p. Rożankowskiego postawionego, pewno na przyszłem posiedzeniu stanę znowu wobec Wysokiej Izby z podobnym piątym z rzędu wnioskiem.

Niech panowie przeto przy traktowaniu tej sprawy nie biorą każdego wypadku samego w sobie, a szczególnie wymownych argumentów mówców z dotyczących miejscowości, lecz tylko liczą się z faktem, że takie wypadki co kilka dni się powtarzają.

Z zapatrywaniem szanownych posłów i ja i komisya budżetowa się zgadzamy, z tą tylko odmianą, źe naprowadzone przez nich argumenta już komisya uwzględniła w cyfrze proponowanej. Bo gdybyśmy byli tych argumentów nie czuli lub nie znali, bylibyśmy przyszli z mniejszą cyfrą niż ta, którą proponujemy. Jeżeli poseł Weigel mówi o przecięciu, to zaznaczę, że przy traktowaniu tej sprawy poszliśmy daleko ponad to przecięcie.

Jeżeli poseł Weigel, idąc za swem sercem, zapytuje, czyli kwota 5 zł., przypadająca na jednę rodzinę, jest wynagrodzeniem poniesionej szkody, to odpowiem mu zasadniczo, że fundusz krajowy nie jest powołanym do wynagradzania szkód w ogóle; on może być powołanym tylko do częściowej pomocy w razach nieszczęścia.

Dla tego upraszam Wysoką Izbę, ażeby wszystkich pogorzelców traktowała jednakowo i z uwagi, żeśmy naprowadzone przez szanownych posłów okoliczności wyjątkowe uwzględnili, zechciała przyznać gminie Świątniki zapomogę w kwocie 300 zł.

J. E. hr. Marszałek. Przystępujemy do głosowania. Mamy proponowane dwie kwoty. Sprawozdawca komisyi wnosi udzielenie zapomogi dla pogorzelców Świątnik w kwocie 300 zł. Poseł Niedzielski i Weigel pragną podnieść tę
sumę do wysokości 500 zł. Podaję najpierw sumę większą pod głosowanie, to jest poprawkę.

Kto jest za udzieleniem wyższej kwoty, raczy rękę podnieść- (Po obliczeniu.) Proszę o kontrapróbę. (Po obliczeniu.) Poprawka, to jest cyfra wyższa upadła.

Kto jest za wnioskiem komisyi, to jest za udzieleniem 300 zł, raczy rękę podnieść. (Większość,) Jest uchwalone.

Sejm nie poparł wniosków posłów Weigla i Niedzielskiego, aby ofiarom pożaru udzielić nadzwyczajnej pomocy. W Świątnikach tymczasem zawiązał się komitet koordynujący udzielaną pomoc ofiarom pożaru na czele z proboszczem ks. Franciszkiem Karpińskim.

Czas, 31 października 1889 roku

Świątniki 28 października. W Świątnikach górnych, spalonych przed kilku dniami, zawiązał się pod przewodnictwem tamtejszego proboszcza komitet miejscowy, który odzywa się niniejszym do litościwych serc szlachetnych ofiarodawców z prośbą o spieszną pomoc bądź w gotówce, bądź w odzieży, szczególnie dla dzieci. Zimno i głód dokucza dotkliwie na pół nagim pogorzelcom, komitet więc tuszy sobie, że wypróbowana ofiarność publiczności pospieszy, aby otrzeć łzę niedoli nieszczęśliwym pogorzelcom, którzy żyjąc z rzemiosła, a utraciwszy domy i narzędzia, pozbawieni są wszelkich środków do życia. Równocześnie pozwalamy sobie podać nazwiska szlachetnych ofiarodawców, którzy do rąk komitetu złożyli następujące datki: gmina m. Krakowa w naturaliach 100 złr, gmina m. Podgórza 100 złr., p. Adamski notaryusz w Podgórzu 20 złr. Za pośrednictwem p. Adamskiego wpłynęły jeszcze następujące składki: pp. Ciechocki Jan 5złr., Rehman 2 złr., Haber-Proksch 5 złr., Emilewicz Walenty 5 złr., Serkowski Emil 5 złr., Grzybczyk 2 złr., Ferber 5 złr., Klein 2 złr., Markwiczyński 5 złr., Kluger Izrael 2 złr. Dalej przysłali: p. Ludwik Pruszyński z Lubnii 10 złr., X. Macak z Krzyszkowic 10 złr., X. Jary z Myślenic 5 złr., Magistrat m. Myślenic wóz chleba i odzież dla dzieci, G. Barach z Podgórza 100 klg mąki.

Równocześnie upraszamy wszystkie dzienniki o łaskawe powtórzenie niniejszego ogłoszenia.

W imieniu komitetu:
X. Franciszek Karpiński, proboszcz.

Kraków przygotowywał się do organizacji 2 charytatywnych przedstawień artystycznych:

Czas, 3 listopada 1889 roku

Program koncertu w połączeniu z przedstawieniem amatorskiem, mającego się odbyć we środę 6 listopada b. r. w sali Kasyna powszechnego na dochód pogorzelców w Świątnikach:

  1. Thomas: Uwertura z opery Mignon, wykona kompletna orkiestra 20 pułku.
  2. Gounod: Kruk i lis, odśpiewa chór „ Sokoła”
  3. Popp: Fantazya z opery Verdiego Trubadur wykona orkiestra.
  4. Otto: Serenada, odśpiewa zdwojony kwartet męski.
  5. Deklamacya, wygłosi p. Roman Żelazowski.
  6. a) Moniuszko: Arya z opery Halka,

    b) Chopin: Hulanka, odśpiewa p. Maryan Fontana8 z towarzyszeniem orkiestry.

  7. Wierzbicki: Pokłon kozaka, odśpiewa chór „Sokoła”
  8. Wagner: Fantazya z opery Lohengrin wykona orkiestra.
  9. Kiedyż obiad? fraszka w jednym akcie przez Edwarda Lubowskiego, odegra Kółko amatorskie.Początek o godzinie 7 wieczorem. Ceny miejsc: Krzesło pierwszorzędne 80 ct, krzesło drugorzędne 60 ct., wstęp na salę 40 ct., nie kładąc tamy dobroczynności. — Biletów nabyć można w kasynie powszechnem codzie u nie między 6 a 9 wieczorem od poniedziałku dnia 4 go listopada b. r. począwszy. Szlachetny cel widowiska zasługuje na gorące poparcie ogółu i nie wątpimy, iż publiczność licznie pospieszy na wieczorek, zalecający się bardzo urozmaiconym i zajmującym programem.

Drugie przedstawienie organizowali artyści teatru krakowskiego:

Czas, 5 listopada 1889 roku

Celem uzyskania pomocy pieniężnej dla nieszczęśliwych pogorzelców świątnickich zorganizował
się onegdaj za inicyatywą pani dyrektorowej Seferowiczowej i Maryi Włodkowej komitet ratunkowy. Przedewszystkiem udano się do dyrekcyi teatru z prośbą o urządzenie przedstawienia na powyższy cel. Dzięki bezinteresownej uprzejmości p. Gliksona9 przedstawienie takie przyjdzie do skutku w piątek dnia 8 listopada br. Najznakomitsze siły artystyczne teatru krakowskiego przyrzekły współudział, ze wymienimy tylko p. Hoffmanową i pp. Żelazowskiego, Lubicza i wielu innych.

O szczegółach tego wielce zajmującego przedstawienia nie omieszkamy później donieść. Komitet ratunkowy pragnie urządzić nadto, jeżeli to będzie możliwem, wielki raut z koncertem muzyki wojskowej i śpiewami amatorów.

Czas, 7 listopada 1889 roku

Na dochód pogorzelców świątnickich odbędzie się, jak już donieśliśmy, przedstawienie w tutejszym teatrze w piątek d. 8 b. m. Na program wieczorku składają się 3 wyborne komedyjki: Dwie blizny Fredry, Wujaszek Alfonsa i Akrobata, w których najznakomitsze siły naszego teatru biorą udział. Komitet uprosił nadto jednego ze znanych rzeźbiarzy krakowskich o urządzenie żywego allegorycznego obrazu, oraz uzyskał współudział znakomitego skrzypka p. Kapelmistrza Hocka. Ogrom nieszczęścia i nędzy, które stwierdzają wszystkie relacye ustne i piśmienne, pochodzące z miejsca wydarzonego nieszczęścia, wymaga pomocy rychłej i wydatnej. Ludność pracowita tamtejsza, której losem zajęły się wszystkie sfery naszego społeczeństwa, zasługuje na współczucie naszego miasta, które pośrednio również jest interesowane w rozwoju tak bliskiego przemysłu. Publiczność krakowska dowiedzie ponownie, iż nieobojętnem jej jest los i egzyetencya ludu, który przykładem być może, jak nasze wioski i miasteczka do przemysłu garnąć się powinny na pożytek kraju całego. Dowiadujemy się, że dzięki zabiegom komitetu, znaczna część biletów już rozsprzedaną została, reszta zaś będzie do nabycia w kasie teatralnej w dniu przedstawienia.

Dnia 6 listopada do Świątnik udał się dr Weigel, by samemu ocenić rozmiary klęski. Do Świątnik tymczasem nadciągały pierwsze wozy z zaopatrzeniem i funduszami. W pierwszej kolejności pomoc dotarła z okolicznych parafii (Mogilany, Siepraw, Zakliczyn, Skawina, Lanckorona), dworów i posiadłości ziemskich (Mogilany, Liszki, Lusina), krakowskich czasopism (Czas, Nowa Reforma) i osób prywatnych, co dało niebagatelną sumę blisko 750 zł reńskich. Ks. Karpiński nie omieszkał imiennie dziękować ofiarodawcom na łamach Czasu:

Czas, 8 listopada 1889 roku

Wykaz składek na pogorzelców Świątnik. Z ostatniego wykazu gotówka 184 złr., W. Treter c. k. kontroler poczt i telegrafów odzież dla dzieci, gmina Mogilany 2 fury kartofli i gotówką 5 złr. 21 ct, X. Piotrowski, proboszcz z Mogilan, 1 furę ziemniaków, X. Krzyściak, proboszcz z Lanckorony, 5 złr., za skórę z zabitej krowy 4 złr. 50 ct, Administracya Czasu ze składek 382 złr. 70 złr., Administracya Nowej Reformy ze składek 24 złr. 60 ct., dwór z Mogilan 2 fury ziemniaków, p. Tekla Wietrzna z Andrychowa 5 złr., p. O. Haller z Jurczyc 2 korce pszenicy, X Boba z Sieprawia 3 złr., p. Maurizio z Krakowa 2 paki odzieży, hr. Stanisławowa Tarnowska z Krakowa za pośrednictwem X. Piotrowskiego 15 nowych derek wełnianych i pierzynę wartości przeszło 100 złr., Dr Ferdynand Weigel 200 bochenków chleba, parafia Siepraw przez X. prob. Kopińskiego 25 złr. 10 ct, parafia Skawina przez X. Skoczyńskiego 7 złr. 32 ct, parafia Zakliczyn przez X. prob. Kamskiego 13 złr., p. Paulina Adamska z Tarnowa 4 złr., p. Armatowicz z Krakowa 5 złr., J. Skirliński, właściciel dóbr Liszki, 10 złr., Dr F. Weigel i p. Hermina Kaczmarska pakę odzieży, dwór w Lusinie 1 furę kapusty, p. Antecka z Andrychowa 1 krowę, p. B. Marynicz 1 złr., Dr F. Weigel 50 złr. na narzędzia. — Razem 741 złr. 33 ct. — Komitet składa niniejszem wszystkim łaskawym ofiarodawcom i dobrodziejom serdeczne „Bóg zapłać.”

W imieniu komitetu:
X. Franciszek Karpiński.

Prezydent miasta Krakowa zapowiedział kompleksową zbiórkę odzieży używanej w całym mieście:

Czas, 10 listopada 1889 roku

Dla pogorzelców Świątnik zarządzeniem zostało przez prezydenta Dra Szlachtowskiego, począwszy od poniedziałku, w godzinach rannych od 10 do 1 z południa, zbieranie odzieży i innych datków, jakieby na ten cel ofiarowane były. Zbieraniem ofiar zajmie się naczelnik straży pożarnej p. Eminowicz, który z wozami czerwonego krzyża będzie objeżdżał ulice miasta w następującym porządku: w poniedziałek Śródmieście; we wtorek Zwierzyniec i Piasek; we środę Kleparz i Wesołą, we czwartek zaś Stradom i Kazimierza. — Wątpić nie można, że dla pogorzelców odzież hojnie składaną będzie, odzież w domu zupełnie nieużyteczna, a nieszczęśliwym tak potrzebna. — O przejeździe wozów będzie zapowiadało silne dzwonienie.

Koncert, urządzony we środę dnia 6 listopada b. r. w sali kasyna powszechnego, przyniósł dochodu brutto 184 złr. Po strąceniu wydatków w kwocie 50 złr. 50 ct. — pozostaje nadwyżka 133 złr. 50 ct. Z tego posłałem 100 złr. X. proboszczowi w Świątnikach, jako prezesowi komitetu ratunkowego, a resztę, t j. 33 złr. 50 ct. p. Dyrektorowi tamtejszej szkoły ślusarskiej na zakupno narzędzi. Znaczniejsze naddatki złożyli pp.; Józef Durzyk 5 złr., M. M. 4 złr., Bakanowski 4 złr., Unicki 2 złr. Kasyno powszechne udzieliło bezpłatnie swej sali wraz z urządzeniem; straż ogniowa zrzekła się przypadającego jej honoraryum za wartę pożarną, a wyborna muzyka, drukarnia związkowa i biuro ogłoszeń zniżyły swe zwykłe taksy. Uważam za swój obowiązek wyrazić w imieniu Świątniczan wszystkim, którzy w jakikolwiekbądź sposób przyczynili się do uzyskania znacznego stosunkowo dochodu — jak najserdeczniejsze podziękowanie.

Maryan Fontana

Podsumowano także zbiórkę z przedstawienia teatralnego:

Czas, 14 listopada 1889 roku

Dochód z przedstawienia teatralnego, urządzonego na rzecz pogorzelców świątnickich, wynosi brutto 562 złr. 90 ct., czyli po strąceniu kosztów w kwocie 56 złr., uzyskano netto 506 .słr. 90 ct. Znaczniejsze naddatki i ofiary złożyli pp.: Jan Götz-Okocimski 24 złr., prof. Czerny 4 złr., JE. prezydent Zborowski 4 złr., prezydent Szlachtowski 4 złr., dyrektor Glikson 20 złr., radca miejski Przeworaki 19 złr., Dr Lisowski 6 złr., Dr K. Kirchmayer 2 złr., Bolesław Włodek 4 złr., dyrektor Seferowicz 7 złr., Resurs krakowaki 8 złr., Dr Pareńaki 5 złr., Stępiński 6 złr., Gajdzicz 1 złr., Karolina Turnau 3 złr.,Wojnarowicz 2 złr., Dąbrowski 2 złr., Antonina Hoffmanówa 9 złr. 50 ct, Stefan Muczkowski 2 złr., Wład. Kaczmarski 3 złr. 50 ct, Dr Ichheiser 1 złr. 50 ct., dyrektor Kolosvary 2 złr., prof. Adamkiewicz 4 złr., Marfiewicz 4 dr., Jan Fischer 9 złr., Ksawery Konopka 4 złr., Jan Skirliński i Kazimiera Czerny po 3 złr. 50 ct., Józef Niedźwiecki i X. prof. Lenkiewicz po 1 złr. 50 ct., Abderman i Jawornicki po 1 złr., Mrozińska 2 złr., A. Szubert 3 złr.

Komitet przesłał dyrekcyi teatru i wszystkim artystom i artystkom, biorącym udział w przedstawieniu, bardzo serdeczne podziękowanie na ręce dyreklora p. Gliksona, który nietylko z całą bezinteresownością na użycie sali teatralnej pozwolił, ale nadto znaczną ofiarą do tak pomyślnego rezultatu kasowego się przyczynił. Obecnie składa komitet najserdeczniejsze podziękowanie c k. dyrekcyi policyi, zarządowi straży pożarnej, dyrekcyi gazowni miejskiej, p. kapelmistrzowi i muzyce 13 pułku i p. Krzyżanowskiemu za łaskawą i bezinteresowną pomoc przy urządzeniu przedstawienia. Celem jaknajpraktyczniejszego użycia zebranych funduszów udał się komitet o wskazówki do dyrektora szkoły ślusarskiej w Świątnikach.

O Świątnikach nie zapomniał także sam cesarz Franciszek Józef I:

Czas, 15 listopada 1889 roku

Dar. Cesarz udzielił z swej prywatnej szkatuły na pogorzelców Świątnik 800 złr.

Ks. Karpiński podsumował datki z kolejnych dni:

Czas, 17 listopada 1889 roku

Ze Świątnik. Z przedstawienia urządzonego w krakowskim teatrze na dochód pogorzelców naszych przysłano na ręce tutejszego komitetu kwotę 506 złr. 90 c. Komitet składa więc w imienin nieszczęśliwych ofiar pp. Bolesławowej Włodkowej i dyrektorowej Seferowieczowej, których staraniem przedstawienie niniejsze urządzono, jakoteż wszystkim pp. artystom, udział w niem biorącym, za wszelkie trudy i cel szlachetny serdeczne „Bóg zapłać.”

Równocześnie składa komitet p. Maryanowi Fontanie, który także zajął się urządzeniem koncertu na dochód naszych nieszczęśliwych mieszkańców, a z którego kwotę 133 złr. 50 c. otrzymał, najserdeczniejsze podziękowanie.

X Fr. Karpiński.

Tragiczne wydarzenie ze Świątnik wciąż było w pamięciach posłów we Lwowie. Podczas jednego z posiedzeń 19go listopada poseł Jan Trzecielski z powiatu krośnieńskiego w sprawie ubezpieczeń posłużył się takim porównaniem:10

p. Trzecielski […] Nawet najlepsza straż, jaka może być na wsi, czasem nie na wiele się przyda; mieliśmy tego przykład w Świątnikach; tam do straży należą sami ślusarze, a mają doskonałe sikawki, a jednak straszny pożar już podczas trwania tej sesyi Wysokiego Sejmu zniszczył całą niemal wieś.

Na rozszalały żywioł nie ma rady.

Zakończyły się tymczasem zbiórki odzieży w Krakowie. Czas pospiesznie donosi:

Czas, 28 listopada 1889 roku

Zbieranie datków na pogorzelców w Świątnikach, zarządzone po mieście przez Prezydenta, a wykonane przez naczelnika straży pożarnej p. Eminowicza, przyniosło wcale piękny rezultat, który przyczyni się, chociaż w części do złagodzenia panującej tamże nędzy. W gotówce zebrano 592 złr. 83 ct.,w naturaliach: ziemniaków 10 korcy; kapeluszy różnego rodzaju 99; czapek 40; paltotów zimowych 18; paltotów letnich 22; surdutów dla dorosłych 124; surdutów dla dzieci 113; spodni dla dorosłych par 156; spodni dla dzieci par 142; kamizelek sukiennych 14b; koszul 297; kołnierzyków męskich 84; manszetów 12; kaftaników 47; skarpetek i pończoch 340 par; butów 15 par; kamaszków męskich 117 par; pantofli 41 par; kożuszków 5; krawatek 12 ; kalesonów par 127; czapeczek kobiecych 15; płaszczy damskich 24; płaszczy dziecinnych 24; sukien damskich 112; kaftanów damskich 62; kaftanów płóciennych 81; staników damskich 250; sukienek dla dzieci 160; halek 125; spódniczek 18; staniczków 18; kostni damskich 125; fartuszków 55; chustek wełnianych dużych 17; chustek na głowę 99; prześcieradeł 12; chusteczek płóciennych 27; ręczników 14; kołder 23; poduszek 7; poszewek 19; bucików damskich i dziecinnych 199 par; rękawic 15 par — oprócz tego złożono i wiktuałów w mniejszych ilościach jak; kaszy, ryżu i t. p. Wszystkie części ubrania po oczyszczeniu ich w zakładzie dezynfekcyjnym miejskim przewiezione zostaną w bieżącym tygodniu i komitetowi ratunkowemu oddane.

Odzież i inne przedmioty, zebrane dla dotkniętych pożarem mieszkańców Świątnik, dziś odebraną i na miejsce przeznaczenia odesłaną została. Komitet pogorzeli postanowił pieniądze, w gotówce zebrane, ulokować na książeczkę Kasy oszczędności i użyć na cele odbudowania.

Nie tylko w Krakowie pamiętano o świątniczanach.

Czas, 6 grudnia 1889 roku

Na pogorzelców Świątnik przesłał na ręce prezydenta Dra Szlachtowskiego starosta z Mielca p. Julian Pokiński kwotę 16 złr., zebraną na wieczorku pożegnalnym, urządzonym przez miejscowe kasyno dla dwóch opuszczających je członków, na ten sam cel złożyła również księżna Jabłonowska kwotę 5 złr.

Pomoc nadchodziła z całej Galicji – kolejne parafie, magistraty, stowarzyszenia. Warto zauważyć osobę ks. Krzyściaka z Lanckorony, który wspomagał indywidualnie i wraz z parafianami pogorzelców z miejscowości, gdzie jeszcze przed 4 laty prowadził lokalną kapelanię.

Czas, 8 grudnia 1889 roku

Świątniki. Z ostatniego wykazu 2082 złr. 18 ct Bezimienny z rodziną na ręce X. Piotrowskiego z Mogilan odzież; magistrat miasta Myślenic 72 złr. 5 ct.; Czytelnia polska w Białej 12 złr. 5 ct.; parafia Budzów i X. proboszcz Niemczewski 13 złr. 53 ct.; p. J. Kruszyński 1 dr. 47 ct.; Dr Malinowski z Dobczyc 10 złr.; Towarzystwo kasynowe w Jarosławiu przez prof. Dziewońskiego 15 złr.; Redakcya Czasu 418 złr. 76 ct; Redakcya Czasu na narzędzia 107 złr.; wieczorek muzykalny w Myślenicach na narzędzia 89 złr. 75 ct.; z Wieliczki urzędnicy starostwa, sądu, wydziału powiatowego, dwóch adwokatów i gmina 48 złr. 10 ct.; X. J. Kufel z Bierzanowa od siebie i parafii 17 złr.; X. J. Myrta z Tyńca 1 złr.; rada gminna Myślenic 50 złr.; dar Najj. Pana 800 złr.; komitet w Skawinie pp.: Antonina Daisenberg, Helena Kazanowska i Dr Gustaw Krasiński 100 złr.; p. Włodek Bolesław w imienin komitetu, urządzającego przedstawienie teatralne w Krakowie, książeczkę powiat Kasy oszczędności w Krakowie na kwotę 506 złr. 90 ct; N. N. z Wieliczki odzież; p. Cichocka z Podgórza odzież; parafia Głogoczów przez X. Bylicę 13 złr. 25 ct; p. Chełmecka Marya ze Szczawnicy odzież; X. Jan Hamerlak z Białej od siebie i parafian 8 złr.; X. Komorek z Choczni 8 złr.; X. pleban z Barwałdu 9 złr.; klasztor i konwikt pp. Benedyktynek w Staniątkach 15 złr.; Stowarzyszenie pożyczkowe w Makowie 10 złr.; p. Helena Bielańska z Jasła 2 złr.; Stowarzyszenie dozorców salinarnych z Wieliczki 5 złr.; X. Krzyściak z Lanckorony od parafian 5 złr. 59 ct; X. Kufel z Bierzanowa 1 złr. 20 ct; X, Szufraniec 2 złr. 8 ct; Reformat ze Staniątek przysłał zebraną składkę w kościele staniąteckim wraz z miejscowem duchowieństwem 10 dr. 16 ct; X. Dr. Jaszowski ze Lwowa 5 dr.; N. N. z Izdebnika odzież. Razem 4439 złr. 7 ct

Fragment pamiętnika wspominający najstraszliwszy pożar w dziejach Świątnik.

Podsumujmy zatem:

Około godziny 23 dnia 23go października 1889 niejaki Wilkosz zwany też Bułaniokiem podpalił stodołę Filamusa-Kotarby. Prawda ta jednak wyszła wiele lat później, kiedy umierając podpalacz ponoć wyznał swój czyn spowiednikowi z prośba o przekazaniu ogółowi. Stodoły kupca Piotra Czerwińskiego i Kotarby stały niedaleko od siebie (kupcy stawiali swoje stodoły-magazyny na skraju zabudowań przy drodze), po południowej stronie drogi w pobliżu cmentarza. Silny huraganowy wiatr wiejący od zachodu szybko podsycił ogień i poniósł na sąsiednie budynki płonące fragmenty. Gęsta zabudowa drewnianych budynków południowej części Zboisk stanęła w ogniu. Miejscowa straż ogniowa miała problemy z lokalizowaniem ognia, który szybko się przemieszczał w kierunku wschodnim. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że wiatr nie zmienił kierunku i ognień nie przeniósł się dalej niż 200 metrów od drogi, co uratowało domostwa leżące w Wąwozie i na Kosterce.

Straż ogniowa pod wodzą Józefa Słomki wyczerpała szybko własne zapasy wody, konieczność donoszenia wody ze studni tylko spowolniło akcję ratowania ludzi i mienia. W przeciwieństwie do tego co pisała Bruchnalska w Nowych prądach, do Świątnik pierwsza straż z Mogilan dotarła dopiero o świcie dnia następnego, gdyż zgodnie z ówczesnymi zasadami bezpieczeństwa, przy tak silnym wietrze jednostki straży nie mogły opuszczać własnych osad. Szybki dojazd utrudniony był też poprzez kiepską jakość dróg wiodących do Świątnik (wspomniałem o tym fakcie w artykule: Mapografia Świątnik Górnych). Dostarczona woda i świeże siły pozwoliły uratować jeszcze kilka domów. Ognień nie dotarł dalej niż do ulicy Stromej (kolejny budynek pochodzi z co najmniej 1888 roku czyli z czasów sprzed pożaru; a Bruchnalska wspomina o akcji ratowania ówczesnej szkoły ślusarskiej, która znajdowała się po przeciwnej stronie drogi).

Bilans jednak strat był wstrząsający. Na pierwszym miejscu należy podać jedną ofiarę śmiertelną – 6 letnia Anna Dudek, córka Stanisława Dudka, zamieszkała w domu pod numerem 186, którą matka nie zdążyła już uratować, uratowawszy jej dwie młodsze siostry. Informacje te potwierdzają księgi parafialne: Księga Zmarłych t. II nr 47 – wpis znajduję się na końcu rocznika. Jako przyczyna śmierci podano: in igni (ognień, pożar). Ponieważ nie odnaleziono ciała pogrzeb się nie odbył.

W wyniku pożaru spłonęło 52 domy, 18 stodół i 3 świnie. Tylko 10 z 52 domów było ubezpieczonych – pozostali musieli liczyć tylko na pomoc z zewnątrz. Dach nad głową straciło 300 osób, a należy dodać, że Świątniki liczyły wówczas 1885 mieszkańców.11 Osoby te utraciły nie tylko domy, ale także cały dobytek, odzież oraz narzędzia pracy (warsztaty ślusarskie ulokowane były w części mieszkalnej domów, najczęściej w kuchni). Kilka dni po pożarze spadł pierwszy śnieg w 1889 roku. Gdyby nie pomoc z zewnątrz liczba ofiar znacznie by się zwiększyła, a poziom życia znacznie by się obniżył. Dane z następnych lat na szczęście nie odnotowały większych konsekwencji tragedii z 1889 roku. Pomoc ze strony władzy, administracji, parafii, grup społecznych i osób prywatnych musiała w dużej mierze zaspokoić potrzeby pogorzelców. Odbudowane domy stawiano już w większych odstępach, co było pierwszym krokiem do tworzenia nowego ładu przestrzennego miejscowości. Szczególne zasługi w odbudowie Świątnik należą się Kazimierzowi Bruchnlskiemu – dyrektorowi Szkoły Ślusarskiej i założycielowi Spółki Ślusarskiej12. Korzystając z doświadczenia pożaru zmieniono lokalizacje budowanej szkoły ślusarskiej przenosząc ją kilkaset metrów od granicy zabudowań (w pierwszych planach znajdować się miała w centrum wsi).

Na koniec jeszcze czas zmierzyć się z legendą – spotkałem się z różnymi wersjami legendy związanej z figurą Matki Boskiej na cmentarzu. Od dzieciństwa słyszałem podanie, jakby podczas pożaru Matka Boska obróciła swą głowę w kierunku kościoła parafialnego i w ten sposób uratowała go od płomieni.

Z inna wersją tej legendy spotkałem się całkiem niedawno i z powodu braku spójności logicznej niezbyt przypadła mi do gustu. Według niej modlący się ludzie schronili się na cmentarzu i gdy ogień podszedł pod bramy cmentarza, zaczęli się modlić pod figurą Matki Boskiej, która obróciła głowę w kierunku płomieni i spadł deszcz gasząc płomienie13. Pożar jednak przesuwał się z zachodu na wschód a nie odwrotnie. Poza tym nikt niestety nie wspominał o deszczu, który byłby przecież wybawieniem dla wciąż zagrożonych mieszkańców.

1Dr Ferdynand Weigel (1826-1901) – doktor prawa, adwokat krajowy, radny i prezydent Krakowa i od 1869 poseł Sejmu Krajowego Galicji miasta Krakowa, zmarł podczas sesji.

2Hrabia Jan Tarnowski z Dzikowa (1835-1894) pełnił funkcję Marszałka Krajowego w latach 1888-95.

3Stenograficzne sprawozdania z pierwszej sesyi szóstego peryodu Sejmu Krajowego Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskiem z roku 1889, s. 222

4Feliks Szlachtowski (1820-1896) – prawnik, prezydent Krakowa w latach 1884-1893.

5Stenograficzne sprawozdania z pierwszej sesyi szóstego peryodu Sejmu Krajowego Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskiem z roku 1889, s. 278-279.

6Hrabia Kazimierz Badeni (1846-1909) – namiestnik Galicji w latach 1888-1895 i poseł z większych posiadłości powiatu krakowskiego, doktor praw, premier Austrii 1895-1897

7Stanisław Niedzielski h. Larysz (1853-1938) – doktor praw, właściciel ziemski, poseł z gmin wiejskich powiatu wielickiego

8Marian Fontana (1864-1937) – z wykształcenia prawnik, autor tekstów, śpiewak (opera lwowska), założyciel chórów i teatrów amatorskich w Jarosławiu, Brnie Morawskim, Sokalu, Krakowie i Poznaniu.

9Jakub Glikson (1840-1930), aktor i dyrektor teatrów, min teatru narodowego w Krakowie w latach 1885-93

10Stenograficzne sprawozdania z pierwszej sesyi szóstego peryodu Sejmu Krajowego Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskiem z roku 1889, s. 833.

11Dane z spisu z 1890 roku

12F. Batko napisał, że Bruchnalski „wystarał się o zapomogę dla Świątnik w Sejmie Galicyjskim” (Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, s. 72); podczas gdy Świątnikom „z urzędu” przysługiwała pomoc państwa, a orędownikiem tych starań był dr. Weigel.

13Według Legendy, przepisy, zwyczaje czyli… gulasz świątnicki, opracowanie zbiorowe, Świątniki Górne 2010 r.