Posts Tagged ‘Spółka Ślusarska’

Opracował Jerzy Czerwiński

Tak naprawdę zagadnienie prostowania historii Świątnik przyświecało mi w chwili, gdy zdecydowałem się na publikowanie własnych, niezależnych opracowań. Jak długo można było spokojnie patrzeć, jak przez ostatnie lata powielane są dawne błędy, hołubione mylne teorie i tworzone nowe legendy. Czemu przy przywoływaniu dobrze znanej przeszłości Świątnik i świątniczan, zamiast korzystać z otwartego w dzisiejszych czasach dostępu do źródeł, bezmyślnie powiela się błędy poprzedników? Czemu upraszcza się historię do rozmiaru broszury, gdzie wszystko jest piękne i ma stanowić powód do dumy? Zamiast tracić czas na próżne dociekania, od ponad trzech lat staram się, opierając o jak największą liczbę materiałów, przywrócić dawnym wydarzeniom ich rzeczywisty przebieg.

STANISŁAW ZE SZCZEPANOWA A ŚWIĄTNIKI GÓRNE

Witraż św. Stanisława wg. proj. Mieczysława Różańskiego.

Witraż św. Stanisława wg. proj. Mieczysława Różańskiego.

O pół mili za Wisłą leży na wyniosłém wzgórzu wieś Świątniki, licząca przeszło tysiąc mieszkańców. […] Wieś Świątniki przed ośmiuset laty była własnością Stanisława Szczepanowskiego, biskupa krakowskiego, który poniósłszy śmierć męczeńską, patronuje po dziś dzień królestwu. Po r. 1772 usunięto spod opieki św. Stanisława małopolskie ziemie przeszłe pod panowanie austryackie, skasowano uroczyste w dniu 8 maja święto, a nadano Galicyi za patrona św. Michała archanioła i nakazano obchodzić solennie dzień 29 września. Włościanie, mieszczanie, a nawet szlachta w całej tej prowincyi zapomniała już dziś o uroczystości św. Stanisława i przyjęła nowego patrona; Świątniczanie przecież, silniej z przeszłością związani, zachowali ją w sercach swoich i święcą dzień 8 maja.

Dziwnie też w tym dniu cała okolica wygląda: dokoła ludzie pracują w polu, huczy młot kowala w kuźni, gęste rozsypując iskry, skrzypią na gościńcu wozy wyładowane, rozlegają się pieśni okopujących ziemniaki; gdy tymczasem w granicy gruntów świątnickich, uroczysta cisza panuje i tylko przerywa ją odgłos dzwonów, głoszący odprawiające się nabożeństwo.

Świątniczanie, zgromadzeni w kościele, śpiewają pieśni z czasów Zygmuntowskich i modlą się pobożnie w świątyni, bo obchodzą podwójną pamiątkę: święto męczennika patrona Polski i pamiątkę swego niegdyś dziedzica”.

Tak Świątniki widział i opisał Władysław L. Anczyc w Tygodniku Ilustrowanym Warszawskim w 1862 roku. Gdy Oskar Kolberg dziesięć lat później przedrukowywał artykuł Anczyca, opatrzył go komentarzem, w którym zaznaczył, że brak jest dowodów potwierdzających przynależność Świątnik do rodowych włości biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Do takich samych wniosków dochodzili kolejni XX-wieczni badacze historii Świątnik, coraz bardziej spychając tę tezę w sferę baśni i legend tak, że dziś już nikt nie traktuje tego jako faktu historycznego. Jednak niedawne badania związane historią kapituły krakowskiej i kurii metropolitarnej rzucają nowe światło na to zagadnienie.

W tym miejscu warto przypomnieć w kilku zdaniach świątnickie legendy o św. Stanisławie. Pierwsza wspomina o sporze granicznym między Świątnikami a Sieprawiem. Koń biskupa miał zostawić odcisk kopyta w skale, która odtąd miała stanowić granicę. Skałę tą ze śladem kopyta do dziś zwie się Kopytkiem, choć na przekór woli świętego, od wieków znajduje się po sieprawskiej stronie. Biskup Stanisław miał też ponoć uzyskać schronienie przed królem Bolesławem II, a miejscowi kowale mieli odwrotnie podkuć konie, aby zmylić pościg. Tu właśnie wspomina się, że wieś należała do biskupa, czy nawet została zakupiona od Piotra Strzemieńczyka z Janiszewa, znanego z hagiografii św. Stanisława jako rycerz Piotrowina1. Wróćmy jednak do faktów.

Wiemy doskonale, że wieś Górki, zwana także jako Świątniki, stanowiła prebendę, czyli majątek jednego z prałatów kapituły krakowskiej. Prałat ten pełnił funkcję kustosza katedry, stąd też jego dziedzinę określano jako kustodię. Nazwy pozostałych 35 prebend pochodziły podobnie jak kustodia od sprawowanych w kapitule funkcji (np. kantoria, scholasteria czy dziekania) lub od nazw miejscowości (prebenda bieżanowska, krzeszowska, czy zakrzowska). Ponieważ majątek kapituły był niezależny od włości biskupiej, przez długie lata ten argument zdawał się dyskredytować wielowiekową świadomość świątniczan do ich związku ze świętym męczennikiem. Była to jednak argumentacja całkowicie błędna, gdyż nikt nie zadał pytania, czy tak też się miała sytuacja w latach 70. XI wieku.

Ze wspomnianych badań prowadzonych m.in. przez dra Marka D. Kowalskiego (UJ) wynika jednoznacznie, że kapituła krakowska utworzona została najprawdopodobniej dopiero na przełomie XI i XII wieku. Dokładnej daty nie da się ustalić, gdyż jedynymi prowadzonymi wówczas zapisami były tzw. roczniki, w których brak jest związku między datą wpisu a opisywanymi następnie wydarzeniami. Niemniej jednak udało się z dużym przybliżeniem ustalić, że w pierwszych latach XII w. doszło do rozdzielenia się majątku kościelnego, w wyniku czego powstały odrębne majątki kapituły i biskupstwa. Zatem za czasów św. Stanisława kapituła jeszcze nie istniała, a majątek kościoła był nierozłączny dla każdego biskupstwa i zarządzany przez biskupa.

Pozostaje jeszcze pytanie, czy w latach 70. XI wieku istniały już Górki vel Świątniki. Ponieważ pierwszego spisu dóbr kościelnych dokonał dopiero Długosz w XV wieku, nie można liczyć na inny dowód pisemny. Być może kiedyś badania archeologiczne potwierdzą istnienie osadnictwa w tym okresie, dziś jednak można jedynie liczyć na dowody pośrednie. A najmocniejszym z nich jest sama struktura kustodii, na której fundus składały się całe pięć wsi (Górki, Trąbki, Szczytniki, Świątniki, Opatkowice) i jeszcze części dwóch innych (Chorowice i Zabierzów Bocheński). Był to ewenement wśród innych prebend kapituły, których fundus składał się z jednej, góra dwóch wsi. Oznacza to, że w momencie utworzenia kapituły, wsie te już istniały i pełniły swoje służebne funkcje, dlatego też kustosz jako zwierzchnik świątników otrzymał tak wielkie uposażenie.

Podsumowując można przyjąć, że wieś Górki może nie należała do rodowych włości biskupa Stanisława ze Szczepanowa, ale w czasach gdy zasiadał on na krakowskim tronie biskupim, wieś ta najprawdopodobniej znajdowała się pod jego rządami. Zatem osobista interwencja biskupa w obronę granic gruntów kościelnych z Sieprawiem niekoniecznie związana jest tylko z legendą.

LEGENDA O KRÓLOWEJ JADWIDZE

Królowa Jadwiga pędzla Czesława Leńczowskiego.

Królowa Jadwiga pędzla Czesława Leńczowskiego.

Zdarzyło się tak, że podczas podróży do Krakowa, z powodów intensywnych opadów, pojazd Królowej Jadwigi uległ uszkodzeniu. Na szczęście z pomocą przebyli mieszkańcy pobliskiej wioski, oferując pomoc w naprawie, a także suche miejsce do przeczekania dla królowej i jej świty w wójtowskiej chacie. Naprawa trwała jednak całą noc, podczas której wójt zdążył przybliżyć ciężką dolę mieszkańców, którzy jak się okazało, zajmowali się posługą w kościele. Rano królowa mogła ruszyć w dalszą drogę i dziękując chłopom, obiecała im pomoc, a ponieważ nie miała nic wartościowego, podarowała wójtowi swoje rękawiczki z koźlęcej skórki. Królowa słowa dotrzymała i w 1397 roku przyznała chłopom przywileje uwalniające ich spod świeckiej władzy sądowniczej.

Przedstawiona powyżej historia, opowiadana w formie legendy świątnickiej, wydarzyła się naprawdę, o czym świadczy zachowany dekret królowej Jadwigi, a także owe rękawiczki królowej, które przez wieki przechowywano w Świątnikach wraz z urzędem wójtowskim. Jest jednak jedno małe „ale”, które gdzieś w wiekach zaginęło, ale nim do tego przejdę, warto przyjrzeć się dowodom.

Po pierwsze należy uzupełnić opowiedzianą historię o kilka szczegółów, które nie pojawiają już się w znanej nam legendzie: wspomniane wydarzenie miało miejsce zimą, a pojazdem królowej były oczywiście sanie. Mieszkańcy udzielający pomocy faktycznie byli tzw. świątnikami, ale swoją posługę pełnili nie w krakowskiej katedrze, a w sandomierskiej kolegiacie N. M. P. I tymże Świątnikom koło Sandomierza, królowa udzieliła swej łaski:

Hedvigis Dei Gratias regina Poloniae (etc.)

Universis et singulis palatinus castellanis, judicibus, subjudicibus, caeterisque officealibus, judcitis terrae nostrae sandomiriensis ubilibet praesidnetibus, ad quos preasentes pervenerint, gratiam nostrem reginalem.

Quia Swirze, Swiątniki et Piekary villes honorabilis magistri Mathaei sacrae theologias professoris, custodis ecclesiae collegiatae sanctae Mariae Sandomiriensis, nostri devote dilecti, in nostrum gratiam specialem recipiendas duximus et de facto receptimus: ideo vobis er vestrum cuilibet praecipimus ac madamus seriose, quatenus dum et quoties aliquis de earundem villarum incolis seu cmethonibus, quos de vestris juris dictienibus praesentibus excipimus, liberamus, ad vestram vel vestrum alicujus praesentiam citati fueruntm de causis ipsorum nullatenus cognoscere praesumatis: quinimo ipses cum universis eorum emergentiis ad tutorum seu praecuratorem, qui ipsis villis deputatus fuerit, judicendos remittatis: qui etiam cuilibet de iisdem incelis quaerulanti, vel rulem velemti justitiam faciet.

Datum Cracoviae in Crastino sancti confessoris Nicolai, anno domini MCCCXCVII

W powyższym immunitecie królowa bierze pod opiekę mieszkańców wsi kustodii kolegiaty sandomierskiej Świerż, Świątniki i Piekary, uwalniając ich od „jurysdykcji wojewodów, kasztelanów, sędziów i podsędków”. Warto tu przypomnieć, że mieszkańcy Świątnik Górnych takie przywileje otrzymali już w 1252 roku z rąk księcia krakowskiego, Bolesława Wstydliwego, a potwierdzono je w 1255 r. Przywileje bolesławskie obejmowały tylko mieszkańców wsi należących do kapituły, czyli m.in. świątników ze Świątnik Górnych, ale nie dotyczyły tych z okolic Sandomierza, gdyż należeli oni do kolegiaty. Królowa Jadwiga nie mogła zatem górczanom dać czegoś, co już posiadali. Wspomniane rękawiczki, przechowywane przez wieki przez sandomierskich świątniczan, można do dzisiaj oglądać w Muzeum Diecezjalnym w Sandomierzu.

Rękawiczki królowej Jadwigi (Muzeum Diecezjalne w Sandomierzu)

Rękawiczki królowej Jadwigi (Muzeum Diecezjalne w Sandomierzu)

Wielu świątniczan zawsze zadawało pytanie, czy młoda księżniczka Jadwiga w ogóle miała okazję przejeżdżać przez Świątniki, gdy zmierzała do Krakowa. Wiadomo, że w średniowieczu istniały dwie drogi łączące Węgry i Polskę. Pierwsza nazywana „szlakiem węgierskim” prowadziła z Krakowa przez Wieliczkę na Bochnię (dolina Wisły), następnie przez Wiśnicz, Czchów, Stary Sącz (dolina Dunajca), Rytro, Piwniczną, Mniszek, Białą Spiską, Poprad (dolina Popradu), następnie dolinami Wagu i Dunaju do Budy. Pochodzenie tego szlaku ma swoje korzenie jeszcze z czasów rzymskich wędrówek nad Bałtyk w poszukiwaniu jantaru. W czasach Kazimierza Wielkiego stanowiła jedną z głównych arterii komunikacyjnych królestwa, stąd też nazywano ją Via Regia Antiqua (Starożytna Droga Królewska) albo Wielką Drogą.

Drugi trakt łączył Małopolskę w Górnymi Węgrami. Nazywano go szlakiem solnym lub miedzianym. Prowadził z Krakowa na Podhale (dolina Raby) i następnie przez Orawę do rejonu Bańskiej Szczawnicy. Olkuski ołów oraz wielicką i bocheńską sól wymieniano tym szlakiem na miedź z tamtejszych kopalń. Znamy dokładny opis przebiegu tej trasy na podstawie lustracji dróg województwa małopolskiego z 1570 roku. Pierwotnie szlak handlowy bieg z Wieliczki przez Dziekanowice i Dobczyce w kierunku na Mszanę Dolną, następnie wzdłuż Raby trasą „zakopianki”. Wspomniana lustracja wymienia także trasę przez Kurdwanów, Łagiewniki, Swoszowice, Wróblowice, Pokrzywnicę i Świątniki. Alternatywą dla niej była droga przez Gaj, Mogilany i Krzyszkowice.

Mapa średniowiecznych szlaków małopolskich według lustracji z 1570 r.

Mapa średniowiecznych szlaków małopolskich według lustracji z 1570 r.

Którym szlakiem zatem podążał orszak księżniczki Jadwigi? Bardziej prawdopodobnym jest szlak węgierski, jako większy, krótszy, lepiej utrzymany i łatwiejszy, tzn. omijający górzyste tereny słowackich Karpat, czego nie można by uniknąć w przypadku podróżowania szlakiem solnym na odcinku między Koszycami i Bańską Szczawnicą. Z traktu węgierskiego korzystał król Jagiełło, gdy udawał się na spotkanie z Zygmuntem Luksemburskim w 1395 roku oraz w 1410 r., a także Władysław Warneńczyk w 1440 roku, gdy udawał się na koronację na Węgry. Czyż przyszłej królowej Polski nie wypadało przybyć najlepszym, królewskim traktem?

Wracając jeszcze do świątnickiej legendy oraz związków królowej ze świątniczanami, z pewnością królowa znana z pobożności, miała bliski kontakt ze świątnikami katedralnymi. Bardzo trudno zbadać, czy kult królowej ma wielowiekową czy też znacznie krótszą tradycję. Na pewno ta część legendy odnosząca się do początków rzemiosła świątniczan jest co najwyżej XIX-wiecznym dodatkiem. Jeśli chodzi o kult religijny, to warto przypomnieć, że Kościół Katolicki beatyfikował królową w roku 1979, a kanonizował w 1997 roku. Głównym inicjatorem kultu królowej Jadwigi był ks. Stanisław Konieczny, który na początku lat 80. uczynił ją drugim patronem parafii, natomiast w dniu 8 czerwca 2014 roku staraniem władz samorządowych i parafii, nadano patronat świętej królowej Jadwigi nad miastem Świątniki Górne.

FABRICA ECCLESIAE

Warsztaty (fabryka) przy katedrze krakowskiej. Czy tak to sobie wyobrażano?

Warsztaty (fabryka) przy katedrze krakowskiej. Czy tak to sobie wyobrażano?

Jest to jedna z największych pomyłek powstałych przy opisywaniu dziejów Świątnik. Istotna o tyle, że związana z najważniejszą dla Świątnik historią, czyli rzemiosłem płatnerskim i ślusarskim.

Wszystko zaczęło się o nazwy łacińskiej księgi: Percepta pro Fabrica Ecclesiae Cathedralis Cracoviensis, która była księgą rachunków związanych z budową, utrzymaniem i pracami remontowymi katedry krakowskiej. Łacińskie słowo fabrica, a także wywodzące się od niego staropolskie słowo, oznaczało dawniej określony typ budowy rozumianego jako całe przedsięwzięcie wymagające zatrudnienia większej ilości osób, wytwarzania na miejscu materiałów budowlanych i w końcu samą budowę. Stąd też fabryką zwano przede wszystkim procesy budowy zamków, pałaców i kościołów. Sens tego słowa uległ zmianie dopiero w XIX wieku, stając się synonimem zakładu produkcyjnego.

W katedrze krakowskiej księgi fabryki prowadzono od XVI wieku. Kapituła wybierała jednego ze swoich członków do dokonywania wpisów w księdze, którego tytułowano prefektem fabryki (praefectus fabricae ecclesiae). Miał on do pomocy kleryka noszącego tytuł podfabrycznego (vicepraefectus fabricae). Zadaniem obu było zapisywanie kosztów poniesionych przez katedrę na zakup materiałów oraz wynagrodzenie dla rzemieślników wykonujących prace w katedrze. W księgach tych pojawiają się także katedralni świątnicy, którzy otrzymywali możliwość zarobienia kilku florenów za wykonywanie prac wykraczających poza obowiązki względem kustosza. Świątnicy mogli dorobić dodatkowym dzwonieniem, np. w czasie pogrzebu dla uczczenia ważnej osobistości, a także w zwykłych pracach fizycznych przy licznych pracach remontowych i konserwatorskich.

Właściwie ciężko zrozumieć, dlaczego ktoś przekształcił XVI-wieczną fabrykę katedry w zakład rzemieślniczy, w którym świątnicy mieli produkować zamki, kłódki i inne elementy rękodzielnicze. Wszak żaden z badaczy historii rzemiosła nie odkrył takich procesów na wawelskim wzgórzu. Śledząc wszystkie opracowania dotyczące historii świątnickiego rzemiosła można stwierdzić, że każde kolejne opracowanie nacechowane było coraz większą fantastyczną twórczością. Pierwszy o fabryce katedry napisał F. Batko w swojej pracy magisterskiej, gdzie obszernie zacytował fragmenty z księgi fabryki przedstawiające prace rzemieślnicze w katedrze2, zaznaczając jedynie, że świątniczanie mieli w katedrze kontakt ze sztuką rzemieślniczą. W przeciwieństwie do Batki W. Słomka wprost przypisał wykonywanie katedralnych kłódek, zamków, kluczy i siekier katedralnym świątnikom3, a następnie M. Mikuła zacytował fragment z materiałów Batki:

I rzeczywiście trzeba przyznać, że u genezy przemysłu świątnickiego oprócz energii i utalentowania samych Świątniczan w tym kierunku, leży zapewne zachęta prałatów katedralnych, przede wszystkim kustoszów, którym Świątniki były bezpośrednio podległe, a do których należała „fabryka Katedry” (warsztaty) Poczucie ekonomii mówiło im, że najoszczędniej będzie, jeśli stróże katedralni staną się zarazem zdolnymi ślusarzami i potrafią naprawiać psujące się codziennie okucia i zawiasy, zamki, kłódki i rygle; jeśli z czasem zaczną produkować na rzecz nadwornych hufców biskupich husarzy karaceny, bułaty, kordy i misiurki4.

Z publikacji nie wynika, czy są to słowa Batki, czy jakiś cytat oraz kto dopisał „warsztaty” przy wspomnianej fabryce. Niemniej jednak wspomniane opracowania z lat 80. XX wieku rzuciły cień na kolejne prace. Należy podkreślić, że żaden z powyższych autorów nie oparł swego twierdzenia na żadnej publikacji albo materiale źródłowym. W kolejnych opracowaniach m.in. przypisywano świątnikom udział w pracach nad konserwacją i naprawianiem dzwonów czyli ludwisarstwo (sic!) czy nawet wytwarzanie sznurów do dzwonów5. Wszystkie wyjęte wpisy z księgi fabryki wspomniane przez Batkę stały się wytworem działalności rzemieślniczej świątników. Pominę pomniejsze artykuły jeszcze barwniej opisujące początki świątnickiego rzemiosła.

W cyklu wydawniczym „Wypisy źródłowe do dziejów Wawelu” wielokrotnie publikowano roczniki z archiwów kapitulnych i kurialnych krakowskich, w tym wspomnianą także Fabrykę Katedry. Dzięki tym materiałom udało mi się znacznie powiększyć listę wpisów prefekta fabryki wspominających wawelskich świątników zapoczątkowaną przez Batkę. Wypisy te zamieściłem w artykule „Świątnicy ze Świątnik – zarys” i żaden z cytatów nie sugeruje, że świątnicy wykonywali jakiekolwiek prace rzemieślnicze w katedrze. Nawet wpis z 1598 roku „Za siekierę świątnikom 9 gr”, oznacza nie więcej niż to, że katedra zapłaciła 9 groszy za siekierę dla świątników. Należy pamiętać, że w ówczesnym języku polskim inaczej wyglądała odmiana rzeczowników, przez co niektóre zapisy mogą być dziś dwuznacznie odczytywane, co jednak nie stanowi problemu dla językoznawców i dla osób badających dawne dokumenty.

Głównym błędem było zatem błędne tłumaczenie, bez wzięcia pod uwagę staropolszczyzny, a także zaniedbania przy analizie materiałów do opracowań polegające na tym, że poddawano interpretacji nie materiały źródłowe, czy nawet pierwsze opracowanie Batki, lecz późniejsze opracowania i przez to coraz bardziej zaczęto mijać się z faktami.

Osobom, które by miały jeszcze wątpliwości, należy przypomnieć, że świątnicy pełnili codziennie służbę w kościele katedralnym przez całą dobę, a zatem czterech świątników musiało wykonywać te pracę na zmianę. Doliczając czas na konieczny odpoczynek, nie pozostaje wiele czasu na wykonywanie innych prac. Ponadto w tamtych czasach (XV i XVI w.) chłopi nie mogli wykonywać prac za wynagrodzeniem, a dla usług rzemieślniczych wyłączność miały cechy, które nie dopuszczały nikogo do tajemnic i praktyk zawodu. Jeśli kustosz miałby przymusić swoich chłopów do dodatkowej pracy fizycznej, ci podnieśliby protest, jak to czynili, gdy kustosz wymagał od nich coś więcej, niż było zapisane w księgach Długosza, łącznie z pisaniem skargi do papieża. Tu upada też kolejna część tego mitu, która mówi, że świątnicy wiedzę rzemieślniczą wynieśli z przyglądania się i pomagania w tych pracach katedralnych. Prace w katedrze wykonywali tylko najwyżsi rangą mistrzowie cechów rzemieślniczych, którym kuria przyznawała tytuł ślusarza, czy kowala katedry (faber ecclesiae cathedralis Cracoviensis).

Świątnicy poza tym zmieniali się po tygodniu i kolejnych czterech z innej wsi przychodziło na zmianę. Ta sama osoba przez następny rok nie miała obowiązku służby w katedrze, zatem trudno sobie wyobrazić ciągłość produkcji, gdzie następuje taka rotacja niewykształconych pracowników.

Na koniec pozostaje miejsce lokalizacji samej fabryki: zgodnie z zasadami obowiązującymi w Krakowie, położenie kuźni musiało być oddalone od zabudowań, co powodowało, że kuźnie mogły być lokowane albo przy samych murach miejskich, albo w ogóle poza murami we wsiach otaczających miasto, tj. w Kazimierzu, w Kleparzu czy w Wieliczce. Nie ma zatem żadnej możliwości, żeby ktoś lokował warsztaty z kuźniami na wzgórzu zamkowym. Zresztą znany jest dokładny spis nieruchomości kapituły katedralnej i brak w nich informacji o lokalizacji „warsztatów”.

NAZWA MIEJSCOWOŚCI

O historii pochodzenia nazwy Świątniki Górne tak często pisano, że chyba już do świadomości każdego trafiła błędna konkluzja przedstawiająca ewolucje nazwy w następujący sposób: Górki – Górki Świątnicze – Górki Świątniki – Świątniki Górne. Przeczy temu już najstarszy tekst z 1389 roku, gdzie zapisano nazwę Świątniki, a także liczne XV-wieczne zapisy grodzkich ksiąg sądowych, które zawsze na pierwszym miejscu wymieniają nazwę Świątniki. Z kolejnych zapisów wynika, że do XVIII wieku nazwy Świątniki i Górki pojawiają się równolegle, przy czym w księgach kościelnych używano tylko nazwy Górki, natomiast w pozostałych nazwę Świątniki lub obie nazwy (np. Górki zwane Świątnikami). Kustosz katedralny używał nazwy Górki dlatego, że posiadał w swoich dobrach druga miejscowość zwaną Świątnikami, zatem nie chciał, żeby dochodziło do nieścisłości i nieporozumień. Używał dodatkowo przymiotnika „świątnicze” do wszystkich gromad, nad którymi sprawował pieczę (np. „Trąbki świątnicze”). Stosowano zatem do końca XVIII wieku w terminologii kościelnej nazwy: Górki i Górki Świątnicze (a mieszkańców nazywano górczanami) oraz nazwy Świątniki lub Świątniki zwane Górkami w terminologii świeckiej (administracja, mapy, podatki). Taki stan zastała administracja austriacka.

Podkrakowskie Świątniki przez następne kilkadziesiąt lat dzieliły wspólny los ze Świątnikami koło Szczytnik, należąc pod względem administracyjnym do tego samego klucza biskupickiego. W metryce józefińskiej zapisano obie nazwy, tj. Świątniki Górki. Niemieckojęzyczna administracja austriacka, postępując podobnie jak kustosz krakowski, postanowiła uniknąć powtórzeń i nadawała nazwom miejscowości przymiotniki „Górne”, „Dolne”, „Średnie” od położenia geograficznego oraz „Wielkie” lub „Małe” od ilości mieszkańców. Podobnie rzecz się miała w wielu innych galicyjskich miejscowościach, takich jak Barwałd, Kasina czy Łososina. Stąd też najprawdopodobniej powstały w jednym czasie nazwy Świątniki Dolne i Świątniki Górne, a tylko przypadek sugeruje związek przymiotnika „górne” z dawnymi Górkami.

KOŚCIÓŁ I PARAFIA

Początki świątnickiego kościoła w dziwny sposób przyciągają liczne błędy, od „literówek” w datach po merytoryczne rozważania. Zauważalny jest brak zrozumienia w rozróżnieniu pojęć kapelani, która została utworzona w 1846 roku oraz parafii, która postała dopiero w roku 1888. W latach 1846-1888 świątnickim kościołem parafialnym wciąż pozostawały Mogilany, a kolejni duszpasterze byli kapelanami. Pierwszym proboszczem został dopiero ks. Franciszek Karpiński. Z najbliższych rocznic, jakie będzie można obchodzić, to w 2016 roku będzie 170 lat duszpasterstwa w Świątnikach, a w 2018 roku – 130 lat parafii.

Największe kontrowersje budzą teorię o pochodzeniu budynku kościoła, a konkretnie planów. Najbardziej wiarygodna jest wersja, że przywieźli je świątniccy kupcy. Można znaleźć taką wersję, że dokonali tego świątniccy kłódkarze, jednakże autor zapomniał, że kłódkarze rozprowadzali swoje towary jedynie w zasięgu kilkudziesięciu kilometrów podróżując pieszo. Tylko kupcy mieli środki lokomocji, żeby dostać się na Węgry (Galicja w tamtych czasach nie posiadała żadnych połączeń kolejowych z innymi państwami cesarstwa).

F. Batko tak przedstawił pochodzenie planów budowy kościoła:

Do chwili obecnej utrzymuje się tradycja, że plany budowy kościoła przywieźli kupcy świątniccy z węgierskiego Debreczyna, gdzie rzeczywiście w tym czasie wybudowano piękny kościół w stylu klasycystycznym (1805-1819)6.

W rzeczywistości Batko opisał neoklasycystyczny Wielki Kościół Ewangelicki (węg. Nagytemplom), budowany w latach 1805-1824, o powierzchni 1500 m2, który wybudowano w całkowicie innym architektonicznym stylu i w żadnej mierze nie przypomina świątnickiego kościoła. Nieprawdopodobne jest zatem, żeby pierwowzorem kościoła w Świątnikach była kalwińska bazylika. Zadziwia zatem upór, z jakim w każdej kolejnej publikacji powtarza się tak bezsensowną informację.

Wielki Kościół Ewangelicki w Debreczynie - czy to jest bliźniaczy gmach świątnickiego kościoła? (Wikimedia)

Wielki Kościół Ewangelicki w Debreczynie – czy to jest bliźniaczy gmach świątnickiego kościoła? (Wikimedia)

W Debreczynie w tamtym okresie istniał tylko jeden rzymskokatolicki kościół, czyli barokowa katedra św. Anny. Kościół ten powstał 100 lat przed rozpoczęciem budowy w Świątnikach i podobnie jak poprzednik, prezentuje odmienny styl konstrukcji.

Barokowa bazylika św. Anny w Debreczynie - podobieństwo tylko w kolorze.

Barokowa bazylika św. Anny w Debreczynie – podobieństwo tylko w kolorze.

Z miejscowości, w których miał znajdować się pierwowzór świątnickiego kościoła wymieniano także węgierski Pecz (Fünfkirchen), jednak i tam brak jest kościoła z okresu pierwszej połowy XIX w podobnego do świątnickiego.

Być może plany kościoła faktycznie zostały sprowadzone z Węgier, jednakże niekoniecznie gdzieś musi istnieć pierwowzór, a świątniczanie po prostu zamówili i zakupili u polecanego projektanta projekt kościoła na miarę swoich potrzeb.

CUDOWNE OCALENIA

Historia uczy nas, że gdy społeczność jest doświadczana wielkimi tragediami, przetrwanie urasta do rangi religijnego cudu. Świątniki nie są tutaj szczególnym wyjątkiem, a wspomnianymi tragicznymi wydarzeniami były wielki pożar z 1889 roku oraz niemiecka okupacja w czasie II wojny światowej. Legendy powstałe w związku z tymi wydarzeniami łączy przekonanie o cudownym ocaleniu miejscowości nadmieniając jednak, że powstały one znacznie później po owych tragediach i autorzy nie do końca mieli pojęcie o panującej wówczas sytuacji. Ponieważ tematykę zarówno wielkiego pożaru, jak i II wojny światowej omówiłem szczegółowo w odrębnych opracowaniach, przejdę od razu do meritum.

W nocy z 23 na 24 października 1889 r. ogień z podpalonych kupieckich stodół silny wiatr wiejący z zachodu przeniósł na zabudowania mieszkalne. Straż Ogniowa bezskutecznie walczyła z żywiołem do czasu, aż nad ranem wiatr ucichł. Zgodnie z jednym z podań, cmentarna figura Maryi Panny miała obrócić głowę w kierunku kościoła i w ten sposób uratować święty przybytek przed ogniem. Jest też drugie podanie opisujące grupę wiernych modlących się pod wspomnianą figurą o ocalenie – modlitwa miała zostać wysłuchana i pożar miał zostać ugaszony zbawiennym deszczem. Problem z tym drugim podaniem jest taki, że owy deszcz się nie pojawił, a spalenie trzeciej części zabudowań mieszkalnych w miejscowości, jedna ofiara śmiertelna i kilkaset osób bez dachu nad głową i środków do życia z całą pewnością nie można nazwać mianem „cudu”.

Zasięg pożaru z 1889 r.

Zasięg pożaru z 1889 r.

To, że Świątniki przetrwały prawie nienaruszone zarówno niemiecką okupacje, jak i sowieckie „wyzwolenie”, budziło w niejednym bogobojnym świątniczaninie chęć dziękczynienia w postaci modlitw i pielgrzymki do Kalwarii Zebrzydowskiej. Doprowadziło to do powstania trzech opisów cudownych ocaleń miejscowości.

Pierwszy z nich ma wyjaśniać przyczynę corocznych kalwaryjskich pielgrzymek i nawiązuje do lipca 1944 roku. Jednemu z partyzantów lokalnych miała przez przypadek wypalić broń w czasie, gdy nad miejscowością przelatywał niemiecki samolot. Niemcy mieli uznać to za znak agresji i zaatakować artylerią ulokowaną w okolicach Bożęty. Jednakże cudownie zesłana mgła miała przysłonić całe świątnickie wzgórze udaremniając bombardowanie. Autor nie wyjaśnił czemu Niemcy nie poczekali, aż mgła się podniesie lub po prostu podjechali 10 km i ogniem spacyfikowali krnąbrną osadę. Gdyby to wydarzenie miało miejsce, Niemcy oczywiście mogli śmiało bombardować Świątniki nawet przy dużej mgle – wystarczy do tego kompas i mapa wojskowa. Jednakże sam pomysł użycia artylerii przeciwko miejscowości byłby ewenementem w sztuce wojennej pomijając już fakt, że hitlerowskie Niemcy były w mocnej defensywie i cierpiały na braki w uzbrojeniu licząc każdą kulę karabinową i pocisk armatni.

Kolejne dwie legendy opisują styczeń roku 1945. Tym razem zagrożenie dla osady było bardziej rzeczywiste, gdyż mogła znaleźć się na linii frontu. W jednej wersji Świątniki miały być zbombardowane, lecz i tym razem mgła miała ocalić osadę. Jedyną stroną mogącą w tym czasie kogoś bombardować była Armia Czerwona, choć zważywszy na znikome znaczenie strategiczne miejscowości, nie było powodu do takiej akcji. Bardziej nurtującym pytaniem jest, w jaki sposób ktoś ze świątniczan dowiedział się o planach bombardowania…

Najbardziej realistyczna jest historia, jakoby Niemcy stacjonujący w Gaju mieli szykować ostrzał na Świątniki, spodziewając się ataku ze wschodu. Informacje o tym mieli świątniczanom dostarczyć mieszkańcy Mogilan. Co prawda główne siły Armii Czerwonej nie zaatakowały Kraków od południa, ale być może chodziło o moment, kiedy uciekający z Krakowa Niemcy planowali przebijać się na zachód przez Skawę. W legendzie ostrzał miała uniemożliwić gęsta mgła. Jak wiadomo jednak z przekazu świątniczan, do wymiany ognia artyleryjskiego jednak doszło. Cudowna mgła zatem nie powstrzymała wymiany ognia, czego świadectwem były dziesiątki lejów po pociskach. Szczęśliwie nie było ofiar, a same zabudowania nie ucierpiały bardzo z wyjątkiem dachu kościoła.

WALKA KLAS WIECZNIE ŻYWA

Jedyną pracą naukową dotyczącą przeszłości Świątnik Górnych jest praca doktorska z zakresu socjologii Władysława Kwaśniewicza, która do dzisiaj stanowi cenne źródło informacji o tym, jak wyglądało życie świątniczan w XIX i XX wieku. Praca ta niestety była tworzona w latach 50. ubiegłego wieku, skutkiem czego wszelkie formułowane wnioski z przeprowadzonych naukowo badań musiały zgadzać się z ówczesną myślą ideologiczną. Życie świątniczan zostało przedstawione jako typowy model walki klas społecznych z dzieł Karola Marksa. Czy zatem nie jest dziwne, że czytając współczesne opracowania historyczne, wciąż powtarzana jest ta ideologia? Czemu współcześni badacze nie są w stanie wyciągać samemu wniosków z szerokiego materiału badawczego Kwaśniewicza tylko powtarzają teorie walki klas rodem z lat 50. XX wieku?

We wspomnianej pracy przedstawiono biednych rzemieślników świątnickich (klasa robotnicza, proletariat) bezwzględnie uciskanych przez kapitalistycznych kupców (burżuazja), którzy tanio skupywali kłódki, a sprzedawali je drożej. Największe nieprawości dokonywali jednak kupcy poprzez zmienną cenę skupu towarów zależną od pory roku, w rezultacie najtańszy towar był sezonie zimowym. A przecież wiadomo było, że skoro handel również był sezonowy, to cena towaru w czasie od jesieni do wiosny, kiedy nie można było poruszać się wozami po drogach, musiała być niższa. Wszyscy dziś jesteśmy przyzwyczajeni do niestałości cen produktów sezonowych (warzywa, owoce), gdzie różnice cen w ciągu roku są wielokrotne. Zresztą rzemieślnicy mogli sobie radzić, gdyby proporcjonalnie to cen skupu zwiększali produkcję oraz magazynowali produkty, ale oznaczałoby to zaangażowanie w pracę znacznie większe, niż praca 3 dni w tygodniu, a także zgoda wśród rzemieślniczej braci na zorganizowanie wspólnych magazynów dla produktów.

Szkoda jednak, że to, co wie każdy współczesny przemysłowiec i rozumie każdy współczesny człowiek, nie jest w stanie przyswoić historyk. I stąd w każdym ze współczesnych opracowań powtarzany jest wciąż ten sam model „złych” kupców i „dobrych” rzemieślników. I choć dziwi to niezłomne przywiązanie do marksistowskiej oceny biegu historii, to w rezultacie przedstawia się zupełnie inną rzeczywistość niż ta, która była w XIX wieku. Zwykło się przedstawiać jedynie napięcia w relacjach między kupcami a rzemieślnikami, które faktycznie istniały, choć nie jesteśmy w stanie dziś ocenić wielkości tego zjawiska. Nie mogło być one jednak aż tak dominujące, skoro w okresie międzywojennym tak doskonale układała się współpraca przy tworzeniu spółek przemysłowych. Zwracano uwagę również na chłodne stosunki między kupcami, natomiast całkowicie ignoruje się konflikty między kłódkarzami, a przecież one miały największe znaczenie dla świątnickiego przemysłu. Kwaśniewicz tematykę tę ominął szerokim łukiem, bo skłócona klasa robotnicza źle by się prezentowała w pracy doktorskiej, jednak te relacje są dobrze znane dzięki ówczesnej gazetce Związek Świątnicki. To właśnie te konflikty blokowały wszystkie inicjatywy rozwoju przemysłu na początku XX w. Upadały kolejno pomysły wspólnych magazynów czy wspólnej fabryki na bazie istniejącej Spółki Ślusarskiej. Niezgoda ludzka sprawiła, że pomysły te realizowało następne pokolenie w II RP.

BRUCHNALSKI I SPÓŁKA

Historia Szkoły Ślusarskiej i podźwignięcie świątnickiego rzemiosła dzięki działalności takich ludzi jak Kazimierz Bruchnalski jest niewątpliwie warta wielokrotnego przypominania. Pierwszy dyrektor szkoły choć spędził w Świątnikach tylko 6 lat, na trwale zapisał się w historii miejscowości, dając przykład przedsiębiorczości, zaangażowania i pokonywania przeszkód w dążeniu do wyznaczonych celów. I choć uczynił on tak wiele dla Świątnik i świątniczan, że pamięć o nim nie powinna nigdy zginąć, z nieznanych przyczyn zaczęto mu przypisywać zasługi innych.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Kazimierz Bruchnalski, ok. 1890 r.

Zresztą śledząc publicystykę na ten temat z ostatnich lat nie trudno dostrzec tendencje do jak największego upraszczania (broszurowania) historii o Szkole i Spółce Ślusarskiej w rezultacie otrzymując jednostronny przekaz przedstawiający działalność obu tych instytucji tylko jako ciąg sukcesów. W ten sposób zacierana jest dobrze udokumentowana prawda czy nawet, jak to za chwilę przedstawię, promowany jest fałsz.

Wypada zacząć od inicjatywy powstania Spółki Ślusarskiej, którą to w Świątnikach ostatnio zaczęto przypisywać Bruchnalskiemu, tymczasem taka inicjatywa powstała podczas finalizowania projektu założenia szkoły. Posłowie dr Weigel i ks. Kopyciński już w 1884 roku przyjęli założenie, że samo utworzenie szkoły zawodowej to tylko połowa drogi do realizacji celu podniesienia rękodzielnictwa rzemieślniczego w Świątnikach, bo drugą musi być utworzenie spółki rzemieślników. Gdy Bruchnalskiemu w 1887 roku powierzono misję w Świątnikach, miał on zarówno utworzyć tam szkołę zawodową, jak i nakłonić miejscowych majstrów do utworzenia spółki.

Niesłusznie również przypisuje się dyrektorowi szkoły funkcję prezesa Spółki. Wszak z założenia miała to być spółka rzemieślników i ci spośród siebie wybierali władze spółki. Bruchnalski natomiast tymczasowo przyjął funkcję dyrektora technicznego, bo w czasie, kiedy szkoła ślusarska dopiero rozpoczynała nauczanie, nie było wśród lokalnych rzemieślników osób o wykształceniu pozwalającym na prowadzenie ksiąg rachunkowych, formułowaniu ofert czy prowadzeniu przedsiębiorczości na znacznie wyższym poziomie niż domowego warsztatu. Jak podaje Mikuła, pierwszym prezesem był Stanisław Bodzoń (Zuberek)7.

Kolejnym nieprawdziwym stwierdzeniem jest uznawanie Spółki za monopolistę w dziedzinie produkcji kłódek w porównaniu z lokalnymi kupcami. Wystarczy przytoczyć kilka liczb: w latach 80. XIX wieku w Świątnikach było ok. 700 rzemieślników, w roku 1910 było ich dokładnie 14848. W tym czasie świetności Spółki liczba członków wynosiła 150. Ponieważ było zaledwie kilka rodzin kupieckich, średnio na jednego kupca przypadało kilkakrotnie więcej rzemieślników niż pracowało w Spółce. Zaangażowanie się zaledwie 10% miejscowych rzemieślników w działalność Spółki raczej wypadłoby nazwać znikomym niż monopolistycznym.

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Najbardziej niezrozumiałe jest jednak przedstawianie Spółki jako sprawnie funkcjonującego przedsiębiorstwa. Tu znów liczby zadają temu kłam. Wystarczy bowiem przejrzeć rachunki Spółki, żeby się przekonać, że w 1909 roku zadłużenie jej wynosiło 20 tys. złr. (połowa kosztów utworzenia szkoły ślusarskiej). Spółka otrzymywała jednak stałą pomoc ze strony państwa w postaci kredytów oraz zwolnień podatkowych i taki stan utrzymywał się, dopóki samo państwo nie zaczęło odczuwać kosztów prowadzenia działań zbrojnych. Problemy gospodarcze oraz zaangażowanie samej Spółki w działalność na Bałkanach spowodowało w ostatnich latach przed I wojną światową zamrożenie części kapitału Spółki. Zresztą jak bardzo Spółka była sprawnym przedsiębiorstwem świadczą lata międzywojenne, kiedy to wobec braku pomocy państwa i uwolnionej gospodarki Spółka częściej wstrzymywała działalność niż ją prowadziła.

Nie powinno zatem nikogo dziwić, że przy tak przedstawionych przymiotach przypisuje się Spółce zrealizowanie jej statutowego założenia. Władze Spółki nie potrafiły jednak zjednać sobie nawet większości rzemieślników ani dogadać się z lokalnymi kupcami w celu podjęcia wspólnych inicjatyw. Spółka pokazała, że można tworzyć przedsiębiorstwa rzemieślnicze, z czego skorzystało dopiero następne pokolenie w latach międzywojennych, jednak sama nie potrafiła wziąć na siebie odpowiedzialności za kierunek rozwoju świątnickiego rzemiosła. A nie tak daleko szukając, do powstałej w podobnym czasie spółki kowalskiej w Sułkowicach, nie przystąpiło tylko trzech kowali. Zatem można było.

To tylko część świątnickich mitów, które najczęściej wychodzą ostatnimi czasy na światło dzienne. Jeżeli w powyższym artykule tematykę tła historycznego omówiłem pobieżnie, to tylko dlatego, że poświęciłem temu zagadnieniu odrębne opracowanie.

Przypisy:

1 S. Udziela, Legendy o św. Stanisławie, Ilustrowany Kurier Krakowski, 1925.

2 F. Batko, Przemysł metalowy w Świątnikach Górnych pod Krakowem w XVIII wieku (szkic historyczny), maszynopis, s. 37.

3 W. Słomka, Świątniki Górne, 1985

4 M. Mikuła, Świątniczanie. Strażnicy katedry wawelskiej, 1989 r.

5 W. Szczygieł, Świątniki Górne. Historia, kultura i tradycja na przestrzeni dziejów. Kraków 2001.

6 Cytat za F. Batki, Pisma z historii Świątnik Górnych i okolic, UMiG Świątniki Górne 2008, s. 32

7 M. Mikuła, Ludzie i wydarzenia w Świątnikach Górnych 1888-1955, wersja cyfrowa, s. 21.

8 Związek Świątnicki nr 1/1911, dane z powszechnego spisu ludności z 31.12.1910 r.

Reklamy

Opracował Jerzy Czerwiński.

Okres międzywojenny to bez wątpienia złote lata świątnickiego rzemiosła, a zwłaszcza kłódkarstwa. Przed Wielką Wojną rzemieślnik miał do wyboru pracować dla kupca lub w Spółce Ślusarskiej. Wszelkie plany rozwoju rozbijały się o animozję między kupcami a rzemieślnikami oraz między samymi rzemieślnikami. Dominował rzemieślniczy konserwatyzm – starzy majstrowie bardzo niechętnie przyjmowali nowinki techniczne i technologiczne ze świata, które raz za razem podsuwała im państwowa Szkoła Ślusarska w postaci darmowych dokształcających kursów. Nowinki chwytali tylko młodzi adepci ślusarstwa, którzy albo wyjeżdżali w świat za pracą w przemyśle metalowym, albo podejmowali prace u owych starych majstrów, gdzie nie mieli okazji rozwijać skrzydeł.

Po wojnie zmieniło się absolutnie wszystko – odzyskana niepodległość i młode państwo, które wśród swoich europejskich również młodych sąsiadów musiało rozpychać się łokciami, by w końcu móc się określić na mapach Europy. Nowy porządek państwa i nowa gospodarka wymusiły także nowe podejście do handlu kłódkami, a w następnym kroku do ich produkcji. Starzy kupcy, których cała praca i dorobek brał się z utrzymywanych szlaków handlowych wzdłuż cesarstwa, musieli odejść i zostawić miejsce następnemu pokoleniu ludzi młodych, wykształconych w dobrych szkołach handlowych i zawodowych, a zarazem gotowych podjąć nowe wyzwania. A wyzwań było niemało – w pierwszych latach powojennych szalejąca inflacja, później światowy kryzys, a w końcu okupacja niemiecka.

Główną siłę napędową świątnickiego rzemiosła stały się spółki ślusarskie. Zakładali je razem dawni kupcy wraz z rzemieślnikami jak również sami majstrowie. Największymi i mającymi największy wpływ na rozwój rzemiosła były: kontynuująca tradycje przedwojenną Spółka Ślusarska oraz młode spółki: Mazur, Mieczysław Czerwiński i Spółka czy Polonez. To co łączyło te spółki to pełna samowystarczalność w produkcji kłódek, zamków oraz elementów kutych, a następnie w handlu tymi artykułami.

Nadal powszechnie prowadzone były warsztaty domowe, lecz na pewno lepiej wyposażone i bogatsze w środki techniczne. Na wyroby takich warsztatów nadal czekali handlarze z pobliskiego Krakowa i okolic. Nie zaginęło też całkiem hausernictwo, choć dotykało głównie najuboższych rzemieślników, a bardziej odżyło dopiero w latach okupacji II wojny światowej.

Spółka Ślusarska. Podobnie jak dla Szkoły Ślusarskiej, zmiany, które nastały po I wojnie negatywnie wpłynęły na funkcjonowanie Spółki założonej w 1888 roku. Przed wojną niewiele było takich szkół pod opieką rządu cesarza Franciszka Józefa I, a po wojnie świątnicka szkoła trafiła do jednego grona zawodowych szkół państwowych. Wraz z kłopotami finansowymi młodej II Rzeczypospolitej, cierpiała też oświata. Jeszcze trudniej miała Spółka, gdyż wcześniej była dotowana z budżetu Galicji i funkcjonowała głównie dzięki preferowanym kredytom. Co prawda wszelkie zadłużenie odeszło w niepamięć, ale pamiętać też trzeba, że niewypłacalna stała się austriacka waluta i wszelkie oszczędności w koronach oraz państwowych obligacjach przepadły.

Spółka Ślusarska utraciła wspomaganie finansowe państwa, a dodatkowo przyszło jej się mierzyć z prężnie rozwijającymi się ślusarskimi przedsiębiorstwami. Większość państwowych zleceń przejęła znacznie mniejsza firma Mazur. Wobec takich trudności Spółka kilkukrotnie zawieszała swoją działalność, m.in. w latach 1932-37. O kondycji spółki świadczy też tak, że w tym właśnie czasie spółka postanowiła sprzedać budynek swojej siedziby – był to murowany parterowy budynek (dzisiejszy adres Bruchnalskiego 15 – siedziba władz Miasta i Gminy). Budynek został zlicytowany i zakupiony przez Stanisława Dziewońskiego (w latach 20. pełnił godność wójta Świątnik) z myślą o przeznaczeniu tego budynku na bursę szkoły ślusarskiej. Dziewoński dobudował piętro i zamieszkali tam uczniowie szkoły, którymi opiekował się Franciszek Batko (senior).1

Ryc. 1 Budynek Spółki Ślusarskiej w 1930 r.

Ryc. 1 Budynek Spółki Ślusarskiej w 1930 r.

Kapitał Spółki był w dużej mierze uzależniony od darczyńców. Nie zachował się żaden z katalogów produktów Spółki, co w dużej mierze świadczy o ograniczonym zakresie produkowanych artykułów. Nasuwa się wniosek, że Spółka dawała głównie ślusarzom świątnickim dostęp do maszyn szkoły ślusarskiej, a ci wytwarzali produkty na swoje własne potrzeby. Tuż przed wybuchem II wojny Spółka ponownie została reaktywowana, jednak po rozpoczęciu się okupacji została potraktowana na tej samej zasadzie co polskie stowarzyszenia i ostatecznie rozwiązana. Ostatnim prezesem Spółki był Józef Kowal. Po wojnie członkowie Spółki zapisali się do krakowskiej Spółdzielni Pracy „Spólnota”, co jednak nie było zbyt wygodnym rozwiązaniem dla świątnickich rzemieślników.

„Mazur” Przemysł żelazny. Fabryka kłódek i zamknięć. Bracia Ludwik i Stanisław Kwintowscy.

Ryc. 2 Ogłoszenie w Gazecie Lwowskiej z 2 czerwca 1920 r.

Ryc. 2 Ogłoszenie w Gazecie Lwowskiej z 2 czerwca 1920 r.

Spółka braci Kwintowskich powstała z przekształcenia warsztatu Stanisława Kwintowskiego jeszcze w 1916 roku. Zarząd spółki stanowił inż. Ludwik Kwintowski (1885-1964) mieszkający we Lwowie-Persenówce pod adresem ul. Nad Jarem 7 m. 4, a „fabryka” mieściła się w Świątnikach Górnych pod numerem 248. Prowadzili także biuro handlowe w Krakowie przy ul. Krakowskiej 6. Pierwotnie spółkę stanowiło rodzeństwo: Stanisław, Ludwik, Sebastian Kwintowscy i Anna Słomka (siostra). Stanisław Kwintowski (1873 – 1952) był mistrzem kowalstwa, który do dnia 14 grudnia 1929 roku pracował także jako nauczyciel zawodu w Państwowej Zawodowej Szkole Ślusarskiej. Jako instruktor przepracował prawie 50 lat. Stanisław jeszcze przed wojną prowadził mały warsztat utworzony dzięki stypendium dra Arnolda Rapaporta h. Porada. Następnie bracia przekształcili go w sprawnie działające przedsiębiorstwo, które wzięło na siebie wytwarzanie artykułów ślusarskich i kowalskich dla wojska (łóżka polowe, wędzidła, strzemiona, munsztuki, łańcuchy, ostrogi, kłódki specjalne), policji (kajdanki i hartowane kłódki), poczty, kopalń oraz kolei (kłódki pancerne). Kuźnia specjalizująca się w wyrobie wspomnianych artykułów dla wojska została uruchomiona w 1925 roku.

Warsztat ruszył na początku 1918 roku a jego początki opisał naoczny świadek, Feliks Słomka (syn Anny) – na postawie nagrania audio z 25.11.1992 r :

Rano przywieźli Górale deski. Pod wieczór przywieziono drzewa sosnowe, nieokorowane. Na drugi dzień, w czas rano, zeszło się kilkoro ludzi, mi.in. ja, zaczęto wbijać, wkopywać słupy, obijać deskami, robić dach i powstał w ten sposób pierwszy tzw. barak. Wniesiono tam następnie maszyny będące poprzednio własnością stryja Stanisława: mi.in kuźnię polową, tokarkę (dość prymitywną), wiertarkę ręczną, imadła oraz dużą prasę ręczną, którą otrzymano z Centrali Odbudowy Kraju. Uzyskano bardzo dużo zamówienie na łóżka żelazne, koszarowe, dla policji, a później i wojska.

Ryc. 3 Warsztat firmy Mazur.

Ryc. 3 Warsztat firmy Mazur.

Firma produkowała szeroki asortyment kłódek od prostych klasycznych kłódek walcowych po nowoczesne kłódki automatyczne i tłoczone na zimno. Najpopularniejszymi produktami były kłódki: „Mazur” – sztandarowa kłódka ryglowa tłoczona podobnie jak „Krakus” i „Lech”; „Wotan”, „Globus” i „Bosfor” – kłódki automatyczne; „Pancer” – ryglowa kłódka z czworobocznym sachlem zabezpieczonym przed wybiciem, nitami spiłowanymi tak, aby nie było wystających części; „Sema” – ryglowa kopaczka używana do plombowania; „Depo” – ryglowa kopaczka z łańcuchem rowerowym; tabakierka „Tabak”; fortelowe zegarkowe „Zegar” i literowe „Litera”; ryglowe i automatyczne „Kotwice” używane do kajdanek przez żandarmerię WP, marynarkę, KOP, więziennictwo i policję oraz automatyczne „Kop” i „Mewa” używane do kajdanek przez KOP i policję. Nieustającą popularnością cieszyły się klasyczne ryglowe kopaczki „Rodak I” i „Rodak II” tzw. mazurki o wymiarach od 40 do 100 mm w 4 rożnych wersjach oraz kłódki automatyczne „Alle”.

Ryc. 4.

Ryc. 4.

Ryc. 5.

Ryc. 5.

Ryc. 6.

Ryc. 6.

Ryc. 7.

Ryc. 7.

Ryc. 8.

Ryc. 8.

Ryc. 9.

Ryc. 9.

Ryc. 4-9 Tablice reklamowe (wystawowe) z produktami firmy „Mazur”

Ryc. 10 Stoisko firmy Mazur na jednej z wystaw.

Ryc. 10 Stoisko firmy Mazur na jednej z wystaw.

Ponadto Stanisław Kwintowski przyjmował indywidualne zlecenia z zakresu kowalstwa artystycznego wykonując kute bramy i balustrady krakowski willi. Praca w warsztacie odbywała się w trybie 8-godzinnego dnia pracy. Pierwszy barak szybko rozbudowano, a następnie wybudowano kolejne. Według wspomnianej relacji Feliksa Słomki, dla Mazura pracowało nawet 100 osób.

Ryc. 11 Pracownik Mazura przy prasie napędzanej silnikiem.

Ryc. 11 Pracownik Mazura przy prasie napędzanej silnikiem.

Ryc. 12 Praca w warsztacie podczas okupacji (1942 r.).

Ryc. 12 Praca w warsztacie podczas okupacji (1942 r.).

Przedsiębiorstwo Mazur funkcjonowało także podczas okupacji dając konieczną pracę m.in. absolwentom szkoły ślusarskiej. Ludwik Kwintowski mieszkał wówczas na ul. Lelewela 17 m. 4. Zmniejszyła się jednak liczna pracowników oraz zwolniło się tempo produkcji. Po wojnie Spółka nadal działała, jednak większość mienia i pracowników przejęła Spółdzielnia Przyszłość, a Sebastian Kwintowski postanowił wystąpić ze spółki. Kwestia wzajemnych rozliczeń podzieliła rodzeństwo.

Ryc. 13 Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur (1942 r.).

Ryc. 13 Pismo informujące, że Władysław Bujas posiada stałe zatrudnienie w spółce Mazur (1942 r.).

Mieczysław Czerwiński i Spółka z o.o. Haszpień. Po zakończeniu Wielkiej Wojny Mieczysław Czerwiński (1891 – 1966) przejął po swoim zmarłym ojcu Piotrze działającą od 1869 roku firmę kupiecką. Z tego okresu zachował się Cennik polskich kłódek ręcznego wyrobu, a firma sygnowała się imieniem Piotra Czerwińskiego. W roku 1922 Mieczysław Czerwiński postanowił rozwinąć działalność z handlu świątnickim towarem na własny wyrób i handel. Razem ze Stanisławem Kotarbą, Janem Miziurą, Julianem Miziurą, Edwardem Miziurą, Alfonsem Kotarbą, Janem Dębskim i Stanisławem Popczyńskim zawiązali spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Po pewnym czasie wycofali się Edward Miziura i Jan Dębski. Spółkę lokalnie nazywano Haszpieniem.

Ryc. 14 Hala warsztatowa Haszpienia (1933 r.).

Ryc. 14 Hala warsztatowa Haszpienia (1933 r.).

W pierwszych latach działalności spółki wynajmowano budynek pod warsztat, natomiast w roku 1933 wybudowano własny murowany budynek. W owej małej fabryczce obowiązywał 8-godzinny dzień pracy. Zainstalowano innowacyjny napęd mechaniczny przy wykorzystaniu silnika spalinowego do poruszania pras. Pojawiły się również nowoczesne maszyny – piłowarki, mechaniczne wiertarki, nożyce do cięcia blach itp. Na własne potrzeby skonstruowano lub też przyswojono tzw. „bębny”, w których wnętrzu umieszczano produkty i ścinki skór, a następnie bęben zamykano i silnik obracał go przez dłuższy okres czasu, a po wyciągnięciu elementy były wyczyszczone i wypolerowane (wcześniej ten sam efekt uzyskiwano metodą chałupniczą poprzez wielokrotne przepuszczanie np. kłódek przez rękaw koszuli). W Haszpieniu po raz pierwszy w Świątnikach próbowano montować kłódki w systemie taśmowym. Ponadto spółka miała własny numer telefonu oraz prowadziła rachunki bankowe w Warszawie i Krakowie.

Ryc. 15 Budynek produkcyjny firmy M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

Ryc. 15 Budynek produkcyjny firmy M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

W roku 1929 spółka otrzymała srebrny medal na wystawie krajowej w Poznaniu. Prezentowana wówczas była m.in. kłódka autorstwa Jana Kotarby ‚Żurowskiego’, będąca majstersztykiem rękodzieła kłódkarskiego i artystycznego. Spółka posiadała również jako pierwsza i jedyna przed wojną w Świątnikach swój własny znak ochronny umieszczany na produktach najwyższej klasy – przedstawiał on poziomy łuk refleksyjny ze skierowaną ku górze strzałą oraz napis po obu stronach znaku: „SUP WERT” jako skrót od Superior-Wertheim.

Ryc. 16 Jan Kotarba Żurowski i jego kłódka jak dar dla prezydenta Mościckiego w 1929 r.

Ryc. 16 Jan Kotarba Żurowski i jego kłódka jak dar dla prezydenta Mościckiego w 1929 r.

Ryc. 17 Dyplom przyznający srebrny medal na wystawie w Poznaniu w 1929 r.

Ryc. 17 Dyplom przyznający srebrny medal na wystawie w Poznaniu w 1929 r.

Każdego roku spółka wydawała nowy katalog swoich produktów. Stałe pozycje w nich zajmowały (czyli jednocześnie były najbardziej rozpoznawalne i popularne) oznaczone wspomnianym znakiem ochronnym ryglowe kopaczki z kutolanymi kluczami pod numerem katalogowym „106”, „116” i całe mosiężne „126”; ryglowe kopaczki „101” i „105”; tradycyjne kłódki walcowe proste „102”; ryglowe francuskie „107”; fortelowe dzwonkowe „108”, rokowe „109”, zegarkowe „110”, literowe „111” i filarkowe „113”; walcowe półkluczowe „112”; rurowe „120”; automatyczne „114”, „214”, „580”, „1275” także w wersji z łańcuszkiem oraz oryginalne „kłódki rowerowe”. W ostatnich latach przedwojennych wprowadzono na rynek bardzo udany lakierowany model „450” kłódki ryglowej tłoczonej (później powielana przez Spółdzielnie „Przyszłość” jako „Alfa”); automatyczny model „1430”; także automatyczną ryglową kłódkę z płaskim kluczem „AS 38” oraz stalową kłódkę automatyczną „Zenit” z całkowicie innowacyjnym zamkiem typy Yale. O jakości wykonywanych produktów niech świadczą zachowane egzemplarze tych kłódek, z których większość znanych autorowi jest w pełni sprawna i funkcjonalna.

Ryc. 18 Strona tytułowa cennika – widoczny znak ochronny oraz srebrny medal otrzymany w 1929 roku.

Ryc. 18 Strona tytułowa cennika – widoczny znak ochronny oraz srebrny medal otrzymany w 1929 roku.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich we wrześniu 1939 roku warsztat Haszpienia został ograbiony przez miejscową ludność. Po przegranej kampanii wrześniowej spółka wznowiła działalność i działała do końca wojny.

Ryc. 19 Montaż kłódek w Haszpieniu (1933 r.).

Ryc. 19 Montaż kłódek w Haszpieniu (1933 r.).

Ryc. 20 Praca w warsztacie M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

Ryc. 20 Praca w warsztacie M. Czerwiński i Spółka (1933 r.).

Polonez. Bodzoń i Słomka spółka prywatna. Założycielami firmy byli Stanisław Bodzoń i jego szwagier Aleksander Słomka. Zakład powstały z przedwojennego warsztatu Bodzonia, który specjalizował się w wytwarzaniu wykrojników do pras. Również Aleksander Słomka przed Wielką Wojną organizował warsztat w nowo wybudowanym budynku o numerze 10 i tam też mieścił się warsztat firmy „Polonez”. Posiadali silnik diesla napędzający maszyny. Zatrudniano tam wraz z chałupnikami kilkanaście osób. Po śmierci Stanisława Bodzonia wspólnikiem został jego syn Karol, jednak współpraca nie układała się najlepiej więc Aleksander Słomka rozwiązał spółkę i wraz z kilkoma osobami prowadził dalej warsztat do swojej śmierci.

Małe warsztaty. Wprowadzone przez spółki Mazur i Haszpień systemy zatrudnień najemnych w znacznym stopniu przyczyniły się do likwidacji dawnych mini-warsztatów opartych na pracy majstra, jego rodziny lub czeladnika. W okresie międzywojennym pracowało w Świątnikach blisko 50 tzw. warsztatowców zatrudniających średnio po 5 wykwalifikowanych osób. Warsztatowcy nie byli samowystarczalni i musieli współpracować z chałupnikami wytwarzającymi określone prefabrykaty oraz specjalne wykrojniki do pras ręcznych (sztanc).

Ryc. 21 Typowy warsztat domowy chałupniczej rodziny – sztanca ustawiona w kuchni (1932 r.).

Ryc. 21 Typowy warsztat domowy chałupniczej rodziny – sztanca ustawiona w kuchni (1932 r.).

Popyt i podaż. W Polsce po I wojnie światowej do roku 1922 nie było wielkiego zainteresowania artykułami świątnickich ślusarzy. Dopiero gdy przyszło uspokojenie nastrojów społecznych i gospodarczych po wojnie polsko-bolszewickiej pojawiło się zapotrzebowanie na rynku towarów zabezpieczających i chroniących mienie. Ten stan trwał do 1929 roku, kiedy to na świecie rozpoczął się kryzys. Na skutek koniecznego wyhamowania produkcji około 20% warsztatów zostało zamkniętych, a najbardziej odczuli to czeladnicy pracujący u „warsztatowców”, którzy jako pierwsi tracili pracę. Majster prowadzący warsztat zostawał sam i tryb pracy wracał do systemu chałupniczego. Na samych siebie musieli też liczyć udziałowcy Spółki Ślusarskiej, choć ci przynajmniej nadal mieli do dyspozycji szkolne maszyny. Drastycznie spadły zarobki pracujących u „warsztatowców”, którzy przed 1929 rokiem zarabiali od 3 do 10 zł dziennie, a w czasie kryzysu od 0,30 do 1,50 zł.

Sytuacja zaczęła się poprawiać po 1933 roku. Z zachowanych cenników świątnickich przedsiębiorstw wynika stabilność cen produktów do 1939 roku. Jeśli chodzi o zarobki, to tygodniowy zarobek warsztatowców przed 1939 rokiem wynosił od 15 do 20 zł, natomiast rzemieślnicy pracujący przedsiębiorstwach takich jak Haszpień czy Mazur zarabiali od 20 do 48 zł, przy czym najwyższą stawkę otrzymywali „narzędziowcy”.2

Wraz z II wojną światową i niemiecką okupacją przyszedł kolejny regres w świątnickim rzemiośle. Po pierwsze pojawiły się trudności ze zdobyciem surowców potrzebnych do produkcji, a po drugie spadł popyt przede wszystkim na kłódki, natomiast wzrósł na metalowe artykuły używane w gospodarstwach domowych i rolnictwie. Powróciło hausernictwo, które jednakże wiązało się z ryzykiem zatrzymania przez okupanta i wywiezienia do obozów pracy. Wiele rodzin żyło praktycznie w stanie wegetatywnym.

Bezpośrednio po wojnie głównym problemem wznowienia działalności wytwórczej był brak surowca. Sytuacja ustabilizowała się od 1947 roku i produkcja ruszyła pełną parą. Na drodze rozwoju stanęła jednak nowa władza.

Ryc. 22 Przykład hausernictwa – Karol Drapich sprzedający kłódki w Jaśle (1937 r.).

Ryc. 22 Przykład hausernictwa – Karol Drapich sprzedający kłódki w Jaśle (1937 r.).

Zmierzch kłódkarstwa świątnickiego. Pomimo tego, że PRL upadł ponad dwadzieścia lat temu, nadal nikt nie pokusił się prawdy, w jaki sposób doszło do utworzenia pierwszych dwóch spółdzielni pracy w Świątnikach i jakim kosztem tego dokonano. A wbrew temu, co dotychczas o tym wydarzeniu pisano, nie odbyło to się w duchu radości i entuzjazmu.

Już w 1945 roku władze PRL zaczęły wprowadzać do przedwojennego polskiego systemu podatkowego radzieckie standardy, które zrywały z dotychczasową zasadą równości podatników wobec prawa. Podatki przez następne lata stały się instrumentem eliminacji prywatnej przedsiębiorczości z gospodarki narodowej. Przede wszystkim od płacenia podatków zwolnione były wszystkie państwowe przedsiębiorstwa, a wartości podatku zależały od branży podmiotu oraz podporządkowania się szczeblowi centralnemu. Na dodatek było to tzw. prawo powielaczowe, które było ustanawiane nie przez sejm, ale przez organa władzy wykonawczej i nie było nigdzie publikowane, tylko odgórnie przekazywane resortowym urzędom. Taki system stanowienia prawa podatkowego był oczywiście niekonstytucyjny, a obywatel o wielkości zobowiązania podatkowego dowiadywał się z otrzymywanego nakazu płatniczego.

W 1945 roku w Świątnikach istniał jedynie sektor prywatny. Im większe przedsiębiorstwo, tym dotkliwiej odczuło nową władzę. Wielkości naliczonych podatków dla firmy Haszpień czy Mazur przekraczały możliwości finansowe spółek nawet w latach prosperity. W takiej sytuacji zarówno przedsiębiorcy jak i warsztatowcy stanęli przed wizją zamykania działalności, albo organizowania się na zasadach Polski Ludowej. Zawiązanie się pierwszej spółdzielni Metalo-Zabawka w lutym 1950 roku oraz „Przyszłość” we wrześniu 1950 roku było jedynym wyjściem wobec tak postawionego szantażu gospodarczego. W innym przypadku i tak państwo zajęłoby niewypłacalne firmy i warsztaty.

Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Metalo-zabawka” zawiązała się w lutym 1950 roku dzięki staraniom Marii Słomki (‚Maniusi’), Józefa Miki i Kazimierza Michalca (kościelnego), a zarząd tworzyli: Józef Mika (długoletni prezes), Kazimierz Michalec i Maria Słomka (‚Marylka’). Zakład produkował zabawki: grabki, wiaderka, wagi, kuchenki, młynki, samoloty, bączki itp. Spółdzielnia istniała do 1965 roku, kiedy to doszło do połączenia z „Przyszłością” – tzn. przez „połączenie” należy rozumieć przejęcie pracowników i mienia „Metalo-zabawki” oraz zaprzestanie wyrobu wspomnianych artykułów i urządzenie na tym terenie Zakładu nr 2, tzw. Narzędziowni.

Spółdzielnia Pracy Metalowców „Przyszłość” powstała w wyniku zgody współwłaścicieli przedsiębiorstw Mazur i M. Czerwiński i Spółka, a także przedwojennych członków Spółki Ślusarskiej zrzeszonych po 1945 roku w krakowskiej Spółdzielni Pracy „Spólnota”. Nowa spółdzielnia zagarnęła majątek Haszpienia burząc poprzedni warsztat i stawiając najpierw w 1956 roku budynek produkcyjny (drugi patrząc od ulicy Bielowicza), a w 1958 roku drugi budynek administracyjno-socjalny (pierwszy o ulicy). Spółdzielnia zagarnęła po Haszpieniu i Mazurze projekty produkowanych przed wojną kłódek i wykonywała je jako własne. Przejęła nawet linie i numer telefonu „6”. Jako założycieli spółdzielni uznaje się Mieczysława Czerwińskiego, Alfonsa Kotarbę, Juliana Miziurę, Stefana Michalca (pierwszy prezes), Jana Michalca, Bronisława Słomkę, Gustawa Dębskiego, Juliana Dudka, Aleksego Kotarbę, Józefa Rogala i Franciszka Widomskiego. Jak widać próżno tutaj szukać braci Leńczowskich, a Mieczysław Czerwiński bardziej tytularnie pełnił funkcję głównego księgowego, podczas gdy wdrażaniem księgowości zajmował się jego syn, Józef Czerwiński.

Działalność „Przyszłości” to kolejny etap w rozwoju ślusarstwa w Świątnikach, ale zarazem koniec kłódkarstwa świątnickiego. Co prawda pierwsze produkowane artykuły zbliżone były do standardów jakościowych sprzed wojny, głównie dlatego, że były to te same kłódki, tylko produkowane w systemie taśmowym. Były to głównie kłódki ryglowe (nazywane tu zastawkowymi – m.in. modele „Alfa”, „Lux”, „Tabakierka”) i pierwsze kłódki automatyczne („Beta”). Wartą zwrócenia uwagi była kłódka „Mars”, która zastąpiła dawne kłódki gospodarcze i stała się uniwersalną kłódką stosowaną do zamykania drzwi, obejść, bram, garaży czy nawet jako kłódka rowerowa. Podróżując po Polsce wszędzie można wytropić ten model sprzed kilkudziesięciu lat.

Ryc. 23 Materiały reklamowe kłódek produkowanych w pierwszych latach Spółdzielni „Przyszłość” - w numerach katalogowych znajdują się symbole z katalogów „Haszpienia”.

Ryc. 23 Materiały reklamowe kłódek produkowanych w pierwszych latach Spółdzielni „Przyszłość” – w numerach katalogowych znajdują się symbole z katalogów „Haszpienia”.

Rolą Narzędziowni była przede wszystkim produkcja narzędzi dla zakładu macierzystego, a także wykonywanie narzędzi dla innych spółdzielni czy zakładów pracujących w branży metalowej.

Wraz z upływem czasu pojawiało się coraz więcej modeli o kiepskim wykonaniu, zwłaszcza kłódek automatycznych z rodziny „Delta”, „Gamma” czy „Jota”. Kłódki te szybko rdzewiały, a otworzyć je można nawet niezbyt silnym uderzeniem młotka. W kolejnych latach stosowano coraz gorszej jakości materiały, tak że bez porównania jakościowego są np. „Marsy” z początku produkcji, a te egzemplarze z lat ostatnich.

Ryc. 24 Karta informacyjna kłódki zatrzaskowej „Delta”.

Ryc. 24 Karta informacyjna kłódki zatrzaskowej „Delta”.

W czasach, gdy kłódki coraz bardziej zaczęły odchodzić do lamusa, „Przyszłość” zaczęła coraz bardziej rozwijać produkcję zamków do drzwi, w tym także zamków przeciwwłamaniowych, czego przykładem jest np. zamek „Bastion”.

Ryc. 25 Kłódki „Mars” i „Eta” wciąż obecne na rynku.

Ryc. 25 Kłódki „Mars” i „Eta” wciąż obecne na rynku.

Warsztatowcy w PRL. Jedną z idei przyświecających przy tworzeniu świątnickich spółdzielni była likwidacja wytwórstwa chałupniczego. Pomimo starań władz oraz środowiska spółdzielczego nie udało się tego dokonać. Chałupnictwo stanowiło nawet konkurencję dla „Przyszłości”, a suma wytwarzanych ręcznie kłódek była równa tej wypracowanej w zakładach spółdzielni. Wielu chałupników zatrudnionych było w „Przyszłości”, choć często były to żony ślusarzy, którzy po godzinach wykonywali ten drugi etat. Część warsztatowców założyło w 1966 roku własną Rzemieślniczą Spółdzielnię Zaopatrzenia i Zbytu „Krakus”. Po roku spółdzielnia liczyła 86 członków. Wkrótce liczba członków przekroczyła sto osób. Korzyścią przystąpienia do „Krakusa” było wspólne realizowanie zamówienia na surowiec oraz pomoc w zbycie, aczkolwiek tu już była dowolność i możliwość szukania własnych klientów. Gdy w latach 70. „Przyszłość” zatrudniała około 1 tysiąca pracowników, w tym samym czasie istniało w Świątnikach 190 małych przydomowych warsztatów, w których pracowało ponad 300 rzemieślników. W latach 70. wielu rzemieślników miało już za sobą pracę w Spółdzielni „Przyszłość” i odchodziło „na swoje”, gdyż przez lata pracy, zwłaszcza w Narzędziowni, wykonali dla siebie konieczne narzędzia (zwłaszcza wykrojniki) i mogli otworzyć własny warsztat zapisując się do „Krakusa”. Początkowo wytwarzano kłódki i okucia budowlane, a z czasem produkcja przeszła na zamki drzwiowe i meblowe. Rzemieślnicy ci przeważnie specjalizowali się w jednym typie produktu (który najczęściej był ich własnego autorstwa) i produkowali go przez lata. Do dnia dzisiejszego przetrwało niewiele takich warsztatów, a przyczyniły się do tego ciężkie lata 90. uwolnionej gospodarki oraz powstałe w tych czasach kilka większych zakładów produkcyjnych w Świątnikach i okolicy.

SPIS ILUSTRACJI:

Ryc. 1, 2, 13, 14, 17-19, 21, 25 – materiały własne.

Ryc. 3-12, 15, 16, 20, 22, 23, 24 – materiały Muzeum Ślusarstwa im. Marcina Mikuły w Świątnikach Górnych.

1 Na podstawie wspomnień Stanisława Dziewońskiego – spisał Witold Szczygieł, rękopis z 30 listopada 2004 roku.

2 Kwaśniewicz Władysław, Wiejska społeczność rzemieślnicza w procesie przemian, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970, s. 122.

Opracował Jerzy Czerwiński.

Artykuł ten będzie szerokim rozwinięciem spraw poruszonych już przy okazji opisu dramatycznych wydarzeń z wielkiego pożaru Świątnik z 1889 roku. Postanowiłem przeszukać tysiące stron stenogramów, protokołów i alegatów1 posiedzeń galicyjskiego Sejmu Krajowego w poszukiwaniu wzmianek o Świątnikach. Informacje, które udało się odnaleźć są całkiem interesujące.

Dominować będą przede wszystkim informacje związane ze świątnickim przemysłem kłódkarskim, budową szkoły i jej dalszym funkcjonowaniem. Okazuje się, że historia utworzenia szkoły ślusarskiej sięga znacznie wcześniejszego okresu, niż podawana dotychczas data 1887. Informacje przedstawiane głównie przez posła Ferdynanda Weigla przedstawią sytuacje socjalno-bytową w Świątnikach lat 70. i 80. XIX wieku i wniosą ciekawe informacje min. skąd się wzięły kłódki typu wertheimowskiego. Poruszona zostanie także tematyka związana z funkcjonowaniem szkoły ślusarskiej. Historia pierwszego okresu działalności szkoły pisana była dotychczas głównie na podstawie zachowanych rocznych sprawozdań dyrekcji szkoły wysyłanych do c. k. Rady Szkolnej Krajowej. Tymczasem jak się dowiemy, już ponad 100 lat temu podważano i nie wierzono w podawane tam optymistyczne informacje.

Oprócz tego dowiemy się co nieco o drogach prowadzących przez Świątniki, a także o funkcjonowaniu Spółki Ślusarskiej.

Kończąc ten wstęp pragnę podkreślić wielkie zasługi, jakie dla Świątnik wyświadczył dr Ferdynand Weigel, prezydent Krakowa i wieloletni radny tego miasta, poseł w latach 1869-1901. Trudno o jedną osobę, która dla Świątnik zrobiła więcej niż on. Bez niego nie powstałaby szkoła ślusarska, ni byłoby w Świątnikach Kazimierza Bruchnalskiego, a upadające rzemiosło ślusarskie mogłoby nie dotrwać do XX wieku. Próżno jednak Czytelniku znajdziesz w Świątnikach ulice, plac, skwer czy instytucję noszącą jego imię.

Ferdynand Weigel

Sejm Krajowy został powołany do życia w 1861 roku na postawie tzw. patentu lutowego (Februarpatent) – aktu konstytucyjnego wydanego przez cesarza Franciszka Józefa I. Jego kompetencje ograniczały się do spraw krajowych, które nie były zastrzeżone przez Radę Państwa – spawy ekonomiczne, gminne, kościelne, szkolne, organizacji sądownictwa i administracji, zaopatrzenia i kwaterunku wojsk, ksiąg gruntowych i propinacji. Sejm zwoływał cesarz i zdarzały się lata, kiedy sejm nie obradował. Organem wykonawczym sejmu był Wydział Krajowy, złożony z 6 członków. Sejm składał się z 144-152 posłów wybieranych w czterech kuriach (okręgach wyborczych):

I kuria z wielkich własności ziemskich – 44 posłów,

II kuria z izb przemysłowo-handlowych – 3 posłów,

III kuria z większych miast – 23 posłów, po roku 1896 26 posłów, od 1900 r. 31 posłów,

IV kuria z mniejszych miast i gmin wiejskich – 74 posłów.

Taki podział sprawiał, że w sejmie zasiadali głównie przedstawiciele magnaterii, a włościanom (IV kuria) rzadko udawało się wejść do sejmu. Oficjalnymi językami był polski i ukraiński. Sejm obradował przez 10 kadencji do roku 1914.

Sąd powiatowy w Podgórzu. Pierwsza wzmianka o Świątnikach pada w 1875 roku, kiedy Sejm uchwalał nowy podział sądowniczy w kraju. Po zlikwidowaniu cyrkułu bocheńskiego w 1868 roku Świątniki znalazły się w powiecie wielickim. Postanowiono zlikwidować sąd w Skawinie i w powiecie wielickim miały odtąd działać sądy powiatowe w Wieliczce, Dobczycach i Podgórzu. W pierwszej wersji projektu Świątniki miały być przypisane do sądu wielickiego, jednak w toku dyskusji uznano związek Świątnik z Krakowem i postanowiono pozostawić Świątniki przy Podgórzu. Przy okazji pojawił się wątek związany z Olszowicami, który podjął poseł Henryk Konopka:

 P. br. Konopka. Naprzód co do gminy Olszowice. Komisya nie zgadzając się z przedłożeniem rządowem nie przeniosła gminy Świątniki do sądu wielickiego. Sądzę, że jeżeli gminę Świątniki odłączono od kompleksu gmin należących do sądu wielickiego, najeżało to samo zrobić z Olszowicami. Dlatego stawiam wniosek, skoro Świątniki mają zostać przy sądzę w Podgórzu, aby także Olszowice pozostały przy tym sądzie, zatem w alinei 3 miejscowość Olszowice ma być opuszczona.

[…]

P. Tettmajer. Proszę o głos.

J. E. hr. Marszałek. Poseł Tettmajer ma głos.

P. Tettmajer. Komisya mieszana robiąc to przedłożenie okazała wielką świadomość stosunków miejscowych tak handlowych i przemysłowych jak i co do położenia. Otóż Świątniki byłyby przydzielone do sądu wielickiego, gdyby nie ta okoliczność, że wyjątkowy stosunek tej gminy nakazywał przyłączyć ją do sądu podgórskiego. Oddawna istnieje fundacya, na mocy której czterech chłop6w ze Świątnik ma trzymać straż na zamku w Krakowie. Tę straż oni odbywają i codziennie czterech włościan idzie do Krakowa. Prócz tego gmina Świątniki składa się z samych ślusarzy, którzy robią kłódki i te sprzedają w Krakowie. W tej gminie przeto jest pewien prąd ku Krakowowi. Olszowice zaś są małą gminą zaledwio z kilkunastu chałup się składającą.

[…]

P. br. Konopka. Nie przemawiam przeciwko pozostawieniu Świątnik przy sądzie podgórskim i

jestem za tem, aby Olszowice zostały przy sądzie podgórskim tem bardziej, ze jest to bardzo mała

gmina licząca 300 dusz, więc nie zrobi wielkiej różnicy sądowi.

J. E. hr. Marszałek. Nikt więcej głosu nie żąda? (Nikt). Rozprawa zamknięta. Sprawozdawca

ma. głos.

[…]

Sprawozd. p. Bartoszewski (czyta):

22. Starostwo Wieliczka.

(po zniesieniu sądu Skawińskiego obejmuje 3 sądy Wieliczka, Podgórze, Dobczyce).

Komisya zgadza się, jednakże z tym wyjątkiem, iż Świątniki górne i Olszowice mają pozostać

przy sądzie w Podgórzu;

J. E. hr. Marszałek. Kto jest za przyjęciem tego wniosku, raczy rękę podnieść (większość). Jest przyjęty. 2

O szkołę ślusarską boje. Świątniki blisko 20 lat musiały czekać na uchwalenie utworzenia przez Wydział Krajowy zawodowej szkoły ślusarskiej subwencjonowanej przez państwo. Początki starań należy upatrywać około 1870 roku i działalności posła Ferdynanda Weigla działającego też w Izbie Przemysłowo-Handlowej. Poseł Weigel od początku swej politycznej działalności starał się uprzemysłowić biedną Galicję i jednym z pomysłów było utworzenie wzorcowych warsztatów oraz szkół zawodowych. Świątniki, w których rękodzielnictwo miało już kilkuwiekową tradycję, było idealnym przykładem biednej galicyjskiej wsi, która nie mogła sobie poradzić bez pomocy państwa z postępującą industrializacją. W roku 1875 sprawy utworzenia szkoły ślusarskiej były już na tyle daleko posunięte, że przez pomyłkę Świątniki Górne podawane zostały już jako przykład utworzenia szkoły:

Spr. poseł Majer. (…)Wniosek ten był odstąpiony komisyi edukacyjnej, która rozpatrzywszy się w nim, łatwo przyszła do przekonania, że szkoły tego rodzaju, byłyby w kraju przydatne, a zatem wniosek p. Biłousa, zasługuje na uwzględnienie. Znane nam są już szkoły tego rodzaju, których działalność jest bardzo korzystna, i tak, istnieje szkoła koszykarstwa w Siejowicach pod Krakowem) i szkoła ślusarstwa w Świątnikach, gdzie materyał jest do tego odpowiedni, gdzie ten przemysł sam z siebie pojawiać się zaczął. Skoro tam są dobre skutki, to jeszcze lepsze będą tam, gdzie materiał sam się nastręcza, gdzie same okoliczności są temu odpowiednie i ludność do pewnego rodzaju przemysłu skłonna n. p. w górach i t. d. gdzie jednak dotąd dla braku środków, ten przemysł nie mógł się wykształcić […]3

Podobnie powtórzył za nim ukraiński poseł Biłous:

P. Biłous. (…) Dlaczoho akuratne w tych mistcach projektował ja, aby założyły szkoły rimesnyczy, toje pojaśniu kilku słowamy. Za staranyjem wys. Prawytelstwa i obszczestw krajewych, uże założeno w zapadnych okrubach kraiu cztery taki szkoły, a to szkołu koszykarstwa w Siejowicach nad Wysłoju, w Światnikach pid Krakowom szkołu ślusarstwa, w Kalwaryi zebrzydowskoj szkołu stolarstwa, a:w poślidnich mistcach w Zakopanom, u stop hor tatrańskich, szkołu snycerstwa i tokarstwa.4

Przez kolejne lata jednak sprawa ucichła na posiedzeniach Sejmu. Nie ustępował w wysiłkach niezłomny poseł Weigel. W 1883 roku rząd obiecał w końcu utworzenie szkoły w 1884 roku:

P. Dr. Weigel. Mieliśmy taką szkołę w Krakowie co do koszykarstwa, mamy takowe co do innych jednak mało gałęzi jeszcze i w tej części kraju. Obiecaną jest nam wprawdzie szkoła przemysłowa dla zawodu ślusarskiego w Świątnikach pod Krakowem od r. 1884; rzeczy które wszakże w dalszej dopiero stoją perspektywie są objecane.5

Obietnice – obietnicami, a po roku sytuacja nic się nie zmieniała. Poseł Weigel zdecydował się przedstawić dokładnie sytuacje panującą w Świątnikach podczas długiego i miejscami poruszającego wystąpienia, które przytaczam w całości:

P. Dr. Weigel

Tuz pod Krakowem znajduje się jak wiadomo stara gmina ślusarska, wielka osada Świątniki, licząca początek swój od czasów świętego Stanisława (biskupa Szczepanowskiego). Gmina ta dawniej wyrobem pancerzy, broni, łóżek żelaznych i innych przedmiotów gospodarskich, odznaczała się chwalebnie. W nowszych czasach każdemu znaną jest z tego, ze się trudni na wielką skalę wyrobem kłódek różnego rodzaju. Ależ Panowie! gmina ta z przyległemi włościami przeszło 700 osad mająca, w której każdy domownik, każda niewiasta, każde dziecko ledwo od ziemi odrosłe i pojętne pracuje w zawodzie ślusarskim, w której zobaczycie pastuszka na pastwisku, kiedy rzemyczkiem przypasane ma na kolanie kowadełko i na tem kuje lub klepie klucze do kłódek potrzebne, w obec postępu industryi fabrycznej na największą dziś skazana jest nędzę. To co w Iserlohn, w Westfalii i tylu miejscach zagranicę wyrabiają mechanicznie, gdzie jeden wielki motor porusza transmisyami tłoczarnię, tokarnię, szłifiernię i inne przyrządy, gdzie przeto części składowe (według teoryi podziału pracy) szybko i łatwo robotnikom składać się dadzą i gdzie w jednej dobie wyrabia fabryka taka więcej, niż żmudną a ciężką pracą ręczną wyrobić są zdolni w całym kwartale biedni domownicy i rękodzielnicy rzeczonej osady, to tutaj z wielkim trudem i wielką stratą czasu z wolnej ręki odrabiać muszą. Gmina taka jak Świątniki zasługuje więc na pomoc raźną i wydatną kraju i powinna ona zwrócić światłą uwagę Wysokiego Sejmu na siebie i na smutny nader stan w jakim się znajduje.

Położenie 700 osadników w samej tej gminie a kilkuset innych, w gminach okolicznych trudniących się również ślusarstwem, jest bardzo groźne, bo prawdziwą i bliską klęskę zapowiadające.

Rząd centralny wysyła już od 12 lat powtóry i wtóry raz najzdolniejszych mężów techników i zawodowych, jako inspektorów komisyi centralnej Ministerstwa dawniej handlu a dziś oświaty do Świątnik, ażeby przypatrzyli się tym stosunkom i pozwólcie Panowie przytoczyć, że niedawno temu zesłał rektora politechniki wiedeńskiej radcę rządowego Dr. Hauffe’go, profesora nauk o maszynach i przyrządach mechanicznych, bardzo zaszczytnie znanego w świecie naukowym, który zjechawszy do Świątnik, dokąd go jako członek kuratoryi krajowego przemysłu odprowadzałem, ów obcokrajowy istnie zapłakał nad losem tych osad. Niemiec z narodowości zapłakał powiadam nad niedolą naszego ludu, który garnął się do niego i prosił błagalnie: „od niechybnej śmierci głodowej nas wybawcie, bo konkurencya zagraniczna niszczy nas do szczętu, a nie mamy nic jak tych pięć palców u każdej ręki a pomocy z nikąd! i od nikogo”.

(Poruszenie. P. Marszałek schodzi z krzesła Przewodniczącego a Wice-Marszałek ks. biskup Sembratowicz obejmuje przewodnictwo).

Czegoż ale trzeba tej gminie? powie może dostojny mówca poprzedni. Wszakże komisya gospodarstwa krajowego nie uszczerbia w niczem funduszu na szkody fachowe i przemysłowe. Panowie! to nie wystarczy. Tam trzeba po prostu urządzić warsztat wzorowy, wspólny dla nich, o przyrządach mechanicznych jakby dla kolonii robotników. Świątniccy ślusarze rozłażą się, że tak powiem z kłódkami swemi po całym świecie, któremi jakby wieńcem opasani, chodzą targować w najodleglejsze kraje na cały Wschód do Turcyi i Lewanty, gdzie mieli swoje ajencye; w pocie czoła pracują na gorzko zarobiony grosz a mimo to za 25 ct. powiadam dwadzieścia pięć centów można dostać tuzin drobnych kłódeczek! Czy temu uwierzycie panowie? Otóż gdzież tu zapłata samego materyału? gdzie wynagrodzenie jakie takie pracy tak żmudnej i ciężkiej!? Powiecie Panowie trudno temu uwierzyć. A jednak tak jest. Zabrał te kłódki ze sobą do Wiednia ów delegat, inspektor, radca rządowy i rektor politechniki, żeby pokazał, ze w tych osadach biedny lud galicyjski za 25 ct. wyrabia kłódki choć małe i poślednie a to razem z materyałem. Otóż Panowie godne to jest głębokiego zastanowienia. Raczcie się przejąć niesłychaną niedolą tych ludzi co o chłodzie i głodzie wykonują w pocie czoła swój od pradziadów jako zarobek jedyny odziedziczony kunszt ślusarski. Ileż to żmudnej pracy kosztuje kiedy sobie dwie tarcze okładkowe muszą ręką opiłować, wygładzić a potem dopiero wewnątrz urządzić i spajać. To też Rząd centralny w Wiedniu i co przyznać należy także Wydział krajowy przychodzili w pomoc stypendyami robotnikom z Świątnik i rzeczywiście od tego czasu wyroby się polepszyły o wiele, przyuczyli się ci ludzie wyrabiać klucze i zamki wertheimowskie w miejsce lichych kluczyków dawniej wyrabianych, ale mimo to wszystko kłódka ręcznie odrobiona nie może się ostać w obec tak pięknych wyrobów, jakimi nas pruskie fabryki zalewają. Czegoż więc trzeba ostatecznie. Trzeba oto jak wyżej powiedziałem wśród Świątnik dla Świątniczan i okolicy postawić warsztat wzorowy o wydatku kilkunastu lub kilkadziesiąt, może 30tu tysięcy zł. Ministerstwo handlu razem z Ministerstwem oświaty traktując jeszcze dawniej ze mną w tej sprawie, kiedy jako poseł w Radzie Państwa o to czyniłem zabiegi oświadczyły, ze są gotowe kilkoma, powiedzmy 6-ma tysiącami z funduszu państwa przyczynić się do tego. Obawiam się zaś, ze Panowie ściągniecie barkami i powiecie: jakto? 24.000 zł. będzie musiał kraj wziąść na siebie?! Tak, i to w dobrze zrozumianym interesie podniesienia wyrobów świątnickich do rzędu wyrobów okazałych, mogących nie tylko poratować ludność tamtejszą ale dać jej zarobek i siłę podatkową na przyszłość. Ale przyznajmy, czy z dotacyj takiej jak 50.000 zł. jaką na cały kraj wyznacza komisya budżetowa podoła Wydział krajowy przeznaczyć 24.000 zł. na raz, na ów warsztat wzorowy? Czy można liczyć na potrzebną dotacyę dla nauczyciela o płacy 1.600 zł., który musi być mechanikiem zdolnym i postępowym? Gdzież nadto jakiś pomocnik jego? narzędzia i t. d. A że urządzenie takiej fabryki wspólnej, wzorowej Panowie! pochłonie 30.000 zł. najmniej, o tem długo rozwodzić się nie potrzebuję i nie będę.

Każde tysiąc zł. w tym kierunku i w ogóle na cele przemysłowe ofiarowanych, to grosz hojno-produkcyjny, to zasiew, który wyda plon bogaty; bo nie tylko że materyalnie dźwignie rękodzielnika ale co ważniejsza moralnie podniesie go z tego znękania, z tego upadku, z tego zniechęcenia i zwątpienia w jakim jest pogrążony tak w mieście, jak na wsi. Dziś całe Świątniki nabywają materyał do tych kłódek u kupców, niekiedy wyzyskujących ich raczej aniżeli pomagających im, albo u kupców dających wprawdzie kredyt lecz których potem są właściwie tylko wyrobnikami.

Zdarzą się tu i owdzie także wyjątki, których nie dotyczy naturalnie spostrzeżenie powyższe. Ale nawet tam, gdzie za złe wziąść nie można kupcom, iż dbają o własny zarobek lub zyski – ludność rękodzielnicza wychodzi źle i ze szkodą, wiodącą ją do rozpaczy.

Jeden kupiec krakowski, niehandlujący towarem żelaznym, założył n. p. fabrykę, pierwotnie na małe rozmiary, następnie coraz bardziej się rozwijającą tamże, która miała tłocznię, szlifiarnię i tokarnię mechaniczną. Z przerażeniem patrzyli ci ludzi, jak ich konkurencya własna i bliska kupca z Krakowa zalewa i bodaj czy nie groziły nawet socyalne ekscesa na miejscu, gdyby ten kupiec nie był się z fabryką tą wyniósł do Krakowa, bo skupiali się już robotnicy świątniccy w swej niedoli i rozpaczy groźnie i z narzekaniem, widząc ze fabryka opodal nich niszczy ich zupełnie w zarobku, mimo ze zabronić niepodobna i takiego zakładu.

W takim stanie rzeczy nie zarzuci mi więc nikt, jakoby głos który zabrałem był może głosem bujnej fantazyi.

Biorę obrazy z życia tak prawdziwe jak mi się przedstawiły, jak każdy na miejscu stwierdzić je może i kto na miejscu zoczy ciężką tych ludzi niedolę, kto się rany tej warstwy najbiedniejszej naszego społeczeństwa, bo pracować umiejącej i pragnącej ale zarobku i chleba nie mającej z bliska dotknie tak, jak się jej dotknąć ja miałem sposobność, kiedy w obecności przysłanego ostatnim razem inspektora centralnej komisyi Ministerstwa oświecenia widziałem z głęboką boleścią wyciągających ręce doń z prośbą o pomoc i warsztat ten wspólny, widziałem łzy i rozpaczliwe łamanie rąk tych biedaków.(Poruszenie i brawo).

Powiedziałem raz już, ze siedemset robotników liczą same Świątniki, ze tam każda niewiasta w pocie czoła pracuje jakby czeladnik, że i mały chłopak ma kowadełko na kolanie i pracuje jak inny robotnik. Jakżeż ciężka to praca, na miejscu widzieć trzeba. I wsie okoliczne przez ożenienie się robotników w gminach sąsiednich przyswoiły sobie zwolna ten przemysł i zajmują się wyrabianiem tych kłódek do koła.

Owóż Panowie! przez postawienie tam mechanicznego warsztatu, przyjęcie dobrego nauczyciela i pomocnika chwilowa egzystencya tego ludu liczącego przeszło 1000 dusz, nie tylko się uratuje, ale rozwinie się bardzo piękna j pokaźna industrya krajowa, bo industrya wyrobów i towarów żelaznych, tembardziej, że ci ludzie świątniccy od wieków do tego usposobieni, z pokolenia na pokolenie przelewają ten zmysł i talent. Są oni sprytni i zdolni do najtrudniejszych robót w zawodzie ślusarskim; bez pomocy zaś zginą niedługo. Założenie, jak to poprzedni mówca powiedział: kas, albo wspieranie ich zapłaceniem procentów od zaliczek, danych spółkom zapasowym, magazynowym i surowcowym – nazwijcie je jak chcecie panowie – mojem zdaniem nie wystarczy; tu trzeba wśród Świątnik postawić zakład, jako warsztat wzorowy, tu trzeba fabrykę z mechanicznymi przyrządami urządzić choćby kosztowała kilkadziesiąt tysięcy.

Że zaś tego Wydział krajowy nie może uczynić ani z funduszu na szkoły fachowe rzemieślnicze, ani nawet z funduszu, jaki tu wstawiony być ma, jest rzeczą jasną. Cóż idzie za tem? Otóż, że jeszcze tych 20.000, o które w rachunku i wniosku naszym się rozchodzi, Wysoka Izba według propozycyi p. Wierzbickiego względnie ks. Adama Sapiehy wstawićby winna.

Powie ktoś: w takim razie musimy o jeden cent więcej nałożyć jako dodatek. Tak nie jest, ale choćby Panowie, pierwotnie proponowane 100.000 zł. sklęsło na 80.000 zł. i 80.000 zł. na 50.000 zł. a 50-ma tysiącami według najgłębszego przekonania nie podołamy obowiązkom pod tym zględem na kraju ciążącym; bo nie tylko o tę jedną gminę, ale o wydatne poparcie i wsparcie spółek przemysłowych po miastach tu chodzi.

Dajcie więc nawet centa dodatku, dajmy go chętnie jeżeli potrzeba; a cent ten damy na krajowe potrzeby, nie zacięży mu, owszem podniesie ów przemysł krajowy. Nie wyjątkowy to obraz, który przytoczyłem, mógłbym ich cały szereg roztoczyć, lecz ani uwagi Wysokiej Izby dłużej nużyć, ani tej chwili czasu, jaki nam do załatwienia tylu spraw jeszcze pozostaje, więcej zabierać jej nie chcę.

Jeśli Wysoką Izbę zająłem na chwilę, starałem się spełnić poważny obowiązek, znając potrzeby przemysłu po miastach i na wsi a przedstawiając konieczność uchwalenia co najmniej 80.000 zł., przeto o 30.000 zł. więcej, niż wniosek komisyi budżetowej pocieszam się znanem godłem łacińskiem: „In magnis optima voluisse et maxima petiisse sat est”. (Huczne brawa i oklaski).6

Przez kolejne dwa lata rząd zastanawiał się nad tworzeniem takich wzorcowych szkół zawodowych. Tymczasem w roku 1886 rada szkolna w Świątnikach wniosła petycję o zwiększenie wynagrodzenia:

76. Rada szkolna miejscowa w Świątnikach górnych, przez p. Płazińskiego, o podwyższenie płac nauczycielom szkoły tamtejszej – do komisyi szkolnej.6a

W petycjach składanych do dnia 18 grudnia 1886 roku płynęła Sprawa budowy szkoły kolejny raz została poruszona przez namiestnika cesarskiego i watek podjął natychmiast poseł Weigel.

JE p. Namiestnik Filip Zaleski

Co do żądania pomocy ze Skarbu Państwa na cele szkolnictwa przemysłowego, sama komisya w sprawozdaniu swojem (str. 4.) stwierdza, ze Rząd podjął w tej mierze usiłowania pożyteczne dla kraju (reorganizacya Akademii technicznej w Krakowie na wyższą szkołę przemysłową, uzupełnienie szkoły dla przemysłu artystycznego we Lwowie, założenie szkoły przemysłowej we Lwowie, przygotowanie do założenia szkoły ślusarskiej w Świątnikach). Pominięto tam jeszcze rozszerzenie szkoły dla przemysłu drzewnego w Zakopanem przez utworzenie nowego oddziału dla stolarstwa i budownictwa.

(..)

P. Weigel

Powiedział nam JE. p. Namiestnik na wstępie dyskusyi o życzliwych intencyach c. k. Rządu, Ja wierzę w nie i wierzyć pragnę, względem Excellencyi, jako Namiestnika, bo znam Jego względem kraju zapobiegliwość i życzliwość; wierzę w tym samym kierunku, jak to powiedział JE. ks. Sapieha, – ale jeżeli się mam wyrazić, o pospiechu w działaniu i o skuteczności tych usiłowań Rządu centralnego i jego opieki nad przemysłem domowym i krajowym naszym, to muszę zaznaczyć pewne niezadowolenie i wrócić do faktu, o którym mieliście Panowie cierpliwość wysłuchać mnie już w roku zeszłym. Są to Świątniki górne i okolica, ci sami co od lat 13stu wyglądają poratowania upadającego przemysłu ślusarskiego przez Rząd i komisyę centralną.

Mimo ciągłych rokowań końca i skutku doczekać się nie mogą. W różnych czasach różni inspektorowie centralnej władzy zjeżdżali i radzili, jakby tej gminie pomóc, a gmina ta, w której jak Panowie zapamiętali może od zeszłego roku do 1.500 osadników w okolicy i w samych Świątnikach od tylu wieków trudni się przemysłem ślusarskim, dziś tak zeszła i schodzi dla braku pomocy w swej niedoli i nieporadności, że tylko gdzieniegdzie jeszcze zastanie jakieś zajęcie w chacie, pracują bez zarobku, bez nadzieji, bez jutra!… Robotnik, co lepszy idzie do warstatów kolejowych lub fabryk w królestwie i Rosyi, inni rozłażą się po świecie lub idą w najlepszym razie w czeladź ślusarską, a domostwa i ogniska swego, żony i dzieci odchodzą. Kilka tygodni temu woziłem tam dwóch dyrektorów kolei transwersalnej z prośbą, o przekonanie się na miejscu, jak zręczny to i pracowity lud i dla wyżebrania po prostu pracy i zarobku choćby dla kilku z najpotrzebniejszych. Wstyd mi było, gdyż opowiedziałem poprzednio, ze w każdem domostwie, czy kobieta, czy chłopak mały pomaga i pracuje teraz w czoła pocie; a teraz zastałem warstaty częścią pozamykane, gdzieniegdzie tylko robotnika zajętego, co piłował jakiś zameczek lub kłódkę, których cztery lub sześć najwięcej tygodniowo na obstalunek do miasta dostawić się kupcom obiecał.

Owoż gmina czeka i czeka, aż Rząd postawi mechaniczne warstaty na wzór „Königgratzu” lub „Steyer”, nie mówiąc już o zakładach takich jak w Remszydzie lub Izerlohn w Westfalii, i aż przyjdzie zapowiedziana im od lat 13 pomoc, zbawienie! Mnie się wszakże zdaje, że jak tak dalej pójdzie, nie doczeka się ani od Rządu ani od kraju tej pomocy. Jeśli mam wyznać Szczerze, co mi i inni członkowie zasiadający w centralnej komisyi w Wiedniu poświadczą, cała ta akcya jest pod pewnym względem za ociężałą, izby się naszym specyalnie stosunkom przydała i pod innym względem nie tajmy sobie, że od chwili kiedy komisya krajowa pod bokiem Wydziału krajowego objęła ster rzeczy, czyli opiekę nad przemysłem domowym, od tego czasu muszę użyć właściwego wyrazu niemieckiego, dostrzegam: „eine gewisse Verschnupfung in der Sache”, jakiś cichy dąs czy zapór, i nie darzy się biednym Świątnikom, jakby się darzyć powinno.

Zegar na wieży kościelnej w Świątnikach wprawdzie jeszcze charczy; obojętnie zaś i zwątpiony spogląda nań robotnik tamtejszy wyczekujący lepszego zarobku i obiecanego mu urządzenia warstatów wzorowych mechanicznych, czy i kiedy mu uderzy godzina zbawienia i pomocy na tym zegarze czy też, jak się obawiam i jak mi się zdaje, zbliża się raczej rozpaczliwa godzina zamknięcia tylu-wiekowej roboty w całej gminie i okolicy świątnickiej, materyalny upadek zupełny i zatrata śladów tego kiedyś tak głośnego przemysłu domowego. A czyż dziwić się obawie jakoż prędzej może wybije ostateczna ta godzina, aniżeli przyjdzie akcya ratunkowa której się spodziewają od lat 13stu daremnie?

Jeżeli więc Wydział krajowy ma przyjść w pomoc z akcyą dodatnią i pomocniczą także Świątnikom, dajmyż mu środki ku temu i w tylu innych kierunkach; nie zaś 20.000 zł., które na 70 kilka powiatów wystarczyć mogą. – Nie spodziewam się bowiem, iżby tam, gdzie coś zależy od relacyi wymaganych dopiero przez władze centralne, akcya prędko nastąpiła ze strony Rządu; acz nie przeczę. Że JE. Namiestnikowi zawdzięczamy, iż kiedy po 13tu latach przyszła wreszcie odezwa i zapytanie z Wiednia, co robić z Świątnikami, odesłał ją do Wydziału krajowego, a Wydział krajowy ma ten przedmiot właśnie w ręku, przeznaczając na pierwsze potrzeby 6.000 zł. Z resztek funduszu za rok 1885 w nadzieji, ze Wysoki Sejm uchwali na rok bieżący taką dotacyę, która by posłużyć mogła do większej zachęty także ze strony Rządu.7

Sprawa była kontynuowana na kolejnym posiedzeniu. Ks. dr Kopyciński słusznie podniósł głos, że sama szkoła nic nie da i potrzeba jest utworzenia spółki i solidarnej pracy przy pomocy finansowej państwa, a poseł Weigel skonkretyzował finansowe potrzeby uruchomienia szkoły:

P. ks. Dr. Kopyciński

Pozwólcie Panowie, że zwrócę się jeszcze do owych Świątnik , o których dawnym przemyśle

tak znakomicie mówił tu Dr. Weigel, a który to przemysł tak nisko upadł, iż kuźnie pozamykano, i ze chyba jakiś tam pastuszek jeszcze kuje kłódkę w polu na kolanie. Że tam przemysł upadły na nowo do życia powołać należy, ze tam szkołę ślusarstwa zaprowadzić potrzeba, tego nikt nie zaprzeczy. A w jakiż pytam sposób szkołę tam założyć? Czy tam znowu mamy przyjść z owem pokryciem procentowem, którego one wcale nie żądają? Tam potrzeba ludzi, którzyby stowarzyszenie zawiązali, tam potrzeba pieniędzy, tam potrzeba przyjść z pożyczka; a jak długo tego nie będzie, Świątniki nigdy się nie podniosą.

(…)

P. Weigel

Wracam, raz jeszcze po tej dygresji uczuciowej, za którą przepraszam, ale której się oprzeć nie zdołałem, do Świątnik i pragnę, ażeby Wys. Reprezentacya kraju, która w zeszłym roku w ostatniej Sejmu godzinie z taką uwagą i z takim udziałem bez oporu i długiego dyskutowania zawotowała po przemówieniu moim więcej o 30.000 zł. aniżeli przedstawiono lub pierwotnie zamierzono. Pragnę, abyście Panowie pojęli całą grozę tego sioła i jak tam potrzebny jest ratunek nagły, wydatny i w czem on się ze strony kraju objawić winien. Według przyjętej zasady Rząd centralny wtedy się opiekuje fachowym przemysłem, warstatami przemysłowymi i szkołami zawodowemi w królestwach i krajach monarchii lub w ogóle popieraniem przemysłu domowego i rękodzielniczego z swej strony, jeżeli gmina daje grunt, opał, światło i usługę na co mniema, że i najuboższą gminę stać powinno. W takim wypadku pyta się Rząd centralny, cóż ty kraju dasz? czem się przyczynisz? Wtedy kraje cóż dają, lub jaki ciężar na się przyjmują? Oto stawiają budynki potrzebne, (warsztaty lub szkoły fachowe), a Rząd powie „dobrze”, po spełnieniu tych warunków ja dam nauczyciela, obejmę płacę jego ewentualnie i asystentów, dam przybory naukowe, względnie także motory i maszyny i t. d. Stosując tę zasadę przyjętą przez Rząd do naszego założenia względem Świątnik, Rząd oświadczył się w komisyi centralnej, do której oprócz JE. Włodzimierza hr. Dzieduszyckiego i Jerzego ks. Czartoryskiego i ja mam zaszczyt należeć, ze przyjmie na się środki naukowe, maszyny, motory etc. ale niech kraj zrobi swoje…

Nie zostawiajcie Panowie Świątnik, błagam, bez pomocy, bo co powiedziałem wczoraj o nich a to jest nagą prawdą, której się przypatruję od lat 13tu; że wyczekując pomocy, chylą się do zupełnego upadku. Dajcie im więc raz już tę pomoc, aby zegar na kościółku tamecznym godziny wymarcia tego przemysłu nie wybił, ale ku nowemu życiu poruszył zardzewiałe wskazówki!

Panowie! jeżeli po tak długich rokowaniach ostatecznie Rząd okazuje się skorym łożyć nakład na przybory naukowe, opłaty nauczycieli, to jest technika, prowizora lub asystenta, na dostarczanie motorów i maszyn 24 do 30 tysięcy zł. „succesive” a i Wydział krajowy z remanentów roku 1885. przeznaczył 6.000 zł. na pierwsze potrzeby założenia warstatów, nieodzowną staje się koniecznością przynajmniej nadzwyczajnym kredytem przyjść w pomoc Świątnikom i okolicy, ażeby w dwu po sobie następujących latach dając po 10.000 zł. pokryć gwałtowną potrzebę tej prastarej miejscowości. Na wypadek więc jeżeliby ustęp 7. się nie utrzymał według sum wyższych proponowanych, proszę abyście Panowie przyjąć raczyli następująca uchwałę jako „extra-ordynaryum” na lat dwa:

Wysoki Sejm raczy uchwalić:

„Na cele budowy warstatów mechanicznych ślusarstwa w Świątnikach górnych w pobliżu Krakowa przeznacza się osobna kwota zł. 10.000″.

Nie przesądzając tamtym uchwałom, jakie zapadną stawiam to jako minimum tego co osiągnąć i tentować w tej chwili mi wypada. Jeżeliby się nawet to komisyi gospodarstwa krajowego wydawało rezykownem, albo i ten wniosek upadł, będę powracał więcej, przy dyskusyi budżetowej do tego, co o Świątnikach w zeszłym roku, co wczoraj i dzisiaj powiedziałem „Maxima solvisse optima petiisse” na tedy „sat est”! Raz jeszcze powtarza m tylko na zakończenie słowa onej „fides” w proroku: Wyciągają oni ku Wam Panowie ręce z zaufaniem i otuchą, ze ich nie opuścicie. Dajcie więc pomoc temu biednemu do upadku się chylącemu siołowi i przyległym osadom, gdzie do 1.500 osób (w Świątnikach górnych i okolicy) wyżywiało się pierwej z tego starego przemysłu domowego. Zechciejcie Panowie szybką i skuteczną podać pomoc wszakże również przemysłowi rękodzielniczemu w tylu innych gałęziach i potrzebach kraju, polegając na sumienności Wydziału krajowego, tudzież jego i komisyi krajowej, doświadczeniu. Skończyłem! (Brawo !).

Wice-Marszałek ks. Metropolita Sembratowicz. Kto popiera poprawkę p. Weigla zechce rękę podnieść. (Dostateczna ilość). Poprawka jest popartą.8

W roku 1887 sprawa zaczęła już nabierać tempa i zmierzała prosto do celu. Budżet został już zatwierdzony, sejm mógł już jedynie wysyłać odezwy i czekać na reakcję Wiednia.

Sprawozdawca p. Wierzbicki

Zarządzenie to c. k. Rady szkolnej krajowej, podaję tem chętniej do wiadomości wysokiej Izby, że mogę przy tej sposobności stwierdzić, że komisya krajowa dla sprawy przemysłu domowego i rękodzielniczego, mianowicie w ostatnim roku doznawała kilkakrotnie poparcia ze strony wysokiego c. k. Rządu, i ze czynności komisyi krajowej skierowane do podniesienia rękodzielnictwa i przemysłu w kraju naszym znachodzą z tej strony sympatyczne uznanie. Także i Władze centralne we Wiedniu okazują więcej jak dotychczas zajęcia się sprawami naszego szkolnictwa przemysłowego, w szczególności zaś JE. P. Minister Gautsch okazał się zarządzeniami swemi dla kraju naszego wielce życzliwym. Niektóre sprawy odnoszące się do naszych szkół przemysłowych załatwił w ubiegłym roku pomyślnie, mianowicie zaś sprawa szkoły ślusarskiej w Świątnikach, która od lat 17 czekała na załatwienie, właśnie za jego wpływem została o tyle zwróconą na dobrą drogę, iż jest wszelkie prawdopodobieństwo, ze już w tym roku szkoła ta wejdzie w życie.

(…)

Sprawozdawca p. Wierzbicki (czyta):

4. Wzywa się c. k. Rząd, ażeby przedsięwziąć raczył odpowiednie środki celem wprowadzenia w życie państwowej szkoły fachowej dla ślusarstwa w Świątnikach górnych, w powiecie wielickim, w terminie oznaczonym w reskrypcie c. k. Prezydyum Namiestnictwa z dnia 21. Sierpnia 1886. L. 8.439/pr. t. j. od Wielkiejnocy 1887. r.

Sejm popiera także jak najusilniej oświadczenie Wydziału krajowego wyrażone w odezwie z dnia 31. Października 1886. L. 64.364, ze c. k. Skarb państwa nie powinien wymagać tak znacznych ofiar z funduszów krajowych na koszta przyszłego utrzymania fachowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach górnych, jak to oznaczono w reskrypcie JE. p. Ministra wyznań i oświaty z dnia 6. Sierpnia 1886. L. 8.769.9

Na 17. posiedzeniu zatwierdzono ostatecznie wartość rocznej subwencji dla szkoły pod pozycją nr 233. w wysokości 4000 złr.10 W tym samym roku ministerstwo zatwierdziło kandydaturę Kazimierza Bruchnalskiego na kierownika szkoły i przystąpiono do adaptacji najmowanych lokalnych pomieszczeń dla celów szkolnych. Prace trwały od jesieni 1887 roku do lata 1888 roku. Ostatnim problemem, z którym przyszło się zmierzyć była konieczność wybudowania 42-metrowej studni głębinowej, aby zapewnić wodę do silnika parowego. Uroczystego otwarcia szkoły dokonano 20 września 1888 roku – zajęcia teoretyczne odbywały się w domu na Wstroniu (na Wyspie), a warsztaty u Józefa Słomki na Dziale.

Poseł Weigel, ustanowiony stałym opiekunem szkoły, nie ustawał w wysiłkach i w 1889 roku przedstawił dwa wnioski – uruchomienie kursu przemysłu artystycznego i ślusarstwa budowlanego oraz utworzenie wzorcowego warsztatu kowalskiego w Sułkowicach. Weigel wspomniał także o dofinansowywaniu nauki w szkole dla majstrów świątnickich.

P. Dr. Weigel. Wysoka Izbo! Prosiłem J. E. p. Marszałka, aby mi pozwolił te wnioski pod względem uzasadnienia połączyć z sobą i dla oszczędności czasu, i dla powinowactwa przedmiotu, z tego powodu, że w jednym i drugim wypadku rozchodzi się o szkołę wzorową, którą się zajmuje Rząd, lub o warsztaty wzorowe przez Rząd założyć się mające, a że obydwa wnioski zawierają wystosowanie do Rządu prośby o przyspieszenie lub otworzenie osobnych kursów naukowych, przeto też połączenie uzasadnienia zdawało mi się – dla ekonomii czasu- właściwem.

Pierwszy wniosek dotyczy szkoły fachowej ślusarstwa w Świątnikach, tych nieszczęśliwych Świątnikach, które w tej chwili zdarzeniem losu stały się pastwą płomieni i ratunku zarówno jak pamiętania o ich przyszłości w dwójnasób potrzebują. Po założeniu szkoły, mnie się zdaje w dniu 20. września 1888 r., tak pomyślnie rozwinęła się akcya szkoły już w pierwszym roku założenia, że nie tylko młodzież ślusarska tej tylu wiekowej osady, chętnie garnęła się, o ile miejsca stać było w szkole, do wyśmienicie udzielanej fachowej nauki, ale co więcej ojcom rodziny, których nazwano majstrami (chociaż nie terminowali, nie czeladniczyli, tylko od dziadów pradziadów swą sztukę znali i wykonywali) pozwolono wieczorem udawać się do szkoły majstrów, dla nauczenia się, jak obchodzić się z maszynami i narzędziami postępowemi. Co więcej, kuratoryi udało się wyrobić, że Rząd w ocenieniu straty czasu i zarobku, jaką ci ludzi oddalając się od swego zatrudnienia ponoszą (choć we własnym ich interesie przyuczenia się postępu) zaniedbując pracę swoją w domu, płaci tym majstrom po 50 ct- za każdy wieczór ich uczęszczania na naukę, aby żywić mogli w dniu następnym swe rodziny, poświęciwszy czas zarobkowy nauce w szkole i nauczyli się obchodzenia z postępowemi narzędziami, oswoili się z niemi, z tym to sprytem, jaki wrodzony i właściwy jest tej ludności świątnickiej. Z postępem dzisiejszym w zawodzie ślusarskim jednego tylko im brakło, to jest iżby łatwiej mogli sprostać popytowi, w razie zamówienia robót w zakresie artystycznego przemysłu, przedmiotów gustownych, stylem poprawnych i budownictwa dotyczących. Usposobieni oni są przeważnie jak dziś do wyrobu kłódek; przeto jak powiadam, okazuje się potrzeba zaprawienia ich, wyzyskując ich talent i łatwość sprostania wszystkiemu co zobaczą lub czego się nauczą i zaprowadzenia tam kursu artystycznego przemysłu ślusarskiego i ślusarstwa budowniczego.

W tym kierunku wiem, o ile prywatne zabiegi czyniłem, że Rząd nie jest przeciwny temu, znając, iż ludność świątnicka tak biedna potrzebuje zarobku coraz więcej, a nie zarobi łatwo wobec konkurencyi, jeżeli nie dostanie wykształcenia i udoskonalenia w tym kierunku, iżby się wyrobów w zawodzie ślusarstwa budowniczego i przemysłu artystycznego poprawnie podjąć mogła.

Z tych powodów co do pierwszego wniosku, t. j. wniosku 5tą pozycyą, porządku dziennego objętego, pozwalam sobie wnieść, iżby Wysoki Sejm raczył uchwalić:

„Wzywa się c. k. Rząd, aby w porozumieniu z Wydziałem krajowym zaprowadził w zawodowej szkole w Świątnikach kurs przemysłu artystycznego i ślusarstwa budowlanego.”11

Poseł Weigel miał wizję rychłego rozwoju szkoły, tak, aby rzemieślnicy świątniccy nie ograniczali się tylko do produkcji kłódek. Jak się potem okazało bardzo opornie przyszło rzemieślnikom świątnickim uczenie się wykonywania innych produktów i gdy zabrakło już Weigla-obrońcy Świątnik, już w pierwszej dekadzie XX wieku powstało w Sejmie mocne grono zmierzające do przeniesienia szkoły ze Świątnik podając właśnie za argument tą niechęć rzemieślników do innych produktów niż kłódki, a zakończone ostatecznie likwidacją profilu artystycznego i budowlanego w 1912 roku i przejście na specjalizacje maszynową.

Wydział Krajowy przyznał nowo powstałej Spółce Ślusarskiej jednorazową zapomogę w wysokości 300 złr na pokrycie opłat związanych z założeniem towarzystwa i wpisami do ksiąg.12

Podczas jesiennej sesji Sejmu w 1889 roku omawiano z inicjatywy posła Weigla kwestie zapomogi dla pogorzelców w Świątnikach. Pojawił się też wniosek Gminy Świątniki o przyznanie koncesji na cotygodniowe targi bydła, który to wniosek został przekazany komisji przemysłowej.13

Zwrócono się także o przygotowanie planów i kosztorysów budowy budynku szkoły ślusarskiej na kolejny rok, a także poruszono sprawę budowy drogi łączącej Świątniki z siecią dróg krajowych. Oba te wnioski Wydział Krajowi skierował na podstawie sprawozdania Kazimierza Bruchnalskiego, dyrektora szkoły ślusarskiej. W alegatach zacytowano następującą treść sprawozdania:

Druga rządowa szkoła rękodzielnicza, subwencyonowana z funduszu krajowego, i na której zarząd z tego tytułu Wysoki Wydział, a względnie Komisya krajowa dla spraw przemysłowych wpływ wywierać mogą – mianowicie c. k. zawodowa szkoła ślusarska w Świątnikach górnych w powiecie Wielickim, ukończyła właśnie pierwszy rok istnienia. Pomiędzy załącznikami sub /. przytaczamy w całości sprawozdanie kierownika tego zakładu, p. Kazimierza Bruchnalskiego, przedstawiające obecny stan szkoły i jej najpilniejsze potrzeby. Potrzeby te są następujące:

a) Ponieważ szkoła fachowa, (w której pracuje się przy ogniu, zaopatrzona w znaczną ilość maszyn i przyborów, gdzie niemal każdy uczeń potrzebuje osobnego śrubsztaka, a nadto potrzebne są do nauki sale rysunkowe i sale do nauki przedmiotów teoretycznych j dla których właśnie ma być zamianowany osobny nauczyciel) – nie może należytego przynosić pożytku, gdy mieści się, jak szkoła ślusarska w Świątnikach, w dwóch niskich i ciasnych domkach włościańskich, które w braku odpowiedniego budynku urządzono tymczasowo dla pomieszczenia szkoły i warsztatu wzorowego, przeto zachodzi nagląca potrzeba wznieść odpowiedni budynek na pomieszczenie tej szkoły. Gmina Świątniki górne obwiązała się przyczynić się do pokrycia wydatków na budowę, płacąc przez lat dwadzieścia po 500 zł. rocznie. Tym zasiłkiem pokryć będzie można znaczną część wydatków na postawienie budynku na szkołę.

b) Stan dróg, łączących Świątniki z gościńcem bitym, prowadzącym z Wadowic przez Mogilany do Krakowa, a względnie z Krakowem, jest tak zły, że zbudowanie drogi ze Świątnik do Mogilan, oddalonych o 5 kilometrów, stanowi jeden z nieodzownych warunków podźwignienia przemysłu ślusarskiego w Świątnikach, i rozkwitu szkoły. Produkcya wyrobów z żelaza połączoną jest w ogólności z ciężkimi transportami: węgla kamiennego, surowego żelaza a wreszcie gotowych wyrobów; przeto bez poprawy komunikacyi Świątnik z Krakowem, niemożebnym jest rozwój tamtejszego przemysłu ślusarskiego.

Uznając zaspokojenie potrzeb szkoły ślusarskiej w Świątnikach w oznaczonych tu dwóch kierunkach za niezbędne, pozwala sobie Komisya krajowa dla spraw przemysłowych upraszać, ażeby Wysoki Wydział zechciał wyjednać potrzebne na ten cel środki pieniężne od Sejmu, i odpowiednie wnioski przedkłada na końcu niniejszego sprawozdania.14

Następnie Sejm obradował nad tymi zagadnieniami. Niedawny pożar w Świątnikach dodatkowo zmotywował posłów do przychylenia się planom budowy nowego budynku:

Sprawozdawca poseł Romanowicz:

5. Sejm poleca Wydziałowi krajowemu, aby na przyszłą sesyę sejmową przedłożył plan i kosztorys na stałe pomieszczenie c. k. zawodowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach górnych, oraz szczegółowe wnioski co do tej budowy.

6. Sejm poleca Wydziałowi krajowemu, aby z funduszu, przeznaczonego na zasiłki na budowę dróg gminnych i powiatowych, udzielił znaczniejszego zasiłku na budowę drogi, prowadzącej ze Świątnik górnych do rządowego gościńca krakowsko-wiedeńskiego w Mogilanach.

(…)

P. Dr. Larysz Niedzielski. Wychodząc z zasady, ze dodatnia działalność Sejmu zależy od ekonomicznego użycia czasu, będę się wystrzegał dłuższego przemówienia przy rzeczach i o rzeczach, które na to nie zasługują. Przemówienie moje zwrócę tylko do 6. wniosku komisyi przemysłowej. W zupełności podzielam stanowisko komisyi przemysłowej, żądającej połączenia Świątnik, gdzie znajduje się szkoła przemysłowa, z dobrą komunikacyą względnie Krakowem, przeciwko temu nie mam nic. Jednak nie mógłbym się zgodzić na końcowy ustęp wniosku, mianowicie, aby drogę ze Świątnik połączyć przez Mogilany z rządowym gościńcem wiodącym do Krakowa. Reprezentując powiat wielicki pochlebiam sobie, że stosunki i potrzeby tego powiatu znam dość dobrze, tak samo dobrze znam tę trasę, którą komisya przemysłowa do przyjecia przedstawia. Na tę trasę nie mógłbym się zgodzić, albowiem inną uważam za odpowiedniejszą dla naszego powiatu i nawet za odpowiedniejszą dla Świątnik i dla szkoły samej.

Mianowicie według mnie inna droga, wiodąca przez Wrząsowice i Swoszowice i tu stykająca si# z gościńcem rządowym, jest dla szkoły przemysłowej korzystną, a względnie korzystną dla powiatu.

Przeglądając sprawozdanie komisyi przemysłowej nie znalazłem dostatecznego poparcia jej wniosku, dlaczego komisya tę trasę właśnie za odpowiedniejszą dla szkoły uznała. Wprawdzie wiadomo mi, ze inżynier, niejaki p. Majer, który jest zajęty przy szkole ślusarskiej w Świątnikach, odezwał się za przyjęciem tej trasy na Mogilany.

Być może, że ten pan Majer jest bardzo zdolnym inżynierem technicznym, i odpowiednim profesorem w szkole ślusarskiej, jednak to do mojego przekonania nie trafia, ażeby ten p. Majer znał się równie dobrze na trasach drogowych.

Ponieważ jednak nie chciałbym wziąć na własną odpowiedzialność, która droga jest korzystniejsza, czy na Mogilany, czy na Swoszowice, przeto stawiam wniosek odmienny, aniżeli wniosek komisyi przemysłowej. A mianowicie Wysoki Sejm raczy uchwalić:

„Poleca się Wydziałowi krajowemu, ażeby w jak najkrótszym czasie zbadał przez swe organa techniczne najkorzystniejszą trasę drogową łączącą Świątniki z Krakowem, i udzielił z funduszu na budowę dróg gminnych i powiatowych znaczniejszego zasiłku na budowę tej drogi”. Jednem słowem upraszam, żeby Wysoki Sejm raczył polecić Wydziałowi krajowemu zbadanie, która trasa jest dla Świątnik właściwszą.15

Na ten wniosek wielickiego posła głos zabrał poseł Weigel, który również znając te strony podtrzymywał inicjatywę drogi do Mogilan.

P. Dr. Weigel. Ja nie stanę przeciwko wnioskowi szanownego poprzedniego mówcy o ile pragnie, aby Wydział krajowy zastanowił się nad najdogodniejszą drogą prowadzą,cą do Świątnik. Podam jednak parę uwag, które mam do zrobienia na podstawie doświadczenia mojego, bo jużto jako delegat komisyi centralnej w ministerstwie oświecenia dla szkół przemysłowych, jużto jako delegat specyalny Wydziału krajowego dla Świątnik, tak często bywam w tej miejscowości od lat kilkunastu, że z położeniem rzeczy dokładnie jestem obeznany. Owóż droga, o której mówi szanowny poseł wielicki, mogłaby być wprawdzie względnie krótszą t. j. droga na Swoszowice i Wrząsowice do Świątnik , ale przedstawia ona tę niedogodność, że prowadzi z Wrząsowic do Świątnik pod tak stromą górę, że jest ona po większej części w lesie i pod samą górą w niektórych miejscach prawie nieprzebytą. Ile razy z członkami komisyi ministesteryalnej t. j. z inspektorami przemysłowymi zniewolony byłem udawać się tą krótszą drogą do Świątnik, pragnąc tę krótszą spróbować drogę to szedłem wraz z tymi członkami (jak n. p. radcą dworu baronem Weigelspergiem, Exnerem i Hauffem po największej części piechotą. Byłem w niebezpieczeństwie pogruchotania pod samą górą Świątnicką powozu, którym wieść mi ich wypadało, bo do naszych wózków lub bryczek i do naszych polskich dróg panowie ci nie bardzo przywykli. Otóż jeżeli Wydział krajowy względnie oddział techniczny poświadczy, że droga do Świątnik na Swoszowice, o której nie przeczę, że Wydział powiatowy czynił co się dało, żeby ją do Wrząsowic zrobić jako tako użyteczną, da się adaptować przydatnie, ja się temu sprzeciwiać nie będę; ale nam chodzi o to, żeby z jednej i drugiej strony Świątnik była ta droga najdogodniejszą do przebycia podróżnych i przewozu węgla, tudzież żelaza. Przeczę zaś według mego doświadczenia, ażeby to się z Wrząsowic do Świątnik dało tak łacno uskutecznić. Przed tygodniem byłem tam na pogorzelisku i badałem znowu stosunki przystępniejszej drogi do Świątnik. Otóż wiem, że droga ta od jesieni do lata jest poprostu nie użytą i dłużej się jedzie, jak na Mogilany. Obawiam się więc, że koszta nie będą mniejsze j natomiast, jeżeli ktoś chce się dostać drogą cywilizowaną, że tak powiem, do Świątnik, to mimo dłuższej nieco drogi szybciej wygodniej i bezpieczniej może jechać na Mogilany; raz dlatego, że do Mogilan z Krakowa i Podgórza prowadzi szosa bardzo dobrze i porządnie utrzymywana i mimo góry prędzej się dojeżdża do samego szczytu i skrętu Mogilańskiego na drogę ku Świątnikom. Następnie, że obecnie rozchodzi się tylko o 4 ½ kilometry t. j. pół mili drogi z Mogilan do Świątnik i tędy też zwykle się droga z Krakowa szybciej odbywa, jak na Swoszowice i Wrząsowice, bo z Krakowa do Mogilan 2 mil za godzinę lub 5 kwadransy się przebywa po doskonałej szosie rządowej, a byle boczna droga z Mogilan do Świątnik była dobrą, cała droga z Krakowa za 2 godzin przebyćby się dała. Ale ta boczna droga w tej chwili jest nie do przebycia, chociaż Wydział powiatowy nawoził tam kamienie. Ten sam inżynier, o którym mówił poseł wielicki p. Majer z Wiednia, bawiący obecnie w Świątnikach oświadczył zaś, że zrzucanie kamieni bez potłuczenia ich i bez ładu w te bryły błota jest jak teraz raczej zaprzepaszczeniem niżeli poratowaniem tej drogi, o 4-5 kilometrach. Wystarczy powiedzieć, iż tak się złożyło, że kiedy za ostatniej bytności swej w Krakowie p. minister Gautsch miał być także w Świątnikach nie doradzałem tej jazdy, bo ani jedną ani drugą drogą nie dało się dotrzeć do Świątnik choćby tego tak był pragnął.

Nie jestem więc przeciwny wnioskowi posła wielickiego, o ile dąży do tego, żeby Wydział krajowy kwestyę tych dróg raz jeszcze dokładnie zbadał, owszem powiem dodatnio po stronie wniosku posła wieleckiego, że można by w krótszym względnie czasie dostać się do Świątnik, mianowicie ze stacyi kolei państwowej w Swoszowicach na Wrząsowice, ale musiałaby być góra pod Świątnikami tak serpentynami opasaną, żeby tam poprostu wywindować się można bez narażenia się na niebezpieczeństwo.

Dlatego niech sobie Wydział krajowy kwestyę studyuje, jak sobie szanowny poseł wielicki życzy; nie staję temu wnioskowi poprzecznie, ale winienem z powodu znajomości rzeczy podnieść rzeczywisty stan sprawy, a dodam, że gdyby jedna i druga z tych dróg była do przebycia, byłoby to dobrodziejstwem czy dla pieszych krótszą drogą na Wrząsowice, czy dla żelaza i węgla na Mogilany, nie mówiąc już dla dojazdu powozami.16

Głos w sprawie zabrał także poseł sprawozdawca Tadeusz Romanowicz:

Sprawozdawca p. Romanowicz. Szanowny poseł wielicki wyraził zdziwienie, dlaczego komisya przemysłowa nie uzasadniła obszernie tego, że przyjmuje dukt drogi Świątniki-Mogilany, a nie Świątniki-Wrząsowice. Otóż komisya przemysłowa byłaby może wdała się w obszerniejszy w tym przedmiocie wywód, gdyby była komisyą przemysłowo-drogową. Nie będąc nią, nie mogła rzeczy traktować specyalnie ze stanowiska drogowego tylko musiała ją traktować ze stanowiska potrzeb interesów szkoły w Świątnikach. Ze stanowiska zaś tego jest rzeczą, niezaprzeczalną, iż trzeba Świątnikom zapewnić jak najbliższą komunikacyę z gościńcem rządowym, bitym, dobrym, na którym dowóz węgla i żelaza do Świątnik będzie najłatwiejszy i najbardziej możliwy. Szanowny poseł wielicki niejako nam podsuwa to, ze myśmy dlatego się oświadczyli za drogą Świątniki Mogilany, ponieważ p. inżynier Majer za nią się oświadczył. Tymczasem mam tu właśnie pod ręką referat p. inżyniera Majera, który jest z daty 8. listopada, gdy sprawozdawanie komisyi jest z 6. listopada. Więc nikt komisyi zarzutu zrobić nie może, żebyśmy za p. Majerem powtarzali.

Co do rzeczy samej muszę naprzód przypomnieć, że już w r. 1884 kiedy sprawa dróg w powiecie wielickim się regulowała, był projekt przeprowadzenia drogi z Wieliczki na Świątniki do Mogilan i ten projekt subwencyonował wtedy Wydział krajowy. Dopiero w r. 1886 nie z Wydziału krajowego, ale z Wydziału powiatowego zmieniono kierunek drogi i postanowiono iść za Świątnik przez Wrząsowice do Swoszowic. Dziś część Wieliczka- Wrząsowice jest skończona, a część Wrząsowice Świątniki jest ta, o którą się rozchodzi posłowi wielickiemu. Otóż jeżelibyśmy tę drogę dali Świątnikom do kolei, a względnie do Krakowa, nie miałyby Świątniki komumkacyi z gościńcem rządowym, który jest ze wszystkich miar lepszy. We Wrząsowicach na tym całym kawałku od Świątnik do Wrząsowic są niesłychanie wielkie spadzistości, grunt jest bardzo zły tak, że znawcy mówią, iż tam nie można jechać z ciężarem inaczej jak czterma końmi. Zachodzi dalej ta okoliczność, ze na tym kawałku trzebaby expropriować grunta pod drogę, podczas gdy na kawałku Świątniki-Mogilany jest to albo zupełnie niepotrzebne, albo tylko w małej części konieczne. Dalej budowa traktu Świątniki-Wrząsowice trwałaby znacznie dłużej, bo są tu do przezwyciężenia znacznie większe trudności techniczne niż na tamtej drodze. Zwrócę jeszcze uwagę, że różnica nie jest tak bardzo wielka: droga ze Świątnik do Mogilan ,miałaby 4 i 3/10 kilometry długości, droga ze Świątnik do Wrząsowic 3 i 15/100 kilometry długości. Rożnica zatem jest 1 i 15/100 kilometra. Wobec tego wszystkiego zdawało się komisyi, że jest zupełnie uzasadniony wniosek komisyi krajowej, ażeby budować na Mogilany.

Co do wniosku p. posła Niedzielskiego ten byłby tylko w takim razie do przyjęcia, gdyby się wnioskodawca zaakomodował do uwag p. posła powiatu wielickiego mianowicie, żeby w taki sposób wniosek swój postawił, ażeby Wydział krajowy zbadał i udzielił subwencyi i na tem skończyć. Ja sądzę jednak, że tak jak jest wniosek komisyi, Wysoka Izba śmiało przyjąć go może, a ten cel, o który nam głównie chodzi, t. j. zapewnienie Świątnikom dobrej komunikacyi, będzie osiągnięty.17

Wniosek posła. Niedzielskiego nie wszedł i Sejm przyjął treść punktu 6. Wyceniono koszty budowy na 25350 złr drogi do Mogilan o długości 5.4 km. i szerokości 6 m. Przewidziano zakończenie budowy na rok 1891. Na 27. posiedzeniu Sejm zatwierdził subwencje dla szkoły ślusarskiej w wysokości 900 złr zwyczajnej i 500 złr nadzwyczajnej.18 Ciekawe informacje o szkole ślusarskiej zawarte też są w pozostałych załącznikach sprawozdania Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych:

D. Szkoły fachowe dla wyrobów metalowych.

W tej grupie szkolnictwa przemysłowego posiada kraj koronny Galicya tylko jedną szkołę ślusarską w Świątnikach, a i tę zawdzięcza kraj Wysokiemu c. k. Rządowi. Fundusz krajowy pokrył tylko znaczniejsze wydatki, powstałe przy pierwszem urządzeniu szkoły, prócz tego dostarcza kraj potrzebnego lokalu, opału i usługi, w końcu zasila powyższą szkołę fundusz krajowy roczną subwencją, która w roku bieżącym wynosi 900 zł., a na rok 1890 preliminowaną jest w wysokości 1150 zIr.

Urządzenie jej jest znakomite. Ponieważ ale cała ludność tej wioski domowem ślusarstwem się trudni, byłoby więc pożądanem ułatwić jej by mogła korzystać z maszyn do szkoły należących, wyrabiając za ich pomocą pojedyncze części składowe, do swych wyrobów ślusarskich potrzebne. Maszyny, używane obecnie w tej szkole, są jednak dla wyż wspomnianego celu niewystarczające, tak co do liczby jak i gatunku, i tylko nie wielu ślusarzy tej wsi korzystać z nich może.

By więc rozwój przemysłu ślusarskiego w tej miejscowości wzmocnić i ułatwić, zanosimy prośbę o łaskawe wstawienie do budżetu państwa na rok 1890, celem zakupna wyż wspomnianych maszyn dla szkoły w Świątnikach, kwoty 3500 zł.19

W roku następnym Sejm zatwierdził budżet budowy nowego gmachu szkoły ślusarskiej i polecił Wydziałowi Krajowemu wykonanie w kwocie 35 tys złr. przy założeniu, że gmina przeznaczy na ten cel 10 tys złr. Takie wnioski zanotował Wydział Krajowy z zakresie przemysłu krajowego.

Komisya krajowa dla spraw przemysłowych, zdając sprawę o stosunkach przemysłu ślusarskiego w Świątnikach górnych i o nader pożytecznej działalności istniejącej tamże c. k. zawodowej szkoły ślusarskiej zaznacza z naciskiem, że teraźniejsze pomieszczenie szkoły jest zupełnie nieodpowiednie i że z tego powodu szkoła narażona jest na liczne niedogodności, które tamują jej rozwój. W dotychczasowym lokalu szkolnym nie ma absolutnie miejsca na inwentarz, który c. k. Ministerstwo zamierza uzupełnić kosztem przeszło 30.000 zł. Okoliczności te nabierają tem większej wagi, że Wysoki Sejm uznał za niezbędne rozszerzenie zakresu nauki szkolnej uchwalą z dnia 15. listopada 1889 wzywającą c. k. Rząd, aby w porozumieniu z Wydziałem krajowym i krajową Komisyą dla spraw przemysłowych zaprowadził w tej szkole kurs przemysłu ślusarstwa artystycznego i ślusarstwa budowlanego. Uchwalę tę podano do wiadomości c. k. Prezydyum Namiestnictwa pismem z dnia 15. listopada 1889. l. 1.105. Odezwą z dnia 10, lipca 1890 l. 7.189 c. k. Prezydyum Namiestnictwa zawiadomiło Wydział krajowy o decyzyi ministeryalnej w sprawie przytoczoną uchwałą poruszonej. P. Minister pomimo licznych zarzutów przytoczonych w reskrypcie wymienionym z, dnia 14. czerwca 1890 l. 8.545 jest skłonny rozszerzyć obecny program fachowej szkoły w Świątnikach a to jak się p. minister wyraża „bacząc na uznaną i wśród najtrudniejszych stosunków doświadczoną zręczność i zdolność kształcenia się w zawodzie ślusarskim ludności świątnickiej, dalej z uwagi na stosunkowo korzystne rezultaty, jakie szkoła w dotychczasowych granicach swej działalności osiągnąć zdołała, wreszcie z uwagi na wielką ważność, jaką Sejm krajowy zdaje się przywiązywać do rozszerzenia szkoły”. Mianowicie zaprowadzonoby dla uczniów zdolniejszych lub praktycznie bardziej wyrobionych naprzód naukę, mającą na celu upiększenie, dekorowanie i zdobienie form użytkowych produkowanych w zakładzie, uwzględniając odpowiednio ten kierunek także w nauce rysunków wolnoręcznych i fachowych. W dalszym ciągu nauki mogliby tacy uczniowie, nie ograniczając się jedynie do sporządzania kłódek i zamków, wyrabiać także niezdobne lub miernie ozdobne prostsze przedmioty z zakresu ślusarstwa budowlanego.

Udzielanie praktycznej nauki w dekorowaniu i w wyrabianiu prostych niekunsztownych przedmiotów z zakresu ślusarstwa budowlanego poruczonoby obecnym werkmistrzom c. k. szkoły zawodowej, którzy są do tego zupełnie uzdolnieni. Dla nauki rysunków wolnoręcznych i fachowych okazałaby się zapewne potrzeba ustanowienia nowej siły nauczycielskiej. W tym ostatnim względzie, jakoteż w sprawie dostarczenia szkole odpowiednich środków naukowych wyda p. minister w swoim czasie odpowiednie zarządzenia. Przeprowadzenie jednak tych zarządzeń czyni p. minister zależnem od dopełnienia różnych warunków, a przedewszystkiem od odpowiedniego umieszczenia zakładu. Budynek bowiem, w którym się mieści fachowa szkoła świątnicka, jest wedle reskryptu p. ministra dla celów tego zakładu już w obecnym jego zakresie zupełnie niedostateczny, byłby zaś tem bardziej nieodpowiedni, gdyby zakład według powyższego projektu został rozszerzony. P. minister żąda zatem wystawienia nowego budynku według planów przez niego zatwierdzić się mających. Nadto wymaga p. minister dostarczenia kosztem kraju przyzwoitych pomieszkań dla zajętych przy szkole sil nauczycielskich i pomocniczych a uzasadnia to żądanie okolicznością, że teraźniejsze mieszkania wszystkich członków grona nauczycielskiego nie tylko nie odpowiadają najskromniejszym wymaganiom wygody, ale nawet pod względem sanitarnym pozostawiają wszystko do życzenia. P. Minister: zaznacza, że o wyszukanie mieszkania w Świątnikach dla nowego nauczyciela rysunków będzie też nader trudno zwłaszcza, że zeszłoroczny pożar zniszczył większą część Świątnik, która się dotąd nieodbudowała.

Potrzebę wybudowania gmachu na stale pomieszczenie szkoły odpowiednio do jej potrzeb i projektowanego rozszerzenia uznał także Wysoki Sejm, uchwalą bowiem przytoczoną na wstępie pod 5. polecił Wydziałowi krajowemu, aby na przyszłą sesyę sejmową przedłożył szczegółowe wnioski co do tej budowy.

Z tych wszystkich powodów Komisya krajowa dla spraw przemysłowych zajęła się jak najgorliwiej projektem budowy gmachu dla szkoły świątnickiej przy pomocy delegata ministeryalnego inżyniera p. Fr. Maiera z Wiednia i kierownika szkoły p. K. Bruchnalskiego. Na podstawie gruntownych badań i wyczerpujących narad Komisya wypracowała plan budowy na pomieszczenie szkoły i pomieszkania dla kilku nauczycieli, która według przybliżonego kosztorysu wymaga nakładu około 35.000 zł.

Do częściowego ponoszenia kosztów tej budowy obowiązana jest gmina Świątniki w myśl uchwały Rady gminnej z d. 1. października 1886, zatwierdzonej następnie przez Radę powiatową w Wieliczce. Na ten cel ma dostarczyć gmina 10.000 zł. W razie ociągania się gminy od dopełnienia tego obowiązku Wydział krajowy użyje środków przymusowych. Resztę kosztów budowy w kwocie 25.000 zł. wypada pokryć ze skarbu krajowego, C. k. Rząd oświadczył stanowczo, że na ten cel nie udzieli żadnego zasiłku ze skarbu państwa. Budowa ma być wykończona w terminie dwuletnim a to w ten sposób, że z ogólnej sumy kosztów budowy w kwocie 35.000 zł. przypadnie na r. 1891- 20.000 zł., na r. 1892 zaś 15.000 zł. w. a. Stosownie do przedstawionego wyżej stanu rzeczy i zgodnie z Komisyą krajową dla spraw przemysłowych Wydział krajowy przedkłada Wysokiemu Sejmowi wnioski w sprawie budowy, o której mowa.20

W Sejmie uchwalono:

Sprawozdawca p. Szczepanowski. (Czyta).

V. Sejm upoważnia Wydział krajowy do wzniesienia budynku dla c. k. zawodowej szkoły ślusarskiej w Świątnikach górnych kosztem najwyżej 35.000 zł pod warunkiem, że gmina Świątniki górne przyczyni się do kosztów budowy kwotą 10.000 zł. i otwiera Wydziałowi krajowemu kredyt na ten cel w kwocie 25.000 zł.

Wypłata tej dotacyi z funduszu krajowego nastąpi w dwóch ratach rocznych. Sejm wstawia w budżet na rok 1891 kwotę 10.000 zł. tytułem l. raty na cel powyższy.21

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1895 roku.

Ogółem na rok 1891 w budżecie zatwierdzono 1400 złr jako „Zasiłek na zapomogi dla kształcących się w c. k. zawodowej szkole ślusarstwa w Świątnikach górnych” i 10000 złr pierwszej raty na budowę nowego budynku.22

Sejm przyznał także koncesje na pobieranie myta na drodze Wieliczka-Gorzków-Świątniki wraz z odnogą Gorzków-Zakliczyn aż do granicy powiatu myślenickiego o łącznej długości 20km. W 1890 roku ukończono budowę ostatniego 10km odcinka tej drogi wraz z 15 mostami w tym także moście na Wildze o długości 20m. W większości koszty budowy pokrył powiat wielicki w kwocie 30633 złr. I 49 ct. Oto treść przyjętej uchwały wraz ze stawkami myta dla drogi kategorii I:

Uchwała

o udzieleniu koncesyi do poboru opłat mytniczych na rzecz utrzymania dróg gminnych Wielicko-Świątnickiej

Zgodnie z uchwałą Sejmu Mojego Królestwa Galicyi i Lodomeryi wraz z Wielkiem Księstwem Krakowskiem rozporządzam co następuje:

Art. l.

Na przeciąg lat pięciu od wejścia w wykonanie tej uchwały nadaje się prawo do pobierania myta:

l. Wydziałowi powiatowemu w Wieliczce jako władzy nadzorującej na rzecz utrzymania drogi gminnej Wielicko-Świątnickiej i na trakcie tejże drogi znajdującego się mostu na rzece Wildze, z zastrzeżeniem, że gminy i obszary dworskie, przez których terytoryum omycona droga przechodzi, przyczyniać się będą do jej utrzymania prestacyami w myśl postanowień ustawy drogowej.

Opłatę myta pobierać należy według następującego wymiaru:

a) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu 4 (cztery) ct.;

b) od każdej sztuki bydła pociągowego nie w zaprzęgu, od bydła pędzonego ciężkiego i koni

wierzchowych 2 (dwa) ct.;

c) od każdej sztuki bydła pędzonego 1 (jeden) ct.

Art. III.

Konie, woły, krowy, muły, osły należą do bydła ciężkiego, zaś cielęta, źrebięta, owce, kozy

i świnie do drobnego.

Od bydła niesionego lub wiezionego wozem nie opłaca się żadnej należytości. Zwierzęta, które ssą i przy matkach idą, są wolne od wszelkiej opłaty mytniczej.

Art. IV.

Przy poborze myta mają być zachowane ogólne przepisy o uwolnieniu od opłaty mytniczej

lub o zniżeniu tejże.23

W roku 1891 Sejm cesarz nie zwołał sejmu, więc Wydział krajowy mógł jedynie kontynuować politykę budżetową na kolejny rok nie mogąc wnieść żadnych zmian dlatego szczęśliwie złożyło się, że Sejm przyznał już kwotę na budowę nowej szkoły.

Sprawozdawca p. Chrzanowski (czyta):,

G) C. k. szkoły przemysłowe zawodowe, subwencyonowane ze skarbu krajowego.

Poz. 282. C. k. szkoła zawodowa przemysłu drzewnego w Zakopanem 1.650 zł.

„ 283. C. k. szkoła zawodowa ślusarstwa w Świątnikach  667 zł.

„ 284. Zasiłek na zapomogi dla majstrów, kształcących się w c. k. szkole ślusarskiej w Świątnikach 500 zł.

„ 285. Reszta sumy na wystawienie budynku dla szkoły ślusarskiej w Świątnikach 10.000 zł..24

W 1896 roku ponownie powiat wielicki wystąpił o przyznanie koncesji na pobieranie myta na drodze Wieliczka – Klasno – Siercza – Koźmice Wielkie – Byszyce – Rzeszotary – Świątniki z mostem na Wildze. Powiat przez ostatnie 3 lata wyremontował tą drogę kosztem 4376 złr. Sejm przychylił się do tego wniosku przyznał myto według poprzednich stawek.25

Subwencja roczna dla szkoły zawodowej wynosiła 1554 złr, a zasiłek dla majstrów kształcących się w szkole 500 złr.26 W roku kolejnym wartości te wynosiły odpowiednio 1554 złr i 400 złr.27 i tyle samo wyniosło w roku 1898.28 Wydziały powiatowe z Myślenic i Bochni udzielały stypendiów dla uczniów min. szkoły ślusarskiej w Świątnikach.29 Państwowe stypendia przyznano 25 uczniom (po 3-5 złr/msc).30

Wydział Krajowy w ramach ochrony przemysłu domowego uwolnił min. uchwałą z dnia 3 lutego 1897 roku l. 81.319 Spółkę Ślusarską w Świątnikach od zobowiązań podatkowych na okres od 1 października 1896 do 30 września 1906. Praktyka „uwalniania” przedsiębiorstw nie spodobała się Namiestnictwu i toczono proceduralne spory o kompetencje takich praktyk..31

W roku 1898 Wydział Krajowy udzielił Spółce Ślusarskiej 3% pożyczki na sumę 3000 złr.32 Komisja krajowa przyznała stypendia w wysokości 3-4 złr/msc 25 najlepszym uczniom. Wartość wyrobionych towarów w szkole ślusarskiej wyceniono w 1899 roku na 514 tys. złr. Do pełni funkcjonalności określono konieczność zakupu kilku maszyn (strugawki, wiertaczki stojącej, tokarki) i organizacja wody do maszyny parowe.j33 W Świątnikach 25 maja 1899 roku odbyła się wystawa przeglądowa bydła – z przyprowadzonych 250 sztuk bydła 49 nagrodzono wypłacając 5 dukatów i wręczając 4 listy pochwalne.34

W 1900 roku pojawiła się petycja do komisji drogowej w sprawie subwencji na budowę drogi powiatowej Świątniki – Siepraw – Myślenice.35 Zwiększono subwencje na szkołę ślusarską do 3180 K, a zasiłek dla kształcących się majstrów do 800 K.

W roku 1901 poruszona została ponownie sprawa drogi Swoszowice-Świątniki dla której wygasła już 5-letnia koncesja na pobieranie myta. Sejm przychylił się do wniosku powiatu wielickiego.36 Sejm pozostawił stawki subwencji i zapomogi na poprzednim poziomie i dodatkowo przeznaczył 2260 K „na koszta budowy studni, bielenie i rulety”.37 Dla uczniów szkoły ślusarskiej na stypendium wypłacono ryczałtem 1700 K.38

W następnym roku ponownie powiat wielicki wystąpił o przyznanie myta na wybudowanej w latach 1885-1898 drodze Podgórze-Swoszowice-Świątniki-Mogilany z mostem na Wildze w Zbydniowicach o długości 20.9 m o łącznej długości 21.06 km, zbudowanej systemem gościńcowym o szerokości w koronie 6 m. Koszt budowy wyniósł prawie 184 tys. złr. Sejm postanowił przyznać pobieranie myta mostowego w Zbydniowicach według stawek dla I. klasy drogi oraz drugie myta drogowego dla wyższej II klasy drogi wg następujących stawek:

Art. II.

Opłatę myta pobierać należy na dwóch stacyach według następującego wymiaru:

I. Myto drogowe na stacyi w Swoszowicach:

a) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu 8 (ośm) h;

b) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu, od bydła pędzonego ciężkiego i koni wierzchowych 4 (cztery) h;

c) od każdej sztuki bydła pędzonego drobnego 2 (dwa) h.

II. Myto mostowe na stacyi w Zbydniowicach:

a) od każdej sztuki bydła pociągowego w zaprzęgu 4 (cztery) h;

b) od każdej sztuki bydła pociągowego nie w zaprzęgu, od bydła pędzonego ciężkiego i koni wierzchowych 2 (dwa) h;

c) od każdej sztuki bydła pędzonego drobnego 1 (jeden) h.39

W roku szkolnym 1900/01 wypłacono stypendia dla 28 uczniów w wysokości 6-8 K/msc,40 w roku kolejnym 31 uczniów w wysokości 6 K/msc.41

Utrzymane zostały wysokości stawek przeznaczonych na szkołę ślusarską w 1903 roku i wynosiły 3108 K na utrzymanie i 800 K na zapomogi dla majstrów.42

Do Lwowa tymczasem dotarły informacje, że w szkole ślusarskiej pojawiły się tarcia nie tylko z miejscowymi rzemieślnikami ale także członkami Spółki Ślusarskiej. Sytuacja zrobiła się na tyle poważna, że władze Spółki wniosły petycję do Sejmu o szybkie przysłanie delegata z Wydziału Krajowego „celem zbadania stosunku tejże spółki do szkoły ślusarskiej i jej dyrektora Bilygo”. Sprawę tę szybko poruszyli przeciwnicy dalszego istnienia szkoły, a po tragicznej śmierci posła Weigla (zmarł w 1901 roku podczas obrad sejmowych) Świątniki utraciły swojego obrońcę w Sejmie.

P. ks. Szponder. Wysoka Izbo! Jeżeli zgłosiłem się jeszcze do krótkiego przemówienia, to może niejednego zadziwić, te jako niefachowy zabieram głos w sprawie, która bądźcobądź wymaga pewnej znajomości rzeczy.

Chcę zwrócić uwagę na szkoły państwowe w Świątnikach i Sułkowicach. Otóż widocznie w tych szkołach muszą być jakieś mankamenta, bo ogół tamtejszych mieszkańców żali się na zarząd tych szkół. Nawet wpłynęła w tym kierunku petycya do Sejmu, gdzie w drastyczny sposób są uwidocznione te wszystkie żale. Przeszło 4.000 robotników w Świątnikach żali się na zarząd tamtejszej szkołyprzemysłowej.

Do tego czasu dzieje się tak, te dla przekonania się i wykazania pożytku i wydatności tamtejszej szkoły ślusarskiej, bierze się tylko sprawozdania Dyrekcyi, która oczywiście zawsze pisze, że szkoła się pomyślnie rozwija i stoi na takiej wysokości swego zadania, że może konkurować z wyrobami zagranicznemi. Naturalna rzecz, że Dyrekcya inaczej pisać nie może, bo tu chodzi przecież o jej własną skórę.

Byłoby zatem do życzenia, aby c. k. inspektor przemysłowy zasięgnął zdania o wydatności szkoły od miejscowych majstrów, bo prawdopodobnie nie wszystko jest tak dobrze, jak to dyrekcya przedstawia i muszą tam być jakieś błędy, jeżeli są, tak ogólne żale i skargi.43

Należy jednak przyznać ks. Szponderowi racje, że sprawozdania Komisji Krajowej oparte na szkolnych sprawozdaniach były sztampowe z ogólną charakterystyką, że szkoła rozwija się dobrze. Na forum krajowym sprawa tego konfliktu nie została więcej podjęta.

Na rok 1904 utrzymano wielkość subwencji dla szkoły ślusarskiej44 i dodatkowo otrzymała ona 2000 K pożyczki na utworzenie funduszu obrotowego w 5 ratach po 400 K spłacanych do 1912 roku.45 W roku szkolnym państwo wypłaciło stypendia dla: 1 ucznia po 10K/mdc, 3. po 8 K/msc i 27 po 6 K/msc a w roku 1904/5 1. po 10K/mdc, 20. po 6 K/msc i 9 po 5 K/msc.46

Tak przedstawiano sytuacje w szkole:

Szkoła ślusarska w Świątnikach ukończyła 15. rok istnienia, rozwija się pomyślnie i stoi na tej wysokości, że wyroby jej nietylko mają zbyt, ale mogą konkurować z wyrobami obcemi. Tak jak w latach poprzednich, werkmistrze bywają wysyłani do wzorowych zakładów fabrycznych, celem dalszego kształcenia się zawodowo, a po wydoskonaleniu się wracają do szkoły i bywają użyci do podejmowania nowych robót w warsztacie szkolnym.

W roku ubiegłym wprowadzono do zakładu naukę wyrabiania okien ozdobnych. Ukończono również prace przygotowawcze do fabrykacyi zamków meblowych przez tamtejszą spółkę ślusarską. Dla jednej z firm wiedeńskich, która corocznie potrzebuje około 10000 sztuk pewnego rodzaju zamków, wykonali majstrowie świątniccy 400 sztuk żelaznych zamków na okaz, a po ich przyjęciu zamówiono dalszych 700 sztuk. Zamówienie to otrzymała Dyrekcya za pośrednictwom Ministeryum handlu.

W obec tak znacznego zamówienia okazuje się, że wyrób zamków jest dobry i jest nadzieja, że wyrób ten przysporzy ślusarzom zarobku i stworzy nowe źródło dochodu.47

Gmina Świątniki w 1904 roku wniosła kilka petycji do różnych komisji w sprawie zniesienia prestacyi drogowych, o zmianę ustawy łowieckiej, o zamknięcie gorzelni z powodu braku kartofli i zmianę ordynacji wyborczej.48

Poseł Stapiński przedstawił w Sejmie propozycję utworzenia w szkole ślusarskiej łazienek przy warsztatach, a co bulwersowało najbardziej posła, że sami rzemieślnicy i pracownicy szkoły nie widzieli jak dotąd potrzeby zachowania podstawowych zasad higieny. Wniosek jednak nie przeszedł i został odesłany do zbadania przez Wydział Krajowy.49

W 1906 roku urządzono „kurs zawodowy dla ślusarzy w Krakowie przy współdziałaniu sił nauczycielskich i z pomocą środków naukowych Świątnickiej szkoły ślusarskiej”.50

W roku 1907 ponownie pojawiła się sprawa zbyt wąskiej specjalizacji świątnickiego rzemiosła:

P. Skołyszewski.(…)

Wiem, że takie ogólnikowe określenie, bez przytoczenia konkretnych faktów, jest bez znaczenia. Przedstawię tedy Panom stosunki w moim okręgu wyborczym wielicko-bocheńskim.

Istnieje w Świątnikach górnych i w wioskach do Świątnik przylegających przemysł ślusarski, datujący się jeszcze od 13. wieku. Ludność tam pracuje nad wyrobem kłódek i nic innego prócz kłódek wytworzyć nie potrafi.

Przemysł wielki podciął naturalnie tę gałęź drobnego przemysłu, gdyż kłódkę, nad którą pracuje najsprytniejszy robotnik 1 ½ do 2 godzin, wyrabia maszyna w przeciągu kilku zaledwie minut. Naturalnie wskutek tej konkurencyi maszynowej podupadł zupełnie ten przemysł ślusarski, bo maszyna wytwarza taniej i prędzej.

Istnieje wprawdzie w Świątnikach państwowa szkoła ślusarska, ale ona wykształca tylko poszczególnych uczniów. Natomiast brak inicyatywy, któraby się zajęła i przyszła z pomocą tym ludziom, którzy skazani są na kredyt pobierać czy materyał, czy środki żywności od grosisty,

który od nich ten towar kupuje.

A przecież jest pewnem, że gdyby np. w danym wypadku tych ludzi nauczył ktoś powoli i systematycznie zamiast wyrobu kłódek takich rzeczy, jak wyrabianie zamków, które nie mogą być inaczej, jak ręcznie wyrabiane,

(Głos. Nie chcą się tego uczyć !)

To też w tym właśnie kierunku uważam pewną akcyę za rzecz wskazaną. Tak samo w każdej innej gałęzi. (…) Dlatego tez, kończąc skromny wywód, pozwolę sobie wnieść następującą rezolucyę:

„Poleca się Wydziałowi krajowemu poczynienie badań, zdążających do wyświetlenia przyczyn ciągłego zubożenia i proletaryzacyi ludności rzemieślniczej małomiejskiej. Oraz, by po wyświetleniu przyczyn przedstawił na jednej z najbliższych sesyj sejmowej środki, zdążające do ekonomicznej sanacyi tej warstwy ludności, dotychczas w zastosowaniu nie będące i obecnym budżetem nie objęte”. (Brawa i oklaski).51

Poseł Władysław Jahl, członek Wydziału Krajowego zaprzeczył, jakby Wydział okazywał brak zainteresowania Świątnikami, aczkolwiek obiecał bliżej się przyjrzeć temu problemowi.

W 1909 roku Spółka Ślusarska ponownie otrzymała zwolnienie od podatków na okres lat 5,52 w 1910 otrzymała ponadto pożyczkę pod zastaw hipoteczny realności Spółki LK. 305/10 na sumę 10000 K do spłacenia w 40 kwartalnych ratach (przez okres 10 lat).53 W roku 1910 obniżona została subwencja dla szkoły do wartości 2800 K przy zachowaniu stałej zapomogi w wysokości 800 K na kurs dla majstrów.54 Wielkości tych dopłat nie zmieniły się do wybuchu wojny.

Dane Spółki Ślusarskiej do końca 1909 roku wg sprawozdania Wydziału Krajowego:

poz. 16, miejscowość Świątniki górne, nazwa Spółka ślusarska, rok założenia 1903, liczba członków 135, udziały 15207 K 40 g, fundusz rezerwowy 9.053 K, długi 23.714 K 41 g, czysty zysk 4.927 K 17 g, gotówka 1.468 K 32 g, wartość towarów i inwentarza 17.216 K 80 g, nieruchomości 3.287 K, sprzedaż w 1909. 66.173 K 26g.55

W roku 1913 przedłużono kolejny raz koncesje na pobieranie myta na drodze Wieliczka – Świątniki. W roku 1914 na wniosek posła dra Franciszka Bardla Sejm przyjął petycję w sprawie budowy drogi łączącej gminy Ochojno (Dolne i Górne), Rzeszotary z drogą powiatową Swoszowice – Świątniki.56 Ostatnim dokumentem z prac Sejmu jest ręcznie zapisany preliminarz funduszu krajowego na rok 1918. Wynika z niego ciekawa informacja, że planowane było poważne powiększenie i modernizacja warsztatów szkolnych, na co rząd wyznaczył niebagatelną kwotę 54 tys. K. Pożyczki tej szkoła jednak nie zdążyła podjąć przed wojną.

Wydatki – Rubryka XII Przemysł i rękodzieło

Szkoły przemysłowe zawodowe

b) subwencyonowane

poz. 124. Świątniki ck. szkoła ślusarska ………………………………………..A……………. B………… C

a) na utrzymanie………………………………………………………………….. 2.800……… 1.500 ……2.800

b) kurs majstrów ……………………………………………………………………800…………. 800…….. 800

c) rozszerzenie warsztatów (rata amortyz. od pożyczki* 54.000 K)….. -……………… -………. 2.808

(A – wniosek na 1918 r, B – wynikłość z roku 1913, C – kwota preliminowana na rok 1914)

*- wg wpisu w rubryce „Wyjaśnienia” – z powodu niezaciągnięcia pożyczki.57

Na tym kończę to zestawienie spraw poruszanych w Sejmie Krajowym, a bezpośrednio dotyczących Świątnik Górnych.

1 Alegat – dawniej załącznik do dokumentacji.

2 Stenogramy z 33. posiedzenie 6. sesyi 3. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 29. maja 1875.

3 34. posiedzenie 6. sesyi 3. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 29. maja 1875.

4 Tamże.

5 20. posiedzenie I. Sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 16 października 1883.

6 25. posiedzenie 2. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 23. października 1884

6a 3. posiedzenie 4. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 13. grudnia 1886

7 22. posiedzenie 3. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15 stycznia 1886

8 23. posiedzenie 3. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 16. stycznia 1886.

9 12. posiedzenie 4. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15 stycznia 1887.

10 17. posiedzenie 4. sesyi V. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 22. stycznia 1887

11 8. posiedzenie, 1. sesyi, VI. Peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 26. października 1889.

12 Rozporządzenie z dnia 19. marca 1889 L. 10361

13 15. posiedzenie, 1. sesyi, VI. Peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 9. listopada 1889.

14 Sprawozdanie z Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych za czas od sierpnia 1888 do sierpnia 1889, Alegata do sprawozdań stenograficznych Sejmu krajowego za rok 1889.

15 19. posiedzenie, 1. sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 15. listopada 1889.

16 Tamże.

17 Tamże.

18 27. posiedzenie 1. sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 25. listopada 1889.

19 Sprawozdanie z Komisji Krajowej dla spraw przemysłowych za czas od sierpnia 1888 do sierpnia 1889, Alegata do sprawozdań stenograficznych Sejmu krajowego za rok 1889.

20 Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego, Alegata 73 L. W. kr. 42.153/1890

21 18. posiedzenie, 2 sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 18. listopada 1890.

22 25. posiedzenie, 2 sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 27. listopada 1890. pozycje 269a i 269b

23 26. posiedzenie, 2 sesyi, VI peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 28. listopada 1890.

24 6. posiedzenie 4. sesyi, VI. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 24. września 1892.

25 9. posiedzenie, 1. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 17. stycznia 1896.

26 24. posiedzenie, 1. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 6. lutego 1896.

27 15. posiedzenie, 2. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 13. lutego 1897.

28 24. posiedzenie, 3. sesyi, VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 27. lutego 1898.

29 Sprawozdanie Wydziału kraj. w przedmiocie ekonomicznej działalności Reprezentacyi powiatowych, Alegata 6 LW. 72.115/97

30 Alegat XIV do sprawozdania Komisji kraj. dla spraw przemysłu za rok 1897

31 Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności w zakresie przemysłu krajowego, Alegata 34 LW 75.421/97

32 Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. grudnia 1897 do 15. grudnia 1898, Alegata z roku 1898/99

33 Sprawozdanie komisyi przemysłowej o sprawozdaniu c. k. Rady szkolnej krajowej we Lwowie odnoszącym się do stanu państwowych szkół przemysłowych w Galicyi, Alegat 184 L.S. 3433/1900 z 26 kwietnia 1900.

34 Sprawozdanie Wydziału krajowego z czynności odnoszących się do podniesienia hodowli bydła w r. 1899, Alegat VII LW 84.858

35 6. posiedzenia, 5. sesyi VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 4. kwietnia 1900.

36 13. posiedzenia, 6. sesyi VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 5. lipca 1901.

37 16. posiedzenia, 6. sesyi VII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 9. lipca 1901. Pozycja 420.

38 Alegat XII. Do sprawozdania Komisji kraj. do spraw przem. Za rok 1900.

39 12. posiedzenia, 1. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 8. lipca 1902.

40 Alegat VII do sprawozdania Komisji kraj. dla spraw przemysłu za rok 1901

41 Alegat X do sprawozdania Komisji kraj. dla spraw przemysłu za rok 1902

42 16. posiedzenie, I. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 2. listopada 1903. pozycja 432

43 42. posiedzenie, I. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 26. października 1903.

44 47. posiedzenie, 1. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 31. października 1903.

45 48. posiedzenie, 1. sesyi VIII. peryodu Sejmu galicyjskiego z dnia 2. listopada 1903.

46 Sprawozdanie z czynności Komisyi krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. stycznia 1903. do 30. czerwca 1904.

47 Sprawozdanie komisyi przemysłowej o sprawozdaniu c. k. Rady szkolnej krajowej, odnoszącem się do stanu państwowych szkół przemysłowych i handlowych w Galicyi, Aleg. 222 z 19. października 1904.

48 22. posiedzenie, II. sesyi VIII. peryodu z dnia 2. listopada 1904.

49 29. posiedzenie, II. sesyi VIII. peryodu z dnia 10. listopada 1904.

50 Sprawozdanie z czynności Komisji krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. lipca 1905 do 20. grudnia 1906.

51 22. posiedzenie, III. sesyi VIII. peryodu z dnia 18. marca 1907.

52 Sprawozdanie z czynności Departamentu II. Wydziału krajowego za czas od 1. maja 1908 do 31. lipca 1909.

53 Sprawozdanie z czynności Komisyi krajowej dla spraw przemysłowych za czas od 1. sierpnia 1909 do końca lipca 1910.

54 Preliminarz ogólny na rok 1911, alegata 1910.

55 Alegat 12. do Sprawozdania Wydziału krajowego LW. 85.373/1910 – Przemysłowe spółki wytwórcze.

56 6. posiedzenie, I. sesyi X. peryodu galicyjskiego Sejmu krajowego z dnia 23. lutego 1914, Alegat 339 L.S. 1874/1914

57 Preliminarz funduszu krajowego na rok 1918.

Opracował Jerzy Czerwiński.

W tym artykule chciałbym przedstawić w ogólnym zarysie dalsze dzieje przemysłu metalowego w Świątnikach Górnych w czasach zaboru austriackiego. W osobnym wątku postanowiłem przedstawić proces produkcji kłódek, używanych narzędzi, technologie i ich klasyfikację oraz historię Szkoły Ślusarskiej.

Od połowy XVIII wieku płatnerstwo w Świątnikach zaczęło szybko upadać. Owszem, nadal pojawiały się zlecenia na uzbrojenie, ale było ich już zbyt mało, by zapewnić ciągłość finansową blisko pięćdziesięciu majstrom. Taniejące żelazo sprawiło, iż coraz częściej mieszkańcy nie tylko miast, ale również wsi, zaczęli korzystać z dobrodziejstw sztuki kowalskiej i ślusarskiej. W drzwiach zamiast drewnianych zamków i zasuw zaczęto montować pierwsze zamki zapadkowe i skoble w postaci łańcucha spinanego kłódką. Montowano w oknach kraty żelazne, a do wielu elementów z zakresu budownictwa oraz do przedmiotów codziennego użytku zaczęto stosować żelazne okucia.

Główna przyczyna przestawienia produkcji rzemieślniczej w Świątnikach leżała nie w zmianach na arenie politycznej związanej z pierwszym rozbiorem Polski, lecz z braku zapotrzebowania na tradycyjne uzbrojenie wojsk Rzeczypospolitej. Na skutki paktu z 5 sierpnia 1772 roku podpisanego przez głowy sąsiednich mocarstw w Petersburgu trzeba było jeszcze czekać kilka lat. Wszystkie zapisy z lat 70. nie wykazują żadnych gwałtownych zmian w porównaniu z latami poprzednimi. Pomimo tego, że Górki znalazły się w granicach cesarstwa austriackiego, nadal płacono w polskich złotych, a kustosz katedry wciąż miał feudalną władzę nad miejscowością. Pomimo ustalenia granicy na Wiśle, władze cesarskie za panowania Marii Teresy nie spieszyły się z wprowadzaniem cesarskiego prawa w takich dalekich prowincjach jak Galicja. Dopiero gdy samodzielne rządy rozpoczął cesarz Józef II zmieniła się sytuacja mieszkańców całej Galicji. Uszczelniona została granica północna państwa, mała wieś Podgórze zaczęła wyrastać nowoczesne miasto o dużym znaczeniu politycznym i ekonomicznym, odebrane zostały w 1780 roku majątki kościelne i trafiły albo w ręce prywatne lub państwowe oraz sporządzone zostały w roku 1787 szczegółowe spisy ludności i pomiary granic. Górki trafiły na własność państwa (Kamery), a następnie weszły w skład tzw. dominium Biskupice, które składało się z Biskupic, Byszyc, Górek, Darczyc, Szczytnik, Świątnik (Dolnych), Trąbek i Wrząsowic. Dominium tym zarządzała rodzina Konopków h. Nowina. Formalnie Świątniki pozostawały w rękach rodziny Konopków do 1856 roku, kiedy to gromada wykupiła się za sumę zaledwie 1650 złotych reńskich (niska cena wynikała z faktu, że baron Konopka posiadał w Świątnikach tylko plac z karczmą i prawo propinacji)[1]. System administracji cesarskiej ulegał ciągłym zmianom – najpierw zlikwidowano stare polskie powiaty i wprowadzono cyrkuły, których ilość i granice też co chwile się zmieniały, tak, że Górki należały najpierw do cyrkułu wielickiego, na początku XIX w do bocheńskiego, a w latach 60. tegoż wieku zlikwidowano cyrkuły i przywrócono powiaty.

Lata 80. definitywnie odcięły świątnickich rzemieślników od polskiego rynku, ale z drugiej strony otworzyły drzwi na kraje imperium austriackiego i ich sąsiadów.

Materiały źródłowe. Najstarsze zachowane materiały dotyczące prac ślusarskich pochodzą z Akt sądowych kustosza katedralnego oraz z zapisów ks. Franciszka Ćwierzowicza, proboszcza mogilańskiego w latach 1763-1800.

W dniu 7 stycznia 1759 przyszedł Florian Kotarba złożyć oświadczenie przed kustoszem o następującej treści: „Ia Floryan Koterba, obywatel wsi Górek y magister ślusarz, zeznaię tym skryptem y submissyą moią, iżem się podioł roboty dla Iaśnie Wielmożnego I.M.X. Hieronima Wielogłowskiego, scholastyka katedralnego Krakowskiego, to iest łużek trzech żelaznych z kotarami, to iest z prętami żelaznemi według inforamcyi słownie mnie podaney, które łuszka maią bydź kożde z nich z gałkami piącia mosiężnemi, to iest cztery mnieyszych na zaśrubowaniu prętów a piąta wieksza na wierzchu kotary, powinny bydź piekne y dobrze zrobione y akkomodowane, boki zaś tych łóżek maią bydź w kwadrat robione, w śrzodku nitowane, za każde łuszko teraz mi iest obiecano zł. 40 polskich, po oddaniu tych łóżek y gdy się będą podobać, deklarowano mi iest po zł. 42 polskich dać, które to łuszka powinny bydź z żelaza dobrego polerowno, biało, grontwnie, iako naylepiey y naypiękniey zrobione…[2]

W tym samym roku, 1 kwietnia przed sąd kustosza zostali wezwani płatnerze Adam i Antoni Kozłowie oraz Marcin Zakuła, którzy nie wywiązali się z roboty „względem zamków y inszey różney roboty w kontrakcie opisaney, na która robotę wzięli zł 100 polskich” dla przeora OO. Karmelitów Bosych z Krakowa reprezentowanego przez ojca Tadeusza. Powodem opóźnienia w robocie była kłótnia między wspólnikami. Sąd wyznaczył termin na skończenie roboty, a dla nieobecnych na rozprawie Adama Kozła i Marcina Zakuły nakazał Urzędowi Góreckiemu zakuć ich w łańcuchy na jedną noc i wymierzyć 15 plag.[3] Wspomniani magistrowie wielokrotnie występowali przed sądem kustosza w tamtych latach, dlatego można zauważyć przeplatanie się w tym okresie zleceń z zakresu płatnerstwa oraz ślusarstwa u tych samych rzemieślników.

Na temat wykonywania zamków czytamy także przy okazji sprawy przeciw Walentemu Kozłowi, który poręczył za zbiegłego ze wsi płatnerza Jakuba Stoka, wobec czego został przymuszony, „aby na dzień N. Panny Nadgrodzenia tynfów 8, zameczków 2, okowów 2 koniecznie Walenty Kozieł oddał pod złapaniem jego do kurdygardy zamka krakowskiego[4]

W roku 1768 ks. Franciszek Ćwierzowicz wspomniał o wykonanych przez świątnickich ślusarzy przedmiotach liturgicznych: niejaka Jachimowska z Mogilan „z mężem swoim Józefem sprawili obumbraculum  na wstawienie Sanctissimi in monstratorio – wysokości na miarę tabernaculum prawie równo z obrazem wielkiego ołtarza, żelazne całe, składane z gałkami i krzyżem mosiężnym, świątnickiej, szlosarskiej roboty”[5]

W tym samym roku też „kociołek ad thuribulum zrobił i dał człowiek ze Świątnik”[6], czyli dorobił część do kadzielnicy. Dalej znajduje się opis niezwykle istotny, gdyż jest to najstarsze wspomnienie o kłódkach świątnickich i o ich rodzajach:

Kupił JMC ks. pleban kilka kłódek, które powinny być w konserwowaniu: pierwsza z tych trzojasta z łańcuszkiem, na zamykanie schowania za organami, druga mała, z zakrzywionymi zębami, klucz do niej. Czwartą kłódkę jeszcze mniejszą na zamykanie dzwonnicy, klucz oddał JMC ks. pleban organiście[7]

W 1777 roku proboszcz zapisał: „Lecz ponieważ Franciszkowi Rosołowi szlosarzowi do zamku wielkiego, który u niego kupiłem do drzwi kościelnych należą się jeszcze ode mnie złote 4…”[8]

Z powyższych zapisów wyłania się obraz drugiej połowy XVIII wieku – świątniccy rzemieślnicy przyuczeni dotychczas do wykonywania elementów uzbrojenia bez oporów podjęli się wytwórczości kowalskiej i ślusarskiej, która choć wykorzystywała istniejące kuźnie i warsztaty płatnerskie, to jednak wymagała zupełnie nowej technologii. Poza tym musiał być ktoś, kto by rozprowadzał produkowany towar po rynkach i jarmarkach. Potrzeba ta wykształciła w Świątnikach symbiozę w postaci rzemieślników i kupców.

Rzemieślnicy i kupcy. Rzemieślnicy wykonywali nie tylko prace zlecone na zamówienie, ale także produkty przeznaczone na handel. Już w 1757 kupcy kazimierscy skarżyli się na Żydów z Kazimierza, którzy handlowali towarami żelaznymi wykonanych w Świątnikach ora domagali się, aby „chłopi w Świątnikach towary żelazne robiący, według praw nie powinni nikomu inszemu swego towaru sprzedawać, szczególnie Ich Mościom kupcom krakowskim[9]. Jednocześnie Akta sądowe kustosza obejmujące XVIII wiek nie wspominają, żeby w tym czasie w Świątnikach ktoś trudnił się kupiectwem. Rzemieślnicy dostarczali towar kupcom krakowskim nawet po I rozbiorze, o czym świadczą liczne wpisy w rejestrze mostu wielickiego wspominając o wozach z robotą świątnicką. W 1785 roku odnotowano 35 takich wozów[10].

Prawdopodobnie za początek kupiectwa w Świątnikach należy przyjąć początek XIX wieku. Kwaśniewicz na podstawie własnych badań genealogicznych rodzin kupieckich wyznaczył daty 1810 i 1830, choć właściwie większość rodzin kupieckich nosiła nazwiska występujące w Świątnikach od wieków (nazwisko Kotarba w zapisach pojawia się już w XVI w[11], Słomka – w XVII w, Dębski – w XVII w, Bodzonie – w XVII w[12]). Podanym datom odpowiada rodzina Czerwińskich, która pojawiła się w Świątnikach na początku XVIII w, ale kupiectwem zaczęła się zajmować od 1869 roku. Podobnie rodzina Zaporowskich, którzy posiadali murowaną piętrową kamienicę na przeciw plebanii (później należała do rodziny Dziewońskich, a obecnie gminny budynek przy Bruchnalskiego 5). Wiadomo, że w na początku wieku XX było w Świątnikach 6 rodzin kupieckich[13].

Rolą kupców było przede wszystkim sprowadzanie surowca do produkcji kłódek lub już gotowych półfabrykatów. Do lat 70. XIX w sprowadzanym surowcem były tzw. lupy żelaza fryszerskiego, czyli bryły żelaza, które musiałby być najpierw przetopione, aby pozbyć się zanieczyszczeń w postaci żużlu. Nie znamy całkowitej liczby kuźni w Świątnikach w tamtych czasach, ale w XIX wieku większość kuźni trafiła w ręce kupców, którzy wynajmując kowali zaczęli dostarczać rzemieślnikom gotowe półfabrykaty. Rzemieślnik kupował od kupca materiały za gotówkę lub na kredyt, a po wykonaniu kłódek mógł sprzedawać je dowolnemu kupcowi oferującemu najlepszą cenę lub też we własnym zakresie próbować sprzedać. Generalnie rzemieślnik mógł wybierać sobie, z którym kupcem chce robić interesy i w tym zakresie kupcy konkurowali ze sobą o rzemieślników. Zdarzały się też sytuacje, że pewni rzemieślnicy byli związani pracą tylko dla jednego, konkretnego kupca. Istniała także możliwość zaopatrywania się przez rzemieślników w sklepach żelaznych Krakowa i Podgórza, jednak w Świątnikach konie posiadali tylko kupcy (prace na roli wykonywano ręcznie lub wynajmowano chłopów z sąsiednich wsi) więc istniał problem z transportem materiału.

Kupcy skupując kłódki płacili albo gotówką, albo w postaci produktów spożywczych, albo w rozliczeniu za zakupiony na kredyt materiał. Kupcy bowiem zajmowali się nie tylko handlem kłódkami, ale także prowadzili we wsi sklepy spożywcze i żelazne.

Każdej wiosny kupcy wyruszali w drogę swoimi wozami. Wyprawy trwały nawet po kilka miesięcy, a takich podróży odbywali po kilka w roku tak, aby wrócić przed zimą. Każdy z nich miał własną trasę dostosowaną w czasie do miejscowych jarmarków i z uwzględnieniem lokalnych potrzeb. Kłódki tuzinami były nakładane na obręcz z drutu i umieszczane w skrzyniach lub beczkach. Wóz mógł pomieścić 6 beczek, a w każdej beczce mieściło się do 200 kg kłódek. Obszar penetrowany przez świątniczan obejmował: Galicję, Śląsk Cieszyński, Czechy, Słowację, Węgry, Morawy, Mołdawię, landy Austrii (Austrię Górną, Dolną, Styrię i Tyrol), kraje bałkańskie (Serbię, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Słowenię) Bułgarię, a niektóre publikacje podają też Turcję, kraje Afryki Północnej i Hiszpanię. Próbowano również docierać do obszarów pod panowaniem Prus, aczkolwiek trudno było świątniczanom konkurować z tamtejszym wysoce uprzemysłowionym rzemiosłem. Niedostępne z racji wysokich ceł były także tereny Królestwa Polskiego pod carskim zaborem. Powracający na jesień kupcy przywozili ze sobą liczne artykuły spożywcze (min sól, słoninę, skwarki), w tym także gulasz, którym częstowano rodzinę i znajomych. Stąd powstała tradycja organizowania „świątnickich gulaszów” – towarzyskich spotkań, na których dzielono się wrażeniami ze świata spożywając barani gulasz. Nie brakowało na tych spotkaniach także alkoholu.

Gdy w Świątnikach otworzono ajencję pocztową, zaistniała możliwość szybkiej komunikacji podróżujących kupców z rodziną w Świątnikach i w razie potrzeby dowiezienia większej partii towaru. Dawny system dalekich podróży uległ całkowitemu zanikowi wraz z przeprowadzeniem linii kolejowych łączących Kraków z Wiedniem i innymi krajami Austro-Węgier. Wówczas kupcy wyruszali w podróż koleją jedynie z niewielkim bagażem wioząc przykładowe egzemplarze pokazowe, a w razie uzgodnienia kontraktu depeszowano do Świątnik i wysyłano towar. Z czasem zaczęły się pojawiać prospekty reklamowe na wzór austriackich cenników i zatrudniono pomocników w innych miastach, do wyszukiwania zamówień.

W skład przedsiębiorstwa kupieckiego wchodziły kuźnie (gdzie pracowali najęci kowale), a w późniejszym okresie sztancownie. Ponadto kupiec posiadał wozy transportowe i zatrudniał woźniców. W prowadzonych przez kupców sklepach pracowali sklepowi subiekci, najczęściej osoby wywodzące się z rodziny danego kupca. Zajmowali się oni handlem w sklepie i przygotowaniem towaru do podróży i wysyłki. Do pomocy w gospodarstwie rolnym kupca zatrudnieni byli na stałe parobkowie oraz dziewki. Oprócz tego sezonowo kupiec najmował osoby na czas żniw i zbiorów. Istotną cechą przedsiębiorstwa kupieckiego było jego dziedziczenie poprzez przekazywane interesu z ojca na jednego wybranego syna. Przyszły spadkobierca był wysłany do szkół handlowych w Krakowie i Bielsku, gdzie duży nacisk kładziono na edukację języka niemieckiego. Potem często oni odbywali praktyki w sklepach żelaznych w Wiedniu, Lwowie czy Budapeszcie.

Elementy kuźni świątnickiej z 1910 roku – rekonstrukcja z dawnej Izby Regionalnej

Rzemieślnicy całość prac wykonywali w domowych warsztatach. Najczęściej jego usytuowanie było w części kuchni domu. W pracy udział brała cała rodzina ślusarza – zona i dzieci nawet od sidmiu lat. Rodziny rzemieślników musiały poza pracami ślusarskimi wykonywać także prace na roli. Edukacja rzemieślnicza sprzed 1888 roku polegała na zasadzie terminowania u majstra. Młodzi chłopcy w wieku 13 tal składali już sami kłódki. Majstrowie mając pomoc w postaci czeladników, przywiązywali coraz mniejszą sumienność do wykonywanej roboty. Większość pracy wykonywali czeladnicy, podczas gdy majstrowie spędzali czas w szynkach wraz z kolegami ślusarzami. System pracy świątnickich rzemieślników stanowił przez długie lata niechlubną sławę, gdyż mówiło się, że w Świątnikach ślusarze zaczynają pracować dopiero w środę, a kończą w sobotę, spędzając pozostały czas przy alkoholu.

Ślusarze zrzeszeni w Spółce Ślusarskiej, 1889 rok

Handel kłódkami w XIX wieku był zajęciem sezonowym. Wobec zimowych utrudnień kupcy nie wyruszali w trasy i czekali na przejezdność szlaków. Dlatego ceny zmieniały się w ciągu roku i malały w okresie zimowym. Dla rzemieślników kapitalistyczne działanie przedsiębiorstw kupieckich było odbierane, jako celowe działanie kupców skierowane na zarobek kosztem ich pracy i stąd brały się konflikty między rzemieślnikami a kupcami. Temat ten został szczególne podkreślony w pracy Kwaśniewicza[14], gdyż idealnie pasował do marksistowskiej teorii walki klas. Co ciekawe, nawet gdy już niebyło obowiązku chwalenia idei socjalizmu, nadal w publikacjach powtarzano teorię wielkiego wyzysku kupców względem rzemieślników.

Hausernicy. O ile kupcy zajmowali się praktycznie tylko handlem hurtowym, to hausernicy (niem. der Hausierer czyli domokrążca) zajmowali się właśnie handlem detalicznym. W Świątnikach zawsze była grupa mężczyzn, którzy na stałe zajmowali się wędrowaniem po okolicznych jarmarkach w promieniu ok 40 km od Świątnik. Taki handlarz skupywał kłódki od majstrów, rzadziej u kupców i pakował je w drewnianą skrzynię (zwaną putnią, stąd pogardliwa nazwa putniarze), którą zakładał na plecy i wyruszał piechotą na tygodniowy obchód okolicznych jarmarków (Wieliczka, Niepołomice, Bochnia, Gdów, Dobczyce, Myślenice, Sucha Beskidzka, Kalwaria Zebrzydowska) według określonej trasy. Czasem decydowano się na dłuższe trasy piesze (Jordanów, Nowy Targ, Mszana Dolna, Limanowa, Nowy Sącz, Grybów) i trasy położone blisko kolei (Stróże, Jasło, Krosno, Sanok). Niektórzy handlarze odwiedzali także gospodarstwa domowe i poza nowymi kłódkami oferowali usługi w zakresie napraw zepsutych kłódek i zamków.

Ludwik Langiewicz – sprzedawca kłódek spod Sukiennic, fot. 1932 r

Oprócz tego nieodzowny miejscem detalicznego handlu były dwa główne centra Galicji – Kraków i Lwów. Mieli hausernicy swoje stałe miejsca, np. w Krakowie pod Sukiennicami, ul. Siennej, na Tandecie. Na potrzeby takiego handlu poza noszonej putni mieli także na szyi zawieszone tzw. różańce, czyli przywiązane na rzemieniach kłódki.

Poza osobami na stałe zajmującymi się handlem obnośnym, hausernikami zostawali także dorywczo sami rzemieślnicy, którzy woleli część odłożonych gotowych kłódek, których nie sprzedali kupcom samemu próbować sprzedać za wyższą cenę niż mógł kupiec zaproponować. Takie osoby, gdy już sprzedali zapas powracali ponownie to działalności wytwórczej.

Na początku XX wieku, wobec narastającej coraz bardziej konkurencji ze strony pruskich manufaktur (wobec dostępu do tańszego żelaza niż w Austro-Węgrach oferowały kłódki o 30-40% tańsze), pojawiły się negatywne opinie o działalności hauserników. Po pierwsze zarzucano im kiepską jakość oferowanych kłódek, a ponieważ handlarze stanowili swoistą reklamę produktów świątnickich, powodowało to zniechęcenie do świątnickich produktów. Po drugie sprzedawano po zawyżonych cenach, co z połączenie z zarzutem pierwszym jeszcze bardziej zniechęcało klientów do kupowania kłódek świątnickich. Po trzecie – z ubolewaniem stwierdzano, że niektórzy putniarze sprzedają także kłódki pruskie.[15]

Liczba osób trudniących się „hojzerką” wynosiła około 15-30.

Zawody ślusarskie w Świątnikach XIX wieku. Ewolucja procesu wytwarzania kłódek w Świątnikach powołała do życia całkiem nowe zawody i specjalizacje rzemieślnicze dotąd tu niewystępujące. Poza wspomnianymi ślusarzami – wytwórcami, kupcami i hausernikami byli także: kowale, sztancownicy, pilnikarze czy szniciarze. Kowale zajmowali się wykuwaniem poszczególnych elementów kłódek. Pracowali głownie na zasadzie pracy najemnej u kupców. Ponieważ nie używano żadnych przyrządów mierniczych, grubość blachy podczas jej kucia osiągano „na oko”, wymagało więc dużej wprawy wykonanie blachy o stałej grubości. Ręczne wykuwanie blachy na kłódki trwało do lat 70. XIX wieku. Po powstaniu Szkoły Ślusarskiej zaczęto kształcić wychowanków w kierunku kowalstwa artystycznego. Aczkolwiek wszystkie kuźnie kupieckie zostały już do tego czasu zlikwidowane.

Sztancownicy pojawili się w Świątnikach w latach 70. XIX wieku. W tamtych czasach dostępne były już w sprzedaży gotowe arkusze i pasy blach. Po sprowadzeniu przez kupca Błażeja Dębskiego pierwszej prasy ręcznej zwanej potocznie sztancą, zaczęto odchodzić od ręcznego wycinania poszczególnych elementów kłódki na rzecz wybijania ich na sztancy. Sztance posiadali na początku tylko kupcy, później dostępne były w warsztatach Szkoły Ślusarskiej. Obsługa sztancy nie była skomplikowana, więc często kupcy najmowali chłopów z okolicznych miejscowości.

Bardziej skomplikowane było przygotowanie prasy, czyli odpowiednie ustawienie wykrojników. Osoby, które wykonywały wykrojniki pras oraz zajmowały się obsługą i ustawieniami nazywano szniciarzami.

Narzędzia ślusarskie stanowiły swoisty skarb każdego majstra. Te bardziej trwałe przekazywane były z pokolenia na pokolenie. Inne wymagały okresowych napraw i renowacji. Dlatego też część rzemieślników zajmowała się wykonywaniem, naprawami i konserwacją poszczególnych narzędzi. Przykładem takich narzędziowców byli pilnikarze, którzy zajmowali się renowacją pilników.

Kobiety aktywnie współdziałały w ramach funkcjonowania rodzinnego warsztatu. Wśród nich były też takie, które zajmowały się tylko opiłowywaniem gotowych już kłódek. Takie kobiety nazywano piłowaczkami.[16]

Zmiany. Istotnym motorem zmian w Świątnikach było założenie w 1888 roku Szkoły Ślusarskiej. Szczegółowa historia tej niezwykle ważnej instytucji wymaga oddzielnego opracowania. Celem założenia takiej szkoły było rozwinięcie i podniesienie poziomu rzemiosła w okolicy. Początkowa dwuletnia, a od 1895 roku czteroletnia nauka pozwalała młodym ludziom ze Świątnik i okolic na uzyskanie stosownego wykształcenia w dziedzinie ślusarstwa i kowalstwa artystycznego. Skończenie szkoły dawało możliwość dalszego kontynuowania nauki, a także podejmowania pracy w uprzemysłowionych miastach Galicji.

Szkoła Ślusarska wraz z warsztatami oddana do użytku w 1894 roku.

W roku 1888 dyrektor Szkoły Ślusarskiej, Kazimierz Bruchnalski, zainicjował w lokalnej społeczności powstanie Spółki Ślusarskiej, pierwszej spółki zrzeszającej świątnickich rzemieślników. Spółka udostępniała swym członkom warsztaty Szkoły Ślusarskiej, posiadające min. prasy ręczne i nowoczesną prasę parową. Spółka miała również dostęp do wielu dużych zamówień rządowych dla kolei, poczty, wojska (w szczególności artylerii) i więziennictwa. Celem założenia Spółki było stworzenie konkurencji dla systemu kupieckiego. Spółka wprowadziła nawet, naśladując kupców, własny sklep spożywczy, który zapewniał członkom niezależny od kupców dostęp do produktów spożywczych i materiałów żelaznych.

Członkowie Spółki Ślusarskiej prezentują maszynę parową. Rok 1894.

Jednakże wkrótce wyszły na jaw mankamenty Spółki. Pomimo zapewnienia stałości cen w okresie rocznym Spółka nie oferowała wcale wyższych zarobków dla rzemieślników (złożył się na to także kryzys gospodarki austriackiej, tak, że kłódki produkowane ręcznie sprzed lat 70. XIX dawały lepszy zysk niż kłódki wybijane na sztancach). Uzależnienie się w znacznej mierze od kontraktów rządowych niosło ze sobą uzasadnione ryzyko, że w razie kryzysu gospodarczego państwa, ucierpi także Spółka. Już wkrótce wobec zawiązania się kartelu wielkich pruskich fabryk, ceny żelaza w Austrii zaczęły drożeć, a państwu bardziej opłacało się w dziedzinie przemysłu metalowego (w tym zbrojeniowego) korzystać z zamówień np. brytyjskich niż krajowych. Najistotniejszą jednak sprawą było to, że pojawianie się Spółki nie spełniło jej głównego celu i po prostu stała się kolejnym „kupcem” w Świątnikach. Spełnienie założeń Spółki byłoby możliwe, gdyby Spółka zrzeszyła wszystkich rzemieślników. Nierzadko bywało jednak tak, że wykonywano kłódki w szkolnych warsztatach, a później sprzedawano je kupcom, jeśli dali lepsze ceny niż Spółka. Zresztą, gdy Spółka nie miała zleceń, to nie skupywała kłódek od rzemieślników, więc i rzemieślnicy by przeżyć musieli sprzedawać je kupcom.

Jednym z dużych osiągnięć Spółki było opracowanie i opatentowanie specjalnego stopu stali „Delta”. W skład jego wchodziły: miedź, cynk, żelazo i mangan. Cechował się znaczoną odpornością na wilgoć i wodę słoną i kwaśną.

Warsztaty Szkoły Ślusarskiej, rok 1898.

Wobec wzrastającej konkurencji ze strony produktów pruskich, rzemiosło świątnickie wymagało raczej zjednoczenia, a nie wzajemnych podziałów. Jednakże natychmiast dały o sobie znać wzajemne świątnickie animozje:

  • brak zgody i konflikty między samymi rzemieślnikami,
  • brak porozumienia między rzemieślnikami i kupcami,
  • wzajemne konflikty między samymi kupcami.

Brak porozumienia uniemożliwił min. stworzenia wspólnego magazynu do przechowywania nadmiaru wytworzonych kłódek, który byłby zabezpieczeniem na czasy kryzysu. Nie udało się także zjednoczyć kapitał i rzemieślników w jedną fabrykę na zasadzie przekształcenia dotychczasowej Spółki Ślusarskiej. Świątniczanie w krytycznej sytuacji potrafili się jednak zjednoczyć – wobec groźby likwidacji i przeniesienia Szkoły Ślusarskiej ze Świątnik do Krakowa (inicjatywa taka powstała ze strony przewodniczącego Izby Handlowo-Przemysłowej dra Benisa, który proponował zlikwidować szkoły w Świątnikach i Sułkowicach i przenieść je do Krakowa i Podgórza) murem za tym stanęli rzemieślnicy, kupcy i tworzone przez nich władze gminy.

Nie wiadomo, jak potoczyłaby się historia świątnickiego przemysłu, gdyby nie wybuchła wojna. Sytuacja też mogłaby wyglądać inaczej, gdyby zrealizowano połączenie kolejowe między Krakowem a Rabką przez Świątniki i Myślenice (plany z ok 1910 roku). Być może doszłoby do jakiegoś kompromisu centralizującego produkcję i handel w Świątnikach. A tak młodzi ludzie, absolwenci i uczniowie Szkoły Ślusarskiej musieli walczyć na obcych frontach. Ci, którzy powrócili wkrótce po uzyskaniu i utrzymaniu niepodległości, wzięli w swoje ręce przemysł kłódkarski i poprowadzili go nowymi ścieżkami. Ale o tym będzie już w kolejnych artykułach.


[1] F. Kiryk, Świątniki Górne (Krótki zarys dziejów do 1914 r.), maszynopis na prawach rękopisu, Kraków 1971

[2] Ai.1872, nr 7113

[3] Ai.1872, nr 7215.

[4] Ai.1872, s. 58-59

[5] F. Batko, Przemysł metalowy w Świątnikach Górnych pod Krakowem w XVIII w, maszynopis 1935 r. s. 69

[6] F. Batko, Przemysł metalowy w Świątnikach Górnych pod Krakowem w XVIII w, maszynopis 1935 r. s. 69

[7] F. Batko, Przemysł metalowy w Świątnikach Górnych pod Krakowem w XVIII w, maszynopis 1935 r. s. 70

[8] F. Batko, Przemysł metalowy w Świątnikach Górnych pod Krakowem w XVIII w, maszynopis 1935 r. s. 70

[9] M. Kulczykowski, Kraków jako ośrodek towarowy Małopolski Zachodniej w drugiej połowie XVIII wieku, Warszawa 1963 r. s. 110-111

[10] M. Kulczykowski, op. cit.

[11] Dekret kompromisarski Kapituły Katedralnej Krakowskiej z 7 października 1583 roku

[12] Nazwiska te pojawiają się w księgach parafii Mogilany z 1662 roku. Brak materiałów z wcześniejszego okresu nie wyklucza występowania tychże rodzin.

[13] Związek Świątnicki, ROK 1911, Nr 2 (czerwiec)

[14] W. Kwaśniewicz, Wiejska społeczność rzemieślnicza w procesie przemian. Studium socjologiczne wsi Świątniki Górne pow. krakowskiego 1850-1960, PAN 1970 r.

[15] Związek Świątnicki, ROK 1911, Nr 2 (czerwiec)

[16] K. Bruchnalski, Terminologia kłódkarska w Świątnikach Górnych, ok. 1891 r.